Z własnego doświadczenia wiedział, jak płynna i zwodnicza bywa granica pomiędzy szaleństwem a geniuszem. Teraz miał okazję przekonać się o tym ponownie, słuchając propozycji Świra. I musiał przyznać, że było to sprytne posunięcie. Karmiące obie strony. Choć tylko jedna z nich otrzymywała coś prawdziwego - drugiej pozostawały iluzje i oczekiwania... Nie musiał się jednak martwić o to. Problem przecież nie dotyczył jego. A te kilka słów, wypowiedzianych w ciemnej piwnicy otworzyło przed nim możliwości, o jakich wcześniej nie marzył. Od pierwszego łyku do ostatniej kropli krwi, zlizanej z zabliźniającej się rany czuł już tylko rozkosz. Ta eucharystia w mroku uświadomiła mu, w jaki sposób Wola Haqima może objawić nawet poprzez Niewiernych. I że wypełnianie nakazów Khabar zawsze prowadzi dalej, ku kolejnej nagrodzie. Ku krwi, która pozwala mu wzrastać i być narzędziem Zemsty. Ku krwi, którą karmi ciemność wewnątrz...
[center]Haqimumma baarik lanaa fiih ła zidnaa minh...*[/center]
Pierwszy łyk i smak strachu, zaostrzyły jedynie głód, sprawiając, że miał ochotę na więcej. Krew Ravnosa była słaba, jednak jego lęk, skondensowany w jej wnętrzu, wzbogacał degustację o intrygujące odcienie. Daem** Nosferatu spróbował z początku ostrożnie, pamiętając o dzisiejszym, przykrym doświadczeniu z innym członkiem tego Klanu. Jednak jej bukiet i siła szybko rozproszyła jego obawy. To była dobra krew, silna i wiekowa. Aż dziw, że Szczur posiadał w swych żyłach coś tak cennego. Perfumy Victorii nieco zaburzyły odbiór kolejnego posiłku, gryząc się z bukietem i pozostawiając nieco nieprzyjemne wrażenie dysonansu. Był to jednak tylko szczegół. Pijąc dalej, badał fakturę i smak. Krew była słabsza niż u Horacego, jednak wciąż dość interesująca. Wyczuwał zwiniętą w niej ciemność. Inną od tej, którą znał. Ta została nazwana, a przez to w pewien sposób oswojona. Jednak ciemność tak naprawdę nie różniła się od ciemności. I wiedział, że mógłby sięgnąć do jej serca i zbudzić... Co? Przez chwilę miał ochotę sprawdzić, jednak świadomość tego, że nie mają czasu powstrzymała go. Następnym razem - pomyślał, zalizując ranę. Wiedział, że będzie jeszcze kolejny raz. Nie odmówią sobie tego, by nie spróbować... Cóż, mówiąc prawdę liczył na to...
Smak krwi Świra znał już, lecz nie chciał marnować okazji do odświeżenia go sobie. Nie obawiał się szaleństwa płynącego w żyłach Klanu Księżyca. Czyż on i jego bracia nie byli najlepszym dowodem na to, że można je kontrolować? Malkawianie należeli do Bękartów Khayina, cóż więc dziwnego w tym, że ich słabe umysły, nie znajdując oparcia w Prawdzie załamywały się, gdy widzieli zbyt wiele? Strzaskane lustra i ciemność, wyjąca i chichocząca w pustce, poza nimi... Nie, to go nigdy nie przerażało. Prawdę mówiąc to go stworzyło...
[center]
[/center]Uśmiechnął się i zamknął oczy, spoglądając głębiej...
Tam, gdzie wszystkie te odcienie czerwieni, płynące niczym krwawe strumienie wpadały w złowrogi nurt czarnej, wzburzonej rzeki. Rzeki bezimiennej, która pożarła jego pamięć i która teraz była jego całym życiem. Słońce nigdy nie wschodziło ponad tymi wodami. Nie tutaj. Nie wewnątrz. Tu nie było dla niego miejsca. Jedynie gwiazdy, czarne i wypalone konały gdzieś na krańcach pustego nieba. Ich skowyt niósł się z wichrem wspomnień przywołując na wpół zatarte, niezrozumiałe obrazy... Ponad falami wzbierał mrok i Namtar czuł jak powstaje i jak przenika jego żyły, mięśnie i kości... Jak oplata go wyrastając na zewnątrz, niczym jakaś dziwaczna, bezkształtna roślina... Jego dotyk gasił głód i przez chwilę pozwalał zapomnieć o bólu. O tym rodzaju cierpienia, które wrosło w egzystencję Mordercy tak bardzo, że właściwie nie umiał już bez niego istnieć. I które znikało jedynie w momencie zaspokojenia, pozostawiało go nieco zagubionego na granicy pomiędzy ekstazą a ukojeniem. Tak było i tym razem. Zlizując ostatnie tony czerwieni z warg poczuł to zmieszanie, wywołane wyborem, którego zwykle nie posiadał. I do którego nie był przyzwyczajony. Sięgnął do pojemnika przy pasie. Wyjął z niego kolejną fiolkę, w oplocie z miedzianego drutu i odkorkował ją zębami a następnie wychylił jej zawartość. Na efekt nie musiał długo czekać. Haszysz otulił go miękko i płynnie, sprawiając, że ekstaza podała mu rękę i pozwoliła mu przekroczyć próg swojego królestwa... Przez chwilę było tak, jak gdyby ból nigdy nie istniał. Dzięki czemu Morderca wiedział, że będzie oczekiwał jego powrotu i przywita go z ulgą...
Otworzył oczy. Słowa Świra dźwięczały w powietrzu. I zawierały sens, który potrafił zrozumieć. Uśmiechnął się:
- Tak, teraz już wiecie. I jesteście jedynymi Niewiernymi, którzy przeżyli mój posiłek - powiedział powoli. - A to jest osiągnięcie...
[center]
[/center]
* arab. O Haqimie pobłogosław ją i daj mi więcej...
** arab. Krew
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]