Strona 52 z 84

: 15 lipca 2012, 14:57
autor: 8art
Tisdale ruszyl dalej na szpicy bacznie rozgladajac sie. Gdy widzial miejsce, w ktorym potencjalnie spodziewalby sie zasadzki nieco zwalnial, pokazywal aby zachowano czujnosc i dokladnie lustrowal niebezpieczne punkty, wskazujac je koncem lufy karabinku kompanom. W koncu co kilka par oczu to nie jedna. Moze i czas plynal, ale wolal dotrzec do punktu zbornego caly i zdrowy, niz zostac rozwleczony przez dzikie psy, przez wlasna nieuwage i lekcewazenie niebezpieczenstwa.

: 15 lipca 2012, 18:20
autor: deliad
Wątek techniczny:
Konsekwentnie zmierzamy do punktu zbiórki. Tak jak opisałem w 744 i 752.

: 16 lipca 2012, 13:44
autor: Goldwin
- Z daleka od tych beczek! - syknął ostrzegawczo Jack.

: 16 lipca 2012, 20:28
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Ebenezer Radeford trzymał się konsekwentnie wcześniej opracowanego planu. Nie pozwalając swym ludziom na zbadanie dziwnej konstrukcji z beczek nakazał natychmiastowe zawrócenie wozów patrolu, nie chcąc już dłużej szukać objazdu w zachodniej części Huntington i kierując się z powrotem w stronę zatarasowanej przez wraki ciężarówek drogi nr 52. Motocykliści wybrnęli z opresji jako pierwsi, z racji dużo zwrotniejszych maszyn wysforowali się na przód kolumny. Spieszeni najemnicy, truchtający w strugach deszczu przez rozświetlony latarkami mrok, oglądali się bacznie w stronę mijanej na 21. Ulicy barykady, majaczącej groźnie w ciemnościach. Ciasną przestrzeń jezdni wypełniał warkot silników i zduszone pokrzykiwanie ludzi raportujących bezpieczne zaułki.

- Sprawdzimy raz jeszcze to wrakowisko na pięćdziesiątce dwójce - kaznodzieja odwrócił się w stronę idącego z boku Wilsona, ociekającego deszczową wodą od głowy po stopy - Może jednak uda się przecisnąć bokiem. Albo spróbujemy popchnąć jeden z wraków zderzakiem pikapa, żeby zrobić przejazd.

- Co, jeśli to nie wypali? - odezwał się Salt, wciąż oglądając się ponad ramieniem na niknącą za rogiem mijanego skrzyżowania barykadą.

- Pojedziemy dalej na wschód - oświadczył Ebenezer - Musimy gdzieś natrafić na boczną ulicę, którą przedostaniemy się nad rzekę. Nie wierzę, żeby ktoś zdołał zabarykadować całe miasto. Co z resztą ludzi?

Salt podniósł w odpowiedzi trzeszczące głośno radio, pomachał nim przed nosem wielebnego ze skrzywioną cierpiętniczo miną.

- Zakłócenia masakryczne - odparł złym tonem - Co chwilę próbuję wywołać albo Szarego albo Chudego, ale nie łapię ich sygnałów.

- Wciąż nie słychać żadnych strzałów - przypomniał Tisdale, ale Wilson potrząsnął w odpowiedzi głową.

- Zabić możesz na wiele sposobów - oznajmił z głębokim przekonaniem - Oszczepem, bełtem kuszy, garotą. Nawet ty zdziwiłbyś się jak łatwo można sprzątnąć bez wystrzału cały patrol.

- Więc módlmy się do Pana, aby do tego nie doszło - wtrącił zdecydowanie Ebenezer, klepiąc lufą Remingtona w otwartą dłoń.


Wątek techniczny

Miasto jest wciąż opustoszałe i ciche, deszcz mży uciążliwie. Kolumna pojazdów wycofuje się wzdłuż Madison Avenue do drogi nr 52, przecinającej tę część Huntington w drodze ku mostowi na rzece Ohio. Co do przejezdności 52-ki, wcześniej zjechaliście z niej szukając objazdu przez kwartały miejskie, bo powyżej Madison Ave była zatarasowana wrakami kilku dużych ciężarówek. Teraz możecie spróbować odblokować zator albo przeskoczyć 52-kę w poprzek szukając objazdu po jej drugiej stronie, od kierunku centrum miasta.

W radiu ciągle cisza. Ciekawego, co tam u Szarego, nieprawdaż?

: 16 lipca 2012, 20:40
autor: Araven
To co robimy usuwamy zator, czy szukamy objazdu pzrez 52 ? Ciekawe co tam u Szarego i jego ekipy, w tym cholernym deszczu radio jest bezużyteczne.

: 16 lipca 2012, 20:54
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Droga stanowa nr 52 składała się z czterech pasów, rozdzielonych pośrodku betonową barierą. W teorii przecinała zachodnie Huntington z południa na północ, wychodząc na drogowy most spinający obydwa brzegi rzeki Ohio. Położone co kilkaset metrów zjazdy umożliwiały przed Wojną spokojne przedostanie się do miasta, ale teraz najprostszą drogę ku punktowi zbornemu blokowały trzy ciągniki siodłowe z naczepami, porzucone dobre trzydzieści lat wcześniej tuż powyżej zjazdu na Madison Avenue.

- Nie wierzę, żeby któryś dało się odpalić - pokręcił głową Wilson przeciskając się między dwoma rdzewiejącymi osobowymi Chevroletami pozostawionymi przez właścicieli tuż za ciężarówkami - Totalne wraki, ale dalej ważą kilkadziesiąt ton. Nie wiem, czy damy radę je zepchnąć chociaż trochę na bok.

Pioruny przestały wreszcie bić ograniczając się do sporadycznych pomruków gdzieś na północy, ale deszcz ponownie przybrał na sile, bębniąc o skorodowane dachy samochodów i rozpryskując się na głowach najemników. Pachnącą dziwną wilgocią ciemność jawiła się ludziom niczym zapowiedź niewidocznego niebezpieczeństwa, zalegając smolistymi plamami czerni pod wiaduktami stanówki, u podstaw pobliskich budynków i w oknach pozbawionych szyb biurowców wyrastających ponad niższą zabudowę otaczającą drogę.

- Gdybyśmy zostawili tu auta, moglibyśmy przecisnąć się między wrakami i pójść na piechotę aż do mostu - odezwał się jeden z bardziej rozmownych najemników, młody mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce i opasce z wężowej skóry na głowie - Może nawet byłoby lepiej, bo jeśli ktoś tu jest i się na nas zasadzi, rozpierdolą samochody w jednej chwili, krzyżowym ogniem.

- Jeśli mają spluwy i amunicję - zaznaczył Tisdale, doskonale świadomy tego jak boleśnie doskwierał niektórym odizolowanym społecznościom brak sprawnej broni palnej i naboi.

- Wolałbym nie sprawdzać na własnej skórze, czy mają czy nie - wzruszył ramionami człowiek w wężowej opasce, przekładając z dłoni do dłoni pistolet i przecierając palcami zalane deszczem oczy.


Wątek techniczny

Potraktujcie ową uwagę jako swoistą podpowiedź - zostawiając auta przed zatorem możecie bez trudu przedostać się w górę 52-ki na piechotę, ale oczywiście ryzykujecie, że ktoś na Wasz park maszynowy napadnie pod nieobecność większości grupy. Jeśli przychodzi Wam do głowy pomysł na przesunięcie wraków ciężarówek, zapodajcie. Jeśli nie, macie następną opcję - zjechać samochodami na wschodnią Madison Ave i tam szukać dalszego objazdu w stronę punktu zbornego.

A noc wciąż ciemna, a deszcz wciąż pada. I w radiu tylko suche trzaski...

: 16 lipca 2012, 20:57
autor: Araven
Lepiej nie zostawiajmy tu sprzętu, pieszy marsz bez samochodów to ostateczność wg mnie, ruszajmy dalej szukać objazdu

: 16 lipca 2012, 21:00
autor: 8art
Wątek techniczny

Gdzie mieliśmy sie spotkac? Jak sie nie myle to przy moscie na drodze 527.

Jednego nie rozumiem, dlaczego jestesmy na zachod od drogi 52 jesli wg mapy Deliada z postu 665 mielismy zjechac wlasnie drogą 52 w strone mostu i potem skrecic na wschod.

: 16 lipca 2012, 21:04
autor: Keth
8art napisał(a):
Wątek techniczny
Jednego nie rozumiem, dlaczego jestesmy na zachod od drogi 52 jesli wg mapy Deliada z postu 665 mielismy zjechac wlasnie drogą 52 w strone mostu i potem skrecic na wschod.
Bo droga nr 52 powyżej zjazdu na Madison Avenue jest zablokowana przez wspomniane wcześniej ciągniki siodłowe! :) Próby poszukiwania objazdu zachodnimi kwartałami spełzły na niczym z powodu barykad, więc cofnęliście się z powrotem na główną drogę na wysokość zatoru ;)

: 16 lipca 2012, 21:05
autor: Keth
Midland Trail, 7 maja 2055

Wycofawszy się na główną drogę Szary zaczął wymachiwać pośpiesznie swoim karabinem i lewą ręką, nakazując pasażerom samochodów wysiąść z wozów i rozsypać się w luźną formację po obu stronach ulicy. Świadomy obecności w Huntington rozumnych istot - być może okrutnych i prymitywnych, ale bez wątpienia rozumnych - dowódca Czerwonych nie zamierzał ryzykować dalszej jazdy we wnętrzu pojazdów, mogących w razie zasadzki stać się metalowymi trumnami dla swych pasażerów. Deszcz wciąż padał i niektórzy zmuszeni do wysiadki najemnicy miotali pełne złości przekleństwa, ale groźne miny południowców Estebana szybko przywołały ich do porządku. Hegemoniści bardzo wyróżniali się na tle reszty podkomendnych Szarego, przejawiając potencjalnie morderczą dyscyplinę i denerwującą pogardę wobec członków wolnej kompanii. Ich dowódca co rusz spoglądał na Szarego wzrokiem zarezerwowanym na co dzień raczej dla nękających go insektów, ale zbieracz nie mógł się oprzeć wrażeniu, że większość słanych w jego stronę spojrzeń adresowana była raczej do trzymającego się nogi Szarego psa.

Zbieracz z Mississipi przełknął nerwowo ślinę i pogładził dla uspokojenia chłodną lufę wiernego M16A2. Przydział hegemonistów do swej grupy z miejsca szczerze go zaniepokoił, bo o ile łudził się nadzieją, że może zdoła utrzymać w karbach bandę niesfornych obieżyświatów, o tyle w przypadku południowców wiedział doskonale, że Esteban słucha jego poleceń wyłącznie na pokaz i w każdej chwili może stanąć okoniem.

- Ten nasz kaznodzieja nieźle nas wyruchał - mruknął do Szarika tarmosząc zwierzę za postawione wysoko uszy - Sam zabrał się z kolesiami na autostradę, a my siedzimy po uszy w gównie.

- Co tam mamroczesz? - odezwał się po angielsku Esteban - Gadaj wyraźniej, bo ledwie cię słychać!


Wątek techniczny

Zgodnie z deklaracją wysadziłem Twoich pupilów z wozów (co nie wszystkim się spodobało). Zakładam, że zwolnicie tempo posuwając się nadal sześćdziesiątką wzdłuż rzeczki na centrum miasta. Gdzie w tej całej kawalkadzie widzisz miejsce dla Szarego i jak ogólnie chciałbyś ustawić szyk? Hegemoniści na przód czy na tyłach, Szary na pace półciężarówki, Szarik w plecaku Estebana, inne kombinacje?

: 16 lipca 2012, 21:10
autor: 8art
- Niemożliwe żeby takie barykady pokrywały całe miasto, bo jej mieszkańcy nie mieliby szans bronić tak rozległego perymetru. Kierujmy się na zachód wzdłóż Monroe Av.

: 16 lipca 2012, 21:22
autor: deliad
Ebenezer nie zastanawiał się długo.
- Po pierwsze ie zostawimy samochodów, bo to zbyt cenny sprzęt. Po drugie na wschód od 52 znajdują się sklepy z dużymi parkingami, tam znajdziemy przejazd. Po trzecie przechodząc przez wraki ewidentnie wkraczamy na teren uważany przez kogoś za własność. O ile teraz nie atakują, to po tym jak wedrzemy się na ich własność zaczną się bronić. Nie zatrzymywać się jedziemy dalej - kaznodzieja wzniósł remingtona i dał znak do dalszego marszu.

Obrazek

: 17 lipca 2012, 19:41
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Rozmiary i waga ciężarówek praktycznie uniemożliwiały odblokowanie zatoru, a wielebny bynajmniej nie zamierzał porzucać pośrodku miasta swych samochodów. Wóz za wozem kawalkada pojazdów pokonała w poprzez drogę nr 52 zapuszczając się w ciemność Madison Avenue po jej wschodniej stronie. Piesi szperacze ponownie wysunęli się na prowadzenie, wśród nich przemoczeni na wskroś Aniołowie. Deszcz nadal padał, przesycając ciemność nocy ostrym zapachem o chemicznym posmaku. Oświetlane reflektorami samochodów, opustoszałe miasto sprawiało coraz bardziej przygnębiające wrażenie, przybierając w oczach Tisdale wygląd wielkiej nekropolii.

I ledwie myśl ta przemknęła przez umysł paramedyka, spostrzegł on coś, czego wszyscy wydawali się nie zauważać.

- Ebe, nie ma szkieletów - powiedział ściszonym głosem doganiając kaznodzieję - Nigdzie nie widać ludzkich kości. Ani w samochodach ani na chodnikach.

Radeford z miejsca pojął, co Tisdale miał na myśli. W dużych miastach USA zagładzie uległy w pierwszych miesiącach Wojny niemal kompletne populacje, zabite opadem radioaktywnym, bombami chemicznymi, trującą wodą, głodem i rozsiewanymi przez Molocha bakteriami, w brutalnych zamieszkach lub wskutek braku opieki. Dziesiątki tysięcy ludzi umierały w swych mieszkaniach lub wprost na ulicach, a przemierzający te same miasta trzydzieści lat później nieliczni wędrowcy natrafiali wszędzie na pozbawione resztek miękkiej tkanki szkielety, żółtawe i szczerzące się odsłoniętymi zębami.

Lecz na mijanych przez Aniołów ulicach nie można było dostrzec żadnych starych kości.

- Ktokolwiek tu mieszka, przykłada wagę do czci wobec zmarłych - mruknął Salt, rozglądając się bacznie wokół siebie - Pochowanie wszystkich kościotrupów to kupa roboty, nawet jeśli to był masowy grób.

- Módl się, żeby ci oni mieli równie wiele szacunku wobec żywych - odburknął Wilson - W dupie mam ich szacunek, jeśli zamierzają wrzucić mnie dzisiaj do grobu.

Jeden ze szperaczy odezwał się podniesionym głosem, podniósł ostrzegawczym gestem uzbrojoną w latarkę dłoń. Aniołowie podeszli do niego szybkim krokiem, osadzając jednocześnie ruchami rąk w miejscu resztę patrolu.

- Szlag mnie trafi z tymi puszkami! - zawarczał Wilson spoglądając na dziwnie znajomą piramidkę ze starych puszek po konserwach, ustawioną na paliwowej beczce pośrodku ulicy. Spodziewając się najgorszego kurier poświecił latarką w głąb jezdni próbując dostrzec gdzieś przed sobą metalową barykadę, tutaj jednak podobieństwa do wcześniejszych odkryć się kończyły.

Na ulicy nie było żadnej zapory.


Wątek techniczny

Kolejna dziwna piramidka z puszek, tym razem pośrodku pustej ulicy.

: 17 lipca 2012, 21:18
autor: deliad
Ebenezer dał znać żeby wszyscy stanęli.

- Co to znowu za diabelstwo - jęknął do siebie wielebny.

- Jack ! - zawołam pewnym siebie głosem - ty się trochę znasz na ładunkach wybuchowych. Sprawdzisz ten stosik? To pewnie tylko oznaczenie granic terytorium, ale lepiej nie ryzykować.

Wątek techniczny:
Da się przejechać koło beczek w jakiejś bezpiecznej odległości? Powiedzmy 20 - 30. Tak żeby nie naruszyć konstrukcji?.

: 17 lipca 2012, 21:27
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Jack Salt nie zdążył już odpowiedzieć.

Pierwszy strzał padł tak nieoczekiwanie, że stłoczeni w wąskiej ulicy ludzie potrzebowali dobrej sekundy na uświadomienie sobie, czym właściwie był usłyszany właśnie dźwięk. Usytuowana na samym szczycie piramidki puszka wyleciała w powietrze z metalicznym trzaskiem, pchnięta ogromną dawką energii kinetycznej wygenerowanej przez karabinowy pocisk. Uderzyła o pobliską ścianę budynku i odbiła się od niej natychmiast.

Radeford wiedział już w tym momencie, że ktoś do piramidki strzelił i pewien był też, że nie zrobił tego żaden z jego ludzi. Zmuszane do działania słanymi przez mózg impulsami, mięśnie kaznodziei zaczęły się napinać w zamiarze rzucenia ludzkiego ciała za najbliższy samochód, wtedy jednak padł drugi strzał, niemal zlewający się dźwiękiem w jedno z pierwszym.

Lądująca właśnie na asfalcie puszka została ponownie trafiona, chociaż pod zupełnie innym kątem, wystrzeliła do przodu pchnięta ponownie ołowianym pociskiem, poturlała się wprost do nóg stojącego nieruchomo Salta.

Przedziurawiony dwukrotnie kawałek metalu oparł się o czubek prawego buta kuriera i zastygł w bezruchu.


Wątek techniczny

To opis zaledwie dwu, może trzysekundowego zajścia, więc nie wdawałem się w zbyt obszerne opisy reakcji otoczenia! Co robicie, szybko, szybko!