WV Point Pleasant Dom Pogrzebowy 10.08.1993, Po północy
Bryan przyjrzał się Assamicie, siadając na podłodze, po czym odezwał się nieco drżącym głosem:
- Mów mi Bryan. Nie wzywałem żadnego demona. Przysięgam na wszystkie świętości, że to był jakiś wypadek! Jestem z Black Brothers, firmy która na zlecenia członków Camarilli zajmuje się usuwaniem dowodów, które łamią Maskaradę.
Powoli wstał na nogi obserwując uważnie wylot wycelowanej w niego lufy.
- Znam się na swojej robocie i nigdy nie przytrafiło mi się coś podobnego - kontynuował. - Mógłbyś schować broń? Strasznie mnie to rozprasza. Serio, nie miałem z tym nic wspólnego...
- Tropię Baali - odpowiedział beznamiętnie Assamita. - Daj mi kroplę swojej krwi, bym mógł ustalić, kim naprawdę jesteś.
- A czy ja wyglądałem jak Baali, jak to się działo? - zapytał z niepewnym uśmiechem Nosferatu, rozkładając ręce. Jego aparycja sprawiała, że uśmiech naprawdę nie dodawał mu uroku.
- Dla mnie tak. Jeśli mi nie dasz krwi, sam wezmę - odparł Namtar. Nie wydawał się poruszony przyjacielskimi wysiłkami Szczura.
- Dobra, ale pamiętaj, że ostrzegałem - westchnął Bryan, krzywiąc się lekko. - Jakby co, nie miej mi za złe, stary... Sam chciałeś wypić ten kufel.
Z kieszeni wyciągnął nieco zużytą i pomiętą chustkę, następnie nadgryzł nadgarstek i zamaczając materiał w krwi, podał go Mordercy. Łowca posmakował czerwieni, skrzywił się i prawie zakrztusił, czując bogaty bukiet kanałowych ścieków. Bryan uśmiechnął się krzywo, zalizując ranę.
- Smacznego. Niezapomniane przeżycie, nie? Mówiłem, że nie jestem Baali. To co, schowasz klamkę?
- W porządku - odparł Assamita przełykając kilka arabskich przekleństw. Schował broń i oddał Nosferatu poplamioną krwią chustkę. - Do rzeczy. Jak to się stało?
- Widzisz - nastrój Szczura zdecydowanie poprawił się, od momentu gdy giwera Łowcy zniknęła z jego pierwszego planu. - robiłem tutaj rytuał, który bardzo często wykonuję podczas zleceń. Nie pytaj skąd znam się na Taumaturgii i niech to pozostanie między nami, OK? Ryt zamienia każdą krew w wodę i pozwala na posprzątanie miejsca. Ten kamień, który trzymałem to kryształ górski, który jest składnikiem tego rytu. Gdy tylko zacząłem ceremonię wiedziałem, że coś jest nie tak. W jednym momencie cała krew z ścian ożyła i wlała się w kryształ, a potem... Kurwa to był jakiś pieprzony horror! Baxter chyba nie wytrzymał i spierdolił jak to zobaczył. Też bym zresztą spierdolił jakbym mógł. Nie wiesz może gdzie on jest?
- Wybiegł głównym wejściem. Razem z drzwiami - wzruszył ramionami Morderca. - Nie mam pojęcia gdzie jest teraz.
Nosferatu przez chwilę zastanowił się, zbierając myśli. Uśmiechnął się ponownie, starając się wyglądać przyjaźnie. Efekt jednak był mizerny.
- Uratowałeś mi życie stary, a ja swój honor mam - odezwał się. - Jak będziesz potrzebować szybkiego sprzątania to dzwoń. Na liście zleceń zawsze będziesz widniał jako numer jeden. Wiem kim jesteś i nie przeszkadza mi to, ale umowa jest tylko między nami, w porządku? Prowadzę ten biznes z Baxterem ponad sto lat i wiem jak posprzątać naprawdę paskudny bałagan tak, by było cacy i mruczu.
- Zwykle nie zostawiam bałaganu - uśmiechnął się lekko Łowca. - Niemniej będę pamiętał. Dzięki. Skąd miałeś ten kryształ górski? Używałeś go wcześniej w jakimś rytuale?
- Nie. Za każdym razem mam inny, bo stary się już do niczego nie nadaje. Wiesz, ta ceremonia sprawia, że przestaje być czysty. Kupiłem go normalnie, na giełdzie minerałów w Charleston. Zresztą było ich sporo i używałem innych z tego zakupu i było w porządku. Nie wyskakiwał mi przy tym jakiś popierdolony demon, jak kurwa jebany w dupę diabeł z pudełka...
- Podaj mi namiary na sprzedawcę - przerwał mu Assamita.
- Jake Morrison. Ma swój sklepik w Pittsburghu. Nic więcej nie wiem, serio. Zresztą facet jest na giełdzie raz na kwartał. Często od niego kupuję. - przerwał na chwilę i zaraz dodał śpiesznie. - Ej, ale weź go kurwa nie zabij, ok? Wiesz, to rodzinny interes, przejął po ojcu od którego kupowałem wcześniej, koleś jest naprawdę spoko...
Assamita podniósł rękę i Nosferatu zamilkł wpół zdania nie kończąc swojej kwestii. Namtar podszedł do miejsca, gdzie kula roztrzaskała jeden z kafelków, wbijając się w ścianę pod spodem. Wyjął pocisk i wrzucił go do kieszeni. Z podłogi podniósł także kilka fragmentów roztrzaskanego klejnotu. Były nierówne i ostre. Czysty odcień kryształu górskiego zastąpiony został przez brudnordzawą mgłę która zdawała się wzbierać wewnątrz kamienia. Wrzucił je do jednej z pustych fiolek na krew i schował ją przy pasie.
- W porządku - odezwał się. - Znikam teraz i wolałbym, żeby nasze spotkanie pozostało między nami. Rozumiesz?
- Jasne stary, nie ma sprawy - Nosferatu skwapliwie pokiwał głową. - Będę milczał jak cholerny trup. Hej, dawałem ci swoją wizytówkę? Nie? To weź jedną, OK? Pamiętaj, sprzątnę każdy bałagan, jeśli będzie trzeba. A ja naprawdę niejeden bałagan już widziałem - mrugnął łobuzersko i przekrzywił czapkę. - Zresztą tak między nami, to w pięćdziesiątym szóstym sprzątałem z Baxterem dla was. I nie skarżyliście się, a nawet rzekłbym, że byliście zadowoleni...
Namtar schował wizytówkę i skinął głową. Popatrzył przez chwilę na Nosferatu, jakby starał się go zapamiętać, po czym odwrócił się i bez słowa opuścił prosektorium.
[center]***[/center]
WV Charleston, Dom Red'a 10.08.1993, Po północy
Horacy wyszedł z Sanktuarium szukając służki Victorii. Znalazł ją w łazience. Sprzątała oleiste plamy na kafelkach, przeklinając siarczyście tego, kto je tak paskudnie upierdolił. I mimo, że Nosferatu liczył sobie dwieście lat, niektóre z wyrażeń jakich użyła naprawdę go zaskoczyły. Pojawił się przed wzburzoną kobietą i rzekł:
- Potrzebuję abyś natychmiast zadzwoniła do swojej pani. To bardzo ważne. Powiedz jej, żeby powiedziała Gavinowi, by wlał nieco swej krwi do mojego ciała. Potrzebuję pilnie Animalizmu.
Kobieta prawie spadła z wanny z wrażenia, doświadczając nagłego objawienia Nosferatu. Horacy uprzytomnił sobie, iż w tej formie nie ma swojej maski. Nie miał jednak czasu, aby się tym przejmować.
- Oczywiście, już idę. - odparła ponuro Cleo. Zdjęła żółte rękawiczki robocze i z nienawiścią cisnęła je do wanny. Następnie poszła po telefon. Każdy jej krok oraz ruchy ciała wyrażały maksymalną irytację. Zdecydowanie wydawała się w tej chwili kobietą, której nie należało wchodzić w drogę.
Wróciła po niespełna minucie i oznajmiła:
- Moja pani powiedziała, że Gavna nie ma jeszcze w samochodzie. Lecz przekaże mu tą informację jak tylko wróci. Czy to wszystko?
Horacy poczuł wzbierającą bezsilność uświadamiając sobie, iż w ciągu tych pięciu minut, które minęły od czasu gdy opuścił swoje ciało, Gavin prawdopodobnie nie zdążył wykonać rekonesansu wraz z Łowcą. Najprawdopodobniej obaj dopiero weszli do domu pogrzebowego i byli w trakcie przeszukiwania go...
Dla Victorii: Jakieś pięć minut przed tym, nim Ravnos wróci do samochodu, otrzymasz telefon od Cleo. Powie ci ona, abyś przekazała Gavinowi, żeby gdy tylko się pojawi, wlał trochę swojej krwi do ciała Horacego. Nosferatu potrzebuje Animalizmu. To podobno ważne.