PBF - Charleston by Night
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
WV Charleston W czasie podróży do Martinsburga i nagłego postoju, 11.08.1993, Długa Noc
Przysłuchiwał się toczącym w samochodzie rozmowom zza zamkniętych powiek, jednocześnie w myślach próbując poukładać ostatnie wydarzenia. Zrozumieć je. Najmniej spokoju dawała mu myśl o przepowiedni, którą spisał. A która jeszcze miała być dokończona. Niebawem. No i sprawa z Łzą Malkava. Zaczynał naprawdę martwić się, czy to że teraz jest w ich posiadaniu to błąd czyjegoś planu czy jego spełnienie. I jeśli spełnienie, to w jaki sposób może to komuś posłużyć. Był przekonany, że jego postawa i lojalność pozostaną nienaruszone. Mając pojęcie na temat artefaktu takie jakie posiadał, założyć mógł jedynie, że ci, którzy chcieli odebrać go Sidonii, chcieli wykorzystać to by uwolnić kogoś lub coś, z bliżej nieokreślonego więzienia. Klatki.
Uchylił delikatnie powieki, tylko by zobaczyć walczącego z jakąś niecną zarazą Horacego. I wtedy poczuł jak ostre hamowanie wyrzuca jego bezwładne ciało do przodu. Chwała Panu za pasy bezpieczeństwa.
W chwili w której poczuł tę dziwną falę uderzeniową na planie energetycznym, odczytał to jako nadchodzący ciąg dalszy przekazu. Zacisnął dłonie na notatniku, którego nie wypuszczał od kiedy opuścili domenę. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to nie to czego oczekiwał. Miał wrażenie, jakby dotychczas przebywali w wytłumionym, dźwiękoszczelnym pomieszczeniu i nagle ktoś otworzył do niego drzwi, wpuszczając do środka hałas reszty świata. Magiczne bariery runęły, pozwalając nawiązać kontakt ze światem zewnętrznym. Dziwny, świdrujący szmer od strony motocykla Łowcy podpowiedział mu, że niektórzy nie tracąc czasu natychmiast z tego skorzystali. Chciał się odezwać, ale wtedy jego umysł zalała wizja, pokazująca mu ulotność takiego stanu rzeczy. Wkrótce wszystko miało wrócić do "normy", a magiczne bariery staną znów, już teraz odbudowywane rękoma potępieńców z otchłani piekieł.
Horacy wysiadł z samochodu. Darshan wyglądał jakby był trochę niedziałający. Terry spojrzał na Victorię, równie zdziwioną co on, po czym również otworzył drzwi wyszedł z auta. Stanął jednak tak, by jego głos był słyszany zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz, gotowy wślizgnąć się z powrotem do auta, jak i od niego oddalić w razie potrzeby.
- 6 sierpnia 1945 roku, o godzinie 8:16:02 nad Hiroszimą wybuchła pierwsza ofensywnie użyta bomba atomowa. Dość dużo można by powiedzieć na temat zniszczeń jakich dokonała na planie materialnym, jednak nigdy nie spotkałem się z relacjami czego ta eksplozja, jak i ta która nastąpiła dzień później, dokonała na planie duchowym. Oczywiście nigdy też nie widziałem takiego czegoś na własne oczy, jednak widziałem zapisy z testu Trinity. Swoją drogą, cóż za pełna herezji nazwa... W każdym razie, to co się przed chwilą stało, mógłbym porównać do tego co mi wiadomo na temat broni o której wspomniałem.
- Na planie duchowym stało się coś strasznego, potężne wyładowanie, które zniszczyło bariery dookoła stanu. Dzięki temu możliwym było dla ciebie - tu zwrócił się do Assamity - nawiązanie kontaktu ze światem zewnętrznym.
- Jestem też przekonany, że telefony także odzyskały możliwość działania, jednak czymkolwiek była ta duchowa eksplozja, mocno uderzyła w rzeczy statyczne. Na planie duchowym oczywiście. Dość rzec, bariery runęły, jednak stan ten minie dość szybko, gdyż już w tej chwili są... - przełknął ślinę na wspomnienie obrazu Piekielnych Hord, łatających na powrót okalający ich mur. - Myślę, że z godzinę, może troszkę dłużej.
Widząc jak towarzysze jego otwierają właśnie drzwi od strony kierowcy, dodał jeszcze.
- Jednak nie mam najmniejszego pomysłu, co stało się Ravnosowi...
Przysłuchiwał się toczącym w samochodzie rozmowom zza zamkniętych powiek, jednocześnie w myślach próbując poukładać ostatnie wydarzenia. Zrozumieć je. Najmniej spokoju dawała mu myśl o przepowiedni, którą spisał. A która jeszcze miała być dokończona. Niebawem. No i sprawa z Łzą Malkava. Zaczynał naprawdę martwić się, czy to że teraz jest w ich posiadaniu to błąd czyjegoś planu czy jego spełnienie. I jeśli spełnienie, to w jaki sposób może to komuś posłużyć. Był przekonany, że jego postawa i lojalność pozostaną nienaruszone. Mając pojęcie na temat artefaktu takie jakie posiadał, założyć mógł jedynie, że ci, którzy chcieli odebrać go Sidonii, chcieli wykorzystać to by uwolnić kogoś lub coś, z bliżej nieokreślonego więzienia. Klatki.
Uchylił delikatnie powieki, tylko by zobaczyć walczącego z jakąś niecną zarazą Horacego. I wtedy poczuł jak ostre hamowanie wyrzuca jego bezwładne ciało do przodu. Chwała Panu za pasy bezpieczeństwa.
W chwili w której poczuł tę dziwną falę uderzeniową na planie energetycznym, odczytał to jako nadchodzący ciąg dalszy przekazu. Zacisnął dłonie na notatniku, którego nie wypuszczał od kiedy opuścili domenę. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to nie to czego oczekiwał. Miał wrażenie, jakby dotychczas przebywali w wytłumionym, dźwiękoszczelnym pomieszczeniu i nagle ktoś otworzył do niego drzwi, wpuszczając do środka hałas reszty świata. Magiczne bariery runęły, pozwalając nawiązać kontakt ze światem zewnętrznym. Dziwny, świdrujący szmer od strony motocykla Łowcy podpowiedział mu, że niektórzy nie tracąc czasu natychmiast z tego skorzystali. Chciał się odezwać, ale wtedy jego umysł zalała wizja, pokazująca mu ulotność takiego stanu rzeczy. Wkrótce wszystko miało wrócić do "normy", a magiczne bariery staną znów, już teraz odbudowywane rękoma potępieńców z otchłani piekieł.
Horacy wysiadł z samochodu. Darshan wyglądał jakby był trochę niedziałający. Terry spojrzał na Victorię, równie zdziwioną co on, po czym również otworzył drzwi wyszedł z auta. Stanął jednak tak, by jego głos był słyszany zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz, gotowy wślizgnąć się z powrotem do auta, jak i od niego oddalić w razie potrzeby.
- 6 sierpnia 1945 roku, o godzinie 8:16:02 nad Hiroszimą wybuchła pierwsza ofensywnie użyta bomba atomowa. Dość dużo można by powiedzieć na temat zniszczeń jakich dokonała na planie materialnym, jednak nigdy nie spotkałem się z relacjami czego ta eksplozja, jak i ta która nastąpiła dzień później, dokonała na planie duchowym. Oczywiście nigdy też nie widziałem takiego czegoś na własne oczy, jednak widziałem zapisy z testu Trinity. Swoją drogą, cóż za pełna herezji nazwa... W każdym razie, to co się przed chwilą stało, mógłbym porównać do tego co mi wiadomo na temat broni o której wspomniałem.
- Na planie duchowym stało się coś strasznego, potężne wyładowanie, które zniszczyło bariery dookoła stanu. Dzięki temu możliwym było dla ciebie - tu zwrócił się do Assamity - nawiązanie kontaktu ze światem zewnętrznym.
- Jestem też przekonany, że telefony także odzyskały możliwość działania, jednak czymkolwiek była ta duchowa eksplozja, mocno uderzyła w rzeczy statyczne. Na planie duchowym oczywiście. Dość rzec, bariery runęły, jednak stan ten minie dość szybko, gdyż już w tej chwili są... - przełknął ślinę na wspomnienie obrazu Piekielnych Hord, łatających na powrót okalający ich mur. - Myślę, że z godzinę, może troszkę dłużej.
Widząc jak towarzysze jego otwierają właśnie drzwi od strony kierowcy, dodał jeszcze.
- Jednak nie mam najmniejszego pomysłu, co stało się Ravnosowi...
Ostatnio zmieniony 23 grudnia 2015, 10:53 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
WV Charleston W drugiej połowie drogi do Martinsburga 11.08.1993, Długa Noc
Łowca zignorował wypowiedź Terrego, na temat "nawiązywania kontaktu ze światem zewnętrznym", choć przecież musiał ją doskonale słyszeć. Ani szum deszczu, ni skrzyp gałezi pobliskiego lasu nie były bowiem w stanie zagłuszyć słów Świra. Bez trudności uprzedził Nosferatu i otworzył drzwi od strony kierowcy. Przesunął ciało Ravnosa z powrotem na oparcie i pochylił się nad nim badając jego stan.
- Nie żyje - odezwał się - I to przynajmniej od kilkudziesięciu lat...
Dopiero po dłuższej chwili zebrani zrozumieli, że Assamita właśnie próbował opowiedzieć dowcip. Była to z jego strony inicjatywa równie zaskakująca, co pozbawiona wszelkiej nadziei na sukces. Jedyną reakcją pozostało więc milczenie, ozdobione wymownym ściegiem kilku skonsternowanych spojrzeń.
- A poważnie - dodał po chwili Morderca, zupełnie nie przejmując się oczywistym brakiem poczucia humoru, objawionym przez otaczających go Kuffrów. - To nie wpadł w torpor. Jest nieprzytomny. Nie wiem czemu. Nie wiem co mu jest. Nie odniósł żadnych obrażeń fizycznych.
Wyprostował się rozejrzał wkoło, mierząc zamyślonym spojrzeniem ciemną ścianę lasu. Krople deszczu, spływające po ciemnych okularach zabójcy, zalśniły przez chwilę w świetle przejeżdżającego samochodu.
Łowca zignorował wypowiedź Terrego, na temat "nawiązywania kontaktu ze światem zewnętrznym", choć przecież musiał ją doskonale słyszeć. Ani szum deszczu, ni skrzyp gałezi pobliskiego lasu nie były bowiem w stanie zagłuszyć słów Świra. Bez trudności uprzedził Nosferatu i otworzył drzwi od strony kierowcy. Przesunął ciało Ravnosa z powrotem na oparcie i pochylił się nad nim badając jego stan.
- Nie żyje - odezwał się - I to przynajmniej od kilkudziesięciu lat...
Dopiero po dłuższej chwili zebrani zrozumieli, że Assamita właśnie próbował opowiedzieć dowcip. Była to z jego strony inicjatywa równie zaskakująca, co pozbawiona wszelkiej nadziei na sukces. Jedyną reakcją pozostało więc milczenie, ozdobione wymownym ściegiem kilku skonsternowanych spojrzeń.
- A poważnie - dodał po chwili Morderca, zupełnie nie przejmując się oczywistym brakiem poczucia humoru, objawionym przez otaczających go Kuffrów. - To nie wpadł w torpor. Jest nieprzytomny. Nie wiem czemu. Nie wiem co mu jest. Nie odniósł żadnych obrażeń fizycznych.
Wyprostował się rozejrzał wkoło, mierząc zamyślonym spojrzeniem ciemną ścianę lasu. Krople deszczu, spływające po ciemnych okularach zabójcy, zalśniły przez chwilę w świetle przejeżdżającego samochodu.
Dla osób o dużej empatii: Namtar wydaje się wewnętrznie z czegoś zadowolony, co swoim zwyczajem stara się ukryć, ale nie do końca mu to wychodzi...
Ostatnio zmieniony 25 grudnia 2015, 19:04 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
WV Gdzieś na płaszczyźnie astralnej 11.08.1993
Mag siedział nieruchomo patrząc prosto w oczy Darshana. Ravnosowi wydawało się, że wiele rzeczy dzieje się w tym samym czasie i na które wpływ ma sam Mistrz. Postanowił pozdrowić Przebudzonego prostym powitalnym hinduskim gestem. Mistrz jednak nie zareagował, jakby był w dokładnie tej chwili czymś mocno mentalnie zajęty. Po kilku chwilach Mistrz przemówił:
- Przed tobą trudne i najeżone niebezpieczeństwami zadanie przyjacielu. Sam nie jestem w stanie pomóc istotom wewnątrz. Teraz znam prawdę. Barierę utrzymują inni Przebudzeni, którzy zostali oszukani. Adam Towers, Rebecca Schifters, Malcolm Rotard oraz Starmster uwierzyli w cud jaki wydarzył się w Sacred Heart Catholic Church Towersa. Kamienna postać Marii uroniła kilka kropel krwi kilkanaście nocy wcześniej, a ci głupcy wypili je uzależniając się od kogoś z waszego rodzaju. Narzucili swoją wolę pozostałym Tradycjom i zmusili ich do stworzenia tej bariery. Są jeszcze inni, którzy wspierają ten twór, ale nie widzę ich dokładnie. Pozostają doskonale ukryci przed moim wzrokiem.
- Na cmentarzu w Charleston leży grób Georga Donovana - kontynuował po chwili Mag - jednego z Przebudzonych należącego do Niebiańskiego Chóru. Podobno zmartwychwstał i jako jedyny będzie w stanie wam pomóc.
Hindus obserwował zmiany zmiany w aurze Mistrza, kiedy ten mówił. Przypominało to przestrzenną, mandalę, będącą stale w stanie dynamicznej równowagi. Słowa były światłem, którym towarzyszyły harmoniczne dźwięki. Kiedy nastała przerwa, skupił się na czakrze trzeciego oka i zapytał:
- Mistrzu, wiemy że na tym obszarze działa także grupa, która nazywa siebie Unią Technolratyczną, uważają, że ten teren jest kluczowy w czymś co nazywają wojną wstąpienia. Mają duże wpływy w świecie finansów i polityki. Czy mógłbyś powiedzieć o nich coś co pozwoli nam lepiej zrozumieć charakter tej siły, która również działa w Charlestone? Ewentualnie co może oznaczać wojna wstąpienia?
- Nie mogę ci tego wyjaśnić słowami, ale mogę ci pokazać odpowiedzi na twoje pytania.
W jednej chwili przez umysł Ravnosa przeszła ogromna ilość obrazów, emocji oraz innych informacji jakie otrzymuje umysł doświadczając rzeczywistości. Ujrzał wszystko co kryje się za słowami: Jeden Świat, Jedna Prawda, Jedna Rzeczywistość. Zrozumiał czym jest Unia Technokratyczna i jak zamierza wygrać Wojnę Wstąpienia. Zobaczył, że świat ludzi kształtowały nie tylko stare Wampiry, ale także inne nadnaturalne istoty, a każda z nich miała swój własny cel i miejsce w Wszechświecie.
Magowie inspirowali ludzi od zawsze, poprzez szamanów, wyrocznie, mistyków, czarodziejów i innych, dając im możliwość doskonalenia swojego ducha, ciała i umysłu. Przebudzeni podzielili się w kwestii przyszłości jaką ma podzielić świat, tak więc Rada Dziewięciu robi wszystko, by Rzeczywistość nie stała się statyczna, a Unia Technokratyczna dąży do statyki i całkowitej kontroli nad Rzeczywistością. Ludzie w przeszłości wierzyli w magię i bali się jej, a ich wiedza i świadomość kształtowała Świat, który ich otaczał. Jednak pojawili się ci, którzy uznali, że brak kontroli nad wszystkim co nadnaturalne i nie dające się wytłumaczyć racjonalnie, jest zagrożeniem dla ludzi. W ten sposób powstał Wiek Rozumu i Rozsądku, odrzucając przeszłość.
Magowie nie zniknęli, tylko zmienili taktykę wmawiając ludziom, że telewizor, telefon, czy lot na księżyc jest dowodem pracy genialnych umysłów. Prawda jest jednak bardziej przerażająca, albowiem każde zaklęcie Maga, by zadziałać musi być zgodne z Paradygmatem jaki wyznają Śpiący na danym terenie. Darshan zrozumiał, że świat kształtują umysły wszystkich ludzi i wojna toczy się o ich Świadomość. Jako mistyk miał okazję zobaczyć michów Zen, którzy jako Przebudzeni prowadzą ludzi do Oświecenia i Nowy Światowy Porządek, który narzuca wolę Śpiącym, aby mieć większą kontrolę nad masami.
Ravnos zrozumiał, że Unia Technokratyczna wygrywa tą wojnę kontrolując media, polityków oraz całą technologię, która jest niczym więcej niż częścią ich magicznych zaklęć. Tak jak średniowieczny mag potrzebował różdżki, tak teraz Agent w Czerni używa telefonu, komputera, kamer, aparatu, mikrofonów i innych urządzeń, które w Wieku Rozumu nie rozpada się pod naciskiem Paradosku. To Technokraci stworzyli technologię, by wpływać masowo na świadomość Śpiących. Darshan rozumiał, że w średniowieczu żadne z tych urządzeń nie zadziałałoby, a próbującego uruchomić je Maga doprowadziłoby do Szaleństwa lub o wiele straszniejszych rzeczy.
W Charleston trwa bitwa między Przebudzonymi, którzy w większości nie wiedzą o sekretach jakie posiadają Spokrewnieni. Zrozumiał, że Unia Technokratyczna została także odcięta od świata zewnętrznego, a jej Agenci próbują dalej realizować swój plan - usunąć źródło anomalii, które sprawia, że w Charleston od zawsze działy się rzeczy dziwne i niewytłumaczalne. Pojął, że źródłem tym jest to, co znajduje się w oku i prawdopodobnie jest żywą krwią samego Przedpotopowca. Zrozumiał, że wszyscy Przebudzeni bez względu na frakcję, także zostali oszukani i odcięci, a paliwem które zasila barierę jest ich krew. Zmiennokształtni, Magowie, Spokrewnieni - ich krew nie miała zasilić kogoś kto się obudził, a zaplanowane to było już dużo wcześniej. Świadczyła o tym śmierć syna Richarda, który posiadał przeklęty pierścień dużo wcześniej. Konkluzja była przerażająca - nikt z Nadnaturali nie jest w stanie opuścić stanu Wirginia Zachodnia, a Technokracja w ostateczności chce sprowadzić tutaj meteoryt.
WV Charleston W drugiej połowie drogi do Martinsburga 11.08.1993, Długa Noc
Darshan otworzył oczy. Jakby nigdy nic poprawił pas bezpieczeństwa, ubranie i spojrzał czy lusterka są dobrze ustawione. Dopiero po chwili spojrzał lekko zdziwiony na pozostałych i powiedział:
- wsiadajcie, nie ma sensu tak tutaj stać i się na siebie patrzeć.
Nikt się nie ruszył. Assamita odezwał się bez najmniejszego śladu troski w głosie:
- Byłeś nieprzytomny - właściwie było to raczej stwierdzenie, niż pytanie. - Muszę wiedzieć co się stało. Czy często ci się to zdarza i czy jesteś w stanie prowadzić.
- Byłem poza ciałem, zdarza mi się to rzadko a kiedy już się zdarza w czasie jazdy to zdążam zahamować, jestem w stanie prowadzić. Ruszmy się, szczegóły opowiem w drodze.
- Przyjąłem - Łowca skinął głową. Po czym nie tracąc więcej energii ni czasu na rozmowę, wsiadł na motor.
Mag siedział nieruchomo patrząc prosto w oczy Darshana. Ravnosowi wydawało się, że wiele rzeczy dzieje się w tym samym czasie i na które wpływ ma sam Mistrz. Postanowił pozdrowić Przebudzonego prostym powitalnym hinduskim gestem. Mistrz jednak nie zareagował, jakby był w dokładnie tej chwili czymś mocno mentalnie zajęty. Po kilku chwilach Mistrz przemówił:
- Przed tobą trudne i najeżone niebezpieczeństwami zadanie przyjacielu. Sam nie jestem w stanie pomóc istotom wewnątrz. Teraz znam prawdę. Barierę utrzymują inni Przebudzeni, którzy zostali oszukani. Adam Towers, Rebecca Schifters, Malcolm Rotard oraz Starmster uwierzyli w cud jaki wydarzył się w Sacred Heart Catholic Church Towersa. Kamienna postać Marii uroniła kilka kropel krwi kilkanaście nocy wcześniej, a ci głupcy wypili je uzależniając się od kogoś z waszego rodzaju. Narzucili swoją wolę pozostałym Tradycjom i zmusili ich do stworzenia tej bariery. Są jeszcze inni, którzy wspierają ten twór, ale nie widzę ich dokładnie. Pozostają doskonale ukryci przed moim wzrokiem.
- Na cmentarzu w Charleston leży grób Georga Donovana - kontynuował po chwili Mag - jednego z Przebudzonych należącego do Niebiańskiego Chóru. Podobno zmartwychwstał i jako jedyny będzie w stanie wam pomóc.
Hindus obserwował zmiany zmiany w aurze Mistrza, kiedy ten mówił. Przypominało to przestrzenną, mandalę, będącą stale w stanie dynamicznej równowagi. Słowa były światłem, którym towarzyszyły harmoniczne dźwięki. Kiedy nastała przerwa, skupił się na czakrze trzeciego oka i zapytał:
- Mistrzu, wiemy że na tym obszarze działa także grupa, która nazywa siebie Unią Technolratyczną, uważają, że ten teren jest kluczowy w czymś co nazywają wojną wstąpienia. Mają duże wpływy w świecie finansów i polityki. Czy mógłbyś powiedzieć o nich coś co pozwoli nam lepiej zrozumieć charakter tej siły, która również działa w Charlestone? Ewentualnie co może oznaczać wojna wstąpienia?
- Nie mogę ci tego wyjaśnić słowami, ale mogę ci pokazać odpowiedzi na twoje pytania.
W jednej chwili przez umysł Ravnosa przeszła ogromna ilość obrazów, emocji oraz innych informacji jakie otrzymuje umysł doświadczając rzeczywistości. Ujrzał wszystko co kryje się za słowami: Jeden Świat, Jedna Prawda, Jedna Rzeczywistość. Zrozumiał czym jest Unia Technokratyczna i jak zamierza wygrać Wojnę Wstąpienia. Zobaczył, że świat ludzi kształtowały nie tylko stare Wampiry, ale także inne nadnaturalne istoty, a każda z nich miała swój własny cel i miejsce w Wszechświecie.
Magowie inspirowali ludzi od zawsze, poprzez szamanów, wyrocznie, mistyków, czarodziejów i innych, dając im możliwość doskonalenia swojego ducha, ciała i umysłu. Przebudzeni podzielili się w kwestii przyszłości jaką ma podzielić świat, tak więc Rada Dziewięciu robi wszystko, by Rzeczywistość nie stała się statyczna, a Unia Technokratyczna dąży do statyki i całkowitej kontroli nad Rzeczywistością. Ludzie w przeszłości wierzyli w magię i bali się jej, a ich wiedza i świadomość kształtowała Świat, który ich otaczał. Jednak pojawili się ci, którzy uznali, że brak kontroli nad wszystkim co nadnaturalne i nie dające się wytłumaczyć racjonalnie, jest zagrożeniem dla ludzi. W ten sposób powstał Wiek Rozumu i Rozsądku, odrzucając przeszłość.
Magowie nie zniknęli, tylko zmienili taktykę wmawiając ludziom, że telewizor, telefon, czy lot na księżyc jest dowodem pracy genialnych umysłów. Prawda jest jednak bardziej przerażająca, albowiem każde zaklęcie Maga, by zadziałać musi być zgodne z Paradygmatem jaki wyznają Śpiący na danym terenie. Darshan zrozumiał, że świat kształtują umysły wszystkich ludzi i wojna toczy się o ich Świadomość. Jako mistyk miał okazję zobaczyć michów Zen, którzy jako Przebudzeni prowadzą ludzi do Oświecenia i Nowy Światowy Porządek, który narzuca wolę Śpiącym, aby mieć większą kontrolę nad masami.
Ravnos zrozumiał, że Unia Technokratyczna wygrywa tą wojnę kontrolując media, polityków oraz całą technologię, która jest niczym więcej niż częścią ich magicznych zaklęć. Tak jak średniowieczny mag potrzebował różdżki, tak teraz Agent w Czerni używa telefonu, komputera, kamer, aparatu, mikrofonów i innych urządzeń, które w Wieku Rozumu nie rozpada się pod naciskiem Paradosku. To Technokraci stworzyli technologię, by wpływać masowo na świadomość Śpiących. Darshan rozumiał, że w średniowieczu żadne z tych urządzeń nie zadziałałoby, a próbującego uruchomić je Maga doprowadziłoby do Szaleństwa lub o wiele straszniejszych rzeczy.
W Charleston trwa bitwa między Przebudzonymi, którzy w większości nie wiedzą o sekretach jakie posiadają Spokrewnieni. Zrozumiał, że Unia Technokratyczna została także odcięta od świata zewnętrznego, a jej Agenci próbują dalej realizować swój plan - usunąć źródło anomalii, które sprawia, że w Charleston od zawsze działy się rzeczy dziwne i niewytłumaczalne. Pojął, że źródłem tym jest to, co znajduje się w oku i prawdopodobnie jest żywą krwią samego Przedpotopowca. Zrozumiał, że wszyscy Przebudzeni bez względu na frakcję, także zostali oszukani i odcięci, a paliwem które zasila barierę jest ich krew. Zmiennokształtni, Magowie, Spokrewnieni - ich krew nie miała zasilić kogoś kto się obudził, a zaplanowane to było już dużo wcześniej. Świadczyła o tym śmierć syna Richarda, który posiadał przeklęty pierścień dużo wcześniej. Konkluzja była przerażająca - nikt z Nadnaturali nie jest w stanie opuścić stanu Wirginia Zachodnia, a Technokracja w ostateczności chce sprowadzić tutaj meteoryt.
WV Charleston W drugiej połowie drogi do Martinsburga 11.08.1993, Długa Noc
Darshan otworzył oczy. Jakby nigdy nic poprawił pas bezpieczeństwa, ubranie i spojrzał czy lusterka są dobrze ustawione. Dopiero po chwili spojrzał lekko zdziwiony na pozostałych i powiedział:
- wsiadajcie, nie ma sensu tak tutaj stać i się na siebie patrzeć.
Nikt się nie ruszył. Assamita odezwał się bez najmniejszego śladu troski w głosie:
- Byłeś nieprzytomny - właściwie było to raczej stwierdzenie, niż pytanie. - Muszę wiedzieć co się stało. Czy często ci się to zdarza i czy jesteś w stanie prowadzić.
- Byłem poza ciałem, zdarza mi się to rzadko a kiedy już się zdarza w czasie jazdy to zdążam zahamować, jestem w stanie prowadzić. Ruszmy się, szczegóły opowiem w drodze.
- Przyjąłem - Łowca skinął głową. Po czym nie tracąc więcej energii ni czasu na rozmowę, wsiadł na motor.
Ostatnio zmieniony 29 grudnia 2015, 13:48 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.
WV Charleston W drugiej połowie drogi do Martinsburga 11.08.1993, Długa Noc.
- Dobrze więc, jedźmy. - Powiedziała Lasombra. Zapieła pasy i wpatrując się w Ravnosa z wyczekiwaniem, próbowała jeszcze raz odtworzyć sekwencje wydarzeń i odczuć swojej w pamięci. Zastanawiała się gdzie Darshan podróżował w momencie tego niesamowitego wyładowania energii duchowej. Byl Mistykiem, moglbyc w rzeczywistosci wszedzie... Z jakiegos powodu nie potrzebowala pytac go o to dokladniej. Sama interesowala sie praktykami okultystycznymi z tradycji zachodniej i znane jej byly glebokie stany transu. Nie mniej jednak... fakt, ze wszedl wen tak nagle w trakcie jazdy oznaczac moglo ze ktos go w ten stan wprowadzil... ciekawe.
Napięcie malowało się na twarzy Victorii, a jej oczy próbowały prześwietlić Darshana na wylot. Czekała na to co powie, z nadzieją, że rzuci to więcej światła na sytuację. Słowa Ojczulka zaniepokoiły ją i były potwierdzeniem tego co sama poczuła w momencie, gdy fala energii przetoczyła się przez nich jak walec.
- Dobrze więc, jedźmy. - Powiedziała Lasombra. Zapieła pasy i wpatrując się w Ravnosa z wyczekiwaniem, próbowała jeszcze raz odtworzyć sekwencje wydarzeń i odczuć swojej w pamięci. Zastanawiała się gdzie Darshan podróżował w momencie tego niesamowitego wyładowania energii duchowej. Byl Mistykiem, moglbyc w rzeczywistosci wszedzie... Z jakiegos powodu nie potrzebowala pytac go o to dokladniej. Sama interesowala sie praktykami okultystycznymi z tradycji zachodniej i znane jej byly glebokie stany transu. Nie mniej jednak... fakt, ze wszedl wen tak nagle w trakcie jazdy oznaczac moglo ze ktos go w ten stan wprowadzil... ciekawe.
Napięcie malowało się na twarzy Victorii, a jej oczy próbowały prześwietlić Darshana na wylot. Czekała na to co powie, z nadzieją, że rzuci to więcej światła na sytuację. Słowa Ojczulka zaniepokoiły ją i były potwierdzeniem tego co sama poczuła w momencie, gdy fala energii przetoczyła się przez nich jak walec.
Ostatnio zmieniony 11 stycznia 2016, 17:10 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown
H.P. Lovecraft
H.P. Lovecraft
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
WV Charleston W czasie nagłego postoju i dalszej podróży do Martinsburga, 11.08.1993, Długa Noc
Terry bez słowa powrócił na swoje miejsce w samochodzie. Podobnie jak chyba cała reszta czekał aż Nowy Ravnos podzieli się swymi przeżyciami. Wciąż nie wypuszczał z rąk notatnika. Co przypomniało mu, że i on miał do obgadania pewną pilną sprawę. Wiedziony doświadczeniem, postanowił jednak poczekać na opowieść Darshana. Gdyby teraz zaczął mówić nikt nie przejąłby się jego słowami. Kazali by mu zamilknąć i dać mówić mistykowi. Albo wysłuchali by go, ale nie podjęli dialogu, z tego samego powodu.
Przypomniał mu się poznany dawno temu wielbiciel kotów z jego Klanu. Mówili o nim "pchlarz", i starali się go unikać, chyba nawet z powodu tego złośliwego przydomku. Nie pamiętał już dziś nawet jak w istocie miał na imię, ich znajomość trwała zaledwie kwadrans. Podczas którego, przebywając w schronieniu pełnym kotów, różnych ras i różnej maści obserwował jak dzielący przekleństwo jego krwi, młody, samotny i nierozgarnięty chłopak bawił się ze swymi pupilami. A te biegały za zawieszonym na sznurku kawałkiem ptasiego ogona.
Z jakiegoś powodu, którego sam nie do końca jeszcze rozumiał ni dostrzegał, skojarzyło mu się to z Koterią Atrahasisa. Nie mogąc dojść źródła swego dziwnego wspomnienia, potrząsnął głową pozbywając się w ten sposób natrętnych myśli i skupił się na chwili obecnej.
Terry bez słowa powrócił na swoje miejsce w samochodzie. Podobnie jak chyba cała reszta czekał aż Nowy Ravnos podzieli się swymi przeżyciami. Wciąż nie wypuszczał z rąk notatnika. Co przypomniało mu, że i on miał do obgadania pewną pilną sprawę. Wiedziony doświadczeniem, postanowił jednak poczekać na opowieść Darshana. Gdyby teraz zaczął mówić nikt nie przejąłby się jego słowami. Kazali by mu zamilknąć i dać mówić mistykowi. Albo wysłuchali by go, ale nie podjęli dialogu, z tego samego powodu.
Przypomniał mu się poznany dawno temu wielbiciel kotów z jego Klanu. Mówili o nim "pchlarz", i starali się go unikać, chyba nawet z powodu tego złośliwego przydomku. Nie pamiętał już dziś nawet jak w istocie miał na imię, ich znajomość trwała zaledwie kwadrans. Podczas którego, przebywając w schronieniu pełnym kotów, różnych ras i różnej maści obserwował jak dzielący przekleństwo jego krwi, młody, samotny i nierozgarnięty chłopak bawił się ze swymi pupilami. A te biegały za zawieszonym na sznurku kawałkiem ptasiego ogona.
Z jakiegoś powodu, którego sam nie do końca jeszcze rozumiał ni dostrzegał, skojarzyło mu się to z Koterią Atrahasisa. Nie mogąc dojść źródła swego dziwnego wspomnienia, potrząsnął głową pozbywając się w ten sposób natrętnych myśli i skupił się na chwili obecnej.
Ostatnio zmieniony 29 grudnia 2015, 17:05 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
WV Charleston W czasie nagłego postoju i dalszej podróży do Martinsburga, 11.08.1993, Długa Noc
Samochód ruszył-, krajobraz za oknem znów zaczął się zmieniać. Hindus milczał jakby nie zauważając przewiercającego spojrzenia Victorii i ciężkiej ciszy oczekiwania. Nie dbał o to jak odbiorą to inni. Sam nie chciał mówić póki słowa same nie zaczną się układać w sposób naturalny i nie wymuszony. Włączył więc płytę.
https://www.youtube.com/watch?v=BLBV6ZwLKDU
Zanim jednak wybrzmiały pierwsze nuty organów spod palców Raya, Darshan przemówił spokojnym, pasującym do nastroju muzyki głosem.
- Skradziona krew nie obudzi żadnego wampira. Jej moc utrzymuje barierę odcinającą Charlestone od reszty świata. To robota magów. Magów związanych krwią. Jest to niewielka grupa, która narzuciła swoją wolę innym by stworzyć tą barierę. Należą do niej Adam Towers, Rebecca Schifters, Malcolm Rotard oraz Starmster. Wypili krwawe łzy płaczącej statuetki Maryi Dziewicy, więc Terry, jeśli staniesz się świadkiem jakiegoś cudu związanego z krwią zachowaj proszę w pamięci, że dla niektórych nie ma świętości i że mogą wykorzystać żar Twojej niezachwianej wiary.
- Unia technokratyczna o której słyszeliśmy wcześniej to także magowie. Świat magów podobnie jak nasz jest podzielony w ogólnie dość czytelny sposób, który staje się mniej czytelny im bardziej zagłębiać się w szczegóły. W skrócie, technokracja dąży do maksymalnej statyki. Cała technologia jaką dzisiaj mamy do dyspozycji to tak naprawdę efekty ich pracy magicznej. Ludzie wierzą w technikę więc technika działa. Jeżeli wierzysz, że potrafisz rozmawiać z drzewem, to ono będzie ci odpowiadać i będziesz w stanie to zrozumieć. Jeżeli w to nie wierzysz, drzewo będzie się czuło jakby gadało do słupa..., a słup jak dupa.... - tu spojrzał na Horacego, starał się ostatnią myśl przekazać bardziej zrozumiałym dla niego językiem, ciekaw był czy stary Nosferatu będzie w stanie przyjąć tak egzotyczną myśl.
- Na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego. Technika jest cholernie użyteczna. Tak się wydaje na pierwszy rzut oka. Jednak patrząc na szerszy obraz sama generuje wiele problemów z którymi potem musi się uporać. Tworzy świat sama dla siebie i wciąga w niego wszystkich postronnych. Zastanówcie się chwilkę nad organizacją ekonomiczną współczesnego świata. System jest oparty na produkcji. Jest to system ilościowy. Im większa sprzedaż tym większe zyski, pozwalające inwestować i zwiększać produkcję a jeśli dobrze pójdzie to także sprzedaż i tak dalej.
- Producentów jest jednak wielu i konsumenci nigdy nie będą w stanie kupić wszystkiego co produkują. Powstaje więc gigantyczna nadprodukcja. Ogromne marnotrawstwo surowców naturalnych ale także energii i czasu pracowników. Ludzi, którzy większość dni spędzają na pracy by zarobić na życie. Większości pracowników zarobki wystarczają tylko na życie i niewiele więcej. Jest to więc system niewolniczy. Pracuj bo inaczej umrzesz. Za pracę dostajesz tylko tyle żebyś mógł żyć i pracować dalej. W uproszczeniu....
- Zbędne produkty lądują na śmietniku. Środowisko jest zanieczyszczane, duchy natury słabną, więź człowieka z ziemią słabnie. Społeczeństwo oddala się od korzeni i staje się chore. Współczesny system ekonomiczny okrada ludzi z czasu i energii. Media do tego bombardują ich taką ilością bodźców, żeby ich percepcja nie była w stanie przyjąć wiele więcej. Kosztem rozwoju techniki ludzie więc tracą coś dużo bardziej wartościowego. Świadomość.
- To tylko kilka z aspektów. Ogólnie technokracja widzi ludzi jako środek do własnych celów. Kontrolując ich umysły, mówiąc w co mają wierzyć pozbawiają ich w istocie wszystkiego co jest tak naprawdę wartościowe. Ich plany są tak szeroko zakrojone, że dotyczą każdego. Nas też nie zostawią w spokoju. Muszą kontrolować każde środowisko. Może zostawili by w spokoju jakieś wyizolowane grupki Nosferatu, ale to po poważnych czystkach.
- Oni też są zamknięci tutaj i nie bardzo wiedzą jak poradzić sobie ze wspomnianą barierą. Jak pamiętacie ich planem B jest sprowadzenie meteorytu na ten piękny stan.
- W swoich dążeniach eliminują więc innych magów, oraz istoty, które potrafią manipulować rzeczywistością. Tak samo jak przedmioty. Takie jak twoje nowe oko Terry. Właśnie to oko jest obecnie jednym z ich najwyższych priorytetów.
- Dowiedziałem się także czegoś, co jeżeli okaże się prawdziwe będzie dobrą informacją. Na cmentarzu, na którym mieliście przypadkowe spotkanie z sabatem, leżał pewien mag, który podobno, chociaż to dziwne słowo w tym kontekście, zmartwychwstał. Jeżeli istotnie tak się stało, on nam pomorze. Wiem, że Atra-hasis powiedział, że możemy ufać tylko członkom koterii więc jeżeli ufacie mi, to powiem wam wprost, że jemu też będziemy mogli zaufać. Jeśli istotnie zmartwychwstał, to będziemy mieć sprzymierzeńca. Macie jeszcze to zdjęcie księdza, które wtedy znaleźliście?
- To co się dzieje w Charlestone ma z jakiś powodów mieć istotny wpływ na powodzenie technokracji na globalną skalę. Wiem, że naszym celem jest zbadanie śmierci Atra-hasisa, mam jednak dziwne przeczucie, że to wszystko się ze sobą wiąże.
- Róbmy więc swoje i pamiętajmy o swojej naturze i sile, bo właśnie tego wszechświat teraz od nas potrzebuje. - To mówiąc chciał przez lusterko złapać kontakt wzrokowy z Terrym.
- Jeżeli coś powiedziałem nie jasno, lub uważacie, że coś pominąłem pytajcie, spróbuje odpowiedzieć.
Hindus zamilkł. Płyta grała dalej...
Samochód ruszył-, krajobraz za oknem znów zaczął się zmieniać. Hindus milczał jakby nie zauważając przewiercającego spojrzenia Victorii i ciężkiej ciszy oczekiwania. Nie dbał o to jak odbiorą to inni. Sam nie chciał mówić póki słowa same nie zaczną się układać w sposób naturalny i nie wymuszony. Włączył więc płytę.
https://www.youtube.com/watch?v=BLBV6ZwLKDU
Zanim jednak wybrzmiały pierwsze nuty organów spod palców Raya, Darshan przemówił spokojnym, pasującym do nastroju muzyki głosem.
- Skradziona krew nie obudzi żadnego wampira. Jej moc utrzymuje barierę odcinającą Charlestone od reszty świata. To robota magów. Magów związanych krwią. Jest to niewielka grupa, która narzuciła swoją wolę innym by stworzyć tą barierę. Należą do niej Adam Towers, Rebecca Schifters, Malcolm Rotard oraz Starmster. Wypili krwawe łzy płaczącej statuetki Maryi Dziewicy, więc Terry, jeśli staniesz się świadkiem jakiegoś cudu związanego z krwią zachowaj proszę w pamięci, że dla niektórych nie ma świętości i że mogą wykorzystać żar Twojej niezachwianej wiary.
- Unia technokratyczna o której słyszeliśmy wcześniej to także magowie. Świat magów podobnie jak nasz jest podzielony w ogólnie dość czytelny sposób, który staje się mniej czytelny im bardziej zagłębiać się w szczegóły. W skrócie, technokracja dąży do maksymalnej statyki. Cała technologia jaką dzisiaj mamy do dyspozycji to tak naprawdę efekty ich pracy magicznej. Ludzie wierzą w technikę więc technika działa. Jeżeli wierzysz, że potrafisz rozmawiać z drzewem, to ono będzie ci odpowiadać i będziesz w stanie to zrozumieć. Jeżeli w to nie wierzysz, drzewo będzie się czuło jakby gadało do słupa..., a słup jak dupa.... - tu spojrzał na Horacego, starał się ostatnią myśl przekazać bardziej zrozumiałym dla niego językiem, ciekaw był czy stary Nosferatu będzie w stanie przyjąć tak egzotyczną myśl.
- Na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego. Technika jest cholernie użyteczna. Tak się wydaje na pierwszy rzut oka. Jednak patrząc na szerszy obraz sama generuje wiele problemów z którymi potem musi się uporać. Tworzy świat sama dla siebie i wciąga w niego wszystkich postronnych. Zastanówcie się chwilkę nad organizacją ekonomiczną współczesnego świata. System jest oparty na produkcji. Jest to system ilościowy. Im większa sprzedaż tym większe zyski, pozwalające inwestować i zwiększać produkcję a jeśli dobrze pójdzie to także sprzedaż i tak dalej.
- Producentów jest jednak wielu i konsumenci nigdy nie będą w stanie kupić wszystkiego co produkują. Powstaje więc gigantyczna nadprodukcja. Ogromne marnotrawstwo surowców naturalnych ale także energii i czasu pracowników. Ludzi, którzy większość dni spędzają na pracy by zarobić na życie. Większości pracowników zarobki wystarczają tylko na życie i niewiele więcej. Jest to więc system niewolniczy. Pracuj bo inaczej umrzesz. Za pracę dostajesz tylko tyle żebyś mógł żyć i pracować dalej. W uproszczeniu....
- Zbędne produkty lądują na śmietniku. Środowisko jest zanieczyszczane, duchy natury słabną, więź człowieka z ziemią słabnie. Społeczeństwo oddala się od korzeni i staje się chore. Współczesny system ekonomiczny okrada ludzi z czasu i energii. Media do tego bombardują ich taką ilością bodźców, żeby ich percepcja nie była w stanie przyjąć wiele więcej. Kosztem rozwoju techniki ludzie więc tracą coś dużo bardziej wartościowego. Świadomość.
- To tylko kilka z aspektów. Ogólnie technokracja widzi ludzi jako środek do własnych celów. Kontrolując ich umysły, mówiąc w co mają wierzyć pozbawiają ich w istocie wszystkiego co jest tak naprawdę wartościowe. Ich plany są tak szeroko zakrojone, że dotyczą każdego. Nas też nie zostawią w spokoju. Muszą kontrolować każde środowisko. Może zostawili by w spokoju jakieś wyizolowane grupki Nosferatu, ale to po poważnych czystkach.
- Oni też są zamknięci tutaj i nie bardzo wiedzą jak poradzić sobie ze wspomnianą barierą. Jak pamiętacie ich planem B jest sprowadzenie meteorytu na ten piękny stan.
- W swoich dążeniach eliminują więc innych magów, oraz istoty, które potrafią manipulować rzeczywistością. Tak samo jak przedmioty. Takie jak twoje nowe oko Terry. Właśnie to oko jest obecnie jednym z ich najwyższych priorytetów.
- Dowiedziałem się także czegoś, co jeżeli okaże się prawdziwe będzie dobrą informacją. Na cmentarzu, na którym mieliście przypadkowe spotkanie z sabatem, leżał pewien mag, który podobno, chociaż to dziwne słowo w tym kontekście, zmartwychwstał. Jeżeli istotnie tak się stało, on nam pomorze. Wiem, że Atra-hasis powiedział, że możemy ufać tylko członkom koterii więc jeżeli ufacie mi, to powiem wam wprost, że jemu też będziemy mogli zaufać. Jeśli istotnie zmartwychwstał, to będziemy mieć sprzymierzeńca. Macie jeszcze to zdjęcie księdza, które wtedy znaleźliście?
- To co się dzieje w Charlestone ma z jakiś powodów mieć istotny wpływ na powodzenie technokracji na globalną skalę. Wiem, że naszym celem jest zbadanie śmierci Atra-hasisa, mam jednak dziwne przeczucie, że to wszystko się ze sobą wiąże.
- Róbmy więc swoje i pamiętajmy o swojej naturze i sile, bo właśnie tego wszechświat teraz od nas potrzebuje. - To mówiąc chciał przez lusterko złapać kontakt wzrokowy z Terrym.
- Jeżeli coś powiedziałem nie jasno, lub uważacie, że coś pominąłem pytajcie, spróbuje odpowiedzieć.
Hindus zamilkł. Płyta grała dalej...
Ostatnio zmieniony 29 grudnia 2015, 20:30 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.
WV Charleston W drugiej połowie drogi do Martinsburga 11.08.1993, Długa Noc.
Victoria ledwo nadążała za płynącymi swobodnie z ust Hindusa słowami. Każdą nową myśl powtarzała sobie jeszcze raz, podczas gdy Ravnos bombardował ją kolejną porcją informacji. Do tej pory magowie byli dla niej odległą częścią wszechświata i tylko czasem przecinającą trajektorię jej losu. Teraz jednak ich przędza zdawała się wplatać w kanwę jej świata.
Analizując wiadomości przekazane od Hindusa, zorientowała się, że mimowolnie potakuje głową. Zawsze wydawało jej się, że współczesny świat ludzi poprzez media, systemy polityczne i to, wciąż nowe dla niej, zjawisko komputeryzacji jest jak metalowa klatka, z której nie tylko nie da się wyjść, ale jeszcze jej ściany zaciskają się z wolna... Było cos sztucznego w otaczającym ja świecie... Uliczne latarnie pachniały zimną obojętnością, współczesna sztuka straciła głębie, powietrze tchnęło kurzem i nawet ludzka krew miała posmak plastiku. Tak bardzo tęskniła za zapachem winnicy i lawendy w południowej Francji...
A wiec magowie. Nigdy nie pomyślała że to oni eksperymentowali na "żywym inwentaru".. Zamieniając ludzi żywcem w owce....
Socially Engineered Bio Robots a species breed or socially engineered to behave a specific way - blindly, delusional, obedient, with no imagination..
Słowa z przeczytanej kiedyś książki same z siebie wypełniły jej myśli... Więc to nie wampir? Co więc został zbudzone pod ziemią? Zdjęcie? Jakie zdjęcie? Nic już nie pamiętała..A jednak oko było ważne! Czyja krew spłynęła po twarzy Maryji, z kim związani są krwią magowie? W czym tak naprawde bierze udział cała koteria? Kto i gdzie pociąga za sznurki? Czy decyzje które podejmują nie są czyimś potajemnym planem? Czy jest możliwe, że wyręczają kogoś w "pracy" , podczas gdy Grand Master of puppets pociąga za sznurki, sam pozostając w cieniu? Kto jest suflerem w tym przedstawieniu? Czy to kolejna noc w teatrze lalek?
Natłok pytań przysłaniał jej jasność działań jaki do tej pory miała. Wszystko zdawało się już mieć sens, kiedy nowe fakty zmieniły sytuację. Czy powinni zająć się najpierw tym zmartwychwstałym magiem? Nie. Mają swoje zadanie. Swoją rolę. Jeśli zaczną sie rozdrabniać i biegać w kółko nic nie zostanie zrobione. Najpierw kruk i jezioro. Wola Mędrca. Potem zobaczymy... Kim będzie ten wampir, jego obecność może znowu zmienić bieg wydarzeń.
Wyrywając się z chaosu myśli odpowiedziała Ravnosovi:
- Nie, dla mnie wszystko było zrozumiałe - odparła, choć jej niepewny ton głosu zdradzał zgoła coś innego... - nie mam pytań. Skupmy się teraz na zadaniu. To jedyne czego możemy się w tym momencie trzymać. Przynajmniej na razie. Cudownie zmartwychwstałym magiem zajmiemy się po powrocie... - dodała po chwili i pogrążyła się ponownie w myślach.
- Podobno zmartwychwstałym magiem... - podkreślił Darshan, po czym przeniósł uwagę na wijącą się przed nim drogę. Czekał na komentarze pozostałych... O ile takie miały nadejść. W samochodzie zapadła cisza.
Victoria ledwo nadążała za płynącymi swobodnie z ust Hindusa słowami. Każdą nową myśl powtarzała sobie jeszcze raz, podczas gdy Ravnos bombardował ją kolejną porcją informacji. Do tej pory magowie byli dla niej odległą częścią wszechświata i tylko czasem przecinającą trajektorię jej losu. Teraz jednak ich przędza zdawała się wplatać w kanwę jej świata.
Analizując wiadomości przekazane od Hindusa, zorientowała się, że mimowolnie potakuje głową. Zawsze wydawało jej się, że współczesny świat ludzi poprzez media, systemy polityczne i to, wciąż nowe dla niej, zjawisko komputeryzacji jest jak metalowa klatka, z której nie tylko nie da się wyjść, ale jeszcze jej ściany zaciskają się z wolna... Było cos sztucznego w otaczającym ja świecie... Uliczne latarnie pachniały zimną obojętnością, współczesna sztuka straciła głębie, powietrze tchnęło kurzem i nawet ludzka krew miała posmak plastiku. Tak bardzo tęskniła za zapachem winnicy i lawendy w południowej Francji...
A wiec magowie. Nigdy nie pomyślała że to oni eksperymentowali na "żywym inwentaru".. Zamieniając ludzi żywcem w owce....
Socially Engineered Bio Robots a species breed or socially engineered to behave a specific way - blindly, delusional, obedient, with no imagination..
Słowa z przeczytanej kiedyś książki same z siebie wypełniły jej myśli... Więc to nie wampir? Co więc został zbudzone pod ziemią? Zdjęcie? Jakie zdjęcie? Nic już nie pamiętała..A jednak oko było ważne! Czyja krew spłynęła po twarzy Maryji, z kim związani są krwią magowie? W czym tak naprawde bierze udział cała koteria? Kto i gdzie pociąga za sznurki? Czy decyzje które podejmują nie są czyimś potajemnym planem? Czy jest możliwe, że wyręczają kogoś w "pracy" , podczas gdy Grand Master of puppets pociąga za sznurki, sam pozostając w cieniu? Kto jest suflerem w tym przedstawieniu? Czy to kolejna noc w teatrze lalek?
Natłok pytań przysłaniał jej jasność działań jaki do tej pory miała. Wszystko zdawało się już mieć sens, kiedy nowe fakty zmieniły sytuację. Czy powinni zająć się najpierw tym zmartwychwstałym magiem? Nie. Mają swoje zadanie. Swoją rolę. Jeśli zaczną sie rozdrabniać i biegać w kółko nic nie zostanie zrobione. Najpierw kruk i jezioro. Wola Mędrca. Potem zobaczymy... Kim będzie ten wampir, jego obecność może znowu zmienić bieg wydarzeń.
Wyrywając się z chaosu myśli odpowiedziała Ravnosovi:
- Nie, dla mnie wszystko było zrozumiałe - odparła, choć jej niepewny ton głosu zdradzał zgoła coś innego... - nie mam pytań. Skupmy się teraz na zadaniu. To jedyne czego możemy się w tym momencie trzymać. Przynajmniej na razie. Cudownie zmartwychwstałym magiem zajmiemy się po powrocie... - dodała po chwili i pogrążyła się ponownie w myślach.
- Podobno zmartwychwstałym magiem... - podkreślił Darshan, po czym przeniósł uwagę na wijącą się przed nim drogę. Czekał na komentarze pozostałych... O ile takie miały nadejść. W samochodzie zapadła cisza.
Ostatnio zmieniony 11 stycznia 2016, 17:11 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown
H.P. Lovecraft
H.P. Lovecraft
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
WV Charleston W czasie dalszej podróży do Martinsburga i rozmów w samochodzie, 11.08.1993, Długa Noc
Słuchał słów Nowego Ravnosa z niezmąconą niczym uwagą. Uwagę o wykorzystaniu jego wiary przeciw niemu samemu chciał natychmiast zbyć jakimś kąśliwym argumentem, ale zanim się odezwał, zrozumiał, że nawet myśl o tym wywołuje w nim plugawe emocje. Ugryzł się więc w język i słuchał dalej, rugając się jednocześnie za zbytnią pewność siebie i niedocenianie podstępu przeciwnika. Postanowił zapamiętać słowa Darshana by stanowiły dla niego przestrogę i przypomniały mu w odpowiedniej chwili, że nawet pierwsi spośród ludzi ulegli słowom Złego. Kiedy zaś mistyk skończył, a Czarna Victoria wyraziła swe myśli, sam zabrał głos.
- Zapytałbym się, skąd posiadasz te informacje, jednak sam miewam takie chwile, poza tym ciężko mi znaleźć jakiś uderzający brak logiki w twych słowach, uznaję więc je za prawdziwe i wiarygodne. Skoro szklane oko jest ich priorytetem, cóż, musimy zadbać o to, by go nie dostali. Daje nam to też pewne śladowe informacje, jak na przykład którzy z Kainitów z nimi współpracują, albo to, że do swych celów wykorzystują duchy, które spotkaliśmy wtedy nad rzeką i które przybyły do naszej domeny kiedy owe oko znalazło się na chwilę poza czyjąkolwiek opieką. Dodatkowo daje mi to wrażenie, że moglibyśmy wykorzystać je w kluczowym momencie przeciwko nim. Wiecie, skoro tak im zależy na tym by je zniszczyć, muszą się go obawiać.
Spojrzał na trzymany w dłoniach notatnik. Myśli sprzed kilku chwil powróciły, nie pozwalając się dłużej ignorować. Na szczęście Darshan również wypowiedział najważniejszy ich fragment.
- I absolutnie zgadzam się z tym, że powinniśmy zająć się tym co do nas należy. Nie możemy sobie pozwolić na więcej misji "pobocznych", narzucanych nam przez nasze sumienia czy emocje. Całe społeczeństwo Spokrewnionych w Charleston wie kim jesteśmy. Wykrycie naszych słabości nie będzie dla nich trudne, szczególnie jeśli współpracują z wrogimi nam siłami. A jedyne co muszą osiągnąć, to zabrać nam dostatecznie dużo czasu, by nasze działania przestały być zagrożeniem dla ich planu. Dlatego właśnie myślę, że powinniśmy się zająć naszym dochodzeniem i nie rezygnować z niego pod żadnym pozorem. Nawet dla tych, na których nam zależy. - wypowiadając ostatnie zdanie, wiedział, że nie wszystkim przypadnie do gustu. Jemu samemu nieszczególnie się podobało. Ale było dla niego zbyt oczywistym, że jeśli nie zrobią na czas tego co do nich należy, nic już nie będzie miało znaczenia.
Słuchał słów Nowego Ravnosa z niezmąconą niczym uwagą. Uwagę o wykorzystaniu jego wiary przeciw niemu samemu chciał natychmiast zbyć jakimś kąśliwym argumentem, ale zanim się odezwał, zrozumiał, że nawet myśl o tym wywołuje w nim plugawe emocje. Ugryzł się więc w język i słuchał dalej, rugając się jednocześnie za zbytnią pewność siebie i niedocenianie podstępu przeciwnika. Postanowił zapamiętać słowa Darshana by stanowiły dla niego przestrogę i przypomniały mu w odpowiedniej chwili, że nawet pierwsi spośród ludzi ulegli słowom Złego. Kiedy zaś mistyk skończył, a Czarna Victoria wyraziła swe myśli, sam zabrał głos.
- Zapytałbym się, skąd posiadasz te informacje, jednak sam miewam takie chwile, poza tym ciężko mi znaleźć jakiś uderzający brak logiki w twych słowach, uznaję więc je za prawdziwe i wiarygodne. Skoro szklane oko jest ich priorytetem, cóż, musimy zadbać o to, by go nie dostali. Daje nam to też pewne śladowe informacje, jak na przykład którzy z Kainitów z nimi współpracują, albo to, że do swych celów wykorzystują duchy, które spotkaliśmy wtedy nad rzeką i które przybyły do naszej domeny kiedy owe oko znalazło się na chwilę poza czyjąkolwiek opieką. Dodatkowo daje mi to wrażenie, że moglibyśmy wykorzystać je w kluczowym momencie przeciwko nim. Wiecie, skoro tak im zależy na tym by je zniszczyć, muszą się go obawiać.
Spojrzał na trzymany w dłoniach notatnik. Myśli sprzed kilku chwil powróciły, nie pozwalając się dłużej ignorować. Na szczęście Darshan również wypowiedział najważniejszy ich fragment.
- I absolutnie zgadzam się z tym, że powinniśmy zająć się tym co do nas należy. Nie możemy sobie pozwolić na więcej misji "pobocznych", narzucanych nam przez nasze sumienia czy emocje. Całe społeczeństwo Spokrewnionych w Charleston wie kim jesteśmy. Wykrycie naszych słabości nie będzie dla nich trudne, szczególnie jeśli współpracują z wrogimi nam siłami. A jedyne co muszą osiągnąć, to zabrać nam dostatecznie dużo czasu, by nasze działania przestały być zagrożeniem dla ich planu. Dlatego właśnie myślę, że powinniśmy się zająć naszym dochodzeniem i nie rezygnować z niego pod żadnym pozorem. Nawet dla tych, na których nam zależy. - wypowiadając ostatnie zdanie, wiedział, że nie wszystkim przypadnie do gustu. Jemu samemu nieszczególnie się podobało. Ale było dla niego zbyt oczywistym, że jeśli nie zrobią na czas tego co do nich należy, nic już nie będzie miało znaczenia.
Ostatnio zmieniony 07 stycznia 2016, 14:56 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
WV Charleston W drugiej połowie drogi do Martinsburga 11.08.1993, Długa Noc
[center]
[/center]
Limuzyna wlokła się niemiłosiernie. Tym razem jednak starał się nie spuszczać z niej oka. Las po obu stronach drogi wznosił się nieprzerwanym szpalerem poszarpanych kształtów. Chwilami zdawał się wręcz napierać na jezdnię, niczym jakieś groźne, nieznane zwierzę, milczące, skupione i wrogie. Zwisające gałęzie poruszały się niepokojąco po obu stronach drogi, jak włosy topielicy. Deszcz nie miał żadnego smaku. Pamiętał, że czasem widywał takie lasy w snach. I takie deszcze... Deszcze w snach zawsze były czerwone...
[center]Killer on the road...[/center]
Oblizał usta. Wiatr zionął mu w twarz metaliczną wonią spalin. Osiadł wilgocią na wargach, które nie pamiętały już oddechu życia. Myślał o słowach Silsila. O przepowiedni, którą usłyszał i która rozwiązywała większość jego problemów. I o zaleceniu które rozwiązywało resztę z nich. Nie ona nastąpi szybko... Sakrament krwi to dobra wróżba i jeszcze: Skup się na Kontrakcie. Jak zwykle w takich przypadkach tych kilka słów Akramaha potrafiło przywrócić Mordercy właściwą perspektywę, wskazać odpowiedni kierunek i rozbroić ostatnie argumenty frustracji (biedna, opuszczona dziwka pewnie teraz leczy gdzieś kaca). Zawsze podziwiał Silsila za tą celność operowania słowem. Zdolność, której sam nie posiadał i której brak czasami dotkliwie odczuwał. Szczególnie dawał mu się on we znaki od dwóch ostatnich nocy, gdy zmuszony był rozmawiać z Niewiernymi.
Oczywiście, istniały rzeczy gorsze od śmierci. Ale nie obawiał się tego. Tak długo jak długo będzie w stanie kontrolować głód... I nie zbliżać się do tej przeklętej rzeczy, w worku Świra... Tak, wtedy wszystko będzie w porządku. Akramah miał rację. Czerwony sakrament był pieczęcią Prawdy i obietnicą zwycięstwa. Teraz, gdy myślał o tym, wszystko zaczynało układać się w jedną całość, niczym odłamki potrzaskanych wspomnień... Na kilka sekund przymknął oczy, gdy reflektory mijającego go z naprzeciwka samochodu rozcięły noc... Nawet przez przyciemnione szyby okularów przeciwsłonecznych czuł ich blask, rezonujący nieprzyjemnie w zakończeniach nerwów. Skrzywił się lekko. Już niedługo... Wszelkie światło zgaśnie gdy noc pochłonie ziemię. Umiał czekać. Przez ponad siedemdziesiąt lat pracy w zawodzie płatnego zabójcy nauczył się cierpliwości, porównywalnej jedynie z cichym, żarłocznym opanowaniem pająka, zaczajonego w mroku. Każdy kolejny kilometr, każda kolejna godzina samotności przybliżała go przecież do celu. Uśmiechnął się sam do siebie, błyskając zębami - nieświadom tego, iż każda żywa istota, która ujrzałaby go w tym momencie, zadrżałaby. Bowiem twarz Mordercy przypominała w półmroku wyszczerzoną czaszkę - nienasycone oblicze śmierci.
[center]If you give this man a ride
Sweet family will die
Killer on the road...[/center]
[center]
[/center]Limuzyna wlokła się niemiłosiernie. Tym razem jednak starał się nie spuszczać z niej oka. Las po obu stronach drogi wznosił się nieprzerwanym szpalerem poszarpanych kształtów. Chwilami zdawał się wręcz napierać na jezdnię, niczym jakieś groźne, nieznane zwierzę, milczące, skupione i wrogie. Zwisające gałęzie poruszały się niepokojąco po obu stronach drogi, jak włosy topielicy. Deszcz nie miał żadnego smaku. Pamiętał, że czasem widywał takie lasy w snach. I takie deszcze... Deszcze w snach zawsze były czerwone...
[center]Killer on the road...[/center]
Oblizał usta. Wiatr zionął mu w twarz metaliczną wonią spalin. Osiadł wilgocią na wargach, które nie pamiętały już oddechu życia. Myślał o słowach Silsila. O przepowiedni, którą usłyszał i która rozwiązywała większość jego problemów. I o zaleceniu które rozwiązywało resztę z nich. Nie ona nastąpi szybko... Sakrament krwi to dobra wróżba i jeszcze: Skup się na Kontrakcie. Jak zwykle w takich przypadkach tych kilka słów Akramaha potrafiło przywrócić Mordercy właściwą perspektywę, wskazać odpowiedni kierunek i rozbroić ostatnie argumenty frustracji (biedna, opuszczona dziwka pewnie teraz leczy gdzieś kaca). Zawsze podziwiał Silsila za tą celność operowania słowem. Zdolność, której sam nie posiadał i której brak czasami dotkliwie odczuwał. Szczególnie dawał mu się on we znaki od dwóch ostatnich nocy, gdy zmuszony był rozmawiać z Niewiernymi.
Oczywiście, istniały rzeczy gorsze od śmierci. Ale nie obawiał się tego. Tak długo jak długo będzie w stanie kontrolować głód... I nie zbliżać się do tej przeklętej rzeczy, w worku Świra... Tak, wtedy wszystko będzie w porządku. Akramah miał rację. Czerwony sakrament był pieczęcią Prawdy i obietnicą zwycięstwa. Teraz, gdy myślał o tym, wszystko zaczynało układać się w jedną całość, niczym odłamki potrzaskanych wspomnień... Na kilka sekund przymknął oczy, gdy reflektory mijającego go z naprzeciwka samochodu rozcięły noc... Nawet przez przyciemnione szyby okularów przeciwsłonecznych czuł ich blask, rezonujący nieprzyjemnie w zakończeniach nerwów. Skrzywił się lekko. Już niedługo... Wszelkie światło zgaśnie gdy noc pochłonie ziemię. Umiał czekać. Przez ponad siedemdziesiąt lat pracy w zawodzie płatnego zabójcy nauczył się cierpliwości, porównywalnej jedynie z cichym, żarłocznym opanowaniem pająka, zaczajonego w mroku. Każdy kolejny kilometr, każda kolejna godzina samotności przybliżała go przecież do celu. Uśmiechnął się sam do siebie, błyskając zębami - nieświadom tego, iż każda żywa istota, która ujrzałaby go w tym momencie, zadrżałaby. Bowiem twarz Mordercy przypominała w półmroku wyszczerzoną czaszkę - nienasycone oblicze śmierci.
[center]If you give this man a ride
Sweet family will die
Killer on the road...[/center]
Ostatnio zmieniony 09 stycznia 2016, 15:51 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
WV Charleston W drugiej połowie drogi do Martinsburga 11.08.1993, Długa Noc
Hindus zdziwił się, że tylko Terry zapytał o źródło tych wszystkich rewelacji. Właściwie nawet nie zapytał, powiedział tylko, że zapytałby. Dlatego Darshan nie zamierzał kontynuować swojej historii. Odpowiedział tylko:
- Właśnie Terry, jesteś świętym więc wiesz, że słowa prawdy czasem same znajdują drogę do poszukującego ich.
Nie wiedział co myśleć i tym zmartwychwstałym magu. Z jednej strony mógł to być ważny sprzymierzeniec, z drugiej nie zamierzał kłócić się z resztą koterii. Znaleźli się w tej koterii nie przypadkowo i mimo ich dziwnej, rozbieganej, emocjonalnie chaotycznej niekompetencji, Darshan poważnie traktował ich decyzje. Poza tym, to słowo "podobno". Oni mogli mieć rację, mag wcale nie musiał zmartwychwstać. Jednakże uważał, cokolwiek co było związane z obecnymi wydarzeniami w Charlestone, było także związane z ich śledztwem.. Wszystkie te wydarzenia były ze sobą splecione.
Samochód jednak nie był dobrym miejscem na takie rozmowy i właściwie jego przemyślenia raczej nie były nikomu do szczęścia potrzebne i nie wniosły być nowego do sprawy, dlatego nie odzywał się. Jechał dalej.
Hindus zdziwił się, że tylko Terry zapytał o źródło tych wszystkich rewelacji. Właściwie nawet nie zapytał, powiedział tylko, że zapytałby. Dlatego Darshan nie zamierzał kontynuować swojej historii. Odpowiedział tylko:
- Właśnie Terry, jesteś świętym więc wiesz, że słowa prawdy czasem same znajdują drogę do poszukującego ich.
Nie wiedział co myśleć i tym zmartwychwstałym magu. Z jednej strony mógł to być ważny sprzymierzeniec, z drugiej nie zamierzał kłócić się z resztą koterii. Znaleźli się w tej koterii nie przypadkowo i mimo ich dziwnej, rozbieganej, emocjonalnie chaotycznej niekompetencji, Darshan poważnie traktował ich decyzje. Poza tym, to słowo "podobno". Oni mogli mieć rację, mag wcale nie musiał zmartwychwstać. Jednakże uważał, cokolwiek co było związane z obecnymi wydarzeniami w Charlestone, było także związane z ich śledztwem.. Wszystkie te wydarzenia były ze sobą splecione.
Samochód jednak nie był dobrym miejscem na takie rozmowy i właściwie jego przemyślenia raczej nie były nikomu do szczęścia potrzebne i nie wniosły być nowego do sprawy, dlatego nie odzywał się. Jechał dalej.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
WV Charleston W drugiej połowie drogi do Martinsburga 11.08.1993, Długa Noc, tylne siedzenie
Stary Szczur dzielił uwagę pomiędzy rozmowę w samochodzie a wysyłane testy przez komórkę.
Merde, sieć nadal padnięta.
Zniechęcony dołożył ją do garści pachnących drzewek jakie wyzbierał i pochował w pojemnej kieszeni swego płaszcza.
- Ekhem... A czy ktoś się zastanawiał jakie ewentualne spustoszenia jeszcze mogła poczynić ta dziwna fala. Pewnie doszła już do miasta. Wszystkie zabezpieczenia Tremerów, pękły niczym przestrzelone akwarium. Uderzenie zwolniło te wszystkie paskudztwa, które spętane magią były do tej pory pod ich kontrolą, tak na wszelki wypadek. Doszła do naszego sanktuarium, gdzie jest oko... Ciekawe czy i jaki efekt tam wywołało, zdaje się że nasz strażnik miał kilka ptaszków na uwięzi w tej prowizorycznej składnicy ciał jaką tam zrobiliśmy. Tak na marginesie robi się tam tłoczno, mnie to osobiście nie przeszkadza, jak na razie, ale chyba pora pomyśleć o jakimś systemie składowania. Jak tak dalej pójdzie to za kilka dni nie będziemy wiedzieli kto pod kim leży i jak trzeba będzie na gwałt kogoś wyciągnąć to się oszukamy zanim znajdziemy właściwego.
- Rozumiem, że idziemy najsampierw po kolejnego kruka? Belle się nieco wkurzy ale musimy zgubić ogon jaki będzie, lub jaki już nam przyczepiła. Będziemy sunąć pod niewidzialnością podczas poszukiwań kruka, dlatego dobrze by było zaparkować w jakimś dyskretnym miejscu.
- No i jest jeszcze kwestia nowych zabaweczek. Nikt się jakoś nie kwapi pochwalić w jaki sposób wspomagają nas owe przedmioty, a ja tak sobie podumałem, że przecież od tego może zależy być lub nie być naszej misji. Mój pazurek wzmacnia dyscyplinę niewidzialności. Nie dodaje możliwości ale wzmacnia. - Podniósł nienaturalnie długi palec by wyraźnie podkreślić donośność ostatniego zdania.
- Tak ta fal zrobiła tyleż dobrego co i złego... - powiedział jakby do siebie patrząc już przez szybę na mijane drzewa w mrok otulone.
Stary Szczur dzielił uwagę pomiędzy rozmowę w samochodzie a wysyłane testy przez komórkę.
Merde, sieć nadal padnięta.
Zniechęcony dołożył ją do garści pachnących drzewek jakie wyzbierał i pochował w pojemnej kieszeni swego płaszcza.
- Ekhem... A czy ktoś się zastanawiał jakie ewentualne spustoszenia jeszcze mogła poczynić ta dziwna fala. Pewnie doszła już do miasta. Wszystkie zabezpieczenia Tremerów, pękły niczym przestrzelone akwarium. Uderzenie zwolniło te wszystkie paskudztwa, które spętane magią były do tej pory pod ich kontrolą, tak na wszelki wypadek. Doszła do naszego sanktuarium, gdzie jest oko... Ciekawe czy i jaki efekt tam wywołało, zdaje się że nasz strażnik miał kilka ptaszków na uwięzi w tej prowizorycznej składnicy ciał jaką tam zrobiliśmy. Tak na marginesie robi się tam tłoczno, mnie to osobiście nie przeszkadza, jak na razie, ale chyba pora pomyśleć o jakimś systemie składowania. Jak tak dalej pójdzie to za kilka dni nie będziemy wiedzieli kto pod kim leży i jak trzeba będzie na gwałt kogoś wyciągnąć to się oszukamy zanim znajdziemy właściwego.
- Rozumiem, że idziemy najsampierw po kolejnego kruka? Belle się nieco wkurzy ale musimy zgubić ogon jaki będzie, lub jaki już nam przyczepiła. Będziemy sunąć pod niewidzialnością podczas poszukiwań kruka, dlatego dobrze by było zaparkować w jakimś dyskretnym miejscu.
- No i jest jeszcze kwestia nowych zabaweczek. Nikt się jakoś nie kwapi pochwalić w jaki sposób wspomagają nas owe przedmioty, a ja tak sobie podumałem, że przecież od tego może zależy być lub nie być naszej misji. Mój pazurek wzmacnia dyscyplinę niewidzialności. Nie dodaje możliwości ale wzmacnia. - Podniósł nienaturalnie długi palec by wyraźnie podkreślić donośność ostatniego zdania.
- Tak ta fal zrobiła tyleż dobrego co i złego... - powiedział jakby do siebie patrząc już przez szybę na mijane drzewa w mrok otulone.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
WV Charleston Autostrada 81, tuż przed Martinsburgiem 11.08.1993, Długa Noc
Jechali autostradą międzystanową nr 81, a kilkugodzinna podróż zdawała wlec niemiłosiernie. Horyzont nawet na moment nie rozjaśnił się - magia długiej nocy podtrzymywała przebudzone ciała nieumarłych. Po jakimś czasie rosnące na poboczu drzewa, zniknęły, a sama linia lasu przesunęła się dalej, ustępując miejsca nowym budynkom aglomeracji miejskiej. Dojeżdżali już do Miartinsburga, a autostrada wydawała się dziwnie wyludniona. Dobiegała 17:19, gdy do uszu Kainitów zaczęło docierać odległe zawodzenie syren policyjnych.
Zbliżali się właśnie do jednego z większych skrzyżowań, jakie łączą autostradę z obrzeżami Martinsburga. Od strony Tabler Station Rd nadjeżdżał czerwony Cadillac. Samochód mknął szosą z pełną szybkością, starając się umknąć pięciu, ścigającym go pojazdom. Dwa z nich należały do ochrony lotniska: Eastern West Virginia Regional Airport, pozostałe trzy, do Policji Stanowej Zachodniej Wirginii.
Ravnos musiał zatrzymać wóz, aby nie wpakować się pod sunącego z rykiem silnika Cadillaca. Nie chciał także zwracać na grupę szczególnej uwagi. Szkarłatne auto przemknęło tuż przed nimi na pełnym gazie. Pomimo szybkości z jaką się poruszało, członkowie koterii zdołali przyjrzeć się każdej postaci jaka znajdowała się w środku. Kierowca miał na sobie hawajską koszulę, oraz okulary z grubymi, niemodnymi już oprawkami z lat siedemdziesiątych. Na tylnym siedzeniu w zakrwawionym garniturze leżał jakiś mężczyzna, który obiema rękoma trzymał się za brzuch. Trzeci facet najwyraźniej ulepiony był z twardszej gliny: pomimo widocznych dziur w garniturze i sączących się z niej krwi, starał się wyszarpnąć z ogromnej, wypchanej walizki, coś, co wyglądało na ciężki karabin szturmowy. Animusz, z którym to czynił pozwalał przypuszczać, iż gość ten dawno już rozstał się ze swoją śmiertelnością. Co więcej poruszał się zdecydowanie szybciej niż człowiek. Gdy tylko Cadillac minął pojazd koterii, mężczyzna uniósł przygotowaną broń, którą oparł o tylne siedzenie i wycelował w kierunku jadącego za nim pościgu.
[center]
[/center]
Jechali autostradą międzystanową nr 81, a kilkugodzinna podróż zdawała wlec niemiłosiernie. Horyzont nawet na moment nie rozjaśnił się - magia długiej nocy podtrzymywała przebudzone ciała nieumarłych. Po jakimś czasie rosnące na poboczu drzewa, zniknęły, a sama linia lasu przesunęła się dalej, ustępując miejsca nowym budynkom aglomeracji miejskiej. Dojeżdżali już do Miartinsburga, a autostrada wydawała się dziwnie wyludniona. Dobiegała 17:19, gdy do uszu Kainitów zaczęło docierać odległe zawodzenie syren policyjnych.
Zbliżali się właśnie do jednego z większych skrzyżowań, jakie łączą autostradę z obrzeżami Martinsburga. Od strony Tabler Station Rd nadjeżdżał czerwony Cadillac. Samochód mknął szosą z pełną szybkością, starając się umknąć pięciu, ścigającym go pojazdom. Dwa z nich należały do ochrony lotniska: Eastern West Virginia Regional Airport, pozostałe trzy, do Policji Stanowej Zachodniej Wirginii.
Ravnos musiał zatrzymać wóz, aby nie wpakować się pod sunącego z rykiem silnika Cadillaca. Nie chciał także zwracać na grupę szczególnej uwagi. Szkarłatne auto przemknęło tuż przed nimi na pełnym gazie. Pomimo szybkości z jaką się poruszało, członkowie koterii zdołali przyjrzeć się każdej postaci jaka znajdowała się w środku. Kierowca miał na sobie hawajską koszulę, oraz okulary z grubymi, niemodnymi już oprawkami z lat siedemdziesiątych. Na tylnym siedzeniu w zakrwawionym garniturze leżał jakiś mężczyzna, który obiema rękoma trzymał się za brzuch. Trzeci facet najwyraźniej ulepiony był z twardszej gliny: pomimo widocznych dziur w garniturze i sączących się z niej krwi, starał się wyszarpnąć z ogromnej, wypchanej walizki, coś, co wyglądało na ciężki karabin szturmowy. Animusz, z którym to czynił pozwalał przypuszczać, iż gość ten dawno już rozstał się ze swoją śmiertelnością. Co więcej poruszał się zdecydowanie szybciej niż człowiek. Gdy tylko Cadillac minął pojazd koterii, mężczyzna uniósł przygotowaną broń, którą oparł o tylne siedzenie i wycelował w kierunku jadącego za nim pościgu.
[center]
[/center]Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
WV Charleston Autostrada 81, tuż przed Martinsburgiem, godzina dzienna choć nie wiadomo która, 11.08.1993, Długa Noc
Nie bardzo wiedział jak odpowiedzieć Horacemu. Owszem, wiedział jakie działanie miał podarunek przeznaczony jemu. To czego nie wiedział, to jak ubrać to w słowa, by nie wyjść na bardziej szalonego niż już był w oczach Koterii. Albo by zwyczajnie zostać zrozumianym. Nabrał głębiej powietrza i spokojnym a pouczającym tonem zaczął odpowiadać.
- Moje zwierciadło skrywa prawdę o mnie, jednak w jakiś sposób ją powiela. Świat nie jest tym czym się jawi a tym czym jest. Błędy percepcji naszej zmuszają nas do podejmowania głupich decyzji, nawet jeśli decyzje te nie do końca lub wcale naszymi się jawią. Nie ma rzeczy w świecie materii które... - nie było mu jednak dane sformułować odpowiedzi do końca, bo jego rozmyślania przerwane zostały przez nagłe hamowanie samochodu. Natychmiast podniósł głowę, by zobaczyć przejeżdżający przed nimi szereg aut.
Właściwie nie powinno go dziwić to co przewinęło się przed jego oczyma. Ostatnie wydarzenia powoli uczyły go, że trafił do jednego z najdziwniejszych miejsc na ziemi. Wartym zastanowienia było, czy było takim gdy Czerwony Mędrzec zdecydował się tu zamieszkać, czy to jednak wina tych ostatnich nocy. Bez względu na to jaka była odpowiedź, wychwycone przez ten ułamek sekundy twarze, migające wraz z pędzącymi pojazdami poniekąd same nasunęły pytanie cisnące się Terryemu na usta.
- Jak myślicie, co takiego uczynić mogli Toreadorzy, że Giovani ścigają ich z taką zawziętością? I czy, nie daj Bóg, ma to dla nas jakiekolwiek znaczenie?
Nie bardzo wiedział jak odpowiedzieć Horacemu. Owszem, wiedział jakie działanie miał podarunek przeznaczony jemu. To czego nie wiedział, to jak ubrać to w słowa, by nie wyjść na bardziej szalonego niż już był w oczach Koterii. Albo by zwyczajnie zostać zrozumianym. Nabrał głębiej powietrza i spokojnym a pouczającym tonem zaczął odpowiadać.
- Moje zwierciadło skrywa prawdę o mnie, jednak w jakiś sposób ją powiela. Świat nie jest tym czym się jawi a tym czym jest. Błędy percepcji naszej zmuszają nas do podejmowania głupich decyzji, nawet jeśli decyzje te nie do końca lub wcale naszymi się jawią. Nie ma rzeczy w świecie materii które... - nie było mu jednak dane sformułować odpowiedzi do końca, bo jego rozmyślania przerwane zostały przez nagłe hamowanie samochodu. Natychmiast podniósł głowę, by zobaczyć przejeżdżający przed nimi szereg aut.
Właściwie nie powinno go dziwić to co przewinęło się przed jego oczyma. Ostatnie wydarzenia powoli uczyły go, że trafił do jednego z najdziwniejszych miejsc na ziemi. Wartym zastanowienia było, czy było takim gdy Czerwony Mędrzec zdecydował się tu zamieszkać, czy to jednak wina tych ostatnich nocy. Bez względu na to jaka była odpowiedź, wychwycone przez ten ułamek sekundy twarze, migające wraz z pędzącymi pojazdami poniekąd same nasunęły pytanie cisnące się Terryemu na usta.
- Jak myślicie, co takiego uczynić mogli Toreadorzy, że Giovani ścigają ich z taką zawziętością? I czy, nie daj Bóg, ma to dla nas jakiekolwiek znaczenie?
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2016, 19:27 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
WV Charleston Autostrada 81, tuż przed Martinsburgiem 11.08.1993, Długa Noc
Ruch na drodze wzmógł jego czujność. Limuzyna zatrzymała się, co stwierdził wyraźną ulgą, na tyle daleko, aby nikt wewnątrz nie stał się ofiarą przypadkowego postrzału. Mimo to wyminął ją z lewej i stanął w taki sposób, by w razie czego osłonić samochód przed zbłąkana kulą. Rozpiął kurtkę, aby mieć swobodny dostęp do broni, lecz nie uczynił nic więcej. Nie zamierzał ściągać na siebie uwagi: zarówno innych Niewiernych jak i policji stanowej. Giovani wydawali się być bardzo zajęci tej nocy... A właściwie tego dnia - poprawił się w myślach, muskając końcówkami palców chłodną kolbę Desert Eagel. Zastanowił się przelotnie, kim byli ścigani...? Jednak tak naprawdę niezbyt go to interesowało. Nie na tyle, by poświęcać tej sprawie drugą myśl. Miał swoją robotę do wykonania i zamierzał zastosować się do poleceń Silsila. Skupić się na Kontrakcie. Resztę mogły porwać demony... Zresztą - pomyślał z rozbawieniem - pewnie nie będę musiał na to długo czekać...
Ruch na drodze wzmógł jego czujność. Limuzyna zatrzymała się, co stwierdził wyraźną ulgą, na tyle daleko, aby nikt wewnątrz nie stał się ofiarą przypadkowego postrzału. Mimo to wyminął ją z lewej i stanął w taki sposób, by w razie czego osłonić samochód przed zbłąkana kulą. Rozpiął kurtkę, aby mieć swobodny dostęp do broni, lecz nie uczynił nic więcej. Nie zamierzał ściągać na siebie uwagi: zarówno innych Niewiernych jak i policji stanowej. Giovani wydawali się być bardzo zajęci tej nocy... A właściwie tego dnia - poprawił się w myślach, muskając końcówkami palców chłodną kolbę Desert Eagel. Zastanowił się przelotnie, kim byli ścigani...? Jednak tak naprawdę niezbyt go to interesowało. Nie na tyle, by poświęcać tej sprawie drugą myśl. Miał swoją robotę do wykonania i zamierzał zastosować się do poleceń Silsila. Skupić się na Kontrakcie. Resztę mogły porwać demony... Zresztą - pomyślał z rozbawieniem - pewnie nie będę musiał na to długo czekać...
Staję tak, by w razie czego osłonić resztę. Jakby coś się działo, broń mam przygotowaną.
Ostatnio zmieniony 11 stycznia 2016, 13:22 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
WV Charleston Autostrada 81, tuż przed Martinsburgiem 11.08.1993, Długa Noc
- Mój podarunek to brosza, która pozwala uzyc mocy prezencji bez potrzeby patrzenia się w oczy tego, na kogo dyscyplina ma wpłynąć. - Odpowiedziała rzeczowo Viktoria. - Lecz to nie wszystko... Pozwala również użyć owej dyscypliny nie zależnie od tego, czy uczyłeś się jej wcześniej, czy zupełnie nie - dodała, uśmiechając się zawadiacko do Horacego. - Także wracając do twoich kochanek i romansów... może kiedyś ci ja pożyczę - puściła oko. - Tymczasem... - Samochód po raz kolejny gwałtownie zahamował a Lasombrze po raz pierwszy w towarzystwie chyba wyrwało się niecenzuralne słowo - Merde !* Co znowu do... - Przerwała trochę zawstydzona zasłaniając usta dłonią. - Przepraszam...
Rozejrzała się szybko dookoła analizując sytuacje. Widok kilku pędzących na nich samochodów sprawił, że wstrzymała oddech. Pościg wyglądał jak z Hollywoodzkiego filmu, czerwony Cadilak, cztery syreny, zawrotne szybkości... gdyby nie specyfika miejsca w którym byli (i w którym chyba nic nie mogła ją już zaskoczyć) pomyślałaby, że przypadkowo wjechali na plan filmowy Jamesa Bonda... W tym właśnie momencie zauważyła jak jeden z pasażerów wyciąga z torby z nadludzka szybkością wielki karabin.
- Oh nie... - Jęknęła cicho zastanawiając się czy ich samochód może przypadkiem oberwać rykoszetem.
- Jak myślicie, co takiego uczynić mogli Toreadorzy, że Giovani ścigają ich z taką zawziętością? I czy, nie daj Bóg, ma to dla nas jakiekolwiek znaczenie? - Terry zaskoczył ja ponownie swoja wiedzą i celnymi uwagami. Mimo reputacji świra z Klanu Księżyca, był często ... aż nadto rzeczowy i zorientowany w sytuacji. Jak to mowią, może w tym szaleństwie jest metoda?
- Torreadorzy i Govani? Kojarzysz tych dżentelmenów w samochodach? - zapytała ze zdziwieniem. Uliczne walki, porachunki, pościgi to nie było wymarzone środowisko do działań dla Lasombry - Nie mam pojęcia... Ale coś mi mówi, że powinniśmy się stad szybko wynieść, zanim się dowiemy... - dodała wciskając się wyraźnie coraz bardziej za siedzenie i obserwując uważnie tego w niebieskim garniturze, wyglądającego trochę rzeczywiście jak aktor filmowy, z przyjemnymi dla oka rysami twarzy i... ze zdecydowanie zbyt wielkim, jak dla niej, kalibrem w dłoniach... gotowym już do akcji.
*fr. shit!
- Mój podarunek to brosza, która pozwala uzyc mocy prezencji bez potrzeby patrzenia się w oczy tego, na kogo dyscyplina ma wpłynąć. - Odpowiedziała rzeczowo Viktoria. - Lecz to nie wszystko... Pozwala również użyć owej dyscypliny nie zależnie od tego, czy uczyłeś się jej wcześniej, czy zupełnie nie - dodała, uśmiechając się zawadiacko do Horacego. - Także wracając do twoich kochanek i romansów... może kiedyś ci ja pożyczę - puściła oko. - Tymczasem... - Samochód po raz kolejny gwałtownie zahamował a Lasombrze po raz pierwszy w towarzystwie chyba wyrwało się niecenzuralne słowo - Merde !* Co znowu do... - Przerwała trochę zawstydzona zasłaniając usta dłonią. - Przepraszam...
Rozejrzała się szybko dookoła analizując sytuacje. Widok kilku pędzących na nich samochodów sprawił, że wstrzymała oddech. Pościg wyglądał jak z Hollywoodzkiego filmu, czerwony Cadilak, cztery syreny, zawrotne szybkości... gdyby nie specyfika miejsca w którym byli (i w którym chyba nic nie mogła ją już zaskoczyć) pomyślałaby, że przypadkowo wjechali na plan filmowy Jamesa Bonda... W tym właśnie momencie zauważyła jak jeden z pasażerów wyciąga z torby z nadludzka szybkością wielki karabin.
- Oh nie... - Jęknęła cicho zastanawiając się czy ich samochód może przypadkiem oberwać rykoszetem.
- Jak myślicie, co takiego uczynić mogli Toreadorzy, że Giovani ścigają ich z taką zawziętością? I czy, nie daj Bóg, ma to dla nas jakiekolwiek znaczenie? - Terry zaskoczył ja ponownie swoja wiedzą i celnymi uwagami. Mimo reputacji świra z Klanu Księżyca, był często ... aż nadto rzeczowy i zorientowany w sytuacji. Jak to mowią, może w tym szaleństwie jest metoda?
- Torreadorzy i Govani? Kojarzysz tych dżentelmenów w samochodach? - zapytała ze zdziwieniem. Uliczne walki, porachunki, pościgi to nie było wymarzone środowisko do działań dla Lasombry - Nie mam pojęcia... Ale coś mi mówi, że powinniśmy się stad szybko wynieść, zanim się dowiemy... - dodała wciskając się wyraźnie coraz bardziej za siedzenie i obserwując uważnie tego w niebieskim garniturze, wyglądającego trochę rzeczywiście jak aktor filmowy, z przyjemnymi dla oka rysami twarzy i... ze zdecydowanie zbyt wielkim, jak dla niej, kalibrem w dłoniach... gotowym już do akcji.
*fr. shit!
Ostatnio zmieniony 14 stycznia 2016, 17:00 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown
H.P. Lovecraft
H.P. Lovecraft