-Jakoś organizujemy nasze poszukiwania, czy każdy idzie w swoją stronę? I niezależnie od odpowiedzi, jakieś sugestie co do tego gdzie ja mam iść?
PBF - Charleston by Night
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Na dźwięk brzęczących kluczy Terry podniósł wzrok znad grubego woluminu który właśnie przeglądał. Westchnąwszy zatrzasnął opasłe tomisko i odłożył na miejsce. Jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu badawczym spojrzeniem i w milczeniu podszedł do reszty grupy. Starał się chłonąć jak najwięcej szczegółów z otoczenia, jego oczy ponownie weszły w swój "rozbiegany" tryb. Wciąż się rozglądając odezwał się do grupy.
-Jakoś organizujemy nasze poszukiwania, czy każdy idzie w swoją stronę? I niezależnie od odpowiedzi, jakieś sugestie co do tego gdzie ja mam iść?
-Jakoś organizujemy nasze poszukiwania, czy każdy idzie w swoją stronę? I niezależnie od odpowiedzi, jakieś sugestie co do tego gdzie ja mam iść?
Skupiam się jak najbardziej na trybie przeszukiwania, korzystam z nadwrażliwości i wszystkich innych mega-percepcyjnych skilli jakie posiadam. Ale wolę iść z kimś, bo jak zostanę sam to mogę odpłynąć.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
[center]
[/center]
[center]...
All flowers die
Except for some few
A chain of burning bloody flowers
Follow my eyes crying tears
Lilith is smiling at the corpse of a cow
And in that corpsey cow
The corpse of another
And so on and so on
And perhaps forever
If times were not folding and falling
Over each other
And so on and so on and so on
And certainly endless
[/center]
Duszę i umysł Malkaviana wypełnił strach, który rozszedł się paraliżującą falą po całym ciele. W muzyce było coś osobliwego i przedziwnego, a jednocześnie tak przerażająco realnego. Jakby umysł jego mógł przez chwilę dojrzeć tajemny pewien przekaz ukryty pod wieloma warstwami rzeczywistości. W jego głowie odezwał się głos Mentora, który był z nim od samego początku przemiany:
- Bóg, Cię wybrał byś oczyścił te ziemie z plugastwa, które toczy Twego stwórcę. Moc kochanki Kaina toczy jego dzieci...Wybrałem Twój umysł, by schować się przed nimi. Czekałem całe stulecia! Teraz czas nadszedł! Możemy zwyciężyć!
[center]Mene mene tekel upharsin
We have been weighed and lost
We have been weighed and lost [/center]
- GEHENNA! DZIEŃ SĄDU JEST BLISKI!
[center]I slept I dreamt I dreamed a dream:
London bright fires smiling and burning
Light roads road through the starlacked night
Many dark suns are falling falling down
London Bridge is destroyed
In my mind pigs and rubble gnaw
In the dark heights and hearts of Albion
Shudderings in the heart
Cruelty in the heart
And this is over
All over now
In Kamarupa
[/center]
- O Święty Mężu, prawdziwa wojna o RZECZYWISTOŚĆ zaczyna się w Charleston! Zegar odmierza czas! Władca Albionu otworzył swe martwe oczy! Jego sługi czekają na ruch! Mithras nie umarł! Tremere są ślepi!
[center]My eyes my mind spinning
Spinning back and forth
Eyes in London
Mind in a hole
Oh they come they come
They run out
Fleeing from what
They come out running
Running
Great Babylon has fallen fallen fallen
Jerusalem has fallen fallen fallen
The great great beast
Is dead dead dead dead
Simon Simon is dead dead dead dead
And some other bleeding children
Are smiling
They're dead in the rubble
They're dead dead dead dead
And Mercury rises
And Mercury falls
And how dead dead dead dead
Dead dead are you
[/center]
- Koniec jest bliski. BABILON ZNISZCZONY, GNIEWNĄ KRWIĄ SPLAMIONY! Zbliża się kolejny upadek wielkiego mocarstwa. Oto jego ostatni krok! Czarna Księga jest cyrografem piekielnym!
[center]Summertime
When the living is easy
Summertime
When the dying is easy [/center]
[center]The world shudders on
Black tree against a bruised blue sky
The fairground is all shabby and silent
Red sky at night
Red sky at night
Danger
Christ is crying
Christ's tears leaving
His heart and night
All the many faces we have worn
All the many faces we have borne
And dead dead dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead are we [/center]
- JYHAD! Wielkie zło czai się na WAS! Moja Wola przywiodła cię tutaj Terry! Zabij Ojca! Zniszcz GO! On naznacza ich dusze! Ocal ich!
[center]Though once I thought
Oh once I read
The hidden god plays hide and seek
Whilst others still run from him
From the world's stomach
The goddies emerge
And who comes to judge us
And who comes to push us
The bloody master
Is bloody dead dead dead [/center]
- KREW MALKAVA JEST W CHARLESTON! UPADEK JEROZOLIMY I PŁACZ! ON PRZEŁAMAŁ KLĄTWĘ KAINA! PĘKNIĘTE LUSTRO JEST STRZASKANE NA WIECZNOŚĆ, UMYSŁ JEST OGRANICZONY...
[center]And who comes to strike us
And who comes to hold us
Where is his colour
Where is her cover
And What is her nature
And where does he shine from
Broken birds move through the air -
They all drink blood
When Christ smiles his smile is broken
Holly ivy old dead trees
Dead dead dead
Holy and ivy dead dead dead dead
Dead dead dead dead
Dead dead dead dead
Rainbow lovely arc lovely lights
Dead dead dead dead
Horn stag cross meets hunter
Dead dead dead dead
Oh Saint Eustace ora pro nobis
Old woman old woman old woman
Old and dead dead dead dead
Now no summers left
This side of boxwood
Crosses broken in my midsummer [/center]
- PRADAWNE ZŁO PRAGNIE ŁZY MALKAVA! PIECZĘCIE ZOSTANĄ STRZASKANE, WIĘZI ZERWANE, BARIERY PRZERWANE! ŻYCIE UMRZE A WRAZ Z NIM MY!
[center]
[/center]
[center]The south is dying
The north is dying
The west is dying
The east is dying [/center]
[center]There are four corners to the world she said
And every one
Is dead dead dead dead
Dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead
Dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead
And all the planets
They're dead dead dead dead
And all my heart
Is dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead dead dead
It's all dead dead dead [/center]
- TWÓJ OJCIEC PRZYZYWA SZKARŁAT!
Nagle zebrani usłyszeli krzyk Gavina, który w konwulsjach upadł najpierw na kolana, a chwilę potem przewrócił się na prawą stronę. Z jego ciała wypłynęła kałuża krwi, która po chwili zmieniła się w szkarłatny obłok. A następnie uniosła w górę i przeniknąwszy przez sufit, zniknęła wszystkim z oczu. Jednocześnie z głębi domu rozległ się wrzask zdziwienia i bólu. Zebrani zorientowali się, że nie są sami w budynku.
[/center]
Dla lepszego efektu można włączyć utwór od 2:45 minuty.
https://www.youtube.com/watch?v=YDMC3LzTLDQ
Gdy reszta koterii zastanawiała się nad decyzją, Frater Terry podszedł do starego gramofonu, po czym spojrzał na ogromny zbiór płyt winylowych, piętrzących się na masywnej półce, po prawej stronie. Kolekcja liczyła ponad stu wykonawców, starannie posegregowanych alfabetycznie. W gramofonie zamontowana była płyta o nazwie Thunder Perfect Mind. Przypomniał sobie, iż Sidonia włożyła ją tutaj, gdy na poprzedniej skończyły się utwory. Terry odruchowo położył igłę w losowym miejscu, uruchamiając wiekowe urządzenie, po czym miękko opadł na fotel obok.https://www.youtube.com/watch?v=YDMC3LzTLDQ
[center]...
All flowers die
Except for some few
A chain of burning bloody flowers
Follow my eyes crying tears
Lilith is smiling at the corpse of a cow
And in that corpsey cow
The corpse of another
And so on and so on
And perhaps forever
If times were not folding and falling
Over each other
And so on and so on and so on
And certainly endless
[/center]
Duszę i umysł Malkaviana wypełnił strach, który rozszedł się paraliżującą falą po całym ciele. W muzyce było coś osobliwego i przedziwnego, a jednocześnie tak przerażająco realnego. Jakby umysł jego mógł przez chwilę dojrzeć tajemny pewien przekaz ukryty pod wieloma warstwami rzeczywistości. W jego głowie odezwał się głos Mentora, który był z nim od samego początku przemiany:
- Bóg, Cię wybrał byś oczyścił te ziemie z plugastwa, które toczy Twego stwórcę. Moc kochanki Kaina toczy jego dzieci...Wybrałem Twój umysł, by schować się przed nimi. Czekałem całe stulecia! Teraz czas nadszedł! Możemy zwyciężyć!
[center]Mene mene tekel upharsin
We have been weighed and lost
We have been weighed and lost [/center]
- GEHENNA! DZIEŃ SĄDU JEST BLISKI!
[center]I slept I dreamt I dreamed a dream:
London bright fires smiling and burning
Light roads road through the starlacked night
Many dark suns are falling falling down
London Bridge is destroyed
In my mind pigs and rubble gnaw
In the dark heights and hearts of Albion
Shudderings in the heart
Cruelty in the heart
And this is over
All over now
In Kamarupa
[/center]
- O Święty Mężu, prawdziwa wojna o RZECZYWISTOŚĆ zaczyna się w Charleston! Zegar odmierza czas! Władca Albionu otworzył swe martwe oczy! Jego sługi czekają na ruch! Mithras nie umarł! Tremere są ślepi!
[center]My eyes my mind spinning
Spinning back and forth
Eyes in London
Mind in a hole
Oh they come they come
They run out
Fleeing from what
They come out running
Running
Great Babylon has fallen fallen fallen
Jerusalem has fallen fallen fallen
The great great beast
Is dead dead dead dead
Simon Simon is dead dead dead dead
And some other bleeding children
Are smiling
They're dead in the rubble
They're dead dead dead dead
And Mercury rises
And Mercury falls
And how dead dead dead dead
Dead dead are you
[/center]
- Koniec jest bliski. BABILON ZNISZCZONY, GNIEWNĄ KRWIĄ SPLAMIONY! Zbliża się kolejny upadek wielkiego mocarstwa. Oto jego ostatni krok! Czarna Księga jest cyrografem piekielnym!
[center]Summertime
When the living is easy
Summertime
When the dying is easy [/center]
[center]The world shudders on
Black tree against a bruised blue sky
The fairground is all shabby and silent
Red sky at night
Red sky at night
Danger
Christ is crying
Christ's tears leaving
His heart and night
All the many faces we have worn
All the many faces we have borne
And dead dead dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead are we [/center]
- JYHAD! Wielkie zło czai się na WAS! Moja Wola przywiodła cię tutaj Terry! Zabij Ojca! Zniszcz GO! On naznacza ich dusze! Ocal ich!
[center]Though once I thought
Oh once I read
The hidden god plays hide and seek
Whilst others still run from him
From the world's stomach
The goddies emerge
And who comes to judge us
And who comes to push us
The bloody master
Is bloody dead dead dead [/center]
- KREW MALKAVA JEST W CHARLESTON! UPADEK JEROZOLIMY I PŁACZ! ON PRZEŁAMAŁ KLĄTWĘ KAINA! PĘKNIĘTE LUSTRO JEST STRZASKANE NA WIECZNOŚĆ, UMYSŁ JEST OGRANICZONY...
[center]And who comes to strike us
And who comes to hold us
Where is his colour
Where is her cover
And What is her nature
And where does he shine from
Broken birds move through the air -
They all drink blood
When Christ smiles his smile is broken
Holly ivy old dead trees
Dead dead dead
Holy and ivy dead dead dead dead
Dead dead dead dead
Dead dead dead dead
Rainbow lovely arc lovely lights
Dead dead dead dead
Horn stag cross meets hunter
Dead dead dead dead
Oh Saint Eustace ora pro nobis
Old woman old woman old woman
Old and dead dead dead dead
Now no summers left
This side of boxwood
Crosses broken in my midsummer [/center]
- PRADAWNE ZŁO PRAGNIE ŁZY MALKAVA! PIECZĘCIE ZOSTANĄ STRZASKANE, WIĘZI ZERWANE, BARIERY PRZERWANE! ŻYCIE UMRZE A WRAZ Z NIM MY!
[center]
[/center][center]The south is dying
The north is dying
The west is dying
The east is dying [/center]
[center]There are four corners to the world she said
And every one
Is dead dead dead dead
Dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead
Dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead
And all the planets
They're dead dead dead dead
And all my heart
Is dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead dead dead
Dead dead dead dead dead dead dead
It's all dead dead dead [/center]
- TWÓJ OJCIEC PRZYZYWA SZKARŁAT!
Koteria słyszy muzykę, ale nie ma ona na was żadnego wpływu. Właściwie to jest to kolejne dziwactwo pozostawiane przez Sidonię. To jak interpretujecie scenę pozostawiam wam. Widzicie jak Frater Terry po uruchomieniu gramofonu siada na fotelu obok i zamyka oczy. Nikt z was nie zwraca na to szczególnej uwagi, bowiem z zewnątrz nie da się dostrzec walki, która toczy się zw jego głowie. Terry wydaje wam się być spokojny i zrelaksowany.
Spoiler!
[center]***[/center]Nagle zebrani usłyszeli krzyk Gavina, który w konwulsjach upadł najpierw na kolana, a chwilę potem przewrócił się na prawą stronę. Z jego ciała wypłynęła kałuża krwi, która po chwili zmieniła się w szkarłatny obłok. A następnie uniosła w górę i przeniknąwszy przez sufit, zniknęła wszystkim z oczu. Jednocześnie z głębi domu rozległ się wrzask zdziwienia i bólu. Zebrani zorientowali się, że nie są sami w budynku.
Gavin nagle padł na podłogę. Widzicie jak z jego ciała ucieka bardzo dużo krwi.
Victoria: 5 sukcesów
Horacy: brak odpowiedniej wiedzy, nie masz pojęcia co się dzieje.
Terry: odleciałeś stary.
Spoiler!
Test Wiedzy ST:6 Victoria: 5 sukcesów
Spoiler!
Namtar: 4 sukcesy
Spoiler!
Horacy: brak odpowiedniej wiedzy, nie masz pojęcia co się dzieje.
Terry: odleciałeś stary.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Lubił Currentów. Generalnie lubił muzykę traktującą o śmierci. All the stars are dead now. Zagwizdał cicho przez zęby, do wtóru melodii. W sumie, w zgniłej kulturze Zachodu niewiele było rzeczy wartościowych - poza muzyką właśnie. Być może sprawiał to wszechobecny rozkład, a może pustka obecna w duszach Europejczyków - jednak ich sztuka potrafiła ukazać ciemność, w sposób, jakiego nie znalazł na Wschodzie. Cygan wskazał na miniaturowego żurawia, wyjaśniając jego sens.
- Miło - Morderca wyszczerzył zęby - Przyda mi się krew z potężną Niewidzialnością.
And all of my heart - dead dead dead dead. Czuł, na powrót opanowuje go spokój. Podobne myśli zawsze pozwalały mu się odprężyć.
A potem...
Krzyk i... DAEM*!
Woń krwi była jak najlepsze wino. Wyostrzała zmysły sprawiając, że świat z powrotem nabierał barw i głębi... I wszystko stawało się znów realne, niczym hak w kieszeni, niczym głód i ciemność.
Zanim przebrzmiał wrzask w głębi domu, Morderca znalazł się przy Horacym:
- Jeśli Ravnos wpadnie w szał, wbij mu to. Celuj w serce. - rzekł, wpychając mu w ręce zaostrzony kołek. Nim oniemiały Nosferatu zdążył zareagować, Łowca wybiegł z pomieszczenia, poruszając się z nadnaturalną szybkością. Wysunął kły w pierwotnym odruchu czując, jak mrok w jego żyłach budzi się, śpiewając pieśń śmierci. Jego dłoń wręcz odruchowo zacisnęła się na kolejnym kołku...
- Miło - Morderca wyszczerzył zęby - Przyda mi się krew z potężną Niewidzialnością.
And all of my heart - dead dead dead dead. Czuł, na powrót opanowuje go spokój. Podobne myśli zawsze pozwalały mu się odprężyć.
A potem...
Krzyk i... DAEM*!
Woń krwi była jak najlepsze wino. Wyostrzała zmysły sprawiając, że świat z powrotem nabierał barw i głębi... I wszystko stawało się znów realne, niczym hak w kieszeni, niczym głód i ciemność.
Zanim przebrzmiał wrzask w głębi domu, Morderca znalazł się przy Horacym:
- Jeśli Ravnos wpadnie w szał, wbij mu to. Celuj w serce. - rzekł, wpychając mu w ręce zaostrzony kołek. Nim oniemiały Nosferatu zdążył zareagować, Łowca wybiegł z pomieszczenia, poruszając się z nadnaturalną szybkością. Wysunął kły w pierwotnym odruchu czując, jak mrok w jego żyłach budzi się, śpiewając pieśń śmierci. Jego dłoń wręcz odruchowo zacisnęła się na kolejnym kołku...
Używam Akceleracji, żeby się dostać do osoby, która krzyknęła w tym domu. Zakładam, że znajduje się w podobnej sytuacji jak Gavin. Jeśli będzie przytomna, zakołkuję ją. Jeśli nie - no cóż... Też ją zakołkuję.
Spoiler!
* Krew
Ostatnio zmieniony 28 lutego 2015, 15:17 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Gavin próbował podnieść się z pozycji leżącej na kolana, przybrać tak zwaną pozycje smoka. Utrata krwi dawała mu się we znaki. Uczucie podobne do odruchu wymiotnego, z tym jednak wyjątkiem że jeżeli nie dasz rady go utrzymać to twoje "uzewnętrznianie się" będzie wyjątkowo paskudne.
- Ona nas woła... mnie i Ciebie... Nas... - Ravnos w końcu przybrał pozycje siedzącą, chwiał się jednak strasznie. Gra jego mięśni przypominała narkomana na głodzie, który próbuje nie sięgnąć po strzykawkę z ambrozją. - Tyle rodzajów! Tyle odcieni! Na co czekasz! Chwytaj! "Coś" w głowie nie wyrażało zrozumienia, pchało do działania. Każda chwila była wieczną torturą. Wewnętrznego kata nie obchodziło "potem". Liczyło się tu i teraz. Chodziło o zaspokojenie głodu który był jak otchłań: przerażający i bezdenny.
[center]
[/center]
Próbował skoncentrować się na opowieści sprzed lat, gdy jeszcze karawany wędrowały po świecie, a starzy przekazywali młodym mądrość w opowieściach.
- Wewnątrz mnie odbywa się walka. To straszna walka. - Mówił stary Indianin, głosem wiatru niosącego jesienne liście. - Walczą dwa wilki. Jeden reprezentuje strach, chciwość i złość. Drugi to pokój, miłość, nadzieja i wiara. Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby. Pamiętajcie jednak że zawsze wygrywa ten, którego karmicie.
- Kołek... zakołkujcie mnie... szybko... - Oczy miał zamknięte. Słowa wypowiadał z trudem, praktycznie dławiąc się nimi. Wiedział że gdyby patrzył na nich, mógłby stracić nad sobą panowanie. - Niech podejdzie, niegodne jej bydło odda ją nam. My ją przyjmiemy. My ją... docenimy.. Palce dłoni niemal wbijały się w kolana, resztki świadomości utrzymywały ciało w miejscu. Próbował zamknąć "to" w sobie. Bestia niczym szczur, drapała nieustannie od środka, chcąc koniecznie ujrzeć blask gwiazd.
- Ten, którego karmicie... - Powtarzał w swym umyśle Ravnos.
- Ona nas woła... mnie i Ciebie... Nas... - Ravnos w końcu przybrał pozycje siedzącą, chwiał się jednak strasznie. Gra jego mięśni przypominała narkomana na głodzie, który próbuje nie sięgnąć po strzykawkę z ambrozją. - Tyle rodzajów! Tyle odcieni! Na co czekasz! Chwytaj! "Coś" w głowie nie wyrażało zrozumienia, pchało do działania. Każda chwila była wieczną torturą. Wewnętrznego kata nie obchodziło "potem". Liczyło się tu i teraz. Chodziło o zaspokojenie głodu który był jak otchłań: przerażający i bezdenny.
[center]
[/center]Próbował skoncentrować się na opowieści sprzed lat, gdy jeszcze karawany wędrowały po świecie, a starzy przekazywali młodym mądrość w opowieściach.
- Wewnątrz mnie odbywa się walka. To straszna walka. - Mówił stary Indianin, głosem wiatru niosącego jesienne liście. - Walczą dwa wilki. Jeden reprezentuje strach, chciwość i złość. Drugi to pokój, miłość, nadzieja i wiara. Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby. Pamiętajcie jednak że zawsze wygrywa ten, którego karmicie.
- Kołek... zakołkujcie mnie... szybko... - Oczy miał zamknięte. Słowa wypowiadał z trudem, praktycznie dławiąc się nimi. Wiedział że gdyby patrzył na nich, mógłby stracić nad sobą panowanie. - Niech podejdzie, niegodne jej bydło odda ją nam. My ją przyjmiemy. My ją... docenimy.. Palce dłoni niemal wbijały się w kolana, resztki świadomości utrzymywały ciało w miejscu. Próbował zamknąć "to" w sobie. Bestia niczym szczur, drapała nieustannie od środka, chcąc koniecznie ujrzeć blask gwiazd.
- Ten, którego karmicie... - Powtarzał w swym umyśle Ravnos.
Wydaje tyle punktów siły woli ile jest konieczne by utrzymać bestie w ryzach. Wolę sobie poleżeć trochę z kołeczkiem, niż potem żyć resztę wieczności z koszmarami tego, co byłbym w stanie zrobić jako bestia.
Muzyka była ciekawa, ale nie zwracała na nią zbytniej uwagi w tej chwili, skupiając się na samym domu i tajemnicach, które skrywał. Był piękny...Victorię z rozmyślań wyrwał krzyk Gavina... Obłok jego krwi wnikający w sufit przestraszył ją. Wiedziała czym był ten rytuał. Opanowanie Zabójcy było perfekcyjne, a szybkość reakcji godna podziwu.
- Przeklęta taumaturgia!... Horacy, pospiesz się z tym kołkiem! - rzuciła szybko w stronę szczura, spoglądając jednocześnie na Terry'ego.
Malkavian siedział dalej spokojnie zagłębiony w swoich myślach. Jego brak reakcji niepokoił ją, jednak czekała na ruch Nosferatu... Kiedy kołek z głośnym chrupnięciem zagłębił się w ciele Ravnosa, rzuciła krótko:
- Dobrze byłoby, gdybyśmy teraz się ukryli! Będziemy potrzebować dla niego krwi, ale to nie problem. Jeśli będzie trzeba, załatwię ją w kilka minut. - Z powrotem spojrzała na Terry'ego, kierując swoje kroki do fotela, w którym siedział.
- Terry... Nie wiemy ilu jest szpiegów w tym domu. Dopóki Namtar nie załatwi sprawy, lepiej być ostrożnym.
- Przeklęta taumaturgia!... Horacy, pospiesz się z tym kołkiem! - rzuciła szybko w stronę szczura, spoglądając jednocześnie na Terry'ego.
Malkavian siedział dalej spokojnie zagłębiony w swoich myślach. Jego brak reakcji niepokoił ją, jednak czekała na ruch Nosferatu... Kiedy kołek z głośnym chrupnięciem zagłębił się w ciele Ravnosa, rzuciła krótko:
- Dobrze byłoby, gdybyśmy teraz się ukryli! Będziemy potrzebować dla niego krwi, ale to nie problem. Jeśli będzie trzeba, załatwię ją w kilka minut. - Z powrotem spojrzała na Terry'ego, kierując swoje kroki do fotela, w którym siedział.
- Terry... Nie wiemy ilu jest szpiegów w tym domu. Dopóki Namtar nie załatwi sprawy, lepiej być ostrożnym.
Kiedy ekipa zniknie, szybko przeszukuję pomieszczenia w poszukiwaniu lustra. W razie konieczności będę mogła zrobić szybki "wypad" po krew.
Ostatnio zmieniony 28 lutego 2015, 17:50 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Zgrzyt igły podskakującej na winylowym krążku wyrwał Terry'ego z transu. Nie od razu otworzył oczy. Z zaciśniętymi zębami przetrawiał elementy swojej wizji, układając odpowiednie elementy na jego zdaniem odpowiednie miejsca. Wciąż widział złowrogą postać pochylającą się nad księgą na którą jeszcze tego wieczoru z własnej woli upuścił kroplę krwi. Postać, która przywdziała oblicze jego najgorszego koszmaru. Oblicze tego który odebrał mu wszystko, tego przed którym ucieka od chwili kiedy noc przyjęła go w swoje objęcia. Oblicze swego stwórcy.
Widział jak jego ojciec odczynia przeklęty rytuał, wspierany mocą Piekieł, wykorzystując krew którą Terry sam mu nieuważnie oddał. Wiedział że rytuał nie odniósł zamierzonego skutku, bo chroniło go Światło Najwyższego. W myślach zaczął odmawiać modlitwę ochronną, wciąż mając wrażenie że rytuał się jeszcze nie skończył. Szepty które krzyczały wprost do jego umysłu nie ułatwiały sprawy.
-Duchu Pana, Duchu Boży, Ojcze, Synu i Duchu Święty, Trójco Przenajświętsza, Dziewico Niepokalana, aniołowie, archaniołowie i święci z nieba, zstąpcie na mnie.
Głos w jego głowie, który towarzyszył mu od nocy przemiany powiedział mu tak wiele. Czy naprawdę okazać się miało że to ostatnie noce świata? Słowa "JYHAD! Wielkie zło czai się na WAS! Moja Wola przywiodła cię tutaj Terry! Zabij Ojca! Zniszcz GO! On naznacza ich dusze! Ocal ich!" odbijały się echem wewnątrz jego czaszki. Wiedział że jest żołnierzem Pana, wiedział że jego misją jest walczyć z pomiotem szatana gdziekolwiek lęgnie się jego pomiot. Ale pamiętał też bardzo wyraźnie Piąte Przykazanie. Co więc powinien zrobić w tej sytuacji?
-Przemień mnie, Panie, ukształtuj mnie, napełnij mnie sobą, posługuj się mną. Odpędź ode mnie wszystkie moce zła, zniszcz je, abym ja był zdrów i mógł dobrze pracować.
Przypomniał sobie nowo narodzonego na dachu szpitala, dwie noce temu. "TWÓJ OJCIEC CIĘ WZYWA". Teraz te słowa nabrały zupełnie nowego znaczenia. Wtedy potraktował je jak atak, teraz widział w nich przestrogę. To Czerwony mędrzec wezwał go tamtej nocy. Wzywał go bo wiedział że nadchodzi jego koniec. Co jeśli jego stwórca dowiedział się w jakiś sposób o jego lojalności wobec Adrahasis'a? To było by całkiem w jego stylu. I to było też powodem dlaczego Terry unikał wszelkich zobowiązań przez te wszystkie lata. Każda jego miłość, każda przyjaźń, każdy sojusz. Każda rzecz która mogła mu przynieść koniec jego samotności i wieczności ukrywania się, była niszczona przez jego ojca. Co jeśli Czerwony Mędrzec musiał umrzeć by Terry mógł wpaść w jego sidła?
-Oddal ode mnie czary, gusła, czarną magię, czarne msze, przedmioty zaczarowane, zamówienia, przekleństwa, uroki, napady złego ducha, opętanie diabelskie, obsesję diabelską, wszystko, co jest złem, grzechem, zawiścią, zazdrością, przewrotnością, chorobą fizyczną, psychiczną, moralną, duchową, pochodzącą od złego ducha.
Nie było by to takie trudne do osiągnięcia. Miał do pomocy Przebudzonych. Wystarczyło się zająć Mędrcem w Czerwieni, zadbać o to by na Ostatnim Pożegnaniu znalazła się księga kondolencyjna, która rękoma agenta, kogoś obecnego na tym spotkaniu, była by dostarczona w odpowiednie ręce. Ale jakie siły trzeba by zaangażować by "zająć się" kimś kalibru Adrahasis'a? I tylko po to by go tu ściągnąć? To nie miało sensu.
-Spal te wszystkie rodzaje zła w ogniu piekielnym, aby już nigdy więcej nie dotykały mnie ani żadnego innego stworzenia na tym świecie.
Głosy w jego głowie przekrzykiwały się, chociaż wszystkie były szeptami. Część z nich wykrzykiwała do niego fragmenty utworu którego słowa tak wiele mu powiedziały. Inne z kolei prześcigały się w cytowaniu słów jego mentora.
- KREW MALKAVA JEST W CHARLESTON! UPADEK JEROZOLIMY I PŁACZ! ON PRZEŁAMAŁ KLĄTWĘ KAINA! PĘKNIĘTE LUSTRO JEST STRZASKANE NA WIECZNOŚĆ, UMYSŁ JEST OGRANICZONY...
- PRADAWNE ZŁO PRAGNIE ŁZY MALKAVA! PIECZĘCIE ZOSTANĄ STRZASKANE, WIĘZI ZERWANE, BARIERY PRZERWANE! ŻYCIE UMRZE A WRAZ Z NIM MY!
- TWÓJ OJCIEC PRZYZYWA SZKARŁAT!
Krew. Jego krew była celem tego ataku. Nie on jako osoba, jego krew. Ale skąd jego stwórca wiedział że podpisze się krwią? Jak to przewidział? A może od samego początku nie on był celem ataku? Nie w pojedynkę bynajmniej. Co jeśli chodziło o krew każdego kto wpisał się do tej księgi?
- KREW MALKAVA JEST W CHARLESTON!
- PRADAWNE ZŁO PRAGNIE ŁZY MALKAVA!
- TWÓJ OJCIEC PRZYZYWA SZKARŁAT!
Czyżby...?
-Rozkazuję i polecam mocą Boga wszechmogącego, w imię Jezusa Chrystusa Zbawiciela, przez wstawiennictwo Niepokalanej Dziewicy, wszystkim duchom nieczystym, wszystkim ich objawom, które mnie niepokoją, aby mnie opuściły natychmiast, aby mnie opuściły raz na zawsze i by poszły do piekła wieczystego, związane przez św. Michała Archanioła, św. Gabriela, św. Rafała, przez naszych Aniołów Stróżów, zmiażdżone piętą Najświętszej Dziewicy Niepokalanej. Amen.
Modlitwa pomogła mu się uspokoić. Zrozumiał że to wszystko przyszło do niego przez dźwięki i słowa piosenki. Z płyty pozostawionej tu przez Sidonię. Wiedziała że ją odtworzy? Był to jej zamiar? Sidonia została wygnana przez księcia po tym jak razem z Terry'm wniosła do sali Zegar Zagłady. Krzyczała, próbowała ich wszystkich ostrzec. Książę ją wygnał bo jej nie wierzył czy może chciał zamknąć jej usta?
Zegar... Terry przypomniał sobie przeczucie które targnęło nim wcześniej tej nocy.
Powoli zaczął otwierać oczy. Szepty w jego głowie zagłuszały wciąż odgłosy otoczenia, wzrok przekrwionych oczu był lekko rozmazany. Ale wyraźnie to zobaczył.
Wskazówka zegara przeskoczyła minutę do przodu.
Widział jak jego ojciec odczynia przeklęty rytuał, wspierany mocą Piekieł, wykorzystując krew którą Terry sam mu nieuważnie oddał. Wiedział że rytuał nie odniósł zamierzonego skutku, bo chroniło go Światło Najwyższego. W myślach zaczął odmawiać modlitwę ochronną, wciąż mając wrażenie że rytuał się jeszcze nie skończył. Szepty które krzyczały wprost do jego umysłu nie ułatwiały sprawy.
-Duchu Pana, Duchu Boży, Ojcze, Synu i Duchu Święty, Trójco Przenajświętsza, Dziewico Niepokalana, aniołowie, archaniołowie i święci z nieba, zstąpcie na mnie.
Głos w jego głowie, który towarzyszył mu od nocy przemiany powiedział mu tak wiele. Czy naprawdę okazać się miało że to ostatnie noce świata? Słowa "JYHAD! Wielkie zło czai się na WAS! Moja Wola przywiodła cię tutaj Terry! Zabij Ojca! Zniszcz GO! On naznacza ich dusze! Ocal ich!" odbijały się echem wewnątrz jego czaszki. Wiedział że jest żołnierzem Pana, wiedział że jego misją jest walczyć z pomiotem szatana gdziekolwiek lęgnie się jego pomiot. Ale pamiętał też bardzo wyraźnie Piąte Przykazanie. Co więc powinien zrobić w tej sytuacji?
-Przemień mnie, Panie, ukształtuj mnie, napełnij mnie sobą, posługuj się mną. Odpędź ode mnie wszystkie moce zła, zniszcz je, abym ja był zdrów i mógł dobrze pracować.
Przypomniał sobie nowo narodzonego na dachu szpitala, dwie noce temu. "TWÓJ OJCIEC CIĘ WZYWA". Teraz te słowa nabrały zupełnie nowego znaczenia. Wtedy potraktował je jak atak, teraz widział w nich przestrogę. To Czerwony mędrzec wezwał go tamtej nocy. Wzywał go bo wiedział że nadchodzi jego koniec. Co jeśli jego stwórca dowiedział się w jakiś sposób o jego lojalności wobec Adrahasis'a? To było by całkiem w jego stylu. I to było też powodem dlaczego Terry unikał wszelkich zobowiązań przez te wszystkie lata. Każda jego miłość, każda przyjaźń, każdy sojusz. Każda rzecz która mogła mu przynieść koniec jego samotności i wieczności ukrywania się, była niszczona przez jego ojca. Co jeśli Czerwony Mędrzec musiał umrzeć by Terry mógł wpaść w jego sidła?
-Oddal ode mnie czary, gusła, czarną magię, czarne msze, przedmioty zaczarowane, zamówienia, przekleństwa, uroki, napady złego ducha, opętanie diabelskie, obsesję diabelską, wszystko, co jest złem, grzechem, zawiścią, zazdrością, przewrotnością, chorobą fizyczną, psychiczną, moralną, duchową, pochodzącą od złego ducha.
Nie było by to takie trudne do osiągnięcia. Miał do pomocy Przebudzonych. Wystarczyło się zająć Mędrcem w Czerwieni, zadbać o to by na Ostatnim Pożegnaniu znalazła się księga kondolencyjna, która rękoma agenta, kogoś obecnego na tym spotkaniu, była by dostarczona w odpowiednie ręce. Ale jakie siły trzeba by zaangażować by "zająć się" kimś kalibru Adrahasis'a? I tylko po to by go tu ściągnąć? To nie miało sensu.
-Spal te wszystkie rodzaje zła w ogniu piekielnym, aby już nigdy więcej nie dotykały mnie ani żadnego innego stworzenia na tym świecie.
Głosy w jego głowie przekrzykiwały się, chociaż wszystkie były szeptami. Część z nich wykrzykiwała do niego fragmenty utworu którego słowa tak wiele mu powiedziały. Inne z kolei prześcigały się w cytowaniu słów jego mentora.
- KREW MALKAVA JEST W CHARLESTON! UPADEK JEROZOLIMY I PŁACZ! ON PRZEŁAMAŁ KLĄTWĘ KAINA! PĘKNIĘTE LUSTRO JEST STRZASKANE NA WIECZNOŚĆ, UMYSŁ JEST OGRANICZONY...
- PRADAWNE ZŁO PRAGNIE ŁZY MALKAVA! PIECZĘCIE ZOSTANĄ STRZASKANE, WIĘZI ZERWANE, BARIERY PRZERWANE! ŻYCIE UMRZE A WRAZ Z NIM MY!
- TWÓJ OJCIEC PRZYZYWA SZKARŁAT!
Krew. Jego krew była celem tego ataku. Nie on jako osoba, jego krew. Ale skąd jego stwórca wiedział że podpisze się krwią? Jak to przewidział? A może od samego początku nie on był celem ataku? Nie w pojedynkę bynajmniej. Co jeśli chodziło o krew każdego kto wpisał się do tej księgi?
- KREW MALKAVA JEST W CHARLESTON!
- PRADAWNE ZŁO PRAGNIE ŁZY MALKAVA!
- TWÓJ OJCIEC PRZYZYWA SZKARŁAT!
Czyżby...?
-Rozkazuję i polecam mocą Boga wszechmogącego, w imię Jezusa Chrystusa Zbawiciela, przez wstawiennictwo Niepokalanej Dziewicy, wszystkim duchom nieczystym, wszystkim ich objawom, które mnie niepokoją, aby mnie opuściły natychmiast, aby mnie opuściły raz na zawsze i by poszły do piekła wieczystego, związane przez św. Michała Archanioła, św. Gabriela, św. Rafała, przez naszych Aniołów Stróżów, zmiażdżone piętą Najświętszej Dziewicy Niepokalanej. Amen.
Modlitwa pomogła mu się uspokoić. Zrozumiał że to wszystko przyszło do niego przez dźwięki i słowa piosenki. Z płyty pozostawionej tu przez Sidonię. Wiedziała że ją odtworzy? Był to jej zamiar? Sidonia została wygnana przez księcia po tym jak razem z Terry'm wniosła do sali Zegar Zagłady. Krzyczała, próbowała ich wszystkich ostrzec. Książę ją wygnał bo jej nie wierzył czy może chciał zamknąć jej usta?
Zegar... Terry przypomniał sobie przeczucie które targnęło nim wcześniej tej nocy.
Powoli zaczął otwierać oczy. Szepty w jego głowie zagłuszały wciąż odgłosy otoczenia, wzrok przekrwionych oczu był lekko rozmazany. Ale wyraźnie to zobaczył.
Wskazówka zegara przeskoczyła minutę do przodu.
Ostatnio zmieniony 01 marca 2015, 08:02 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
Brak reakcji ze strony świra na jej słowa tylko wzmógł uczucie zagrożenia. Victoria nie znała się na taumaturgii krwi, ale wiedziała, że ten który wyssał złodzieja był potężny. Musieli się spieszyć. Krew... tak... teraz przypomniała sobie kroplę krwi Malkavianina w księdze. Nie jest mądrze zostawiać gdziekolwiek swoją vitae... Nachyliła się nad wampirem, który z wolna zaczął podnosić powieki. Jego przekrwione i rozbiegane oczy znaczył obłęd i szaleństwo, którego nie chciała w tej chwili oglądać. Strzaskany umysł klanu księżyca zdecydowanie nie był przyjemnym miejscem, tym bardziej w sytuacji, kiedy musieli działać. Przeklęty klecha nawet nie zauważył, co się wydarzyło tutaj.
Victoria pochyliła się nad świrem. Ruch jej ręki był szybki i celny, niczym trzask bicza rozcinający skórę. Uderzenie w twarz nie pozostawiło na niej krwawych smug, jakie lubiła u ludzi. Jednak rozniósł się przyjemnym echem po całym pomieszczeniu, pozostawiając na twarzy Terry'ego głupawy wyraz zaskoczenia i osłupienia. Pierwszy moment szoku jest zawsze najsilniejszy, zanim umysł zarejestruje fizyczne reakcje i na nowo zaczyna funkcjonować...
Ponownie pochyliła się, tym razem zatrzymując swoją twarz kilkanaście centymetrów od niego, skupiając na sobie jego uwagę:
- Terry... wracaj! Mamy tu problem! - poczekała chwilę, zanim jej słowa dotrą do świadomości. Mruganie oczu było dobrą oznaką, jednak na jej gust nie dość szybką.
- Nie zmuszaj mnie bym to powtórzyła... choć czasami sprawia mi to przyjemność. - Spokojna twarz Victorii na chwilę przybrała drapieżny wyraz, a uśmiech ukazał białe kły.
Kiedy oczy świra nabrały bardziej przytomnego spojrzenia, Lasombra wyprostowała się, spoglądając w kierunku pozostałej dwójki. Horacy właśnie kończył układać ciało Ravnosa na kanapie. Dobrze. Zwróciła się ponownie do Terry'ego:
- Gavinowi skradziono krew. Dostał kołkiem jak widzisz. W domu jest ktoś oprócz nas... Namtar go znajdzie... Jego albo ich, nie wiadomo ilu. Słyszeliśmy krzyki jednej osoby. - Victoria skierowała się do wyjścia w stronę jadalni.
- Idę po krew dla złodzieja, za 5 minut będę z powrotem. Czekajcie w tej sali i nie ruszajcie się z miejsca. Nie ma potrzeby się rozpraszać. - skinęła głową w stronę Malkava, upewniając się, że jest już przytomny i zrozumiał.
- Zajmijcie się Gavinem. - Rzuciła krótko po czym wyszła szybko z sali.
Victoria pochyliła się nad świrem. Ruch jej ręki był szybki i celny, niczym trzask bicza rozcinający skórę. Uderzenie w twarz nie pozostawiło na niej krwawych smug, jakie lubiła u ludzi. Jednak rozniósł się przyjemnym echem po całym pomieszczeniu, pozostawiając na twarzy Terry'ego głupawy wyraz zaskoczenia i osłupienia. Pierwszy moment szoku jest zawsze najsilniejszy, zanim umysł zarejestruje fizyczne reakcje i na nowo zaczyna funkcjonować...
Ponownie pochyliła się, tym razem zatrzymując swoją twarz kilkanaście centymetrów od niego, skupiając na sobie jego uwagę:
- Terry... wracaj! Mamy tu problem! - poczekała chwilę, zanim jej słowa dotrą do świadomości. Mruganie oczu było dobrą oznaką, jednak na jej gust nie dość szybką.
- Nie zmuszaj mnie bym to powtórzyła... choć czasami sprawia mi to przyjemność. - Spokojna twarz Victorii na chwilę przybrała drapieżny wyraz, a uśmiech ukazał białe kły.
Kiedy oczy świra nabrały bardziej przytomnego spojrzenia, Lasombra wyprostowała się, spoglądając w kierunku pozostałej dwójki. Horacy właśnie kończył układać ciało Ravnosa na kanapie. Dobrze. Zwróciła się ponownie do Terry'ego:
- Gavinowi skradziono krew. Dostał kołkiem jak widzisz. W domu jest ktoś oprócz nas... Namtar go znajdzie... Jego albo ich, nie wiadomo ilu. Słyszeliśmy krzyki jednej osoby. - Victoria skierowała się do wyjścia w stronę jadalni.
- Idę po krew dla złodzieja, za 5 minut będę z powrotem. Czekajcie w tej sali i nie ruszajcie się z miejsca. Nie ma potrzeby się rozpraszać. - skinęła głową w stronę Malkava, upewniając się, że jest już przytomny i zrozumiał.
- Zajmijcie się Gavinem. - Rzuciła krótko po czym wyszła szybko z sali.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 28 lutego 2015, 21:39 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
[center]***[/center]
Namtar błyskawicznie znalazł się w drzwiach kuchni. Doskonale wiedział, skąd dobiegł wrzask i gdzie gdzie znajduje się cel. Pomieszczenie tonęło w półmroku, oświetlone jedynie przez rząd lampek nad kuchenką. Wbiegając do środka spostrzegł mężczyznę w czarnych dżinsowych spodniach i granatowej koszulce z napisem "Fuck Yeah!" stojącego za wielkim stołem. Kuchnia, wyłożona ciemnym orzechem i wykończona nierdzewną stalą sprawiała stylowe wrażenie. Nie miał jednak czasu, aby je docenić. Obcy trzymał ciężki pistolet wymierzony prosto w drzwi wejściowe.
[center]***[/center]
Victoria wybiegła w kierunku Hallu z schodami. Pamiętała, iż wcześniej widziała tam wielkie lustro. Nawet na chwilę nie zatrzymała się, słysząc rumor w kuchni. Wiedziała, że nie ma chwili do stracenia.
Namtar błyskawicznie znalazł się w drzwiach kuchni. Doskonale wiedział, skąd dobiegł wrzask i gdzie gdzie znajduje się cel. Pomieszczenie tonęło w półmroku, oświetlone jedynie przez rząd lampek nad kuchenką. Wbiegając do środka spostrzegł mężczyznę w czarnych dżinsowych spodniach i granatowej koszulce z napisem "Fuck Yeah!" stojącego za wielkim stołem. Kuchnia, wyłożona ciemnym orzechem i wykończona nierdzewną stalą sprawiała stylowe wrażenie. Nie miał jednak czasu, aby je docenić. Obcy trzymał ciężki pistolet wymierzony prosto w drzwi wejściowe.
Spoiler!
Victoria wybiegła w kierunku Hallu z schodami. Pamiętała, iż wcześniej widziała tam wielkie lustro. Nawet na chwilę nie zatrzymała się, słysząc rumor w kuchni. Wiedziała, że nie ma chwili do stracenia.
Spoiler!
[center]***[/center]
Pozostali członkowie koterii słyszą huk wystrzału z broni palnej oraz dźwięki walki, dochodzące z kuchni.
Ostatnio zmieniony 28 lutego 2015, 21:21 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Wiedział, że przeciwnik będzie szybszy. Jednak instynkt nie zawiódł go i tym razem. Rzucił się na ziemię, wykonując wślizg pod stół. Huk wystrzału rozległ się ponad jego głową. Za późno. Przeciwnik jednak był szybki. Nienaturalnie szybki. Zdążył uniknąć koszącego ciosu wskakując na stół. HadbaHak*, palisz moją krew, sag! - zaklął w myślach Morderca.
Wyhamował prędkość, rzucając się w bok i łapiąc za brzeg stołu. Szybkim ruchem przekręcił się na kolana i wstał, przewracając stół. Miał nadzieję, że przeciwnik nie spodziewa się tego. Mylił się. Spodziewał się. Neik** zaklął ponownie. Mimo wszystko wciąż się uśmiechał. Właściwie szczerzył zęby w psychopatycznym grymasie radości. Zręczność tamtego naprawdę sprawiała mu przyjemność. Była wyzwaniem.
Mężczyzna z pistoletem wylądował kilka kroków od niego, odwracając się płynnie, by strzelić. Nie dał mu tej szansy. Uderzył szybciej niż myśl, przechodząc kilka kroków i celując w klatkę piersiową. Trafił idealnie. Trzask mostka sprawił mu niemal fizyczną rozkosz. Zapach krwi wypełnił nozdrza. Zdążył chwycić obcego, zanim ten osunął się na ziemię. Pistolet szczęknął głucho wypadając z bezwładnych palców przeciwnika i upadając na posadzkę kuchni. Uklęknął obejmując swoją ofiarę niemal czułym gestem. Po czym wbił kły w krtań leżącego.
Fala ekstazy zalał na chwilę jego zmysły, gdy vitae spływała do gardła rozkosznie palącą strugą. Rozpoznał smak Klanu i siłę krwi. Przez chwilę smakował bukiet dyscyplin. Przez chwilę, poza tym doznaniem nie liczyło się nic. A potem oderwał się od rany. Obowiązek był najważniejszy. Mimo wszystko, miał nadzieję, że jeszcze tej nocy...
- To dopiero początek - szepnął do ucha ofiary. Zalizał ranę. Nie chciał przełykać ostatnich kropel pozwalając by smak czerwieni pozostał z nim. Wstał i przerzucił nieruchome ciało Brujaha przez ramię. Inni będą chcieli z nim porozmawiać. Miał nadzieję, że później, gdy przeminie czas słów będzie mógł dokończyć to, co zaczął.
Przeniósł swoje brzemię przez hol, do biblioteki, gdzie zostawił pozostałych. Zanotował, że kobieta zniknęła. Nosferatu pochylał się nad ciałem Cygana, z którego wystawał kołek. Świr siedział spoglądając na wszystkich z nieco niepewną i zdezorientowaną miną. Morderca stanął na środku i posadził swoją ofiarę na jednym z krzeseł. Kładąc rękę na ramieniu Brujaha, przycisnął jego ciało do oparcia mebla. Wiedział, że chociaż mężczyzna nie mógł się poruszyć, nadal czuł ból. A ból przebitego serca był jedyny w swoim rodzaju. Nie chciał więc, aby coś z tych wrażeń ominęło jego gościa.
- Brujah, dziesiąta generacja - powiedział krótko. - Chcecie z nim rozmawiać?
** arab. Kurwa!
Wyhamował prędkość, rzucając się w bok i łapiąc za brzeg stołu. Szybkim ruchem przekręcił się na kolana i wstał, przewracając stół. Miał nadzieję, że przeciwnik nie spodziewa się tego. Mylił się. Spodziewał się. Neik** zaklął ponownie. Mimo wszystko wciąż się uśmiechał. Właściwie szczerzył zęby w psychopatycznym grymasie radości. Zręczność tamtego naprawdę sprawiała mu przyjemność. Była wyzwaniem.
Mężczyzna z pistoletem wylądował kilka kroków od niego, odwracając się płynnie, by strzelić. Nie dał mu tej szansy. Uderzył szybciej niż myśl, przechodząc kilka kroków i celując w klatkę piersiową. Trafił idealnie. Trzask mostka sprawił mu niemal fizyczną rozkosz. Zapach krwi wypełnił nozdrza. Zdążył chwycić obcego, zanim ten osunął się na ziemię. Pistolet szczęknął głucho wypadając z bezwładnych palców przeciwnika i upadając na posadzkę kuchni. Uklęknął obejmując swoją ofiarę niemal czułym gestem. Po czym wbił kły w krtań leżącego.
Fala ekstazy zalał na chwilę jego zmysły, gdy vitae spływała do gardła rozkosznie palącą strugą. Rozpoznał smak Klanu i siłę krwi. Przez chwilę smakował bukiet dyscyplin. Przez chwilę, poza tym doznaniem nie liczyło się nic. A potem oderwał się od rany. Obowiązek był najważniejszy. Mimo wszystko, miał nadzieję, że jeszcze tej nocy...
- To dopiero początek - szepnął do ucha ofiary. Zalizał ranę. Nie chciał przełykać ostatnich kropel pozwalając by smak czerwieni pozostał z nim. Wstał i przerzucił nieruchome ciało Brujaha przez ramię. Inni będą chcieli z nim porozmawiać. Miał nadzieję, że później, gdy przeminie czas słów będzie mógł dokończyć to, co zaczął.
Przeniósł swoje brzemię przez hol, do biblioteki, gdzie zostawił pozostałych. Zanotował, że kobieta zniknęła. Nosferatu pochylał się nad ciałem Cygana, z którego wystawał kołek. Świr siedział spoglądając na wszystkich z nieco niepewną i zdezorientowaną miną. Morderca stanął na środku i posadził swoją ofiarę na jednym z krzeseł. Kładąc rękę na ramieniu Brujaha, przycisnął jego ciało do oparcia mebla. Wiedział, że chociaż mężczyzna nie mógł się poruszyć, nadal czuł ból. A ból przebitego serca był jedyny w swoim rodzaju. Nie chciał więc, aby coś z tych wrażeń ominęło jego gościa.
- Brujah, dziesiąta generacja - powiedział krótko. - Chcecie z nim rozmawiać?
Pistolet włamywacza także zabieram ze sobą. Głupio, by się miał tak walać po kuchni...
* arab. Zabiję cię** arab. Kurwa!
Ostatnio zmieniony 02 marca 2015, 11:59 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Jesteście wszyscy razem w pokoju. Victoria wchodzi do pomieszczenia praktycznie w tym samym momencie, co Namtar z swoją nową zdobyczą. Widzicie, że Lasombra przyniosła ze sobą przenośną lodówkę turystyczną.
Test Empatii ST 7:
Horacy: 1 sukces: Assamita wydaje się podejrzanie zadowolony.
Terry: + 2 do ST testu: 2 sukcesy. Assamita cieszy się jak drapieżnik, który właśnie upolował ofiarę. Masz Medycynę na odpowiednim poziomie, by stwierdzić, że Łowca trzyma ofiarę specjalnie w takiej pozycji, by zadać większy ból.
Victoria: 2 sukcesy. Assamita cieszy się jak drapieżnik, który właśnie upolował ofiarę.
Gavin: jesteś zbyt skupiony na swoim cierpieniu, by zauważyć cokolwiek innego. Tańczysz z wilkami.
Test Empatii ST 7:
Horacy: 1 sukces: Assamita wydaje się podejrzanie zadowolony.
Terry: + 2 do ST testu: 2 sukcesy. Assamita cieszy się jak drapieżnik, który właśnie upolował ofiarę. Masz Medycynę na odpowiednim poziomie, by stwierdzić, że Łowca trzyma ofiarę specjalnie w takiej pozycji, by zadać większy ból.
Victoria: 2 sukcesy. Assamita cieszy się jak drapieżnik, który właśnie upolował ofiarę.
Gavin: jesteś zbyt skupiony na swoim cierpieniu, by zauważyć cokolwiek innego. Tańczysz z wilkami.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Na dźwięk wystrzału Terry delikatnie drgnął w fotelu. Zdezorientowany rozejrzał się po pokoju. Jego umysł dopiero po chwili pozwolił mu zrozumieć słowa wypowiedziane do niego przez La'Sombra. W jego głowie wciąż panował chaos.
Najpierw spojrzał w kierunku Ravnosa i Nosferatu. Zobaczył kołek sterczący z piersi Gavina. Przypomniał sobie słowa Victorii, "Gavinowi skradziono krew". Przeniósł otępione spojrzenie na Namtara. Ten się odezwał.
- Brujah, dziesiąta generacja. Chcecie z nim rozmawiać?
Obdarzył unieszkodliwionego napastnika przelotnym spojrzeniem. Wystarczająco jednak długim by zanotować że trzymający go Assamita zadaje mu cierpienie. Skrzywił się. Znów skierował wzrok na Mrocznego Jedi. Namtar uśmiechał się, prawdziwie z siebie zadowolony.
- Księga kondolencyjna - Terry wydusił z siebie, nie bez wysiłku. - Dopadli nas przez księgę. Wiem kto...
Najpierw spojrzał w kierunku Ravnosa i Nosferatu. Zobaczył kołek sterczący z piersi Gavina. Przypomniał sobie słowa Victorii, "Gavinowi skradziono krew". Przeniósł otępione spojrzenie na Namtara. Ten się odezwał.
- Brujah, dziesiąta generacja. Chcecie z nim rozmawiać?
Obdarzył unieszkodliwionego napastnika przelotnym spojrzeniem. Wystarczająco jednak długim by zanotować że trzymający go Assamita zadaje mu cierpienie. Skrzywił się. Znów skierował wzrok na Mrocznego Jedi. Namtar uśmiechał się, prawdziwie z siebie zadowolony.
- Księga kondolencyjna - Terry wydusił z siebie, nie bez wysiłku. - Dopadli nas przez księgę. Wiem kto...
Ostatnio zmieniony 28 lutego 2015, 21:33 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
Victoria jednym spojrzeniem omiotła zebranych w sali, skupiając się na chwilę na zdobyczy Namtara. Postawa i zachowanie zabójcy przywoływały na myśl drapieżnego kota, który bawi się swoją zdobyczą. Sprawia mu to chyba przyjemność. Cóż, każdy ma swoje pasje... - pomyślała z niesmakiem.
- Myślę, że z pewnością nasz gość będzie chciał wyjaśnić przyczyny swej... nazwijmy to, niezapowiedzianej wizyty. Czyż nie? - uważniej przyjrzała się zmaltretowanemu Brujahowi, spoglądając mu w oczy.
- Jednak podejrzewam, że nasza rozmowa będzie długa... Zatem pozwól, że damy ci chwilę odpocząć, mój drogi. Rozgość się. Jak widzisz, wieczór zapowiada się całkiem interesująco, a nie chcielibyśmy pozbawiać się przyjemności konwersacji z tobą w mniejszym gronie. Sam rozumiesz, to kwestia zasad... - Przechodząc obok niego, uśmiechnęła się paskudnie i ruszyła w kierunku leżącego Gavina.
Cygan leżał nieruchomo rozciągnięty na kanapie. Oczy miał zamknięte, ale domyślała się, jaką walkę w tej chwili toczy ze swoją bestią... Postawiła swój pakunek na podłodze i otworzyła turystyczną lodówkę. Wyjęła połowę jej zawartości... Sterylne woreczki wypełnione krwią zdawały jej się sztuczne i pozbawione ciepła, które tak lubiła smakować z żywego ciała. Otworzyła pierwszy z nich. Zapach krwi rozniósł się po całym pomieszczeniu, koncentrując jej zmysły na czerwonych kroplach i strużkach, które spływały powoli w spierzchnięte usta Ravnosa. Nie chciała uronić ani kropli, w całym tym akcie było coś hipnotyzującego i mistycznego...
Kiedy skończyła, zebrała zużyte opakowania i odstawiła małą lodówkę na bok. Zwróciła się do Terry'ego:
- Chyba już czas, aby postawić go na nogi. Mógłbyś?...
- Myślę, że z pewnością nasz gość będzie chciał wyjaśnić przyczyny swej... nazwijmy to, niezapowiedzianej wizyty. Czyż nie? - uważniej przyjrzała się zmaltretowanemu Brujahowi, spoglądając mu w oczy.
- Jednak podejrzewam, że nasza rozmowa będzie długa... Zatem pozwól, że damy ci chwilę odpocząć, mój drogi. Rozgość się. Jak widzisz, wieczór zapowiada się całkiem interesująco, a nie chcielibyśmy pozbawiać się przyjemności konwersacji z tobą w mniejszym gronie. Sam rozumiesz, to kwestia zasad... - Przechodząc obok niego, uśmiechnęła się paskudnie i ruszyła w kierunku leżącego Gavina.
Cygan leżał nieruchomo rozciągnięty na kanapie. Oczy miał zamknięte, ale domyślała się, jaką walkę w tej chwili toczy ze swoją bestią... Postawiła swój pakunek na podłodze i otworzyła turystyczną lodówkę. Wyjęła połowę jej zawartości... Sterylne woreczki wypełnione krwią zdawały jej się sztuczne i pozbawione ciepła, które tak lubiła smakować z żywego ciała. Otworzyła pierwszy z nich. Zapach krwi rozniósł się po całym pomieszczeniu, koncentrując jej zmysły na czerwonych kroplach i strużkach, które spływały powoli w spierzchnięte usta Ravnosa. Nie chciała uronić ani kropli, w całym tym akcie było coś hipnotyzującego i mistycznego...
Kiedy skończyła, zebrała zużyte opakowania i odstawiła małą lodówkę na bok. Zwróciła się do Terry'ego:
- Chyba już czas, aby postawić go na nogi. Mógłbyś?...
Nie chcę wyciągać kołka z Ravnosa, mój żakiet chyba by tego nie zniósł, zatem niech ktoś inny bawi się w boga
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Oszołomiony natłokiem dźwięków i obrazów które stratowały jego umysł, Terry posłał Victorii wymowne spojrzenie. Dźwignął się jednak z fotela i ociężałym krokiem ruszył w stronę kanapy na której leżał Gavin. Stanął przy nim i poprzez pokój zwrócił się do Namtara, którego twarz wciąż zdobił drapieżny uśmiech.
- Ja będę chciał z nim mówić, ale istotnym jest dla mnie byś przestał go torturować. Jestem pewien że zdążyłeś do tej pory uzmysłowić mu jego położenie. Nie ma potrzeby dalej się nad nim pastwić, z pewnością zachęciłeś już go do współpracy. Więc proszę przestań, potrzebujemy by jego umysł był czysty, a nie przytępiony bólem.
To powiedziawszy, ujął oburącz kołek sterczący z Ravnos'a i mocnym szarpnięciem wyrwał go z jego piersi.
- Ja będę chciał z nim mówić, ale istotnym jest dla mnie byś przestał go torturować. Jestem pewien że zdążyłeś do tej pory uzmysłowić mu jego położenie. Nie ma potrzeby dalej się nad nim pastwić, z pewnością zachęciłeś już go do współpracy. Więc proszę przestań, potrzebujemy by jego umysł był czysty, a nie przytępiony bólem.
To powiedziawszy, ujął oburącz kołek sterczący z Ravnos'a i mocnym szarpnięciem wyrwał go z jego piersi.
- Przyjąłem - warknął Morderca. - Nie martw się, będzie myślał bardzo klarownie, gdy zaczniesz z nim rozmawiać. Zadbam o to.
- Kołek jest do zwrotu - dodał, patrząc na kawałek zakrwawionego drewna w dłoni Terrego.
- Jako wasz ochroniarz sugeruję także, by Gavin uzbroił alarmy. Najlepiej teraz. Nie chcecie chyba więcej takich sytuacji - To znaczy, ja się całkiem dobrze bawię - dodał w myślach - ale wy, chyba mniej...
- Kołek jest do zwrotu - dodał, patrząc na kawałek zakrwawionego drewna w dłoni Terrego.
- Jako wasz ochroniarz sugeruję także, by Gavin uzbroił alarmy. Najlepiej teraz. Nie chcecie chyba więcej takich sytuacji - To znaczy, ja się całkiem dobrze bawię - dodał w myślach - ale wy, chyba mniej...
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]