Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Giovanni Pizza, Ratusz 10.08.1993 Długa Noc
Terry jadąc na motorze razem z Assamitą doświadczył wielu niepowtarzalnych wrażeń i gdyby jeszcze żył adrenalina na pewno wprowadziłaby jego stan umysłu na nowy poziom. Ponieważ zaś nie żył, wystarczyć mu musiała sama groza. Gdzieś w tle kołatało się nikłe wspomnienie o tym, jak radzą sobie z niebezpieczeństwem śmiertelnicy. Nie czuł się jednak wdzięczny Mordercy za to przypomnienie. Widok Harleya uspokoił go nieco. Gdy dotarli pod samą pizzerię niespodziewanie odezwał się mentor:
- Zgroza Terry! Módlmy się! Oto nastał dzień, w którym Wrota Piekieł otwarły się, a Szatan wzniósł się by pożreć słońce! Biada tym, co nie mają Pana w sercu swojem! A z innej beczki: skontaktowałem się z Sidonią, która przynosi złe nowiny. Łza Progenitora jest zagrożona, albowiem za dnia jest chroniona tylko przez dotkniętych ręką obłędu śmiertelników. Sidonia mówi, że nocą żaden Kainita nie ośmieliłby się wejść do Domu Wariatów, gdyż miejsce to ma przerażającą reputację. Należysz do klubu, masz wizytówkę i przyjąłeś zobowiązanie, więc spoczywa na tobie obowiązek ochrony krwi, tego, który stworzył Sieć Szaleństwa. Staw się w Nyctofilii najszybciej jak tylko możesz, a poznasz prawdy nieobjawione wcześniej! Jezus wszakże będzie z tobą i On rozświetli ciemności. Z jego pomocą obronisz Łzę i pozostanie ona w rękach Malkavian, jak Bóg przykazał!
Namtar natychmiast zauważył przez szybę lokalu samotnie siedzącego Lucjana. Zatrzymał motor na parkingu, a obok niego swoim Harleyem ustawił się Crimson Rain.
[center]***[/center]
Victoria postanowiła udać się do Baltimore. Gdy podeszła do lustra, by rozpocząć rytuał przejścia zauważyła, że zmarli znów znajdują się po drugiej stronie. Postanowiła jednak kontynuować, pokrzepiona poprzednimi sukcesami w tej materii. Zaklęcie powiodło się i wampirzyca weszła w falującą taflę zwierciadła. Ku swemu przerażeniu jednak, zorientowała się, iż nie dotarła do Baltimore, lecz ugrzęzła między światem materialnym i duchowym. Gdyby nie fakt, że od stuleci była martwa, natychmiast udusiłaby się, ponieważ znajdowała się w obcym dla niej środowisku. Wszędzie wisiała biała jak mleko mgła, w której słychać było dźwięki jakiejś bitwy. Wystrzały broni palnej, okrzyki bojowe, wrzaski oraz tupot dziesiątek koni w galopie docierał do uszu Lasombry, ale jej wzrok niczego nie mógł dostrzec w wirującym hipnotycznie oparze. Nagle jednak, mgła przerzedziła się lekko i ujrzała, że wokół niej zebrały się Spectry. Ich koszmarne, kolczate kształty sprawiły, iż poczuła, jak lęk ścina krew w jej żyłach. Skrzecząc przeraźliwie upiory rzuciły się do ataku.
[center]***[/center]
Ravnos oddał dysk Horacemu, by ten miał pewność, że nie zamierza go oszukać. Zamknął klapę laptopa, chowając go pod pachę i ruszył w stronę łazienki. Nosferatu wziął do ręki metalowy przedmiot nie bardzo wiedząc, co ma z nim dalej zrobić. Postanowił jednak nie uszkodzić bardziej tej skomplikowanej maszyny, której działanie nie do końca pojmował. Odłożył więc metalowy graniastosłup na półkę z książkami, po czym pogrążył się w myślach związanych z Ottem. W czasie, gdy Ravnos brał prysznic Nosferatu otrzymał kilka SMS'ów, które przejrzał z rosnącym niepokojem.
Darshan wziął szybki prysznic i założył na siebie świeże, i czyste ubranie mistyka indyjskiego barwy jesiennych liści. Teraz był gotowy na spotkanie z Księciem. Wchodząc ponownie do pokoju zapytał siedzącego w starym fotelu Horacego:
- Gdzie mogę znaleźć Democritusa?
- Najszybciej w ratuszu, albo w muzeum - odrzekł Nosferatu, otrząsając się z zadumy. - Nie wiem gdzie teraz przebywa, ale Herold na pewno będzie w ratuszu i udzieli nam odpowiednich informacji.
- Znalazłem szachy z kości słoniowej. Myślę, że będą dobrym prezentem dla Ventrue. - kontynuował Oszust. - Pojedziesz tam ze mną? Wolałbym załatwić to jak najszybciej.
- Tak, oczywiście - mruknął Szczur wstając. - Chodźmy...
[center]***[/center]
Horacy i Darshan dotarli pod ratusz. Całą drogę samochód prowadził Ravnos, rozmyślając jednocześnie nad tym, co powie Democritusowi. Zaparkowali samochód na tyłach, by bezpiecznie dostać się do budynku, który w tej chwili oblegany był przez dziennikarzy oraz hordę ludzi z transparentami "The End Is Near", "Game Is Over" oraz "Freedom!!!". Wszyscy krzyczeli coś o nadchodzącym końcu oraz nieudolności władz w zaistniałej sytuacji.
Szeryf przywitała ich na parkingu, przepraszając za całą tą scenę. Okazało się, że Democritus przyjmował w tej chwili niejednego Spokrewnionego, który chciał z nim się niezwłocznie spotkać. W budynku Elizabeth Pascal przyjmowała kolejnych interesantów oraz odprawiała każdego, który odbył rozmowę z Księciem. Horacy i Darshan zostali pokierowani do jednego z pokojów, by poczekać na swoją kolej. W tym czasie na telefon Horacego przyszły kolejne SMS'y, a po chwili sieć komórkowa przestała działać... Ravnos poinformował jednak zdenerwowanego Nosferatu, że sieć jest przeciążona, gdyż zbyt wiele osób korzysta w tym momencie z telefonów. Minął niecały kwadrans i do pokoju weszła Herold. Zmierzyła obecnych bystrym spojrzeniem, które wszakże przyozdobione było uroczym uśmiechem, po czym rzekła:
- Democritus zaprasza na spotkanie. Proszę ze mną.
Obaj mężczyźni podnieśli się bez słowa i w milczeniu ruszyli spotkać się z Księciem. Zostali wprowadzeni do sali narad Rady Miasta. Stare obrazy i rzeźbione hebanowe meble wypełniały znaczną część przestrzeni, wciąż jednak pozostawało jej na tyle dużo, by obecność Księcia wydawała się przytłaczająca. Zza ciężkich, drewnianych okien docierał ściszony zgiełk tłumu. Ventrue siedział samotnie na krwisto czerwonym fotelu, tym razem bez swojego ulubionego kota. Przed nim stały cztery podobne, ale mniejsze krzesła. Książe odezwał się:
- Witam was serdecznie. Siadajcie i przejdźmy do konkretów. Co was do mnie sprowadza? - pytanie zawisło w wypełnionym zapachem pasty do mebli powietrzu.