PBF - Charleston by Night

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 21 lutego 2015, 16:21

- Chciałbym więc ustalić pewien szczegół. Czy możemy liczyć na Twoją wyrozumiałość w zastosowaniu Prezencji? Chodzi mi o taką sytuacje gdzie możesz, niekoniecznie musisz, znaleść się w jej zasięgu. Patrz przykład z Mr. Pain'em, nie chciałem go urazić, chciałem jedynie by osoby w moim otoczeniu zapałały do mnie sympatią. Rozumiesz różnice?

- Jak daleko zamierzasz posuwać się w stosowaniu przemocy? Nie jest trudno zauważyć że masz w sobie bardzo silny akcent drapieżnika. Słyszałem nawet opowieści o takich przedstawicielach Twojego klanu którzy zasmakowali w torturowaniu innych. Czy byłbyś łaskaw oszczędzić nam tego typu praktyk?

- Czy potrafisz się uśmiechać? W sposób inny niż krokodyl do antylopy?

- Czy Twoja ochrona obejmuje także nasze zdrowie psychiczne? - Tu zwrócił się do Malkava - Bez obrazy stary.

- Ja bardzo jesteś nam w stanie zaufać?

- Czy mozesz przedstawić nam jakiś kodeks wartości względem którego rozpatrujesz zaistniałe sytuacje? Z tego co słyszałem dla was istnieje tylko Prawda, podczas gdy dla innych członków rodziny - tu wskazał na siebie- istnieje prawda, półprawda, niedomówienie, nieporozumienie, prawda wynikająca z punktu siedzenia, prawda przemilczana i tym podobne i tak dalej. Jest więc coś jak 10 przykazań lub pięć tradycji w stosunkach z Assamitami?

- I ostatnie pytanie, najbardziej w sumie przerażajace. Jak daleko jesteś w stanie sie posunąć i ile poświęcić by wykonać kontrakt?
Ostatnio zmieniony 21 lutego 2015, 16:27 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 22 lutego 2015, 12:30

Przyglądał się koterii. Zdawała się przemawiać jednym głosem, a przynajmniej na chwilę obecną wszyscy odgrywali ten spektakl. Przedstawienie jakich wiele.

Jak przyjemnie byłoby znaleźć się teraz pośród moich arcydzieł, tak szczerych, uchwyconych w jednej, ostatecznej pozie i myśli wypełniających wieczność. Figury w wosku, niezmienne, niezachwiane w oczekiwaniach i dążeniach... Ci tutaj.. tak stanowczy w deklaracjach już niedługo ukażą swe prawdziwe ja, lub to czym uważają, że są...

Przygarbiona sylwetka odsunęła się o krok ustępując miejsca innym. Lekkie skinienie głowy i subtelny gest dłoni. Tak, by uznali przeprosiny, jednak bez zbędnej uniżoności.

Chcecie grać w otwarte karty..

Chętnie poczekałbym, aż rzucicie się sobie do gardeł, poczekałbym, jak zwykle... ukrył się i milczał, aż wszystko przeminie. Obserwowanie Was jest takie cenne. Informacje, które sprzedadzą się jak ... krew.

Przyglądał się uważnie członkom zgromadzenia. Tak wiele możliwości otwierało się przed nim. Tak wiele..

Zobowiązań. Atrahasis uczynił go tym, kim się stał. Lata egoizmu jakiego nauczył się w camarilli względem innych nieumarłych. W świecie kainitów nie zwykł działać bezinteresownie względem członków innych klanów. Śmierć brujaha przywoływała odległe wspomnienia. Dług.

Niech chwilę jeszcze poględzą o bzdurach. I tak prędzej czy później do niego skierują pytania.
Ostatnio zmieniony 24 lutego 2015, 00:38 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 23 lutego 2015, 14:09

Stał spokojnie słuchając pytań Ravnosa. Ich rosnąca niedorzeczność była oczywistym dowodem na słabość serca i umysłu, jaka musiała być udziałem każdego z Kafrów. Prawie się roześmiał na wzmiankę o zaufaniu... Co sobie myślał ten Bękart Khayyina? Nie do końca chciał wiedzieć, do jakich jeszcze absurdów może doprowadzić ta rozmowa. Już teraz zaczynała mu się wydawać stratą czasu. Słuchając głosu Śmiecia, przypomniał sobie inne spotkania z członkami jego klanu. Krzyki i krew. Zwłaszcza smak krwi. Uśmiechnął się lekko. Bawiła go nieświadomość rozmówcy. Ciekawe, czy zadawałby mu te same pytania wiedząc, ile razy spijał czerwień i słodycz dusz z żył jego krewnych?

- Jestem twoim ochroniarzem - odezwał się w końcu, starając się, by jego głos brzmiał spokojnie i zimno. Jak zwykle. - nie twoją niańką. Dbam o twoje fizyczne bezpieczeństwo. I nie obchodzą mnie zupełnie twoje przemyślenia czy rozterki moralne. Nie obchodzi mnie też, co myślisz na temat prawdy. Prawda jest jedna. Jednak nie oczekuję od ciebie, abyś był w stanie to pojąć... Jesteś Niewierny, nie możesz więc wiedzieć, o czym mówię.

- Nie widzę sensu rozmawiania z tobą także na tematy nie związane z Kontraktem. I nie będę tego robił. Odpowiadając na te, które uważam za zasadne powiem, że użycie na mnie Prezencji będzie miało konsekwencje. Nie posiadam czegoś takiego, jak wyrozumiałość. I wiem, co zagwarantował mi Klient. Jednak w przypadku, gdy użyjesz jej na kimś innym, będę umiał sobie poradzić. Umiem odróżnić, czy robisz coś przeciwko mnie, czy nie. Więc nie martw się o to.

Paskudny uśmiech Mordercy nie pozostawiał złudzeń, co do tego, iż jest w stanie wypełnić zarówno pierwszą jak i o drugą deklarację.

- Nie będę ci oszczędzał niczego, co uznam za stosowne z uwagi na efektywność mojej pracy. Nie interesuje mnie, co o tym sądzisz, ani jak to oceniasz. Daruj sobie więc rozmowy tego rodzaju. Ja nie muszę w nich brać udziału. Dopóki Kontakt nie wymaga ode mnie złamania Praw Klanu, jestem w stanie zrobić wszystko by go wykonać i zrobię to.

- To nie jest poświęcenie - dodał, widząc niezrozumienie na twarzy Gavina. - Poświęcenie oznacza, że masz coś swojego, co jeszcze możesz oddać. Ja nie mam. Wypełnianie Kontraktu jest dla mnie sensem mojego istnienia. Więc nic nie muszę ofiarowywać. To jest moje życie.

Choć nie sądzę, abyś był w stanie to pojąc, sag ayaar* - dodał w myślach. I nie sądzę, byś wierząc w swoje półprawdy, mógł wiedzieć, czym jest ofiara. Tak jak nie możesz wiedzieć, ya noori** jaką rolę pełnisz w tej wojnie... Haqimi Yekhrib beitak, bassas...***

- Jeśli chodzi o zasady postępowania z członkami mojego Klanu, to jestem prawdopodobnie jedynym, z którym kiedykolwiek będziesz rozmawiał - znów wyszczerzył zęby w drapieżnym uśmiechu. Aczkolwiek nie umiał się opanować. W jego głowie powracały krzyki i błagania tych, których krew pił w Bułgarii. - Okłamywanie mnie ma swoje konsekwencje. Próby używania dyscyplin przeciwko mnie będą bolały. Obrażanie honoru mojego Klanu oznacza śmierć. Ta wiedza powinna ci wystarczyć, by przetrwać.

Milczenie, które zapadło po jego słowach zdawała się wyraźnie ochładzać atmosferę w pokoju.

- I jeszcze jedno, na koniec - dodał po chwili, a jego głos zabrzmiał dziwnie spokojnie, w złowieszczej ciszy, która ogarnęła zebranych. - Nie muszę wam ufać, by wykonywać swoją pracę. I nie zamierzam. Jesteście Niewierni. Jest między nami zbyt wiele różnic, byśmy mówili wspólnym językiem. I zawsze tak będzie. To co robię, jest kwestią obowiązku i honoru. Kontrakt jest dla mnie świętością. Nie mieszajcie więc w to innych rzeczy. Tak będzie wam łatwiej. I zdrowiej.

[center]Obrazek[/center]


* arab. kłamliwy psie
** arab. ty uliczny śmieciu (określenie używane do osób z niższej klasy społecznej)
*** arb. Niech Haqim cię przeklnie, kłamco.
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 23:13 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 24 lutego 2015, 01:15

-Niezmiernie pouczające.. - podsumował Horacy strzepując kurz z dawno nie używanej peleryny. Ściągnąwszy z wieszaka odzienie zarzucił je w wypracowanym latami, pełnym gracji i płynności geście, po czym kłaniając się koterii wskazał drzwi wejściowe.

-Wybaczcie mi cenni towarzysze moją małą inscenizację. Ów ponury zegar tyka i muszę rzec, że coś w nim mnie niepokoi. Najwyraźniej nie tylko mnie zważywszy na tak szybką i zdecydowaną reakcję księcia. Rządzi całym stanem żelazną ręką. Waham się, czy rozsądnie jest myśleć, iż rozwiązanie zagadki śmierci Atrahasisa pozostawi wyłącznie w naszej gestii. Ciekawi mnie, że tak łatwo zgodził się przekazać domenę komuś z klanu Lasombra, który ostatnimi czasy stał się cierniem w ... domenie książęcej mości. Pozostawmy jednak tę kwestię jego polityce.

Stojąc tyłem do koterii otworzył na oścież drzwi frontowe. Uniósł ręce niby dyrygent przygotowujący się do występu.

-0to Charleston. Śniące miasto, które stanęło przed wami otworem. Podczas, gdy staracie się czujnie stąpać po cienkim lodzie pełni obaw o obecność Łowcy gdzieś tam pomiędzy cieniami miasta przemykają hordy lupinów, magowie splatają swe szalone zaklęcia, a mroczne zaułki dają schronienie niezliczonym nadnaturalom.
Oto cienka linia, po której przyszło Wam stąpać. Ciekawskie oczy, które na Was spoczną. Jest ich tam wiele.. głodnych nie tylko wiedzy..

Opuścił dłonie. Ponownie odwróciwszy się ku zgromadzeniu.

-Choć nie wątpię w Twe zdolności Łowco, a w słowach pozostałych członków koterii wyczuwam zaangażowanie w sprawę bezpieczniej będzie, jeśli będziecie konsultować ze mną wszelkie próby samodzielnego poruszania się po mieście. Znam Charleston ... od dawna.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 24 lutego 2015, 03:39

Assamita określił się klarownie, nie pozostawiając żadnych wątpliwości jak zapatruje się na sprawę. Mity o tym jakoby Łowcy posiadali coś takiego jak "poczucie humoru" czy "wyrozumiałość" zostały ostatecznie obalone. Kain obdarował ich za to dwakroć większym mniemaniem o sobie, niż przeciętnego księcia Ventrue. Dla Gawina wystarczyło to, aby wylądowali w teczce z napisem: "nie ruszać bo zagryzę".

Mniej więcej w połowie pseudo-epickiego aktu Horacego Ravnos zwrócił się do Malkava.
- Jeżeli robisz coś z mózgiem Nosferowi to przestań proszę. Jeżeli zaś nic nie robisz, to czy mógłbyś zrobić coś żeby można było zrozumieć, o czym ten biedak mówi. To już nie jest zabawne.
Nie znam się na demencji, niemniej jeżeli Ksiądz nic nie robi z głową Szczura to mam nadzieje że ten drugi załapie, jak nużący jest cyrk który odstawia. Z każdą kolejną próbą przeciągnięcia tej farsy, postać Nosferatu będzie tracić na wiarygodności w oczach Ravnosa.
- Chciałbym powrócić do tej dobrej tendencji, kiedy padały jakieś konkretne informacje które "coś" dawały. - tutaj Gavin odczekał chwilę, ciekawy czy ktoś podejmie temat z sensem.
Ostatnio zmieniony 24 lutego 2015, 23:31 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 24 lutego 2015, 10:38

Malkavianin spojrzał zdziwiony w stronę Ravnosa, który niepocieszony chyba reakcją Mrocznego Jedi zrobił się marudny i niepocieszony właśnie. Cierpliwie poczekał aż Nosferatu skończy mówić. Pozwolił krótką chwilkę potrwać ciszy która nastąpiła po jego słowach (a która przybrała nie wiedzieć czemu formę rozpełzającej się dookoła mgły, mgły tego rodzaju w czeluści której wciągają cię ramiona koszmarów w niej się kryjących) i nie chcąc dać się uprzedzić nikomu z zebranych, sam zabrał głos, Wpierw kierując swe słowa ku Niepocieszonemu.

-Ależ drogi bracie, wiele wiedzy niosą słowa jego, przeto bowiem dowiedzieliśmy się że Książę Democritus nie będzie lubić Mrocznej Pani, co jest cenną informacją wydaje mi się. Przestrzegł nas również przed błąkaniem się samopas po mieście w którym to maszerują armie zmiennokształtnych i rzesze magów, jednocześnie wyciągając ku nam rękę i oferując pomoc w kwestii zrozumienia i poznania tego siedliska Złego.

Miłym (a przynajmniej miał nadzieję że tak wyszło) uśmiechem postawił kropkę na końcu zdania, by następnie zwrócić się do przedmówcy.

-Zaiste zegar tyka, kto wie, może nim świt ułoży nas do snu dziś jeszcze, jego wskazówki ruszą. - wzdrygnął się na tę myśl, pamiętając swe dziwne przeczucie że tak właśnie będzie -Nieważne to jednak teraz, bardziej interesują mnie te zastępy Śmierci przed którymi nas przestrzegasz. Brzmi to złowieszczo, i ciut zbyt tajemniczo. Proszę o jaśniejsze formowanie myśli, jak i ja się staram byście mnie rozumieli gdy do was mówię. I dziękuję za ostrzeżenie, jednak wiedz że chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Pan jest ze mną.

-Dziękuję również za Twe słowa przeprosin, jednak proszę na przyszłość jak już wcześniej prosiłem, byś swego zdenerwowania nie rozładowywał naszym kosztem.

Tu znów na ustach Terry'ego zakwitł uprzejmy uśmiech. Przeszedł z owym uśmiechem na ustach parę kroków, dbając by Nosferatu dla którego przywdział ów grymas nie stracił go z oczu, po czym zajął miejsce pomiędzy zebranymi, tak by wszyscy widzieli go wyraźnie i dodał.

-W całym tym zamieszaniu nie zdążyłem się przedstawić. Mówią o mnie frater Terry. Frater ze względu na stan duchowny, jak łatwo się domyślić - tu wymownym gestem wskazał na swą sutannę -Terry, bo to moje imię. Noszę przekleństwo krwi Malkava, i Światłość Pana Jedynego na Niebiosach. Zaiste dziwne to połączenie, jednakże w mojej opinii i dla mojej osoby - zbawienne. Mędrzec w Czerwieni wezwał mnie tu bym razem z Wami odkrył wszystkie puzzle zagadki śmierci jego, ale o tym już wiecie.
Tak naprawdę znów staram się przyjąć rolę rozjemcy, uwagi Ravnosa jasno dają do zrozumienia że wciąż jest zły na Nosferatu, ale ten drugi przeprosił i chociaż to może być niewystarczające, sam ten fakt chcę wykorzystać by zażegnać konflikt i przejść do tego co tak naprawdę ma znaczenie dla zebranych.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 24 lutego 2015, 14:41

Perspektywa zmiany tematu poprawiła mu nastrój. Poprzednia wymiana zdań sprawiła, że miał dość bycia w centrum zainteresowania na następne dwieście lat. Zdawał sobie sprawę, że potrzebuje informacji. Pytanie, zadane przez Regentkę wciąż gdzieś krążyło pod czaszką. "Wiesz chociaż w kogo uderzyć?" Z pewnością nie zamierzał pytać o to Tremerów, ale Kuffrowie zebrani w tym pokoju... Nie byli tutaj przypadkowo, prawda?

- Pojąłem - rzekł i skinął w stronę Nosferatu, poświadczając, że rozumie jego słowa. - Umiem się poruszać po wrogim terenie. To część mojego przeszkolenia. Niemniej ochrona grupy to inna sprawa. Może czasem nastręczać trudności...

Sięgnął do plecaka wyjmując plan miasta.

- Z uwagi na to, że pewnie często będę na zewnątrz, zaznacz mi proszę najważniejsze lokacje - rzekł do Horacego, podając mu mapę - Interesują mnie ziemie Lupinów, Sabatu, Elizja i istotniejsze domeny. Będę potrzebował tych informacji. Bardziej złożone kwestie będę w razie potrzeby konsultować z tobą.

Odwrócił się i pierwszy raz spojrzał na stojący na stole portret Brujaha. Świece po obu jego stronach wypaliły się już w dwóch trzecich długości. Wciąż jednak dawały wystarczająco wiele światła, aby płótno było doskonale widoczne. Wciągnął w płuca woń kwiatów i wosku. Lubił pogrzeby. Siwowłose oblicze Atra-hasisa spoglądało na niego ze spokojem. Nie wiedział kim był ten starzec i jaki był za życia. Jednak w jakiś sposób udało mu się zasłużyć na szacunek Klanu. A więc śmierć była dla niego błogosławieństwem, uwalniając go od klątwy Khayyina... A twoja krew pozwoli mi zbliżyć się go Haqima, niech będzie błogosławiony. Ta myśl napełniła go radością i czymś, co przypominało wdzięczność. Patrząc w łagodne oczy mężczyzny na płótnie, pomyślał, że pogrzeby przyjaciół bywają nawet lepsze, niż pogrzeby ofiar. O wiele lepsze. Uśmiechnął się.

[center]Obrazek[/center]
Z zadumy wyrwało go szelest papieru za plecami i nerwowy odgłos kroków, krążącego po pokoju Gavina. Przypomniał sobie, że nie jest sam. Odwrócił się do zebranych:

- Potrzebuję wiedzy operacyjnej - odezwał się ze spokojem - Każda informacja, którą posiadacie na temat tej sytuacji może okazać się cenna. Zakładam, że mój Klient wybrał was z konkretnych powodów. Więc musicie być najlepszymi możliwymi osobami do wypełnienia tego zadania. Ja powiedziałem już, co wiem. Czekam, na to, co wiecie wy. Interesują mnie także wasze zdolności bojowe i defensywne. Muszę wiedzieć, na ile jesteście w stanie sobie poradzić w sytuacji zagrożenia życia. To mi ułatwi pracę.

- Ponadto, gdy już skończymy rozmowę, chciałbym się rozejrzeć po domu i w okolicy. Zająć się kwestią zabezpieczenia terenu. Sprawy polityczne możecie więc zachować na koniec, gdy mnie już nie będzie w pokoju.
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 23:14 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 24 lutego 2015, 16:04

Terry z ulgą przyjął wypowiedź Łowcy, szczerze wierząc że zmiana tematu zażegna te dziwne waśnie, a o to mu przecież chodziło. Nie chcąc dać nikomu szansy na powrót do tej niewygodnej jemu sytuacji, wyrwał się do odpowiedzi na pytania Assamity.

-Mędrzec w czerwieni powiedział mi że musimy znaleźć pięć kruków. Że znają one tajemnicę jego wielkich obaw, oraz że z osobna są dla nas bezużyteczne. Razem będą wiedzieć wszystko. Dodał też że nikt nie może się o nich dowiedzieć, z wyjątkiem oczywiście obecnie tu zebranych. I że wam mogę zaufać i nikomu innemu. Tyle mniej więcej wynika z jego słów i na tym się kończą moje informacje otrzymane od niego. Ale nie to co mam do powiedzenia.

Westchnął głęboko i zacisnął pięści starając się zdusić emocje wywołane wspomnieniem ubiegłej nocy. Odezwał się po chwili z lekka drżącym głosem.

- Byłem tu już dwie noce temu, dokładnie przed północą. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to szybko i bezszelestnie oddalający się stąd kainita, przeskoczył przez ten wielki mur okalający posesję, mniej więcej z tamtej strony -machnął ręką w kierunku gdzie zakapturzona postać pokonała ogrodzenie.- i jestem właściwie przekonany że korzystał z mocy niewidoczności. Bardzo możliwe że moje przybycie spłoszyło go i dlatego postanowił się ulotnić. Drzwi do domu były otwarte, znaczy miały pootwierane zamki.

Ponownie zrobił pauzę, siłując się z bolesnym obrazem który właśnie przywołał przed swe oczy.

- Kiedy dotarłem do komnaty Czerwonego Mędrca, znalazłem jego prochy i zrozumiałem że przybyłem za późno. Ale wyraźnie dało się wyczuć silną Magyię Przebudzonych - tak mi się wydaje, właściwie to jestem pewien, a także to że ktoś używał jej tam tejże nocy.
Ostatnio zmieniony 24 lutego 2015, 16:21 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 24 lutego 2015, 23:14

- Skoro już mowa o krukach i wiedzy na temat miasta to ja także mam kilka informacji. Szukać będziemy kruków o specyficznych imionach: Rabanus, Gaagii, Vasco, Corbin i Fiachra. Ten ostatni powinien znajdować się w tym mieście. Niestety jednak, każde z tych imion znaczy tyle co "kruk" w różnych językach świata, więc na dane imię może reagować więcej niż jeden ptak. Może ale nie musi. - To Ravnos wyciągną zza pazuchy taki oto plakat i rozłożył na stole.

[center]Obrazek[/center]

Potem zwrócił się do plakatu, koncentrując na nim swoją uwagę: - Ukaż się sensie zagubiony przedwczoraj, zatracony przed chwilą. Daj mi szansę Cię odnaleść. - Pod wpływem jego słów papier zmienił się. Wielkość kartki pozostała taka sama, zmieniona okazała się jednak jej zawartość. Oczom zebranych ukazało się takie oto cudeńko:

[center]Obrazek[/center]

- Martinsburg specjalnie mnie nie martwi, to prawie małe miasto. Problemem będą te dwie lokacje i ta góra - wskazał kolejno Point Pleasant, Princeton i miejsce opisane jako Gaagii - Jak podejrzewam starzec nie wysłał je w losowe miejsca, co sugeruje że może tam być jakieś zgrupowanie dzieci Saarath, czy jak wy ich określacie, Lupinów. - wspomnienie drapieżników przypomniało mu by sprawdzić, która właściwie jest godzina.

- Co zaś tyczy się Twojego pytania Łowco, to kultywuje tradycje bycia niezauważonym i potrafię o siebie zadbać w ten sposób. Bliższy mi jest cichy Taniec Cieni niż dużo bardziej wyraziste, otwarte konfrontacje.
Po całej wypowiedzi sprawdzam na zegarku czas.
Spoiler!
Transformacja plakat=>mapa to rozproszenie iluzji, nie zaś rzucanie nowego efektu. Nie kosztuje mnie to nic.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 25 lutego 2015, 16:39

- Rozumiem więc, że posiadasz Niewidoczność - podsumował Morderca. - To dobrze. Biorąc pod uwagę, że dyscyplina ta nie jest ona obca także i wam - tu spojrzał na Terrego i Horacego. - muszę uznać, że zdolność ukrywania się będzie naszym atutem. To zaoszczędzi wielu kłopotów...

Trudno było uznać, czy w ostatnim zdaniu miał na myśli siebie czy całość grupy.

- Zgaduję też, że Odporność także jest ci znana z uwagi na linię krwi - dodał po chwili patrząc na Gavina. - Przyjąłem, że wolisz unikać bezpośredniego starcia. A jednak, gdyby to było koniecznie, umiesz się posługiwać jakąś bronią?

Pytanie zawisło na chwilę w powietrzu. Dając Ravnosowi czas, na przemyślenie tej kwestii Namtar zwrócił się do reszty koterii:

- Jeśli zaś o pozostałych chodzi: interesuje mnie zwłaszcza wasza znajomość dyscyplin defensywnych: Odporności, Niewidoczności i Akceleracji. A także zdolności radzenia sobie z bronią. Muszę wiedzieć, jak postępować w razie zagrożenia...

Spojrzał na nich. Już teraz mógł określić, kto z nich jaką przybierze strategię: kto ukrywa strach, kogo przejmie bestia, kto skupi się tylko na własnym przetrwaniu... Jedynie Nosferatu patrzył na niego ze spokojem, sugerującym, iż nie są to dla niego sprawy nowe. Dobrze. Pozostali potrzebowali czasu, aby przyzwyczaić się do zagrożenia i poznać swoje reakcje. Ciekawe, czy los będzie tak łaskawy, by im go zapewnić...

- Odpowiadam za ochronę, więc moje decyzje taktyczne będą w dużej mierze kierowane tym priorytetem - kontynuował starając się mówić jak najbardziej rzeczowo i klarownie. Jedyną rzeczą, której nie znosił bardziej od nadmiaru słów, było powtarzanie się. - Ujmijmy to na razie prosto: jeśli mówię, że gdzieś jest niebezpiecznie, to tam jest naprawdę źle. Jeśli mówię padnij, to padacie za najbliższą osłonę. Jeśli mówię, że uciekacie, to znikacie i uciekacie. Ignorując moje zalecenia, działacie na własną odpowiedzialność, a to znaczy, że przestajecie mnie obchodzić. Tak to widzę. Jeśli ktoś ma jakieś ale, to niech przedstawi je teraz, bo w czasie akcji nie będzie na to czasu.

- Nie znam waszego doświadczenia bojowego, ale walka zwykle jest chaosem. Tak więc jeśli nie macie tu specjalnych talentów, nie plączcie mi się pod nogami. W przypadku strzelaniny znajdźcie sobie osłonę. W czasie starcia będzie ciemno. Czasami bardzo ciemno. Nie starajcie się tego zmienić i nie używajcie światła, bo może się zrobić nieciekawie. Jeśli ktoś zapomni o tej zasadzie, osobiście połamię mu żebra. Mam nadzieję, że to jest jasne?

Uśmiech Mordercy nie pozostawiał złudzeń, co do zasadności ostatniej obietnicy.

- Co do tych ptaków... Kruków - poprawił się. - rozumiem, że mój Klient za ich pomocą zakodował jakąś ważną informację. Nie widzę na razie więc innego wyjścia jak znaleźć je. Choć warto byłoby także przeszukać dom dla porządku. Osoba, którą widział Terry pewnie usunęła ewentualne poszlaki, jednak zawsze coś mogło umknąć jej uwadze.

- Mówisz, że ten Kainita używał Niewidzialności? - zwrócił się do Terrego, raczej stwierdzając fakt, niż zadając pytanie. - Używał jeszcze jakiś mocy? Czy jego aura miała ślady po diabolizacji? Jeśli przeskoczył mur mógł mieć też Potencję. Warto przeanalizować wszystkie informacje, jakie mamy. A nie mamy ich za wiele.

Przerwał, czekając na odpowiedź zebranych. Jego umysł pracował szybko starając się przeanalizować wszystkie fakty i złożyć z nich choćby zarys sytuacji. Emocje, wrażenia - mogły poczekać. Teraz liczyła się wiedza, której potrzebował, aby wypełnić zadanie.
Ostatnio zmieniony 25 lutego 2015, 23:45 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 25 lutego 2015, 21:07

Malkavian wysłuchał uwag i pytań łowcy. Nie ociągając się zaczął odpowiadać.

-Tak, zdecydowanie starał się ukryć tą mocą. Nie wiem czy używał innych mocy, zbyt szybko zniknął mi z pola widzenia, nie sądzę również by był diabolistą, nic takiego nie zauważyłem. Ale uwaga na temat Potencji jest jak najbardziej trafna, on po prostu przeskoczył nad murem. Jednym susem.

-Co do moich zdolności bojowych, moim orężem jest wiedza i Słowo Pańskie. Jednakże wiem że nie o to pytasz, więc choć niechętnie, przyznaję że umiem posługiwać się nieco ostrzem. Nie jestem wyśmienitym szermierzem, ale też nie jestem całkiem nieporadny w tej kwestii. A z dyscyplin które wymieniłeś znam jedynie moc niewidoczności. I również nie jestem w niej mistrzem, jednak znam ją na tyle by ukryć się przed spojrzeniami złych oczu kiedy zajdzie taka potrzeba.

Kończąc zdanie, Terry ruszył w stronę osamotnionego stolika do kawy, któremu obiecał wcześniej pomóc. Bez słów przeciągnął go przez salę, i nie bacząc na zdziwione spojrzenia zebranych ustawił go przy jednej z kanap. Następnie zajął miejsce obok.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 25 lutego 2015, 21:54

Pytanie Łowcy zawisło w powietrzu niby dym wypuszczony z fajki. Metodą przetrwania Nosferatu było ukrywanie się i dobre rozpoznanie terenu, przyparty do muru także potrafił sobie poradzić, czynił to jednak niechętnie. Bezpośrednia konfrontacja oznaczała dlań niepodważalny błąd, toteż słowa Zabójcy wzbudziły w nim wątpliwości.

Zbliżył do mapy, odkrytej przez Ravnosa. Przez moment wpatrywał się w nią, na zniekształconych, karykaturalnych rysach twarzy dało się zauważyć wyraz niechęci i zniesmaczenia. Wreszcie wyciągnął swój długi, szponiasty palec. Pazur spoczął kolejno na lokacjach oznaczonych na mapie włóczęgi. Wskazywał i omawiał strefy wpływów, których wolałby nigdy nie odwiedzać. Czuł, jak każde kolejne słowo kostnieje w powietrzu topiąc pomieszczenie w gęstym niepokoju. Kątem oka obserwował asamitę. Oczy Mordercy migotały niczym żywe kamery rejestrujące chłodne fakty. Uspokoił się nieco.

[center]Obrazek[/center]

Odczekał chwilę jeszcze pozwalając Łowcy na analizę.

-Namturze -zwrócił się do żniwiarza- w swoich kalkulacjach uwzględnij proszę moją znajomość tego terenu. Będę unikał wszelkiej konfrontacji korzystając z daru pozostawania niezauważonym, dopóki znajdujemy się na terenie Charleston. Jest mi ona wybitnie nie na rękę. W sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa naszej koterii znajdę nam bezpieczną drogę odwrotu. Jeśli będziemy chcieli zniknąć sprzed ciekawskich oczu także mogę to zapewnić. Jeśli ktoś ucierpi znajdę dla niego kryjówkę, w której bezpiecznie zregeneruje siły.

Odsunął się od mapy pozwalając innym przyjrzeć się jej z bliska.

-Charleston od dłuższego czasu jest moim domem. Proszę was, byście uszanowali to miejsce, jak i moją w nim pozycję, którą budowałem długo i mozolnie. Gdy odejdziecie to wciąż będzie mój dom. Ufam, że okażecie mu szacunek nie zostawiając bałaganu, który trudno będzie posprzątać.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 26 lutego 2015, 13:01

Victoria spokojnie obserwowała, jak zebrane towarzystwo zaczyna ze sobą współpracować, wymieniając podstawowe informacje. Była zaskoczona, z jaką łatwością niektórym przychodziło dzielenie się swoimi spostrzeżeniami i uwagami na swój temat. Dla niej były źródłem władzy i manipulacji... Wiedza jest potężnym narzędziem, jeśli właściwie korzysta się ze świadomości, do czego można by było ją wykorzystywać. Obserwowała, jak stopniowo ustalają się relacje w całej koterii, jak każdy zajmuje swoje miejsce, przybierając i gładko wchodząc w role, do których wyznaczył ich Atrahasis.

- W takim razie ja też dołożę w końcu swoje skrawki informacji. Odnośnie kruków... - Victoria siedząc na wygodnej kanapie skierowała swoje słowa do wszystkich. - Wiem, że każdy z nich posiada część informacji, która jest kluczem. One znają jedynie część odpowiedzi, ale dopiero zebrane razem stworzą cały wzór... Każdy z nich zna część imienia... Nie możemy jednak dopuścić, by zostało one wypowiedziane. Jeśli to zrobimy, dowie się o nas i umrzemy. Nie umiem powiedzieć z czym lub kim mamy do czynienia, ale powinniśmy mieć się na baczności.

- Dlatego proszę o uświadomienie sobie i zapamiętanie przestrogi starca. Nie możemy wypowiedzieć tego imienia. Kruki je znają, ale każdy tylko część. Dlatego to bezpieczny sposób... - tak ujął to starzec.

Poczekała chwilę, ąż nowa informacja zacznie krążyć i kolejny puzel układanki wskoczy na swoje miejsce. Zwróciła się bezpośrednio do Namtara.

- Jeśli chodzi o moje zdolności, w bezpośredniej walce nie posiadam żadnych. Nie znam się na broni, nie walczę. Chociaż legendarna ciemność klanu Lasombra jest mi bardzo dobrze znana i w razie konieczności potrafię o siebie zadbać. Jednak nie chciałabym tego robić... - Victoria nie chciała zdradzać więcej. Przynajmniej na razie.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 26 lutego 2015, 15:40

Pochylony nad mapą studiował położenie lokacji, zaznaczonych przez Horacego, starając się zapamiętać wszystkie szczegóły. Wiedzę tego rodzaju stanowczo należało mieć w głowie, nie na papierze. Jednocześnie słuchał wypowiedzi zebranych, porządkując dane. Informacje powoli zaczynały ukazywać jakiś wzór, choć nie był pewien jeszcze co on przedstawia. Imię... Imię, które może sprowadzić śmierć, na osobę, która je wymówi... Cóż, znał tylko jeden rodzaj istot o takiej mocy. Istot, które pozostawały daleko poza jego możliwościami. Miał nadzieję, że się myli... Zresztą, na tym etapie każde założenie stanowiło jedynie spekulację...

- Przyjąłem - powiedział, odrywając się na chwilę od studiowania planu okolicy i spoglądając na zebranych - Nie będę dążył do tego, by was narażać bez potrzeby. To nie wasza rola.

- W razie starcia - zwrócił się do Victorii - zaciemnij okolicę. To mi bardzo pomoże. Potem znikajcie.

Uśmiechnął się zimno. Nigdy by nie pomyślał, że będzie kiedykolwiek współpracował z Lasombra. Los bywał przewrotny w swym popieprzonym poczuciu humoru. Mektub.

- Jeśli ja nie będę w stanie, to postaraj się zabezpieczyć odwrót - następne słowa skierowane były do Horacego. - Znasz okolicę, będziemy polegać na twej wiedzy. Ustalmy punkty w których możemy się spotkać, jeśli musielibyśmy się wcześniej rozdzielić. Jednym na pewno będzie ten dom, ale wolałbym mieć jeszcze dwa na mieście. Coś, co nie rzuca się w oczy. Dam wam numer mojej komórki, jednak gdy jestem na akcji wyłączam ją, więc może czasem nie działać.

- Proponuję dziś zając się przeszukaniem posesji i wymianą zamków. Przydałoby się też przeprogramować system alarmowy, założyć nowe hasła. Później zabezpieczę teren i poszukam śladów osoby, którą wspominał Terry, choć podejrzewam, że ochrona Amira wszystko zadeptała. - w ostatnim zdaniu dało się odczuć lekką drwinę.

- Poszukiwania kruka najlepiej byłoby zacząć od terenów najbliższych i najbezpieczniejszych. Więc w tym przypadku od samego Charleston. Później ustalimy kolejną lokację. Na obcym terenie wolałbym nie wchodzić w konflikty z Magami i Lupinami. Nie ma w tym chwały i nie przynosi to krwi, której potrzebuję...

Odruchowo przejechał językiem po zębach. Tak, zdecydowanie potrzebował krwi... A każda noc, bez niej była nocą tylko w połowie, pozbawiona szkarłatnej komunii i spełnienia, poza uporczywą zasłoną głodu...

- Gavinie, obejrzyj zamki i ustal, czy ktoś miał klucze, czy się włamał w inny sposób. Mamy trochę czasu do świtu, zabezpieczmy tą lokację na tyle, na ile jesteśmy w stanie. Liczę, że dysponujecie jakimiś funduszami i ghulami, by to zrobić. To w sumie wszystko, co chciałem powiedzieć. Jeśli nie macie nic do dodania, zajmę się swoją robotą.
Daję zebranym numer komórkowy do siebie.

Na planie miasta chciałbym ustalić z Horacym ze dwie lokacje, nie będące żadnymi elizjami, ani nie leżące w niczyjej domenie, w których możemy się bezpiecznie spotkać, gdybyśmy wcześniej stracili ze sobą kontakt.

Jeśli nikt nic nie chce ode mnie więcej, chcę się zająć przeszukaniem domu.
Ostatnio zmieniony 27 lutego 2015, 01:10 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 27 lutego 2015, 00:15

[center]Obrazek[/center]
Po burzliwej dyskusji koteria postanowiła rozejrzeć się po posiadłości. Pomieszczenia na parterze były otwarte i zostały bardzo szybko zbadane. Zebrani zatrzymali się na dłużej w pokoju muzycznym, oraz bibliotece, które wywarły na nich duże wrażenie.

[center]Obrazek Obrazek[/center]
Znajdowało się tutaj wiele przedmiotów, z różnych stroń świata, oraz książek, które budziły ogromne zainteresowanie. Każdy z członków koterii mógł tutaj znaleźć coś, co w przedziwny sposób rezonowało z jego wnętrzem, tak jakby ktoś umieścił tutaj pewne przedmioty celowo, przewidując, iż zebrani zjawią się tu pewnego dnia... Lub nocy... Czy było tak w istocie? Zagadka pozostała nierozwiązana. Terry i Victoria zaczęli przeglądać ciężkie, bogato ilustrowane woluminy, pełne duchowej mądrości. Horacy zainteresowały rzadkie starocie, rozmieszczone tu i tam, bez żadnego wydawałoby się porządku. Namtar zatrzymał się przy stroju wojownika arabskiego, pochodzącego z XIV wieku. Niektóre zdobienia na broni i zbroi wydawały mu się dziwnie znajome. Tylko Gavin nie był zadowolony z tego, na co trafił w bibliotece. Na miękkim fotelu, prawie na środku sali, leżała maleńka figura z origami.

[center]Obrazek[/center]
A więc to Blue Crane... Cholera, był tutaj przede mną. W co rodzina Wuzo mnie tym razem wpakowała? Przypadek? Już raz wszedłem mu w drogę... Kolejne pytania kłębiły się w głowie Ravnosa, gdy nagle na swym ramieniu poczuł długie, martwe palce Horacego. Nosferatu odezwał się:

- Wiele pomieszczeń na pierwszym piętrze ma zamknięte drzwi. Musimy najpierw znaleźć klucze...

W odpowiedzi Gavin uśmiechnął się szelmowsko, sięgnął do kieszeni i zatrzepotał pękiem kluczy niczym dzwoneczkiem w hotelowym hallu, dając wszystkim do zrozumienia, że czas zwiedzać dalej.

- Znalazłem je na wieszaku w kuchni dokładnie tam, gdzie powinny wisieć w tego rodzaju domach - odparł. - Chodźcie, musicie to zobaczyć - odezwał się do wszystkich wskazując na maleńkiego żurawia.

- To wizytówka jednego z złodziei do wynajęcia, o pseudonimie Blue Crane. Zostawia je, gdy wie, że w okolicy są inne osoby z fachu dając do zrozumienia, że to jego teren działania i nierozsądnie jest wchodzić mu w drogę. Nikt nie zna jego klanowej przynależności, jednak z pewnością jest mistrzem w Niewidoczności.

Gavin zwinnym ruchem zabrał maleńki obiekt, chowając go do pustego opakowania po kliszy fotograficznej.
Gavin: Masz klucze do wszystkich pomieszczeń.
Czekam na deklaracje, jakie działania podejmujecie? Kto przeszukuje jaką część domu?
Spoiler!
Blue Crane to złodziej bez honoru i zasad. Jedyne co wyznaje to zapłata za zadanie. Słyszałeś plotki, że od kilku lat nie interesuje się pieniędzmi, a tylko i wyłącznie magicznymi przedmiotami, co sprawiło, że Tremere i Tzimisce najczęściej go wynajmują. Raz wszedłeś mu w drogę. Skończyło się to dla Ciebie fatalnie, bowiem podrzucił Ci przeklęty przedmiot i od tego momentu wroga magia działa na ciebie dużo silniej (Twoja Wada za 2 pkt)
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ