Po blisko półtorej godzinie Morgan Blackthorn dał wyraźny znak, że powitalna uczta powinna się zakończyć. Kapitan podniósł się z krzesła dziękując Mówcy Tal'owi za zaproszenie i obiecując po raz kolejny dołożyć wszelkich starań by Svard odzyskał swą dawną świetność. Goście zaczęli żegnać się kolejno z gospodarzami wymieniając uściski dłoni (z wyjątkiem magosa, który uniknął fizycznego kontaktu z białkową formą i stał nieco z boku bucząc cicho jak uszkodzony transformator), poklepywania po ramionach, wszelkie serdeczności i zapewnienia o pełnej współpracy. W trakcie tego pożegnania pułkownik Goedendrop uścisnął mocno dłoń Drago Vexa i rozejrzawszy się chyłkiem na boki szepnął do niego:
- Mamy tu pewne problemy zaopatrzeniowe jak zdążył pan zauważyć w trakcie uczty. Pewni... ludzie zapłaciliby sporo za niewielką dostawę luksusowych artykułów. Dobre wino, amasec, odrobina kawioru, jakieś szlachetniejsze odmiany mięsa. Oczywiście nie mówię o niczym na skalę masową, ale dla niewielkiej grupy ludzi nie potrzeba ton towaru. Gdyby chciał pan mnie znaleźć proszę wywoływać kodowaną częstotliwość.
Pułkownik wsunął niewielki kryształ w dłoń Vexa i zasalutował krótko zachowując absolutnie kamienny wyraz twarzy.
Kiedy wszyscy już się ze wszystkimi pożegnali grupa gości odprowadzana przez Mówcę Tal'a ruszyła w stronę otwartych drzwi, w których stali już ochroniarze Morgana i Seneszala...