PBF - Podstępna rubież

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 26 lipca 2012, 20:45

Paul też wziął tylko nóż, nie idziemy tam walczyć, ale bez pozostałej broni czuł się jak bez ręki, ale musimy pogadać z tymi kolesiami, i za wszelką cenę uniknąć walki, pomyślał.

chemdog
Reactions:
Posty: 73
Rejestracja: 20 kwietnia 2012, 07:57

Post autor: chemdog » 27 lipca 2012, 12:49

-Skoro uważasz że to nie miejsce ani czas to zabieraj sie z nami-stwierdził Szary-ale po drodze opowiesz w czym rzecz.-Odwrócił sie w strone pojazdów i najemników unosząc dłóń w górę i zataczając nią koła-ZBIERAMY SIE!!-ryknął w strone oddziału


Wątek techniczny

Zwijam się stąd,po drodze szukając jakiegos względnie suchego miejsca żeby sie zatrzymać,nie wracamy na autostradę bo to za daleko...i każe wyłączyć światła.A potem niech koleś mówi,najlepiej niech zacznie od tego czy poza moimi ludzmi do miasta niedawno dotarł ktoś jeszcze,np z innej strony i o tym samym czasie
Ostatnio zmieniony 15 września 2012, 21:15 przez chemdog, łącznie zmieniany 1 raz.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 27 lipca 2012, 13:56

Jack porozkładał przemoczone ciuchy na masce pickupa licząc iż ciepło pracującego silnika trochę je podsuszy. Zawinął się w koc po powrocie do kabiny i starał się przyjąć dogodną pozycję do załapania kilku minut drzemki czy snu, jak czas da. Przed dopuszczeniem do siebie Morfeusza starał się jeszcze wywołać Chudego nie wierząc iż coś z tego wyjdzie pod zadaszeniem i w okolicy budynków. Zastanawiał się na ile czasu jeszcze zostało energii w bateriach i czy warto zostawić radio włączone na odbiór.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 lipca 2012, 21:22

Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Dwie opatulone mokrymi płaszczami ludzkie sylwetki dotarły do majaczącej w ciemnościach pryzmy puszek, rozglądając się nieufnie wokół siebie i dopatrując się w mijanych plamach cienia fantastycznych kształtów będących jedynie wytworami pełnej emocji wyobraźni.

Mitch oderwał się od ściany splądrowanego dawno temu sklepu, ruszył emisariuszom barona na spotkanie trzymając prawą dłoń na pasku swego karabinu. Kiedy do wcześniejszego rozmówcy Radeforda dołączyły dwie kolejne uzbrojone postacie, atmosfera wyraźnie stężała.

- Jestem Sam - powiedział jeden z towarzyszących Mitchowi obcych, czterdziestolatek o pociętej przedwczesnymi zmarszczkami twarzy - A to Rudolf. Ukrywacie przy sobie jakąś broń?

Trzymający w opuszczonej wzdłuż uda dłoni pistolet Rudolf mruknął coś niezrozumiale, ograniczając się wyłącznie do tego mruknięcia i spoglądając na przybyszów ze wschodu przez wycięte w czarnej kominiarce otwory.


Wątek techniczny

Na pierwszy rzut oka nie widać, żebyście byli uzbrojeni, ale obaj deklarowaliście zabranie noży, więc pytanie, czy się do nich przyznacie?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 28 lipca 2012, 00:04

Ja sam jestem jak broń, ale mam tylko nóż, nigdy się z nim nie rozstaję. Przyszliśmy tu rozmawiać, nie walczyć. Ja się już nawalczyłem, wolałbym żyć w spokoju na ile się da.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 28 lipca 2012, 10:23

Radeford uśmiechnął się w myślach słysząc odpowiedź Wilsona. W rzeczy samej były gladiator był równie niebezpieczny z bronią jak i bez niej. Prawdopodobnie nawet teraz opracował kilkanaście sposobów na zabicie przeciwników. Stare przyzwyczajenia z aren nie przemijają. Ebenezer mając przy boku Paula, mógł liczyć na wsparcie siłowe w każdej sytuacji.
Kaznodzieja postanowił odpowiedzieć w podobnym tonie.

- Moją największą bronią jest moja wiara, a z tą nie rozstaję się nigdy synu. Nie każ nam jednak chodzić bez żadnego oręża, bez niego czujemy się odarci z odzienia. Wczoraj w mieście zaatakowały nas techmorwy, te zmutowane plugastwa mogą czaić się wszędzie. Jednak aby przystać na wasze warunki nie zabraliśmy żadnej broni palnej, jedynie po jednym egzemplarzu krótkiej broni ciętej. Mam nóż i wolałbym się z nim nie rozstawać
- powiedział pojednawczo Radeford.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 lipca 2012, 14:27

Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Towarzyszący Mitchowi mężczyźni wymienili pomiędzy sobą nieme spojrzenia, potem jakby na umówiony znak równocześnie wzruszyli ramionami. Ten zwący się Samem odwrócił głowę w stronę wielebnego i poklepał po lufie przewieszony przez ramię myśliwski karabin.

- Możecie zostawić sobie te noże, ale będziemy mieli na was oko - powiedział nie siląc się na specjalnie uprzejmy ton - Jeśli zrobicie coś głupiego, poniesiecie konsekwencje, a wtedy pretensje tylko do siebie samych, jasne?

Radeford i Wilson nie odpowiedzieli, bo też pytanie Sama było w zasadzie retoryczne. Społeczności żyjące na pograniczu Federacji Appalachów, zdane wyłącznie na siebie i otoczone przez niebezpiecznych sąsiadów, chcąc przetrwać musiały zachowywać stałą czujność - a czym kończyło się jej uśpienie, świadczył dobitnie przykład Anawalt i Bluefield.

- Gdzie się zadekowała reszta waszej bandy? - odezwał się po raz pierwszy noszący kominiarkę Rudolf, kciukiem palca przestawiając tam i z powrotem bezpiecznik swojego pistoletu - Wyjechali z miasta?

- Zaparkowali kilka ulic dalej - odparł wymijająco Ebenezer - Czekają niecierpliwie na nasz szczęśliwy powrót.

- Chodźcie - Mitch pociągnął wielebnego za rękaw płaszcza, pokazał dłonią na czarny otwór w ścianie pobliskiego budynku - Parę osób będzie was chciało poznać.


Wątek techniczny

Nasi pupile udali się zatem w głąb strefy kontrolowanej przez Kościół Ciała Chrystusowego, by spotkać się z ludźmi rządzącymi tą społecznością (kierujecie się gdzieś w stronę Jefferson Avenue).

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 31 lipca 2012, 11:34

Radeford szedł zachowując wszelką ostrożność. Obcy mogli okazać się zwykłymi bandytami. Być może ujęli kogoś z alfy lub bety i dowiedzieli się kto jest przywódcą zwiadu, jak go omamić i pojmać. Za późno jednak było na takie przypuszczenia, należał spróbować wyciągnąć coś od Mitcha lub jego towarzysza.

- Odgrodziliście całą północną część miasta? Musicie stanowić dużą społeczność, skoro kontrolujecie tak rozległy teren miasta...- powiedział pozornie niezbyt zainteresowanym tonem Radeford.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 lipca 2012, 21:18

Parking kilka ulic od Madison Ave, 7 maja 2055

Salt zasnął niemal natychmiast, skrajnie wyczerpany i lecący z nóg po ciężkim dla wszystkich dniu. Chociaż był szczerze zatroskany o los Wilsona i Radeforda, nie potrafił już dłużej o nich myśleć w trzeźwy sposób. Przykryty po uszy suchym kocem wyciągniętym spod tylnego siedzenia, chrapał tak donośnie, że odgłos ten wydawał się górować nad miarowym warkotem silnika pikapa.

Kennedy sięgnął nad oparciem fotela po włączone radio kuriera, podpiął je po chwili zastanowienia do gniazda samochodowej ładowarki i uśmiechnął się kącikami ust widząc migoczącą na obudowie urządzenia diodę, sygnalizującą ładowanie akumulatorka.

- Wartownicy rozstawieni - powiedział półgłosem spoglądając pytająco na Asha - Może my też się kimniemy, zanim coś się zacznie dziać?

Tisdale nie odpowiedział w pierwszej chwili, wyjrzał wpierw przez wytartą z deszczowej wody boczną szybę szoferki na odpoczywających w mroku parkingu najemników, wyciągniętych na kocach lub siedzących w kucki i ćmiących nędznej jakości skręty.


Wątek techniczny

Jeśli chcecie, faktycznie wszyscy trzej możecie się zdrzemnąć. Jeśli coś się zacznie dziać, niezawodny Joshua Stewart na pewno da Wam na czas znać. Co do radia, jest podpięte do gniazda zapalniczki, więc wyczerpanie baterii na szczęście mu nie grozi!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 lipca 2012, 21:37

Ulice północnego Huntington, 8 maja 2055

Mitch zerknął na wielebnego i wzruszył w odpowiedzi ramionami.

- Niebezpieczne czasy, zwłaszcza dla pobożnych ludzi - odparł - Trzeba pilnować swego, bo nawet jeśli nie wpadną tu jacyś obłąkańcy chcący nas zabić, to wokół pełno złodziei. Najbliżsi mają zresztą całkiem blisko...

- Mitch! - sarknął Sam, przerywając swemu kompanowi w połowie zdania i spoglądając na niego w sposób, który skojarzył się Radefordowi z groźnym ostrzeżeniem - Gregory z nimi pogada.

Rozmówca Ebenezera nic nie odrzekł, ale jakby skulił się w sobie, akceptując niemo napomnienie Sama.

Prowadzeni przez trzech miejscowych, dwaj ludzie Sutherlanda przemierzali pełne kałuż mroczne ulice nadrzecznej części miasta, ustawicznie się o coś potykając i bezskutecznie próbując zapamiętać pokonaną trasę. Radeford podejrzewał, że minęła już północ, ale nie posiadając zegarka nie potrafił tego jednoznacznie określić. Zresztą czas w ZSA był pojęciem względnym, podobnie jak kalendarz. Tkwiące w głębokiej izolacji i paranoicznie podejrzliwe ludzkie społeczności często operowały zupełnie odmiennymi datami, cóż zatem można było powiedzieć o jednolitym zegarze.

Tylko ci, którzy dysponowali sprzętem umożliwiającym odbiór transmisji z Orbitalu konsekwentnie regulowali swe szwankujące, ustawicznie psujące się zegarki, ale nie było ich wielu.

Przewodnicy kurierów wiedli ich przemyślnie zawiłą drogą, co chwila klucząc w ciasnych zaułkach, przechodząc dziurami wybitymi w ścianach budynków, schodząc nawet do piwnic i łączących je tuneli. Po kwadransie usilnego zapamiętywania punktów orientacyjnych Radeford definitywnie się poddał, zbyt zmęczony, by nadal utrzymać żelazną kontrolę nad umysłem.

Grupka mężczyzn coraz częściej natrafiała na ludzi, uzbrojonych mężczyzn i kobiety, schodzących przybyszom z drogi, ale odprowadzających ich podejrzliwymi spojrzeniami i szepczących między sobą.


Wątek techniczny

Społeczność Ciała Chrystusowego wygląda na dość liczną, dotąd minęliście dobre dwadzieścia osób, bez wyjątku uzbrojonych dorosłych obojga płci.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 31 lipca 2012, 22:36

Jestem twardym gladiatorem, odwzajemniam spojrzenia ale nie szukam zaczepki ani staram się nikogo nie prowokować.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 sierpnia 2012, 18:16

Ulice północnego Huntington, 8 maja 2055

Chociaż Radeford całkiem zgubił orientację w terenie, szacując w myślach pokonany dystans doszedł do wniosku, że przewodnicy doprowadzili go i Wilsona w pobliże rzeki Ohio. Budynki były coraz wyższe, coraz częściej trafiały się pomiędzy nimi biurowce, które mimo ewidentnych uszkodzeń wciąż trzymały się mocno swych stalowych szkieletów.

Mitch wszedł do środka jednego z wyższych budynków, stając w oświetlonym elektrycznymi lampami holu, który kiedyś służył potrzebom hotelu lub jakiejś rządowej instytucji. Radeford nadstawił bacznie ucha, ale ponieważ nigdzie nie słyszał charakterystycznego terkotu dieslowego generatora prądu, uznał, że zasilanie elektryczne pochodziło w całości z baterii słonecznych.

Społeczność Ciała Chrystusowego coraz bardziej zyskiwała w jego oczach.

- Poczekajcie tutaj - polecił Sam zostawiając gości wraz z Mitchem i Rudolfem i znikając w jednych z wielu drzwi prowadzących z holu w różne części budynku. W jego miejsce do holu ściągnęli licznie inni ludzie, kobiety o ostrożnych spojrzeniach i mężczyźni o twardych obliczach, a prócz nich również ktoś, na kogo widok Radeford uśmiechnął się mimowolnie: kilkuletnie dzieci.


Wątek techniczny

Chyba znaleźliście się w kwaterze głównej tutejszej społeczności. Sam pewnie poszedł po Gregorego, a tymczasem Wy sami staliście się obiektem zainteresowania rosnącej grupy schodzących się do holu ludzi.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 sierpnia 2012, 18:17

Midland Trail, 8 maja 2055

Dwa samochody zawróciły czym prędzej według rozkazu Szarego, ich kierowcy wyłączyli na dodatek reflektory, wskutek czego musieli naturalnie jeszcze bardziej zwolnić. Dowódcy patrolu zaczynał się coraz bardziej udzielać niepokój wyczuwalny w głosie i postawie nieznajomego, ale zważywszy na odległość dzielącą samochody od autostrady Szary bynajmniej nie zamierzał wycofywać się tak daleko na wschód.

Zamiast tego pojechał wzdłuż brzegu Guyanotte w pobliże sklepu motoryzacyjnego, gdzie kilka godzin wcześniej walczył z techmorwami Radeford, nakazując zaparkowanie na niewielkim placyku w cieniu dwóch budynków.

Kiedy silnik wozu zgasł, a bojówkarze Estebana wysiedli ze swego pojazdu zabezpieczając perymetr, Szary odwrócił się w stronę siedzącego na tylnym siedzeniu szoferki nieznajomego.

- To dość daleko od centrum, żebyśmy nie musieli świrować ze strachu - oznajmił siląc się na pełen zdecydowania ton głosu - A teraz gadaj, o co chodzi. Czego się tak boisz? A najlepiej powiedz mi, czy ktoś tu niedawno bywał przejazdem.

- Jedno auto parę dni temu - odpowiedział po chwili namysłu tajemniczy nożownik - Ale tylko przejechało autostradą, bez zjeżdżania do miasta. Widziałem przez lornetkę z punktu obserwacyjnego. Stary pikap, a w środku było dwóch ludzi... i pies.

Spojrzenie rozmówcy pobiegło na chwilę ku sylwetce wyciągniętego we wnęce na nogi pasażera Szarika.

- Pewnie zwykli włóczędzy - wzruszył po chwili ramionami - Ale nie oni mnie martwią. Jestem z północnego brzegu, zza Ohio. W Huntington dzieją się straszne rzeczy, potworne. Tu żyją kanibale.

- Ludożercy? - kierowca wozu, dotąd obserwujący tajemniczego obcego z ukosa, teraz zdecydował się włączyć do rozmowy - Tacy prawdziwi?

- Jedzą ludzi - kiwnął głową nieznajomy - Przysięgam, że mówię prawdę. Musicie stąd uciekać. Ilu was jest? Tylko taka grupka? Dokąd jedziecie?


Wątek techniczny

Obcy ostrożnie dawkuje informacje, widać zależy mu na tym, żeby zdobyć więcej wiedzy na Wasz temat. Co odpowie Szary?
Ostatnio zmieniony 10 sierpnia 2012, 16:00 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 sierpnia 2012, 18:31

Parking kilka ulic od Madison Ave, 7 maja 2055

Drzemiący w siedzeniu kierowcy Kennedy ocknął się na chwilę słysząc dziwny dźwięk dobiegający z zewnątrz pikapa. Mrugając oczami rozejrzał się wokół niespokojnie, dopiero po kilku sekundach uświadamiając sobie, że ów niepokojący dźwięk był w rzeczywistości wybuchem śmiechu. Grupka odpoczywających opodal samochodu najemników rozmawiała między sobą z wyraźnym odprężeniem, wymieniając się zapewne niewybrednymi żartami.

Leon obejrzał się na Salta i Tisdale, śpiących pod kocami na swoich siedzeniach, z głowami przytkniętymi do chłodnych szyb wozu. Postawione na stojaku na kubek kierowcy radio Jacka syczało cicho, miarowością swych radiowych szumów pogłębiając jeszcze bardziej senność Kennedy'ego. Urządzenie pozostawało na właściwej częstotliwości, ale mimo to od chwili ostatniego, urwanego przekazu Chudego nie odezwało się ani razu, ograniczane być może nie tylko warunkami pogodowymi, ale i specyficznym ekranem wytwarzanym przez okoliczne budynki.

Kierowca poprawił się w fotelu, zmienił pozycję na wygodniejszą zamykając oczy i zapadając ponownie w płytką drzemkę.


Wątek techniczny

Na parkingu panuje całkowity spokój (pozostaje mieć nadzieję, że wartownicy nie zasnęli na swych stanowiskach).

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 01 sierpnia 2012, 19:52

Ebenezer z dużym zainteresowaniem przyglądał się budynkowi, jak i tłoczącym się ludziom. Mimo bardzo późnej pory przyszły także kilkuletnie dzieci. Społeczność żyła i rozmnażała się. Kaznodzieja postanowił sprawdzić reakcję ludności na święte relikwia i jednocześnie zrobić dobrze wrażenie.
Powoli wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza jeden z noszonych tam różańców. Z serdecznym uśmiechem przykucnął przy jednym z dzieci.

- Jak się nazywasz mały? Mam dla Ciebie prezent. Noś go na chwałę Pańską. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego - Ebenezer powiesił na szyi malca różaniec.

ODPOWIEDZ