PBF - Charleston by Night

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 24 lipca 2015, 18:51

WV Point Pleasant, samochód Koterii 10.08.1993, Po północy

Victoria nie mogła nie zgodzić się z argumentami Gavina. Rozdzielanie się w tej sytuacji było niebezpieczne. Jednak czas spędzony na oczekiwaniu ciągnął się w nieskończoność. A jej umysł pracował i tworzył najróżniejsze scenariusze. Przy czym każdy następny wydawał się mniej zachwycający od poprzedniego. Dodatkowo sprawę pogarszał brak jakichkolwiek informacji. A tego nie lubiła. Kiedy już miała odpowiedzieć Ravnosowi i zapytać o dom pogrzebowy, z tyłu auta dobiegł ich głoś Horacego, przerywając wypowiedź cisnącą się na jej usta.

- Gdzie Victoria? - zapytał oschle dając tym samym znać że żyje.

- Tutaj. - Odpowiedziała krótko, odwracając się i przyglądając Horacemu. - Skoro wróciłeś już, Terry powinien być tu lada moment. To dobrze. Namtar zjawi się za chwilę. Nie wiem dokładnie co znaleźli w domu pogrzebowym, Gavin wrócił przed chwilą. Ale z tym zaczekamy do powrotu Łowcy. Podobno sprawy się skomplikowały i został coś sprawdzić. - Zamyśliła się, dając sobie nieco czasu na uporządkowanie myśli.

- Horacy, co się stało u ciebie? Co znaleźliście? Jeśli to konieczne, mogę przenieść nas bardzo szybko do Sanktuarium. Stamtąd jest blisko... - słowa płynące z jej ust stopniowo zamierały, gdy widziała zrezygnowanie i ciężar, odciśnięty na Nosferatu. Jakby w bardzo krótkim czasie przybyło mu wielu lat. - Horacy?... Co się tam stało... - w jej cichym głosie słychać było troskę.
Victoria jest poruszona i wyraźnie zmartwiona.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 24 lipca 2015, 19:58

WV Point Pleasant, samochód Koterii 10.08.1993, Po północy

- Daj mu chwile na zebranie myśli.

Cyganowi wystarczyło kilka pierwszych reakcji żeby dostrzec iż coś było bardzo nie tak. Dom, prośba o krew, ociężałe ruchy Horacego. Przypomniało mu to pewną część jego pracy o której chyba nikt z tu obecnych nie myślał. To nie była ich gra.

Ludzie wiedzą że straty materialne związane z włamaniem to bolesna sprawa. Mało kto rozumie że głównym problemem nie jest to co złodziej zabrał, a to co zostawił po sobie. Iluzja bezpieczeństwa, rozwiana przez obcą ingerencje. Chwast zwiany strachem zostaje zasiany w umyśle domowników na długie tygodnie, niekiedy lata. Nie pomaga posprzątanie bałaganu, nie pomaga zmiana miejsca bo ta zmora podąża za ofiarą. Z czasem siła negatywnego impulsu słabnie, zalana nowymi doświadczeniami, jednak blizny po tym widać długo.

Jeden z wielu sposobów jak zaszczuć wampira, pozbawić go oparcia, pozbawić go poczucia bezpieczeństwa. Efekty taktyk klanu Ravnos, niemal co do joty wpisane w aurę Horacego.


Gavin wiedział że im szybciej Horacy pozostawi "swój dom" za sobą tym szybciej zrobi mu się lepiej. Niemniej zakładał że nie nastąpi to szybko,

Przeciętny Ravnos zapomniałby o całej sprawie po tygodniu, maksymalnie dwóch. Przeciętny Nosferatu? Cholera wie...

Złodziej patrzył w stronę z której przyjechali. Myślał o domu pogrzebowym, wyrwanym niemal z kadru filmu "Noc żywych trupów", wraz z jego brakującymi zombi-elementami. Właśnie zaczynał zastanawiać się ile potworów może dziś polować na ulicach Point Pleasant, gdy zauważył nadjeżdżającego Assamitę.
Cygan zakłada że w domenie Horacego miało miejsce włamanie lub zniszczenie mienia, nie jest więc świadomy okrutnej rzeczywistości z jaką musi mierzyć się Nosferatu.
Ostatnio zmieniony 24 lipca 2015, 21:19 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 24 lipca 2015, 20:00

Charleston WV Point Pleasant, samochód Koterii parking Motelu Flowers Cottage 10.08.1993

Horacy i Terry praktycznie w tym samym momencie wrócili do swoich ciał. Gavin z Victorią czekali w środku samochodu, aż Namtar wróci z swojej misji. Od razu pojawiły się pierwsze pytania, co było początkiem dyskusji. Po chwili także zjawił się Assamita, który zaparkował motor obok pojazdu koterii.
Jesteście wszyscy razem. Stoicie jeszcze pod motelem, bo tutaj Namtar miał do was dołączyć. Co robicie dalej?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 24 lipca 2015, 23:54

Charleston WV Point Pleasant, samochód Koterii parking Motelu Flowers Cottage 10.08.1993

Każdy widział ciężar jaki przygniatał Horacego. Zadawało się, że on sam ważył teraz tony. Wyglądał niczym jaki kamień włożony na tylne siedzenie samochodu. Pod wierzchem tego głazu znajdował się jednak gorący rdzeń złożony ze stopionego gniewu i żalu. Płomień ten palił sam Horacy, który pilnował by nie zgasł, by palił się po cichu lecz nieustająco. Tak by w odpowiedniej chwili wylać się na zewnątrz i swoją gorąco krwistością spopielić winnych.

- Nie pospieszyliście wystarczająco... - Powiedział cicho i spokojnie, bez gniewu. Słowa te przyniosły jednak dziwny powiew niepokoju. Zapadła króciutka chwila ciszy, w której słychać było oprócz silnika i wiejącą chłodem klimatyzację.

Nie spieszyłaś się celowo suko, czy po prostu jesteś tak nieudolna by wykonać proste polecenie? Jeśli to pierwsze... - skarcił się szybko w myślach Nie ważne to teraz. Teraz nie czas na to. Potrzebuję każdego z nich.

- Ale dziękuję za wszelką pomoc - dodał szybko - zrobiliście co było można - ręka zacisnęła się z siłą na drzwiach. Rozległo się ciche bzyczenie otwieranej szyby, przez którą wpadło duszne lepkie powietrze

- Dlatego tym trudniej prosić mi o dalszą pomoc. - dodał nieco żywiej - Zabito mojego bliskiego krewniaka i towarzysza. Nazywał się Face-Off. W moim domu jest wykop, kilka osób dostało się do środka i prawdopodobnie uprowadziło mojego syna Ottona. To prawdopodobnie robota tego który skradł kości wodza. Wewnątrz czekało na mnie sześć duchów zwanych psychomachiami. Zniszczyłem jednak ich fizyczne formy. Nie znam się na magii ale mym zdaniem to wystarczyło by zakończyć ich byt. Nadal tam są. - Nosferatu odwrócił się w kierunku Namtara i spojrzał w ciemne okulary zabójcy. W oczach Horacego zdawało się brakować jakichkolwiek emocji. - To pułapka. I zamierzam w nią wejść. - Powrócił wzrokiem do wnętrza samochodu i nie patrząc się na nikogo konkretnego dodał - Ponieważ są tam wskazówki, jego telefon i elektroniczna maszyna do korespondencji. Jeśli nie zechcecie mi pomóc go odnaleźć zrozumiem. Wówczas proszę byście mnie jedynie powieźli pod moje domostwo w Charleston.

Wiedzą wszystko co powinni by podjąć prostą decyzję. Podobno przyjaciół poznaje się w biedzie. No to się teraz okaże.

Do końca rozmów Horacy już się nie odezwał jakby go nie było w samochodzie. Nawet gdyby go ktoś zapytał już się nie odzywał, skupiony jakby na czymś odległym co nosił w sobie. Silnik pracował rytmicznie. Wiatr wnosił przez otwarte okno zaduch z miasta, smród starych olei do smażenia, spoconych ciał i resztek gnijących w ciemnych zaułkach. Horacy utkwił wzrok w drogę przed sobą lecz mimo iż zadawał się być nie obecny słuchał każdego słowa koterii. Bardziej niż uważnie. Słuchał, zapamiętywał a ocenę zostawiał na potem. Wszystko to bowiem wydawało mu się w tej chwili bardzo odległe jakby nie przytrafiały się jemu albo tak jakby z tej mistycznej wyprawy nie wszystka część jego duszy powróciła do ciała. Co w istocie było prawdą.

https://www.youtube.com/watch?v=zReWPjreJzI

[center]Obrazek[/center]
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 25 lipca 2015, 02:13

Charleston WV Point Pleasant, parking przy Motelu Flowers Cottage 10.08.1993

Słuchał opowieści Szczura z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, wyłapując z niej najistotniejsze elementy. Musiał przyznać, że doświadczenia, które stały się udziałem Horacego miały zbawienny wpływ na jego komunikatywność. Żadnych mętnych żali, żadnych osobistych wycieczek, wreszcie konkretne informacje. Kolejne elementy układanki wskakiwały na swoje miejsca i choć całość wzoru wciąż jeszcze stanowiła niewiadomą, Morderca zaczynał już dostrzegać pewne prawidłowości. Poza tym wieść o śmierci kolejnego Niewiernego (alhamdu'lhaqim!*) ucieszyła go. Następny robak rozdeptany przez ciężki but przeznaczenia. Tym razem słowo Mektub miało wyjątkowo słodki smak.

- Jai'yed!** - odezwał się, szczerząc zęby. - Więc mamy świeży ślad Kreta. Będę mógł go wytropić, ale musimy się tam udać szybko. On może doprowadzić nas do swojego pana.

- Jeśli tak jak mówisz, jest to pułapka, to tym lepiej dla nas. Nie musimy dłużej szukać punktu zaczepienia - zęby Mordercy znów błysnęły w mroku pod kapturem. Wydawało się, że obecność niebezpieczeństwa zaczynała go nieco ekscytować. - Wolałbym jednak sam tam wejść z uwagi na obecność zagrożenia. Nie boję się duchów. Choć mówiąc prawdę, wolę coś, co krwawi.

Roześmiał się cicho, lecz dźwięk ten nie miał w sobie ludzkich odcieni. Przypominał raczej warkot drapieżnika na myśl o kolejnym polowaniu.

- Ktoś porwał twojego syna, aby mieć na ciebie wpływ - dodał po chwili przekrzywiając lekko głowę. - Spowolnić nasze działania. Jako osoba stąd jesteś najbardziej wystawiony na tego rodzaju manipulacje. Inni cię znają, wiedzą, gdzie uderzyć by zabolało. Spiro udowodnił nam, że Baali wiedzą o twoim potomku, nawet jeśli pozostałe jego słowa były kłamstwem. Jednak pamiętaj, że nie mam obowiązku ratować twojego syna i nie oczekuj tego ode mnie. Wykonuję Kontrakt. I trzymam się moich obowiązków. Nic więcej i nic mniej.

Słowa Mordercy padały z jego ust prosto i bezlitośnie, wyprane z wszelkiego współczucia. Wydawało się zresztą, że nie jest nawet świadom istnienia tego rodzaju niuansów. Lub być może celowo nie dbał o to? Nie umieli odgadnąć... Spojrzał ponad samochodem koterii w stronę Domu Pogrzebowego i zmienił temat.

- Tam, w domu śmierci ktoś odprawił rytuał. Jakiś rodzaj kanibalistycznej uczty, bezapt kidda.*** Miał ze sobą cztery śmiertelne kobiety. Używał ich krwi kreśląc znaki na ścianach. Zaklęcia wskazują na Baali. Później przyszło dwóch Nosferatu z Camarilli. Mieli posprzątać ten burdel. Jeden z nich używał do tego prostej Magii Krwi. Ale to wyzwoliło pewnego rodzaju reakcję w pomieszczeniu i Szczur przypadkiem wezwał Djina. Widziałem go i rozpoznałem jego naturę. To był demon służący Klanowi Czarnoksiężników. Nie znam imienia tego Ya Ibn el Sharmouta.**** Odesłałem go, niszcząc jego więź ze światem materialnym. Ahraman akbar!***** Nosferatu nic nie powiedzą. Ale i niech to co tu mówię, zostanie między nami. Obiecałem dyskrecję, to jest sprawa Honoru. Hal tafhamuni?******

Głos Mordercy jak zwykle nie zdradzał żadnych emocji, po prostu przekazywał informacje, równie rzeczowo i obojętnie co zaprogramowana maszyna. Nawet wzmianka o demonie nie wytrąciła go z tego rytmu, właściwego raczej dla telegramu niż żywej osoby. Skończył i spojrzał na członków Koterii Atra-hasisa z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

- Mashy, chcecie wiedzieć coś więcej, czy jedziemy?



* arab. Chwała Haqimowi
** arab. dobrze
*** arab. Dokładnie tak
**** arab. Syna Nierządnicy
***** arab. Ahryman jest wielki!
****** arab. Rozumiecie?
Ostatnio zmieniony 25 lipca 2015, 20:04 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 25 lipca 2015, 18:41

Charleston WV Point Pleasant, samochód Koterii i okolice, parking Motelu Flowers Cottage 10.08.1993

Terry ochoczo wszedł w słowo Łowcy, właściwie bezczelnie depcząc znak zapytania, razem z "y" ze słowa "jedziemy". Poczuł z tego powodu lekkie zażenowanie, jednak nie dał tego po sobie poznać.

- Ja chciałbym wiedzieć coś więcej.Chociaż nie, nie tyle wiedzieć, co uściślić. Mówisz, że nie boisz się duchów, lecz owe bękarty piekieł, które zabiły kolegę Horacego, nie są zwykłymi duchami. Szczerze mówiąc, są całkiem tobie podobne, Duchu z Otchłani. Jak ty, pożerają życie swych ofiar, by wzrastać w siłę. Jak ty, lubują się w ich strachu. Nade jednak wszystko, wiedz że, potrafią równie swobodnie przemieszczać się między światem naszym a duchowym, co Lupini. Jest ich sześć i są równie niebezpieczne co ty. Nie podchodź więc do tematu nazbyt lekceważąco.

- Jestem Cieniem Nar Mattaru, Udug*, który jest oddechem śmierci - Morderca uśmiechnął się zimno. Mimo wszystko Terry nie mógł się oprzeć wrażeniu, iż jego słowa brzmią jak fragment jakiejś inkantacji lub rytuału. Nawet rytm był podobny. - I nie lękam się Gidim**, krążących w ciemności, ni Lilitu***, które porywają dzieci i piją ich krew. Bo jak zauważyłeś jestem z ich rodu. Nie wiem, skąd wiesz, kim jestem. Niewierni zwykle nie widzą tak daleko. Ale jeśli znasz moją naturę, rozumiesz, że dam sobie radę.

Przez chwilę Malkavian gapił się tępo w swe odbicie, w okularach Mordecy. Widział zdziwienie na swej twarzy i opuszczoną w szoku szczękę. I zadowolonego z siebie Dartha Namtara. Chciał go ostrzec. Nie liczył na "dziękuję", bardziej na warknięcie za porównywanie go do tego rodzaju istot, lecz odpowiedź jaką dostał była daleko poza horyzontem tych, których by się spodziewał.

Nazwałem cię właśnie Demonem, a ty radośnie przytaknąłeś. Nie wiem co o tym myśleć ani co ci powiedzieć. Wierzę w ciebie i twoje zwycięstwo w ewentualnym starciu, ale... to było ostrzeżenie, a nie komplement...

Zamrugał kilka razy, szukając w głowie stosownych słów pasujących do zaistniałej sytuacji, jednak żadne nie przychodziły mu z pomocą. Przytaknął więc nieśmiało, rozejrzał się nieśmiało po wnętrzu samochodu i zaczął mówić dalej, zmieniając lekko temat.

- Jeszcze jedna rzecz. Mówisz, że na ścianach domu śmierci, ktoś krwią wymalował symbole. możesz je opisać? Bo widzisz, figury z wosku, które zabiły Nosferatu bez twarzy, również miały wyryte symbole. Co prawda na czołach, nie ścianach, ale może to dla tego że, dom śmierci ma ściany, nie czoło. Ciekawi mnie więc czy może podobne. Bo jestem przekonany, że poprzez owe symbole, ktoś animował te rzeźby. Czy ktoś z was ma coś do pisania i bycia pisanym? - ostatnimi słowy zwrócił się do pozostałych pasażerów.

Siedzący na miejscu kierowcy Lucas podał mu notes i długopis. Terry szybko coś na nim nabazgrał, przyjrzał się jeszcze raz, lekko przechylając głowę po czym podał go stojącemu za oknem Assamicie.

- Te nasze wyglądały mniej więcej tak. Podobne?
[center]
Obrazek[/center]

* sumer. określenie najpotężniejszych demonów, krążących po ziemi i sprowadzających na ludzi śmierć.
** akkad. określenie głodnych duchów ciemności.
*** akkad. określenie demonów wiatru, zamieszkujących pustkowia.
Ostatnio zmieniony 25 lipca 2015, 20:27 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 26 lipca 2015, 11:47

Charleston WV Point Pleasant, parking Motelu Flowers Cottage 10.08.1993

Morderca przyjrzał się z uwagą rysunkowi wykonanemu przez Świra. Kiedy się odezwał, mówił powoli, ważąc słowa, jakby starał się wypowiedzieć możliwie najbardziej dokładnie, będąc jednocześnie zrozumiałym.

- Nie. Tamte wyglądały inaczej. To były długie ciągi znaków, jak w sanskrycie. Niektóre się powtarzały, więc raczej było to pismo, nie sigile. Yaani sihr.* To tutaj - wskazał na kartkę. - to pieczęć wiążąca duchy. Coś, co uniemożliwia im opuszczenie formy, w której się znajdują. Sulejman używał czegoś w tym rodzaju, ale ten nie jest do nich podobny. Myślę, że nie pochodzi ze Wschodu -potrząsnął głową. - Mabaraf,** nie znam go.

Spojrzał jeszcze raz na zabazgrany przez Terego skrawek papieru, po czym oddał go Victorii.



* arab. Bardziej jak zaklęcia.
* arab. Nie wiem
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2015, 16:37 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 26 lipca 2015, 14:06

Charleston WV Point Pleasant, parking Motelu Flowers Cottage 10.08.1993, po północy.

Victoria ze skupieniem słuchała relacji Horacego i Namtara. Nowe fakty i informacje przepływały szybko przez jej umysł. Odebrała od łowcy kartkę z wyrysowanym sigilem, przyglądając się mu w skupieniu. Zabazgrane linie niewiele jej mówiły, jednak nie spodziewała się tego. Po chwili odezwała się do pozostałych.

- Wygląda na to, że te dwa ataki mogą mieć ze sobą wiele wspólnego. W obu przypadkach wykorzystano magię, a z tego co mówicie, ktoś, kto to zrobił posiada bardzo szeroką wiedzę na temat duchów z Umbry, skoro potrafi spętać i zapieczętować w formie tego rodzaju byty. - Zamyśliła się, dodając po chwili nieco ciszej, jakby mówiła sama do siebie. - Sama pieczęć została stworzona na potrzeby tej konkretnej sytuacji, więc niewiele nam powie. Jednak ten, kto ją umieścił na figurach, mógł zostawić inne ślady w domu Horacego. I zgadzam się z Namtarem, że to nasz najświeższy trop i trzeba to sprawdzić. - Spojrzała na cichą postać Nosferatu.

Przykro mi, że teraz właśnie cię to spotyka... Przywiązanie zawsze rodzi cierpienie, kiedy skostniałe iluzje ulegają destrukcji. I każdy prędzej czy później się z tym zmierzy.

- Jeśli jego syn żyje, znajdziemy go. I tego, który pociąga za sznurki. Nie traćmy czasu. - Odwróciła głowę w kierunku Łowcy, zatrzymując wzrok na ciemnych okularach. - Jeszcze jedno. Znalazłeś ciało tego faceta, którego prawie przejechaliśmy? - pytanie padło, kiedy Lucas odpalał silnik, by ruszyć w drogę powrotną do Charlestone.
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2015, 14:18 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 26 lipca 2015, 15:29

-Łoł łoł łoł chwileczkę. Tropy w charleston są jeszcze świeże, relatywnie świeże. Nie wiadomo natomiast co tam będzie za godzinę. Tą godzinę którą macie zamiar stracić na podróż. Nie znam się na Waszych magicznych sztuczkach, ale wspomniałaś Victorio ze możesz przeciągnąć kogoś przez Lustro do Sanktuarium. Z Sanktuarium miało zaś być niedaleko do domeny Horacego. Sugeruje więc żebyś zabrała w ten sposób Namtara na miejsce, jako że najlepiej z nas poradziłby sobie z niebezpieczeństwem i zbieraniem dowodów. Jeżeli natomiast dałabyś radę zabrać ze sobą także Terrego to w dziesięć minut masz tam wszystkich którzy mają jakiekolwiek umiejętności z zakresu zbierania informacji i wiedzy tajemnej.

Gavin nie wiedział na jakiej zasadzie działa rytuał taumaturgii o którym wcześniej mówiła Victoria, nie wiedział jak wiele osób może przetransportować i co jest wymagane. Nadal z resztą nie wiedział gdzie Horacy ma, obecnie resztki, swojego domostwa. Wiedział natomiast że szybka reakcja umożliwi zebranie świeższych dowodów. Jedynie Terry i Victoria, w jego ocenie, nie potrafili zniknąć na żądanie w tej grupie, to oni potrzebowali najbardziej jego protekcji.

-MY natomiast - wskazał na Horacego i siebie - dołączymy do was najszybciej jak się da. W razie kłopotów obaj potrafimy prawie rozpłynąć się w powietrzu i relatywnie znamy teren. Nie jesteśmy też na tyle nierozważni by dążyć do konfrontacji, zwłaszcza że obaj mamy "coś" dla czego warto żyć.

Ostatnie zdanie było próbą wybadania, jak dobrze Horacy radzi sobie z emocjami, czy też bardziej jak bardzo zaciemniają jego zdolność osądzania. Potem zamilkł.

Gavin miał jeszcze zamiar zaproponować, że w razie czego może odprowadzić motocykl Namtara do Charleston, kluczyk oczywiście nie byłby potrzebny. Jednak empiryczne potwierdzenie tezy, która zakładała że Assamici nie mają poczucia humoru, skłoniło go do zachowania tej sugestii dla siebie.
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2015, 15:54 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 26 lipca 2015, 16:15

Charleston WV Point Pleasant, parking Motelu Flowers Cottage 10.08.1993, po północy.

- Mish mumkin.* Odmawiam - odrzekł spokojnie Morderca. - Nie zostawię połowy Koterii bez ochrony. Mamy zbyt wielu wrogów. Poza tym godzina nie ma znaczenia jeśli o trop Kreta chodzi. Znajdę go, jeśli dotrę na miejsce tej nocy.

Ton jego głosu świadczył o tym, że nie uważa tej rozmowy za dyskusję w której chciałby kogoś do czegokolwiek przekonać. Po prostu stwierdzał fakty, w sposób równie chłodny i beznamiętny jak zwykle, dając do zrozumienia, że podjął już decyzję i nie ma tu nic do dodania. Zmienił więc temat, odpowiadając na pytanie Victorii:

- Laa, Nie było ciała. Brak obrysu na podłodze. Tylko strzaskana szyba i trochę krwi. Próbowałem jej i wiem teraz, że ten człowiek był Magiem. Pamiętam smak i rozpoznam go... - przerwał na chwilę i rozejrzał się po parkingu. - Ale to teraz nieistotne. Erhal,** Jedźmy już. Tracimy czas. Jeśli lubicie dużo mówić, możecie to robić w czasie podróży.



* arab. Nie możliwe
** arab. Ruszajmy
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2015, 16:37 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 26 lipca 2015, 17:53

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

Przez całą drogę członkowie koterii rozmawiali na temat zdobytych informacji wymieniając się swoją wiedzą. Nikt jednak nie był w stanie dokładnie ocenić kto stał za włamaniem i śmiercią jednego z Nosferatów. Horacy siedział przygnębiony licząc każdą mijającą minutę. Czas zdawał się ciągnąc w nieskończoność Podróż minęła spokojnie. Minęli zaledwie kilkanaście samochodów, które o tej późnej porze były związane z transportem towarów. Gdy dotarli do Charleston Horacy nieco ożywił się, informując Lucasa, w którą stronę ma skręcić, by dotrzeć jak najszybciej na miejsce. Po kilku minutach byli na miejscu, parkując samochód na chodniku za domem Horacego. Assamita zatrzymał motor za nimi i zbliżył się do samochodu. Nosferatu otworzył okno i odezwał się:

- W domu nie działa elektryczność i telefon, ale są tam pułapki. Tylko ja wiem jak je ominąć, więc pójdę pierwszy. Jak będzie czysto, pójdziesz przodem - oznajmił Nosferatu.

- Przyjąłem. Ciemność da mi osłonę. Prowadź - odparł krótko Morderca.

Horacy odpiął pas, po czym otworzył drzwi i wysiadł z pojazdu. Rozejrzał się po okolicy upewniając się, że nic się nie zmieniło od jego ostatniej wizyty w tym miejscu. Miał wrażenie, że ten dom, który zwykł nazywać swoim i który stanowił jego schronienie przez tak wiele długich lat, wpatrywał się w niego pełnym rozpaczy spojrzeniem. Tak jakby skarżył się na napaść, której stał się ofiarą. Nosferatu ruszył prosto do drzwi frontowych. Zamek był otwarty, spodziewał się jednak tego. Uchylił delikatnie drzwi za którymi ukazał się pusty korytarz. Wszedł cicho niczym kot stąpając po znanych tylko sobie miejscach na dywanie. Wiedział, że pod nim są mechaniczne zapadnie, które wypuściłyby z ścian kilka ciężkich harpunów z stalową liną. Haki przebijając ciało człowieka zabiłby intruza na miejscu, a wampira nie znającego mocy Potencji skutecznie unieruchomiłby na dłuższy czas. Do tego stalowe liny podłączone były do rozdzielni elektrycznej w kanałach. W chwili uruchomienia pułapki harpuny mały ładunek około 1 KV, co wprowadziłoby w letarg lub Śmierć Ostateczną każdego nieumarłego, który byłby na tyle głupi by się tutaj włamać. W pokojach wewnętrznych było bezpiecznie, albowiem mechanizmy uruchamiające pułapki, były tylko przy oknach i drzwiach. Nie tylko złowrogie harpuny, ale także kwas i lampy UV czekały na nierozsądnych intruzów.

Horacy jednak wiedział, że mechaniczne pułapki nie zatrzymałyby kogoś takiego jak Namtar. Kątem oka widział jak plama cienia podąża za nim, całkowicie ignorując śmiertelne niebezpieczeństwo. Nosferatu powiedział:

- Są w piwnicy - szepnął, wskazując długim palcem w stronę prowadzących w dół schodów.

Cień wpełzł na schody znikając w całkowitych ciemnościach pozostawiając Horacego na górze. Nosferatu postanowił okryć się mocą Niewidoczności na wszelki wypadek i jeszcze raz przeszukać swój dom, zachowując przy tym maksymalną dyskrecję.

Assamita wszedł na dół. Od razu poczuł świeżą krew. Tego zapachu nie pomyliłby z niczym innym. Opowieść Terego i Horacego była prawdą. Kości były porozrzucane po całym pokoju, podobnie z gnijącymi kawałkami martwego mięsa. Na środku znajdowało się ogromne wejście do podziemnych tuneli. W miejscu gdzie wcześniej znajdowały się woskowe figury w tej chwili pozostały po nich tylko strzępy i niewielkie kawałki z wieloma śladami szczurzych zębów. Na podłodze leżało tak wiele różnych przedmiotów z warsztatu Horacego, że ciężko było znaleźć wolne miejsce, by swobodnie postawić nogę. Pomiędzy nimi zauważył kilka zmiażdżonych szczurzych ciał. Morderca wyostrzył swoje zmysły, czekając na przeciwnika.
Spoiler!
Asbu Ilat 4 ST:7 = 1 sukces. Zestrojenie z ciemnością udane.
Wyczucie niebezpieczeństwa ST:8 = 2 sukcesy. Niebezpieczeństwo, 6 przeciwników.
Spoiler!
Aktywacja sztyletu 1 PK.
Assamita używa Dur-An-Ki Echa Nirvany 1 ST:6 = 4 sukcesy. Koszt 1 PK.

[center]RUNDA I[/center]
Inicjatywa:
Assamita 11 sukcesów
Psychomachie 4 sukcesy

Assamita używa Akceleracji. Koszt 1 PK.

Akcje Assamity:
Pierwsza akcja: Assamita atakuje Ducha1
4 sukcesy trafienie, Duch1 3 unik = Trafienie za 1 sukces.
Duch1 otrzymuje 6 obrażeń po teście wyparowania. Traci 6 Punktów Mocy.
Druga akcja: Assamita atakuje Ducha1
4 sukcesy trafienie, Duch1 nie unika = Trafienie za 4 sukcesy.
Duch1 otrzymuje 8 obrażeń po teście wyparowania. Traci 8 Punktów Mocy.
Forma fizyczna Ducha1 zostaje zniszczona.
Trzecia akcja: Assamita atakuje Ducha2
6 sukcesów trafienie, Duch2 2 unik = Trafienie za 4 sukcesy.
Duch2 otrzymuje 9 obrażeń po teście wyparowania. Traci 9 Punktów Mocy.
Forma fizyczna Ducha2 zostaje zniszczona.
Czwarta akcja: Assamita atakuje Ducha3
9 sukcesów trafienie, Duch3 3 unik = Trafienie za 6 sukcesów.
Duch3 otrzymuje 9 obrażeń po teście wyparowania. Traci 9 Punktów Mocy.
Forma fizyczna Ducha3 zostaje zniszczona.
Piąta akcja: Assamita atakuje Ducha4
5 sukcesów trafienie, Duch4 pech w teście uniku = Trafienie za 6 sukcesów.
Duch4 otrzymuje 9 obrażeń po teście wyparowania. Traci 9 Punktów Mocy.
Forma fizyczna Ducha4 zostaje zniszczona.
Koniec akcji Assamity.

Akcje Psychomachi:
Duch5 atakuje:
3 sukcesy na trafienie, Assamita nie unika.
Assamita otrzymuje 4 Prawdziwe Obrażenia po teście wyparowania.
Duch6 atakuje:
3 sukcesy na trafienie, Assamita nie unika.
Assamita otrzymuje 1 Prawdziwe Obrażenie po teście wyparowania.

[center]RUNDA II[/center]
Inicjatywa:
Assamita 4 sukcesy
Psychomachie 2 sukcesy

Assamita używa Akceleracji. Koszt 1 PK.

Akcje Assamity:
Pierwsza akcja: Assamita atakuje Ducha5
7 sukcesy trafienie, Duch5 3 unik = Trafienie za 4 sukcesy.
Duch5 otrzymuje 8 obrażeń po teście wyparowania. Traci 8 Punktów Mocy.
Forma fizyczna Ducha5 zostaje zniszczona.
Druga akcja: Assamita atakuje Ducha6
6 sukcesy trafienie, Duch6 1 unik = Trafienie za 5 sukcesów.
Duch6 otrzymuje 11 obrażeń po teście wyparowania. Traci 11 Punktów Mocy.
Forma fizyczna Ducha6 zostaje zniszczona.

Koniec walki.

Psychomachie wracają do Umbry. Cztery z nich próbują opętać Assamitę ST:10.
Duch2 0 sukcesów
Duch3 Pech
Duch4 Pech
Duch5 2 x Pech

Psychomachie odchodzą w Umbrę. Te które mają pecha uciekają.

Po walce Namtar ma 15 PK i 5 Prawdziwych Obrażeń na razie zawieszonych przez efekt Asbu Ilat:4.
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2015, 19:28 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 26 lipca 2015, 19:25

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

Duchy poruszyły się niespokojnie i zaćwierkały do siebie podniecone. Wyczuwały bliskość kolejnej ofiary. Choć kolory, którymi emanowała różniły się od poprzedniej. Nie czuły także strachu. A jednak ten, kto kierował się piwnicy, którą chwilowo obrały sobie za kryjówkę, przyciągał je niczym magnes. Wyczuwały krew na jego rękach. Krew, którą przelewał wielokrotnie, i która znaczyła duszę przybysza niczym stygmat, otwierając im dojście, obiecując rozkosz. Wiedziały, że już niedługo będą mogły zakosztować jego cierpienia. I delektować się szaleństwem, którym go obdarzą. Ich cel był coraz bliżej i ćwierkanie przeszło w dziwaczne, upiorne zawodzenie. Wiedziały, że niedługo znów się nasycą. Obserwowały. Czekały.

[center]***[/center]
Wyczuł je gdy tylko wszedł do piwnicy. Były tutaj i wiedział, że obserwują go. Ciemność w tym miejscu pachniała krwią i szeptała o śmierci. Przybrał formę fizyczną i dobył broni, czekając na ruch przeciwnika. Przestrzeń w sześciu miejscach pomieszczenia zawirowała nagle, gęstniejąc w rdzawo-grafitowe pasma dymu, które przybrały kształt upiorów ciemności. Teraz widział je wyraźnie. Zasłona mroku, która oślepiłaby większość Niewiernych, czyniąc z nich łatwy łup głodnych duchów, dla niego była błogosławieństwem. Pozwalała mu widzieć i chroniła go przed śmiercią. Gidim miały wychudłe blade ciała, z których wyrastały ciernie. Ich dłonie składały się ze szponów, długich i cienkich, stanowiących okrutną broń w walce. Skórę plamiła krew. Nie miały oczu, lecz podejrzewał, że nie sprawia im to różnicy. Wiedział, że wyczuwają go na innej zasadzie.

- Haqimumma innii a'uudhu bika an adilla ał udall, ał azilla ał uzall, ał adżhala ał udżhala 'alaj* - szepnął, aktywując moc trzymanego w ręku ostrza.

[center]Obrazek[/center]
A później wszystko potoczyło się szybko.

Uderzył pierwszy, zanim one zdążyły to uczynić. Duch rzucił się w bok, a jednak nie był dość szybki by uniknąć ciosu Assamity, tnącego z szybkością atakującej żmii. Khanjar rozdarł bladą skórę z nieprzyjemnym odgłosem, ukazując cierniste żebra. Drugi cios dosięgnął odsłoniętego brzucha upiora. Na ziemię spłynęły białe wnętrzności, wijące się spazmatycznie niczym robaki, zanim nie zmieniły się ponownie w ciemny dym i nie rozwiały w dusznym mroku piwnicy. Morderca nie zwrócił jednak na to uwagi. Nim forma ducha przestała istnieć, dosięgnął już drugiego przeciwnika, tnąc po skosie przez klatkę piersiową. Nie napotkał większego oporu. Ciało zmory zaczęło tracić spójność, rozlewając się w parującą szybko plamę ektoplazmy. Zawirował w półobrocie, tnąc od dołu istotę zbliżającą się z lewej strony. Wiedział, że trzy pozostałe niedługo znajdą się za jego plecami i nie będzie miał czasu, aby rozprawić się z nimi wszystkimi. Ostrze weszło gładko w pachwinę przeciwnika. Morderca podciągnął je w górę, otwierając go niczym jakiś egzotyczny kwiat z gnijącego mięsa. Zdążył jeszcze wbić nóż w serce kolejnego, gdy szpony dwóch pozostałych dosięgły go. Nie poczuł bólu. Pazury Psychomachi, które wedle wszelkich prawideł powinni rozorać jego ciało, nie uczyniły mu żadnej krzywdy. Albowiem Tiamat osłaniała go swoją mocą, chroniąc przed słabszymi duchami mroku. Wyszczerzył zęby i przeciął gardło piątego przeciwnika, ciągnąc za ostrzem smugę tłustawego dymu. Teraz, kiedy wszedł w dobrze sobie znany rytm poruszał się z nadludzką szybkością. Każdy jego cios był perfekcyjnie odmierzony, niczym ruchy skomplikowanego tańca. Uwielbiał to uczucie. Tą wirtuozerię flirtu ze śmiercią. I doskonałość, którą wtedy osiągał. Tak jakby wyzwalał się z zależności pomiędzy czasem i przestrzenią i przez tą krótką chwilę, czystą niczym objawienie, osiągał wieczność. To była ekstaza płynąca z całkowitego spełnienia. I przyczyna, dla której tak naprawdę wciąż żył. Ciął po raz ostatni rozpruwając bok Psychomachi i prowadząc ostrze półkoliście w górę. Nim przeciwnik zdążył zmienić się w obłok brudnego dymu, Morderca opuścił rękę i znieruchomiał, rozglądając się po pomieszczeniu. Głodne duchy zostały zniszczone. A jednak instynkt wciąż podpowiadał mu, że to jeszcze nie koniec. Wiedział, że jakimś cudem nadal tutaj są, czając się poza barierą rzeczywistości. Przekrzywił lekko głowę nasłuchując. Tym razem jednak atak nie nadszedł ze strony, z której się spodziewał.

Poczuł zapach krwi. Jej smak zbudził w jego żyłach głód, który powstał niczym Samum wyjąc w jego arteriach i wypalając swym tchnieniem wszelkie pozostałe doznania. Przyłącz się do nas. wyszeptało coś w jego głowie. Jesteś taki jak my. Razem będziemy polować. Razem zaspokoimy pragnienie... Przyłącz się. Potrząsnął głową i zaklął, próbując skupić się na Kontrakcie. Przecież ich nienawidzisz - szeptał głos. Pomożemy ci ich zabić... Chcesz tego prawda? Zabić ich. Pić ich krew... Pomyśl o tym. Ich krew... Ich ból... Wizje, które pojawiły się w jego głowie sprawiły, że jęknął z rozkoszy. Rozkwitały przed jego oczyma niczym kwiaty w cudownych ogrodach Alamut. Wybrańcy Atra-hasisa we krwi. Czerwień na jego rękach. Czerwień, którą zlizuje z ostrza khanjar... Dusze, które rozrywa karmiąc się ich światłem... I duchy, które karmi poprzez własne spełnienie... Zgrzyt żelaza po szkle... Gdzieś w czerwonej studni głodu bestia zbudziła się. Ta krew należała do niej, nie do głodnych przybłęd z pustyni. Morderca poczuł jej wściekłość i zaczerpnął z niej.

- Kefaya! Degage!** - warknął przez zaciśnięte zęby. - Nie będę służył waszym przyjemnościom, kundle! Krew, którą przelewam należy do mnie. I moja jest rozkosz z zadawanej śmierci. Urukuu barra! Edin na zu!*** Nie będę dzielił się z psami tym, co należy się mi, synowi Nar Mattaru. Toz**** przeklęte hieny!

Szepty ustały natychmiast, niczym ucięte nożem. Szkarłatna zasłona głodu uniosła się, pozwalając mu widzieć. Zachwiał się odzyskując nagle pełną władzę nad ciałem, utrzymał się jednak na nogach. Duchy odstąpiły. Był sam. Teraz to wiedział. Uklęknął na zaśmieconej posadzce, pośród kości Nosferatu, szczurzego truchła i rozrzuconych wszędzie narzędzi. Schylił głowę, pozwalając, aby Matka Tiamat objęła go swym tchnieniem, uzdrawiając jego ciało i ducha z ran, które mogłyby powrócić, gdyby dotknął go teraz najlżejszy promień światła...
Jeśli Horacy stoi na górze schodów, to podejrzewam, że słyszał ostatnią wypowiedź Namtara.
Assamita cofnie się gdzieś w kąt i będzie medytował przez 5 minut, pozostając w bezruchu. Jeśli ktoś pojawi się w piwnicy powie do niego jedynie "Nie zapalaj światła" i nie będzie się odzywał dopóki nie wróci do rzeczywistości.
Spoiler!
Wypijam eliksir i korzystam z efektu Osłony Tiamat. Wydaję punkt S.W. na automatyczny sukces.
(OD MG: Asbu Ilat:4 = 2 sukcesy. Medytacja leczy 2 obrażenia.)
Medytuję 5 minut i Palę 9 PK na zanegowanie pozostałych 3 obrażeń.

* arab. O Haqimie, u Ciebie szukam ochrony od zboczenia z drogi lub bycia z niej zwiedzionym; od nieumyślnego popełnienia błędu lub bycia ku niemu poprowadzonym; od własnej ignorancji lub padnięcia jej ofiarą.
** arab. Dość! Wynoście się!
*** akkad. Odejdźcie larwy! Uciekajcie na pustynię!
**** arab. Odpieprzcie się i idźcie do piekła!
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2017, 12:22 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 27 lipca 2015, 00:12

Horacy przekręcił długi ciężki klucz w zamku wejściowych drzwi do domostwa. Stary zamek zachrobotał metalicznie lecz nie sprawił problemów. Drzwi szczęknęły otwierając się na gości. Zapraszały ciemnością, zapachem kurzu i czegoś co uważne zmysły mogły z łatwością rozpoznać jako mieszankę wosku, farb i nie czyszczonej odzieży na figurach. Horacy postąpił krok na przód w korytarz i nie wchodząc bardziej niż to konieczne wyciągnął rękę by wskazywać Zabójcy kolejne niespodzianki jego domostwa. Wątpliwa blask czerwieni nie zabłysła jednak wiekowych kinkietach oświetlając hol, ciemność była wszechobecna. Morderczy Cień popłynął bezszelestnie we wskazanym przez gospodarza kierunku, w dół wprost w pułapkę.

Nosferatu wytężył słuch poza granice ludzkich możliwości nasłuchując. Resztką sił powstrzymywał się by doczekać wyniku starcia w miejscu, które dla niego było niemal święte. W jego Pracowni Wosku. Stał tak spięty przez parę chwil. Wypowiedziane przez zęby, pogardliwe zdanie we wschodnim języku utwierdziło go co do wyniku starcia. Ruszył do gabinetu figur prowadząc po leciwych i trzeszczących deskach korytarza resztę koterii. Pomagał sobie bateryjką którą zwykł używać w kanałach.

Wnętrze dolnego pomieszczenie było zupełnie zdemolowane. Wątpliwa smuga światła nie oddawał jednak tego co mogliby zobaczyć przy normalnym oświetleniu. Horacy sięgnął do kontaktu ale jedno chrapliwe zdanie wyrzucone przez Mordercę, wstrzymało dłoń w pół drogi.

- Nie zapalaj światła.

Nad zniszczeniami nadal unosił się lekki fetor kanałów i wilgotnych szczurzych futer. I czegoś jeszcze, co przyprawiało o chłodne ciarki na ciele. Bateryjka oświetliła olbrzymi obraz zniszczeń jaki się tu dokonał. Większość jego pracy został zniszczona. Prac w które wkładał miesiące, lata pracy. Poczuł się tak jak wówczas kiedy pewien Toreador zniszczył mu najcenniejszą z jego prac. Tym razem jednak, stracił ich znacznie więcej. I w dodatku sam przyłożył do tego rękę wydając polecenie tej barbarzyńskiej destrukcji.

Tak było trzeba. To dlaczego do cholery tak boli?

Teraz fragmenty wosku z jego wspaniałych dzieł w które włożył tyle czasu i serca leżały w pyle i kurzu na brudnej podłodze. Horacy pochylił się i nabrał w dłoń tego co leżało na posadzce piwnicy.

[center]Obrazek[/center]

Pył z wolna przelatywał mu między palcami. Nie był to jednak tylko wosk. W znakomitej większości było to, to co zostało z Facce-Offa. Szary grobowy pył.

Mandale... Tybetańscy mnisi sypią z kolorowych drobin piasku mandale. Ich wykonanie trwa czasem przez wiele, wiele lat. Pracuje nad nimi sporo ludzi. Tylko to po to by zamieść to, niemal doskonałe dzieło w ciągu chwili. A wszystko dlatego by uświadomić sobie kruchość i nieuchronność losu. Małe doskonałości zmiecione w ciągu zaledwie jednej chwili. Ty również mój towarzyszu. Koniec końców może jednak sporo racji ma ten Sadysta. Zostanie po nas jedynie bród na ziemi i kości w których świszcze wiatr.

https://www.youtube.com/watch?v=_5G7fVuLJ6I

Pył przelatywał nadal przez dłoń Nosferatu. Nagle katem oka dojrzał komputer i komórkę Otta. Poczuł jak w jednym momencie całe jego ciało się napina.

Mój syn! Gzie on jest!

Nosferatu jednym nieeleganckim ruchem strząchnął z dłoni to co pozostało po Face-Offie. Ruszył przez pomieszczenie z bezczelnie gniotąc kości swojego niedawnego klanowicza po których stąpał. Zdawał się tego w ogóle nie zauważać. Teraz był ważny dla niego tylko i wyłącznie, jego najdroższy syn.

- Czy ktoś zna się na tych piekielnych maszynach, bowiem ja nie wyznaję się na ich działaniu w ogóle. - Wskazał dłonią znalezisko spoglądając na koterię z krwawym błyskiem w oku.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 27 lipca 2015, 12:19

W pierwszej kolejności, do domu weszli Horacy i Darth Namtar. Reszta Koterii pozostała na zewnątrz, czekając. Po dłuższej chwili drzwi wejściowe uchyliły się ponownie, ukazując "twarzowe" oblicze Nosferatu, który wezwał ich gestem ręki. Poszli za nim w milczeniu, uważnie omijając miejsca przezeń wskazywane. Nikt jakoś nie miał ochoty na pogawędki. W ciszy zeszli do piwnicy, w której nie tak dawno Malkavian miał okazję przebywać w swej duchowej formie.

Wszędzie było ciemno, jedynie promień padający z malutkiej lampki trzymanej przez ich przewodnika, pozwalał im orientować się w otoczeniu. Panował tu chaos i bałagan. Upomnieni by nie zapalać światła, dreptali niemalże po omacku, starając się nie przewrócić o porozrzucane dookoła przedmioty. W pewnym momencie Horacy odezwał się, jednocześnie oświetlając coś, swą mini-latareczką.

- Czy ktoś zna się na tych piekielnych maszynach, bowiem ja nie wyznaję się na ich działaniu w ogóle.

Terry podążył wzrokiem wzdłuż ramienia Nosferatu, odnajdując w mroku wskazane przez niego skarby. Kiedy zobaczył już, czego dotyczyło pytanie, ze smutkiem pokręcił głową.

- Nie ja. Niestety, w tej jednej kwestii nie potrafię ci pomóc.

Uniósł rękę, by dotknąć ramienia Horacego, jednak powstrzymał dłoń nim sięgnęła celu. Rozumiał, że jego towarzysz cierpi. Chciał mu jakoś pomóc, tylko właściwe temu słowa gdzieś się pochowały i nie miały zamiaru wychodzić. Pomyślał, że mógłby zaproponować modlitwę, z doświadczenia bowiem wiedział, że to przynosiło ulgę, wyciszenie i świeższe spojrzenie na świat. A to z pewnością przydało by się teraz gospodarzowi zdemolowanego schronienia.

Postanowił poczekać chwilę, aż problem elektronicznych zabawek przestanie zaprzątać głowę Nosferatu. Rozejrzał się za resztą Koterii, posyłając im pełne nadziei, pytające spojrzenie. Na szczęście Gavin odezwał się dość szybko, udzielając krótkiej i rzeczowej odpowiedzi.

- Tak, potrafię. Ale nie bez prądu. - oznajmił, podchodząc do znaleziska, by zbadać je uważniej.

I wtedy właśnie dłoń Terry'ego spoczęła na ramieniu Horacego.

- Czy jest coś, co mógłbym zrobić, by ulżyć ci w tej strasznej chwili?
Ostatnio zmieniony 27 lipca 2015, 13:44 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 27 lipca 2015, 14:58

[center]Obrazek[/center]
WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

Nie wiedział, jak bardzo jest ranny, choć instynktownie czuł, że raczej dość poważnie. Potrzebował teraz ciemności i jej kojącej pieszczoty. Samotności i ciszy. Skrzypienie schodów jednak szybko uświadomiło mu, że nie ma na to co liczyć. Koteria Arta-hasisa zebrała się w piwnicy. Słyszał zgrzyt ich butów, szelest ubrań, przyciszone głosy... Ich obecność drażniła go. Nie chciał aby byli blisko. Nie teraz, gdy jego stan był tak cholernie niestabilny. Z kąta za jednym z regałów nie mógł ich widzieć, a jednak wyczuł zagrożenie, gdy Nosferatu sięgnął do przełacznika. Ostrzegł go krótko, starając się nie rozpraszać uwagi. Skupił się ponownie na otaczającej go czerni, otulając się jej obecnością. Myśli zniknęły pochłonięte przez ciemność, zalewającą jego umysł i ducha. A jednak wciąż czuł napięcie. Część jego istoty obserwowała Niewiernych, spodziewając się błysku światła i bólu otwierających się ran, który musiałby się pojawić... Nie ufał im. Byli przecież wrogami. Latarka w ręku Szczura tylko podkreślała bliskość niebezpieczeństwa, rozcinając zasłony mroku... W tym momencie nienawidził tego wątłego promyka bardziej, niż ich kłamstw. Mimo wszystko obecność Kuffrów utrudniała medytację, powodując konflikt między instynktem przetrwania a świadomą koncentracją. Wiedział, że nie dadzą mu dużo czasu. Będą chcieli od niego podejmowania działań, będą zadawali pytania... Nie oczekiwał z ich strony wdzięczności ani zrozumienia. Wiedział też, że nie może im okazać słabości. Mógł się założyć, że skorzystaliby ze światła by sprawdzić efekt, zobaczyć jak to działa, nawet gdyby miałoby to go dużo kosztować. Szczurowi na pewno spodobałby się widok jego krwi. Czy nie groził mu już wcześniej światłem? Czul się tak, jakby stał na zamarzniętym, czarnym jeziorze. Pokrywa lodu była tak cienka, że widział tańczące pod nią wiry blasku. I wiedział, że pod spodem jest tylko ból. Czekał bez ruchu, na moment, w którym usłyszy trzask pękającego lodu, stanowiący zaproszenie na drugą stronę, do prywatnego piekła... Ta wizja rozproszyła go na tyle, że prawie wybiła go z transu. Skoncentrował się ponownie, sięgając ku ciemności i wspomagając się mocą krwi, aby przyśpieszyć regenerację... Ale krew była cenna. Zbyt cenna by wykorzystywać ją w ten sposób. Przełknął przekleństwo, gdy pojął, że zanim ruszy w pościg za Kretem będzie musiał uzupełnić braki...
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 23:39 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ