Porzucony silos zbożowy w Hedlar należał przed wojną do jakiegoś bezimiennego farmera. Rdzewiał i niszczał przez wiele lat, podobnie jak kilka innych gospodarczych zabudowań wzniesionych w zagłębieniu terenu między wzgórzami. Szopy na narzędzia i garaż dla traktorów rozpadły się w końcu zupełnie, a nieliczne zdatne do wykorzystania elementy złomiarze zawlekli na targowiska Cedar Creek. Sam silos oparł się ich zakusom, ponieważ dzięki swej solidnej konstrukcji zyskał nową funkcję - stał się kryjówką dla tych, którzy wędrując z południa musieli się chronić przed nagłą zmianą pogody albo po prostu nie mieli już siły, by dotrzeć forsownym marszem do Cedar Creek.
Osa wiedziała, że wślizgnąwszy się na kamienisty szczyt wzgórza zyska okazję do przyjrzenia się okolicy silosu z przewagą wysokości i dobrym polem widzenia. Niebo było co prawda zachmurzone i blokowało światło księżyca, ale dziewczyna liczyła skrycie na to, że jeśli kurier faktycznie ukrywał się w budowli, mogło go zdradzić dostrzeżone z góry światełko.
Wiatr ciągle przybierał na sile, wzbijał w powietrze miniaturowe piaskowe wiry, które cięły boleśnie po odsłoniętej skórze. Osa naciągnęła gogle na oczy i przykucnęła u podstawy wzgórza.
- Ale... jak to... znaczy się z Gury faktycznie było wam lepiej rozglądać się ale dwójki na na raz nie podniesę bo Śmierdziel jest śliski i może mnie wypaść z ręków - wymamrotał czarny olbrzym spoglądając na dziewczynę pełnym zachwytu wzrokiem - Lepiej żeby został na dole i nie hałasił. Ciebie podnieść to co innego...