Strona 5 z 26

: 19 maja 2015, 11:12
autor: Dobro
Z tego co widzę, Ketha nie będzie 2-3 dni, także pozwolę sobie wcielić się na jego nieobecność w Garro, by nie zatykać przygody.
Zielarz chwilę jeszcze przyglądał się atakowi wstrząsów, po czym sięgnął do kieszeni płaszcza, skąd wydobył sakiewkę z liśćmi melisy. Zwinął je w małe kulki i włożył do ust Nehahera. Ten już od pewnego czasu przestał się trząść i pluć pianą z ust. Po chwili stygijczyk odzyskał przytomność i przysiadł z ciężką głową. Wypłukał usta od gorzkiego, żelaznego posmaku krwi.

Wszyscy spoglądali nań badawczo w ciemnościach ogarniających świat.
Jest już ciemno, księżyc jest w nowiu, za to jest mnóstwo gwiazd na bezchmurnym niebie, które jako tako rozświetlają okolicę.
Taki widok widzicie patrząc na lewo od dziwnej budowli:
Obrazek

: 19 maja 2015, 13:43
autor: Sigil
Wyspy Baracha, dziwne ruiny, noc

Nehaher rozejrzał się wkoło błędnym wzrokiem. Jego spojrzenie przez chwilę zatrzymało się na twarzach przyjaciół. A więc żyli... Fakt, ten dotarł do niego dopiero po chwili. Najważniejsza bowiem była nieobecność bólu. Usiadł i oparł się plecami o niewielką skałę. Ukrył twarz w dłoniach. Przez dłuższy czas siedział tak, nie myśląc właściwie o niczym. Rozkoszował się końcem cierpienia, ciszą i brakiem odczucia iż coś... robactwo... pełza pod jego skórą.

Kiedy w końcu odezwał się, jego głos był cichy. I zebrani musieli pochylić się, aby móc go dobrze usłyszeć.

- Ten budynek to sanktuarium... Świątynia Tsathoggui Bezkształtnego... Tego, który zamieszkuje w pozbawionym światła N'kai i pod którego dotknięciem wody Styxu stają się czarne... Jego przeklęte imię wymieniają manuskrypty z Yothic. Anet-hra-k Set, amen-nua emmeh-ten gemmam-tu Neteru em sekeru*... Bezkkształtny nigdy nie dotrzymuje słowa... Pożera mięso, światło i kości...

Nagle podniósł głowę i spojrzał na nich. W oczach czarownika powoli zapalał się blask świadomości:

- Wizja ukazała mi, iż nie możemy ufać żadnej sile drzemiącej wewnątrz tego budynku - odezwał się z nową energią, która jednak w tej chwili była jedynie cieniem jego dawnej pewności siebie. - A jednak jest tam artefakt, który zamierzam zdobyć. Choć nie za cenę, której pragnąłby Śpiący z N'kai. - zaśmiał się nerwowo.

- Musicie wiedzieć, że dawne moce będą żądać od nas ofiary. Jednak nie możemy ich karmić... Albowiem wzrosną i zapanują nad nami. Nie patrzcie w oczy posągu, który ujrzycie w ruinach! A jeśli usłyszycie głos z ciemności, pomódlcie się do swoich bogów... O ile wciąż chcecie iść ze mną... - skrzywił usta w pozbawionym radości uśmiechu.

- Dziękuję ci, Garro za pomoc. - odezwał się po chwili do uzdrowiciela. - Być może to ostania noc, gdy rozmawiamy. Ale muszę tam iść i zmierzyć się z... Tym... Tylko w ten sposób zdołam poznać tą tajemnicę i zrozumieć więcej.

Podniósł się i stanął, z początku jeszcze niepewnie, ale szybko udało mu się zapanować nad ciałem. Spojrzał na gwiazdy nad głową, wiedząc, że być może ogląda je po raz ostatni. A jednak wciąż był zdecydowany. Wierzył w moc swojego ducha, a czyż wizja nie ostrzegła go przed błędem, który mógłby popełnić? Teraz rozumiał, iż Bezkształtny żywił się chciwością i aby zwyciężyć w tej próbie należało przeciwstawić mu raczej niewzruszoną Wolę... Niż karmić nienasyconą paszczę mroku... Wiedział także, że gdyby teraz cofnął się, żałowałby tego do końca życia. Nie chciał wiedzieć, że stanął przed szansą i zaprzepaścił ją. Powoli najbardziej brutalne elementy jego wizji zacierały się w pamięci... Czyż jednak nie był przyzwyczajony do cierpienia i obłędu i czy nie ocierał się o nie więcej niż raz szkoląc umysł i ducha w przewrotnej sztuce magii? Znał je dobrze i nauczył się przeciwstawiać im moc swojej woli. I chociaż nie używał broni, ani nie parał się rzemiosłem wojennym, to jednak ta walka, którą staczał na poziomie duchowym była równie niebezpieczna i zażarta jak każda z ziemskich bitew. Powoli odwrócił się w stronę Świątyni Bezkształtnego i zmierzył ją wzrokiem.

[center]Obrazek[/center]

* Styg. Chwała ci Secie, ukryłem się w Tobie, by uczynić świętym me wnętrze.

: 19 maja 2015, 15:48
autor: adamwl
Adoth

Czyli jak tam wejdziemy, coś może Nas opętać i już nie wyjdziemy, albo wyjdziemy odmienieni, a Ty nadal chcesz się tam pchać? Ehh magowie, kapłani i ich pokręcone umysły, ale towarzysza nie zostawię, pójdę z Tobą

: 19 maja 2015, 16:01
autor: Araven
Sigurd

Chyba ja tu powinienem być od myślenia, od razu mówiłem, ze coś mi się w tych budowlach nie podoba. A Wy gadacie, ze jakieś węże wyginęły co tam mogły mieszkać. Ten ma koszmary, ale chce tam wejść, jedynie Zamorańczyka rozumiem, złodzieja do łupu ciągnie. Ale i ja pójdę, nie dam się pokonać Cymeryjczykowi.

: 19 maja 2015, 16:17
autor: Dobro
Cymmeryjczyk zapalił pochodnie na szybko skleconą z dużego kija, szmat i resztek oliwy. Podał drugą zielarzowi, który chcąc nie chcąc również wszedł do środka, by nie zostawać samemu w gwieździstą noc na zewnątrz budynku.
We wnętrzu iskrzyło na czerwono osiem owalnych punktów, święcąc niby miejskie latarnie widziane z pałacu władcy. Pierwsze, co się rzuciło w oczy wdzierającym się do środka awanturnikom, to było wrażenie, iż wnętrze budowli jest przynajmniej trzykrotnie większe, aniżeli wskazywałby rozsądek. Ogromne kamienne kolumny podtrzymywały strop; część z nich jednak była już dawno zawalona i leżała na kamiennej posadzce wśród kurzu i pyłu. Droga prowadziła po schodach parę metrów w górę, w głąb budowli. Na górze z kolumn zwisały reszty prastarych materiałów.

Absolutna cisza przerywana byłą jedynie stukotem butów o idealnie wypolerowaną niegdyś podłogę i trzaskami płonących pochodni.
- To musiała być świątynia... - mruknął Sigurd, wskazując na źródło tajemniczego czerwonego światła i rozwalony ołtarz. Podchodząc bliżej wszyscy w końcu zobaczyli, co się kryło pod osłoną ciemności.

Posąg wielkości byka przedstawiał ropucho-podobną bestię o ośmiu ślepiach z oszlifowanych, krwistoczerwonych rubinów wielkości pięści małego dziecka każdy. Ropucha górowała nad zniszczonym ołtarzem, zaś jej wyolbrzymione męskie atrybuty zawijały się wzdłuż żabich nóg.

Galvat rozejrzał się po bokach, wypatrując skrzyń bądź innych przedmiotów, mogących świadczyć o ukrytych tutaj skarbach. Jednakże, nic poza pyłem, gruzem, kurzem i ciemnością się tu nie znajdowało.

Adoth zauważył, że na każdej kolumnie przedstawiony jest wąż w różnej postaci i dziwny rodzaj pisma, których nawet Nehaher nie umiał określić, skąd pochodzą ani czego dotyczą.

Wnętrze świątyni (tutaj trochę za jasne, ogólnie jest dużo ciemniej)
Obrazek

: 20 maja 2015, 11:38
autor: Sigil
Wyspy Baracha, Świątynia Bezkształtnego, noc

- Thes pekset* - wymamrotał Stygijczyk zanurzając się w mrok świątyni. Strop zamknął się nad nimi, zakrywając gwiazdy, a potężne kolumny majaczące w mroku, przywodziły na myśl milczące, groźne postacie. Ujrzał osiem punktów jarzących się krwawo - i natychmiast odwrócił wzrok. Wiedział czym są zanim jeszcze Sigurd oświetlił ołtarz i posąg...

- Nie patrzcie w oczy Bezkształtnego... - szepnął. - Nie wymawiajcie jego imienia, by nie zbudzić go...

Poruszał się ostrożnie i uważnie, tym razem, wyjątkowo idąc prawie na czele grupy, tuż obok szukającego pułapek Zamorańczyka. Co chwila przystawał, aby zbadać tajemnicze inskrypcje pokrywające filary, lub pogrzebać przez chwilę w gruzach... Jego usta poruszały się, gdy mamrotał bezgłośnie modlitwy do Seta...
Nie patrzę w oczy posągu i jestem skupiony na wykrywaniu potencjalnych ataków magicznych. Jeśli znajdę jakiś fragment inskrypcji (na odłamanym kawałku kamienia np.) to zabieram go ze sobą. Kopiuję kilka innych fragmentów za pomocą kawałka pergaminu i węgla.
Spoiler!
Szukam statuetki i ewentualnie innych ciekawych artefaktów. Rozglądam się przede wszystkim tam, gdzie ją widziałem.

* styg. Set jest moją siłą

: 20 maja 2015, 11:53
autor: adamwl
Adoth

Co tam tak mamroczesz Nehaherze i po co Ci te odłamki? Uważaj lepiej na pułapki, coby nic Nam dupy nie przysmażyło
Słucham rady maga i nie patrzę w oczy posągu

: 20 maja 2015, 20:29
autor: lightstorm
Wyspy Baracha, Świątynia Bezkształtnego, noc

Cholera, ale tu mrocznie i jakoś tak ponuro. Jak będę mieć szczęście, to może coś uda się z tego przeklętego miejsca wynieść - pomyślał Galvat. Idąc za radą Nehahera, Zamorańczyk także nie miał ochoty patrzeć tam gdzie nie powinien. Skupił się wyłącznie na obserwowaniu okolicy w poszukiwaniu pułapek i ewentualnych wartościowych w jego ocenie przedmiotów. Wiedział, że najlepiej będzie jak pójdzie przodem i w razie czego pierwszy dostrzeże ewentualne źródło niebezpieczeństwa.

- Nie to żebym, coś tego... Ale Nehaher coś szepcze cały czas i chwilami mam wrażenie jakby to, co on gada pasowało do tego miejsca. Czy możesz przestać? Cisza to błogosławieństwo, a szemranie i szelesty oznaczają nędzny koniec. Zielska cie dalej trzymają, czy o co chodzi? - zadał pytanie łotrzyk.
Szukam pułapek. Interesuje mnie każdy podejrzany ruch. Rozglądam się za świecidełkami i wszystkim co wartościowe, i można z tego miejsca wynieść. Nie patrzę w oczy, czy na posąg jakiegoś boga, czy demona. Tak samo z kamieniami szlachetnymi. Tych w posągach, czy ołtarzach nie ruszam.

: 20 maja 2015, 20:40
autor: Sigil
Wyspy Baracha, Świątynia Bezkształtnego, noc

- Nie bądźcie ignorantami! Odmawiam zaklęcia ochronne i modlitwy za nasze bezpieczeństwo - odciął się szeptem urażony Stygijczyk. - O to, by pierwotne zło nam nie odgryzło dupy. Nadal chcecie bym przestał? Zaraz, chwila... O, to jest bardzo ciekawe... - przerwał na moment zajęty oglądaniem podniesionego właśnie kamienia, na którym znajdował się fragment jakiejś płaskorzeźby.

- Jeśli znajdziecie coś interesującego - dodał po chwili, jakby wiedziony nową myślą. - nie bierzcie tego od razu w ręce, tylko najpierw pokażcie mi, dobrze?

: 21 maja 2015, 08:58
autor: Araven
Nie bądźmy "igno" co?

Ja nie wiem co Ty tam mamroczesz Nehaherze, ale ciemno tu jak w dupie, obyś nic nie pomylił i to pomogło.

Też nie patrzę w oczy posągu.

: 21 maja 2015, 12:38
autor: adamwl
Adoth

Interesującego, a co tu interesującego poza gruzem, a w tej ciemności nic innego nie widać. Jak chcesz mogę Ci Nehaherze nazbierać tych kamieni, ale sam je Sobie nieś

: 21 maja 2015, 20:19
autor: Dobro
Awanturnicy ostrożnie poruszali się po ruinach czegoś, co można było uznać za prastarą świątynie. Nikt nie patrzył w ślepia posągu - wszyscy zajęci byli szukaniem jakiś niezwykłości, tudzież skarbów. Nehaher ponadto poprosił, aby zwracać uwagę na kamienne tabliczki z dziwnymi napisami. Stygijczyk podszedł do zwalonego ołtarza przy posągu i pogmerał pod gruzami, mrucząc coś doniośle i ciesząc się, że znalazł nowe dziwne symbole.

Dłuższą chwilę trwało szmeranie i przeszukiwanie ruin, ale nikt niczego nie znalazł wartościowego.
Wygląda na to, że nic tu nie ma. Wychodzicie ze świątyni czy szukacie jeszcze? Nie znaleźliście też żadnych pułapek, zaś Nehaher potwierdza, że nie wyczuwa nigdzie magii.
Spoiler!
Pomiędzy pęknietymi płytami chodnika zauważyłeś bransoletę, która już na pierwszy rzut oka wygląda na bardzo bogatą. na razie nie dałeś po sobie niczego poznać i chyba nikt tego nie zauważył. Co robisz?
Spoiler!
Zauważyłeś, że Galvat czemuś się przypatrywał przez dłuższą - niż zwykle - chwilę. Co robisz z tym fantem?

: 21 maja 2015, 21:30
autor: Keth
Wyspy Baracha, Świątynia Bezkształtnego, noc

Garro był szczerze przerażony pomysłem zejścia do prastarej świątyni, ale jeszcze bardziej zatrważała go myśl o pozostaniu w pojedynkę na skraju dżungli. Porastający wyspę tropikalny las sprawiał urokliwe wrażenie za dnia, w nocy jednak przybierał zupełnie nowego wymiaru. W czarnym gąszczu zdawały się czaić jakieś groźne kształty, a pokrzykiwania nocnych zwierząt przyprawiały uzdrowiciela o lodowate ciarki. Ściskając w dłoni rękojeść miecza medyk zszedł czym prędzej do podziemi starając się trzymać jak najbliżej wyjścia, ale zarazem dając bacznie na to, by towarzysze nie zniknęli mu z oczu.

W głębi duszy Garro żałował, że niewielka ekspedycja nie zdecydowała się powrócić na noc na plażę, gdzie wszyscy mogli przenocować w większym towarzystwie, pod osłoną czujnych straży i na odkrytej przestrzeni, gdzie łatwiej było wypatrzeć niebezpieczeństwo.

Kiedy rozmawiający między sobą półgłosem awanturnicy zbili się ponownie w niewielką gromadkę, Garro chrząknął znacząco spoglądając w ich stronę.

- Nie chcecie tu chyba nocować, prawda? - spytał nieco roztrzęsionym głosem uzdrowiciel - Chodźmy już na górę, potrzeba nam wszystkim świeżego powietrza.
Garro ma złe przeczucia i chciałby jak najszybciej opuścić te ruiny!

: 22 maja 2015, 00:44
autor: lightstorm
Wyspy Baracha, Świątynia Bezkształtnego, noc

Galvat odwiedził wiele parszywych miejsc, ale to z każdą chwilą sprawiało, nabierał nieodpartej ochoty, by jak najszybciej je opuścić. Tylko jedna błyskotka w całym tym przeklętym miejscu. A te wspaniałe, słodziutkie, takie jędrne i kochane czerwone rubiny są kurwa przeklęte - pomyślał sobie łotr. Okradanie takiego miejsca, to zupełnie inna sprawa. Galvat idąc za radą Stygijczyka nie zamierzał niepotrzebnie ryzykować:

- Towarzysze, to miejsce zaczyna mi się udzielać. Ciężko tutaj cokolwiek znaleźć. Jedyne, co wpadło mi w ręce to ta bransoleta - Galvat wyjął znalezisko z kieszeni w rękawie i podał ją Nehaherowi.

- Wygląda na coś wartą, ale musiałbym ją zobaczyć w świetle dnia. Tu niewiele widać. Możesz powiedzieć, czy to przeklęte? No i czy te rubinki o tam - wskazał palcem na posąg, nie patrząc na niego. - można jakoś wydłubać? Nie znam się na tym i nie zamierzam tu zdychać, bo zrobiłem błąd.

: 22 maja 2015, 00:59
autor: Sigil
Wyspy Baracha, Świątynia Bezkształtnego, noc

- Dotykałeś tego? - zapytał szybko Stygijczyk. W mroku świątyni jego oczy błyszczały niesamowicie, odbijając światło pochodni. Patrząc w nie Galvat poczuł nagły dreszcz

- Oczywiście, że tak... - wymamrotał Nehaher do siebie, przenosząc wzrok na znaleziony przedmiot. - No tak... Mówiłem, żebyście nic nie dotykali...

Wyjął sztylet i sięgnął po bransoletę zawieszając ją na ostrzu:

- Interesujące... Tak, bardzo ciekawe - mruknął przyglądając się jej. - Sigurdzie, czy możesz tu poświecić? Ten wzór chyba już gdzieś widziałem...

- Mówiłem, żeby nic nie dotykać - powrócił do głównego wątku, nie przerywając oględzin bransolety. Unikał jednak bezpośredniego dotknięcia jej ręką. - W tej świątyni mogą się znajdować artefakty wypełnione mocą, a moc potrafi być niebezpieczna... Tak więc cieszę się, że sam zauważyłeś, iż nie znasz się na tym. Twa skromność godna jest podziwu. Nie chcesz nawet wiedzieć, jakie konsekwencje może mieć dotknięcie przeklętego przedmiotu... Śmierć byłaby jedną z przyjemniejszych perspektyw, która mogła by cię spotkać... A no tak... I oczywiście nie będziemy ruszać tych rubinów, ani tego posągu. Myślę, że powinniśmy już stąd wyjść. Zbyt długie przebywanie w takim miejscu może zbudzić Starsze Siły. Sama nasza energia życiowa ma wpływ na fluktuacje energii w tym pomieszczeniu...
Badam bransoletę za pomocą Wiedzy: Okultyzm. Sprawdzam, czy jest magiczna.
Poza tym też jestem zdania, aby stąd już wyjść. To miejsce naprawdę zaczyna się udzielać.