PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 sierpnia 2015, 14:22

WV Charleston, Dom Horacego, Piwnica 10.08.1993, Po północy

Z własnego doświadczenia wiedział, jak płynna i zwodnicza bywa granica pomiędzy szaleństwem a geniuszem. Teraz miał okazję przekonać się o tym ponownie, słuchając propozycji Świra. I musiał przyznać, że było to sprytne posunięcie. Karmiące obie strony. Choć tylko jedna z nich otrzymywała coś prawdziwego - drugiej pozostawały iluzje i oczekiwania... Nie musiał się jednak martwić o to. Problem przecież nie dotyczył jego. A te kilka słów, wypowiedzianych w ciemnej piwnicy otworzyło przed nim możliwości, o jakich wcześniej nie marzył. Od pierwszego łyku do ostatniej kropli krwi, zlizanej z zabliźniającej się rany czuł już tylko rozkosz. Ta eucharystia w mroku uświadomiła mu, w jaki sposób Wola Haqima może objawić nawet poprzez Niewiernych. I że wypełnianie nakazów Khabar zawsze prowadzi dalej, ku kolejnej nagrodzie. Ku krwi, która pozwala mu wzrastać i być narzędziem Zemsty. Ku krwi, którą karmi ciemność wewnątrz...

[center]Haqimumma baarik lanaa fiih ła zidnaa minh...*[/center]
Pierwszy łyk i smak strachu, zaostrzyły jedynie głód, sprawiając, że miał ochotę na więcej. Krew Ravnosa była słaba, jednak jego lęk, skondensowany w jej wnętrzu, wzbogacał degustację o intrygujące odcienie. Daem** Nosferatu spróbował z początku ostrożnie, pamiętając o dzisiejszym, przykrym doświadczeniu z innym członkiem tego Klanu. Jednak jej bukiet i siła szybko rozproszyła jego obawy. To była dobra krew, silna i wiekowa. Aż dziw, że Szczur posiadał w swych żyłach coś tak cennego. Perfumy Victorii nieco zaburzyły odbiór kolejnego posiłku, gryząc się z bukietem i pozostawiając nieco nieprzyjemne wrażenie dysonansu. Był to jednak tylko szczegół. Pijąc dalej, badał fakturę i smak. Krew była słabsza niż u Horacego, jednak wciąż dość interesująca. Wyczuwał zwiniętą w niej ciemność. Inną od tej, którą znał. Ta została nazwana, a przez to w pewien sposób oswojona. Jednak ciemność tak naprawdę nie różniła się od ciemności. I wiedział, że mógłby sięgnąć do jej serca i zbudzić... Co? Przez chwilę miał ochotę sprawdzić, jednak świadomość tego, że nie mają czasu powstrzymała go. Następnym razem - pomyślał, zalizując ranę. Wiedział, że będzie jeszcze kolejny raz. Nie odmówią sobie tego, by nie spróbować... Cóż, mówiąc prawdę liczył na to...
Smak krwi Świra znał już, lecz nie chciał marnować okazji do odświeżenia go sobie. Nie obawiał się szaleństwa płynącego w żyłach Klanu Księżyca. Czyż on i jego bracia nie byli najlepszym dowodem na to, że można je kontrolować? Malkawianie należeli do Bękartów Khayina, cóż więc dziwnego w tym, że ich słabe umysły, nie znajdując oparcia w Prawdzie załamywały się, gdy widzieli zbyt wiele? Strzaskane lustra i ciemność, wyjąca i chichocząca w pustce, poza nimi... Nie, to go nigdy nie przerażało. Prawdę mówiąc to go stworzyło...

[center]Obrazek[/center]
Uśmiechnął się i zamknął oczy, spoglądając głębiej...

Tam, gdzie wszystkie te odcienie czerwieni, płynące niczym krwawe strumienie wpadały w złowrogi nurt czarnej, wzburzonej rzeki. Rzeki bezimiennej, która pożarła jego pamięć i która teraz była jego całym życiem. Słońce nigdy nie wschodziło ponad tymi wodami. Nie tutaj. Nie wewnątrz. Tu nie było dla niego miejsca. Jedynie gwiazdy, czarne i wypalone konały gdzieś na krańcach pustego nieba. Ich skowyt niósł się z wichrem wspomnień przywołując na wpół zatarte, niezrozumiałe obrazy... Ponad falami wzbierał mrok i Namtar czuł jak powstaje i jak przenika jego żyły, mięśnie i kości... Jak oplata go wyrastając na zewnątrz, niczym jakaś dziwaczna, bezkształtna roślina... Jego dotyk gasił głód i przez chwilę pozwalał zapomnieć o bólu. O tym rodzaju cierpienia, które wrosło w egzystencję Mordercy tak bardzo, że właściwie nie umiał już bez niego istnieć. I które znikało jedynie w momencie zaspokojenia, pozostawiało go nieco zagubionego na granicy pomiędzy ekstazą a ukojeniem. Tak było i tym razem. Zlizując ostatnie tony czerwieni z warg poczuł to zmieszanie, wywołane wyborem, którego zwykle nie posiadał. I do którego nie był przyzwyczajony. Sięgnął do pojemnika przy pasie. Wyjął z niego kolejną fiolkę, w oplocie z miedzianego drutu i odkorkował ją zębami a następnie wychylił jej zawartość. Na efekt nie musiał długo czekać. Haszysz otulił go miękko i płynnie, sprawiając, że ekstaza podała mu rękę i pozwoliła mu przekroczyć próg swojego królestwa... Przez chwilę było tak, jak gdyby ból nigdy nie istniał. Dzięki czemu Morderca wiedział, że będzie oczekiwał jego powrotu i przywita go z ulgą...


Otworzył oczy. Słowa Świra dźwięczały w powietrzu. I zawierały sens, który potrafił zrozumieć. Uśmiechnął się:

- Tak, teraz już wiecie. I jesteście jedynymi Niewiernymi, którzy przeżyli mój posiłek - powiedział powoli. - A to jest osiągnięcie...

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Tracisz 1 PK. Zalizuję ranę.
Spoiler!
Palę 2 PK na podniesienie Siły, żebym mógł zmieścić to co spijam z Terrego i z fiolki.
I oczywiście cały czas używam Wody Życia:1, by określić właściwości krwi.
Wypijam z fiolki 1 PK krwi z haszyszem. Mam teraz pełny poziom krwi.
Assamita zrobi się rozluźniony i spokojny, a co dziwne szybko odkryjecie, że jest także dość rozmowny. Podejrzewam, że osoby o dużej empatii pewnie zauważą, że w tej, wypitej przez niego fiolce musiał być jakiś specyfik, który działa na niego w ten sposób.

* arab. O Haqimie pobłogosław ją i daj mi więcej...
** arab. Krew
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:09 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 02 sierpnia 2015, 21:26

Horacy odczekał jeszcze parę chwil aż uznał, że mroczna libacja definitywnie dobiegła końca.

- Cóż, co do Kreta...

Horacemu średnio podobał się pomysł przerzucania czegokolwiek w umysł psychopaty. Przekazywanie myśli to jakby nie było, kontakt, pewna chwilowa styczność dwóch umysłów. Kiedy sobie to wyobraził, poczuł głęboką niechęć połączoną ze złymi przeczuciami.

- Kret jest bardzo specyficznych i raczej trudno go będzie pomylić z jakimkolwiek innym Nosferatu. No bo ilu nagich Nosferatu w życiu widziałeś - zarechotał ale szybko zamilkł przypominając sobie swoją eskapadę po ubranie w domu Red Wisdoma. - To znaczy, miał resztki ubrań ostatnim razem jak go widziałem ale teraz pewnie nie ma już nic i wątpię by sobie zakombinował nowe wdzianko. W przeciwieństwie do tego wspaniałego zwierzęcia jakie naśladuje nie jest ślepy. Ma wielkie oczy i bardzo silnie kończyny zakończone długimi i ostrymi jak brzytwa pazurami. I czasem dziwnie rusza noskiem ale to jak mu się czasem przypomni...

[center]Obrazek[/center]

Potem powiedział jakby z głębokiego zamyślenia.

- Dużo ważniejszy jest dla mnie mój syn...

Stuknął parę razy długi placem w zdjęcie, które leżało nadal na stole. Po czym schował je powoli z namysłem w poły płaszcza. Przez chwile wiercił się w sobie co był widoczne w jego zachowaniu. W końcu zebrał się na odwagę i wypalił.

- Kiedy będziemy mogli włączyć w końcu światło? Chcę zobaczyć jak wiele rzeczy mi poniszczyli. Wiecie, to były genialne i jedyne w swoim rodzaju dzieła sztuki, muszę to zgłosić do ubezpieczyciela...
Spoiler!
Poproszę o test śledztwa zatem. Chcę się porządnie rozejrzeć na dole. Ślady walki, ilość osób, szczegóły, pomagam sobie nadwrażliwością.
Na marginesie. Rozbite zapasy z krwią sugerują, że ktoś dobrze wiedział gdzie co jest. Jeśli mały przeszedł na ich stronę to solidnie dostanie w skórę od tatula.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 02 sierpnia 2015, 22:26

WV Charleston, Dom Horacego, Ciemnica-Piwnica 10.08.1993, Po północy troszkę czasu, zacieśniania przyjaźni ciąg dalszy

- Potrzebuję obrazu, wizji tego jak Kret wygląda. Albo chociaż fashkh* rysunku. Nie opisu - Morderca mówił spokojnie, jednak gdzieś w tle, czaiło się "nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości". - Muszę pokazać jego postać demonom, które wezwę, aby odszukały go. Hal tafham?** Trop twojego syna niewiele mi powie. Pewnie go stąd wynieśli.

- Jeśli o światło chodzi, możesz je już zapalić. Chociaż chyba nie ma prądu - uśmiechnął się paskudnie. - Jednak, gdy duchy Ahrymana przybędą na moje wezwanie, jako twój ochroniarz sugerowałbym je zgasić, aby ich nie obrazić...

- A jeszcze odnośnie mego syna... - dodał Horacy, lecz Assamita ostro wszedł mu w słowo.

- El Khara Dah?*** Co mnie obchodzi los twego syna? - syknął Morderca. - Mówiłem już, że wykonuję jedynie to, co nakazuje mi Kontrakt. I nic ponadto. Nie zamierzam ratować osób, które nie są nim objęte, nawet gdyby chodziło o czyjąś matkę.

- Ale czy wyjątkowo nie mógłbyś... - zaczął Terry.

- Laa, nie mógłbym - warknął Łowca, przerywając mu. - Horacy traktuje mnie jak psa, i przy każdej okazji stara się, bym pamiętał o tym, yebnen kelp.**** Nie szanuje ani mnie, ani mojego Klanu. Więc jeśli o niego chodzi będę robił tylko to, co muszę. Poza tym nie zamierzam ruszyć nawet jednym mięśniem by mu pomagać. Nie muszę. - odsłonił zęby w okrutnym uśmiechu. Najwyraźniej całą ta sytuacja zaczynała go w pewien sposób bawić.

- Ale naprawdę myślę, że ten jeden raz mógłbyś zrobić wyjątek. - nie dawał za wygraną Terry - Rozejrzyj się. Jego dom został zdemolowany, jego kolekcja obróciła się w pył. Prochy jego przyjaciela pokrywają podłogę, nie każmy mu do tego opłakiwać syna. - spojrzał na Mrocznego Jedi błagalnym wzrokiem.

- Powiedziałem, nie obchodzi mnie to - odrzekł zimno Morderca. - Yel'an Ardak A'rs!***** - dodał, spoglądając na Nosferatu. I choć zebrani nie zrozumieli z tego ni słowa, odnieśli wrażenie, że nie było to nic miłego.

Malkavian, przez chwilę zbity z tropu okrutną obojętnością Dartha Namtara, spuścił smutno głowę. po sekundzie jednak podniósł ją z powrotem z błyskiem w oku

- A jeśli ci za niego zapłacę? Dwie fiolki z krwią i zadbasz przy okazji o Otto. Możliwe, że on i Kret będą razem, w takim przypadku wystarczy tylko, żebyś zabrał go ze sobą. No i pewnie sam będzie szedł, nie będziesz nawet musiał go kołkować ni nosić. Ryzyko właściwie żadne. Co ty na to, Duchu z Otchłani?
Wypowiedź pierwsza to post Sigila, który zamieszczon tutaj ze względu na krótkość, a ważność jego.
* arab. pierdolonego
** arab. rozumiesz?
*** arab. O co kurwa chodzi?
**** arab. sukinsyn
***** arab. Przeklinam twoją rodzinę.
Ostatnio zmieniony 02 sierpnia 2015, 23:43 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 sierpnia 2015, 23:37

WV Charleston, Dom Horacego, Piwnica 10.08.1993, Po północy

- Jai'yed.* Pięć fiolek, przynajmniej ósmego pokolenia. Wiem jak silną ma krew i nie zejdę z ceny - Morderca ożywił się wyraźnie, wyciągając przed oczy Malkavianina dłoń z pięcioma wyprostowanymi palcami. Całą jego postawa natychmiast uległa zmianie. Dystans zmieszany z sadystyczną satysfakcją momentalnie przeszedł w zawodowe zainteresowanie.

- Trzy fiolki - powiedział dobitnie Terry.

- Cham?** Trzy fiolki? Shú hádha?*** - zadrwił Łowca. - Obrażasz Horacego, ceniąc tak nisko życie jego syna! Gdyby wyceniał je zaledwie na trzy fiolki wolałby pewnie pozwolić mu zginąć, niż hańbić jego linię! Niewolnicy warci są więcej. Ale trudno, niech będą cztery.

- Trzy i przysługa ze strony Horacego - targował się dalej Świr. - To nie życie jego syna tak nisko cenię, a ciężar jaki to sprawić może profesjonaliście twego kalibru.

- Nie dbam o przysługi Niewiernych - Zabójca machnął lekceważąco ręką. - Nie macie niczego, czego bym chciał, poza krwią w waszych żyłach. Poza tym możliwe, że będę musiał ryzykować życiem. A jeśli zginę nie wykonując Kontraktu, okryję się hańbą. Cztery fiolki.

- Trzy fiolki. I mogę podzielić się posiadaną wiedzą. Może któraś z moich dyscyplin mogła by cię zainteresować? Mogę cię nauczać - Terry przechylił lekko głowę.

- Raa'irh!**** - wyszczerzył zęby Morderca. - Niech będzie Niewidzialność i mamy umowę. - Terry z ulgą skinął głową.

- Robienie z tobą interesów to jak zwykle przyjemność - uśmiech Assamity stał się jeszcze bardziej zębaty. - Więc trzy fiolki i nauka. Jedną fiolkę muszę dostać teraz. To zapieczętuje umowę. Nie wiem kto z was woli zapłacić. W końcu hańbą byłoby, gdybyś ty płacił za syna Horacego. Ale wy, Niewierni, macie dziwne obyczaje.

Wzruszył ramionami, podkreślając swój brak zainteresowanie dla tego typu spraw. Skądś wydobył pustą fiolkę i przez chwilę bawił się, obracając ją w palcach. Następnie położył ją na dłoni i wyciągnął rękę w stronę, gdzie stali Terry i Horacy.

- I żeby było jasne, Kuffr - dodał, zanim ktokolwiek z nich zdążył zobligować się do uiszczenia krwawego rachunku. - Nasza umowa nie narusza Kontraktu. Jest jedynie dodatkiem do niego. Wykonam ją tylko wtedy, gdy nie będzie z nim sprzeczna w żaden sposób. Kontrakt wciąż jest sprawą priorytetową. Jeśli nie jednak nie wykonam tego zadania, nie musicie mi płacić pozostałej części krwi. Zaliczka jednak będzie moja. Hal taqbaluni hadha?*****



* arab. Dobrze.
** arab. Ile?
*** arab. Co to jest?
**** arab. Świetnie!
***** arab Zgadzacie się?
Ostatnio zmieniony 04 sierpnia 2015, 10:54 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 03 sierpnia 2015, 22:32

O ile Horacy z zewnątrz wydawał się spokojny a nawet próbował żartować. Czuł, że świat wiruje burząc mu wszystko to co do tej pory cenił. Czuł jakby ziemia usuwała mu się spod nóg. Kiedy trwała rozmowa, jakiej się przysłuchiwał nawet maska pod którą skrywał oblicze nie była w stanie przysłonić ludzkich emocji. Powoli zaczęły one wypływać spod jego skorupy potwora, którą latami lepił z taką samą precyzją i zacięciem jak swoje woskowe kształty. Teraz wszystko niszczało, topiło się palone lękiem i gniewem.

- Ja zapłacę krwią...

Ręka Horacego szybko wysunęła się w kierunku fiolki, którą Asamita się bawił by bezceremonialnie przechwycić wirujące szkło.

- Wszak krew to krew, liczy się jej siła. Oto obrazy Kreta, takiego jakim go pamiętam. Otwórz zatem swój umysł Zabójco.- krótka koncentracja wyzwoliła falę wspomnień, wraz z wizją pokracznej sylwetki Kreta w głąb umysłu Mordercy poszybowały zapachy, tembr głosu, wszystko... A gdzieś na końcu krótki przebłysk wizji złośliwego karzełka. Horacy nie potrafił przestać o nim przestać myśleć. Horacy otworzył półprzymknięte powieki.

- I jeszcze jedno, mój syn nie jest Kainitą.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 03 sierpnia 2015, 23:03

WV Charleston, Dom Horacego, Ciemnica-Piwnica 10.08.1993, Po północy troszkę czasu, zacieśniania przyjaźni ciąg dalszy

- I jeszcze jedno, mój syn nie jest Kainitą. - ponurym dość głosem oznajmił Horacy.

W pierwszej chwili Malkavian zastygł, zdjęty nagłym przerażeniem. Jak niewiele bowiem brakowało, by doszło do tragedii. Znając metody pracy Mrocznego Jedi, wysoce prawdopodobnym było, że pewnie chciałby zakołkować biednego Otta. Ale nie paraliż by sciągnął na niego w ten sposób.

Następnie przyszła ulga. Dobrze, że zostało to powiedziane na głos. To zmieniało wszystko. Teraz Darth Namtar miał świadomość, jak się z nim obchodzić, kiedy już go znajdzie.

A potem nastąpiło pełne konsternacji milczenie. Kiedy wcześniej myślał o "karzełku", Terry tłumaczył sobie to określenie klątwą Klanu Ukrytych. Ale teraz nie był pewien co ma o tym myśleć. Nie wiedząc co powinien właściwie powiedzieć, palnął pierwszą myśl, jaka nawiedziła jego umysł.

- Nie rozumiem, to znaczy, że skoro Otto wygląda jak wygląda, miałeś geny Nosferatu jeszcze przed przemianą? - zapytał zupełnie niewinnym tonem. I wtedy dotarło do niego, co właśnie powiedział.

Przerażony, ale przede wszystkim przepełniony wstydem za swój niewyparzony język, zakrył dłonią usta. Zamknął oczy w oczekiwaniu na reakcję Horacego. I miał szczerą nadzieję, że ten nie zechce go uderzyć.
Spoiler!
To naprawdę nic osobistego, ale to była pierwsza myśl po przeczytaniu zdania, że Otto nie jest Kainitą. I nie mogłem się powstrzymać ;)
Ostatnio zmieniony 09 sierpnia 2015, 21:56 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 04 sierpnia 2015, 00:07

WV Charleston, Dom Horacego, Piwnica 10.08.1993, Po północy

Morderca przez dobre pół minuty wpatrywał się nieruchomo w Szczura, nie mówiąc ani słowa. Dopiero po dłuższej chwili Nosferatu zrozumiał, że przyczyną takiej, a nie innej reakcji Łowcy jest po prostu zaskoczenie. Najwyraźniej wypowiedziane przez Horacego zdanie stanowiło porcję informacji, do której przyjęcia nie przygotowało Assamity żadne szkolenie. Teraz wydawał się obracać ją w głowie starając się ją dopasować do znanych sobie wartości. I chyba niespecjalnie mu to wychodziło...

- Waa faqri,* jak to nie jest Kainitą? - wykrztusił w końcu. - Przecież mówiłeś, że jest twoim synem? To znaczy że... - przerwał na chwilę starając sobie to wszystko jakoś ułożyć. - To znaczy, że zachowałeś takie więzi z czasów, gdy żyłeś? Przez tyle lat? Po cholerę, na wszystkie demony pustyni...?

Zamilkł nagle, orientując się, że nieco go poniosło i popełnia kolejny błąd, angażując się w rozmowy z munafiqun. Uznał jednak szybko, że to wina haszyszu. A jednak, nawet duża ilość świętej żywicy krążącej w jego żyłach, nie pomagała mu tego ogarnąć. W jego świecie więzi rodzinne były jedynie czymś, co znał w teorii: dzięki filmom i książkom. No i oczywiście czasami badał je, strzelając komuś z w głowę na oczach jego bliskich. Co akurat stanowiło całkiem przyjemny sposób spędzania wolnego czasu... Inspirujący, można powiedzieć... Kilka krwawych przebłysków z przeszłości sprawiło, że uśmiechnął się lekko... To wszystko jednak dotyczyło śmiertelnych, a nie Bękartów Khayyina... Rozumiał więź krwi. Była święta. Jednak wszystkie inne relacje rozpadały się w momencie, w którym przekraczało się granice nie-życia. Wszystkie. Haqqan!** Po co więc na święte imię Haqima robić coś takiego? Po co pielęgnować strzępy dawnego życia i starać się zachować to, co powinno odejść...? Poczuł, że szukanie odpowiedzi na te pytania zdecydowanie go przekracza. Nie drążył więc dalej. Poczekał, aż Nosferatu napełni fiolkę krwią i poda mu ją, po czym schował ją do pojemnika przy pasie. Milczał, starając się ukryć konsternację za maską profesjonalizmu. Kiedy w końcu odezwał się ponownie, jego głos był chłodny i opanowany. Jak zwykle:

- A'asif.*** Przyjąłem. Dobrze, że powiedziałeś mi o tym. Czasami szybko sięgam po kołek - było to stwierdzenie faktu, równie neutralne emocjonalnie co informacja o pogodzie. - W takim razie zajmę się swoją robotą. Nie zapalajcie światła, bo duchy, które wezwę uznają to za obelgę... - Zmiana tematu pozwoliła mu powrócić do znanych sobie, stabilnych perspektyw. I sprawiła, że poczuł się lepiej. Nawet jeśli granice jego świata wykreślał mroczny labirynt osobistego szaleństwa, przynajmniej było to królestwo, które znał... Rozejrzał się po podłodze piwnicy i podniósł trzy niewielkie odłamki kości, stanowiące pozostałość po zgładzonym przed Zmory Nosferatu.

- Jeśli uda mi się znaleźć trop Kreta, pójdę za nim. Ana hashuf binafsy.**** Każdy z was spowalniał by mnie tylko. Jednak, gdy go znajdę postaram się zawiadomić was, podając miejsce jego pobytu. Wtedy będziecie mogli działać, nawet jeśli zginę. Jeśli będzie sam zakołkuję go. Jeśli nie... Cóż - uśmiechnął się nieprzyjemnie. - będę improwizował.

Podszedł do ziejącego w podłodze wykopu i uklęknął przy nim zaglądając w głąb. Jego twarz jak zwykle nie zdradzała żadnych emocji.

- W czasie, gdy mnie nie będzie uzupełnijcie krew - odezwał się spokojnie. - Nie wyłączajcie telefonów. I bądźcie gotowi do akcji. Jeśli nie odezwę się do świtu, to znaczy, że jestem martwy. A przynajmniej bardziej niż zwykle - spojrzał na pozostałych i wyszczerzył zęby w parodii uśmiechu. - Nie czekajcie wtedy na mnie. I nie próbujcie sami włazić w te tunele. Jeśli ja tam nie przetrwam, wy nie będziecie mieli cienia szansy... Bezapt kidda.*****
Dostaję ten 1 PK? Jeśli tak to włażę do dziury, by wykonać rytuał.
Jeśli jeszcze nie mam numeru czyjejś komórki, zapisuję go sobie teraz (żeby później nie było, że zapomniałem).
Spoiler!
W wykopie wykonuję rytuał: Illuminate Trail of Prey.


* arab. Cholera
** arab. Doprawdy!
*** arab. Przepraszam
**** arab. Poszukam go sam.
***** arab. Dokładnie tak.
Ostatnio zmieniony 04 sierpnia 2015, 13:38 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 05 sierpnia 2015, 17:55

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, po północy.

Wyznanie Horacego, dotyczące jego syna wywołały konsternację również u Victorii. To wyjaśniałoby jego przywiązanie do miasta i rzucało więcej światła na samą jego osobę. Troska i dbanie o rodzinę, nawet tę ludzką przez tyle dziesiątek lat zdawała się nierealna... Przez chwilę Victoria zastanawiała się, jak to jest nie być samemu, móc na kimś polegać i mieć o kogo się troszczyć. Uczucie zazdrości i podziwu, które na ułamek sekundy pojawiło się w niej, przerwał swym niezręcznym i... miała nadzieję, niezamierzonym pytaniem Terry. Odwróciła się gwałtownie w jego stronę mrużąc oczy. Powstrzymanie się w tej chwili od dosadnych słów, cisnących jej się na usta przyszło z trudem, pozostawiając jedynie złowrogie syknięcie.

Słuchając planu Assamity, dodała na sam koniec.

- Nie jestem do końca przekonana, czy to dobry pomysł, ale w tej chwili nie mamy innego wyjścia. Poza tym, nie podoba mi się fakt, że nie wiemy, kto za tym stoi i z czym możesz się spotkać w tych tunelach. - Podeszła nieco bliżej, stając na środku pomieszczenia i zwróciła się bezpośrednio do Łowcy. - Jeżeli będziesz potrzebował czegokolwiek, nie wahaj się i daj nam znać. To, co stało się tu przed chwilą udowodniło, że jesteśmy w stanie działać razem, pomimo dzielących nas różnic. Krew jest święta i nikt nie odmówi jej Tobie w razie potrzeby. Jak dzisiaj. Pamiętaj o tym. - odwróciła się do pozostałych.

- Jeśli Namtar ma zamiar wezwać znajome sobie duchy, powinniśmy opuścić to miejsce. Nic tu po nas, a rytuały tego rodzaju wymagają skupienia i koncentracji. I Ciemności... - dodała nieco ciszej, delikatnie pieszcząc ostatnie słowo. - Chodźmy na górę i pozwólmy mu działać. Nie ma czasu do stracenia. Horacy, mógłbyś wskazać drogę?...

Wypowiadając ostatnie zdanie, skierowała się ostrożnie w kierunku schodów di wejścia na górę. Po chwili reszta koterii dołączyła do niej, pozostawiając Namtara w ciemnej piwnicy i cholernie niebezpiecznym labiryntem pod nią. Miała złe przeczucia...

[center]***[/center]

Kiedy opuścili piwnicę, Victoria uważnie przyglądała się każdemu z osobna, szczególną uwagę kierując na Horacego. Jego milcząca postawa i determinacja zamykały go we własnej klatce strachu. Znała podobne uczucie, jednak teraz należało działać. A emocje nigdy nie były dobrym doradcą. Podeszła do Terrego, odciągając go na bok i spoglądając mu w oczy. Ściszonym głosem powiedziała...

- Rozumiem, że twoja troska o resztę koterii wypływa z wiary i służby, której poświęciłeś swoje nieżycie. I wierz mi Terry, doceniam to co robisz. Jednak powiedz mi... skoro jesteś tak uduchowiony, a mądrość Pana wskazuje ci drogę, kto daje ci prawo obrażania innych w ten sposób? - przechyliła głowę nieco na bok, zaglądając w jego zdziwione oczy. - Czyż każde żywe stworzenie nie jest tu z jego woli? Kim jesteś, by oceniać? Nie masz pojęcia, tak jak pozostali z nas, czym jest przekleństwo Klanu Nosferatu... a wypowiadasz się o kimś, kogo nawet nie spotkałeś, szufladkując w formie i nie zadając sobie nawet trudu poznania istoty, która ją zamieszkuje... Doprawdy, nie sądziłam, że tak płytko postrzegasz świat. Twoje pytanie wybitnie było nie na miejscu, ojczulku... I sugerowałabym, byś przeprosił Horacego... - Położyła rękę na jego ramieniu, jakby dodając nieco otuchy. - Wiem, że nie zrobiłeś tego specjalnie i nie było to twoim zamiarem. Jednak to go zabolało. Z pewnością.

Odstąpiła od Malkavianina, pozostawiając go z własnymi myślami i skierowała się za pozostałą dwójką.

- Horacy, czy w twoim domu znajdują się jakiekolwiek lustra? Duże, by można było w nie wejść? - zapytała już głośniej, zrównując swój krok z gospodarzem.
Jeśli ktoś chciałby cokolwiek dodać zanim wyjdziemy z piwnicy, nie ma problemu. Posta można edytować.
Spoiler!
1. Chodząc po tym domu, skoro nie ma prądu, robię ryt Pierce the Mask (efekt negatywy w percepcji światła i ciemności). Uważnie też przyglądam się otoczeniu i wystrojowi wnętrz, wychodząc z założenia, że powiedzą więcej o gospodarzu.
2. Używam empatii by wyczaić stan każdego z pozostałych.
Ostatnio zmieniony 05 sierpnia 2015, 18:05 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 sierpnia 2015, 22:01

" To znaczy, że zachowałeś takie więzi z czasów, gdy żyłeś? Przez tyle lat? Po cholerę, na wszystkie demony pustyni...?"

Horacy zamrugał aż oczami ze zdziwienia.
- No jak to... Przecież to oczywiste. A po cóż miałbym skazywać własnego syna na taki sam los jak mój? Czy ja nie mam serca? A z drugiej strony jak mógłbym pozwolić mu tak po prostu umrzeć skoro może cieszyć się nieśmiertelnością i to bez ograniczeń. Może oglądać świt i brzask, łowiąc te swoje ryby. Może chodzić na plażę, czuć to co czują normalni ludzie wszystkie te emocje, rozterki i miłostki. Jego serce bije i to czyni jego życie wyjątkowym. Jak mógłbym mu to wszystko zabrać i zastąpić ciemnością i głodem krwi. - parsknął - Jedyny minus jest taki, że on żyje tak długo jak będę żył ja. A ja przez te lata znikałem powoli, wraz z każdym kawałkiem mego ciała. Umówiliśmy się aby rozwiązać ten problem, że kiedy już mój stan nie pozwoli mi normalnie funkcjonować to poproszę kogoś z klanu by go przemienił. Dzięki temu nie będzie musiał żyć obarczony tą klątwą co ja. Niestety to co płynie u mnie w żyłach przenosi się na moich przemienianych potomków. - ze smutkiem pokiwał głową przytakując sam sobie - Więc, stwierdziliśmy że póki nie rozwiążemy pewnego drobnego problemu Otta z jego wzrostem, zostanie tak jak jest. Potem załatwię mu przemianę w jakimś pięknym klanie, żeby się przestał bać, że nagle stary mu kopnie w kalendarz i zostanie z ręką w nocniku... No ale my tu gadu gadu a niektórzy mają robotę w której przeszkadzamy.

Wyszedł z pracowni pierwszy i podświetlił latarką schody prowadzące na górę pilnując by każdy dotarł bez uszczerbku. Potem oświetlając drogę wprowadził koterię do jadalni. Słuchając Victorii ustawił wielki kilkuramienny świecznik i ustawił na stole. Słuchał słów jakie wypowiadała zapalając kolejno świece. Migotliwy blask delikatnego płomienia oświetlał twarze nieumarłych. Zupełnie jak za czasów kiedy wszyscy jeszcze byli młodzi, kiedy nie było jeszcze tej całej elektryki. W tamtych czasach wszystko było prostsze nie było tylu tak trudnych problemów. Horacy zamyślił się i kiedy Victoria skończyła powiedział cicho nie chcąc mącić tej wyjątkowej chwili.

- Podobno w dzisiejszych czasach każda prywatka wcześniej czy później przenosi się do kuchni. Jesteśmy tu bo wydaje mi się to miejsce stosowne by swobodnie porozmawiać na temat konsumpcji. Normalnie nie pożywiam się w okolicy własnego domu. Nie sra się tam gdzie się mieszka. Ale dzisiaj chyba pora zrobić wyjątek, nie ma co tracić czasu na przemieszczanie się. Wszyscy jesteśmy głodni, dlatego powinniśmy uważać bardziej niż zwykle by nikogo nie zabić. Zwłaszcza, że jakby nie było to moi sąsiedzi są. A to zobowiązuje.

- Co zaś do zdjęcia, blach... - machnął ręką - mój synek jest piękny, to to zdjęcie jest chujowe. Mówiłem żeby machnął sobie lepsze ale ciągle zabiegany. - Horacy zamyślił się na chwilę i mówił jakby właśnie obraz syna miał przed sobą - Oprócz wyglądu ma też wyjątkowe gadane i uprzedzam moja młoda damo, że to straszny kobieciarz. Jak go spotkasz to uważaj, bo rachu ciachu i nim się zorientujesz wylądujecie razem w łóżku. - Pokiwał głową przytakując sam sobie. - Strasznie biegły jest w tych sztukach z kobietami. No i ma dwa czy trzy teksty, które zawsze na nie działają.

" Horacy, czy w twoim domu znajdują się jakiekolwiek lustra? Duże, by można było w nie wejść?"

- Pytasz o to choć wiesz jak wyglądam? Oczywiście że posiadam, każdy zadbany dżentelmen ma w domu lustro. Luster jest sporo w holu, służą mi do odbijania światła, na wypadek nieoczekiwanej wizyty krewnych z Sabatu. Czu się swobodnie by wchodzić, wychodzić, wskakiwać i wpełzać przez nie tak często jak ci się zachce. Jeśli to ci sprawia radość. Aha, tylko nie pobrudź kremem lub pudrem, ciężko to potem schodzi.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 06 sierpnia 2015, 14:56

WV Charleston, Kuchnia Horacego 10.08.1993, po północy.

Terry poczłapał za resztą, wzrokiem tkwiąc głównie w podłodze. Po słowach Victorii poczuł się jeszcze gorzej, niż po swoich własnych. Wiedział owszem, że kapkę go poniosło, jednak zarzut płytkiego postrzegania rzeczywistości zabolał go równie mocno, jak Horacego jego uwaga na temat Otto. Chociaż przyznać musiał, że Nosferatu nie wyglądał jakby szczególnie go to dotknęło. A nawet jeśli w istocie tak było, nie dawał tego po sobie poznać.

I chociaż reprymenda jaką zaserwowała mu Mroczna Pani, odebrała mu ochotę na wszelkie dyskusje, wiedział, że ma rację i gospodarzowi należą się przeprosiny.

Odczekał chwilę po tym, jak Horacy udzielił informacji na temat luster, po czym z głową wciąż pochyloną mocno ku ziemi, odezwał się do niego.

- Przepraszam. Moja uwaga była nie na miejscu, zważywszy na okoliczności. Wiedz jednak, że nie chciałem cię obrazić ni urazić. Zresztą gdyby tak było, nie mówił bym teraz tych słów. Przepraszam więc serdecznie. Chociaż sam zauważyłeś, że zdjęcie nie oddaje uroku twego syna. Więc chyba nie masz mi aż tak za złe mojego jakże niefortunnego spostrzeżenia, prawda? - wraz z ostatnim słowem spojrzał na Nosferatu, pierwszy zresztą raz, odkąd LaSombra go zganiła.

- Głupstwa. Nie ma o czym mówić. To ta piekielna maszyna go na tym malunku tak zdeformowała. - W innych okolicznościach zareagowałby nieco dosadniej ale Horacy zdawał się być nieco nieobecny myślami i wyraźnie się czymś niepokoił. - Przystojny z niego facet, rzekłbyś niemal jak ojciec. I dajmy już temu spokój, prawda borni się sama. - machnął lekceważąco ręką.

Malkavian uśmiechnął się na te słowa. Skinął głową na znak zrozumienia i wyprostował się. Po chwili odezwał się znów, zmieniając temat.

- Co do pożywienia się. Nie mam potrzeby. Nie będę więc niepotrzebnie narażał na szwank twoich relacji z sąsiadami. Po ostatnim posiłku wciąż jestem w pełni sił, daruję więc sobie.
Ostatnio zmieniony 09 sierpnia 2015, 21:50 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 07 sierpnia 2015, 13:28

WV Charleston, Dom Horacego, Piwnica 10.08.1993, Po północy

Uklęknął na dnie wykopu czekając, aż Niewierni oddalą się, zabierając ze sobą niespokojne szepty i obce mu emocje. Skrzypienie schodów ucichło wreszcie i wiedział, że pozostał sam. Z ciemnością. W ciemności. Haszysz przestał wreszcie rozbijać się w jego czaszce natrętnymi rozbłyskami zieleni i szkarłatu, i przeszedł w fioletową wstęgę, wijącą się łagodnie poprzez spustoszone komnaty jego umysłu, gdzie przeszłość goliła się zakrwawionymi skalpelami, a przyszłość siedziała nieruchomo gapiąc się w wielkie okna - ciemne i puste niczym oczy ptaka. A później fiolet także rozpłynął się w ciemności, wypełniając jego żyły rytmem wielkiego, bezgwiezdnego oceanu, z którego toni wynurzyła się Zir, ociekająca mądrością zamierzchłych eonów i tajemnicami, których nie znali ci, co spoglądali w twarz słońca. Mumu Tiamat elu, Tammabukku salamu elu, Kishpu salamu ina, Nekelmu ina... Zaklęcie pulsowało w prastarym rytmie, wypełniając jego świat i stając się światem. Nie wiedział nawet w którym momencie, zaczął powtarzać je na głos, a cienie wkoło zastygły bez ruchu, słysząc słowa, martwe od wieków... Poczuł, ich bezcielesne spojrzenia i zrozumiał, że usłyszały go. Nie był już sam. Bez wysiłku zmiażdżył w dłoniach resztki kości Nosferatu, rozsypując je na ziemi i mieszając ze żwirem. Splunął trzykrotnie krwią i wyrysował paznokciem dziwaczny, złożony symbol.

[center]Obrazek[/center]
- ahramanyasno ahmi ahramanyasno khrafstra ham-raethwa** - szepnął. - nemase te nas nemase te arast ba nam i ahraman*** ujrzyjcie moją krew i pozwólcie ujrzeć mi trop mej ofiary...
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=aaNYHeg9OSg[/center]
Jego wyczulone zmysły odebrały lekkie poruszenie, balansujące gdzieś na ostrzu rzeczywistości. Coś mroczniejszego niż ciemność dotknęło na chwilę jego skóry, upewniając go, iż prośba nie pozostała bez odpowiedzi. Skoncentrował się na wizji, przekazanej mu przez Horacego, malując w umyśle obraz poszukiwanego Nosferatu. Wiedział, że demony patrzą teraz głęboko w jego serce, szukając informacji, karmiąc się tą wizją. A później otworzył oczy i spojrzał w głąb tunelu. Na ziemi, pośród ziaren żwiru powoli rozkwitały fosforyzujące zielenią plamy światła, które nie miało nic wspólnego z jasnością dnia. Morderca wiedział zresztą, że nie widzi go nikt poza nim i cieniami, które nakarmił swą krwią... Wstał i starł butem symbol z podłogi. Upiorne refleksy zamigotały lekko, lecz nie zgasły, sięgając coraz dalej w głąb. Tworząc trop, który prowadził do celu... Morderca zaczerpnął z pucharu nocy, łącząc mrok z własną vitae. Porzucił formę fizyczną i jako cień wniknął w czerń podziemnego labiryntu, mknąc po rozjarzonym szlaku, wyznaczanym przez migoczące zielenią, widmowe płomyki...

[center]Obrazek[/center]
Wydaję 2 PK na przemianę w formę cienia i idę za tropem Kreta.

* akkad. Matko Tiamat powstań, powstań Czarny Smoku, Mroczne czarostwo we mnie, Moc złego oka we mnie...
** s.pers. Jestem wyznawcą Ahrymana, bestią ciemności, zatrutą przez przeklętą wiedzę.
*** s.pers. Pozdrowiony bądź Nas, Pozdrowiony bądź Arast. W imię Ahrymana... ( Nas i Arast są to duchy Ahrymana, które pomocne są przy dywinacji i objawianiu spraw ukrytych).
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 23:40 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 sierpnia 2015, 15:36

WV Charleston, Labirynt Kreta pod miastem 10.08.1993, Po północy

Assamita udał się pod ziemię kierując się widocznymi tylko dla siebie śladami. W tunelach zalegała ciemność. Powietrze było suche sucho, a ziemia wydawała się być dobrze ubita zarówno na ziemi jak i na ścianach. Dziwaczny, kręty szlak nie pozwalał na zawalenie się konstrukcji. Już po kilkunastu metrach trafił na rozwidlenie. Trop Kreta kierował się w lewą stronę. Dalsza wędrówka uświadomiła mu szybko, iż trafił do olbrzymiego labiryntu korytarzy, które tworzyły skomplikowaną sieć. Niektóre z nich schodziły głębiej, nie umiał jednak ocenić, jak bardzo. Namtar co jakiś czas mijał niewielkie zwierzątka: krety i szczury, które nieświadome jego obecności zajmowały się własnymi sprawami. Trop prowadził dalej. Zmysł kierunku powoli zaczynał zawodzić Assamitę, sprawiając, iż po jakimś czasie stracił orientację w labiryncie. Jedyne co mu pozostało, to ślady za którymi podążał. Minęły dwa kwadranse, gdy Namtar trafił na Kreta. Nosferatu siedział na ziemi samotnie w jednym z większych tuneli, otoczony przez szczury i małe krety. Część ze zwierząt biegała po nagim ciele Kainity. Skóra Kreta pokryta była ziemią. Wielkie i nienaturalnie okrągłe oczy Nosferatu nadawały mu niesamowity wygląd. Mówił cicho do zebranych zwierząt, Łowca jednak nie potrafił tego zrozumieć. Wyglądało na to, że nie ma przy sobie broni, ale to co powiedział Horacy było prawdą. Jego dłonie zmieniły się w szpony z ostrymi pazurami, a połączone z rozbudowanymi mięśniami barków stanowiły niezwykle niebezpieczny oręż. Assamita szybko ocenił przeciwnika, po czym wykorzystując osłonę ciemności podpełzł do Kreta, który wydawał się zupełnie nieświadomy obecności Mordercy.

[center]Obrazek[/center]
Dla Namtara: Test Ataku kołkiem: 12 obrażeń - 6 wyparowanie obrażeń = 6 obrażeń. Kret ma kołek w sercu i jest sparaliżowany. Kołek przeszedł na wylot. Prawie wprowadziłeś go w torpor.
Test orientacji w labiryncie - Spryt + Przerwanie ST: 8 = 2 sukcesy. Wiesz w jakim kierunku iść, ale nie jesteś pewien dokładnej drogi.
Szczury rzucają się na ciebie. Jest ich 8.
W czasie kiedy ty gryziesz Nosferatu szczury, atakują i zadają 4 obrażenia.
Wyparowujesz 3 + 1 pacerz. Nic ci się nie stało.
W następnej rundzie odpalasz Akcelerację (-1 PK) i zabijesz 5 szczurów. Pozostałe uciekną razem z małymi kretami.
[center]***[/center]
WV Charleston, Okolice domu Horacego 10.08.1993, Po północy

Malkavian został w domu, gdy reszta poszła zapolować. Horacy dał kilka prostych wskazówek, gidze można znaleźć najwięcej ofiar, po czym wszyscy rozdzielili się. Noc była spokojna, a ulice wyludnione i puste. Mimo to, szczęście sprzyjało im tym razem. Victoria spotkała trzech nieco zmęczonych nocnym życiem młodzieńców, których udało jej się namówić do współpracy. Gavin napotkał robotnika śpieszącego na poranną zmianę. Horacy zaś wykorzystał swoją znajomość okolicy, aby odwiedzić pewną spelunę, wciąż jeszcze czynną, mimo późnej pory...

Po ugaszeniu pragnienia wszyscy członkowie koterii Atrahasisa ponownie spotkali się w domu Horacego, czekając na wiadomość od Assamity. Czas zaczynał dłużyć się niemiłosiernie...
Polowanie było udane. Odzyskaliście pełny zapas krwi, ale całość zabrała wam więcej niż godzinę. Do świtu pozostało około półtorej godziny.
Spoiler!
Testy Empatii:
Terry = 3 sukcesy. Wiesz to, co Terry pisze w postach o swoich emocjach i odczuciach. Przypominam, że tylko to co pisze odnośnie danej sceny.
Gavin 1 sukces. Ravnos wydaje się być wystraszony.
Horacy: 0 sukcesów. Nic nie wiesz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 sierpnia 2015, 13:47

WV Charleston, Labirynt Kreta pod miastem 10.08.1993, Po północy

Kołek przebił plecy Nosferatu, praktycznie nie napotykając oporu. Morderca usłyszał chrupnięcie łamanego mostka i wyszczerzył zęby. Uwielbiał ten dźwięk. Ciało Kreta niemal natychmiast zwiotczało, lecz nie pozwolił upaść mu na ziemię. Przytrzymał je drugą ręką, po czym wbił zęby w kark Bękarta Khayyina. Usłyszał pisk mniejszych przyjaciół Nosferatu i przez chwilę w mrocznym tunelu zapanował chaos. Nie poświęcił temu jednak uwagi. Smak czerwieni zmył woń ziemi i spłynął do gardła chłodną, drogocenną strugą. Łowca uśmiechnął się lekko, to była dobra krew... Szczury jednak nie pozwoliły mu cieszyć się dłużej tą chwilą. Zaatakowały z niezrównaną zajadłością, instynktownie broniąc swojego pana. Jeden z nich, liczący ponad pół metra długości samiec, przebiegł po ciele Kreta i rzucił się Assamicie do gardła. Jego zęby zacisnęły się na krtani Łowcy, były jednak zbyt słabe, aby przegryźć wzmocnione Odpornością ciało. Mimo to zwierzak zacisnął szczęki, właściwie zawisając w powietrzu. Jego pazury drapały nerwowo szorstki materiał kurtki Łowcy, próbując znaleźć jakieś oparcie. Pozostałe gryzonie ruszyły do ataku wspólnie. I Morderca poczuł, jak kilka z nich z zastraszającą szybkością wdrapuje się po nogawkach spodni, szukając miejsca, w które mogłyby wbić zęby. Kolejny szczur spadł mu na plecy. Neik - zaklął w myślach odrywając usta od rany i wypuszczając ciało Kreta. Błyskawicznym ruchem ściągnął szczura uczepionego jego krtani i zacisnął dłoń. Kręgosłup gryzonia pękł z cichym trzaskiem. Zdjął bydlaka siedzącego mu na karku i z nadludzką siłą cisnął nim o ścianę. Ciało zwierzęcia odbiło się od niej i upadło na ziemię z głową przekrzywioną pod dziwnym kontem. Spomiędzy jego szczęk wypłynęło kilka kropel śliny, zmieszanej z krwią. Assamita zmiażdżył czaszkę kolejnego popiskującego stworzenia i zabił jeszcze dwa, nim szczury zrozumiały, że nie mają szans z większym od siebie drapieżnikiem. Resztki zwierzęcych przyjaciół Kreta rozpierzchły się w panice, znikając szybko w okolicznych tunelach. Morderca przekrzywił głowę i przez chwilę nasłuchiwał. W oddalającym się popiskiwaniu brzmiała nuta bólu i strachu. A także gniew. Podejrzewał, iż gryzonie mogą wrócić z większymi siłami. Nie obawiał się tego jednak. Ciemność wciąż chroniła go swoją mocą, poza tym nie sądził, by szczury były w stanie jakkolwiek mu zagrozić. Jednak taka walka oznaczałaby stratę czasu, a na to akurat nie mógł sobie pozwolić. Poza tym zabijanie zwierząt nie sprawiało mu przyjemności a ich krew nie budziła w nim pożądania. Niemal bezwiednie wytarł splamione szczurzą posoką palce o materiał spodni. Oczywiście istniało jeszcze inne, poważniejsze zagrożenie... Szczur mogły bowiem powiadomić kogoś o wiele bardziej niebezpiecznego niż one. Kogoś, kto znał te tunele i umiał się w nich poruszać... Zaklął cicho i podniósł ciało Kreta. Przerzucił je sobie przez ramię i użył skradzionej mu mocy Niewidoczności, by ukryć ich obu. Powoli ruszył w kierunku, który wydawał mu się właściwy... Wiedział, że nie ma zbyt wiele czasu. Znalezienie najbliższego wyjścia z tego labiryntu mogło zadecydować o jego życiu lub śmierci...

[center]Obrazek[/center]
Używam Niewidoczności:5 (którą mam od Kreta), by okryć nas niewidzialnością. Włączam Śmiertelną Ciszę i wyłączam swój zapach (Wiatr Łowców:1). wszystko to będzie mnie to kosztowało 2 PK.
Biorę Kreta na ramię i wynoszę stąd. Staram się znaleźć najbliższe wyjście z tego labiryntu (nadwrażliwość na dotyk i węch by wyczuć zmiany w temperaturze i zapachu powietrza, kierunek ciągu etc.) Jeśli spotkam po drodze jakiegoś kreta czy szczura pytam go o to korzystając z tego, że chwilowo mam Animalizm.
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 23:40 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 09 sierpnia 2015, 23:38

WV Charleston, Labirynt Kreta pod miastem 10.08.1993, Po północy

Namtar podniósł ciało Kreta i przerzucił je przez ramię. Widział, że musi jak najszybciej wydostać się z tego labiryntu, albowiem sen w tych tunelach mógłby skończyć się dla niego śmiercią ostateczną. Świt zaś był coraz bliżej... Nie czekając ani chwili ruszył w kierunku, które wydawało się prowadzić na powierzchnię. By mieć pewność, że nikt nie zwróci uwagi na jego osobę postanowił użyć mocy Niewidoczności, która przez jakiś czas była aktywna dzięki wypitej krwi Kreta. Wspomógł się także prastarą mocą Dur-An-Ki znaną jedynie członkom jego Klanu. Niewidoczny dla innych istot, nie wydając dźwięku i nie pozostawiając za sobą zapachu, był praktycznie nie do wykrycia.

Przez pierwsze kilkanaście minut nie wyczuwał żadnego zagrożenia. Nie spotkał także zwierzęcych obserwatorów. W tunelach było niezwykle cicho i spokojnie. Jedynym utrudnieniem okazała się miękka ziemia na niektórych odcinkach, która spowalniała Assamitę i znacznie utrudniała poruszanie się. Wielokrotnie musiał zacisnąć zęby, ignorując ból forsowanych mięśni. Idąc dalej pokonywał kolejne rozwidlenia i wpinał się wyżej ku upragnionej powierzchni. Powoli, każdy krok stawał się coraz trudniejszy, nie zatrzymywał się jednak, by odpocząć. Znał ograniczenia swojego ciała i wiedział, że jeszcze jakiś czas będzie mógł iść, nie zwalniając tępa mimo zmęczenia i bólu.

Przy kolejnym skrzyżowaniu zauważył grupę kretów, która przemieszczała się w lewą stronę, popiskując i fukając. Ucieszył się, albowiem moc krwi Nosferatu nadal krążyła w jego ciele, pozwalając mu zrozumieć mowę zwierząt. Małe kreciki ostrzegały się nawzajem o jakimś zagrożeniu. Najwyraźniej uciekały przed czymś i to nie on był przyczyną ich obaw. Mówiły o głębokiej pieśni, która rozbrzmiewa w podziemiach, przywołując je do siebie. Jednocześnie zdawało się, iż dźwięk ten wywołuje w nich paniczny strach. Był za daleko, by zapytać zwierzęta o drogę, albo o naturę zagrożenia. Musiałby użyć Akceleracji, by się do nich dostać, a nie chciał marnować cennej krwi. Wciąż przecież należało się liczyć się z koniecznością kolejnej walki. Jedyna konkluzja, która pojawiła się w jego głowie podpowiedziała mu, że zwierzątka uciekają tylko dlatego, że piły krew tego, którego trzyma na ramieniu. Lojalne krety oddalały się od tajemniczego głosu, który je wabił. Uciekały tam, gdzie nie mogły go słyszeć. Neik, lecz skoro mam przebudzoną moc Animalizmu, dlaczego nic nie słyszę? - pomyślał.

Ruszył dalej. Przez następny kwadrans błąkał się miedzy korytarzami szukając wyjścia na powierzchnię. W końcu natknął się na murowaną ścianę, która pojawiła się znienacka z prawej strony korytarza. Zniecierpliwiony i zmęczony tak długotrwałym dźwiganiem Kreta, postanowił przebić się siłą na drugą stronę. Uderzył w nią barkiem, wpadając wraz z cegłami do kanałów pod miastem. Natychmiast poczuł odór fekaliów i stęchlizny wypełniający kolejny korytarz. Assmita wiedział, że teraz łatwiej znajdzie wyjście na powierzchnię. Pod osłoną Niewidoczności udał się szukając stalowej drabinki prowadzącej na górę.

Po kilku minutach udało mu się wydostać na jakąś uliczkę. Musiał być to boczny zaułek, bowiem światło latarni docierało tutaj jedynie z daleka, co niezmiernie ucieszyło Mordercę. Rozejrzał się uważnie, lecz okolica wydawała się opustoszała. Wyciągnął ciało Kreta i położył na asfalcie, po czym sam wydostał się ze studzienki ściekowej i kucnął obok. Zakrył stalową pokrywą wejście i znów przerzucił przez ramię bezwładne ciało Nosferatu. Ponownie zlustrował wzrokiem okolicę, szukając charakterystycznych punktów. Na murze dojrzał tabliczkę z napisem "Levis St." Kiwnął głową do siebie i wszedł w najbliższy ciemny zaułek. Z kieszeni kurtki wyciągnął telefon i wystukał numer...
Spoiler!
Test Wytrzymałości ST:7 = 4 sukcesy. Niesiesz ciężkie ciało Kreta i nie męczy cię to. Masz jeden cel, co daje ci dodatkowe siły. Zapadający się piach pod stopami niewiele cię spowalnia.
Test Siły Woli: ST:6 = 8-2(zaleta). 6 sukcesów. Odczuwasz, że coś działa na twoją Bestię, ale opanowujesz to bez żadnego wysiłku.
[center]***[/center]
WV Charleston, dom Horacego 10.08.1993, Po północy

Terry siedząc na parterze usłyszał jakiś hałas dochodzący z piwnicy. Postanowił zobaczyć, czy to czasem Namtar nie wraca z swojej wyprawy. Gdy schodził delikatnie po schodach, ujrzał iż z czarnej dziury w podłodze dobywa się jakieś źródło światła. Gdy zszedł z schodów i znalazł się miedzy kośćmi Face-off'a, z korytarza pod ziemią wyszedł bardzo stary człowiek trzymający latarnię z świeczką w środku.
[center]Obrazek[/center]
Nieznajomy spojrzał na Malkaviana i odezwał się:

- Nie jesteś górnikiem, jednak zapytam się ciebie. Dlaczego szyby kopalni do domów waszych prowadzić muszą?

- Doskonałe pytanie, przyjacielu. Nie moje to domostwo co prawda, jednak problem w istocie wart chwili zastanowienia - odrzekł ostrożnie Terry. - Gdybym miał zgadywać, rzekłbym, że nie przypadkiem doprowadziły cię tutaj tej nocy. Dopatrywałbym się w tym raczej Boskiego Planu, bowiem Pan nasz wszystkich nas kocha. I ciebie również druhu, skoro zaprowadził cię na spotkanie ze sługą swoim. Czy jest coś, w czym mógłbym ci pomóc, skoro już dane nam było się spotkać?

- Nie wiem o jakim Panu mówisz i dalej nie odpowiedziałeś mi na pytanie - sarknął nieznajomy. - Czyżbyś nie znał odpowiedzi? - zadumał się na chwilę, po czym kontynuował. - Cóż, to w takim wypadku nic tu po mnie, jeżeli gospodarza nie ma...

Odwrócił się lekko, jakby chcąc odejść. Jednak Terry odezwał się:

- Ależ odpowiedziałem, jeno nieuważnie słuchałeś. Skoro zgadywać muszę, w istocie nie znam odpowiedzi - pokiwał głową, zadowolony iż wyjaśnił tą kwestię. - A mówiąc o Panu, mam oczywiście na myśli Boga Ojca, w Trójcy Jedynego, Stworzyciela wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, a także i Bytów naszego pokroju. Kogóż innego mógłbym nazywać Panem, i to z wielkiej litery? Gospodarz w istocie wyjść musiał, jeśli jednak się przedstawisz, będę mógł go poinformować. Jam jest Frater Terry z krwi Malkava. Kimże zaś ty jesteś, o górniku pytaniem na pytanie odpowiadający?

- Boga nie ma tam gdzie ja jestem - mruknął przybysz. - Jest tylko ziemia i nic więcej. Sidonia, nie mówiła ci, byś nie grzebał w ziemi? Po cóż jesteś w domu tego, który pozwala ujść duchom? Jesteś głupcem, czekającym na gospodarza, który zwie się twoim przyjacielem. Zgaśniesz niebawem niczym lampa w zalanej kopalni. Kiedy mogę pomówić z gospodarzem?

- Smuci mnie twój brak Wiary i brak Nadziei - westchnął Świr. - Pan bowiem jest wszędzie gdzie są dzieci Jego. Wiem, że czasami próby na które nas wystawia sprawiają, że trudno dostrzec Światło i Miłość Jego, jednak uwierz mi na słowo, on jest, również tam gdzie twoje ścieżki w głębinach się wiją. Co do zaś pytań, które tak obficie wylewają się z ust twoich, odpowiem sumiennie na każde z nich, byłbym rad jednak, gdybyś zechciał wpierw odpowiedzieć na moje pytanie o godność twoją.

- Sztygar - przedstawił się tamten. - a ty depczący Matkę ziemię, przypomnij mi jak się zwiesz?

- Dokładnie tak samo jak chwil parę temu, kiedy pytając o twe imię, z grzeczności i szacunku pierwszy podałem swoje. Frater Terry. Z krwi Malkava - powtórzył Świr. - Frater znaczy tyle co "brat". Zgodnie zaś z obietnicą, odpowiadam teraz dokładnie na pytania które z kolei ciebie trapią. Więc pewności nie mam, ale wydaje mi się, że pani Sidonia nie powiedziała mi bym nie grzebał w ziemi. W domu tym przebywam, gdyż wraz z gospodarzem i Koterią swoją przybyliśmy tu na gospodarza zaproszenie właśnie. No, może nie do końca nas poprosił o tę wizytę osobiście, umiemy jednak czytać między wierszami i nie mogliśmy go zostawić w potrzebie. Z samym zaś gospodarzem, co za męczące słowo, porozmawiać będziesz mógł jak tylko wróci, co mam nadzieję nastąpi całkiem szybko, bo nie ma go już wystarczająco długo.

Sztygar słuchał z zainteresowaniem długiego wywodu Malkawianina, na koniec zaś kiwnął głową i odezwał się:

- Skoro nie wiesz kiedy będzie, to opuszczam to miejsce. Powiedz mu, że jego dom przejściem się stał dla czegoś, o czym nie ma pojęcia. Jeśli nie chce zguby, niech zapieczętuje przejście. To jego obowiązek, albowiem tak mówi stare prawo tej ziemi. Gospodarz winny temu, co dzieje się w jego domu. Niech nie ufa Rustemu, albowiem działa on w zmowie z jadem, który trawi tą ziemię. Jego dusza jest zatruta, niczym olej wypływający ze skały. Świt niebawem, a przede mną długa droga. Żegnam...

- Rozumiem, powtórzę mu to z pewnością - odparł Terry. - Dziękuję za ostrzeżenie, a i ty uważaj na siebie. Żegnaj i nie trać nadziei, przyjacielu, gdyż Pan nigdy cię nie opuści.

Wydawało się jednak, że Sztygar nie usłyszał ostatnich słów Malkawianina, oddalił się bowiem w połowie wypowiedzi Świra.
Spoiler!
Widzenie aury ST:8 = 4 sukcesy. Kolory: ciemnoniebieski (podejrzliwość), smutek (srebrny), blada aura (nieumarły). Więcej jest ciemnoniebieskiego, gdzie srebrny pojawia się tylko przez chwilę. Wydaje Ci się, że ten smutek jest wtedy, gdy Nieumarły zaczyna myśleć o jakiejś konkretnej sprawie.

Test śledztwa ST:7 = 5 sukcesów. Zapamiętujesz dokładnie postać. Masz wrażenie, że to jakiś Nosferatu, ale nie jesteś pewien, bo twarz górnika jest bardzo zniszczona przez marszczki. Równie dobrze to mógłby być każdy z klanów, po chwili jednak dostrzegasz klątwę Absimiliard'a, która trawi jego ciało.
Reszta koterii dotrze do domu Horacego, tuż po tym jak Sztygar się oddalił.
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 22:42 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 10 sierpnia 2015, 14:01

WV Charleston, Levis St., 10.08.1993, Po północy

Nie musiał długo czekać. Szczur odebrał już po pierwszym sygnale.

- Levis Street. Koło sklepu zoologicznego. - zameldował obojętnym tonem. - Jest ze mną twój kuzyn. Dobrze się trzyma. Syna nie znalazłem. Ale będziecie mogli zapytać na miejscu.

- Rozumiem, będziemy tam zaraz - odparł Horacy.

- Przyjąłem. Powiedz Gavinowi, by wziął mój motor. I przekaż mu, że jeśli go zarysuje, to ja także go zarysuję. Nożem.

Ostatnia wypowiedź nie była zwyczajną groźbą. Pobrzmiewał w niej raczej trudny do przeoczenia ton obietnicy i oczekiwania.

Przerwał połączenie i oparł się o ścianę, pozwalając przez chwilę odpocząć zmęczonym mięśniom. Ciało Kreta leżało nieopodal, ukryte w cieniu, za kontenerem na śmieci. Zwinięte na spękanym chodniku, robiło dziwnie żałosne i samotne wrażenie, niczym zepsuty manekin lub łachman ciśnięty w kąt. Morderca jednak wydawał się tego nie zauważać, nie będąc świadomym tego rodzaju subtelności. Jego umysł zajęty był rozważaniem innych kwestii, pozostających daleko poza horyzontem konwencjonalnej moralności. Odcienie uczuć i myśli malujących kolejne obrazy w jego głowie, pochodziły z palety nie znanej ciepłokrwistym istotom... Wiedział, że ma jeszcze sporo czasu. Ma sza' Haqim*, Kuffrowie nie zjawią się tu przez kilka najbliższych minut. Uśmiechnął się. Haqimu 'alam** mądrze jest wykorzystać czas, który On nam daje. Ta myśl sprawiła, że jego uśmiech stał się jeszcze szerszy, a blask odległych latarni zalśnił przez chwilę na wysuniętych kłach. Assamita oderwał się od ściany i uklęknął obok ofiary. Wiedział, że nie musi się już spieszyć. Dotknął rany w piersi Kreta i zlizał z palców krew. Była gęsta i zaczynała już krzepnąć, a tutaj, z dala od światła zdawała się niemal idealnie czarna. Nie umiał zignorować tego faktu, stanowiącego tak oczywiste zaproszenie... Pochylił się nad ciałem Nosferatu obejmując je swym cieniem. A wyraz jego twarzy w tym momencie, był tak odległy od wszystkiego, co można nazwać ludzkim, jak tylko odległa może być Ziemia od najdalszych gwiazd, konających samotnie na krawędzi wszechświata...
Spoiler!
Spijam z Kreta z 2 PK. Piję przez ranę którą zrobiłem, by nie zadawać mu kolejnych obrażeń (nie chcę by wpadł w Torpor).


* arab. Dobrodziejstwo Haqima (formułą wypowiadana wtedy, gdy coś się nam podoba).
** arab. Haqim wie lepiej
Ostatnio zmieniony 10 sierpnia 2015, 15:35 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ