PBF - Podstępna rubież
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Parking kilka ulic od Madison Ave, 8 maja 2055
Spotęgowany ścianami parkingu warkot silnika sprawił, że stojący najbliżej wozu ludzie musieli się wzajemnie przekrzykiwać, by dosłyszano ich słowa. Siedzący za kierownicą Kennedy uniósł w stronę Asha kciuk, a potem zakręcił Canyonem w ciasnym łuku kierując pikapa ku mrocznemu wyjazdowi z budowli. Dwa bliźniacze snopy światła rzucane przez przednie reflektory wozy wyłuskiwały z ciemności nocy sylwetki obserwujących odjazd najemników, odprowadzających wzrokiem terenówkę i towarzyszące jej cztery motocykle.
Przypięty pasem do sąsiedniego siedzenia Rodney pozostawał przytomny, ponieważ Tisdale z rozmysłem ograniczył mu przydział środków znieczulających. W razie jakichkolwiek kłopotów na trasie paramedyk wolał zapewnić Leonowi obolałego pasażera zdolnego do oddania przynajmniej jednego strzału zamiast nafaszerowanego farmaceutykami świra o zredukowanej do zera percepcji.
Obstawiony motorami pikap szybko zniknął za rogiem sąsiedniego budynku, chwilę później ucichł też całkowicie dźwięk oddalających się silników. Tisdale westchnął cicho i przeniósł spojrzenie na Wilsona, ale uwagę Paula zaprzątnęli w tym samym momencie otaczający Aniołów najemnicy, zbici w żądną wieści gromadę.
- I co to za jedni, ci z miasta? - zapytał pierwszy z bojówkarzy, prowokując istną lawinę następnych pytań.
- Dużo ich jest?
- Są tam jakieś dziwki? Albo przynajmniej bar?
- Wpuszczą nas do środka?
- Co to był za trup pod tą barykadą?
- Kiedy się stąd zabieramy?
Wątek techniczny
Zgodnie z Waszymi deklaracjami Leon odjechał pikapem w asyście czterech motocyklistów, zabierając ze sobą gościa ze zmiażdżoną stopą. Kennedy wróci do Sutherlanda tą samą trasą, którą wcześniej przybyliście do Huntington.
Was tymczasem otaczają żądni wieści z miasta bojówkarze. Czy Wilson zechce rzucić im garścią wrażeń z wizyty w chrześcijańskiej enklawie czy raczej swych podkomendnych zignoruje zaganiając ich z powrotem na śpiwory? I przypominam, że Wilson oraz Radeford są w tej chwili najbardziej zmęczonymi członkami ekipy (około trzeciej w nocy, a ci twardziele są od rana minionego dnia w drodze i na dodatek mają za sobą potyczkę z dronem w Hurricane) - kara do wszelkich testów to jeden poziom trudności więcej.
Spotęgowany ścianami parkingu warkot silnika sprawił, że stojący najbliżej wozu ludzie musieli się wzajemnie przekrzykiwać, by dosłyszano ich słowa. Siedzący za kierownicą Kennedy uniósł w stronę Asha kciuk, a potem zakręcił Canyonem w ciasnym łuku kierując pikapa ku mrocznemu wyjazdowi z budowli. Dwa bliźniacze snopy światła rzucane przez przednie reflektory wozy wyłuskiwały z ciemności nocy sylwetki obserwujących odjazd najemników, odprowadzających wzrokiem terenówkę i towarzyszące jej cztery motocykle.
Przypięty pasem do sąsiedniego siedzenia Rodney pozostawał przytomny, ponieważ Tisdale z rozmysłem ograniczył mu przydział środków znieczulających. W razie jakichkolwiek kłopotów na trasie paramedyk wolał zapewnić Leonowi obolałego pasażera zdolnego do oddania przynajmniej jednego strzału zamiast nafaszerowanego farmaceutykami świra o zredukowanej do zera percepcji.
Obstawiony motorami pikap szybko zniknął za rogiem sąsiedniego budynku, chwilę później ucichł też całkowicie dźwięk oddalających się silników. Tisdale westchnął cicho i przeniósł spojrzenie na Wilsona, ale uwagę Paula zaprzątnęli w tym samym momencie otaczający Aniołów najemnicy, zbici w żądną wieści gromadę.
- I co to za jedni, ci z miasta? - zapytał pierwszy z bojówkarzy, prowokując istną lawinę następnych pytań.
- Dużo ich jest?
- Są tam jakieś dziwki? Albo przynajmniej bar?
- Wpuszczą nas do środka?
- Co to był za trup pod tą barykadą?
- Kiedy się stąd zabieramy?
Wątek techniczny
Zgodnie z Waszymi deklaracjami Leon odjechał pikapem w asyście czterech motocyklistów, zabierając ze sobą gościa ze zmiażdżoną stopą. Kennedy wróci do Sutherlanda tą samą trasą, którą wcześniej przybyliście do Huntington.
Was tymczasem otaczają żądni wieści z miasta bojówkarze. Czy Wilson zechce rzucić im garścią wrażeń z wizyty w chrześcijańskiej enklawie czy raczej swych podkomendnych zignoruje zaganiając ich z powrotem na śpiwory? I przypominam, że Wilson oraz Radeford są w tej chwili najbardziej zmęczonymi członkami ekipy (około trzeciej w nocy, a ci twardziele są od rana minionego dnia w drodze i na dodatek mają za sobą potyczkę z dronem w Hurricane) - kara do wszelkich testów to jeden poziom trudności więcej.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Parking kilka ulic od Madison Ave, 8 maja 2055
Salt wychylił się przez pozbawione szyb i sporej części parapetu okno na parterze budynku, spoglądając na pulsujące mdłą czerwienią tylne światła pikapa, dopóki wóz nie zniknął za rogiem Madison Ave. Kurier poczuł na ów widok dziwny ucisk w gardle, chociaż na co dzień nie uchodził za człowieka sentymentalnego. Od początku był współwłaścicielem tego wozu, pół na pół z Wilsonem, i teraz nie potrafił odpędzić się od wrażenia jakiejś irracjonalnej straty.
Gromada bojówkarzy otoczyła ciasnym kręgiem Paula i Asha, zasypując obu Aniołów pytaniami dotyczącymi przede wszystkim szczegółów wizyty w enklawie Huntington. Jack sam był tej relacji niezmiernie ciekawy, ale w połowie drogi do zbiegowiska ludzi jego wyczulony na pewien dźwięk słuch wychwycił znienacka znajomy trzask radiowych zakłóceń towarzyszących odbieranej właśnie transmisji.
Mężczyzna doskoczył jednym susem do spoczywającego na plecaku modułu łączności, przycisnął niewielkie urządzenie do ucha w nadziei na wychwycenie jakiegoś komunikatu.
- ...Chudy! - z głośniczka popłynął znajomy głos gangera, tym razem znacznie wyraźniejszy niż poprzednio - Porzuciliśmy tego pierdolonego pikapa pod miastem, bo nie było zapasowej opony! Jesteśmy na autostradzie, gdzieś na południe od miasta! Czy ktoś mnie słyszy? Co się z wami kurwa dzieje?! Tu Chudy! Ktoś mnie słyszy?
Wątek techniczny
Łączność mimo nieodzownych trzasków i szumów wreszcie nabrała czytelnego wymiaru. Odzyskaliście komunikację z Chudym i jego patrolem! Co Salt przekaże swemu koledze z ekspedycji?
Salt wychylił się przez pozbawione szyb i sporej części parapetu okno na parterze budynku, spoglądając na pulsujące mdłą czerwienią tylne światła pikapa, dopóki wóz nie zniknął za rogiem Madison Ave. Kurier poczuł na ów widok dziwny ucisk w gardle, chociaż na co dzień nie uchodził za człowieka sentymentalnego. Od początku był współwłaścicielem tego wozu, pół na pół z Wilsonem, i teraz nie potrafił odpędzić się od wrażenia jakiejś irracjonalnej straty.
Gromada bojówkarzy otoczyła ciasnym kręgiem Paula i Asha, zasypując obu Aniołów pytaniami dotyczącymi przede wszystkim szczegółów wizyty w enklawie Huntington. Jack sam był tej relacji niezmiernie ciekawy, ale w połowie drogi do zbiegowiska ludzi jego wyczulony na pewien dźwięk słuch wychwycił znienacka znajomy trzask radiowych zakłóceń towarzyszących odbieranej właśnie transmisji.
Mężczyzna doskoczył jednym susem do spoczywającego na plecaku modułu łączności, przycisnął niewielkie urządzenie do ucha w nadziei na wychwycenie jakiegoś komunikatu.
- ...Chudy! - z głośniczka popłynął znajomy głos gangera, tym razem znacznie wyraźniejszy niż poprzednio - Porzuciliśmy tego pierdolonego pikapa pod miastem, bo nie było zapasowej opony! Jesteśmy na autostradzie, gdzieś na południe od miasta! Czy ktoś mnie słyszy? Co się z wami kurwa dzieje?! Tu Chudy! Ktoś mnie słyszy?
Wątek techniczny
Łączność mimo nieodzownych trzasków i szumów wreszcie nabrała czytelnego wymiaru. Odzyskaliście komunikację z Chudym i jego patrolem! Co Salt przekaże swemu koledze z ekspedycji?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055
Gregory nawet na sekundę nie odrywał swego przenikliwego wzroku od twarzy gościa, toteż opowiadający o swych wierzeniach Radeford nie potrafił pozbyć się wrażenia zwierzyny wziętej na celownik zapalonego myśliwego, gotowego w każdej chwili przygwoździć ofiarę pociskiem do ziemi.
- A więc przeczucia mnie nie myliły - powiedział starzec, ponownie zupełnie ignorując pytanie kaznodziei - Jesteś sekciarzem. Spokojnie, nie obrażaj się, nie unoś. W czasach przedwojennych, które nadal bardzo dobrze pamiętam, określenie sekciarz miało bardzo negatywny wydźwięk, ale czasy przedwojenne są już zamierzchłą przeszłością. Teraz nazwą tą zwykłem określać raczej odstępców od klasycznych dogmatów wiary... zwłaszcza ekstremalnych odstępców.
- Nie uważam się za odstępcę - oznajmił Radeford - Czytałem Biblię...
- Wiem, ale powołujesz się też na święte księgi innych religii - przerwał gościowi Gregory - Przed Wojną nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, by mieszać ze sobą nauki chrześcijańskie i muzułmańskie. To jak ogień i woda, zwłaszcza, że stara Ameryka prowadziła wtedy wiele wojen z krajami muzułmańskimi. Słyszałeś kiedyś o Doktrynie Prawdziwej Wiary prezydenta Mitta Romney'a?
Ebenezer pokręcił przecząco głową, nie pierwszy raz w życiu szczerze rozczarowany swą nikłą znajomością realiów świata sprzed Przebudzenia Molocha.
- Ostatni prezydent Stanów Zjednoczonych - wyjaśnił Gregory sadowiąc się wygodniej na sofie - Zastąpił w 2013 roku prezydenta Obamę, gwoli ciekawostki pierwszego czarnoskórego prezydenta w historii USA.
- Czarny prezydent? - zdziwił się Radeford, obracając krzesło oparciem w stronę rozmówcy - A ci z południa się na to zgodzili?
Gregory roześmiał się z nutą autentycznego rozbawienia w głosie, klasnął donośnie w dłonie dając tym gestem wyraz swej przemożnej wesołości.
- Od upadku USA minęło dopiero trzydzieści pięć lat, ale obecny poziom wiedzy o tamtych czasach mógłby wskazywać na kilka wieków dłużej - oświadczył przywódca eklawy, kiedy już przestał się śmiać - Wtedy to było jedno państwo, od oceanu do oceanu. Konstytucja, prawa wyborcze, równość rasowa. To wszystko rzeczy, które dla was młodych są niczym z kosmosu. Wtedy nie było jeszcze Hegemonii, tylko stany Teksas i Nevada. Ale mniejsza z tymi wspominkami. Chodziło mi o to, że prezydent Romney, prawdziwy republikanin i gorliwy chrześcijanin, doprowadził do uznania islamu za religię godzącą w fundamenty zachodniego porządku świata. To dlatego wspomniałem, że przed Wojną nikt nie pomyślałby o robieniu takiego miszmaszu ze skrajnie sobie obcych religii. Teraz nastały zupełnie inne czasy i Bóg mi świadkiem, wolę wiedzieć, że ktoś czci Pana w taki sposób jak twój, nawet tak dalece niedoskonały niż pogrąża się w grzechu całkowitego pogaństwa. Ale i tak będziemy mieli z wami spory kłopot...
Słuchający starca z pełną szacunku miną Ebenezer zesztywniał na dźwięk ostatnich słów, nim jednak zdążył zapytać, jakiego rodzaju kłopoty jego rozmówca miał na myśli, drzwi apartamentu stanęły otworem, a do środka weszła niemłoda kobieta w nieskazitelnie białym kitlu niosąca w rękach metalową tacę z lekarskimi przyborami.
- Witaj, Julio - Gregory uniósł kobiecie na powitanie dłoń - Oto nasz gość. Mam nadzieję, że nie obawiasz się igły i strzykawki? Julia pobierze ci krew, żeby zrobić podstawowe badania.
Wątek techniczny
Mam nadzieję, że Ebenezer nie zemdleje na widok własnej krwi!
Gregory nawet na sekundę nie odrywał swego przenikliwego wzroku od twarzy gościa, toteż opowiadający o swych wierzeniach Radeford nie potrafił pozbyć się wrażenia zwierzyny wziętej na celownik zapalonego myśliwego, gotowego w każdej chwili przygwoździć ofiarę pociskiem do ziemi.
- A więc przeczucia mnie nie myliły - powiedział starzec, ponownie zupełnie ignorując pytanie kaznodziei - Jesteś sekciarzem. Spokojnie, nie obrażaj się, nie unoś. W czasach przedwojennych, które nadal bardzo dobrze pamiętam, określenie sekciarz miało bardzo negatywny wydźwięk, ale czasy przedwojenne są już zamierzchłą przeszłością. Teraz nazwą tą zwykłem określać raczej odstępców od klasycznych dogmatów wiary... zwłaszcza ekstremalnych odstępców.
- Nie uważam się za odstępcę - oznajmił Radeford - Czytałem Biblię...
- Wiem, ale powołujesz się też na święte księgi innych religii - przerwał gościowi Gregory - Przed Wojną nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, by mieszać ze sobą nauki chrześcijańskie i muzułmańskie. To jak ogień i woda, zwłaszcza, że stara Ameryka prowadziła wtedy wiele wojen z krajami muzułmańskimi. Słyszałeś kiedyś o Doktrynie Prawdziwej Wiary prezydenta Mitta Romney'a?
Ebenezer pokręcił przecząco głową, nie pierwszy raz w życiu szczerze rozczarowany swą nikłą znajomością realiów świata sprzed Przebudzenia Molocha.
- Ostatni prezydent Stanów Zjednoczonych - wyjaśnił Gregory sadowiąc się wygodniej na sofie - Zastąpił w 2013 roku prezydenta Obamę, gwoli ciekawostki pierwszego czarnoskórego prezydenta w historii USA.
- Czarny prezydent? - zdziwił się Radeford, obracając krzesło oparciem w stronę rozmówcy - A ci z południa się na to zgodzili?
Gregory roześmiał się z nutą autentycznego rozbawienia w głosie, klasnął donośnie w dłonie dając tym gestem wyraz swej przemożnej wesołości.
- Od upadku USA minęło dopiero trzydzieści pięć lat, ale obecny poziom wiedzy o tamtych czasach mógłby wskazywać na kilka wieków dłużej - oświadczył przywódca eklawy, kiedy już przestał się śmiać - Wtedy to było jedno państwo, od oceanu do oceanu. Konstytucja, prawa wyborcze, równość rasowa. To wszystko rzeczy, które dla was młodych są niczym z kosmosu. Wtedy nie było jeszcze Hegemonii, tylko stany Teksas i Nevada. Ale mniejsza z tymi wspominkami. Chodziło mi o to, że prezydent Romney, prawdziwy republikanin i gorliwy chrześcijanin, doprowadził do uznania islamu za religię godzącą w fundamenty zachodniego porządku świata. To dlatego wspomniałem, że przed Wojną nikt nie pomyślałby o robieniu takiego miszmaszu ze skrajnie sobie obcych religii. Teraz nastały zupełnie inne czasy i Bóg mi świadkiem, wolę wiedzieć, że ktoś czci Pana w taki sposób jak twój, nawet tak dalece niedoskonały niż pogrąża się w grzechu całkowitego pogaństwa. Ale i tak będziemy mieli z wami spory kłopot...
Słuchający starca z pełną szacunku miną Ebenezer zesztywniał na dźwięk ostatnich słów, nim jednak zdążył zapytać, jakiego rodzaju kłopoty jego rozmówca miał na myśli, drzwi apartamentu stanęły otworem, a do środka weszła niemłoda kobieta w nieskazitelnie białym kitlu niosąca w rękach metalową tacę z lekarskimi przyborami.
- Witaj, Julio - Gregory uniósł kobiecie na powitanie dłoń - Oto nasz gość. Mam nadzieję, że nie obawiasz się igły i strzykawki? Julia pobierze ci krew, żeby zrobić podstawowe badania.
Wątek techniczny
Mam nadzieję, że Ebenezer nie zemdleje na widok własnej krwi!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ebenezer zdrętwiał ze zgrozy. Pobrać krew? Wiele słyszał o podstępnej dziedzinie nauki zwanej genetyką, dzięki której powstały mutageny. Przez chwilę zastanawiał się czy nie powołać się na doktrynę "Wiecznie Nauczającej", przedwojennej sekty, wyznawców Jehowy. Oni bowiem nie zezwalali na żadne iniekcje i transfuzje krwi. Jednak po dokładnym obejrzeniu strzykawki i upewnieniu się, że jest pusta, nieco się uspokoił.
- Czy to konieczne. Mamy świetnego medyka, który nie stwierdził u mnie żadnej zakaźnej choroby. Gdyby tak było na pewno by mi o tym dawno powiedział. Jestem zdrów jak ryba. Tak to się niegdyś mawiało. Nie mówię o obecnych rybach z Missisipi. Biedne stworzenia, nie mają łatwego życia. Dręczą mnie czasami ataki amnezji, ale neuroleptyki świetnie sobie z nimi radzą - Radeford nie mógł pozbyć się poddenerwowania. Wszakże może wdać się zakażenie. Igła trafić w tętnicę. Złamać się w ciele.
Westchnął cicho i podciągnął lewy rękaw. Niech się dzieje wola nieba.
- Z czego wynika ta ostrożność? Czyżby szerzyła się u was jakaś zaraza?
- Czy to konieczne. Mamy świetnego medyka, który nie stwierdził u mnie żadnej zakaźnej choroby. Gdyby tak było na pewno by mi o tym dawno powiedział. Jestem zdrów jak ryba. Tak to się niegdyś mawiało. Nie mówię o obecnych rybach z Missisipi. Biedne stworzenia, nie mają łatwego życia. Dręczą mnie czasami ataki amnezji, ale neuroleptyki świetnie sobie z nimi radzą - Radeford nie mógł pozbyć się poddenerwowania. Wszakże może wdać się zakażenie. Igła trafić w tętnicę. Złamać się w ciele.
Westchnął cicho i podciągnął lewy rękaw. Niech się dzieje wola nieba.
- Z czego wynika ta ostrożność? Czyżby szerzyła się u was jakaś zaraza?
Salt niewiele miał do przekazania ludziom Chudego poza tym co widział, słyszał i udało mu się zaobserwować. Tak czy siak, postanowił ostrzec grupę zwiadowczą o kontakcie z cywilizowanymi ludźmi w tym zruinowanym mieście, uczuleniu na ostrożność i dbanie o dyplomację przy spotkaniu.
Wcisnął guzik i puścił w eter swoje przemyślenia...
Po kilku sekundach pędem pognał do Wilsona dowiedzieć się szczegółów, postępach i poleceniach dla Chudego.
Wcisnął guzik i puścił w eter swoje przemyślenia...
Po kilku sekundach pędem pognał do Wilsona dowiedzieć się szczegółów, postępach i poleceniach dla Chudego.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055
Kobieta zwana Julią nałożyła z wprawą gumowe rękawiczki, a potem podniosła z tacy pustą strzykawkę, sprawdzając solidność założonej na nią igły. Radeford skończył już podwijać rękaw, ale spoglądał w stronę medycznego przyboru niczym zbieracz złomu na uruchomionego Juggera Molocha.
- Nie obawiaj się żadnej zarazy - wyjaśnił Gregory - To normalna procedura, poddajemy jej każdego, kto wkracza do naszego domu. Jesteśmy dumni ze naszych standardów zdrowia, dlatego bardzo się staramy, żeby tak pozostało. Nie ujmując niczego kompetencjom twego znajomego lekarza, poziom fachowej wiedzy uległ po Wojnie drastycznej zapaści. Wielu obecnych lekarzy-samouków ma takie braki w wykształceniu, że o istnieniu pewnych chorób nie mają oni najmniejszego pojęcia.
- Rozumiem zatem, że Pan obdarzył was wyjątkowo uzdolnionymi lekarzami - odpowiedział nieco zbyt ostrym tonem Ebenezer, ale Gregory najwyraźniej nie poczuł się brzmieniem jego słów urażony.
- Siostra Julia jest jedną z kilku osób, które poświęcają cały swój czas poszerzaniu zawodowej wiedzy - oświadczył starzec patrząc jak zachowująca milczenie kobieta wbija strzykawkę w przedramię kaznodziei i ciągnie za tłok strzykawki - Odkryliśmy całkiem sporą kolekcję medycznych książek i czasopism w ruinach tutejszego szpitala, bardzo dobrze zachowanych. Dzięki nim cały czas pogłębiamy znajomość lekarskiego fachu. Dziękuję, Julio. Powiadom mnie o wynikach, kiedy tylko doktor Mitchell zakończy badania.
Wątek techniczny
Cały zabieg ograniczył się do pobrania od Ebenezera krwi potrzebnej do napełnienia dwóch fiolek. Julia przykleiła naszemu bohaterowi plaster do ranki i wyszła, pozostawiając Radeforda z przywódcą społeczności.
Kobieta zwana Julią nałożyła z wprawą gumowe rękawiczki, a potem podniosła z tacy pustą strzykawkę, sprawdzając solidność założonej na nią igły. Radeford skończył już podwijać rękaw, ale spoglądał w stronę medycznego przyboru niczym zbieracz złomu na uruchomionego Juggera Molocha.
- Nie obawiaj się żadnej zarazy - wyjaśnił Gregory - To normalna procedura, poddajemy jej każdego, kto wkracza do naszego domu. Jesteśmy dumni ze naszych standardów zdrowia, dlatego bardzo się staramy, żeby tak pozostało. Nie ujmując niczego kompetencjom twego znajomego lekarza, poziom fachowej wiedzy uległ po Wojnie drastycznej zapaści. Wielu obecnych lekarzy-samouków ma takie braki w wykształceniu, że o istnieniu pewnych chorób nie mają oni najmniejszego pojęcia.
- Rozumiem zatem, że Pan obdarzył was wyjątkowo uzdolnionymi lekarzami - odpowiedział nieco zbyt ostrym tonem Ebenezer, ale Gregory najwyraźniej nie poczuł się brzmieniem jego słów urażony.
- Siostra Julia jest jedną z kilku osób, które poświęcają cały swój czas poszerzaniu zawodowej wiedzy - oświadczył starzec patrząc jak zachowująca milczenie kobieta wbija strzykawkę w przedramię kaznodziei i ciągnie za tłok strzykawki - Odkryliśmy całkiem sporą kolekcję medycznych książek i czasopism w ruinach tutejszego szpitala, bardzo dobrze zachowanych. Dzięki nim cały czas pogłębiamy znajomość lekarskiego fachu. Dziękuję, Julio. Powiadom mnie o wynikach, kiedy tylko doktor Mitchell zakończy badania.
Wątek techniczny
Cały zabieg ograniczył się do pobrania od Ebenezera krwi potrzebnej do napełnienia dwóch fiolek. Julia przykleiła naszemu bohaterowi plaster do ranki i wyszła, pozostawiając Radeforda z przywódcą społeczności.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Południowe peryferia Huntington, 8 maja 2055
Deszcz ustał zupełnie, co Leon powitał z nieskrywaną ulgą. Wycieraczki pikapa pracowały poprawnie, ale wprawiający je w ruch silniczek wydawał z siebie piskliwy dźwięk, który doprowadzał kierowcę do szaleństwa. Asekurowany przez cztery jadące przodem motocykle, samochód wjechał bez trudu na przelotówkę przez Huntington i ruszył na południe, pokonując poznaną kilka godzin wcześniej trasę w przeciwnym kierunku.
Siedzący obok Rodney ustawicznie pojękiwał z bólu, lecz chociaż Kennedy zdawał sobie sprawę z powagi obrażeń mężczyzny, wydawane przez niego dźwięki drażniły go w równym stopniu, co piszczący silniczek wycieraczek. Gdyby to zależało od kierowcy, ranny najemnik leżałby teraz na pace pikapa zawinięty w brezentową plandekę i nafaszerowany po uszy tabletkami przeciwbólowymi, ale Ash Tisdale zdecydował inaczej.
Ściskając w prawej dłoni stary bębenkowy rewolwer, Rodney wyglądał z miną męczennika przez boczną szybę szoferki próbując dostrzec cokolwiek w wilgotnym mroku nocy.
- Myślisz, że ten twój koleś mi pomoże? - przerwał niewygodne milczenie bojówkarz, odprowadzając jednocześnie wzrokiem skorodowaną tablicę informującą o niedalekim wjeździe na autostradę - Jest dobry w te klocki? Jak mi upierdolą stopę, mogę sobie od razu strzelić w łeb!
Wątek techniczny
Mała scenka obyczajowa, żeby Leonowi się nie nudziło. Mabramczyk dawno już się u nas nie logował, ale dziś zajrzał na portal, więc ufam, że będzie dobrze!
Deszcz ustał zupełnie, co Leon powitał z nieskrywaną ulgą. Wycieraczki pikapa pracowały poprawnie, ale wprawiający je w ruch silniczek wydawał z siebie piskliwy dźwięk, który doprowadzał kierowcę do szaleństwa. Asekurowany przez cztery jadące przodem motocykle, samochód wjechał bez trudu na przelotówkę przez Huntington i ruszył na południe, pokonując poznaną kilka godzin wcześniej trasę w przeciwnym kierunku.
Siedzący obok Rodney ustawicznie pojękiwał z bólu, lecz chociaż Kennedy zdawał sobie sprawę z powagi obrażeń mężczyzny, wydawane przez niego dźwięki drażniły go w równym stopniu, co piszczący silniczek wycieraczek. Gdyby to zależało od kierowcy, ranny najemnik leżałby teraz na pace pikapa zawinięty w brezentową plandekę i nafaszerowany po uszy tabletkami przeciwbólowymi, ale Ash Tisdale zdecydował inaczej.
Ściskając w prawej dłoni stary bębenkowy rewolwer, Rodney wyglądał z miną męczennika przez boczną szybę szoferki próbując dostrzec cokolwiek w wilgotnym mroku nocy.
- Myślisz, że ten twój koleś mi pomoże? - przerwał niewygodne milczenie bojówkarz, odprowadzając jednocześnie wzrokiem skorodowaną tablicę informującą o niedalekim wjeździe na autostradę - Jest dobry w te klocki? Jak mi upierdolą stopę, mogę sobie od razu strzelić w łeb!
Wątek techniczny
Mała scenka obyczajowa, żeby Leonowi się nie nudziło. Mabramczyk dawno już się u nas nie logował, ale dziś zajrzał na portal, więc ufam, że będzie dobrze!
-Bądź dobrej myśli...doktorek na pewno coś wymyśli-powiedział Leon popatrując ze wspołczuciem na najemnika.Perspektywa utraty stopy w dzisiejszych czasach,szczególnie dla kogoś kto żyje jako najemnik była mało zachwycająca.
-Ale nawet jeśli mieliby ci noge urąbać,potrzeba palniecia sobie w łeb nie skreśla cie jako człowieka.Nadal możesz być potrzebny...mam pewna mysl.Jako kurier,potrzebuję strzelca obok,a zawsze jakieś towarzystwo mile widziane...jesli kumple dadzą Ci wymówienie,proponuje Ci spółkę.I załatwimy ci jakiegos buciora cobys nie zgnusniał w wozie
-Ale nawet jeśli mieliby ci noge urąbać,potrzeba palniecia sobie w łeb nie skreśla cie jako człowieka.Nadal możesz być potrzebny...mam pewna mysl.Jako kurier,potrzebuję strzelca obok,a zawsze jakieś towarzystwo mile widziane...jesli kumple dadzą Ci wymówienie,proponuje Ci spółkę.I załatwimy ci jakiegos buciora cobys nie zgnusniał w wozie
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ebenezer powoli opuścił rękaw. Zastanawia się co tak rozbawiło Gregorego, wszakże przeglądał ostatnio książkę o wojnie secesyjnej i wszystko pasowało. Czarnoskórzy byli uważani za podludzi, zdolnych jedynie do prac fizycznych. Ale, żeby taki został prezydentem....
Gregor wydawał się być pokojowo nastawiony. Nie wyglądał na nikogo, kto chciał wyrządzić krzywdę krucjacie Sutherlanda. Za to czegoś się obawiał. Tylko czego? Po co te badanie krwi?
Radeford rozsiadł się wygodniej w krześle walcząc z pogłębiającym się zmęczeniem.
- Jak rozumie Gregorze, Ty jesteś konserwatywny w swych wierzeniach? Jesteś katolikiem? - zapytał Ebenezer.
Po usłyszeniu odpowiedzi postanowił rozmówić się o bardziej przyziemnych sprawach.
- Gregorze, nie zrozum mnie źle, ale czy możemy przejść do rzeczy. Moi ludzie i ja jesteśmy zmęczeni. Mamy za sobą cały dzień uciążliwej jazdy, podczas której musieliśmy walczyć z maszyną molocha. Do świtu coraz mniej czasu, a jutro ruszamy dalej. Możemy wam zaoferować wymianę informacji i towarów. Może, któryś z waszych chce pojechać z nami? Przydałby się przewodnik - starał się przyspieszyć rozmowę Ebenezer.
-Wracając do tego o czym mówiłeś. Czy wasz problem wiąże się jakoś z tym ciałem, jakie znaleźliśmy przy barykadzie?
Gregor wydawał się być pokojowo nastawiony. Nie wyglądał na nikogo, kto chciał wyrządzić krzywdę krucjacie Sutherlanda. Za to czegoś się obawiał. Tylko czego? Po co te badanie krwi?
Radeford rozsiadł się wygodniej w krześle walcząc z pogłębiającym się zmęczeniem.
- Jak rozumie Gregorze, Ty jesteś konserwatywny w swych wierzeniach? Jesteś katolikiem? - zapytał Ebenezer.
Po usłyszeniu odpowiedzi postanowił rozmówić się o bardziej przyziemnych sprawach.
- Gregorze, nie zrozum mnie źle, ale czy możemy przejść do rzeczy. Moi ludzie i ja jesteśmy zmęczeni. Mamy za sobą cały dzień uciążliwej jazdy, podczas której musieliśmy walczyć z maszyną molocha. Do świtu coraz mniej czasu, a jutro ruszamy dalej. Możemy wam zaoferować wymianę informacji i towarów. Może, któryś z waszych chce pojechać z nami? Przydałby się przewodnik - starał się przyspieszyć rozmowę Ebenezer.
-Wracając do tego o czym mówiłeś. Czy wasz problem wiąże się jakoś z tym ciałem, jakie znaleźliśmy przy barykadzie?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Ash starał się opanować zainteresowanie gangerów enklawą w mieście i losami bojówki Chudego. Uciał wszystko krótko:
- Kładźcie się spać. Niewiadomo jak długo tu zostaniemy, ani kiedy nadarzy się następna szansa, żeby trochę odpocząć. Warty wedle ustalonego porządku. Rozejdźcie się. Ja jestem zjebany jak koń po westernie i idę kimać. Nie przeszkadzać mi, chyba że znów jakiś debil kogoś rozjedzie.
Powiedział dokłądnie tak jak myślał. Jedna z żołnierskich prawd mówiła aby spać kiedy tylko się da. Ta chwila ciszy mogła być przysłowiową ciszą przed burzą i kiedy wejdą do jakiejś grubszej akcji, to może się okazać, że będą na nogach kolejną dobę lub dwie, zanim znó będą mogli się przespać. Pół biedy jeśli miało się medykamenty, różne pochodne amfetaminy. Wtedy nawet czterdzieści osiem godzin na nogach nie było czymś niezwykłym, choć potem trzeba było to odespać. Cóż mózgu nie dało się w nieskończoność oszukiwać chemią. Tisdale minął rozgorączkowanych gangeró i poszedł spać do auta.
- Kładźcie się spać. Niewiadomo jak długo tu zostaniemy, ani kiedy nadarzy się następna szansa, żeby trochę odpocząć. Warty wedle ustalonego porządku. Rozejdźcie się. Ja jestem zjebany jak koń po westernie i idę kimać. Nie przeszkadzać mi, chyba że znów jakiś debil kogoś rozjedzie.
Powiedział dokłądnie tak jak myślał. Jedna z żołnierskich prawd mówiła aby spać kiedy tylko się da. Ta chwila ciszy mogła być przysłowiową ciszą przed burzą i kiedy wejdą do jakiejś grubszej akcji, to może się okazać, że będą na nogach kolejną dobę lub dwie, zanim znó będą mogli się przespać. Pół biedy jeśli miało się medykamenty, różne pochodne amfetaminy. Wtedy nawet czterdzieści osiem godzin na nogach nie było czymś niezwykłym, choć potem trzeba było to odespać. Cóż mózgu nie dało się w nieskończoność oszukiwać chemią. Tisdale minął rozgorączkowanych gangeró i poszedł spać do auta.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Południowe peryferia Huntington, 8 maja 2055
Rodney okręcił się w siedzeniu słysząc słowa Leona, spojrzał na kierowcę pikapa wzrokiem pełnym podejrzliwości przemieszanej z niedowierzaniem. Kennedy wzruszył w odpowiedzi ramionami, przysunął nos do przedniej szyby próbując dostrzec w ciemnościach nocy wjazd na autostradę.
- Nie robisz sobie jaj? - zapytał ostrożnie pasażer, zapominając najwyraźniej z wrażenia o bolącej piekielnie stopie - Chcesz na wspólnika inwalidę z jedną nogą?
Kennedy nie odpowiedział w pierwszej chwili, kręcąc z oporną kierownicą i pomstując w myślach na szwankujący układ wspomagania kierowania pikapa. Dwa z motocykli eskorty miały sprawne tylne lampy, toteż mężczyzna skręcił za plamami ostrej czerwieni wyławiając blaskiem reflektorów krawędź asfaltowego wjazdu po swej lewej stronie.
Wątek techniczny
Poszkodowany pasażer najwyraźniej nie spodziewał się takiej propozycji, toteż Leon chyba pozyskał sobie właśnie nowego przyjaciela!
Rodney okręcił się w siedzeniu słysząc słowa Leona, spojrzał na kierowcę pikapa wzrokiem pełnym podejrzliwości przemieszanej z niedowierzaniem. Kennedy wzruszył w odpowiedzi ramionami, przysunął nos do przedniej szyby próbując dostrzec w ciemnościach nocy wjazd na autostradę.
- Nie robisz sobie jaj? - zapytał ostrożnie pasażer, zapominając najwyraźniej z wrażenia o bolącej piekielnie stopie - Chcesz na wspólnika inwalidę z jedną nogą?
Kennedy nie odpowiedział w pierwszej chwili, kręcąc z oporną kierownicą i pomstując w myślach na szwankujący układ wspomagania kierowania pikapa. Dwa z motocykli eskorty miały sprawne tylne lampy, toteż mężczyzna skręcił za plamami ostrej czerwieni wyławiając blaskiem reflektorów krawędź asfaltowego wjazdu po swej lewej stronie.
Wątek techniczny
Poszkodowany pasażer najwyraźniej nie spodziewał się takiej propozycji, toteż Leon chyba pozyskał sobie właśnie nowego przyjaciela!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Parking kilka ulic od Madison Ave, 8 maja 2055
Nie do końca uspokojeni słowami paramedyka bojówkarze rozeszli się z powrotem na swoje miejsca, sadowiąc się na kocach i śpiworach, próbując przespać się jeszcze kilka godzin lub pogadać cicho między sobą. Tylko wystawieni w rogach budynku wartownicy tkwili w odsłoniętych miejscach wystawieni na podmuchy zimnego wilgotnego wiatru i wpatrzeni klejącymi się ze zmęczenia oczami w ciemność nocy.
Ash wpakował się do jednej z półciężarówek, wyciągnął się na twardym powycieranym siedzeniu wspominając z dziwną rzewnością dużo wygodniejsze fotele pikapa, oddalającego się w tej samej chwili poza granice Huntington.
Zmęczenie wzięło górę nad ostrożnością. Zaledwie kilka minut później Tisdale już spał kamiennym snem, pochrapując cichutko, ale cały czas zaciskając palce prawej dłoni na lufie swojego karabinu.
Wątek techniczny
Rezydenci starego garażu nie mają na razie powodów do zmartwień. Strażnicy czuwają nad okolicą, a reszta śpi lub gada między sobą. Do świtu zostały jeszcze jakieś trzy, może cztery godziny. Ash śpi, co robią Paul i Jack (poza nasłuchem w eterze)?
Nie do końca uspokojeni słowami paramedyka bojówkarze rozeszli się z powrotem na swoje miejsca, sadowiąc się na kocach i śpiworach, próbując przespać się jeszcze kilka godzin lub pogadać cicho między sobą. Tylko wystawieni w rogach budynku wartownicy tkwili w odsłoniętych miejscach wystawieni na podmuchy zimnego wilgotnego wiatru i wpatrzeni klejącymi się ze zmęczenia oczami w ciemność nocy.
Ash wpakował się do jednej z półciężarówek, wyciągnął się na twardym powycieranym siedzeniu wspominając z dziwną rzewnością dużo wygodniejsze fotele pikapa, oddalającego się w tej samej chwili poza granice Huntington.
Zmęczenie wzięło górę nad ostrożnością. Zaledwie kilka minut później Tisdale już spał kamiennym snem, pochrapując cichutko, ale cały czas zaciskając palce prawej dłoni na lufie swojego karabinu.
Wątek techniczny
Rezydenci starego garażu nie mają na razie powodów do zmartwień. Strażnicy czuwają nad okolicą, a reszta śpi lub gada między sobą. Do świtu zostały jeszcze jakieś trzy, może cztery godziny. Ash śpi, co robią Paul i Jack (poza nasłuchem w eterze)?