Strona 41 z 84
: 14 czerwca 2012, 21:51
autor: Araven
Podążamy ku Wielebnemu, Jack zawiadom Sutherlanda o tych pożarach i powiedz, że jedziemy wesprzeć ludzi Ebenzera i pomóc tym co oberwali.
Techniczny:
Ruszamy ku Ebowi najlepszą mozliwą drogą. Zawiadomienie barona deklarowałem kilka postów wyżej.
: 14 czerwca 2012, 23:36
autor: Goldwin
Salt wskoczył do wozu i ścisnął radio w dłoni wduszając przycisk.
- Anioły Śmierci do Tatuśka! - zaczął nadawać - Mamy tu problem... Nawet dwa! Trafiliśmy...
Starał się wywołać siły główne aby streścić wydarzenia ostatnich chwil.
: 15 czerwca 2012, 00:18
autor: 8art
Ash pojrzal tylko kątem oka na leżącą na pace Canyona torbie lekarskiej. Wciąż bacznie lustrując okolice krzyknął:
- Zbierajmy dupe w troki! Będę potrzebował miejsca na pace tutaj, żebym mógł zabrać się za rannych i dwóch asystentów z latarkami i ewntualną plandeką jak lunie deszcz a my będziemy musieli spieprzać.
Operacja w którymś z opuszczonych budynków niosła zbyt wielkie ryzyko dla wszystkich, jeśli zostaliby zmuszeni do wycofania. Tisdale wolał zaryzykować zabieg pod na pace auta, nawet jeśli wiązałoby się to z ewentualnymi utrudnieniami związanymi z jazdą. Próbował sobie przypomnieć wszystkie przypadki z techmorwami i czy aby nie były to beznadziejne przypadki.
Wątek techniczny
Powinno byc ok. Taka tech morwa nie migla
Zlozyc milionow jaj. Jesli to tylko kilka sztuk to prosty zabieg chirurgiczny powinien zalatwic sprawe, szczegolnie ze nie minelo wiele czasu od ukaszenia.
: 15 czerwca 2012, 06:19
autor: deliad
Wątek techniczny:
Fortyfikujemy się w salonie. Obstawiamy wszystkie wejścia, okna też. Motory do środka. Na środku drogi ustawiam prowizoryczny krzyż, żeby dać chłopakom znak gdzie jesteśmy. Jeżeli słyszę, w eterze, że nasi nadają do "Tatuśka", to już sam tego nie robię. Słysząc, że w mieście ktoś puścił wici, wychodzę z chudym na piętro/dach i obserwuje okolicę lornetką.
: 15 czerwca 2012, 16:17
autor: maciej
Leon przezornie sprawdził broń,czy aby napewno załadowana po czym skierował auto za pickupem ruszajacym na odsiecz Wielebnemu i jego owieczkom
Techniczny:jesli mam pasażerow to niech sie okreslą czy jada czy zostaja.
: 15 czerwca 2012, 16:19
autor: chemdog
Techniczny: wspomniawszy akcję z pająkiem zakładam chociaż maskę przeciwgazową,sprawwdzam karabin i ogólnie przygotowuję sie do odsieczy.O ile nic wczesniej nie wypatrzylem nic przez lornetke.Okiem znawcy szukam potencjalych miejsc na kryjówke przd deszczem,staram sie ocenic czy burza nas siegnie czy nie oraz jaki syf moze padac.W razie czego szykuje sobie kombinezon ochronny
: 15 czerwca 2012, 23:28
autor: Keth
Droga nr 64 pod Huntington, 7 maja 2055
Wykrzyczane pośpiesznie komendy błyskawicznie dotarły do wszystkich kierowców patrolu. Samochody zawracały jeden za drugim, zmieniając kierunek jazdy na północny wschód i formując ponownie wcześniejszy szyk przy prędkości trzydziestu mil na godzinę. Dwaj flankujący Canyona motocykliści przyśpieszyli jeszcze bardziej, wysforowali się do przodu zamierzając zabezpieczyć czym prędzej zjazd z autostrady na wysokości Midland Trail.
Niemal już czarne przestworza na północ od rzeki Ohio rozbłyskiwały co chwila oślepiająco białymi zygzakami błyskawic, przecinającymi burzowy nieboskłon pośród coraz wyraźniejszego pomruku grzmotów. Deszcz jeszcze nie padał, ale Wilson z przyzwyczajenia włączył na chwilę wycieraczki sprawdzając, czy aby akurat teraz podzespół nie odmówił przypadkiem posłuszeństwa skazując kierowcę na jazdę z zalaną przednią szybą.
Pchane wysłużonym silniczkiem pióra wycieraczek wykreśliły na przedniej szybie nierówny wzór, powitany przez Wilsona cichym mruknięciem zadowolenia.
- Jak lunie deszcz, faceci na półciężarówkach chyba się potopią - zauważył Szary przystawiając twarz do otwartego tylnego okienka szoferki i tarmosząc wsadzoną do środka ręką za uszy siedzącego w tyle owczarka - Ja mam pelerynę, ale też bym wolał zabrać zadek pod jakiś daszek.
- Jeżeli zacznie padać, poszukamy kryjówki - odparł wymijająco Paul, zerkając jednocześnie na potrząsającego krótkofalówką Asha - Znasz się na tych technomordach?
- Techmorwach? - Tisdale uniósł znacząco jedną brew - Widziałem kiedyś jedną zabitą, paskudne dziwadło. Podobno potrafią się zajebiście kamuflować i zmieniać kształty, ale ta martwa była w naturalnej postaci, takiej przerośniętej pchły. Ale nic się nie martw, jeśli zainfekowały rany jajami, spróbuję je wyciągnąć. Co zostało wechnięte do ciała, da się tak samo usunąć.
- To się rozumie samo przez się, wszystko da się wyciąć - skomentował wciąż tkwiący przy okienku zbieracz z Mississipi - Pytanie, czy pacjenci to przeżyją?
Tisdale okręcił się w fotelu, ale nie zdążył odpowiedzieć, bo w tej samej chwili patrol odzyskał w końcu łączność radiową z nadjeżdżającym od strony Hurricane konwojem.
- Szpica na motorach ma dwóch rannych, wpierdzielili się na jakieś pasożyty przy wjeździe do wschodniego Huntington - relacjonował radiooperatorom z wozu transmisyjnego siedzący trzy samochody dalej w szyku Salt - Cofamy się do nich, żeby sprawdzić jak głęboko siedzą w syfie. Ale uważajcie, coś się dzieje w mieście. Zauważyliśmy dwa duże stosy, podpalone na dachach biurowców w centrum. Za daleko było, żeby sprawdzić przez lornetki, ale wyglądało to jak jakiś sygnał alarmowy.
- Widzieliście ludzi? Albo mutantów? - chociaż trzask zakłóceń, spotęgowanych jeszcze nadchodzącą burzą, zniekształcał odbiór, przysłuchujący się rozmowie Wilson i Tisdale mogliby przysiąc, że mikrofon przejął sam baron Sutherland - Jakiegokolwiek uzbrojonego skurczybyka?
- Żywej duszy - zaprzeczył Salt - Ale te stosy nie podpaliły się same.
- Myślicie, że to na wasz widok? - zakłócenia ustąpiły na chwilę i głos rozmówcy stał się dość wyraźny, by Aniołowie zyskali pewność, że pytanie padło z ust organizatora ekspedycji.
Wątek techniczny
Patrol samochodowy dojeżdża do zjazdu na sześćdziesiątkę i odbija na peryferia Huntington wzdłuż brzegu Guyanotte, tak? Dojazd aż pod sklep motoryzacyjny? Tam ładujecie rannych na pakę i wycofujecie się na autostradę? Czy też może jednak operacja od razu w sklepie?
: 15 czerwca 2012, 23:31
autor: Keth
Sklep motoryzacyjny przy Midland Trail, 7 maja 2055
Pilnowani przez Radeforda i Chudego, pozostali gangerzy uwinęli się błyskawicznie z pokłutymi przez techmorwy kompanami, nad wyraz ostrożnie przenosząc ich do wnętrza motoryzacyjnego sklepu i układając na podłodze opodal sklepowej witryny. Na zewnątrz pociemniało znienacka wskutek burzowej pogody i pozbawiony oświetlenia sklep przypominał mroczną jaskinię o spowitych niepokojącą czernią zakamarkach.
- Motory do środka! - rozkazał Chudy zerkając jednocześnie w stronę wielebnego z ledwie widoczną nutką niepokoju, niepewny tego, czy naczelny kapelan docenia jego zaangażowanie.
- Dalej nieprzytomni? - zapytał Ebenezer dopinając guziki swego płaszcza. Prawą rękę wciąż trzymał na pasku przewieszonego przez ramię Remingtona, ale odprężył się zauważalnie, co uspokoiło przynajmniej po trochu resztę gangerów.
- Tak jest, proszę pana księdza - padła odpowiedź jednego z motocyklistów. Ludzie Chudego mieli spore problemy z dobieraniem właściwych zwrotów wobec osoby kaznodziei, lecz chociaż skrycie mocno to Radeforda bawiło, duchowny nie zamierzał swego rozbawienia otwarcie okazywać.
Wątek techniczny
Ekipa Radeforda siedzi w sklepie, gangerzy do środka wpakowali nawet swoje motocykle. Ofiary techmorwy wciąż w stanie śpiączki, kaznodzieja nie jest w stanie jednoznacznie określić ich kondycji. Zadane kolcem i pazurami rany przestały krwawić, prawdopodobnie dzięki wsączonej w organizm obcej substancji zwiększającej krzepliwość krwi.
Ze względu na ograniczone pole widzenia (wnętrze sklepu, inne budynki na zewnątrz) Radeford nie widzi wzmiankowanych przez kumpli słupów ognia, ale jest zorientowany w temacie dzięki nasłuchowi radiowemu. Wyjścia na dach nie widać.
: 16 czerwca 2012, 09:32
autor: Araven
Dojeżdżamy pod sklep gdzie jest Eb, gdzie będzie operacja na rannych zdecydujemy na miejscu po dotarciu do ludzi Wielebnego.
: 17 czerwca 2012, 16:17
autor: deliad
Wątek techniczny:
Musimy wynieść się z miasta i znaleźć schronienie z dobrą widocznością na miasto. Najlepiej na 60 pod 64. Warta z lornetkami wystawimy na 64. Później pomyślimy jak wybadać kto zajmuje miasto.
: 18 czerwca 2012, 21:39
autor: Keth
Midland Trail, 7 maja 2055
Deszcz zaczął padać, kiedy samochodowy patrol zapuścił się na Midland Trail i chociaż nie była to ulewa, bardzo nasilił się wiatr tarmoszący kurtkami motocyklistów i wyczuwalny coraz wyraźniej przez pasażerów samochodów. Wraz z burzą nadciągała wichura, co jeszcze bardziej komplikowało sytuację taktyczną zarówno samego patrolu jak i całego konwoju.
Wycieraczki w Canyonie pracowały na najwyższych ustawieniach, a mimo to Wilson niemal przytykał nos do przedniej szyby, nie chcąc z rozpędu najechać na prowadzących go przez deszcz motocyklistów.
- Baronie, proponuję postój na obwodnicy! - w eterze krótkofalówki słychać było podniesiony głos rozmawiającego z Sutherlandem Radeforda, ustawicznie przekrzykującego nasilające się zakłócenia - Tam jest dość wiaduktów, żeby się dało pod nimi zaparkować! Zaraz zacznie kurewsko lać, w taką pogodę jazda nie ma sensu!
- Szlag by to! - młody Sutherland nawet nie próbował ukrywać swojego niezadowolenia, ale mimo porywczej natury nie był głupcem, tego Aniołowie nie mogli mu zarzucić - Dobra, wszyscy na zjazd przed Huntington! Tam się zobaczy, co dalej!
- Potwierdzam, panie Sutherland! - odkrzyknął w eter kaznodzieja - Uwaga, Paul i Jack! Bierzemy rannych i spadamy na obwodnicę!
Ubezpieczany przez motocykle pikap sunął ulicą pośród ruin podmiejskiej dzielnicy, wzdłuż brzegu mulistej, punktowanej tysiącami spadających z nieba kropel deszczu rzeki Guyanotte.
Wątek techniczny
Samochodowa część patrolu wjechała już na Midland Trail i ma niecałą milę do sklepu motoryzacyjnego. Pogoda coraz gorsza, widoczność spada. Po płomienistych stosach ślad zniknął, najpewniej wypaliły się do końca albo zgasił je deszcz.
W eterze ciągły gwar, konwój zmierza do nowego punktu zbornego, na zjeździe z 64-tki na 60-tkę. Tam Sutherland zamierza przeczekać burzę, a tym samym najpewniej będzie biwakował aż do następnego dnia, bo nie wygląda na to, by burza ustała przed nadejściem zmierzchu, a w nocy młody baron chyba nie odważy się jechać...
: 18 czerwca 2012, 21:47
autor: Araven
Realizujemy plan Panowie jak dojedziemy do Eba zabierzemy jego ludzi i wracamy do Barona. Tam się ich zoperuje.
: 19 czerwca 2012, 22:11
autor: Goldwin
Jack starał się utrzymać komunikację z baronem i Ebenezerem mimo coraz częstszych zakłóceń pojawiających się podczas nadciągającej burzy. Siedząc w samochodzie zastanawiał się usilnie co też mogą oznaczać owe ogniska. Przyjaciół, wrogów czy też kolejne kłopoty. Oby nie były to skupiska mutantów, w każdym razie nie zanosiło się na kolejne spotkanie ze stworami molocha. Raczej nie komunikowałyby się tak prymitywnymi sposobami.
Od czasu do czasu kierował spojrzenie w stronę zapamiętanych budynków starając się dostrzec coś poprzez szybę zalewaną coraz większymi kroplami deszczu. Ostrożności nigdy za wiele, a może uda się dojrzeć zagrożenie nim stanie za plecami...
: 20 czerwca 2012, 10:31
autor: deliad
Ebenezer przyjrzał się rannym. Nie wyglądali najlepiej. Bladzi, bez świadomości, ale żywi... Dla pewności udzielił im ostatniego namaszczenia, wykonując znak krzyża na ich czołach.
Sytuacja stawała się coraz bardziej skomplikowana. Atak techmorw, niepokojące znaki w mieści i jeszcze na dodatek rozpoczynająca się burza.
Posłyszał warkot silników.
: 20 czerwca 2012, 20:09
autor: Keth
Midland Trail, 7 maja 2055
Tkwiący przy parapecie na pierwszym piętrze sklepu Radeford odetchnął z ulgą, kiedy jadące poprzez deszcz wozy patrolu znalazły się znienacka w polu widzenia mężczyzny. Ociekający wodą motocykliści prowadzili sunącego tuż za nimi znajomego pikapa, w tyle zaś wielebny dostrzegł rozmazane kształty pozostałych pojazdów.
- Paul, jesteśmy w następnym budynku! - rzucił do radia odsuwając się od okna i zmierzając szybkim krokiem ku schodom.
- Dobra, widzę was - w eterze padła natychmiastowa odpowiedź Asha - Gotowi do drogi?
- Mamy na parterze dwóch nieprzytomnych rannych - przypomniał Radeford zbiegając w dół schodów - Trzeba ich przełożyć w jakieś suche miejsce.
Zgromadzeni na parterze gangerzy powitali hamujące przed sklepem wozy gwizdami i okrzykami radości. Bojówkarze zeskoczyli z pak półciężarówek rozsypując się wzdłuż okolicznych ścian i szukając choćby odrobiny osłony przed porywistym wiatrem i deszczem.
Wątek techniczny
Samochody dotarły pod sklep, można rozpocząć ewakuację. Deszcz zacina, wiatr jest bardzo silny. Motocykliści muszą uważać bardziej od kierowców samochodów, ale robi się niebezpiecznie dla wszystkich. Nie muszę chyba dodawać, że widoczność jest kiepska?
Gdzie lądują ranni, gdzie motocykle? (przypominam, że dwa są teraz nadprogramowe).