PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 26 listopada 2015, 23:15

- Pokaż mi te swoje bazgroły... - powiedział Nosfearatu i bezceremonialnie wyrwał notatnik Terremu z dłoni.

- Niech pomyślę... "Nawet stary Król nie pokonał zła, a wszakże wsparł go miecz Mitry" To zapewne o Red Wisodmie... A ten miecz, to zapewne to po co przyszedł i co podpieprzył ten jego niby kolega mag o którym wspominał Strażnik. Dal mnie złodziej, to złodziej a nie kolega... - rzucił nie pomyślawszy, ale zaraz go coś tknęło i spojrzał na Ravnosa, a właściwie na jego buty bo nie śmiał spojrzeć w twarz.

No i chuj, mleko się rozlało... - pomyślał i wzruszył ramionami.

- Dalej jest coś o nas... "A poddani wypełniać wolę jego dalej będą, prowadzeni przez czarne ptaki, Które znają jego sekretne i tajemne imię."

Czytał na głos fragmenty dalej.

- "A na ziemi gdzie zbierają się Upiory, Nieumarli pożrą Nienawiść, która doda im sił, Która przywdzieje ich ducha w ciało, by mogli kroczyć znów po Ziemi." to się już wypełniło i tow mojej własnej pracowni, co za wstyd... - pokręcił głową z dezaprobatą i kontynuował.

- "Gdzie jest twoje zwycięstwo spijaczu dusz? Twoje imię będzie przeklęte do końca czasu!" - zwalniał w miarę czytania i bardzo się starał nie spojrzeć na Namtara. Naprawdę się starał...

- Nic z tego nie rozumiem... O, a tutaj i tutaj ci chyba czegoś w proroctwie brakuje - powiedział podsuwając Terremu niemal pod nos i pokazując długim brudnym pazurem. - Masz oddaję. Nie ma tu jak na razie nic o moim synu ani o ghulu Tremerów, który nieprzytomny leży u nas w domu. A właśnie! Dobrze żem sobie przypomniał bo trzeba coś z nim zrobić...

Przez chwilę spoglądał to na Terrego to na Namtara jakby zastanawiał się kogo i o co poprosić...

- Chyba trzeba go przesłuchać dlaczego wlókł mojego syna na ekstrakcję. Gdzie to i co to. No ale to na te chwilę nie istotne... Wie ktoś kto to "Del'Roh"?
Spoiler!
Proszę o ewentualne rzuty wiedzy na takie rzeczowniki jak:
Malefas
Enoch
Mitra
Korozain
Del'Roh
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 27 listopada 2015, 13:21

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993 Długa Noc

Pytanie Terrego trochę wybiło go z transu, uświadamiając mu przepaść, jaka dzieliła go aktualnie od rzeczywistości. Chyba jednak udało mu się na nie dobrze odpowiedzieć, bo nikt więcej nie zechciał kontynuować tematu. Poczuł ulgę i skupił się na słowach proroctwa, odczytywanego przez Świra z kartek pomiętego notatnika. Jednak to tak naprawdę nie pomagało. Zbyt wiele było w nich luk. Szczelin, w które w które wślizgiwały się obrazy, wspomnienia i myśli...

Nie ma tego co się stało, powiadam ci. Wszystko skończyło się zaraz na początku, Ten obraz jest czarny jak Słońce, które schowa swą twarz nie mogąc
Ten świat, parada bezmyślnych luster, przeżywający swoją agonię wciąż i wciąż od nowa... Czy oni rozumieją o czym on mówi? Słońce, przyczyna
patrzeć na to co w dole. Gdy jestem sam Krew spada na mnie niczym skała, która runęła do morza tworząc przedziwne fale. Nie mogę was uzdrowić,
kłamstwa, nie spojrzy na Noc Zemsty. A więc nawet Niewierny czuje jej oddech na karku... Krew... Czyja krew? Ktokolwiek dyktował ci słowa, kierowany był
dzieci moje. To wasz czas i miejsce Przeznaczenia. Zanim pomyślisz spójrz: Byłem na początku i omijam koniec. Gdzież jestem?
wolą innego. To wam nie pomoże. Ja nie jestem jego synem. Zemsta Haqima, subhanahu wa ta'ala* dokona się. Zagadki nie ukryją cię, Bękarcie Khayyina.

Słuchaj: Nadejdzie dzień bez dnia, którego pomylić nie sposób. Nawet sam Hypnos nie będzie miał władzy na przeklętej ziemi.
Tak, nie sposób pomylić go. Nikt nie skryje się przed Nocą Zemsty, gdy on powróci. Znaki. Ja umiem je rozpoznać. Teraz widzicie je wokół. Waa faqri**
Silni staną się słabi, a chaos zamieszka w domu i sercach przeklętych.
głupcy, mieliście mnie za szaleńca? Mektub. Będzie więcej Krwi. Słońce skonało jak i wasze kłamstwa... Wasza siła zawsze była zasłoną dla słabych...

Ziemia odwróci się od wszystkich, gdy zabraknie Bogów ludzkości. Ukryty w jej wnętrzu sekret zepsucia ożyje ponownie, karmiąc słodką trucizną tych,
Kim są bogowie ludzi jeśli nie pomiotem Khayiina? Drugie pokolenie nie ma tu władzy a Tiamat nie potrzebuje modłów... O, to jest dobre. Sekret
co słuchać będą. Powstaną ci, którzy czekali w cieniach przez tysiące lat, dając świadectwo końca. Wszystko co było jest kłamstwem.
skryty w ziemi. Wiedziałem, że ta ziemia kryje krew! Tak, czekaliśmy długo, od czasów En'esh... Których nikt z was nie pamięta. Przelana przez Kuffrów
Nie wierzcie w to co widzicie, bo staniecie się ślepcami. Patrzcie tam, gdzie nikt nie odważy się spojrzeć.
krew karmiła zemstę przez tysiące lat. Jesteście ślepcami. I zostaniecie nimi. Żeby widzieć trzeba odwrócić się od kłamstwa. Zabić światło...

Po ciemności nadejdzie czerwona noc bez gwiazd i nadziei. Ostatnia noc na ziemi zbudzi poległych.Krew stanie się rzeką, która przepłynie przez arterie
A więc Świrze stałeś się narzędziem, które odczytuje mi słowa proroctwa. Dzięki niech będą Haqimowi, który obdarza mnie łaską, pozwalając mi widzieć
miedzy wielkimi domami. Nie będzie zbawienia dla synów Kaina. Oni będą służyć Demonom, nie wiedząc o ich obecności. Strzeżcie się gniewu tych,
jak jego Wola wciela się. Zapamiętam każde słowo. Nie, nie będzie zbawienia. Wyrwę z was ostatni wrzask. Zabiję wasze fałszywe światło i zwierciadła
którzy zostali wygnani. Strzeżcie się szału tych, którzy zostali opuszczeni. Strzeżcie się tych, którzy zostali potrójnie Przeklęci.
przestaną istnieć. Uspokój się. Nie powinni jeszcze wiedzieć... Czy mam pomagać im? Jeśli zechcą powstrzymać... Lecz czy Niewierny może powstrzymać
Dziewięć razy i jeszcze dziewięć razy czekali. Ukryci w ciemnościach pielęgnując nienawiść.
los? Kontrakt też jest znakiem Woli i wiem, że jestem na właściwym miejscu. Widzę Ścieżkę. O tak, nienawiść. Znam ją i znam Ciemność...

Przeklęta Krew oszukała każdego z Trzynastu Potomków, gdy spoglądał w serce Malfeas. Nawet stary Król nie pokonał zła, a wszakże wsparł go miecz Mitry.
Trzynastu potomków? Assam Alaykom!*** Haqim nigdy nie był potomkiem Khayyina, sam sięgnął po swą śmierć i odrodzenie. Mitras! A więc dlatego
Pozostawili zepsuty korzeń w ziemi pod Korozain. Powiedziano, że Zbawiciel tylko raz spęta słowem swoim Upadłego.
przebudziłeś się. Twe światło jest martwe! To jest ciekawe, lubię jak ktoś coś zostawia gdzieś w ziemi. Korazin. Klan się dowie... Zaopiekujemy się nim...

Gdzie jest twoje zwycięstwo spijaczu dusz? Twoje imię będzie przeklęte do końca czasu!
Interesujące. Mówisz o nim czy mówisz o mnie? Ja nie mam imienia, a więc musisz mówić o nim...

Wasze dusze należą do mnie. A na ziemi gdzie zbierają się Upiory. Nieumarli pożrą Nienawiść,która doda im sił. Która przywdzieje ich ducha w ciało,
Jeśli ktoś ma jeszcze duszę... Kutrub rzekł dziś do mnie to samo. Widziałem duchy za rzeką, w parku. Więc sama ziemia odwróci się od was,
by mogli kroczyć znów po Ziemi.
jak było powiedziane. Nienawiść jest dobrą strawą.

On zszedł do sekretnej komnaty szukając wielkiego i potężnego, którego imię powinno zostać zapomniane na wielki wieków!
I znów miejsce podziemne. To nie powtarza się przypadkiem. Zapamiętam, gdzie znajdę krew. Imię poznam wkrótce. Kruki je znają.

Król umrze, gdy Del'Roh zostanie zaatakowany w salach Enoch. A poddani wypełniać wolę jego dalej będą, prowadzeni przez czarne ptaki.
Król to Arta-hasis. En'esh... Kim był Del'Roh? Akramah (radija Haqimu anhu****) może wiedzieć. Muszę zapytać, gdy kamień znów zacznie
Które znają jego sekretne i tajemne imię.
działać. Więc jednak, miałem rację. Poznamy je wkrótce. Niektóre imiona nigdy nie umierają...

Przez chwilę jeszcze obracał w myślach zasłyszane informacje, starając się zapamiętać. Wszystko to razem, obrazy i słowa, były tak słodkie, jak słodki był dotyk Długiej Nocy. Stanowiły odpowiedź na długie łańcuchy modlitw, szeptanych przez lata, odmierzanych w ciemności. Opanowanie się w tym momencie kosztowało go wiele, lecz morderstwo, którego dopuścił się wcześniej uspokoiło go na tyle, że był w stanie wysłuchać do końca. O tak, dostrzegał wzór coraz wyraźniej. Wszystkie szkarłatne strumienie, które zmieniały się w rzeki prowadząc go do tego miejsca, poza światem materii i do tej chwili, poza czasem... Nie chciał jednak zdradzić się z tym co czuł. Nie teraz i nie w obecności Kuffrów. Dlatego z ulgą przyjął słowa Nosferatu mówiące o konieczności przesłuchania kogoś. Tak, to mógł zrobić zawsze. Poza tym, w ten sposób unikał konieczności rozmowy. Czasami dobrze było ograniczyć się do roli narzędzia... To pozwalało ukryć Prawdę... Skinął więc tylko głową wyrażając gotowość do działania.
Budowa powyższego posta jest eksperymentem pisarskim, zainspirowanym pomysłem Cortazara i wykorzystanym przez niego w Grze w Klasy.
Wskazówka dla tych, którzy nie znaleźli jej sami: aby dowiedzieć się o co chodzi Namtarowi, należy czytać co drugie zdanie. ;)
Niestety tekst na stronie przesuwa się z uwagi na rozdzielczość, co może powodować problemy. W zamyśle jednak zdania z kursywą i bez, występują po sobie na przemiennie, w kolejnych linijkach.
* arab. Wychwalony i wywyższony niech będzie
** arab. Przeklęci
*** arab. Śmierć dla was!
**** arab. Oby Haqim był z niego zadowolony
Ostatnio zmieniony 08 grudnia 2015, 12:42 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 27 listopada 2015, 14:37

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993 Długa Noc

Darshan nie szukał słów komentarza. Proroctwo jak to proroctwo, było dość oczywiste w opisie tego co i tak się działo. Każdy w sumie widział to na własne oczy. Innymi słowy, nie wnosiło to nic nowego do sprawy, było tylko podsumowanie tego co oczywiste.

"Kali yuga happens" - takie naszywki widział kiedyś wśród młodych Ravnosów z Indii. To właśnie miał ochotę powiedzieć reszcie, ale niestety pewnie by się nie zrozumieli.

- Dobrze, w takim razie weźmy się do roboty. Poprosiłem nietoperza o kontakt z Wild Heartem oraz kreta o sprawdzenie tuneli pod rezydencją. Za jakiś czas wyjdę sprawdzić jakie były efekty poszukiwań. Myślę, że nie będę wam potrzebny przy przesłuchaniu.

Nie zdziwiłby się wcale, gdyby sytuacja była nieporozumieniem. Równie dobrze, Tremerzy mogli nic nie knuć (chociaż to dziwne - oni zawsze coś knuli, to był ich nałóg chyba). Nie chciał się jednak pchać między istoty porywcze a knujące, dlatego pozostawił tę sprawę również bez komentarza.

To powiedziawszy usiadł wygodnie opierając się swój sarkofag. Kłębiły się w nim dziwne przeczucia, kiedyś - może dwa razy, ocierał się o coś podobnego. Wtedy było to jak ciężki dym w powietrzu, coś ciemnego i przygniatającego, wysysającego zarazem. Tym razem jednak było to wyraźniejsze, jak pazury, zostawiające krwawe ślady na plecach. Nie widział dokładnie jak to interpretować, kojarzyło mu się to na pewno ze śmiercią ostateczną. Nie sprawiało by to najmniejszego problemu, gdyby nie podstawowy, wręcz odruchowy instynkt każdej istoty wampirycznej - przetrwać. Mimo wielu lat medytacji, nie udało mu się nigdy do końca pozbyć tego odruchu.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 27 listopada 2015, 20:50

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993 Długa Noc
Spoiler!
Masz Wiedzę o Rodzinie i Camarilli na 3. Bez rzutów tutaj. Mitra to Bóg słońca i wojowników. Dla Horacego jasne będzie, że w przepowiedni chodzi o Mithrasa. Więcej info masz w Spoilerze - post nr 808.

Test Wiedzy o Rodzinie ST:7 = 4 sukcesy. Enoch to pierwsze miasto do którego przybył Kain. Zgodnie z tym, co mówi Księga Nod zostało zniszczone przez Potop. Wiesz także, że historia Wampirów zaczęła się w tym mieście. To tutaj powstała Druga Generacja, która potem stworzyła tych, na których mówi się że są Przedpotopowcami.

Test Wiedzy o Rodzinie ST:8 = 3 sukcesy. Del'Roh to oficjalny tytuł, kogoś kto piastuje najwyższą władzę w Tal Mahe Ra. Tal Mahe Ra to starożytna sekta wampirów z Bliskiego Wschodu. Więcej nie wiesz.
Spoiler!
Test Wiedzy Kosmologia ST:7 = 3 sukcesy. Malfeas jest to złowrogie i chore miejsce w umbrze, z którego wydostaje się to co najgorsze: nie tyle wzorce Entropii, lecz raczej jej wykrzywione i patologiczne manifestacje. Lokacja ta ciągle się zmienia, gdyż jednocześnie rośnie i sama się pożera. Jest przyczyną zepsucia w świecie. Generalnie to bardzo niezdrowa okolica.
Spoiler!
Test Wiedzy Archeologia ST:6 = 3 sukcesy. Korozain to galilejskie miasto biblijne, w którym nauczał Chrystus. Zgodnie z tym, co mówi Biblia, Jezus przeklął to miasto i jego mieszkańców, gdy ci odrzucili jego nauki. Z tego tytułu niektórzy średniowieczni pisarze uważali, że w Korazin narodzi się Antychryst. Aktualnie jest tam stanowisko archeologiczne i resztki ruin, które można zwiedzać. Znajdują się tam ruiny pięknej synagogi. Przypomina ci się, że miasto zbudowane było z czarnego bazaltu. Obecnie jest to część Narodowego Parku Archeologicznego Izraela.

Test Wiedzy Okultyzm ST:10 = 2 sukcesy. Czytałaś dawno temu o tym, co działo się w Korozain. To miasto które zostało przeklęte przez Jezusa, ale dla Spokrewnionych ma ono inne znaczenie. W średniowieczu mówiono, że to miasto leży pod całkowitą kontrolą Baali. Wtajemniczeni mówią, że pod miastem był Labirynt z ukrytą salą.
Spoiler!
Test Wiedzy Kultury ST:6 = 2 sukcesy. Korozain to galilejskie miasto biblijne, w którym nauczał Chrystus. Zgodnie z tym, co mówi Biblia, Jezus przeklął to miasto i jego mieszkańców, gdy ci odrzucili jego nauki. Aktualnie jest tam stanowisko archeologiczne i resztki ruin, które można zwiedzać. Znajdują się tam ruiny pięknej synagogi. Obecnie jest to część Narodowego Parku Archeologicznego Izraela. A miasto przeniosło się nieco dalej, zmieniając nazwę na Kerazeh.
Spoiler!
Przypomni Ci się, iż z uwagi na to, że Jezus przeklął Korazin, niektórzy średniowieczni pisarze uważali, że w tym mieście narodzi się Antychryst.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 04 grudnia 2015, 00:30

[center]WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc[/center]

Horacy odwrócił się w stronę wyjścia z Sanktuarium. Gdy postawił pierwszy krok, nagle zatrzymał się, po czym odwrócił głowę w kierunku zebranych.

- Idę po tego Tremerskiego Ghula. Ktoś chce pomóc w wyciąganiu informacji, to zapraszam.

Słysząc te słowa Namtar skinął głową na znak aprobaty. Terry natomiast widząc reakcję Assamity postanowił w bardziej ludzki sposób pomóc w przesłuchaniu.

- Pójdę z tobą, aby nieść Łaskę Pana. Pomogę ci w rozmowie z tym nieszczęśnikiem.

Victoria nie odpowiedziała, dając pozostałym do zrozumienia, że pozostanie w Sanktuarium. Ravnos z kolei postanowił poczekać na zewnątrz domu, w nadziei na powrót swych zwierzęcych posłańców. Nie chciał jednak by deszcz go przemoczył, dlatego pozostał ukryty tuż przy głównym wejściu.

Gdy trójka Kainitów weszła do kuchni, siedzący tam Lucas natychmiast wstał na równe nogi. Tuż przy piecu, siedział na posadzce zakuty w kajdanki policyjne mężczyzna w średnim wieku. Ubrany był w pomięty garnitur w kolorze palisandru. Miał zaklejone taśmą usta i z przerażonymi oczyma patrzył na broń, którą cały czas Lucas trzymał wycelowaną w więźnia. Widząc wchodzących odwrócił się w stronę drzwi i podniósł się na kolana. Ghul Lasombry spojrzał na Namtara i odezwał się:

- W porządku... Pójdę się przejść... Nie chcę na to patrzeć. Powodzenia.

Po czym opuścił kuchnię udając się na zewnątrz budynku. Więzień dalej klęczał wyprostowany patrząc na księdza, kata i potwora.

[center]***[/center]
Uwagę Darshana przyciągnęło popiskiwanie koło jego nogi. Schylił się i podniósł małe, czarne zwierzątko. Krecik był mokry od deszczu i pachniał ziemią.

- Nie znalazłem żadnych dużych tuneli pod waszym gniazdem - zapiszczał mu do ucha. - Szukałem długo, ale pada i deszcz może zalać moje korytarze. Jednak na pewno nie ma tam żadnego wielkiego kreta. Pip! Masz może dżdżownicę?

Kilkanaście minut później nad głową Ravnosa zakręcił się niewielki, czarny cień. Wyczulone zmysły Wampira natychmiast wychwyciły popiskiwanie nietoperza. Darshan wyciągnął rękę i pozwolił, by latający szczur przyczepił się do jego rękawa, zwisając głową w dół:

- Czerwonooki już wie o twoim wezwaniu. Przekazałem wiadomość. - sapnął, po czym z zaangażowaniem zaczął czyścić skrzydło.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 grudnia 2015, 16:46

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Nosferatu wszedł do pokoju niemal bezszelestnie, bowiem tak właśnie wchodziła śmierć. Starał nie przesądzać o czymkolwiek. Przecież równie dobrze Tremerzy mogli okazać się tym razem prawdomówni. Ale jak na razie zdecydował się nieco poudawać. Wszak ghul nie wiedział ile Horacy wie...

Jednym szarpnięciem zerwał mu z ust knebel.
- No dobra cwaniaczku, wyjaśnię ci w jakiej sytuacji jesteś. Porwałeś mojego... karzełka. I to w dodatku ulubionego. Zastanawiam się kim jesteś i co cię zmusiło by zrobić coś tak debilnie głupiego? Gadaj. I nie zapomnij dokładnie opowiedzieć co z nim zamierzałeś robić. Zanim chlapniesz coś głupiego dodam, że każde powtórzenie pytania będzie coraz mniej przyjemne. Dla ciebie...
Spoiler!
Czy czytanie myśli ghula również wymaga jedngo punktu SW?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 06 grudnia 2015, 17:55

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Ghul wzdrygnął się po słowach Horacego i nie tracą czasu przeszedł do rzeczy:

- Zaszło jakieś potworne nieporozumienie proszę panów! Nazywam się Albert Figaro i służę klanowi Tremere. Mój pan to sam Great Eye, który osobiście mnie przydzielił do zadania związanego z nieprzytomnym karłem. Na co dzień pracuję jako lekarz w prywatnym gabinecie lekarskim. Miałem zaopiekować się ludźmi w Nyctofili, którzy znajdowali się w śpiączce. Miałem dostarczyć ich do swojego gabinetu i sprawdzić ich krew. Jednak plany się zmieniły, bo do karetki niespodzianie wsiadła pani Regent i rozkazała zawieźć karła do siedziby klanu Teremere, poczekać pół godziny na parkingu, a następnie zawieźć go pod ten adres.

Albert zacisnął pięści i spuścił wzrok.

- Zanim zdołałem cokolwiek zrobić zostałem napadnięty i brutalnie pobity. A teraz jestem tutaj przed wami...

Horacy chciał się dodatkowo upewnić słowom Alberta i skupił się na jego myślach.
Spoiler!
W głowie Nosferatu pojawił się obraz krwi w fiolkach medycznych oraz nakłucia igieł, które wchodziły w ciało dostając się do ciemnofioletowych żył. Poczuł, jak podnieca go ten widok i cieszy się z nadchodzącej przyszłości. Scena zmieniła się ukazując chłodnię na ciała na tyłach zakładu medycznego, lecz po chwili obraz został całkowicie rozproszony przez twarz Regentki, która mówi: "Figaro znów mnie zawiodłeś. Pamiętasz co mówiłam ci, gdy jeszcze raz mnie zawiedziesz?" Sceneria znów z mieniła się, ukazując kierownicę i obraz zza przedniej szyby karetki. Nagle jakiś samochód wjechał na drogę. Ktoś z bronią w ręku powiedział: "Wyskakuj, albo giń mendo społeczna!" Ból i gniew zmieszany z bezradnością wypełnił myśli Horacego, gdy Figaro kopany przez zbirów, patrzył na asfalt leżąc na ziemi. Pojawił się strach, który miał oczy zmutowanego genetycznie potwora. Dokładnie takie samie oczy, jakie miał Horacy. Nosferatu pierwszy raz zobaczył jak widzą go ludzie, których zastraszył.

Test Nadwrażliwości 4: Telepatia. To nie jest nadnatural, więc nie potrzeba wydać punktu Siły Woli, by czytać jego myśli. ST:6 = 5 sukcesów.
Test Zastraszania ST:6 = 2 sukcesy. Ghul jest skutecznie zastraszony. Jesteś prawie pewny, że nie będzie kłamał.
[center]***[/center]
Po niecałych pięciu minutach Darshan usłyszał trzask z prawej strony. Używając osłony Niewidzialności wyszedł trochę dalej, by lepiej się przyjrzeć i spostrzegł jak przez ogrodzenie przeskakuje szary wilk. Pozostał jednak ukryty, by nie dać się wykryć. Zwierzę z zaskakującą szybkością podbiegło do werandy, po czym w jednej sekundzie zmieniło się w Wild Hearta. Darshan nie miał okazji poznać Primogena, ale sam widok Gangrela wprawił go w niemałe osłupienie. Kainita bowiem wyglądał jakby przed chwilą stoczył niejedną walkę i rozkoszował się jednością z swoją Bestią. Ubranie Nieumarłego było w strzępach, szereg ostrych kłów nie znikał z potwornego uśmiechu. Primogen niskim, zwierzęcym głosem przemówił:

[center]Obrazek[/center]

- Wiem, że tam jesteś. To ty wysłałeś wiadomość?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 07 grudnia 2015, 03:32

Victoria nie odpowiedziała, dając pozostałym do zrozumienia, że pozostanie w Sanktuarium.
Cała koteria , oprócz niej samej wyszła z Sanktuarium.. I dobrze... Victoria została.. tego właśnie teraz potrzebowała, i choć jako lider powinna dołączyć do swojej grupy, musiała wykorzystać ten moment na coś innego... Czas w sanktuarium płynął wolniej wiec miała nadzieje, że ta chwila wystarczy. Musiała.

Od śmierci Reda zaobserwowała u siebie duże zmiany w zachowaniu, sposobie myślenia, postrzegania. Miała wrażenie, że znajduje się pod jakimś zaklęciem wytłumiającym zmysły, blokującym ją, otumaniającym jej prawdziwą naturę i duszę. Wszystkie te noce od pogrzebu Mędrca w Czerwieni były jak koszmar i tak bardzo różniły się od jej dotychczasowej codzienności. Przez ponad ostatnie 90 lat jej egzystencja skupiała się na pochłanianiu ogromnej ilości książek i kolekcjonowaniu staroci. Jako właścicielka "Evangeline Antiqes" - antykwariatu z antykami i dziełami sztuki, spędzała swoje noce bez większych ekscesów, zagłębiona w kontemplacji starych dzieł i arcan okultyzmu, skrytych przed wzrokiem maluczkich. Cisza, spokój i wieczory z narzekającym na wszystko starym Lucasem, będące ich małym rytuałem, powtarzane setki razy...

Czasami czuła się sama jak jeden ze swoich eksponatów, na którym tylko osiadał kurz...

Ale przecież nie zawsze tak było. Nie zawsze tak było.

Stagnacja jest grzechem wampirów i tak łatwo jest osiąść w tym co proste i wygodne. Przyzwyczaiła się do swojego sanktuarium w Baltimore. Ten spokojny okres nieżycia był jej potrzebny, po tym wszystkim co przeszła... ale czy nie czas już się obudzić z tego snu? Trafiła przecież w środek huraganu.. No i Vincet znowu zawitał do jej świata. Vincent anonsujący się tym jakże mało subtelnym telefonem. Vincent... wspomnienie tego imienia sprawiało, że sama nie wiedziała, czy gorzko zapłakać, czy zaśmiać się ironicznie.

Cieszyła się ze stabilizacji, jaką w końcu udało jej się zdobyć ale... Przez to teraz nie potrafiła się pozbierać i dostosować do sytuacji. Gnuśność i duma wkradły się w jej serce i czuła, choć nie chciała się do tego przyznać, czuła, że nie jest dla swojej koterii tym czym powinna się stać lub czym mogła by być. Ostatnio zbyt bardzo skupiała się na sobie, swoich przeżyciach, swoich problemach, swoich wspomnieniach. Chyba za mało też próbowała zrozumieć swoich towarzyszy i dać im odpowiednią przestrzeń i atmosferę do szybkiego i sprawnego działania. Wszyscy w końcu mieli dług względem Reda, a zegar zagłady tykał nieubłaganie

Nieudanie przejście przez lustro i hellraiser jaki zgotowały jej spektry uświadomiły też, jak bardzo zapatrzona była w siebie i swoje zdolności. Nie była przygotowana na porażkę i to, że coś jej może nie wyjść. Straciła pierwotny instynkt by być zawsze czujnym i świadomym. Cierpienie i strach, których doświadczyła po drugiej stronie lustra i to jak kiepsko sobie poradziła - wpadając w Rötschreck, nakazało jej zrewidować swoją postawę.

Podążając za tą myślą, uświadomiła sobie, że poprzez popadnięcia w stagnacje, od wielu lat nie robiła już swojej praktyki magicznej, pomagającej jej w bardziej burzliwych czasach uporać się ze strachem i innymi emocjami. A przecież to zajmuje tylko kilka minut...

Próbowała sobie przypomnieć słowa rytuału oczyszczającego, który przekazał jej pewien angielski Przebudzony podczas podróży do Londynu pod koniec XIX wieku. Słowa mieszały jej się w głowie i nie mogła sobie przypomnieć kolejności prostych czynności zawartych w rytuale..; Jak to było? Eteh, Malkuth, Le-Olam..; zaraz! No tak. Ustawiła się w kierunku uświęconym przez tradycje kabalistyczną i zaczęła intonować:

[center]Ateh*
Malkuth**
Ve-Geburah***
Ve-Gedulah****
Le-Olam*****[/center]
Victoria zakończy swój rytuał i szybko zbiegnie do kuchni, gdzie przesłuchiwany jest Ghul, ma nadzieje że jeszcze zdąży na czas. Widzicie, że coś zmieniło się w jej wyrazie twarzy. Wygląda trochę bardziej ekstrawertycznie, z błyskiem determinacji w oku. Gdy przyjrzycie się jeszcze dokładniej odgadniecie, że w środku zamiast jak zazwyczaj rozbuchanych emocji i "fochów" mam więcej harmonii i otwartości. Coś zdecydowanie musiało na nią wpłynąć, bo jeszcze w Sanktuarium zdawała się być otumaniona, zamknięta i zagubiona w myślach, nie do końca obecna i słuchająca, gdy podjeliście decyzje o przesłuchiwaniu ghula
*Ty Jesteś
**Królestwo
***i Moc
****i Chwała
*****Na Wieki Wieków
Ostatnio zmieniony 07 grudnia 2015, 12:35 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 07 grudnia 2015, 22:32

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Horacy się wyprostował. Przez chwilę nic nie mówił. Potem otworzył kajdanki i wskazał ghulowi eleganckim gestem wyjście.

- Możesz iść, jeśli to wszystko co chciałeś mi powiedzieć.

Poczekał chwilę, aż niedowierzanie zmieni się w pewność. Powoli Figaro zebrał się w sobie i rozcierając obrzęki na nadgarstkach ruszył w kierunku wyjścia.

- Zanim wyjdziesz Albercie, chciałem cię tylko zapytać czym tak bardzo rozgniewałaś Panią Regent. Ciałami w twojej pracowni? Chorą pasją do krwi? Czy może tym, że zboczyłeś z drogi jaką ci wyznaczyła. Powiem ci co zrobię, zadzwonię do tych ludzi którzy cię zgarnęli i zapytam gdzie to było. Jeśli się okaże, że choć na sto merów zboczyłeś z prostego kursu, zadzwonię do niej i powiem że znowu dałeś dupy pędraku.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 08 grudnia 2015, 13:53

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Wchodząc do kuchni zapalił światło w okapie nad kuchenką, a następnie zgasił górne. Być może nie było to specjalnie grzeczne, ale nie mógł znieść tej cholernej lampy wiszącej mu nad głową, jak jakiś wyrok. Oparł się o szafkę i beznamiętnie przyjrzał się całej sytuacji. Czuł się trochę tak, jakby powoli przechodził do innego świata. To było podobne uczucie, do tego, jakie towarzyszy wynurzaniu się spod wody. A czarna rzeka... Potrafiła być chwilami tak bardzo głęboka...

Na stoliku stały dwa kubki z niedopitym kakao. Uśmiechnął się do swoich wspomnień, gładząc małe, złote serduszko, ukryte w kieszeni kurtki. Owinął wokół palca cienki, zerwany łańcuszek, myśląc o tamtym, tak odmiennym świecie: krzyku, ciemności i czerwieni. Wiedział, że za kilka dni będzie musiał odwiedzić cmentarz. Teraz jednak był tutaj, patrząc na klęczącego na podłodze mężczyznę. Jedno szkiełko w okularach, które trzymały się krzywo na jego nosie było rozbite. Drugie do połowy przesłaniało zaschnięte błoto i krew. Morderca zastanowił się przelotnie, jak daleko posunie się Horacy? Czy przeklęta krew Khayyina weźmie górę ukazując prawdziwą naturę munafiqun...?

Nie czuł jednak potrzeby uczestniczenia w tej grze. To było inne uniwersum - taniec krzywych zwierciadeł. Ekonomia wzajemnych układów, dynamika ukrytych przyczyn i pozorów, które wszyscy starali się zachować. Racjonalizowana agresja, cierpienie akceptowane, gdy służyło czyimś celom... Tak naprawdę nie widział w tym nic, co mogłoby go zainteresować. Znał bowiem Prawdę w całej jej nagości, terrorze i... pięknie. Ból zawsze był bólem, śmierć - śmiercią, a potwór zawsze czaił się w lustrze... Reszta stanowiła jedynie próbę oszukania siebie i innych, mającą na celu wmówienie całemu światu, że powody są tak naprawdę istotne. Że istnieje dla ciebie jakiekolwiek usprawiedliwienie...

A jednak, tym razem skończyło się tylko na groźbach. Słowa... Może to był sposób Niewiernych na rozwiązywanie większości problemów? W każdym razie krew i tak była tylko krwią śmiertelnika i nie czuł potrzeby oglądania jej teraz, gdy otchłań w jego wnętrzu została wreszcie nasycona. Obserwował jak Albert wstaje i idzie w kierunku drzwi. Ostatnie pytanie Horacego sprawiło, że mężczyzna drgnął i stanął. Odwrócił się, poruszając przez chwilę ustami, jakby miał ochotę coś jeszcze powiedzieć. Jego twarz była blada a dłonie drżały. Później jednak spojrzał w oczy Nosferatu, zacisnął usta i wyszedł pospiesznie z kuchni.

- Pomogę mu trafić do wyjścia - wychrypiał Morderca odrywając się od szafki, o którą się opierał. Po czym podążył za ghulem.
Odprowadzam ghula do wyjścia. Pilnuję, by się za bardzo nie rozglądał i raczej spieszył. Następnie wracam do reszty drużyny, gdziekolwiek się nie przeniosą (bo zgaduję, że nie będą tak stali w kuchni). Zlokalizuję koterię przez kontakt ze Strażnikiem.
Reakcja ghula na pytanie Horacego opisana zgodnie z wskazówkami MG.
Ostatnio zmieniony 08 grudnia 2015, 17:57 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 08 grudnia 2015, 18:37

Opuszczając sanktuarium, poszedł po prostu za Horacym i Darthem Namtarem. Wiedział jaki obraz przesłuchania kryje umysł Łowcy, zdecydowanie więc musiał tam być, by w odpowiedniej chwili zareagować. Z zainteresowaniem śledził rozmowę z przesłuchiwanym i ku swemu przerażeniu ujrzał, że to nie Morderca w tym przypadku może stanowić problem. Chociaż z drugiej strony, rozumiał reakcję Nosferatu. Było oczywistym jak bardzo troszczył się o swego syna. Po chwili dołączyła do nich Mroczna Pani. Z pewnym niepokojem wysłuchał słów, jakimi Horacy pożegnał ghula. Odprowadził wzrokiem Namtara, który podążył w ślad za Albertem.

- Za chwilę wracam, muszę tylko coś sprawdzić - Zwrócił się do Nosferatu i LaSombra, wychodząc z kuchni.

Następnie ruszył na spotkanie z Zegarem Zagłady. Stając na przeciw jego tarczy, poczuł strach, bo było już za dwie północ, ale jednocześnie ulżyło mu, kiedy zobaczył, że wciąż jest za dwie północ. Przypomniał mu się wieczór "pogrzebu", kiedy mieli jeszcze tak wiele czasu. Sześć minut. Cztery gdzieś uciekły, wraz z ich staraniami.

I wciąż jesteśmy dalecy. Spotkaliśmy dopiero dwa kruki. Pozostały nam jeszcze trzy, a zamiast ich szukać, daliśmy się wplątać w jakieś dziwne rozgrywki między spokrewnionymi tego miasta. Kimkolwiek był ten który opętał kierowcę taksówki, miał dużo racji. Byliśmy przestrzegani przed tym, że będą tacy, którzy nie chcą by nam się powiodło. Ale mamy wojownika, który stanął w szranki z Painem i może o tym opowiedzieć, więc nikt nas nie będzie atakował wprost. Lepiej zrobić to właśnie w taki sposób. Wykończyć Koterię Czerwonego Mędrca po kolei, nie pozwolić im działać. A czas mija. Cztery minuty prysły, Gavin prysł, Horacy też jest na skraju wytrzymałości przez tą sprawę z synem, mnie rozkojarzyli Sidonią, ciekawe, czy zamierzonym było bym to ja miał dostęp do Łzy Malkava? Victoria też nie jest sobą i trochę zaczynam się o nią martwić. A czas ucieka. Słowa przepowiedni które im przyniosłem. Nic z nimi nie zrobiliśmy. To wygląda tak, jakby jakaś potężna siła chciała nas zmusić do braku działania. Musimy się wyrwać z tego amoku i zacząć robić swoje...

Zamyślony, kątem oka dostrzegł zbliżającego się Mrocznego Jedi. Odwrócił się do niego. Było coś innego w nim, coś co zobojętniło go na możliwość zadania bólu przy przesłuchaniu. Chciał wiedzieć co ma taką moc. Może w ten sposób mógłby mu pomóc.

- Poczekaj, chcę się o coś zapytać, ale nie przy innych. - powiedział ściszonym głosem, kiedy Morderca go mijał.

Darth Namtar zatrzymał się po prostu i spojrzał na Terrego, przekrzywiając głowę na swój charakterystyczny sposób. Nie powiedział ani słowa, ale z jego postawy ciała dało się wyczytać, że słucha.

- Trudno nie zauważyć, że coś się w tobie zmieniło kiedy wyszedłeś. Kiedy patrzę na ciebie, spośród wielu rzeczy którymi mógłbym to określić, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w pewien sposób jesteś szczęśliwy. Pierwszy raz cię widzę takiego. Dlatego chciałbym byś uchylił mi rąbka tajemnicy i powiedział, co takiego się stało, kiedy cię nie było? Mógłbym pomyśleć, że wdałeś się w bójkę i zabiłeś kilka osób, ale widziałem cię już po takim czymś i to jest dalekie od tego. Powiesz mi?

Pytanie Terrego najwyraźniej zaskoczyło Assamitę. Morderca milczał przez półtorej minuty najwyraźniej zastanawiając się, co ma odpowiedzieć.

- Nie mogę - odezwał się w końcu. - Zresztą, to nie jest istotne dla sprawy. Po prostu musiałem wyjść coś załatwić. To służyło także waszemu bezpieczeństwu. To wszystko.

Malkavian spodziewał się takiej odpowiedzi. Może zapytał zbyt wprost? Może to dla tego, że nie wyjaśnił mu swoich intencji? W tej chwili nie miało to jednak znaczenia, ale Terry wiedział, że spróbuje ponownie. Musiał wiedzieć jak można wyprowadzić go ze stanu, w jakim widział go kiedy krew samego Malkava ujawniła jego prawdziwe oblicze.

- Rozumiem. Wielka szkoda. - zrobił smutną minę, jednocześnie ręką wskazując w kierunku kuchni, do której obaj się udali.

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 10 grudnia 2015, 15:40

Victoria przyglądała się przesłuchaniu. Nie chciała się mieszać w sprawy Horacego. Zastanawiała się, ile sama w tym wszystkim zamieszała, nie dając być może staremu Nosferatu odpowiedniego wsparcia, którego potrzebował w najgorszych dla niego momentach. Nawet teraz, gdy o tym pomyślała trudno było jej rozsądzić słuszność podejmowanych przez nią decyzji.

Rytuał pomógł, ale wciąż czuła się lekko zdezorientowana nagłym nadmiarem spraw i emocji. Miała nadzieje, że jeśli będzie kontynuowała swoją praktykę, uda jej się skoncentrować i oczyścić umysł wraz z duszą, a nadmiar zalegających od wielu lat przywiązań, przestanie ograniczać jej pole manewru. Victoria - chodź była członkiem klanu, który zawsze dążył do władzy, stojąc przez stulecia w cieniach wielkich tego świata, którzy byli ich marionetkami - czuła wewnętrzną sprzeczność pomiędzy rządzeniem innymi, a usunięciem się ze sceny. Jej wuj, mentor, a później ojciec, dzięki któremu w jej żyłach krążyła klątwa ciemności, zawsze powtarzał jej by nie ingerować w sprawy spokrewnionych. Dlatego też sam wykonał krok w tył i cofnął się do swojej biblioteki, spędzając noce swej egzystencji na gromadzeniu wiedzy. I medytacji... od niego nauczyła się jak wyciszać umysł i koncentrować na świadomości. Kain raczy wiedzieć co pozwalało mu zawsze być tak spokojnym i opanowanym.

Oczywiście, nie podzielał ideologii swoich pobratymców...

Schronili się pod skrzydłami Camarilli by łudzić się kruchą wizją pokoju.Gdzie doprowadziła cię twoja wiara i ufność, stary głupcze?... pomyślała Lasombra. Jej drobne pięści zacisnęły się pod wpływem gniewu i frustracji, a umysł zalała nagła fala wspomnień. Twarz jej wampirycznego ojca, wykrzywiona w bólu wśród trzaskających płomieni... Jego nieludzki krzyk podobny do wycia dzikiej bestii...

[center]Obrazek[/center]

do tej pory ów wspomnienie potrafiło wyrwać ją ze snu i sprawić, że budziła się w krwawych łzach. ..Mówiłeś, że książę nas ochroni...

[center]Water from a thousand tears floats in streams
The feeling from a thousand years flow over me*[/center]


Słowa zabrzmiały w jej głowie

W tej jednej chwili zrozumiała, że bierność, którą wpajał jej jej ojciec, by nie mieszać się w sprawy polityczne i stać na uboczu, może i ją doprowadzić do takiego samego końca. Teraz była wplątana w porachunki między bytami (kimkolwiek był ich wróg), która przerastały ją i być może wszystkich jej towarzyszy. Strach przed działaniem był tylko zwycięstwem ich wrogów. Adrahasis nie po to ją wybrał... Skoro on wierzył w jej siłę, może i ona sama powinna to uczynić.

Tremerski Ghul wydawał się bardzo przestraszony i rozgoryczony. Krew spływała mu po obijanej twarzy. Victoria poczuła ukłucie litości w jej martwym sercu i pomyślała przelotnie... ile jeszcze krwi będziemy musieli przelać?

- Pomogę mu trafić do wyjścia - zachrypiał Assamita.

Wzdrygnęła się na te słowa, a jej wzrok powędrował za mordercą. Jego zazwyczaj zimny i obdarty z emocji ton głosu, w tym momencie przepełniony były spokojem. Zdziwiło ją to... nie akompaniował Horacemu. Spodziewała się, że Namtar będzie rzucać swoje groźby dookoła i szczerzyć ostre jak brzytwa kły. Zastanawiała się, co też takiego się z nim stało podczas manifestacji mocy Malkava, gdzie poszedł ? co zrobił?

Intuicja podpowiadała jej, że prawdopodobnie jest tylko jedna odpowiedź... - zabijał.

Gdy Namtar powrócił, szepcząc coś z Terrym na korytarzu, Lasombra ponownie zadrżała patrząc się w oblicze Assamity, a jej bestia szarpnęła się czując jak ciemność drży w jej żyłach. Viktorii rozszerzyły się oczy, a wewnętrzny atak atawistycznego lęku ścisnął jej gardło. On - ten morderca - był wszystkim tym, przed czym ostrzegał ją ojciec, gdy uczyła się dyscyplin, znanych tylko Klanowi Nocy. On jest Istotą, która poddała się ciemności...

Przypomniała sobie jak Ojciec przestrzegał ją przed Klanem Łowców, że są czystą furią, którą trzyma tylko obroża honoru. - Mocno trzymaj ową smycz, bo gdy się wyślizną, już będą wisieć u twego gardła - Powiedział.

Victoria zadrżała po raz wtóry... zastanawiała się kiedy nadejdzie ten moment, albowiem Asamita już dawno wyrwał smycz z jej drobnych dłoni... było w nim coś, co nie pozwalało jej czasem powiedzieć "nie". Nie umiała utrzymać nad nim kontroli, nie wiedziała jak zdobyć jego szacunek. Czy był to tylko strach...? Coś na krawędzi umysłu podpowiadało jej... o chorej fascynacji jego dziką ciemnością... Gdy popłynęła za tą myślą, wspomnienie tańczących po pokoju cieni z żywego mroku powróciło do niej z całą mocą...

[center][youtube]https://www.youtube.com/watch?v=Plo51j0 ... e=youtu.be[/youtube][/center]

Zamknęła oczy, a coś w jej krwi poruszyło się znowu niespokojnie, chcąc się wyrwać. Coś zaczęło z niej drwić. Coś zaczęło chichotać złowieszczo w cieniach poza barierami umysłu. Cieniste kształty ozdobione liniami ostrych jak brzytwy zębów błysnęły przed oczyma jej duszy. Zębów w zapraszającym uśmiechu. Wiedziała, że jeśli pozwoliłaby sobie zatańczyć wraz z tymi cieniami, ich bal nigdy by się już nie skończył, a jej dusza nakarmiła by otchłań rozciągająca się poza gwiazdami. Viktoria szybko obudziła się ze swojej wizji i powtórzyła szybko trzy razy stare zaklęcie:

Bagle papnor i-dlugam lonshi, od umplif ugegi**

Otworzyła oczy i już bez strachu spojrzała na swoich towarzyszy, zauważając, że Terry i Namtar kierują się do kuchni.

- Nie traćmy tu czasu - Powiedziała Lasombra. - Chodźmy do Sanktuarium, gdzie czas ucieka nam wolniej, musimy szybko znaleźć kolejnego kruka. Moi Ghule właśnie załatwiają sprzęt do wyciągnięcia tego wampira z jeziora. Cleo spróbuje wydostać się z miasta do mojej biblioteki w Baltimore, by poszerzyć naszą wiedze książkami. Szczęśliwie ponumerowałam nie dawno wszystkie egzemplarze. Dziewczyna powinna szybko znaleźć to co nas interesuje... jest całkiem sprytna. A Ty Terry, wciąż chciałabym byś wytłumaczył nam w między czasie czym jest to oko. I czy ktoś w końcu widział co się z nim stało? Mam nadzieje także, że Darshan już ma odpowiedzi od swoich małych, zwierzęcych przyjaciół.

Viktoria z werwą ruszyła z kuchni w kierunku Sanktuarium, dając reszcie ruchem ręki znak, by podążali za nią.

-Chodźcie.

*Limbonic Art - Beneath The Burial Surface
**remembrance is given power, and our strength is waxed strong (Enochia, fragment siódmego klucza)
Ostatnio zmieniony 07 lutego 2016, 20:14 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 11 grudnia 2015, 00:36

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Miasto pełne dziwolągów, odruchowo pomyślał Darshan ale nie zwrócił szczególnej uwagi na tę myśl, ani jej pochodzenie, nie miała ona w związku z tym też żadnej przyszłości. Mimo całej brutalności, widok Wild Hearta, był odświeżający. Nie było wątpliwości, że to musiał być włąśnie Wild Heart. Ravnos nigdy go nie widział ale opis, który słyszał mógł pasować tylko do niego. Gangrel niósł w sobie jakąś jakość, która kojarzyła się Hindusowi z pewnymi formami kultów Shivy, tymi starszymi, jednak była też wyraźna różnica. Pomyślał, że jeżeli będzie o tym pamiętał, to postara się zastanowić nad tą różnicą później. Wyszedł z ukrycia.

- Witaj - trochę dziwnie mówiło mu się do Wild Hearta słowami, w pierwszym odruchu chciał się z nim porozumieć przy pomocy animalizmu - Jestem Darshan Vimal, z Kalnu Ravnos, zastępuję Gavina w śledztwie. Udało nam się odzyskać bęben skradziony zmienno kształtnym i chcemy Ci go zwrócić. Jest wewnątrz i zamierzam teraz po niego pójść. Jeśli chcesz wejdź do środka..., to nie potrwa długo.

Po chwili, już w korytarzu posiadłości Darshan, kiedy bęben trafił do Primogena. Hindus zapytał jeszcze:

- W związku z dochodzeniem, będziemy musieli udać się na tereny zmienno kształtnych, czy będziemy mogli liczyć na jakąkolwiek pomoc? Musimy tam pójść tylko po to, żeby pogadać z jednym krukiem.

Wild Heart wziął do ręki bęben, po czym wyszczerzył kły.

- Dobre z was szczeniaki - odezwał się tonem przypominającym głos Bestii. Primogen spojrzał prosto w oczy Darshana jakby chciał poznać jego Bestię. Mimo wszystko Ravnos stał dalej niewzruszony, czekając na kolejne zdanie.

- O jakim kruku mówisz?

- Takim, który lubi niezależność i prywatność a ponieważ to o jego niezależność i prywatność chodzi, to jestem zmuszony to uszanować - Odezwał się spokojnym tonem Ravnos, nie koniecznie zgadzając się z poglądem Gangreal na temat koterii.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 grudnia 2015, 14:05

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Co ciekawe, zaraz gdy weszli do Sanktuarium pierwszym, który się odezwał był Assamita:

- Ten wasz majnoon*... artefakt. Wiedziałeś wcześniej, że on może na mnie zadziałać?

Zapytał cicho, patrząc na Terrego w ten swój charakterystyczny sposób, który sprawiał, że Malkavianin zawsze czuł się jak coś, co leży na talerzu i ma zaraz zostać podane do stołu.

- Nie. Nie wiedziałem nawet, że może na mnie zadziałać w taki sposób - odrzekł pospiesznie, starając się zignorować wspinające się po plecach ciarki. - Dopiero po fakcie stało się dla mnie jasne, że to chodzi o krew Malkava. Ja i ty mamy ją w sobie, dlatego ten artefakt miał na nas wpływ.

Morderca przez chwilę wyglądał tak, jakby bardzo chciał coś powiedzieć. Zagryzł jednak wargi i zmienił zdanie. Mimo najszczerszych chęci bowiem nie umiał zanegować tego, co stało się wtedy w pokoju muzycznym. Zacisnął palce na ukrytym w kieszeni złotym serduszku. Najchętniej w ogóle zrezygnowałby z dalszej rozmowy. Było jednak jeszcze jedno pytanie, na które musiał znać odpowiedź:

- Gdzie to teraz jest? - odezwał się po chwili. - Muszę wiedzieć. Nie chcę być więcej w takiej sytuacji. To mogłoby mi uniemożliwić wykonanie obowiązków.

- Ukryłem to pośród moich rzeczy. - Terry zamaszystym gestem wskazał stojący przy jego sarkofagu, wypchany, brezentowy wór. - Jest teraz zabezpieczone i dopóki nikt po to nie sięgnie, nie masz najmniejszych powodów do zmartwień.

- Mam nadzieję, że wiesz co robisz, kafir** - Morderca nie wydawał się do końca przekonany. - Bo jeśli to się powtórzy, będę musiał zrezygnować z wykonania Kontraktu. A ty będziesz wtedy osobą, która ściągnęła na mnie tą hańbę.

Ton głosu Mordercy pozostał spokojny. A jednak posiadał pewien głębszy i mroczniejszy wymiar, który sprawiał, że Terry nie miał problemu z wyobrażeniem sobie, jak kończyły osoby szargające honor Klanu Łowców. Przełknął ślinę.

- Naprawdę, nie martw się. Kullu Tamam - odezwał się starając się ostatecznie uspokoić wątpliwości Assamity. - Nic ci się złego nie stanie, dopóki relikwia jest pod moją opieką.

- Dlatego prośba do każdego z was - Świr zwrócił się tutaj do reszty Koterii. - Nie sięgajcie po to, ni pod żadnym pozorem z nikim o tym nie mówcie. Widzieliście co zrobili z Sidonią próbując to dostać. To nie może wpaść w niczyje ręce. Proszę więc was raz jeszcze. Nie ruszajcie tego i nie rozmawiajcie o tym z nikim spoza naszej grupy.

- Mashy*** - Morderca skinął głową. - A więc rozumiem, że ręczysz za to słowem. Jai'yed.**** Zapamiętam. Co do reszty: jeśli ktoś z was spróbuje ruszyć to coś, to nie będę starał się kontrolować. Połamię mu piszczele, a może i coś jeszcze. Bezapt kidda.***** To wszystko, co chciałem powiedzieć.

Odwrócił się i odszedł w stronę swojego sarkofagu, po czym usiadł na nim po turecku i oparł się plecami o ścianę. Nie wiadomo skąd wyciągnął nóż bojowy i jak zwykle zaczął się nim bawić, podrzucając go w miarowym, leniwym rytmie.



* arab. Popieprzony
** arab. Niewierny
*** arab. OK
**** arab. Dobrze
***** arab. Dokłądnie tak.
Ostatnio zmieniony 12 grudnia 2015, 13:55 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 12 grudnia 2015, 17:17

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

W drodze do Sanktuarium Viktoria natknęła się na Lucasa, który dysząc ciężko wbiegł na korytarz.

- M ... Moja Pani!
- Tak Lucasie?
- Z przykrością muszę poinformować, że nie jestem wstanie teraz zorganizować sprzętu, o który mnie Pani prosiła. - wysapał. Próbował złapać oddech. Viktoria uniosła brwi i już miała żądać natychmiastowych wyjaśnień od swojego Ghula, gdy ten oddychając spazmatycznie zaczął kontynuować...

-Wszystkie sklepy ... pozamykane!. Nikt nie odpiera tych... no... tele... telefonów. W mieście i okolicy została ogg.. ogłoszona klęska żywiołowa. Wszystko płonie! Ja nie... nie wiem jak zdobyć ten .. ten, no ... sprzęt.

Widać było, że Lucas starał się nie wypluć swoich płuc. Na pewno próbował wypełnić powierzone mu zadanie lecz samo "próbowanie" nie mogło zadowolić Lasombry. Potrzebny osprzęt był kluczowy by sprawnie i szybko wykonać polecenie Atrahasisa. Czasami naprawdę zastanawiała się, dlaczego właśnie akurat jego wybrała na swojego Ghula. W czasach pokoju był może i miłym kompanem.. ale gdy trzeba było działać w kryzysowej sytuacji, jego szare komórki zdecydowanie odmawiały mu współpracy...

- W mieście i okolicy? - głos Viktorii stał się nagle dość zimny i ostry, stary Ghul nie był przygotowany na taką reakcję. Jego Pani zawsze miała do niego miękkie serce. Cóż spowodowało ten oschły ton? Lucas był wyraźnie zdezorientowany.

- Tak. Pani ja... na prawdę...

- Jedziemy do Martinsburga. Czy wpadłeś na to, żeby tam zorientować się w sytuacji?

- Ja... no nie, ja... - Rozbiegane oczy Lucasa, szukające wymówki, zdradzały, że nie.

- Pojedziesz z moim człowiekiem i zdobędziecie ten sprzęt - odezwał się Assamita, do Lucasa. Tamten wyglądał na nieco zdezorientowanego. Spojrzał na swoją panią, a później znów na Mordercę.

- Crimson Rain pomoże ci wszystko załatwić - kontynuował Namtar spokojnie. - Ważne tylko, byś miał przy sobie gotówkę. I nie przeszkadzał mu w działaniu. To tyle.

Viktoria zdawała się równie zaskoczona propozycją Assamity, co jej Ghul. Jej surowy wyraz twarzy natychmiast złagodniał i uśmiechnęła się lekko.

- To dobry pomysł - Skinęła głową. - Dziękuję, Shukran* - powiedziała niepewnie, jakby szukając słowa w pamięci. - Dobrze więc - zwróciła się z powrotem do swojego człowieka - udasz się razem z Crimson Rain'em. Myślę, że suma którą masz przy sobie powinna wystarczy bez problemów. Czy wszystko jasne?

- Tak Pani - Powiedział już bardziej spokojnie Ghul. Jego "tak" było jednak przepełnione ulgą i Viktoria wiedziała, że Lucas po części cieszy się, że nie będzie on tym "odpowiedzialnym" za zdobycie sprzętu i że może stać z boku. Westchnęła głęboko w duchu...

[center]*[/center]

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House. Sanktuarium 11.08.1993 Długa Noc

Po krótkiej wymianie zdań pomiędzy Mordercą i Świrem na temat dziwnego artefaktu, Viktoria ponowiła swoje pytanie do Terrego. Zdawało się jej, że jest celowo ignorowana. No cóż, może i sobie zasłużyła na to ze strony Malkavianina. Zastanawiała się jak bardzo ma jej wciąż za złe to, kiedy wystawia go ona przed oblicze Aurina Spiro w elizjum... Był to zdecydowanie moment, w którym dała się ponieść swoim emocjom i nie myślała o ty, jak on się poczuje... No cóż, wydaję się, że będzie musiała porozmawiać wkrótce z Ojczulkiem... może przeprosić.

- Terry, jeszcze raz się zapytam, jak właściwie działa ten artefakt? Czy jesteśmy bezpieczni w jego bliskości? Wydaje mi się, że również wpłynął wtedy na mnie. Nagle w szybach, jak w zwierciadle zobaczyłam spektry, które zaatakowały mnie gdy próbowałam się dostać do Baltimore i wywołały podobną falę strachu. - Musze wiedzieć jeśli jest on w stanie wzmacniać czy manifestować takie rzeczy. Myślę, że to dość logiczne, że się o to martwię? Zależny mi na naszym bezpieczeństwie. Musimy działać świadomie i wszelka ingerencja w nasze umysły przez potężne przedmioty jest wysoce niepożądana. Już wystarczy tych co próbują się nami posłużyć lub wpłynąć na działania... I Czy jeśli jest jakieś zagrożenie ze strony artefaktu, czy możemy się jakoś bronić? Rozumiem, że jest to ważna rzecz dla twojego klanu, skoro strzegła go Sidona. Jeśli nie odpowiadasz mi, bo martwisz się, że poproszę abyś go gdzieś oddał czy cokolwiek innego, to naprawdę nie oto mi chodzi. Rozumiem, że to coś ważnego i chcesz sam to chronić. Ale muszę wiedzieć. Myślę o bezpieczeństwie koterii.

* Shukran - arb. dziękuje
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

ODPOWIEDZ