Strona 49 z 84
: 08 lipca 2012, 01:01
autor: 8art
Watek techniczny
Ash ma bron maszynowa na +5, a karabiny na +1.
Jesli chodzi o chorobe to nie pamietam jak sie nazywa ale robi sie czlowiek agresywny. Sprawdze jutro jak kompa wlacze.
Jakies szanse na latarke taktyczna?
EDIT: Choroba: Szaleństwo bostońskie, Sztuczka: Pewna Ręka
: 08 lipca 2012, 02:18
autor: Keth
Midland Trail, 7 maja 2055
Pojazdy Czerwonych przejechały powoli pod nadwerężoną autostradą docierając do południowego brzegu Guyandotte i ruszając wolno w głąb Midland Trail. Siedzący w szoferce steranej latami użytkowania półciężarówki GMC Szary wyjrzał tęsknym wzrokiem na zewnątrz wozu, odprowadził zatroskanym spojrzeniem oddalające się autostradą pojazdy reszty zwiadu. W ciemności nocy i strugach deszczu ściekających po szybach wozu widział tylko rozmazane kanciaste sylwetki samochodów oraz ich światła.
Nieoczekiwany awans na dowódcę Czerwonym wprawił niskiego człowieczka w Mississipi w istne osłupienie. Nawykły do działania w pojedynkę i nie mający żadnego doświadczenia w przewodzeniu innym zbieracz stał się znienacka odpowiedzialny za kilkunastu przydzielonych mu najemników: zbieraninę posępnych mężczyzn o twardych oczach i jeszcze twardszych od nich kobiet, doskonale świadomych tego, że w takiej grupie mogły sobie poradzić jedynie te najemniczki, które bezwzględnością i siłą charakteru przewyższały mężczyzn. Siedzący za kierownicą półciężarówki drab żuł coś rytmicznie, cmokał też co chwilę budząc tym odgłosem narastającą irytację Szarego, ale wisząca u jego boku kabura i stercząca z niej kolba pistoletu skutecznie zniechęcały zbieracza do głośnego wyrażenia obiekcji.
Trzy motocykle wyprzedzały samochody, jechały kilka metrów w przedzie na całej szerokości ulicy tworząc wysuniętą szpicę. Motocykliści wiedzieli, że prócz jakiegokolwiek śladu zagrożenia mają też wypatrywać sklepu motoryzacyjnego, przy którym grupa Radeforda padła ofiarą techmorw. Kaznodzieja dokładnie wytłumaczył Szaremu, co ten powinien w sklepie zrobić, a rozkazy owe wcale nie polepszyły i tak już kiepskiego samopoczucia zbieracza.
Mężczyzna ścisnął mocniej swój karabinek, po raz dziesiąty z rzędu sprawdził bezpiecznik, potem zaś wyjrzał ponownie za mokre od deszczu okienko. Gdzieś po swej prawej dostrzegał pas ciemniejszej czerni będący mętnym nurtem Guyanotte, dostrzegalnym co jakiś czas w sinobiałym blasku błyskawic. Mijane powoli budynki, głównie podmiejskie sklepy i warsztaty, rysowały się niewyraźnymi kształtami w mdłym blasku samochodowych reflektorów. Tuzin stłoczonych na pace półciężarówki nieszczęśników próbował chronić się przed deszczem za pomocą zarzuconych na ciała kawałków folii i ortalionowych płaszczy, ale Szary domyślał się, że wszyscy musieli być już całkowicie przemoczeni.
- Mniejsz... odstęp... ie... kakujcie tak bar... - w przyczepionym do pasa radiu mężczyzny słychać było rwący się, ustawicznie tonący w suchych trzaskach i szumach głos Jacka Salta. Towarzyszące burzy zakłócenia elektromagnetyczne dodatkowo utrudniały łączność radiową, toteż Szary spodziewał się, że lada chwila komunikacja zupełnie padnie.
Zapowiadała się pełna niespodzianek noc.
Wątek techniczny
Czerwoni pod rozkazami Szarego to trzech prestonowców w Patriocie, czternastu włóczykijów na półciężarówce i trzech motocyklach, a także ośmiu hegemonistów w osobnym wozie. Uzbrojenie pierwszej grupy mieszane: kilka karabinków automatycznych, kilka strzelb i pistoletów oraz broń biała w postaci oszczepów, mieczy i toporów domowej roboty. Opancerzenie od zbroi śmieciowych po zwykłe łachmany. Jedno radio, w posiadaniu Szarego. I ważne pytanie! Czy Szarik też jedzie czy został pod opieką Smithów w magazynach przy Irving Road?
Jeśli o ośmiu południowców Vasqueza idzie, hegemoniści to wyższa liga: wszyscy mają kamizelki kuloodporne, hełmy i broń długą, a jeden nawet ręczny granatnik przeciwpancerny! Na dodatek dowodzący nimi Esteban dysponuje własnym radionadajnikiem, drugim w sekcji po urządzeniu Szarego.
: 08 lipca 2012, 02:22
autor: Keth
Droga nr 64 pod Huntington, 7 maja 2055
Sunący sześćdziesiątką czwórką sznur samochodów i motocykli rozciągnął się na sporym dystansie, gdy dosiadający potężnych ścigaczy gangerzy Chudego poczuli się znużeni ospałym tempem jazdy czterokołówek i przyśpieszyli nieco za bardzo jak na gust Salta.
- Trzymajcie mniejszy odstęp! - warknął do radia nerwowy kurier - Nie odskakujcie tak bardzo do przodu!
- Dobra, dobra! - w eterze rozległ się cierpki głos Chudego - Ile się można wlec? Droga wygląda spoko, nawet w deszczu można depnąć!
- Zaraz ja cię depnę, Chudy - odpowiedział Jack - Nie możemy przegapić zjazdu dla waszej grupy, nie ma czasu, żeby się potem cofać.
Przywódca motocyklistów nic nie odpowiedział, ale w ciemności z przodu zalśniły znienacka czerwone światła na niektórych jego maszynach, sygnalizujące wciśnięte hamulce. Siedzący za kierownicą Wilson zwolnił nieco, reszta pojazdów szybko dostosowała swą prędkość do prowadzącego konwój wozu.
- Zaraz będziemy przy manekinach - uprzedził siedzący w tyłu szoferki Ash, poszturchując łokciem usadowionego obok Ebenezera. Kaznodzieja wcisnął mocniej na głowę swój czarny kapelusz, poprawił tkwiącą na kolanach strzelbę.
- Gdzieś tu musi być Saltwell Road... - burknął Jack przytykając nos do drogowej mapy i próbując z niej coś wyczytać w mętnym świetle podsufitowej lampki.
- Szefie, jest zjazd do miasta - z radia popłynął głos Chudego, zniekształcony ciasną przestrzenią motocyklowego kasku - To co, lecimy według planu?
Wątek techniczny
Przyszedł czas na rozstanie z grupą Zielonych. Pięciu motocylistów, pikap i półciężarówka zjeżdżają na podmiejską drogę uderzając pomiędzy kwartały tonących w deszczu ruin niewielkich domków jednorodzinnych. Oprócz ludzi Chudego w skład tej grupy wchodzi dziesięciu zwykłych najemników, wyposażonych podobnie jak koledzy Szarego. Radiem dysponuje tylko dowódca gangerów.
: 08 lipca 2012, 09:52
autor: deliad
Wielebny przeżegnał się kończąc modlitwę w której prosił Boga o wstawiennictwo dla swoich wiernych sług.
Słysząc ostatnie słowa Chudego, sięgnął po nadajnik Jacka.
- Tylko bez zbytniej brawury Chudy. Przeprowadzamy tylko działania rozpoznawcze. Unikajcie jakichkolwiek działań zaczepnych. Używajcie broni palnej tylko w ostateczności. Jeżeli w ostateczności będziecie musieli ściągnąć kogoś, kto was nie widzi, czekajcie aż zagrzmi i wtedy strzelajcie. Chudy ta misja ma na celu zakończyć Twoje grzeszne życie, a rozpocząć mozolną wędrówkę do Królestwa Niebieskiego. Nie zachowuj więc jak gangers. Masz pod sobą wielu ludzi i jesteś za nich odpowiedzialny. Chcę ich i Ciebie zobaczyć jeszcze w jednym kawałku. Postaraj się. Od teraz jesteś Beta, czerwoni to Alfa, nasz oddział to Charli. Tylko w ten sposób nas wywołuj - przypomniał Chudemy Wielebny. - Koniec przekazu Beta.
Radeford oddał Saltowi nadajnik.
- Pamiętajcie chłopaki, przodem puścimy pieszych. Pójdziemy z nimi ja i Salt. Będziemy badać kwartał po kwartale. Samochody wjeżdżają dopiero do przeszukanego kwartału. Motocykliści zabezpieczą flanki i tyły. Musimy być na tyle szybcy aby nie dać się okrążyć - tłumaczył do znudzenia Ebenezer.
: 08 lipca 2012, 10:55
autor: Keth
Midland Trail, 7 maja 2055
Trzej motocykliści zjechali na pobocze drogi i zatrzymali swoje maszyny, natychmiast sięgając po broń. Jeden miał stary bębenkowy rewolwer, dwaj pozostali przerabiane chałupniczą metodą Uzi. Lufy zaczęły mierzyć w ziejącą czernią wybitą witrynę i szeroko otwarte drzwi sklepu motoryzacyjnego.
- To chyba tutaj - powiedział cmokający denerwująco kierowca, który chwilę wcześniej przedstawił się Szaremu jako Nico Veggio z osady Kirkwood w baronii Whortonów - Wygląda na ten sklep, o którym mówił pan ksiądz.
- Ano wygląda - odburknął zbieracz przyglądając się uważnie frontowej ścianie budynku. Wcześniejsza opowieść o zasadzce techmorw w najmniejszym stopniu nie nastrajała mężczyznę optymizmem, ale polecenie Radeforda nie pozostawiało zbyt wiele miejsca na interpretacje rozkazów. Szary musiał się zatrzymać przy sklepie i poszukać zezwłoków pasożytów oraz łusek po śrutowych pociskach. Dopiero zaliczywszy ten punkt planu miał ruszyć w dalszą drogę do centrum miasta.
- Będziemy tak stali? - odezwał się po krótkiej chwili Veggio, nie znający dokładnie zamiarów Radeforda i nie rozumiejący zbytnio sensu postoju. Stłoczeni na pace półciężarówki i zmoknięci najemnicy najwyraźniej podzielali owe niezrozumienie, bo ktoś zastukał pięścią w dach szoferki sugerując tym stukaniem podjęcie dalszej jazdy.
Wątek techniczny
Chemdogu, masz okazję wykazać się talentem przywódczym. Wydaj szybkie rozkazy, zabezpiecz sklep, zbadaj miejsce strzelaniny... zrób cokolwiek, co Ci wpadnie do głowy, bylebym tylko wiedział, co robi Twoja ekipa!
: 08 lipca 2012, 11:22
autor: Keth
Droga nr 64 pod Huntington, 7 maja 2055
Kiedy grupa Niebieskich dotarła do spiętrzonych na jedną pryzmę sklepowych manekinów, Paul zatrzymał pikapa na chwilę przy groteskowej zaporze i upewnił się, że nikt przy niej nie majstrował od chwili odjazdu wcześniejszego patrolu Aniołów. Wszystkie nabite na pręty manekiny wydawały się spoczywać w tych samych pozach, ociekając strumieniami deszczowej wody.
- Nikt ich nie ruszał - przesądził Tisdale kręcąc szaleńczo korbką bocznej szyby w zamiarze jak najszybszego ponownego zamknięcia okienka - Najpewniej nikt nawet nie wchodził na autostradę. To dobrze czy źle?
- Pojęcia nie mam - wzruszył ramionami Salt - Niedługo się pewnie przekonasz... byle nikt nam nie przypierdolił znienacka z grubej rury.
Wilson upewnił się, że wokół nie widać niczego podejrzanego, po czym ruszył ponownie z miejsca zapuszczając się na nieznany sobie dotąd odcinek sześćdziesiątki czwórki. Pasażerowie pikapa jak jeden mąż spojrzeli na prawo, w kierunku niewidocznych w ciemności nocy biurowców, na których dachach płonęły wcześniej ogromne ogniska. Teraz resztki popiołów spływały zapewne po ścianach zrujnowanych budowli, a sami podpalacze kryli się gdzieś w miejskiej dżungli zdewastowanego miasta.
- Jak daleko do zjazdu? - zapytał Paul przyśpieszając nieznacznie i zmieniając jednocześnie zablokowany przez stary wrak ciężarówki pas ruchu. Pochylony nad samochodową mapą Salt nie odpowiedział w pierwszej chwili, przesuwając paznokciem po wymiętoszonym papierze.
- Jakieś trzy mile - oznajmił podnosząc wzrok znad mapy i wyglądając za okienko w ciemność mokrej od deszczu nocy. Daleko na północy czarne przestworza przecięła wyjątkowo okazała błyskawica rozgałęziona na kilkanaście odchodzących od siebie wiązek, chwilę później nad dachami samochodów przetoczył się stłumiony odgłos grzmotu.
- Mam nadzieję, że dupnęło prosto w Molocha - burknął pod nosem Wilson - Żeby mu wszystkie obwody przepaliło, skurwiałemu blaszakowi.
- Wyrażaj się poprawnie, Paul - rzucił z tylnego siedzenia Ebenezer - Dbaj o czystość swej duszy unikając plugawych słów, złych uczynków i pożądliwej chuci... chociaż dzisiaj daję wam wszystkim odpuszczenie grzechów. Sam się robię jakiś nerwowy, cholera.
- Charlie Jeden do Alfy i Bety! - rzucił do radia Salt - Jak mnie słyszycie?
- ...upiato! Syg... się cał... ierdoli! - padła natychmiastowa odpowiedź, fatalna pod względem jakości połączenia, ale wciąż względnie zrozumiała. Meldował Chudy - ...ystko w porząd... kogo nie wida...
- Alfa, mówi Charlie Jeden! - powtórzył wywołanie Salt - Szary, odbierasz mnie?
Czerwoni nie odpowiadali. Salt podniósł wzrok znad radia, spojrzał wymownie na Wilsona. Kierowca wzruszył w odpowiedzi bezradnie ramionami.
- Burza i odległość - powiedział - Te radia są w taką pogodę chuja warte, za przeproszeniem Ebe! Niech Chudy spróbuje ich wywołać, jest gdzieś w środku pomiędzy nami.
Wątek techniczny
Oczywiście ja wiedziałem to już wcześniej, ale teraz i Wy wiecie - w tę paskudną pogodę niewiele skorzystacie na radionadajnikach. Chwilowo grupy wychodzą ze stref wzajemnego kontaktu radiowego, ale sytuacja powinna się zmienić, kiedy będąc już w centrum Huntington zaczniecie się do siebie ponowie zbliżać w okolicach punktu zbornego.
: 08 lipca 2012, 13:05
autor: 8art
- Nadal chcesz puścić pieszą szpicę? - Ash spytał poddenerwowanego Eba. Jego samego gęsta atmosfera przed możliwą walką ładowała hormonami, tętno przyśpieszyło a myśli krążyły wśród pierwotnych wojowniczych instynktów, wciąż jednak zachowywał zimny, profesjonalny spokój. Pozory mogły mylić. W środku siedział demon wojny, którego jednak Ash poskromił i potrafił kontrolować nawet w wirze walki. To czyniło z medyka prawdziwą maszynę do zabijania i ratowania. Wyrobiona przez lata trzeźwość umysłu w połączeniu z morderczym wyszkoleniem i praktyką, była mieszanką śmiertelnie niebezpieczną, dla tych oczywiście, którzy stali po złej stronie barykady...
- Proszę o pozwolenie pójścia przodem. Dobrze jeśli chłopaki będą mieli tam kogoś, kto może ich w razie czego opatrzeć. - Oznajmił krótko.
: 08 lipca 2012, 13:11
autor: Araven
Mogę pójść z Ashem na szpicy, o ile to sensowne wg niego jako najbardziej doświadczonego w walkach miejskich.
Techniczny:
Czemu w podsumowaniu nie ma zacnego jednouchego Paula Wilsona?
: 08 lipca 2012, 19:55
autor: Keth
Wątek techniczny
Do pieszej szpicy zgłosili się już Salt i Radeford, teraz naginać przed samochodami chcą również Tisdale i Wilson - a ja się pytam: kto poprowadzi pikapa? 
W podsumowaniu statystyk nie ma jeszcze Wilsona i Szarego, muszę ich dopisać, ale spokojnie - nikogo nie spisałem na straty!
: 08 lipca 2012, 20:01
autor: Keth
Droga nr 64 pod Huntington, 7 maja 2055
Targająca samochodami i ciałami motocyklistów wichura zaczęła w końcu nieco lżeć, niesiony nią deszcz nie siekł już z przerażającą zaciekłością pojazdów przechodząc na dłuższą chwilę w uciążliwą mżawkę. Pioruny na północy wciąż biły w ziemię rozpalając czarne przestworza trupiobladym blaskiem i wstrząsając nieboskłonem w rytm pomruku grzmotów. Siedzący w szoferce pikapa mężczyźni cały czas obserwowali swe otoczenie, na zmiany śledząc lokalizację tylnych świateł motocyklowych szperaczy i usytuowanie w tyle pozostałych samochodów patrolu. Pokonanie czterech i pół mili autostrady zajęło im ponad dwadzieścia minut, zmitrężonych na lawirowanie w ciemności pomiędzy rdzewiejącymi wrakami kilku ciągników siodłowych i naczep oraz muldami ziemi zmytej z pobliskiego wzgórza i zalegającej grubą warstwą na asfalcie sześćdziesiątki czwórki. Jeden z motocyklistów zdążył zresztą wpaść w poślizg i wylądować na ziemi, tłukąc sobie kolano i rozbijając boczne lusterko maszyny, ale nie odnosząc żadnych innych obrażeń.
Chudy zdążył potwierdzić nawiązanie kontaktu radiowego z Szarym, potem on sam też przepadł pośród nieustannych szumów i trzasków tworzących upiorną kakofonię sączącą się z głośnika radia Salta. W eterze zapadło szarpiące nerwy milczenie, a żywa wyobraźnia podsuwała pasażerom Canyona różne niepokojące obrazy i myśli.
- Minuta do zjazdu - odezwał się w końcu Jack, postukując palcem w mapę. Ożywieni tymi słowami mężczyźni zaczęli baczniej wyglądać z mokrych od deszczu okien szoferki, szukając na mijanych słupach tablicy informującej o skrzyżowaniu z drogą nr 52 za parkiem podmiejskim Kiwanis.
Wątek techniczny
Pokonaliście zaplanowany wcześniej odcinek autostrady bez przykrych niespodzianek, chociaż droga trochę się wyciągnęła w czasie z powodu większej ilości samochodowych wraków i uszkodzonej nawierzchni. Możecie tym samym zjechać na 52 kierując się na północ w stronę mostu drogowego na rzece Ohio.
Tam też zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami pasażerowie będą musi opuścić pojazdy i ruszyć przodem jako szperacze: oryginalnie mieli nimi dowodzić Radeford i Salt - jaka jest wersja definitywna?
: 08 lipca 2012, 20:50
autor: deliad
Wielebny uśmiechnął się słysząc propozycję Paula i Asha.
- Jasne chłopaki, z wami zwiad to będzie czysta przyjemność - odpowiedział zadowolony Ebenezer.
Mając przy boku medyka, byłego gladiatora i tropiciela jego szanse na przeżycie niebotyczni wzrosły. Oby jeszcze opatrzność Boska sprzyjała, to nie ma takiej siły, która mogła by im przeszkodzić.
- Leon przejmiesz w mieście kierkę, jak Ci damy znak pociągniesz za sobą cały zmechanizowany zwiad.
Watek techniczny:
Mamy zawodowego kierowcę z Detroid, jeżeli zacznie się robić gorąco on nas z tej jatki wyciągnie, rozwalając jeszcze połowę przeciwników przez uchylone okno:).
: 09 lipca 2012, 06:58
autor: chemdog
-Mamy na polecenie Wielebnego przeszukać miejsce gdzie były te robale,obejrzeć truchła i wyzbierać łuski.Potem kulamy sie dalej-spojrzał na bandziorów.
-Kierowca i dwóch ludzi zostaje w wozie,reszta idzie ze mną.W razie czego trabić ile wlezie.Co do Was-swe słowa skierował do ekipy która miała iść z nim-mam sporą wprawę do łażenia po miastach.Wszelki podejrzany syf zgłaszać mi,żebyście nie wrócili z jakąś syfmalarią czy innym tryprem.Wszelkie gamble jakie się uda wyszperać na wóz.Potem sie zobaczy żeby nie przeciagać.Za mną i postarajcie sie nie kwitnąć zbyt długo w jednym miejscu.
Przepatrywacz zlazł z wozu,Szarik zeskoczył za nim.Maska przeciwgazowa dyndała na piersiach Szarego zatem wszystko było ok.Zarepetował broń po czym prowadząc grupe najmitow skierował sie w stronę miejsca w którym miały być robale Molocha.
: 09 lipca 2012, 09:12
autor: Araven
Pikapem pojedzie Jack, tylko jemu mogę go oddać, a w taką burze łączność i tak nawala. Ja muszę rozprostować kości i chronić Ebenzera, a miejska dżungla bywa niebezpieczna, rzucił Paul.
: 09 lipca 2012, 09:37
autor: Keth
Midland Trail, 7 maja 2055
Mroczna przestrzeń sklepu skutecznie zniechęcała kogokolwiek do odwiedzin, chociaż na zewnątrz wciąż padało, a silny wiatr szarpał płaszczami przemoczonych na wylot ludzi. Szary podejrzewał, że każdy z jego podkomendnych oczami wyobraźni widział już przyczajone w ciemności techmorwy, dybiące drapieżnie na każdego głupca zamierzającego zapuścić się w głąb budynku.
Ściskając oburącz odbezpieczony M16A2 Szary potruchtał na tyły sklepu, uważnie patrząc na wszystkie strony w poszukiwaniu kształtu mogącego zdradzać obecność pasożyta. Towarzyszyło mu kilku równie spiętych najemników, uzbrojonych w karabinki i strzelby myśliwskie. Trzymając się ciasno w grupie mężczyźni wychynęli na placyk z tyłu sklepu, poświecili przed siebie trzymanymi w rękach lub przyklejonymi taśmą do luf broni latarkami.
- Tam są! - wyrzucił z siebie obieżyświat z dziko zmierzwioną brodą, ściskający oburącz obrzyna - Te zdechłe morwokurwy!
Szary spojrzał we wskazanym kierunku, w miejsce oświetlone krzyżującymi się snopami światła latarek i poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła, a serce tarmoszą lodowate szczypce irracjonalnego lęku. Radeford wspomniał wcześniej, że do spółki z gangerami Chudego zabił dwa wielkie pasożyty, ale wysłuchawszy szczegółowego opisu tego zajścia zbieracz z Mississipi stworzył w swej głowie wyobrażenie, które w najmniejszym stopniu nie chciało pasować do zastanego na placu widoku.
Wątek techniczny
A teraz niespodzianka! Radio nie działa, a Szary jest w pojedynkę (jeśli o drużynę idzie), więc reszta tego updatu trafi do Chemdoga na PW (i kolejne zapewne też, dopóki znowu nie nawiążecie łączności... o ile ją jeszcze nawiążecie...)!
: 09 lipca 2012, 09:40
autor: Keth
Midland Trail, 7 maja 2055
Pośrodku placyku tkwiły dwa nabite na skorodowane pręty owadzie łby, wielkie i niekształtne, odrażające pod wieloma względami i całkowicie nieludzkie. Ogromne czarne oczy szkliły się w świetle latarek spoglądając na Szarego i jego towarzyszy pozbawionym śladu życia wzrokiem.
- Co to kurwa jest? - wykrztusił z siebie brodacz z obrzynem - Kto to zrobił? I gdzie jest reszta tych zwierzów?
- Nie wiem - potrząsnął głową Szary, przełykając wpierw bezwiednie ślinę - Ktoś im odrąbał łby i nadział na paliki, a resztę... chyba zabrał.
I chociaż mikry człowieczek z zachodu za wszelką cenę próbował przypomnieć sobie wszystkie szczegóły wcześniejszej opowieści Radeforda, nigdzie nie natrafił na jakąkolwiek wzmiankę o odcinaniu zastrzelonym pasożytom głów.
Nigdzie nie widać też było śladu po łuskach do strzelby wielebnego.
Wątek techniczny
Na jakiś czas przeniesiemy się z zabawą na PW, ok? Dzięki temu zyskamy nieco na atrakcyjności sesji, bo reszta ekipy będzie teraz zachodzić w głowę, co też mogło Ci się przytrafić.