Strona 48 z 84
: 04 lipca 2012, 20:33
autor: deliad
Wątek techniczny:
Jack Salt idzie na samym przodku.
Szary ma dodatkowe zadanie. Jadąc z czerwonymi sprawdzi plac za salonem z motocyklami. Tam gdzie była jatka z techmorwami. Eb zapomniał zabrać łuski ze strzelby. Takie łuski to nie lada gratka. Jeżeli nadal tam są, to można przypuszczać, że miejscowi albo zwiali, albo gdzieś się ukryli/ufortyfikowali. Jeżeli nie ma znaczy, że patrolują miasto i trzymają rękę na pulsie.
: 05 lipca 2012, 13:31
autor: Keth
Wątek techniczny
Zatwierdzam ostateczną wersję planu. Wyruszacie natychmiast po odprawie dla personelu, prosto w noc i burzę. Trzy grupy, trzy trasy. Czerwoni pod dowództwem Szarego (Chemdog, gratuluję awansu!) pojadą przez Midland Trail do centrum, obok szpitala Św. Marii i Uniwersytetu Marshalla. Grupa Zielona dowodzona przez Chudego pokona miasto od południa przez Saltwell, Bulwar Waszyngtona wjeżdżając koniec końców na dziesiątkę i pod Uniwersytet Marshalla. I wreszcie Niebiescy (wszyscy prócz Szarego i Smithów) - jazda autostradą aż do zjazdu przy parku St. Cloud (na zachodnim wylocie Huntington), a potem na północ do rzeki i na wschód do centrum (sprawdzając wjazd na zachodni most).
Punkt zborny dla wszystkich grup to wjazd na środkowy most na wysokości lotniska hrabstwa Lawrence (położonego po przeciwnej stronie rzeki).
Chyba wszystko się zgadza...
: 05 lipca 2012, 13:40
autor: Keth
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Kiedy z ust wielebnego padł rozkaz zebrania w jednej hali wszystkich najemników z wolnej kompanii, powtórzony natychmiast przez pilnujące porządku Żmije, banda włóczykijów bez ociągania wpadła do wyznaczonego magazynu, niemal zupełnie opustoszałego i częściowo podtopionego wdzierającą się do środka przez dziurawy dach deszczówką. Zgraja najemników opanowała w błyskawicznym tempie wszystkie względnie suche miejsce, aczkolwiek nie obyło się przy tym bez przepychanek, pogróżek i obelżywych wyzwisk.
Czekając, aż kaznodzieja skończy układać stertę drewnianych palet mających mu posłużyć za podest ludzie wyciągnęli z kieszeni papierosy, tu i ówdzie pojawiły się też odkorkowane butelki wódki i piwa. Jakaś obmacywana bezczelnie kobieta zdążyła spoliczkować dwóch natrętnych amantów, a trzeciego uspokoiła przyłożonym do krocza nożem, budząc powszechną wesołość gapiów. Obserwujący całą gromadę Wilson starannie skrywał trawiący go niepokój o losy zwiadu, dawno bowiem nie miał do czynienia z równie liczną zbieraniną niezdyscyplinowanych rzezimieszków i obieżyświatów.
- Uciszcie się, albowiem będę przemawiał! - huknął z wysokości sterty palet Radeford, zakładając ręce na plecy i wodząc po swym oddziale srogim spojrzeniem. Paul dostrzegł kątem oka poruszenie w wewnętrznej bramie magazynu, odnotował w myślach obecność Sutherlanda, Fullera i Vasqueza. Trzej najwyżsi rangą członkowie ekspedycji pofatygowali się na odprawę zwiadowców, ale trzymali się z tyłu i w cieniu, przekazując całą inicjatywę w ręce Ebenezera.
I poddając ewidentnej próbie jego autorytet.
Wątek techniczny
Teraz wyzwanie dla Deliada. Blisko pół setki zbirów o niewielkim szacunku do czegokolwiek, którym trzeba powiedzieć, że nie pójdą zaraz spać, tylko mają brać dupy w troki i szykować się do nocnego wypadu na tonące w deszczu miasto. Powodzenia!
: 05 lipca 2012, 20:24
autor: 8art
Wątek techniczny
Cały czas miałem wrażenie że akcja ma ruszyć o świcie, ale baronowi się spieszy.
Jakąś latarkę taktyczną to idzie kupić/pożyczyć? Czy może mam takową na railu M4A2? Nawet nie mówie nic o noktowizorze i celowniku AN-PEQ:)
: 06 lipca 2012, 08:27
autor: deliad
Radeford zdawał sobie sprawę z wyzwania jakie przed nim stanęło. Pół setki niezdyscyplinowanych cywilów miała wyruszyć na nocny zwiad, w strugach deszczu. Wróg był nieznany, a wyobraźnie mogła tworzyć najstraszniejsze imaginacje.
Przyszedł sam Sutherland. Raczej nie w celu wysłuchania kazania. Prawdopodobnie chciał ocenić stopień posłuchu jakie potrafi wzbudzić słowo boże. Jeżeli Ebenezer zmotywuje ich do zwiadu być może trafią pod jego komendę na cały rajd do Lexingtone. Była to ogromna odpowiedzialność, ale dawała możliwość wynegocjowania dla nich lepszych warunków.
Najpierw jednak należało pokazać ich przydatność.
Wielebny nabrał kilka głębszych oddechów, owinął różaniec wokół dłoni i wszedł na palety.
Przez kilka chwil mierzył wzrokiem "wolną kompanię".
- Wysłuchajcie mnie albowiem mam wam ważne rzeczy do powiedzenia. Baron Sutherland utworzył szpital polowy. Chwała mu za to. Rozpoczął pielgrzymkę do Lexingtone. Chwał mu za to. Zgromadził siły pod wspólnym sztandarem celów i potrzeb. Chwała mu za to. Wielkie jest jego poświęcenie dla zbożnej sprawy. Lecz czy możemy tylko brać nie dając niczego w zamian. Czy możemy jeść jego strawę, lać do baków jego paliwo, jeździć jego ciężarówkami i leczyć się w jego szpitalu, nie odwdzięczając się? Za ogrom dobra jakie na nas spłynęło należy odpłacić takim samym dobrem. Nadszedł czas w którym nie pytajmy co może zrobić dla nas Młody Baron Sutherlad, zapytajmy co my możemy zrobić dla niego! - Radeford dał kilkanaście sekund swoim słuchaczom na przemyślenie jego słów.
- Lexingtone nasz upragniony cel może nie okazać się Arkadią, krainą miodem i mlekiem płynącą. Lata panowania molocha, jego niszcząca życie broń i toksyczne wyziewy zmieniło je nie do poznania. Kto wie co się tam zalęgło. Jakie poczwary służące szatanowi. Lexingtone będzie wymagającym miastem, być może samym przedsionkiem piekieł. Nie jest to miejsce dla osób słabego ducha i małej wiary. Tam wszyscy będą musieli działać jak jeden zespół, jeden organizm. W jedności bowiem siła, a w rozproszeniu słabość - Ebenezer znowu przerwał i dał chwilę słuchaczom na przemyślenie. Zmierzał do sedna sprawy.
- Słuchajcie albowiem nadeszła noc waszej próby! Nadeszła noc odsiania ziarna od plew. Po dzisiejszej nocy okaże się kto nadaje się do penetrowania Lexingtone, a kto będzie jedynie ciężarem dla pozostałych. Tej nocy wykryjemy czy w naszym koszu jabłek nie ma zgniłych owoców, które mogą porazić swą słabością pozostałych. Defetyści, ludzie małej wiary, słabi na duchu ich nie potrzeba w naszych szeregach. Czeka was chrzest burzy. Rzuceni w odmęt ciemności z chaotycznej masy utworzycie jedno ciało, jeden oddział. Staniecie się Wolną Kompanią. Pamiętajcie me słowa. Bóg nie kocha letnich! Bóg wypluwa letnich! W oczach Pana możecie być, albo zimni jak trupy, albo gorący, z żarem wiary w sercach. Tylko tacy podbiją Królestwo Boże! - Ebenezer zawiesił na chwile głos i przeszedł do szczegółów.
- Jedziemy na nocny zwiad do Huntingtone. Ruszymy w mrok nawałnicy odnaleźć schowany na samym dnie duszy strach, o wielkich oczach, aby splunąć mu w twarz. Odbędziemy trening bojowy, który pomoże nam podczas rajdu w Lexingtone.
Jest to wasz egzamin, który pokaże waszą wartość bojową. Pod okiem doświadczonych ludzi z oddziału pana Vasqueza przeprowadzimy rozpoznanie. Nie muszę chyba mówić jak wielkie są pokładane w was nadzieje. Plan jest następujący - Ebenezer zaczął tłumaczyć szczegółowo i najbardziej zrozumiale cele i przebieg zwiadu.
: 06 lipca 2012, 18:55
autor: Keth
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Kiedy Radeford zakończył odprawę, w ciemnym wilgotnym magazynie zapadła dzwoniąca wręcz w uszach cisza. Wielkie krople deszczu bębniły w szaleńczym tempie o blaszany dach, woda ciurkała głośno ściekając po ścianach do wnętrza hali. Kolejny grzmot przetoczył się gdzieś nad głowami najemników i jego ogłuszający trzask wyrwał ludzi w końcu z hipnotycznego zdumienia.
- Co ksiądz powiedział?! - krzyknął niedowierzającym tonem jakiś mężczyzna - Że mamy teraz jechać do Huntington?! Teraz?!
- Ja pierdolę! - żachnął się inny najemnik, młodzieniec o opadających mu na oczy skundlonych włosach, noszący kiepsko dopasowaną śmieciową zbroję i zawieszoną na plecach skórzaną tuleję z trzema aluminiowymi oszczepami - Że niby kurwa co?! Święty gość się chyba pomylił?!
Gromada zaciężnych włóczykijów wybuchła znienacka feerią nakładających się na siebie głosów, pełnych mieszaniny zdumienia, oburzenia i niechęci. Wodzący po zgromadzeniu wzrokiem Ebenezer dostrzegł stojącego w pierwszym rzędzie Prestona, potrząsającego pięścią i kręcącego przecząco głową. Wśród ludzkiej wrzawy nie sposób było wyłowić choćby słowa aprobaty, dopóki przez tłum nie przepchnął się Joshua Steward, roztrącając na boki zagradzających mu drogę najemników i zmierzając ku podestowi z palet.
- Ja jadę z wielebnym! - huknął tak gromko, że jego głos odbił się echem od ciemnych kątów magazynu - To jest święty człowiek i Bóg go ukochał! Kto chce zbawić swą duszę, niech jedzie z nami!
- Piedol się!
- Chyba ci rozum odjęło, durniu!
- Czemu my, a nie Żmije?!
- Pojebało was?!
Wątek techniczny
Pierwsza reakcja dokładnie taka jak się spodziewałem! Nocny wypad do miasta nie przypadł prawie nikomu do gustu - co więcej, spotkał się z zauważalnym oporem! To dobry moment, by prawo głosu zyskali też inni Aniołowie, jeśli tylko zechcą wesprzeć Radeforda w próbie odzyskania kontroli nad tłumkiem. W kwestii mechanicznej deklarujcie użycie stosownych umiejek lub być może również odpowiednich atutów! Rezygnacja z nocnego wypadu w obliczu niechęci wolnej kompanii wydaje się teraz najgorszym z możliwych rozwiązań, ale i ona jest naturalnie możliwa, jeśli zechcecie się ugiąć przed wolą ludu.
: 06 lipca 2012, 19:19
autor: deliad
Wątek techniczny:
W poprzedniej przemowie Eb perswaduje (3). Obniża stopień trudności sztuczką właściwa twarz. Jeżeli wypadnie jedynka używam cechy Amen
: 06 lipca 2012, 19:54
autor: Keth
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Alan Sutherland stał w drzwiach sąsiedniego magazynu ze skrzyżowanymi na piersiach rękami, przyglądając się w milczeniu rozwojowi wydarzeń. Wewnątrz hali było ciemno, ale zerkający w stronę barona Wilson mógłby przysiąc, że na ustach mężczyzny błąkał się ironiczny uśmieszek. Paul przeklął w duchu kłopotliwą sytuację, wystawiającą na ciężką próbę autorytet kapelana ekspedycji. Kurier nie potrafił się wyzbyć przeczucia, że Sutherland z premedytacją zaplanował tę konfrontację, chcąc poddać Radeforda i jego towarzyszy trudnemu testowi.
Przyszłość Aniołów pod rozkazami barona uzależniona była wyłącznie od najbliższych wydarzeń w magazynie przy Irving Road. Wzburzone krzyki czterdziestki najemników wciąż nie cichły, nadal rzucano też inwektywy pod adresem pomysłodawcy wyprawy, chociaż widok przyglądającego się spotkaniu barona sprawił, że mało kto miał dość odwagi, by rzucić bluzgami wprost na Ebenezera.
Odgłosy nerwowej awantury zwabiły do hali regularnych bojówkarzy, zarówno ludzi Fullera jak i Latynosów z oddziału hegemona Vasqueza. Prezentujący się znaczniej lepiej od wolnej kompanii zarówno pod względem uzbrojenia jak i jednolitego umundurowania, bojówkarze słali w stronę tłumu pełne pogardy spojrzenia nie próbując nawet skrywać swego poczucia wyższości. Zostało to rzecz jasna od razu zauważone, a nerwowa atmosfera jeszcze bardziej zgęstniała.
Wątek techniczny
Pamiętajcie, że oddając wolną kompanię pod rozkazy Aniołów Sutherland przekazał Wam tymczasowo komendę nad tą częścią ekspedycji. Raz jeszcze przypomnę - jeśli ich sobie podporządkujecie, umocnicie pozycję swej mini-bojówki. Jeśli zawalicie test autorytetu, najpewniej będziecie czyścić buty Żmijom i hegemonistom!
Wynik rzutu dla Deliada niech pozostanie na razie tajemnicą. Każdy BG, który chce wesprzeć Radeforda może wkleić osobny post od siebie, z przemową i innymi efektami specjalnymi (np. spektakularnym strzałem w czoło Prestona albo pogardliwym sikaniem na tłum z wysokości palet albo szczuciem malkontentów Szarikiem). Każdą przemowę ocenię z osobna, uwzględniając ewentualne bonusy lub kary do testu i turlając kostki. Od skumulowanego wyniku uzależniam ewentualny sukces lub porażkę.
Czekam na Wasze wpisy!
: 06 lipca 2012, 21:56
autor: 8art
Ash choć nocny wypad w miasto też nie był mu w smak, nie miał zamiaru burzyć nadwątlonego autorytetu kaznodzieji. Zalążek buntu w wojskowym umyślę medyka był zupełnie niepojęty. Bez słowa ruszył się i stanął obok Stewarda jednoznacznie zgadzając się na wykonanie rozkazu Ebenzera. Miał cichą nadzieje, że chociaż reszta Aniołów pójdzie jego śladem. Głupio by było jakby został tu nagle sam z nawiedzonym Joshuą. Nie był mówcą, zresztą nie przekrzyczał by rozwrzeszczanej grupy najemników. Tyle jednak mógł zrobić dla Radeforda.
Może to nawet i lepiej, jeśli do Huntington ruszy kilku ochotników, niż cała ta kolorowa banda, którą ostatnie o co można było podejrzewać to zaufanie.
: 06 lipca 2012, 22:33
autor: Araven
Paul Wilson w pełnym rynsztunku staje obok Eba, mówiąc, ten gość nigdy mnie nie zawiódł i nie zostawia swoich ludzi, wiele razy walczyłem u jego boku, jako były gladiator mało komu ufam na tym parszywym świecie, ale Wielebnemu ufam, idę z nim.
: 06 lipca 2012, 23:49
autor: Keth
Wątek techniczny
Wsparcie ze strony reszty Aniołów raczej mizerne, ale rzuty dla Radeforda nie były złe. Turlałem 3k20 w teście bardzo trudnym dla Charakteru 17 (kara -8 do cechy). Wyrzuciłem 7, 14, 5. Po uwzględnieniu wszystkich modyfikatorów mamy trzy sukcesy!
Banda chyba jednak posłucha rozkazów!
: 07 lipca 2012, 00:07
autor: Goldwin
Stojąc pod rozbitą lampą w kącie hangaru, Salt przysłuchiwał się uważnie przemowie Radeforda. Przyglądał się tłumowi utwierdzając się w wątpliwościach jakie go opadały. Miał rację. To była zwykła tłuszcza, dzicz niezdolna do posłuchu. Tym bardziej do wypadu w którym można liczyć tylko na wsparcie zza pleców. Jedynie siła, proste walnięcie prowodyra w pysk było w stanie powstrzymać ujadający motłoch.
Splunął ostentacyjnie i ruszył w kierunku podwyższenia z palet. Przechodząc pomiędzy tłumem nie szczędził razów łokciami, barkiem czy pchnięcia w plecy. Starał się dotrzeć na miejsce u boku Kaznodziei wskazując pozostałym, iż w pełni popiera plan wyruszenia na nocny zwiad. W myślach obracał słowa: "Banda darmozjadów! Postarajcie się dać coś od siebie a nie tylko ku sobie brać co darmo! Jak macie zmierzyć się z wyzwaniem to wyjecie jak stado zapchlonych kundli! Pokażcie, że stać was na coś więcej niźli bycie darmozjadami!".
: 07 lipca 2012, 21:30
autor: Keth
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Gromki głos Radeforda i jego miotający błyskawice wzrok sprawiły, że powrzaskujący dotąd nader ochoczo malkontenci nagle ucichli, wycofali się za plecy swych mniej hałaśliwych kompanów. Miejsce oburzenia i wulgarnych komentarzy zajął narastający szybko lęk przed wyprawą w nieznane, wyraźnie wyrysowany na twarzach najemników.
- Zabrać broń, wodę i opatrunki, nic więcej! - polecił z wysokości pryzmy palet Ebenezer - Wyruszamy za kwadrans, więc nie żałujcie nóg! Kto się nie stawi na placu przed tym magazynem, zostanie uznany za dezertera i odpowiednio potraktowany! Rozejść się!
Umilkły nagle tłumek być może trwałby nadal w bezruchu pomimo naglącego tonu wielebnego, gdyby nie jeden z żołnierzy Czarnych Żmii, który przeładował znienacka swą strzelbę. Dźwięk ten, złowieszczy i doskonale czytelny w swym przesłaniu, musiał się w uszach włóczęgów wydać głośniejszy od trzasku pioruna, bo podziałał na najemników niczym bicz podrywając ich na równe nogi. W ciemnej przestrzeni sąsiadujących ze sobą hal wybuchło szaleńcze ożywienie i wrzawa ludzkich głosów, towarzysząca pośpiesznemu sprawdzaniu ekwipunku i uruchamianiu silników.
- Piękna przemowa, wielebny - powiedział baron Sutherland stając u boku schodzącego z podestu Radeforda - Muszę przyznać, że szczerze mi ksiądz zaimponował. To istna szajka morderców i złodziei, na nich prócz pięści mało co robi wrażenie, a teraz proszę proszę. Być może naprawdę uda się uratować ich nieśmiertelne dusze.
Młody baron mówił poważnym tonem, ale Ebenezer nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że wyczuwa w głosie arystokraty ledwie dostrzegalną nutę kpiny, dźwięczącą gdzieś pomiędzy uprzejmymi słowami Alana.
- Mnie bardziej zaimponuje udany zwiad - odezwał się pułkownik Fuller, wkładając obie dłonie za szeroki pas opinający mu biodra. Ogolony do gołej skóry czterdziestolatek o twardej twarzy i zimnych oczach zawodowego żołdaka spoglądał na rzucających się po swą broń i plecaki najemników z politowaniem przechodzącym w pogardę, jednoznacznie dając do zrozumienia, że ma ludzi z wolnej kompanii za nic - Ta hałastra sprowadzi na was kłopoty, może mi ksiądz wierzyć. Wolałbym tam pójść z piątką swoich zwiadowców niż z całą tą bandą.
- Stanie się podług woli Pana - odparł filozoficznym tonem Radeford, ściągając z ramienia śrutowego Remingtona i przeładowując go z metalicznym szczękiem - Wrócimy tak szybko jak to tylko możliwe.
Wątek techniczny
I słowo stało się ciałem! Wolna kompania rusza przodem, by zabezpieczyć Huntington! Pierwsza grupa odłączy się od reszty przy wjeździe na autostradę, druga kilka mil dalej. Powodzenia!
: 07 lipca 2012, 21:41
autor: Keth
Midland Trail w drodze do 64-ki, 7 maja 2055
Ciemność skąpanej w deszczu nocy przyprawiała Salta o klaustrofobiczne wręcz wrażenie, tak kiepska była widoczność. Północ dawno już minęła, a burzowe chmury zasłaniały szczelnie całe niebo grubą warstwą czerni. Włączone reflektory samochodów i motocykli ledwie oświetlały nawierzchnię drogi nr 60 łączącej wschodnie przedmieścia Huntington i strefę przemysłową za autostradą. Kilkanaście samochodów osobowych i motorów sunęło ostrożnie poprzez wyboje i pomiędzy wrakami spalonych dawno temu ciężarówek dostawczych.
- Jest wjazd na autostradę - powiedział siedzący obok kierowcy Jack dostrzegając ledwie widoczne w deszczu flary sygnałowe używane przez załogi dwóch pilnujących wiaduktu pancerek. Kilku bojówkarzy w uniformach Żmii i przeciwdeszczowych płaszczach machnęło nadjeżdżającym najemnikom rękami, toteż Wilson zatrzymał pikapa i odkręcił nieznacznie boczną szybę. Do wnętrza Canyona natychmiast zaczęły się przedostawać krople deszczu, rozpryskując się na twarzy Paula.
- Na razie cisza i spokój! - rzucił do pasażerów pikapa mokry żołnierz Fullera, przecierając palcami zalane deszczówką oczy - Widoczność do dupy, ale nikt nie próbował do nas podchodzić. Powodzenia!
Wątek techniczny
Dojechaliście do drogi międzystanowej nr 64. Tutaj zgodnie z planem nastąpi odłączenie pierwszej grupy. Wjazdu na autostradę i do miasta pilnują Czarne Żmije tkwiące w dwóch przerobionych na pancerki pikapach. Dowódca posterunku nie zauważył dotąd nic niepokojącego, ale przy takiej pogodzie to naturalnie żadna gwarancja bezpieczeństwa.
Jako osobny post wkleję zaraz inwentaryzację profilową i ekwipunku BG, bo za nami już dobre 700 wpisów bieżącej sesji i trochę się pozmieniało w Waszych kartach. Wszystkich naraz nie policzę, więcej sprawdzajcie proszę na bieżąco aktualizację Waszych danych w tym poście.
: 07 lipca 2012, 21:54
autor: Keth
Karty postaci i inwentaryzacja ekwipunku
______________________________________________
Ebenezer Radeford (człowiek znikąd, kaznodzieja Nowej Ery, specjalizacja cwaniak, choroba Morbus Dexterii). Cecha: wszechstronność, sztuczka Właściwa Twarz.
Budowa: 9. Zręczność: 18. Charakter: 17. Spryt: 8. Percepcja: 10.
Umiejętności: Sprawność (kondycja, wspinaczka, pływanie) +1, Walka wręcz (bijatyka +1, rzucanie +1, broń biała +4), Prowadzenie pojazdów (samochód, motocykl, ciężarówka) +1, Zdolności manualne (kradzież kieszonkowa +1, otwieranie zamków +2, zwinne dłonie +1), Broń strzelecka (pistolety +1, karabiny +3, broń maszynowa +1), Broń dystansowa (łuk, kusza, proca) +1, Negocjacje (zastraszanie +2, perswazja +3, zdolności przywódcze +2), Empatia (postrzeganie emocji +1, blef +3, opieka nad zwierzętami +1), Medycyna (leczenie ran +1, leczenie chorób +1, pierwsza pomoc +2), Wiedza ogólna (literatura, łacina, religioznawstwo) +1, Kamuflaż (skradanie się +2, ukrywanie się +1, maskowanie +1).
______________________________________________
Leon Kennedy (człowiek z Detroit, kurier, specjalizacja technik, choroba zwapnienie płuc). Cecha: jeśli to ma silnik, to ruszy, Szybki wóz.
Zręczność 18, Spryt 15, Percepcja 14, Budowa 12, Charakter 14.
Umiejętności: Prowadzenie pojazdów (samochód +4, motocykl +2, ciężarówka +2), Broń strzelecka (pistolety +4, karabiny +4, broń maszynowa +0), Technika (Mechanika +4, Elektronika +0, Komputery +0), Spostrzegawczość (Nasłuchiwanie +1, Wypatrywanie +1, Czujność +1), Przetrwanie (Łowiectwo +1, Znajomość terenu +1, Zdobywanie wody +1)
_____________________________________________
Jack Salt (człowiek znikąd, tropiciel, specjalizacja technik, choroba anemia). Cecha ?, sztuczka Wilk Morski.
Zręczność 11, Spryt 16, Percepcja 13, Budowa 13, Charakter 11.
Umiejętności: Prowadzenie pojazdów (samochód +2, motocykl +1, ciężarówka +1), Medycyna (pierwsza pomoc +2, leczenie ran +2, leczenie chorób +1), Technika (mechanika +2, elektronika +1, komputery +1), Pirotechnika (rusznikarstwo +1, wyrzutnie +1, materiały wybuchowe +1), Wiedza ogólna (geografia +1, języki obce +1, chemia +1), Broń strzelecka (pistolety +2, karabiny +1, broń maszynowa +2), Walka wręcz (bijatyka +1, broń ręczna +2, rzucanie +1), Orientacja w terenie (wyczucie kierunku +2, przygotowanie pułapki +1, tropienie +1), Spostrzegawczość (nasłuchiwanie +1, wypatrywanie +2, czujność +1), Kamuflaż (skradanie się +1, ukrywanie się +1, maskowanie +1), Przetrwanie (łowiectwo +1, znajomość terenu +1, zdobywanie wody +1).
_____________________________________________
Ash Tisdale (Posterunek, medyk, specjalizacja wojownik, choroba ?). Cecha Moloch - wiem coś o nim, sanitariusz.
Zręczność 16, Spryt 14, Percepcja 9, Budowa 13, Charakter 10.
Umiejętności: Broń strzelecka (pistolety+3, karabiny +5, broń maszynowa +1), Walka wręcz (bijatyka +1, broń ręczna +2, rzucanie +1), Medycyna (pierwsza pomoc +3, leczenie ran +3, leczenie chorób +3), Siłą woli (niezłomność +1, morale +1, odporność na ból +1), Kamuflaż (skradanie +1, ukrywanie +1, maskowanie +1), Przetrwanie (łowiectwo +1, znajomość terenu +1, zdobywanie wody +1).