Strona 6 z 18

: 16 kwietnia 2012, 22:20
autor: meduzzzz
zaraz, zaraz, która jest godzina bo mi się wydawało ze już wieczór - jak tak to mogę dołączyć Hutchinsona, ale delikatnie zwracam uwagę żeby w końcu udać się do samego domu.

Następnego dnia zamierzam spotkać się z naczelnym w sprawie tego artykułu. Na początku wypytam się o samego autora i powolutku zmierzę do sedna sprawy.

: 17 kwietnia 2012, 09:57
autor: czegoj
Tez jestem zdecydowanie za odwiedzeniem wreszcie domu. Jednak do domu wolałbym żebyśmy poszli wszyscy razem. Jeśli nasz detektyw będzie upierał się, to oczywiście pójdziemy najpierw z nim, natomiast później już wszyscy razem zobaczyć wreszcie to miejsce, o którym tyle gadamy.

: 17 kwietnia 2012, 10:42
autor: 8art
Watek techniczny

Czy William upiera sie zatem za odwiedzeniem kaplicy czy poddaje sie presji kolegow i cala trojka udaje sie do domu Westona?

: 17 kwietnia 2012, 12:19
autor: deliad
Wątek techniczny:

Kaplica nie zając nie ucieknie. Skocze tylko do biura zostawić papiery w bezpiecznym miejscu. Zabieram też latarkę jakby w domu nawaliło światło to się przyda. Broń też zabieram.

: 17 kwietnia 2012, 18:58
autor: 8art
Dom Westona, późny wieczór Arkham 23 listopada 1920

Czarny Ford T zatrzymał się przed posesją Westona. Z auta wygramoliło się trzech mężczyzn. Alex dostrzegł jak Hutchinson poprawia za paskiem wielki rewolwer. Fakt zabrania broni trochę go zaskoczył. Spojrzał zdzwiony na detektywa i cicho spytał:

- Will, czy Ty aby nie przesadzasz? Po co Ci ten gnat? Przecież idziemy zwiedzić dom należący do mego wuja. Hutchinson wzruszył ramionami, nie potrafiąc udzielić rozsądnej odpowiedzi.

- To na duchy? Nie wiem czy zdołasz któregoś ustrzelić. - Paul wtrącił jeszcze ironicznie, choć sam w kieszeni płaszcza trzymał kurczowo swoją małą trzydziestke dwójkę. Detektyw zbył przyjaciół machnięciem ręki:

- Latarkę też wziąłem, żebyście po ciemku chodzić nie musieli. O wszystkim muszę myśleć. Skauci się znaleźli, co dom będą zwiedzać, a klucze chociaż zabraliście? - podał Alexowi pęk kluczy odnaleziony wcześniej w gabinecie.

Opustoszały od miesięcy budynek sprawiał w nocy posępne wrażenie, potęgowane przez drzewa i krzewy smutnie opuszczające pozbawione liści gałęzie i konary. Paul złapał za klamkę metalowej furtki. Ta otworzyła się ze zgrzytem. Cała trójka podeszła do drzwi wejściowych. Alex wyciągnął klucze i zaczął dopasowywać je do trzech zamków przy frontowych drzwiach. Wszyscy chcieli znaleźć się w środku jak najszybciej aby uniknąć spostrzeżenia i tłumaczenia się potem co tu robią późnym wieczorem. Detektyw fachowym okiem rzucił na zabezpieczenia i cicho rzekł:

- Trochę tego sporo jak na dom na przedmieściach. Nawet z wytrychami trzeba by było się pomęczyć. - Nagle przerwał mu Paul, który dyskretnie obserwował okolice, mało zainteresowany kwestiami ślusarskimi.

- Ciiii, słyszycie? Ktoś jest w krzakach tam... - wskazał palcem na zarośla, w których, można by przysiąc czaił się czarny kontur postaci.


Wątek techniczny

No to zaczynamy akcje. Kosteczki już gotowe...

: 17 kwietnia 2012, 21:27
autor: meduzzzz
Sięgam po swoją 32ke, ale zostawiam inicjatywę Williamowi(ma największego gnata:)), Robię krok w tył i staram się zająć z góry upatrzona pozycje, tak żeby nie być na linii strzału i w miarę możliwości uniemożliwić intruzowi ucieczkę.

edit
oczywiście nie wyjmuje jeszcze broni nie chce nikogo przestraszyć

: 18 kwietnia 2012, 10:21
autor: deliad
-Wyłaź z tych krzaków! Tylko powoli. Z rączkami do góry.
Wiliam nie wyciągnął broni ale położył na niej rękę.

: 18 kwietnia 2012, 10:46
autor: czegoj
Alex zareagował jak zwykle spontanicznie. Ruszył prosto na postać zaciekawiony któż to wlazł w krzaki i po nich buszuje. W cywilizowanych krajach, gdzie policja tylko czeka, żeby interweniować nie można bać się byle postaci w krzakach. Nawet nie spostrzegł, że koledzy sięgnęli po broń. Dopiero Alex postawiłby oczy w słup widząc, że jego znajomi poruszają się po mieście uzbrojeni w broń. To przecież nie dziki zachód.:D

: 18 kwietnia 2012, 13:06
autor: 8art
Dom Westona, późny wieczór Arkham 23 listopada 1920

Jedyną rekacją na krzyk Williama była cisza. Ktokolwiek czaił się w chaszczach musiał mieć nerwy ze stali albo całkowitą pewność, że nikt nie zbliży do niego. Gillingham próbował wypatrzeć sylwetkę w krzakach. Chmura zakryła jednak w tym momencie księżyc i okolica spowiła się w kompletnych ciemnościach.

Alex wyminął kolegów i ruszył w stronę krzewów w miarę pewnym krokiem, na tyle ile umożliwały mu to ciemności. Will syknął:

- Ejjjj, a Ty gdzie?

- No sprawdzić kto tam jest. Przecież nikt do nas strzelać nie będzie w cywilizowanym kraju. To nie Dziki Zachód panowie. - Nonszalancko odpowiedział bibliotekarz.

Był w połowie drogi, gdy usłyszał mrożący krew w żyłach trzask, który spowodował, że zatrzymał się w pół kroku, przełykając nerwowo ślinę i żałując, że ruszył się z w miarę bezpiecznej werandy. Trzask był odgłosem odciąganego kurka w broni. William też dosłyszał ten dźwięk i instynktownie wyciągnął ogromny rewolwer. Przestraszony Paul poszedł w ślady detektywa. Alex złowił w ciemnościach minimalny ruch w krzakach. Powoli podniósł dłonie na wysokość głowy i najspokojniejszym głosem na jaki było go stać rzekł w kierunku przyczajonego w chaszczach strzelca:

- Tttylko spokojnie...


Wątek techniczny

No i co teraz? Alex jest po środku i może być wzięty w krzyżowy ogień. Will i Paul nie widzą nikogo z tego dystansu, jednak Alex spostrzegł minimalny ruch. Ktoś celuje do niego z broni.

: 18 kwietnia 2012, 13:14
autor: czegoj
- Ej no bez jaj - odpowiedział spokojnie, na ile to było możliwe Alex.
- Na pewno nie chcesz nikogo skrzywdzić i my również nie zamierzamy nikogo krzywdzić. Jeśli możemy jakoś pomóc z chęcią to uczynimy. Wolałbym jednak żebyś schował tę broń - Ostatnie słowa wypowiadam na tyle głośno, żeby moi partnerzy usłyszeli.

Stoję spokojnie i delikatnie się rozglądam, gdzie można uskoczyć. W razie jakiś nerwowych ruchów ze strony postaci staram się uskoczyć gdzieś w bok za najbliższą możliwą przeszkodę, która jest w stanie uchronić mnie przed strzałem.

: 18 kwietnia 2012, 18:11
autor: meduzzzz
Robię następne kilka kroków w takim kierunku żeby nie mieć Alexa na linii strzału i podejść do krzakow z drugiej strony, robię znak do Willa by zrobił to samo - najlepiej z drugiej strony, żeby osaczyć gagatka.

: 18 kwietnia 2012, 18:13
autor: deliad
Sytuacja się skomplikowała. Kto z bronią mógł się czaić w krzakach pod domem? Czarnuch? Zbiry?
Na dodatek Alex wpakował się prost na linię strzału.
Wiliam powoli jedną ręką wyciągnął latarkę i skierował ją w stronę krzaków.

Jeżeli przez najbliższe sekundy nic się nie stanie, zaryzykuje i włączy latarkę próbując oślepić napastnika i rzuci się na ziemię, krzycząc padnij.

Wątek techniczny:
Są w pobliżu jakieś przeszkody za jakimi mógłbym się schować?

: 18 kwietnia 2012, 19:59
autor: 8art
Dom Westona, późny wieczór Arkham 23 listopada 1920

Dla Alexa były to najdłuższe sekundy jego życia. Stał przemawiając nerwowo i oczekując odpowiedzi od tajemniczego strzelca z krzaków. Słyszał za sobą kroki, zdradzane skrzypieniem starej drewnianej podłogi na werandzie. Choć minęło nie więcej niż trzy sekundy, to czas dłużył się niemiłosiernie. Alex kątem oka wyłowił po swej lewej stronie niewielki, może metrowej wysokości ogrodowy schowek na narzędzia.

W pewnym momencie jego postać rzuciła na krzewy długi cień z zapalonej gwałotwnie latarki. Brendi nie myślał. Rzucił się szczupakiem za zbawienną osłonę, prosto w mokrą trawę i błoto. Równocześnie dosłyszał nerwowy hałas gwałotwnego szamotania w krzakach i trzaskających gałęzi. Ponad wszystko wzniósł się jednak donośny, rozrwywający nocną ciszę krzyk Hutchinsona:

- Padnij!!

: 18 kwietnia 2012, 20:20
autor: 8art
Dom Westona, późny wieczór Arkham 23 listopada 1920

Z krzewów wybiegły z niesamowitą prędkością dwa niewielkie kształty. Stojący z boku Paul dostrzegł być może dwa szopy albo duże koty, które w ułamku sekundy znikły w ciemnościach poza snopem światła rzuconym przez latarkę Hutchinsona. Sam detektyw padł z głośnym trzaskiem na deski werandy.

Podnosząc się z ziemi William dostrzegł zapalające się w domu po drugiej ulicy światło. Okno gwałtownie uchyliło się, a w oknie pojawił się ludzki kształt krzyczący w niebogłosy:

- Bandyci! Wynocha stąd łotry bo was powystrzelam! Mabel! Mabel! Dzwoń po policję! – Pokryty błotem Brendi mógł przysiąc, że starszy meżczyzna w oknie dzierży długi kształt przypominający strzelbę.


Wątek techniczny

Z deszczu pod rynnę. Strzelcy z krzaków może są już niegroźni, choć kto wie, czy nadal ktoś tam nie stoi. Staruszek z domu naprzeciwko jest jednak całkowicie realny, a perspektywa pojawienia patrolu policji jak najbardziej prawdopodobna. Co robimy Panowie? Ostrzeliwujemy dziadka ogniem zaporowym?

: 19 kwietnia 2012, 07:09
autor: deliad
Czyżby dom zaczął płatać nam figle? Niemal mógł się założyć, że słyszał dźwięk odciąganego kurka pistoletu. Jednak skoro w krzakach były szopy to jeżeli ktoś by tam był to by je dawno wypłoszył.
Wiliam wstał i schował broń.

- Jacy tam znowu bandyci! Jedynie wasi nowi sąsiedzi, którzy bronią załatwiają sprawy deratyzacji. Ale widzę, że nie tylko my przezornie broń nosimy. Nasi sąsiedzi nawet z nią sypiają. A to miał być tak spokojna dzielnica. Policji proszę nie wzywać już z nimi rozmawialiśmy, wczoraj jak dom oglądaliśmy. Tymczasem nie przeszkadzamy więcej, jeszcze przyjdzie czas na zapoznanie z sąsiadami. DOBRANOC!