PBF - Kieł i pazur
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom zgromadzeń w Koargorze, poranek
Rozprawiający półgłosem z naczelnikiem wioski Goltwyn spozierał co chwila znacząco ku esajańskim łowcom makunów, przejawiając zauważalne zainteresowanie ich osobami. Szybko zresztą spostrzegli to sami myśliwi, okręcając się w stronę otwarcie na nich spoglądającego maga i śląc mu w odpowiedzi spojrzenia, które trudno było uznać za przyjazne i zachęcające do zawiązania bliższej znajomości.
Wielkie drzwi sali otworzyły się kolejny raz z rzędu i wyjątkowo silny podmuch wiatru sypnął do środka drobinami piasku. Kilku siedzących najbliżej wejścia wieśniaków, niemal bez wyjątku pijanych tak bardzo, że nawet wymówienie przekleństwa sprawiało im trudność, podjęło mimo wszystko ten trud i zwyzywało przybysza za pył sypiący im się od kubków.
Eithart westchnął dostrzegając kątem oka panującą na zewnątrz niepogodę, bo chociaż gwar głosów i dźwięki muzyki skutecznie zagłuszały dobiegający z dworu szum wiatru i odgłos uderzającego o ściany oraz dach piasku, gorlamita wciąż pozostawał świadomy istnienia piaskowej burzy.
Wchodzący do środka mężczyzna miał na sobie miejscowe odzienie, toteż Eithart z miejsca uznał, że jest on kolejnym z licznej rzeszy gości wracającym do środku po ulżeniu pęcherzowi, kiedy jednak obrzucił człowieka przelotnym spojrzeniem, poczuł znienacka ukłucie niepokoju.
Przybysz zdawał się wyciągać ręce i pokrzykiwać coś niemrawo, początkowo jednak nikt w ogólnie panującym hałasie nie zwrócił na jego okrzyki najmniejszej uwagi. Migotliwe światło kaganków oświetliło postać przybysza wyłaniając z ciemności pokryte ciemnymi plamami odzienie oraz ręce mężczyzny.
I chociaż gorlamita nie mógł mieć niezbitej pewności, znienacka poczuł, że plamy te nie mogą być niczym innym jak przybierającą w półmroku czarny kolor krwią.
Rozprawiający półgłosem z naczelnikiem wioski Goltwyn spozierał co chwila znacząco ku esajańskim łowcom makunów, przejawiając zauważalne zainteresowanie ich osobami. Szybko zresztą spostrzegli to sami myśliwi, okręcając się w stronę otwarcie na nich spoglądającego maga i śląc mu w odpowiedzi spojrzenia, które trudno było uznać za przyjazne i zachęcające do zawiązania bliższej znajomości.
Wielkie drzwi sali otworzyły się kolejny raz z rzędu i wyjątkowo silny podmuch wiatru sypnął do środka drobinami piasku. Kilku siedzących najbliżej wejścia wieśniaków, niemal bez wyjątku pijanych tak bardzo, że nawet wymówienie przekleństwa sprawiało im trudność, podjęło mimo wszystko ten trud i zwyzywało przybysza za pył sypiący im się od kubków.
Eithart westchnął dostrzegając kątem oka panującą na zewnątrz niepogodę, bo chociaż gwar głosów i dźwięki muzyki skutecznie zagłuszały dobiegający z dworu szum wiatru i odgłos uderzającego o ściany oraz dach piasku, gorlamita wciąż pozostawał świadomy istnienia piaskowej burzy.
Wchodzący do środka mężczyzna miał na sobie miejscowe odzienie, toteż Eithart z miejsca uznał, że jest on kolejnym z licznej rzeszy gości wracającym do środku po ulżeniu pęcherzowi, kiedy jednak obrzucił człowieka przelotnym spojrzeniem, poczuł znienacka ukłucie niepokoju.
Przybysz zdawał się wyciągać ręce i pokrzykiwać coś niemrawo, początkowo jednak nikt w ogólnie panującym hałasie nie zwrócił na jego okrzyki najmniejszej uwagi. Migotliwe światło kaganków oświetliło postać przybysza wyłaniając z ciemności pokryte ciemnymi plamami odzienie oraz ręce mężczyzny.
I chociaż gorlamita nie mógł mieć niezbitej pewności, znienacka poczuł, że plamy te nie mogą być niczym innym jak przybierającą w półmroku czarny kolor krwią.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mordil do tej pory nie wyrażał swoich odczuć na widok "pary młodej" i tego co te człeki wyprawiają, żeby tak z kozą cały czas myślał o tym, że być może to właśnie człowieki są dziwne, kto to widział aby tak ze zwierzakiem przy innych? Po słowach półorka ciałem goblina wstrząsnęły dreszcze na samą myśl o tym, no ale cóż jego twarz wykrzywiła się w przepięknym uśmiechu, może z żartu półorka a może nie tyle z jego słów co z niego samego. Któż to mógł wiedzieć. Mordil zastrzygł swoimi uszami, spojrzał w stronę klechy i ujrzał postać stojącą w drzwiach, zmrużył swe oczy aby dostrzec o co chodzi, gdy nagle z gardła klechy wydarł się głośny krzyk, Mordil nie zwlekając ruszył szybkim krokiem za kapłanem.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom zgromadzeń w Koargorze, przedświt
Gwar rozmów i śmiechy cichły szybko, chociaż przez krótką chwilę grała jeszcze muzyka, bo siedzący po przeciwnej stronie pomieszczenia grajkowie jako ostatni spostrzegli, że stało się coś niespodziewanego. Kilku gości znajdujących się opodal przybysza doskoczyło do niego ze zduszonymi okrzykami przestrachu łapiąc człowieka pod ramiona, jakaś kobieta krzyknęła wysoką przeraźliwą nutą.
Eithart był jednym z pierwszych, którzy dotarli do wieśniaka. Starszy wiekiem mężczyzna w znoszonej tunice i luźnych nogawicach toczył wokół siebie błędnym wzrokiem, na przemian zaciskając dłonie w pięści i rozluźniając je ponownie. Gorlamicki kapłan poczuł zimny ucisk w gardle odkrywając, że plamy na odzieniu człowieka faktycznie były świeżą, lepiącą się do palców krwią.
- Co się stało? - wyrzucił z siebie kleryk potrząsając wieśniaka za ramiona - Kto cię ukrzywdził?
- To nie moja... nie moja posoka... - wykrztusił nieszczęśnik koncentrując zamglone lękiem spojrzenie na obliczu Eitharta - W obejściu Kasana wszytka trzoda do szczętu rozdarta, na sztuki poszarpana! Ani jedno zwierzę nie ocalało!
Słowa wieśniaka wywołały wśród zgromadzonych ogromne poruszenie, przekazywane z ust do ust poprzez całe zgromadzenie. Mężczyźni w sile wieku, w przeważającej części zataczający się na nogach pod wpływem nadmiernej ilości spożytego piwa, sięgali niezdarnie po leżące przy zydlach pałki i kostury. Kobiety poczęły zaganiać w jeden kąt wszystkie dzieci, starając się odseparować je jak najbardziej od szeroko otwartego wejścia do domu zgromadzeń.
Za progiem kłębiła się piaskowa kurzawa, tak gęsta, że mimo wytężanych co sił oczu Eithart nie potrafił nic na zewnątrz dojrzeć.
Wątek techniczny
Stajnia dla gości, a obórki wieśniaków to dwie różne kwestie. Jeden z miejscowych poszedł w trakcie ceremonii napoić zwierzęta pozostawione w obejściu i zastał wszystkie rozszarpane na strzępy. Nic dziwnego, że Koargor poczuł ucisk zimnej grozy na sercach, bo ludowe podania często wiążą z pustynną kurzawą napady różnych drapieżników polujących pod osłoną piaskowej burzy.
Co teraz? W domu zgromadzeń wybuchło w miarę kontrolowane poruszenie, mężczyźni kupią się łapiąc za podręczny oręż i szykując do wyjścia w zadymkę. Remzińczycy i Esajanie nie wykazują chęci do sprawdzenia, co grasuje na zewnątrz, a co na to wszystko nasi pupile? (poproszę o deklaracje całej ekipy - zostajecie w środku czy wychodzicie na zewnątrz, o coś prosicie, coś nakazujecie, coś zabieracie, inne opcje?).
Gwar rozmów i śmiechy cichły szybko, chociaż przez krótką chwilę grała jeszcze muzyka, bo siedzący po przeciwnej stronie pomieszczenia grajkowie jako ostatni spostrzegli, że stało się coś niespodziewanego. Kilku gości znajdujących się opodal przybysza doskoczyło do niego ze zduszonymi okrzykami przestrachu łapiąc człowieka pod ramiona, jakaś kobieta krzyknęła wysoką przeraźliwą nutą.
Eithart był jednym z pierwszych, którzy dotarli do wieśniaka. Starszy wiekiem mężczyzna w znoszonej tunice i luźnych nogawicach toczył wokół siebie błędnym wzrokiem, na przemian zaciskając dłonie w pięści i rozluźniając je ponownie. Gorlamicki kapłan poczuł zimny ucisk w gardle odkrywając, że plamy na odzieniu człowieka faktycznie były świeżą, lepiącą się do palców krwią.
- Co się stało? - wyrzucił z siebie kleryk potrząsając wieśniaka za ramiona - Kto cię ukrzywdził?
- To nie moja... nie moja posoka... - wykrztusił nieszczęśnik koncentrując zamglone lękiem spojrzenie na obliczu Eitharta - W obejściu Kasana wszytka trzoda do szczętu rozdarta, na sztuki poszarpana! Ani jedno zwierzę nie ocalało!
Słowa wieśniaka wywołały wśród zgromadzonych ogromne poruszenie, przekazywane z ust do ust poprzez całe zgromadzenie. Mężczyźni w sile wieku, w przeważającej części zataczający się na nogach pod wpływem nadmiernej ilości spożytego piwa, sięgali niezdarnie po leżące przy zydlach pałki i kostury. Kobiety poczęły zaganiać w jeden kąt wszystkie dzieci, starając się odseparować je jak najbardziej od szeroko otwartego wejścia do domu zgromadzeń.
Za progiem kłębiła się piaskowa kurzawa, tak gęsta, że mimo wytężanych co sił oczu Eithart nie potrafił nic na zewnątrz dojrzeć.
Wątek techniczny
Stajnia dla gości, a obórki wieśniaków to dwie różne kwestie. Jeden z miejscowych poszedł w trakcie ceremonii napoić zwierzęta pozostawione w obejściu i zastał wszystkie rozszarpane na strzępy. Nic dziwnego, że Koargor poczuł ucisk zimnej grozy na sercach, bo ludowe podania często wiążą z pustynną kurzawą napady różnych drapieżników polujących pod osłoną piaskowej burzy.
Co teraz? W domu zgromadzeń wybuchło w miarę kontrolowane poruszenie, mężczyźni kupią się łapiąc za podręczny oręż i szykując do wyjścia w zadymkę. Remzińczycy i Esajanie nie wykazują chęci do sprawdzenia, co grasuje na zewnątrz, a co na to wszystko nasi pupile? (poproszę o deklaracje całej ekipy - zostajecie w środku czy wychodzicie na zewnątrz, o coś prosicie, coś nakazujecie, coś zabieracie, inne opcje?).
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mordil przede wszystkim podszedł do swojego ekwipunku i w pierwszej kolejności zabrał swój topór, po chwili przysłuchując się rozmowie Eithartha z człekiem zdał sobie sprawę, że tam mógł być jego gulmak, więc czym prędzej ruszył w stronę drzwi przepychając tarasujących mu drogę człowieków:
"Zlazić z droga-rozpychał się łokciami goblin-tamuj gulmak być, ja idu tam" Nie zważając na innych Mordil łapiąc swój topór chcę wyjść na zewnątrz aby ratować gulmaka!
"Zlazić z droga-rozpychał się łokciami goblin-tamuj gulmak być, ja idu tam" Nie zważając na innych Mordil łapiąc swój topór chcę wyjść na zewnątrz aby ratować gulmaka!
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Z nieskładnych wyjaśnień tego biedaka wynika, że zginęły zwierzęta hodowlane trzymane w jednym z pomniejszych obejść. Wasze zwierzaki pociągowe są trzymane w stajni dla gości i przez cały czas ktoś ich pilnuje.
Nie zmienia to oczywiście faktu, że i tam mógł się zakraść jakiś drapieżnik, ale musiałbym wiedzieć, kto gdzie ewentualnie rusza, bo miejsce wskazane przez pasterza znajduje się w innej części wioski.
Z nieskładnych wyjaśnień tego biedaka wynika, że zginęły zwierzęta hodowlane trzymane w jednym z pomniejszych obejść. Wasze zwierzaki pociągowe są trzymane w stajni dla gości i przez cały czas ktoś ich pilnuje.
Nie zmienia to oczywiście faktu, że i tam mógł się zakraść jakiś drapieżnik, ale musiałbym wiedzieć, kto gdzie ewentualnie rusza, bo miejsce wskazane przez pasterza znajduje się w innej części wioski.
- Obiecałem, że pomożemy wam rozprawić się z drapieżnikami. Kto poprowadzi nas do zagród?
Wątek techniczny
Uzbrajam się w szablę oraz kordelas i czekam w gotowości na wyłonienie przewodnika. Liczę na to, że nie będę jedynym, który dołączy do Mordila.
Wątek techniczny
Uzbrajam się w szablę oraz kordelas i czekam w gotowości na wyłonienie przewodnika. Liczę na to, że nie będę jedynym, który dołączy do Mordila.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom zgromadzeń w Koargorze, poranek
Obejście Kasana, krzepkiego człowieka czystej krwi o kędzierzawych czarnych włosach i przepełnionych rozpaczą ciemnych oczach, znajdowało się ledwie kilkadziesiąt kroków dalej w głębi wioski, ale idący jeden za drugim mężczyźni sunęli poprzez tumany miotanego wiatrem piasku pozornie bez końca, przesłaniając oczy palcami i desperacko próbując nie zabłądzić w kurzawie. Ktoś wpadł komuś na plecy, ktoś inny runął pośród zduszonych wyzwisk na twarz zahaczywszy nogą o jakieś porzuconą pod ścianą domostwa narzędzia. Trehant próbował oddychać przez zasłonięty kawałkiem materiału nos, ale już po krótkiej chwili czuł piasek zarówno za kołnierzem jak i w ustach, zgrzytający pomiędzy zębami. Wokół panował niecodzienny półmrok, ale temperatura otoczenia pozostawała wysoka wyciskając z mężczyzn ostatnie krople potu, do których natychmiast kleiły się drobiny piasku.
Zagroda dla zwierząt Kasana okazała się kamienną przybudówką przylegającą do głównej chaty, wzniesioną z bloków ociosanego nierówno piaskowca. Otworzone wcześniej przez pasterza drzwi wciąż pozostawały otwarte, kołysząc się w rytm podmuchów wiatru. Ze środka do uszu mężczyzn nie dobiegały żadne dźwięki, ale nikt nie mógł mieć całkowitej pewności, że obórka jest pusta, bo jękliwe zawodzenie wiatru bez trudu pochłaniało cichsze odgłosy.
Wątek techniczny
Wejście do budyneczku jest otwarte, w środku jest ciemno, na dodatek piaskowa kurzawa ogranicza widoczność na ulicy w maksymalnym stopniu (o kłopotach z oddychaniem nie wspominam). W środku nic nie słychać, ale wspominałem już w fabularce, że hałas burzy może ekranować co cichsze odgłosy. Co teraz?
Obejście Kasana, krzepkiego człowieka czystej krwi o kędzierzawych czarnych włosach i przepełnionych rozpaczą ciemnych oczach, znajdowało się ledwie kilkadziesiąt kroków dalej w głębi wioski, ale idący jeden za drugim mężczyźni sunęli poprzez tumany miotanego wiatrem piasku pozornie bez końca, przesłaniając oczy palcami i desperacko próbując nie zabłądzić w kurzawie. Ktoś wpadł komuś na plecy, ktoś inny runął pośród zduszonych wyzwisk na twarz zahaczywszy nogą o jakieś porzuconą pod ścianą domostwa narzędzia. Trehant próbował oddychać przez zasłonięty kawałkiem materiału nos, ale już po krótkiej chwili czuł piasek zarówno za kołnierzem jak i w ustach, zgrzytający pomiędzy zębami. Wokół panował niecodzienny półmrok, ale temperatura otoczenia pozostawała wysoka wyciskając z mężczyzn ostatnie krople potu, do których natychmiast kleiły się drobiny piasku.
Zagroda dla zwierząt Kasana okazała się kamienną przybudówką przylegającą do głównej chaty, wzniesioną z bloków ociosanego nierówno piaskowca. Otworzone wcześniej przez pasterza drzwi wciąż pozostawały otwarte, kołysząc się w rytm podmuchów wiatru. Ze środka do uszu mężczyzn nie dobiegały żadne dźwięki, ale nikt nie mógł mieć całkowitej pewności, że obórka jest pusta, bo jękliwe zawodzenie wiatru bez trudu pochłaniało cichsze odgłosy.
Wątek techniczny
Wejście do budyneczku jest otwarte, w środku jest ciemno, na dodatek piaskowa kurzawa ogranicza widoczność na ulicy w maksymalnym stopniu (o kłopotach z oddychaniem nie wspominam). W środku nic nie słychać, ale wspominałem już w fabularce, że hałas burzy może ekranować co cichsze odgłosy. Co teraz?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Obejście Kasana, poranek
W zagrodzie trzymane były kozy oraz trochę ptactwa, prawdopodobnie pustynnych pardw. Ile dokładnie, to było wiadome tylko właścicielowi, bo cokolwiek wdarło się do pomieszczenia, rozszarpało zwierzęta wydzierając im wnętrzności i łamiąc kości. Klepisko pokryte było grubą warstwą zakrzepłej krwi, sierści i pierza, a powietrze cuchnęło niedawno rozlaną posoką i treścią żołądkową nieszczęsnych stworzeń.
Dokładne oględziny wnętrza, przeprowadzone w grobowym nastroju i nader ostrożne, nie zdołały odkryć śladów obecności drapieżnika, a sama krew zdążyła już zastygnąć, co świadczyło, że do odstręczającego ataku doszło jakiś czas temu. Piaszczysta uliczka za progiem obórki zasypana była wzbijanym nieustannie w powietrze pyłem uniemożliwiając jakiekolwiek próby tropienia bestii.
- Dobrzy bogowie, cała chudoba - jęknął Kasan opierając się o ścianę budyneczku i ujmując rękami za skronie - Wszystko roztargane na strzępki. Co to był za potwór?
Wątek techniczny
Tropienie na zewnątrz nie ma sensu przez wzgląd na kurzawę. W środku nie widać śladów drapieżnika, na pewno nigdzie się też nie przyczaił (w środku naturalnie, bo wcale nie gwarantuję, że nie siedzi teraz na zewnątrz na dachu). Wszystkie zwierzęta zostały uśmiercone, aczkolwiek nie są porozdzierane całkowicie na sztuki, raczej rozszarpane, więc ktoś z zamiłowaniem do układania puzzli pewnie by poskładał je szybko do kupy. Rany szarpane, zadane czymś pazurzastym o szerokim rozstawieniu pazurów, na dodatek bardzo ostrych.
Czekam na nowe deklaracje...
W zagrodzie trzymane były kozy oraz trochę ptactwa, prawdopodobnie pustynnych pardw. Ile dokładnie, to było wiadome tylko właścicielowi, bo cokolwiek wdarło się do pomieszczenia, rozszarpało zwierzęta wydzierając im wnętrzności i łamiąc kości. Klepisko pokryte było grubą warstwą zakrzepłej krwi, sierści i pierza, a powietrze cuchnęło niedawno rozlaną posoką i treścią żołądkową nieszczęsnych stworzeń.
Dokładne oględziny wnętrza, przeprowadzone w grobowym nastroju i nader ostrożne, nie zdołały odkryć śladów obecności drapieżnika, a sama krew zdążyła już zastygnąć, co świadczyło, że do odstręczającego ataku doszło jakiś czas temu. Piaszczysta uliczka za progiem obórki zasypana była wzbijanym nieustannie w powietrze pyłem uniemożliwiając jakiekolwiek próby tropienia bestii.
- Dobrzy bogowie, cała chudoba - jęknął Kasan opierając się o ścianę budyneczku i ujmując rękami za skronie - Wszystko roztargane na strzępki. Co to był za potwór?
Wątek techniczny
Tropienie na zewnątrz nie ma sensu przez wzgląd na kurzawę. W środku nie widać śladów drapieżnika, na pewno nigdzie się też nie przyczaił (w środku naturalnie, bo wcale nie gwarantuję, że nie siedzi teraz na zewnątrz na dachu). Wszystkie zwierzęta zostały uśmiercone, aczkolwiek nie są porozdzierane całkowicie na sztuki, raczej rozszarpane, więc ktoś z zamiłowaniem do układania puzzli pewnie by poskładał je szybko do kupy. Rany szarpane, zadane czymś pazurzastym o szerokim rozstawieniu pazurów, na dodatek bardzo ostrych.
Czekam na nowe deklaracje...