Strona 5 z 44

: 16 stycznia 2013, 18:16
autor: Procjon
- Więc ruszajmy - westchnął elf. Nienawidził zabijać istot inteligentnych, nawet jeżeli nie stały one po jasnej stronie barykady. Twierdził zawsze, że agresja wobec kogoś kto nam niczym nie zawinił stawia nas po ciemnej stronie. Dlatego też specjalizował się w magii ochronnej i leczącej, a nie raniącej.
Przed walką rzucam na siebie Niewidoczność, aby zaskoczyć wroga, a potem Leczenie (na ile starczy many) na najbardziej rannego sojusznika, jeżeli nie jest to konieczne używam Osłony na sobie lub Hastamirze (nie upatrujcie tu rasizmu, elfy po prostu łatwiej zabić o ile uda się trafić). Potem strzelam z łuku w najbliższego wroga.

: 16 stycznia 2013, 18:30
autor: koszal
Dzieee... się pcha.. - wielka łapa krasnoluda wstrzymała najwyraźniej nienawykłego do takich sytuacji elfa.

Nie żeby tak zaraz skakać w przepaść koguciku... hehe

: 16 stycznia 2013, 18:32
autor: Araven
Śmierć Orkom. Pomyślał Dunedain, sięgam po miecz i tarczę. Nie znamy się, ale pytam was, czy staniecie z nami do walki z Orkami, bo pewnie niedługo do niej dojdzie.
Pytam oczywiście trzech nieznajomych.

: 16 stycznia 2013, 19:45
autor: mordimer00
Hastamir wściekł się niemiłosiernie na towarzyszy którzy mimo tego, że starał się podejść jak najbliżej obcych od razu zaufali im! To nie mieściło się w głowie elfa jak można było tak postąpić.
Ale elf musiał zmienić kierunek swojego gniewu, w tym samym momencie poczuł zapach wargów i orków drażniący jego nozdrza, szybko zlustrował okolicę i zaczął wspinać się na jedno z drzew które miało dość dobrze rozłożone gałęzie, tak aby elf mógł razić nieprzyjaciół strzałami.

Droga drużyno co to miało znaczyć?????

Hastamir wspiął się na drzewo i od razu założył strzałę na cięciwę, jeśli dojdzie do walki celuje w wargów a dopiero potem w orków.

: 16 stycznia 2013, 21:15
autor: Dobro
- Pozwolicie, że zawołam pozostałych towarzyszy? - spytał Galdor.

- Ty chyba żartujesz? - odpowiedział elf, pomagając gasić ognisko pozostałym mężczyznom. - Mój sowi przyjaciel powiedział mi, że dziewięciu jeźdźców właśnie jedzie w naszą stronę. Znam ten typ: polują w ciemnościach, opierając się na węchu. Mogą lada chwila wyskoczyć z krzaków, a ty chcesz krzyczeć?

Zapanowała zupełna ciemność. Nic już nie oświetlało mroków lasu. Powietrze zrobiło się ciepłe i wilgotne, ustały wszelkie podmuchy wiatru.

Cisza zaczęła świdrem przewiercać czułe uszy strażnika.

*

Kruk przechylił głowę na dół, i obracając łebkiem i nasłuchiwał. Rozpoznał głos krasnoluda i elfa, którzy najwyraźniej chcieli skoczyć na samobójczą walkę przeciwko przemykającymi w oddali jeźdźcami. Sfrunął bezszelestnie, siadając na konarze obok Praciaena, który dugnął Dwalina, pokazując mu kto przybył.

Odgłosy łamanych gałęzi i poruszanych krzaków zdradzały obecność orków, które kierowały się ku miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą paliło się ognisko.

*

- Nie znamy się, ale pytam was, czy staniecie z nami do walki z Orkami, bo pewnie niedługo do niej dojdzie.

Stojący z mieczem i tarczą Galdor rozglądał się wokoło, ale na odległość większą niż trzy metry nie widział nic w ciemnościach, które zapadły w lesie po zgaszeniu ogniska.

- Tak. Wspólnymi siłami rozbijemy tą bandę. Wejdźmy w las, i zaczekajmy na waszych przyjaciół. Wiemy, że zmierzają w naszym kie... - tu mężczyzna urwał nagle i poklepując lekko Galdora, wskazał mu kierunek mieczem, dając znać, że nieprzyjaciel się zbliża.

*

Hastamir wdrapał się na drzewo i przysiadł na gałęzi, zaraz koło siwej sowy, która mu się bacznie przyglądała. Po chwili jednak zmieniła swój obiekt zainteresowania i patrzyła w dół. Zwiadowca powodził wzrokiem za nią.
Na dole, w kolumnie, szli za sobą jeźdźcy wargów. Bestie te wciąż próbowały wywąchać przeciwników, ale bezskutecznie. Stojące powietrze nie przenosiło żadnych zapachów.

Na chwilę niebo zajaśniało blaskiem księżyca. Do polany zbliżało się dziewięciu jeźdźców; wszyscy uzbrojeni w miecze i tarcze, lub buławy i tarcze. Wszyscy zakuci w stal. To nie mogli być zwiadowcy - pomyślał Hastamir, czekając na wsparcie.

*

Praciaen, skradający się zaraz za Dwalinem i Ulfhedinem, dojrzał w krótkiej migawce światła księżycowego skradających się jeźdźców, i siedzącego na drzewie nad nimi elfa. Zaraz potem chmura znów przysłoniła księżyc i ciemność zaległa w lesie.

Zahuczała sowa i pierwsza strzała dosięgła celu - ktoś strzelił w wierzchowca orka na przedzie, gdyż ten zaryczał okrutnie i wrzasnął, a wrzask ten przetoczył się po całym lesie, podrywając do lotu szarą sowę.

Obrazek
Objaśnienia: czerwone kwadraty to orkowie, zielone kwadraty to drzewa, niebieskie kropki to wy (od lewej: Praciaen, Dwalin, Ulfhedin, Hastamir, Galdor), szare kwadraty to ruiny wieży na polanie, a kropki z innym kolorem to npc

: 16 stycznia 2013, 21:47
autor: mordimer00
Strzelam w wargów najpierw i staram się to tak robić aby żaden nie dopadł moich kompanów, dopiero potem strzelam w orki. No chyba, że dostrzegę jakiegoś z łukiem czy kuszą, wtedy to on jest priorytetem do zlikwidowania.

: 16 stycznia 2013, 22:02
autor: koszal
Dorin Blać!- przeklął Dwalin rozzłoszczony brakiem rozwagi właściciela strzały. Wliczając Wargi wróg dysponował przewagą liczebną. Element zaskoczenia pozwoli wyeliminować ledwie kilku wrogów, a swoją kuszę zostawił przy tobołkach.

W tej samej chwili zdał sobie sprawę, że przeklął zbyt głośno.

Uchodźcie bracia! Zatrzymam ich chwilę. - rzucił do obu towarzyszy.
Trihikilius z gołą dupą po lesie latasz?

: 16 stycznia 2013, 22:40
autor: Procjon
Czy niewidzialność mi wyszła? Jeżeli tak, to rzucam Osłonę na najbardziej narażonego sojusznika i zaczynam strzelać do wargów z łuku.

: 17 stycznia 2013, 09:29
autor: Araven
Strzelam raz z łuku, do warga potem atakują z meiczem i tarczą, staram się przebić do dwalina i pozostałych i odciągnąc od nich uwagę części orków.

: 17 stycznia 2013, 13:52
autor: Trihikilius
Hihi, tak Koszal, Ulfhedin chce spotęgować wrażenie zaskoczenia więc zdecydował się wziąć udział w walce jak go Matka Natura stworzyła :). Tak na poważnie, ustaliliśmy z mistrzem, że Ulfhedin przemienia się w kruka wraz z osobistymi rzeczami wliczając w to amulet, bieliznę, zewnętrzne odzienie oraz jedną wybraną bronią. Jeżeli chce zmienić cokolwiek, czyli, broń, amulet, ubranie lub przemienić się z nowym klejnotem w kieszeni musi daną, nową rzecz posiadać przy sobie minimum 24h.

Dobra, więc drużyno, jak już wiedzą o naszej obecności, proponowałbym abyśmy jakoś logicznie rozegrali całą walkę, a nie lecieli wszyscy na nich na hura. Nasza trójka z tyłu niech poczeka chwilkę z ujawnieniem się. Orkowie będą szukać tych przy ognisku. Oni natomiast do ostatniej chwili niech się próbują ukrywać, mordimer niech dalej szyje z łuku w Wargi dopóki go nie zwęszą. Myślałem z nas z tyłu jako o zaskakującej i siejącej zamęt w szykach wroga odsieczy.

To oczywiście jedynie moja propozycja, jak chcecie możemy lecieć od razu na nich ze wszystkich stron.

: 17 stycznia 2013, 14:25
autor: koszal
To niech go tam pośrodku osaczą na tym drzewie, a on ich trochę powystrzela, jak się na nim skupią to bez okrzyku bojowego walimy na tyły.

: 17 stycznia 2013, 17:02
autor: Dobro
Hastamir napiął łuk, i celując na wpół ślepo wypuścił strzałę. Ta z cichym furkotem poszybowała w orka, robiąc jeszcze kilka obrotów, aż zadzwoniła w hełm, przebijając go i tkankę pod nim. Jeden z przeciwników padł martwy zaraz obok swojego wierzchowca, który właśnie dogorywał, młócąc łapami poszycie leśne.

Sekundę potem po lesie przetoczył się gwizd i ryk bojowy okrów, który zaraz został przygłuszony przez ich dziką szarżę w przód, prosto na ukrytych przy polanie ludzi. Nim przeskoczyli nad martwym towarzyszem, dało się słyszeć stukot strzały o tarczę.
Tymczasem z tyłu, czarownik cicho kończył tkać zaklęcie niewidzialności, ukrywając go na chwilę przed wzrokiem zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Praciaen zajął pozycję i przygotował się do strzału.

Z przodu dało się słyszeć dźwięczenie stali.

Chyba-elf odrzucił łuk, i wyciągnąwszy krótki miecz i sztylet, przyczaił się przy drzewie obok. Dwóch jego kompanów również odrzuciło bezużyteczną w zwarciu broń, i sięgnęli po ekwipunek do walki wręcz: Galadir dwuręczny, ciężki topór, drugi zaś chwycił półtora metrową włócznie i nastawił się do odparcia szarży.

Nie musiał czekać długo, gdyż zaraz z jego lewej strony wyskoczył na niego pierwszy jeździec, uderzając go buławą, gdy ten zastawiał się włócznią. W efekcie ork wystrzelił z siodła na ułamek sekundy po tym, jak zdzielił mężczyznę buławą, i obaj tocząc się po ziemi na chwilę zostali wyłączeni z walki.

Zwiadowca siedzący wygodnie na drzewie przygotował kolejną strzałę, zaś Galdor, mając z prawej drzewo, bardziej widzi 6 zmysłem niż wzrokiem, że kolejny jeździec szarżuje właśnie na niego.

Tymczasem jedna z wielkich, ciężkich chmur odsłoniła niebo tak, że blask księżyca i kilku gwiazd oświetlał polanę, na której tłoczyli się jeźdźcy, chcący zajść od tyłu tych na polanie. Elfy widzą jak w dzień.
Status po pierwszej rundzie:
Chyba-elf zastrzelił warga,
Hastamir zastrzelił jednego orka,
Praecien rzucił zaklęcie niewidzialnośc na siebie i napiął łuk,
Drugi obcy mężczyzna ciężko ranił orka, samemu zbierając średnie obrażenia, zaraz się podniesie
Galadir przyczaił się za drzewem, by zaatakowac od tyłu,
Galdor trafił w tarczę orka który na niego szarżuje,
Hastamir jest gotowy do strzału,
Dwalin, Ulfhedin; macie około 15 metrów do przeciwników, dobiegniecie do nich w następnej rundzie.

: 17 stycznia 2013, 17:12
autor: Dobro
Czy pomysł opisywania poczynań w każdej kolejnej rundzie zyskuje waszą aprobatę, czy lepiej zawrzeć wasze deklaracje w 1 długim poście, plus ewentualne dodatkowe deklaracje?

: 17 stycznia 2013, 17:23
autor: Trihikilius
Oczywiście mistrzu, dobiegamy i rąbiemy z furią byle by tylko zabić. Wykorzystując chwilę zaskoczenia i przewagę za nią idącą, uderzenie Ulfhedina jest wyprowadzone tępą, przypominającą ogromnego ćwieka stroną topora, kierowane w pierwszą ofiarę. Specjalny druzgocący cios w bok łba Wagra, a potem skok z ciosem z góry na Orka w celu rozpłatania jakiejkolwiek części korpusu ostrzem.

: 17 stycznia 2013, 17:31
autor: Procjon
Strzelam w wargów, jak się skończą w orków. Jak ktoś do mnie podejdzie, staram się telekinezą wytrącić go z równowagi, a potem walczę sztyletem. Moim zdaniem chyba postać przed walką decyduje co ma zamiar robić, a podczas zachodzą najwyżej niewielkie zmiany.