Chwile trwało nim oczy przywykły do gęstej ciemności. Najpierw zadziałała infrawizja, ukazując zimne kałuże wody między zniszczonymi deskami posadzki, w szerokim na dwie osoby korytarzu, wyglądało to jak kamuflaż węża, którego koniec ginął w mroku. Postąpiłem ostrożnie trzy kroki w przód, deski uginały się pod moimi stopami, korytarz delikatnie pochylał się, by po kolejnych kilku krokach się znów wypoziomować. Poczułem pod stopami wilgoć. Nasłuchiwałem. Usłyszałem szum przelewającej się wody. Na "stereo" (taki bardyjski termin), z prawej i lewej strony. Kiedy postąpiłem jeszcze trochę na przód, a przez obuwie czułem coraz wyraźniej wodę przesiąkającą deski, tak po stronie serca i tej drugiej, spostrzegłem o wyciągnięcie włóczni przed sobą prześwity światła. Miałem wrażenie że wyczuwam w powietrzu niknący zapach cytrusów, ale tak się często dzieję że wyobraźnia podsyła nam wrażenia, których pragnęlibyśmy.
Podszedłem delikatnie w stronę, coraz wyraźniej rysujących się promieni światła, wystających niczym sztylety ze ściany. Będąc już bardzo blisko przekonałem się że po oby stronach korytarza znajdują się zabite zmurszałymi deskami drzwi. Tędy na pewno nie przecisnął się nasz podopieczny, musiał pójść korytarzem na wprost, zapewne do piwnicy. Kiedy skierowałem tam swe kroki, zahaczyłem nogą o deskę podtrzymującą drzwi po lewej i ku memu zdziwieniu, te całkowicie runęły. Czyżby aż tak kamuflował swą drogę ucieczki, przemknęło mi przez myśl. Zaraz jednak osłoniłem oczy ręką, gdyż z otworu buchnęło oślepiające światło. Było ono oślepiające tylko przez chwilę i tylko dlatego że oczy moje długo przebywały ciemności. Zajrzałem przez powstały otwór.
Oczom moim ukazała się obszerna hala, światło pochodziło z zniszczonego świetlika, wieńczącego strop na wysokości trzech mężczyzn. Pomieszczenie szerokie było na może dwadzieścia kroków i na tyleż długie. Spływające z sufitu światło ukazywało na środku dwa olbrzymie gliniane naczynia, niczym dzbany, uwięzione przez gigantyczne pająki o ciałach z zapadniętych drewnianych krużganków, ramp i rusztowań, oczach z kołowrotków i zębatych kół, szponach z potłuczonych amfor. Prawy dzban leżał przewrócony i otwierał do mnie swe okrągłe wnętrze. Obrośnięte mchami i bluszczem, zapraszało jak portal do krainy szczęścia. Drugi przechylony pod kątem, opierał się na pierwszym, wypełniony być musiał wodą wpadającą przez zniszczony świetlik, bo ta strugą wylewała się z niego spływając po przewróconym bliźniaku. Przez mgnienie oka słońce musiało przebić się przez chmury, bo to cudne misterium zwieńczyła tęcza.
-Tęcza i dzban-pomyślałem, że to dobry omen, zapowiadający bogactwo.
Z zamyślenia wyrwał mnie potworny krzyk, stawiający dęba każdy włos. Odskoczyłem w tył, nie utrzymałem równowagi i runąłem na drzwi naprzeciwko w korytarzu. Te zachwiały się i powoli zapadły do środka, za koniec z głuchym plaśnięciem. Odruchowo znów odskoczyłem i znalazłem się na powrót w pomieszczeniu z dzbanami. Uznawszy że spodnie na pupie i tak mam już mokre, pozostałem w tej pozycji, szukając źródła dźwięku, który mnie wcześniej przeraził. Para ślicznych kolorowych ptaków wybrała sobie tą chwilę na zaloty, a szerokie ściany zwielokrotniały narzekania samca że im przeszkodziłem.
Siedziałem przodem do prawej ściany, mając po lewej dzbany, po prawej drzwi. Oczy nawykły już do światła, mogłem więc lepiej przyjrzeć się pomieszczeniu. Na wysokości wyciągniętej ręki męża znajdowały się krużganki, opasające niegdyś całą salę, teraz za moimi plecami całkiem zawalone, ale na te przede mną, można by zaryzykować wejście. Tym bardziej, że owo piętro, ofiarowało dwoje zamkniętych drzwi, w dobrym stanie. "Jakie skarby skrywają?". Ściana po lewej, to solidny mur z ciężkich i dużych kamieni, powstał dużo później, aby podzielić zbyt wielką przestrzeń hali browaru. Może druga część dużego pomieszczenia, będąca w lepszym stanie była teraz mieszkaniem jakiegoś kupca, lub jego sklepem. Było też otwarte przejście nad drzwiami, którymi tu wszedłem, przebijało z niego światło. Poprzez otwory po drzwiach popatrzyłem na drugie pomieszczenie i ujrzałem tylko oświetloną od góry strugę wody, znikającą w podłodze. Ciekawe co dzieje się z wodą wypływającą z dzbana. Komnata w której przebywałem musiała, mieć gdzieś swój odpływ. Postanowiłem, pchany niemal dziecięcą ciekawością, sprawdzić czy któreś z drzwi na antresoli da się otworzyć i czy nie skrywają naszego uciekiniera, tak to sobie wyjaśniłem.
Po resztkach schodów przy ścianie, a częściowo, po ciałach drewnianych pająków wszedłem na antresolę i stanąłem przed pierwszymi drzwiami, te były jednak zamknięte i w dość dobrym stanie. Nie było czasu na forsowanie ich siłą, czy też sprytem, pozostawiając je na później, podszedłem do drugich. Te otworzyły się ukazując swą tajemnicę.
W awangardzie nadszedł niezwykły swąd zepsutych drożdży i spleśniałego zboża. Nie zrażony tym zajrzałem ciekawie do wnętrza. Znajdowało się tam biurko w dobrym stanie, całe zasłane buteleczkami, rurkami ze szkła i metalu, pojemnikami przeróżnej wielkości i kształtu, pokryte pajęczynami, na jego końcu, skrywały się oznaczone symbolami i numerami woreczki, szkatułki i inne pojemniki. Mała waga, odważniki i szkło powiększające, tu i ówdzie przykrywały, kartki i kawałki zwojów. "Prażenie jęczmienia, by nie był słodki"(?).Ściana po prawej podzielona była na malutkie skrytki, przy każdej widniał podpis, w rogu odważnie stał wielki wór zboża zarośnięty sporyszem. Zapaliłbym samotną świecę w lichtarzu, ale zamarłem w pól ruchu, bo od strony korytarza usłyszałem ostrożne kroki. Zbyt spokojne i miarowe, by mógł być to młody szlachcic, którego szukałem. Czyżby któryś z akolitów szedł mi na pomoc?
Hala z kadziami, a właściwie jej część. Woda nie stoi sadzawką, bard wierzy, że jest odpływ do podziemnej rzeki. W pomieszczeniu jest dużo gruzu, a świetlik puszcza wodę. Chodzenie wymaga ostrożności. Na pewno znajdziemy tu jeszcze dużo skarbów, jak nierozbity dzban, czy spiżowy nocnik. Liczę na receptury piwowarskie.
Zejdę ostrożnie z powrotem, liczę że spotkam Ketrasa. I tak przesadziłem z czasem, ale miałem ten opis już w głowie. Razem obejrzymy co jest po prawej. Wyjaśnię co znalazłem, ale możemy sprawdzić jeszcze za dzbanami. Może dowiemy się co wsysa wodę.
Dla Ketrasa:
Proponuję Mmagowi by jeden z nas przeszukiwał pomieszczenie, a drugi pilnował korytarza.
Jeśli wstawki są za długie to dajcie znać, ale nie chcę opisywać tego miejsca byle jak. Z mojej strony jeszcze dwa takie posty, chyba że MG będzie komplikował.
Dla MG: