: 22 lutego 2013, 21:08
Hotel Night City Hilton (18 sierpnia 2021, godz. 17.38)
Rick podrapał się w zamyśleniu po nasadzie nosa, mimowolnym gestem powtarzanym zawsze wtedy, kiedy próbował zebrać myśli.
- Do kogo dzwonił jeden z pańskich ludzi, kiedy kończyła się strzelanina? - spytał znienacka, zmieniając dotychczasowy temat rozmowy.
- Do ambasadora - odpowiedział radca prawny - Chciał zgłosić napaść, ale nie zdążył dokonać połączenia, bo przerwał mu pan w trakcie wybierania numeru.
- Rozumiem, przepraszam - Rick kiwnął głową w wyrazie udawanego współczucia - Czy któryś z panów ma wrogów? Może ktoś się wam ostatnio odgrażał? Może jest ktoś, kto życzy wam śmierci?
Urzędnik i jego ochroniarze wymienili niespokojne spojrzenia, jeden po drugim wzruszyli ramionami bądź pokręcili przecząco głowami.
- Szczerze mówiąc, nie sądzę - oznajmił Susilo Bambang - Może w kraju znalazłby ktoś zazdroszczący mi posady... ale nie wierzę, żeby taka zazdrość pchnęła kogoś do próby zabójstwa, w dodatku po drugiej stronie świata.
- Co by pan zatem powiedział, gdybym zaryzykował stwierdzenie, iż całe wydarzenie było próbą zamachu na pana życie? - pytał dalej Carroway.
- Naprawdę trudno mi w taką wersję uwierzyć... choć naturalnie żyjemy w brutalnym i okrutnym świecie - odparł bardzo powoli radca prawny ambasady, wyraźnie się zastanawiając nad niepokojącą sugestią policjanta.
- Rozpoznaliście może którąś z poszkodowanych tu osób albo coś podejrzanego wśród gapiów? - Rick westchnął w duchu czując jak szybko kurczy mu się zasób pytań i dziękując jednocześnie w duchu opatrzności, że cudzoziemscy dyplomata w ogóle zechciał poświęcić mu aż tyle czasu.
- Obawiam się, że nie - odpowiedział Bambang, a jego towarzysze kiwnęli twierdząco głowami - Wie pan, wszystko działo się tak szybko. Dziękuję tylko Bogu, że Ashraf nie zginął. Biedny człowiek, ma w Jakarcie żonę i czwórkę dzieci.
- Czy jest coś, że chcieliby panowie dodać? - wygłosił ostatnią formułkę Rick, wyciągając jednocześnie z kieszeni kurtki swoją służbową wizytówkę - Nie? No cóż, gdyby panowie sobie coś przypomnieli, oto mój numer telefonu. A gdzie mógłbym was znaleźć, gdyby pojawiła się konieczność krótkiej rozmowy?
Kierowca sedana wyciągnął natychmiast ze schowka samochodu gustowną wizytówkę radcy, wręczył ją w odpowiedzi detektywowi.
- Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas i życzę miłego dnia!
Rick podrapał się w zamyśleniu po nasadzie nosa, mimowolnym gestem powtarzanym zawsze wtedy, kiedy próbował zebrać myśli.
- Do kogo dzwonił jeden z pańskich ludzi, kiedy kończyła się strzelanina? - spytał znienacka, zmieniając dotychczasowy temat rozmowy.
- Do ambasadora - odpowiedział radca prawny - Chciał zgłosić napaść, ale nie zdążył dokonać połączenia, bo przerwał mu pan w trakcie wybierania numeru.
- Rozumiem, przepraszam - Rick kiwnął głową w wyrazie udawanego współczucia - Czy któryś z panów ma wrogów? Może ktoś się wam ostatnio odgrażał? Może jest ktoś, kto życzy wam śmierci?
Urzędnik i jego ochroniarze wymienili niespokojne spojrzenia, jeden po drugim wzruszyli ramionami bądź pokręcili przecząco głowami.
- Szczerze mówiąc, nie sądzę - oznajmił Susilo Bambang - Może w kraju znalazłby ktoś zazdroszczący mi posady... ale nie wierzę, żeby taka zazdrość pchnęła kogoś do próby zabójstwa, w dodatku po drugiej stronie świata.
- Co by pan zatem powiedział, gdybym zaryzykował stwierdzenie, iż całe wydarzenie było próbą zamachu na pana życie? - pytał dalej Carroway.
- Naprawdę trudno mi w taką wersję uwierzyć... choć naturalnie żyjemy w brutalnym i okrutnym świecie - odparł bardzo powoli radca prawny ambasady, wyraźnie się zastanawiając nad niepokojącą sugestią policjanta.
- Rozpoznaliście może którąś z poszkodowanych tu osób albo coś podejrzanego wśród gapiów? - Rick westchnął w duchu czując jak szybko kurczy mu się zasób pytań i dziękując jednocześnie w duchu opatrzności, że cudzoziemscy dyplomata w ogóle zechciał poświęcić mu aż tyle czasu.
- Obawiam się, że nie - odpowiedział Bambang, a jego towarzysze kiwnęli twierdząco głowami - Wie pan, wszystko działo się tak szybko. Dziękuję tylko Bogu, że Ashraf nie zginął. Biedny człowiek, ma w Jakarcie żonę i czwórkę dzieci.
- Czy jest coś, że chcieliby panowie dodać? - wygłosił ostatnią formułkę Rick, wyciągając jednocześnie z kieszeni kurtki swoją służbową wizytówkę - Nie? No cóż, gdyby panowie sobie coś przypomnieli, oto mój numer telefonu. A gdzie mógłbym was znaleźć, gdyby pojawiła się konieczność krótkiej rozmowy?
Kierowca sedana wyciągnął natychmiast ze schowka samochodu gustowną wizytówkę radcy, wręczył ją w odpowiedzi detektywowi.
- Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas i życzę miłego dnia!
Przesłuchanie Indonezyjczyków skończone, jakie plany ma teraz Rick? Swoją drogą, lista pytań rzuciła mnie na kolana - Bokalusie, dałeś czadu! Trochę musiałem nad tymi postami przysiąść, ale chyba nakreśliłem Ci dość czytelnych odpowiedzi, co? 
