Strona 6 z 84
: 15 kwietnia 2012, 19:08
autor: Araven
- Jack, masz tu pestki do DE , całe sześć, wisisz mi 18 kapsli, nie dziękuj, ładuj spluwę, nie wiadomo co to za kolesie. Trzeba być gotowym na niespodzianki.
Techniczny:
Odbezpieczam M16, ale nie palę sie do strzelania - obserwuję co się dzieje.
: 15 kwietnia 2012, 19:16
autor: Goldwin
Salt zręcznie przejął podaną amunicję, skrył się za szoferką pick'upa i jednym płynnym ruchem wyszarpnął Deseart'a z kabury pod pachą. Magazynek spłynął na dłoń niczym jesienny liść na miękką ściółkę. Szybkimi ruchami wciskał amunicję do pustego magazynka jednocześnie spoglądając na drogę i otoczenie.
- Jak zdążę to zaraz podam kapsle Paul - mruknął przez zaciśnięte zęby - Gdyby zrobiło się gorąco, przypomnij. Nie lubię długów.
Warkot nadciągających pojazdów zaczynał wibrować coraz potężniejszym szumem w uszach. Nie dało się za bardzo zrozumieć o czym młody Sutherland tak dyskutuje z Hudsonem. Jednakże wzrastająca zaciekłość dysputy i gestykulacja nie wróżyła nic dobrego.
- Może być za chwilę ciekawie Paul, nie wiem czy nie wpadliśmy z deszczu pod rynnę i czy nasz Abe nie będzie miał co robić...
Ustawił się między szoferką a burtą pojazdu odgradzając tym samym metalową barykadą od ulicy. Wykręcił boczne lusterko do tyłu aby móc w nim dojrzeć co dzieje się z tyłu, za ogrodzeniem.
Trzymam się cokolwiek za pojazdem, szoferka i burty mogą stanowić niezłą osłonę. W razie strzelaniny nie mam zamiaru tak od razu włączać się do walki, obserwuję. Czasem zerkam do tyłu starając się zobaczyć czy aby za ogrodzeniem nikt się nie czai z głupimi pomysłami. Tamtych też dobrze mieć na oku.
: 15 kwietnia 2012, 19:22
autor: Keth
Parking przy biurze konstabla w Peterstown, 6 maja 2055
Trzymany na muszkach przez zdezorientowanych, czekających na nowe rozkazy milicjantów Clarka, konwój wjechał z rykiem silników na parking przed biurem konstabla, zatrzymując się pośród pisku startych klocków hamulcowych i wystrzałów z rur wydechowych. Trzasnęły otwierane drzwiczki i opuszczane tylne klapy ciężarówek, na betonową nawierzchnię parkingu wysypała się gromada trzymających ręce przezornie z dala od broni mężczyzn i kobiet. Wszyscy nosili mniej lub bardziej dopasowane pancerze osobiste, od wojskowych kamizelek po blaszane zbroje śmieciowe i nabijane aluminiowymi płytkami skórzane kurtki; sprawiali też wrażenie ludzi, którzy mieli już sposobność zabijać i którzy zwykli spoglądać na swe otoczenie wzrokiem taksującym z miejsca wartość potencjalnych łupów.
W ślad za pierwszymi trzema pojazdami na parking wtoczył się poobijany wóz transmisyjny, pomalowany w barwy jakiejś stacji telewizyjnej, której logo niczego kurierom nie mówiło. Zabudowana na jego dachu biała czasza anteny satelitarnej sterczała ku niebu niczym wyciągnięty ku skrytemu za chmurami słońcu metalowy palec.
- Ja pierdolę, ktoś strasznie musi lubić słuchać Orbitalu - wykrztusił Salt wodząc po antenie oszołomionym wzrokiem. Nie słabnące zakłócenia elektromagnetyczne od lat uniemożliwiały praktyczną komunikację radiową na długim dystansie, toteż utrzymywanie w stanie zdatności do użytku takiego wyposażenia wzbudziło w mężczyźnie autentyczne zdumienie.
- Spora banda - wycedził przez zęby Wilson układając M16A2 w zgięciu łokcia i wodząc spojrzeniem po zbierających się w kilkudziesięcioosobową grupę przybyszach. Oszacował ich liczebność wstępnie na pięćdziesiąt osób, a w ślad za wozem transmisyjnym na ulicy przed parkingiem zatrzymała się jeszcze cysterna i zamykający kolumnę terenowy samochód z umocowanym na dachu automatycznym granatnikiem.
Żaden z wozów nie miał na sobie widocznych emblematów mogących go powiązać z jakimkolwiek baronem FA, podobnie jak sięgający po papierosy i manierki ludzie, którzy skupili się przy pierwszych dwóch ciężarówkach.
- Gość w dom, ale chyba nie Bóg - odezwał się Radeford wskazując ukradkiem na przedstawicieli miejscowej władzy. Spokojny dotąd konstabl był wyraźnie poruszony i niespokojny, natomiast Sean Hudson ponownie przybrał barwę wiśniowej czerwieni, gotów rzucić się młodemu Sutherlandowi do gardła. Federalni bojówkarze wciąż trzymali przybyszów na celownikach, Wilson miał jednak wrażenie, że w razie nagłego wybuchu nie mieliby dużych szans na obronienie centrum miasteczka przed intruzami.
Wątek techniczny
Przybysze nie robią żadnych agresywnych ruchów, ale wyglądają na zaprawionych w wojaczce zadymiarzy. Są porządnie uzbrojeni, wszyscy w jakąś broń długą, od strzelb po karabinki automatyczne, o zbrojach już pisałem. W sumie pięć pojazdów i około 60-osobowy personel.
: 15 kwietnia 2012, 19:39
autor: Araven
- Niezła armia ciekawe czy nasz nowy pracodawca Sutherland wybiera się na wojnę i czy panuje nad tymi tutaj... Swoją drogą nie uzgodniliśmy szczegółów naszego nowego zajęcia, ani zapłaty...
Paul spoglądał z pewną obawą na armię najemników jak tu przybyła, potrzebuję wojskowej kamizelki ochronnej, albo chociaż cywilnej pomyślał.
: 15 kwietnia 2012, 20:42
autor: Keth
Parking przy biurze konstabla w Peterstown, 6 maja 2055
Spomiędzy gromady przybyszów wychynął jakiś niski, ale atletycznie zbudowany mężczyzna o króciutko przystrzyżonych włosach i smagłej karnacji, noszący na ramieniu przebudowany AK-74. Warknąwszy na jakiegoś najemnika, który bezceremonialnie rozpiął rozporek i zaczął oddawać mocz na stary zardzewiały hydrant uliczny, sprawiający wrażenie przywódcy grupy mężczyzna podszedł do Sutherlanda oraz przedstawicieli barona Whortona.
Hudson przestał rugać Alana, odwrócił się do przybysza czekając, aż ten się przedstawi. Wilson trącił łokciem ładującego pistolet Salta, pokazał mu dyskretnie spiętego Clarka trzymającego prawą dłoń na wetkniętym w kaburę pod pachą Browningu.
Na sąsiednim uliczkach zaczęli się zbierać gromadnie mieszkańcy Peterstown, pokazując sobie obcych palcami i zwołując donośnymi krzykami sąsiadów.
Wątek techniczny
Znajdujecie się wszyscy nieco na uboczu parkingu, więc w razie zadymy przynajmniej na początku nie padniecie ofiarą ognia krzyżowego, ale z drugiej strony niewiele usłyszycie z rozmowy, która zaraz się zacznie. Chcecie zmienić pozycję czy pozostajecie na dotychczasowych miejscach?
Piszcie bez problemu dialogi kursywą, ale może nie pogrubioną, co?
: 15 kwietnia 2012, 20:48
autor: Araven
- Proponuję zostać tu gdzie jesteśmy - jak się zacznie strzelanina to mamy dobrą pozycję. A jak nie będzie zadymy to i tak się dowiemy o co chodzi. Chyba, że uważacie inaczej?, jak w kazdym razie sie stąd na razie nie ruszam.
: 15 kwietnia 2012, 20:54
autor: Goldwin
- Nie mam zamiaru nigdzie łazić - sapnął Jack - Hudson nas nie lubi, o Sutherlandzie nic nie wiemy, lepiej zobaczyć co się będzie działo. Kto to jest, i tak, prędzej czy później się dowiemy...
Popatrzył uważnie na odległą grupkę.
- Nie podoba mi się ani ta banda, ani tym bardziej sposób w jaki tamci rozmawiają - wskazał podbródkiem - Nie obraź się Paul, ale wolę dziurę pick'upie niźli w bebechach.
: 15 kwietnia 2012, 21:23
autor: Keth
Parking przy biurze konstabla w Peterstown, 6 maja 2055
Ożywiona rozmowa na skraju ulicy trwała dobry kwadrans, ale do uszu kurierów docierały jedynie strzępy słów nie chcące się jak na złość złożyć w sensowną treść. Sutherland, towarzyszący mu Tyson i smagły przywódca ekipy z konwoju tłumaczyli coś dłuższą chwilę Hudsonowi i Clarkowi, tamci jednak z godnym podziwu uporem potrząsali głowami nie przyjmując widać do wiadomości słów gości.
Smagły mężczyzna z AK-74 poddał się pierwszy, podnosząc nieco głos i kończąc rozmowę mało wybrednymi wyzwiskami. Clark wyraźnie zesztywniał, ale zachował się przytomnie, nie próbując wyciągać broni w obliczu tak licznej grupy uzbrojonych obcych. Sutherland odwrócił się po kilku dalszych słowach, ruszył w stronę swego wozu ciągnąc za rękaw Tysona. Hudson i Clark zostali w miejscu, odprowadzając przybyszów wzrokiem.
Wyskandowane sucho rozkazy poderwały wszystkich przybyszów na nogi, przywróciły w mgnieniu oka rozluźniającą się zauważalnie dyscyplinę. Siedzący na plecakach czy wyciągnięci wprost na betonie ludzie zaczęli wskakiwać na paki pojazdów, silniki zawarczały wyższą nutą wyrzucając z rur wydechowych kłęby czarnych spalin.
- Mocno zużyty olej silnikowy - zauważył trzeźwym tonem Leon Kennedy, ale ani Salt ani Wilson nie odpowiedzieli, zwracając uwagę na truchtającego w ich stronę Tysona. Kierowca Sutherlanda klepnął dłonią w klapę silnika pikapa przywołując do siebie wszystkich wasali młodego barona.
- Ładujcie się do gratów! Wyjeżdżamy do Princeton, natychmiast! My pojedziemy przodem, wy trzymajcie się na samym tyle, jasne?
Wątek techniczny
Rozmowa z władzami krótka, ale gorąca! Ruszacie do sąsiedniego miasteczka, jakieś dodatkowe deklaracje?
: 15 kwietnia 2012, 21:31
autor: Araven
- Pewnie, że jasne. Panowie ładujemy się do pikapa. Ja prowadzę, Jack i Eb, jeden może siadać do szoferki, a jak nie to pozostaje wam paka. I nakryjcie tego harleya, komuś z obcych bardzo się może spodobać.
Odpalam silnik, czekam aż chłopaki się zapakują i obserwują pojazd Tysona. Ruszam za nim i rzeczywiście trzymam się z tyłu.
: 15 kwietnia 2012, 21:31
autor: Goldwin
Wiatr wionął ciepłym powiewem po ulicy unosząc kilka śmieci, zawirowały w szeleszczącym tańcu. Zza chmur na chwilę błysnęło słońce odbijając się w pozostałych kawałkach szyb, chromowanych częściach metalu i lusterkach. Jednakże nie przyniosło to wyczekiwanej ulgi, rozładowania napięcia. Sytuacja rysowała się ostro w nieciekawych barwach mimo przejawów wiosny.
Jack chmurnie spojrzał po pakujących się na samochody ludziach, na moment zatrzymując wzrok na stojących w oddali byłych pracodawcach. Westchnął ciężko.
- Może pojechałbym z Wami? - zwrócił się do Tysona patrząc pytająco - W trakcie jazdy moglibyście coś wyjawić o obecnej sytuacji i burzliwej dyspucie. Chłopaki dadzą sobie radę...
: 15 kwietnia 2012, 21:33
autor: maciej
Leon,stojąc cichutko na uboczu przygladał sie calej sytuacji zza swojego samochodu,ustawiając sie tak by w razie czego nie trafiła go żadna kula.Kiedy tylko stało sie jasne że przyszedł czas na zwijanie manatków z tej dziury,silnik SOKOŁA MILLENIUM warczał juz na niskich obrotach.Jak tylko rozwiała się gęsta czarna chmura spalin pozostała po nowoprzyjezdnych,Leon zajął pozycje na tyłach konwoju,zgodnie z zaleceniami Tysona
: 15 kwietnia 2012, 21:50
autor: deliad
Ebenezer przyglądał się całemu zajściu stojąc na uboczu. Żuł między zębami znalezioną w kieszeni wykałaczkę. Sprawa wyglądała ciekawie, miło było patrzeć jak przedstawiciele tutejszych władz synchronicznie zmieniają kolory na twarzy.
- Szybciej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty trafi do królestwa niebieskiego - wyszeptał jedno ze swych ulubionych powiedzeń. Niestety nie bardzo wiedział czym jest ucho igielne dlatego rzadko go używał w obecności innych. Nie chciał być przyłapany na niewiedzy.
Ciekawe czy pertraktują warunki kwaterunku w mieście czy może namawiają miejscowych do jakieś grubszej sprawy.
Radeford był niemal pewny, że niespodziewane przybycie nieznajomych miało wyłącznie na celu wyprowadzenie z równowagi ludzi Whortona. Alan lubił się zabawić. Młokos mógł kiedyś przesadzić.
Ile jest prawdy w domysłach kaznodziei miał pokazać przyszłe dni.
Wsiadając do szoferki Ebenezer połknął tabletkę i popił wodą z plastikowej butelki.
Wolny czas spędzał jak zwykle, czytając biblię.
: 16 kwietnia 2012, 19:24
autor: Keth
Parking przy biurze konstabla w Peterstown, 6 maja 2055
Tyson obejrzał się na Salta i potrząsnął przecząco głową, odrzucając natychmiast propozycję kuriera. Pierwsze samochody ruszyły z miejsca, zakręcając na ciasnej przestrzeni parkingu i formując ponownie szyk konwoju. Hudson i Clark kłócili się teraz między sobą, ale stojący przy pikapiemężczyźni nie słyszeli ich słów, bo ryk starych silników niósł się ogłuszającym echem po odkrytej przestrzeni parkingu.
- Baron z wami porozmawia na miejscu, w Princeton - uciął dyskusję ochroniarz Sutherlanda, odwracając się w miejscu i truchtając w stronę Forda. Pryncypał Tysona już siedział za kierownicą wozu, naciskając kilkakrotnie na klakson w ponaglającym rytmie.
Milicjanci konstabla Clarka wychynęli zza prowizorycznych punktów ogniowych przy biurze, z wyrazem ulgi odprowadzając wzrokiem odjeżdżające kolejno wozy. Salt wcale się tej reakcji nie dziwił: zniszczone wojną Stany bywały sceną wielu bratobójczych walk o żywność, wodę i bezpieczne schronienie, zaś przybyła do Peterstown banda liczyła dość uzbrojonych ludzi, by z sukcesem próbować przejąć władzę nad miasteczkiem, a potem układać się z pozycji równego z sąsiednimi baronami.
Ford Escape ruszył z miejsca, skręcił ciasno wskakując między jedną z ciężarówek i wóz transmisyjny. Sutherland zahamował ledwie moment później widząc jakiegoś truchtającego wzdłuż ulicy człowieka, Tyson wychylił się przez boczne okienko pokazując obcemu stojące wciąż na parkingu wozy.
Terenowy Chevrolet o przyspawanych do nadwozia pancernych płytach okrążył szerokim łukiem samochody kurierów, siedzący przy zamontowanym na pace granatniku dwaj mężczyźni wycelowali lufę broni prowokacyjnym gestem gdzieś pomiędzy pikapa i pojazd Leona, salutując nowym kompanom w teatralny sposób i zaśmiewając się do łez z jakiegoś żartu, którego żaden z kurierów nie dosłyszał.
Wątek techniczny
Ponieważ oferta Salta została odwrócona, nie pozostaje Wam nic innego jak tylko podróż w tyle konwoju. Dojazd do Princeton to kwestia dwóch, może trzech godzin (biorąc pod uwagę żółwie tempo na tych fragmentach dróg, gdzie uległy one niemal całkowitemu zniszczeniu).
Zakładam, że Harley został zakryty płachtą brezentu i nie rzuca się już w oczy. Leon jedzie własnym wozem, ale sam czy ktoś z Was chce się do niego dosiąść? Podajcie proszę lokalizację poszczególnych członków ekipy w wozach.
: 16 kwietnia 2012, 19:53
autor: Araven
Paul Wilson za kierownicą pikapa. Obok w szoferce Wielebny. Jack albo na pace, albo z Leonem w jego bryce. Jadę tak by nie powodować problemów ani opóźnień. Trzymam się z tyłu kolumny. Harley, jest dokładnie przykryty brezentem przywiązanym do niego.
: 16 kwietnia 2012, 20:38
autor: Goldwin
Na pace, powdychamy smrodu spalin na końcu ogona. Przy okazji będę pilnować aby brezent nie zwiało. Broń na wszelki wypadek w pogotowiu. Deseart, Uzi zostaje w odwodzie.