Barrak-Var. Osada Portowa.
Środek nocy resztki tłumu powoli rozchodziły się do swoich domów czy innych zajęć. Gdy nagle słychać przeraźliwe krzyki od strony portu. Gdzieś kilka ulic dalej kilka osób panicznie drze się wniebogłosy. Krzyki stają się coraz głośniejsze, raz po raz daję się słyszeć także inny dźwięk (przerażający i trwożący krew w żyłach ryk). Serca ogarnia chłód przerażenia, to potworny ryk rozbrzmiewający pośród pustych ulic niczym potężna trąba. Narastający z każdą chwilą i zbliżający się w Waszą stronę. Coraz głośniej i głośnie narasta z każdą chwilą. Ta niepewność w Waszych sercach co tam się dzieję. Stoicie w napięciu i patrzycie. Słuchacie i wyglądacie źródła dźwięków. Coraz głośniej i głośniej....
Coś zbliża się w Waszą stronę to pewne.
Nagle zza zakrętu wypada zgraja krasnoludów, ludzi i innych ras. Biegną w Waszym kierunku bezwładnie na oślep byle do przodu, potykają się o siebie, przewracają miażdżą. Nikt na nikogo nie zważa. Wszyscy prą do przodu ile sił w nogach.
Dlaczego uciekają? Co spowodowało, że ich twarze wykrzywia grymas przerażenia?
Jeszcze sekunda, dwie i wszystko staję się jasne.
Za pędzącymi pojawia się stwór. Poczwara tak przerażająca, że nawet koszmary z Waszych najmroczniejszych snów są niczym w porównaniu z nim.
Potężne cielsko porośnięte futrem, gęstym brunatno-czarnym włosiem prze naprzód depcząc niezdarnych uciekinierów, a za pierwszym pojawiają się dwa kolejne potwory. Potężne łapska wychwytują nieuważnych, słabych i zbyt wolnych aby uciec, by zgasić ich życie w jednym tylko ruchu pazurów, w jednym uścisku potężnych łap, widok jest wstrząsający.
Te stwory jednym uderzeniem przepoławiają krasnoluda w pół, innego rozrywają na strzępy nawet się nie wysilając przy tym.
Potężny łeb z którego wydobywa się ryk mogący powalić na kolana niejednego zucha zdobi para długich rogów.
Przerażenie powoli ogarnia także i Was, teraz już wiecie przed czym uciekali ci wszyscy. Teraz już wiecie, że w waszych sercach przeważył strach. (nikt nie zdał testu strachu)
Teraz już wiecie dlaczego trzeba się spieszyć. Powoli rozpędzacie leniwe jeszcze nogi , byle dalej od tych bestii byle dalej...
Nawet krasnolud zaczyna szybko przebierać swoimi krótkimi nóżkami. Jeden tylko półolbrzym nieświadomy niebezpieczeństwa chwilę zwleka z podjęciem decyzji. W końcu i do Margolasa dociera, że z tymi bestiami lepiej nie spotykać się oko w oko. Ile sił w nogach pędzi przed siebie. Nie zważa na kałuże, na czmychające przed nim istoty byle dalej i dalej. Nagle przed ogarniętym paniką półolbrzymem wyrasta mur. Wysoki, gruby, ceglasty. Szybkie spojrzenie za siebie. Jedna z bestii jest tuż tuż. Zmęczone długi i forsownym biegiem nogi odmawiają posłuszeństwa, Margolas potyka się i upada. Bestia jest już prawie przy nim.
Reszta jak tylko zobaczyła zagrożenie poddała się panice tak jak reszta uciekających, strażnicy wzięli nogi za pas, a więźniowie poszli w rozsypkę każdy starając się samemu uciec. Amras jako jeden z nielicznych odwrócił się na chwilę aby zerknąć co tam się dzieję i zauważył jak dwa z trzech stworów ruszyły za nimi główną ulicą.
Nikt nie myślał o stawianiu oporu, wszyscy uciekali ile sił w nogach i byle jak najdalej, byle szybciej i byle nie być ostatnim. Bo ci co nie zdążyli kończyli rozrywani na strzępy lub od jednego uderzenia potężnych łapsk zakończonych długimi pazurami.
Margolas niezdarnie gramolił się z ziemi gdy nagle nad sobą usłyszał ciężkie dyszenie a na jego pierś nadepnęła ciężka ludzka stopa owłosiona i zbyt potężna na zwykłego człowieka, półolbrzym uniósł oczy wyżej i zobaczył przed sobą ogromny łeb byk i dwie łapy sięgające w jego kierunku............................
Drużyna niesiona tłumem poddała się ogólnej panice i uciekała ile sił w nogach, za sobą słyszeli tylko ryk bestii i kwik zarzynanych koni oraz mordowanych osób, tylko kilkanaście metrów dzieliło ich od potworów, niesieni razem z tłumem nie mogli nawet się wydostać w jedną z mijanych bocznych uliczek, nawet nie zdawali sobie sprawy ile osób przewrócili i ilu stratowali w swojej panicznej ucieczce, gdy nagle do ich uszu dotarł krzyk przerażenia wydzierający się z gardła znanego im Margolasa.
Po kilku chwilach Wasze serce uspokoiły się na tyle aby zacząć trzeźwo myśleć i zastanowić się o co tu chodzi i czemu tak gnamy do przodu.
4 rundy paniki dla każdego, wszyscy uciekaliście nie było wyjścia, nie wiecie gdzie są pozostali, nie ma żadnego szyku czy stawiania bohaterskiego oporu, tylko paniczna ucieczka z tłumem. I Teraz czekam na Wasze deklaracje.