Strona 51 z 84
: 10 lipca 2012, 10:43
autor: 8art
Ash stracił zainteresowanie zwłokami. Zastanawiał się bardziej ilu żywych mogło się kryć w obrębie terenu wyznaczonego perymetrem barykad. Jakie zagrożenie mogli stanowić teraz, a jakie za kilka dni, gdy konwój będzie wracał w zapewe uszczuplonym składzie ze żniw w Lexington.
Miejscowi zorientowali się już, że mają do czynienia z dużą grupą uzbrojonych po zęby żniwiarzy i pewnie siedzą cicho. Zastawili kilka zasadzek w dobrze znanych im miejscach. Mogli być śmiertelnie niebezpieczni. Zawsze istniała szansa, że niezapokojeni nie będą próbować się desperacko bronić, ale ryzyko było duże.
Priorytetem było chyba w tej chwili znalezienie bezpiecznej drogi do punktu zbornego i uchwycenie ktoregoś z mostów. Wtedy nawet w razie nagłego ataku mogli schować się za rzeką i spokojnie nawet małymi siłami bronić przeprawy.
Będąc w siłach specjalnych Posterunku, w grupach dalekiego zwiadu, nigdy nie operował w tak wielkich jednostkach, toteż ciężko było mu złapać wprost wszystkie aspekty działania grupy wypadowej. Od siły ognia po logistykę i rzesze cywili sunących za konwojem. Gdyby podróżowali nieiwelką grupką to machnąłby ręką i poszedł swoją drogą, ale dla takiej wielkiej zbieraniny priorytety zmieniały się. Osobiście zadbałby najpierw o zabezpieczenie mostu a potem ruszyłby w teren zagrodzony barykadami z głębokim zwiadem, a potem podjąć stosowne kroki. Znając młodego barona, pewnie rozkaże wystrzelać wszystkich miejscowych na wszelki wypadek.
Przyklęknął w cieniu barykady, mimowolnie kryjąc się przed ewentualnym ostrzałem i spytał Eba:
- Co dalej?
: 11 lipca 2012, 18:59
autor: deliad
Eb oparł się plecami o wrak samochodu i starał się odświeżyć zapamiętaną mapę miasta. Przyszedł Ash i szeptem zapytał.
- Co dalej?
- Nie spodziewałem się stanowisk ludzi tak bardzo na zachód. Wydaja mi się, że okrążenie ich od zachodu jest zbyt ryzykowne, bo spowoduje, że oddalimy się jeszcze dalej od pozostałych grup. Jednak musimy sprawdzić ile kwartałów zostało oddzielonych w ten sposób. Rozdzielać się nie będziemy bo to zbyt ryzykowne - wyjaśnił Radeford.
- Priorytet to dotarcie do miejsca zbiorczego. Tam podejmiemy decyzję co dalej. Pewnie wybierzemy grupę "ochotników" i zbadamy te zapory, reszta wróci do bazy. Jedziemy do 52 i poszukamy objazdu od wschodu.
Wątek techniczny:
Jedziemy przez 52 na Madison ave, lub na przełaj do Jefferson ave lub Monroe ave dalej 15 lub 14 lub 13 -ką l..itd.i Washington ave i punktu zbiorczego. Najlepiej koło tych sklepów z dużymi parkingami i park do Adams ave. Z Adams ave. to już tylko jedna przecznica. Od 52 staramy się wywołać betę.
: 11 lipca 2012, 20:46
autor: Keth
Midland Trail, 7 maja 2055
Spośród towarzyszących Szaremu najemników wychynął jeden człowiek, starszy wiekiem czarnoskóry mężczyzna w ćwiekowanej skórzanej kurtce. Zarzuciwszy na plecy wiekowy przeciwpiechotny granatnik pamiętający jeszcze czasy nieznanej już praktycznie nikomu wojny w Wietnamie, człowiek zaczął myszkować po placyku z pochyloną ku mokrej ziemi głową i promieniem latarki skaczącym ustawicznie z miejsca na miejsce. Reszta ludzi Szarego trzymała się w ciasnej grupie, z dala od ścian i wybitych okien ciemnego budynku, poszeptując między sobą nerwowo i co rusz spoglądając na dwa zatknięte na pręty owadzie łby.
- Deszcz zatarł prawie wszystkie ślady - oznajmił po chwili Murzyn, wzruszając bezradnie ramionami - Nie wiem, ilu ich było i gdzie poszli, zresztą na asfalcie nie da się odczytać tropu.
- Długo jeszcze? - z ciemności przejścia pomiędzy ścianą sklepu i ogrodzeniem wychynął Esteban, żylasty, ale bardzo zwinny mężczyzna po trzydziestce, noszący krótko przyciętą bródkę i naszyjnik z czegoś, co niepokojąco kojarzyło się Szaremu z kośćmi ludzkich palców. Latynos mówił po angielsku, dając tym samym kolejny dowód na to, że podkomendni Vasqueza rozumieli ten język i potrafili się nim posługiwać, ale w akcie pogardliwego poczucia wyższości woleli komunikować się niemal wszędzie i zawsze po hiszpańsku.
Wątek techniczny
Chemdogu, szukanie śladów w noc i w taką pogodę mija się z celem. Tropiciel nie zdoła niczego wytropić. Chcesz jeszcze przeczesać na piechotę okoliczne zaułki czy wracasz do samochodu? I następne pytanie - jedziecie dalej na autach czy też zrzucasz z pak pasażerów, żeby zasuwali na piechotę jako osłona pojazdów?
: 11 lipca 2012, 21:25
autor: Keth
Zbieg Madison Ave i 20-tej Ulicy w Huntington, 7 maja 2055
Barykada wznosiła się nad ludźmi niczym średniowieczny zamkowy mur, mroczna i ociekająca deszczem, przejmująco cicha. Cofnąwszy się od okaleczonego w groteskowy sposób ciała mężczyźni zaczęli wodzić po niej spojrzeniami wypatrując najmniejszego śladu czyjejś obecności. Większość najemników rozsypała się po skrzyżowaniu, przywierając plecami do ścian zrujnowanych budynków i mierząc z broni do czarnych otworów rozbitych okien. Włączone silniki samochodów warczały hałaśliwie, wycieraczki kręciły się z piskiem szorując wytartą gumą po mokrych szybach.
- Możemy spróbować wejść na górę i zobaczyć, co jest po drugiej stronie - zaproponował Joshua Stewart, który gnany swą obsesją na punkcie Radeforda wcisnął się bezceremonialnie do grupy Niebieskich i cały czas przebywał nie dalej niż dziesięć metrów od kaznodziei.
- Nie - powtórzył wielebny kręcąc głową - Punkt zborny jest priorytetem!
Wątek techniczny
Zdecydujcie ostatecznie, czy ktoś chciałby podjąć próbę sforsowania barykady (poprzez wspinaczkę) czy też zgodnie z koncepcją Radeforda ruszacie natychmiast w poszukiwaniu innej drogi (najpierw na najbliższym skrzyżowaniu na zachód od Dwudziestej, a jeśli będzie zablokowane, wracając na 52).
: 11 lipca 2012, 21:43
autor: Araven
Trzymamy się planu Eba, szukamy objazdu.
: 11 lipca 2012, 21:53
autor: 8art
- Barykady nie uciekną. Chwyćmy i zabezpieczmy most, a potem pomyślimy o inflirtacji tego terenu.
: 13 lipca 2012, 21:01
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Paul Wilson zarzucił karabin na ramię i cofnął się o kilka kroków, pociągając Stewarta za rękaw kurtki.
- Ebe ma rację, zrobimy to według jego planu - powiedział próbując przeniknąć wzrokiem ciemność zalegającą w oknach na piętrach otaczających ulicę budynków. W środku nocy i w deszczu były to prawdziwie niebezpieczne kryjówki i były gladiator niezmiennie dusił w sobie wrażenie, że każdy jego ruch śledzą dziesiątki nieprzyjaznych oczu - Zabierajmy się stąd i to szybko!
Ostrzeżeni wymownymi ruchami rąk i przekazywanymi z ust do ust rozkazami, kierowcy niewielkiego konwoju skręcili z powrotem na zachód wzdłuż Madison Avenue, jadąc w iście ślimaczym tempie z włączonymi światłami. Truchtający na szpicy i po bokach szperacze zaglądali w każdy kąt i w każdy zaułek, aczkolwiek nikt nie zapuszczał się w głąb budynków.
Trzymający się blisko siebie Aniołowie dzierżyli gotową do strzału broń, rozważając w myślach różne wersje działania. Brak łączności radiowej z pozostałymi patrolach budził uzasadnioną złość, zaś kiepska widoczność słuszne obawy. Tisdale podejrzewał, że w okolicznym kwartale mógł się bez trudu ukryć cały pluton wrogich obserwatorów, przyczajonych na wyciągnięcie ręki i zaalarmowanych zawczasu warkotem samochodowych silników.
Wymarłe miasto emanowało atmosferą wyobcowania i smutku. Ash próbował wyobrazić sobie pokonywaną ulicę za czasów przedwojennych, pełną ludzi, sprawnych pojazdów, skrzących się neonowymi światłami witryn sklepów. Widywał takie sceny w wyszperanych spod gruzu starych kolorowych czasopismach, kilka razy trafiła mu się też sposobność do obejrzenia na wysłużonym telewizorze jakiegoś puszczonego z krążka filmu. Doskonale pamiętał nieodmienną fascynację towarzyszącą oglądaniu takich filmów, przykuwających ludzi do krzeseł i odbierających im mowę. Każdy mający dostęp do sprawnego telewizora człowiek chłonął wszystkimi zmysłami taką rozrywkę, ale mało kto potrafił sobie poradzić z potworną chandrą porażającą myśli oglądającego przy końcowych napisach.
Świat sprzed Wojny, czasami pocieszny w romantycznych komediach, czasami zdumiewający mnogością samochodowych pościgów i efektownych strzelanin w filmach akcji, każdorazowo wydawał się cudownie kolorowy, dziecięco naiwny i niebywale niewinny. Brutalna konfrontacja tych scenariuszowych wyobrażeń z rzeczywistością Stanów po trzydziestu latach zaciekłej walki o przetrwanie ludzkiego gatunku mogła wpędzić słabszych psychicznie biedaków w istne szaleństwo.
Kilku najemników wysforowało się przed Aniołów, bez wątpienia chcąc wywrzeć odpowiednie wrażenie na obserwującym wszystkich bacznie Radefordzie. To oni pierwsi skręcili w północną część 21 Ulicy, z miejsca się zatrzymując i machając latarkami w stronę czoła patrolu.
- Pewnie znowu barykada - burknął Ebenezer domyślając się już najgorszego - Pan srogo nas dzisiaj doświadcza!
Wątek techniczny
Pokonaliście odcinek Madison Ave pomiędzy skrzyżowaniami z 20 i 21 Ulicą, przez nikogo nie niepokojeni. Aniołowie znajdują się w forpoczcie patrolu, z przodu truchta trzech czy czterech wyjątkowo odważnych chcących chyba wywrzeć wielkie wrażenie na kapelanie!
I właśnie uwagę tych czterech zwróciło coś w północnej części następnej ulicy, bo przywołują Was ruchami rąk i machaniem latarek!
: 13 lipca 2012, 21:03
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Leon Kennedy posykiwał pod nosem ze złości, tęskniąc za swoim pozostawionym w magazynie przy Irving Road składakiem. Wsadzony na miejsce Wilsona za kierownicę pikapa, kierowca ciągle nie potrafił się przywyczaić do nowego pojazdu. W porównaniu z własnym samochodem, Canyon wydawał mu się koszmarnie ociężałą bryłą metalu, opornie reagującą na hamulec i zupełnie ignorującą wciskany co chwila na próbę pedał gazu. Silnik pikapa wydawał z siebie wówczas głośniejsze dźwięki, a strzałka obrotomierza szła ostro w górę, ale wyczulony na niuanse pracy samochodowych silników Kennedy nie wyczuwał w wozie znaczącego przypływu mocy.
Szczęściem dla zdrowych zmysłów rajdowca z Detroit, sytuacja nie pozwalała na kawaleryjską jazdę. Uwięzione w ciasnym labiryncie częściowo zatarasowanych gruzem i wrakami ulic, pojazdy patrolu poruszały się z przerażającą dla Leona prędkością pięciu mil na godzinę, ubezpieczane przez idących powoli szperaczy.
Wątek techniczny
Taka mała wstawka obyczajowa, mająca ukazać w pełni grozę sytuacji - oto osobisty dramat człowieka z Detroit nawykłego do szaleńczej jazdy sportowymi samochodami, który skończył w siedzącym nisko na zawieszeniu pikapie Wilsona!
: 13 lipca 2012, 21:16
autor: Araven
Idziemy ku najemnikom coś tam wypatrzyli, trzeba sprawdzić.
: 13 lipca 2012, 21:21
autor: Keth
Zbieg Madison Ave i 21-tej Ulicy w Huntington, 7 maja 2055
- Miałeś rację, Ebe! - prychnął ze złością Wilson, poklepując się dłonią po udzie w geście bezsilnej frustracji - Następna pierdolona barykada!
- Pewnie okopali się w całej zachodniej części miasta - dodał Tisdale świecąc przed siebie latarką. Tarasująca drogę barykada wznosiła się w górę dobre pięćdziesiąt metrów w głębi ulicy, bliźniaczo podobna do wcześniejszej. Jej rdzeń też stanowiły ustawione zderzak w zderzak samochody, obłożone płytami metalu, cegłami, ziemią i blokami betonu, a następnie zaopatrzone w sterczące groźnie aluminiowe szpikulce znacząco utrudniające bezpośrednią szarżę na wał.
Podobnie jak w przypadku pierwszej zapory, również tutaj panowała niepokojąca cisza i bezruch, zakłócane jedynie ciurkającymi ze szczytu fortyfikacji strumyczkami deszczowej wody. Rozbite szkło zgrzytało pod butami nadchodzących ostrożnie ludzi, poszeptujących między sobą niespokojnie.
- Żadnych trupów? - zapytał Salt omiatając przestrzeń przed sobą światłem pożyczonej latarki - Ktoś coś widzi?
- Nie, proszę pana! - padła natychmiastowa odpowiedź jednego ze szperaczy. Jack kiwnął głową, uśmiechając się jednocześnie pod nosem na dźwięk przyjętej wobec niego grzecznościowej formy. Stanowiąc grono bliskich znajomych naczelnego kapelana ekspedycji, Aniołowie zyskali w krótkim czasie zwyżkujące notowania.
- Ale jest coś innego! - odezwał się drugi zwiadowca, uzbrojony w starego kałasznikowa obdartus w kasku rugbisty na głowie - Popatrzcie tam!
Podążając wzrokiem za snopem światła latarki najemnicy dostrzegli dziwaczną konstrukcję wzniesioną pośrodku ulicy opodal barykady. Odległość, ciemność i deszcz utrudniały dojrzenie szczegółów, ale Wilson dałby sobie głowę uciąć, że spogląda na kilka ułożonych jedna na drugiej starych beczek po ropie, zwieńczonych na samej górze podobną piramidką mniejszych metalowych puszek.
- Co to kurwa jest? - burknął Salt drapiąc się po nasadzie nosa - Jakaś pułapka?
- Nie wygląda na pułapkę, proszę pana - wzruszył ramionami szperacz z kałasznikowem, garbiąc się i wysuwając do przodu głowę - To tylko jakieś beczki!
Wątek techniczny
Kolejna barykada, bliźniaczo podobna do tej z 20 Ulicy. Różnica tkwi w jednym szczególe - tutaj zamiast ludzkich zwłok w stanie daleko posuniętego rozkładu na jezdni ktoś spiętrzył piramidkę ze starych beczek po paliwie i puszek po jedzeniu, zostawiając ją w odległości dwudziestu metrów od wału: i Bóg jeden wie, po co!
: 13 lipca 2012, 21:25
autor: Araven
Ten tego jak to jakaś bomba to niewesoło mamy... Może by w nią strzelić parę razy? Co myślicie?
: 13 lipca 2012, 21:44
autor: 8art
- To może być stos taki jaki podpalono wcześniej gdy pojawiliśmy się na rogatkach, albo rzeczywiście jakaś pułapka. Małe puszki to mogą być detonatory, ale ja się nie znam na materiałach wybuchowych - Ash podrapał się bezradnie po brodzie. - Lepiej nie róbmy niepotrzebnych agresywnych sygnałów, bo jeszcze rozpętamy tu małe piekło. Cały czas mam wrażenie, że jesteśmy obserwowani.
: 14 lipca 2012, 07:15
autor: deliad
Ebenezer odnotował w pamięci twarze starających się wykazać zapałem członków Wolnej Kompanii. Mogą stanowić przykład dla pozostałych.
Gdy dotarli do następnej barykady dał znać żeby ludzie się rozproszyli. Dziwna konstrukcja zainteresowała wszystkich, także Radeforda.
- Nie wydaje wam się, że przypomina to działko strzelnicze Molocha. Chyba ktoś nieudolnie naśladuje groźną broń, żeby wzbudzić grozę ludzi którzy tutaj trafią. Chyba, że to posąg jakiegoś plugawego bożka. - powiedział ściszonym głosem.
-
Ruszamy dalej, ocenimy czy barykady ciągną się, aż do 52 - Ebenezer dał znak aby ruszać dalej.
Wątek techniczny:
Może to strzałka w górę, którą Keth daje nam delikatnie znać żebyśmy wspięli się na barykadę
.
: 15 lipca 2012, 01:40
autor: Goldwin
Jack przyglądał się uważnie budowli z beczek. Zastanawiał się czy są puste, ustawione w jakimś dziwnym celu wiadomym tylko budowniczym, czy aby nie są napełnione paliwem, olejem lub innym łatwopalnym materiałem. Byłaby świetną pochodnią jak i zaporą w przypadku ataku na barykadę.
Nie omieszkał podzielić się swymi myślami z towarzyszami.
: 15 lipca 2012, 14:23
autor: Keth
Zbieg Madison Ave i 21-tej Ulicy w Huntington, 7 maja 2055
Samochodowe silniki wciąż pracowały hałaśliwie, echo ich dźwięku odbijało się od ciemnych ścian zrujnowanych budynków. Za plecami Aniołów zgromadziło się kilku innych najemników, zainteresowanych przeszkodą i poszeptujących coś między sobą. Salt wyczuwał napięcie wiszące w pachnącym metalicznie powietrzu, przesiąkniętymi jakąś przyniesioną z deszczem chemiczną substancją.
- To jak, proszę księdza? - odezwał się w końcu Joshua Stewart - Zwijamy się z powrotem na pięćdziesiątkę dwójkę?
Wątek techniczny
Wyczuwam spore niezdecydowanie, a czas ucieka! Kto wie, co się dzieje z pozostałymi dwoma patrolami? Wycofujecie się bez dalszej zwłoki na wschód, wzdłuż Madison Avenue aż na przecinającą miasto drogę nr 52 (nieprzejezdną na wysokości Madison z powodu dwóch tarasujących ją ciężarówek z naczepami), a potem zapuszczacie się w ulice na prawo od 52?