PBF - Podstępna rubież

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 sierpnia 2012, 15:24

Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055

Radeford zastanawiał się nad reakcją Gregory'ego na dźwięk wspomnienia o okaleczonym ciele, ale przywódca duchowy osady nawet się nie skrzywił słysząc pytanie.

- Możemy nad tym ubolewać, bo to niejako forma barbarzyństwa i nie przystoi przyzwoitym ludziom, ale musieliśmy porzucić na peryferiach miasta trochę takich ciał - oznajmił starzec - Czasami trafiają tutaj bandyci lub ludzie jeszcze od bandytów gorsi, nieledwie zwierzęta. Nie sposób z nimi normalnie rozmawiać, nie da się negocjować. Uznają wyłącznie prawo pięści i chętnie widzieliby nas martwych.

- Rozumiem, że to zabici bandyci? - kiwnął głową Ebenezer.

- Tak - odparł Gregory - Parę dni temu znowu przywędrowała tutaj banda morderców i złodziei. Kazaliśmy im odejść, ale nie chcieli słuchać, a potem sięgnęli po broń. Cóż, taka widać była wola Pana.

- Mieliście lepszych strzelców? - powiedział na poły pytająco, na poły stwierdzająco Ebenezer.

- Mamy najlepszych strzelców w tej części Ameryki - uśmiechnął się pobłażliwie Gregory - Ciała z bólem serca okaleczyliśmy, a potem rozwieziono je po zaporach i tam porzucono, żeby odstraszały intruzów. Jesteśmy spokojnymi chrześcijanami i nie życzymy nikomu źle, ale nie pozwolimy, by ktokolwiek zagroził nam lub naszym dzieciom.

W pokoju zapadła na chwilę cisza, bynajmniej nie krępująca czy uciążliwa. Radeford przesunął wzrokiem po kolekcji książek ustawionych na regałach pod jedną ze ścian pomieszczenia. Było ich kilkaset, w większości przypadków całkiem dobrze zachowanych.

- Myślałem nad twoją wcześniejszą propozycją - odezwał się w końcu zadumany nad czymś Gregory - Nie jesteśmy zainteresowani wymianą handlową. Nie zaproponujemy wam też schronienia pod naszym dachem, a przynajmniej nie wszystkim z was. Stanowicie zbyt liczną grupę, byśmy mogli wam zaufać. Możecie obozować na przedmieściach Huntington, o ile nie będziecie próbowali wkroczyć na nasze terytorium.

Ebenezer zmarszczył czoło słysząc słowa starca, dotychczasowy przebieg rozmowy pozwalał bowiem mniemać, że wysłannicy barona zdołają nawiązać bardziej zażyłe stosunki z kongregacją Kościoła Ciała Chrystusowego.

- Nikt też nie uda się z wami w dalszą drogę, dopóki nie dowiemy się czegoś więcej na wasz temat - dodał Gregory - Ciebie jednak te zastrzeżenia nie dotyczą, przyjacielu. Widzę, że jesteś zmęczony. Proponuję zatem gościnę tobie i dziesięciu twoim towarzyszom, przez ciebie wybranym. Możecie spędzić u nas resztę tej nocy i jutrzejszy dzień, aż do zmroku. Wykąpiecie się, odpoczniecie. Zjemy wspólnie posiłek i porozmawiamy o waszych przekonaniach i wierze. Czas pokaże, co z tego wyniknie.


Wątek techniczny

Czy Radeford akceptuje propozycję i kogo ewentualnie chce ze sobą zabrać w gościnę? Wizyta obejmuje cały nadchodzący dzień, więc może warto pomyśleć o włączeniu do ekipy wybrańców barona i jego zastępców, hę?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 31 sierpnia 2012, 15:39

Ebenezer skrył ziewnięcie.
- Bardzo kusząca propozycja. Być może z niej skorzystamy i przyjdziemy z wizytą, o bardziej przyzwoitej porze. Teraz jednak muszę zebrać moich ludzi. Zanim jednak odejdę Gregorze, rzeknij coś o zagrożeniach jakie możemy spotkać w Huntingtone.

Wątek techniczny:
Zgromadzić wszystkich "oficerów" na terenie niepewnych sprzymierzeńców? To aż się prosi o zasadzkę.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 31 sierpnia 2012, 15:43

Paul rozgląda się po okolicy, sprawdza straże, uspokaja nerwowych. Nakazuje spokój i nie wszczynanie burd z miejscowymi. Czeka na powrót Chudego i Szarego i ma nadzieję, zobaczyć ich całych.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 31 sierpnia 2012, 18:23

Salt zaszył się w milczeniu w kącie pokoju po nabraniu sił po pokrzepiającej drzemce. Postanowił coś zjeść, łyknąć standardową porcję leku i zająć się swoją bronią. Żałował, że Ash słodko chrapie, pomógłby może, ale jemu tez należał się odpoczynek. Starał się "na oko" odróżnić fabrycznie wyprodukowane pociski od tworzonych domowymi sposobami i przeładować magazynek. Niepewne na spód, teoretycznie lepsze na początek plus jeden do lufy.

Radio odłożył na plecak pozostając na nasłuchu. Ciszę nocy przerywały tylko ciche trzaski dochodzące z głośnika.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 sierpnia 2012, 20:45

Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055

Siedzący wygodnie na sofie Gregory pokiwał w geście wyrozumiałości głową, uśmiechnął się zdawkowo w stronę swego gościa.

- Mamy dość nieprzyjemnych sąsiadów - oznajmił po krótkiej chwili milczenia - Mieszkają po północnej stronie rzeki, ale czasami zapuszczają się na naszą stronę, najczęściej na szaber. Po tej stronie Huntington jest znacznie więcej dobrze zachowanych budynków, a w środku można znaleźć wszystko, jeśli tylko ma się odrobinę szczęścia. Tamci mają prąd, więc zależy im na lodówkach, pralkach, mikrofalówkach, może nawet telewizorach. W tutejszych domach ciągle można znaleźć mnóstwo zdatnych do noszenia ubrań, butów, są okulary i stare lekarstwa, narzędzia.

- A wy nie chcecie, żeby się tutaj kręcili? - zapytał Radeford czując ukłucie ciekawości.

- Chcieliśmy się dogadać, ale oni nie akceptują naszego spojrzenia na świat - pokiwał przecząco głową Gregory - Uważają nas za niebezpieczną sektę i chcą wyprzeć z miasta. Oczywiście nie mają szans, bo dobrze się ufortyfikowaliśmy, ale od dłuższego czasu nękają nas w inny sposób, dużo boleśniejszy i bardziej okrutny od strzelania do moich strażników.

- Co takiego robią? - coraz bardziej zaintrygowany Ebenezer.

Gregory milczał przez dłuższą chwilę, a na jego pociętej zmarszczkami twarzy pojawił się po raz pierwszy grymas ukrywanej dotąd starannie troski pomieszanej z rozpaczą.

- Porywają nasze dzieci - oznajmił starzec, zaciskając bezwolnie dłonie na kościstych kolanach - Porywają nasze dzieci.


Wątek techniczny

Domyślam się, że ten aspekt rozmowy zainteresował Radeforda bardziej od rozważań na temat doktryn prezydenta Romney'a... :P

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 01 września 2012, 10:18

Radeford otworzył szerzej oczy. Porwania dzieci. To musiał być poważny cios dla tej kolonii. Tylko jak? Huntingtone roiło się od zabezpieczeń, barykady, snajperzy i Bóg wie co jeszcze.

- Jak do tego dochodzi Gregorze. Widziałem wasze zabezpieczenia. Mysz się nie prześliźnie. Sam diabeł musi im sprzyjać. Ponadto po co im wasze dzieci? Wysyłają jakieś żądania - pytał z ożywieniem kaznodzieja.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 września 2012, 20:02

[center]...utajniony wpis dla Szarego #11...[/center]

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 03 września 2012, 15:43

-To nie jaja.Brak nogi to nie brak ręki,nadal możesz się posługiwać obiema rękoma żeby targać w wozie sporą armatę.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 września 2012, 18:54

Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055

Gregory pochylił się do przodu, ścisnął mocno palcami kolana dając tym mimowolnym ruchem dowód zakorzeniowych gdzieś głęboko silnych emocji. W żywych, niezmąconych starczym otępieniem oczach mężczyzny pojawił się błysk, który poruszył twardego na co dzień Ebenezera na wskroś.

- Odbierają nam dzieci, ponieważ nie akceptują naszej wiary - powiedział duchowy przywódca enklawy cedząc słowa przez zaciśnięte zęby - Uważają, że tylko tak mogą zapewnić im normalną przyszłość, wychowując je gdzieś daleko na nie znających Boga pogan! A przynajmniej prosimy Pana w modlitwach, żeby tak właśnie było, bo żadne z nas nie zniosłoby chyba myśli, że ci niewinni malcy już nie żyją!

- Porywają dzieci, żebyście nie wychowali ich na chrześcijan?! - Radeford wciąż był zdumiony, ale sytuacja taka bynajmniej go nie zaskoczyła. Na postapokaliptycznych pustkowiach zdarzały się różne rzeczy, czasami dużo bardziej wstrząsające od porwań na tle religijnym.

- Nie zawsze tak było - dodał Gregory - To ludzie mieszkający na północ od rzeki. Kiedyś utrzymywaliśmy ostrożne stosunki, zaraz po pojawieniu się ich pierwszej grupy za Burlington. Trochę się handlowało, czasami nawet tutaj nocowali, ale nie podobały im się nasze zwyczaje. Ciężka praca, codzienna modlitwa, cnoty uczciwości i prawdomówności, obyczajowe normy. Nie wszystkim odpowiadają zasady życia członków Kościoła Ciała Chrystusowego, ale przecież my nikogo nie przymuszamy, żeby razem z nami mieszkali.

- Dlaczego po prostu nie odeszli? - zapytał Ebenezer zapominając z wrażenia o przemożnym zmęczeniu - Skoro nie akceptowali waszego stylu życia?

- Trudno to wyjaśnić - potrząsnął głową Gregory - Wydaje mi się, że w grę może wchodzić coś więcej niż tylko nienawiść do naszej wiary. Chciałbym umieć im wybaczyć i podać dłoń, ale moi ludzie sądzą, że oni nie tylko nienawidzą Kościoła i Boga. Są pewne przesłanki ku temu, by sądzić, że to zaprzysięgli, sprytnie się kamuflujący czciciele Szatana albo wyznawcy Molocha. Jeśli to prawda, niechaj Pan ma w swej opiece nasze utracone dzieci.

- Ile dzieci porwano i kiedy? - na dźwięk ostatnich słów starca Radeford poczuł zimny dreszcz pełznący w dół kręgosłupa.

- Dotąd pięcioro, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy - odparł Gregory - Ci ludzie są naprawdę zdeterminowani, w stopniu mogącym budzić trwogę. Przekradają się do nas nocami, czatują w ruinach. Próbowali już podkopów, wabili malców na przynęty. Początkowo zresztą byliśmy przekonani, że to sprawka dzikich zwierząt, dopiero po trzecim zaginięciu na jaw wyszło, że to uprowadzenie, bo moi ludzie zastrzelili jednego z porywaczy. Od tego czasu jesteśmy z nimi w stanie otwartej wojny.


Wątek techniczny

Specyfika sytuacji w Huntington zaczyna się powoli wyjaśniać. Widać, że kongregacja Kościoła Ciała Chrystusowego jest w wielkich kłopotach, ale nie sposób jeszcze przewidzieć reakcji na nie barona Sutherlanda. Będąc niejako jego emisariuszem Radeford może deklarować pewne zamiary, ale ostateczne zdanie i tak będzie miał organizator ekspedycji.

Niebawem nadejdzie świt, noc przemija bardzo szybko. Leon niedługo dojedzie do obozowiska barona, Chudy ze swoim patrolem zapewne też. Większa część Aniołów odpoczywa w ruinach piętrowego parkingu, nieznany pozostaje jedynie los Szarego.

Czas zdecydować o dalszych posunięciach lub chociażby sugestiach wobec barona, bo zakładam, że Radeford będzie się chciał pilnie spotkać ze swoim pryncypałem.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 04 września 2012, 19:30

Techniczny:
Trzeba by spytać o siłę tych porywaczy, jak są uzbrojeni i liczni. Baron może by nie miał nic przeciwko najazdowi na nich, ale nie do końca mi się taka opcja podoba. Nie wiemy czy ten kościół jest taki święty i niewinny, może Ci ludzie zza rzeki mają jakieś powody by to robić, np. zemstę za podobne praktyki tych świętoszków. Za mało wiemy. Trzeba by i z ludźmi zza rzeki pogaworzyć.
Ostatnio zmieniony 04 września 2012, 20:35 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 września 2012, 20:19

Wątek techniczny

Ash śpi, ale mnie też się jakoś nie wydaje, że Gregory i jego chrześcijanie śa tak święci za jakich się podają. Nie wiem, czy jest sens mieszać się w sprawy tych społeczności, bo wstrzymamy całą wyprawę Sutherlanda.

Baron zapewne będzie chciał jak najszybciej przeprawić się za rzekę i zapewne raczej nie interesują go poglądy obyczajowo-religijne ludzi Gregorego i jego stosunki sąsiedzkie. Pewno prędzej by ich tu obrał ze wszystkiego i zrobił im taką apokalipsę, że biblijna to mały pikuś. Tylko mu szepnąc o wyposażonym dobrze szpitalu i bibliotece medycznej, a pewnie gotowy byłby całe miasto wybić do nogi, a co bardziej uczonych w medycynie zabrać jak niewolników. Ten szpital to i mnie zainteresuje. W końcu Ash też jest całkiem oczytany. Bądź co bądź, Posterunek na brak literatury w formie elektronicznej nie narzeka, to i czytało się to i owo.


Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 05 września 2012, 15:02

Rozgniewany Radeford zmarszczył brwi.
- Dziecko, rzecz święta. Kto na dziecko rękę podnosi winien jest ponieść srogą karę. Plugawi i tchórzem podszyci wasi wrogowi. Diabelskie i podła mają metody. Wielce ubolewam nad waszą tragedią - rzekł kaznodzieja.

- Wybrałbym się chętnie do tych waszych sąsiadów sprawdzić jaki los spotkał wasze pociechy, a i podejrzenie współpracy z molochem potwierdzić. Jednak ja jestem kapelanem wyprawy krzyżowej. To poważny obowiązek. Przewodzi nam młody baron Sutherland. Wydaje mi się, że nie planuje postoju w Huntingtone - mówił z nieskrywanym smutkiem w głosie Ebenezer.

- Jednakże .... Gregorze mam pewien plan...
.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 września 2012, 19:55

Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055

Wysłuchawszy propozycji Radeforda Gregory milczał przez dłuższą chwilę, przymykając oczy i niemalże wstrzymując oddech. Kiedy spojrzał ponownie na Ebenezera, na jego twarzy pojawił się cień posępnego zdecydowania.

- Zgadzam się - kiwnął zdawkowo głową - Zaaranżuj odpowiednie spotkanie, a dołożę starań, żeby wszystko ułożyło się po twojej myśli. Jeśli taka będzie wola Boga, z pewnością nam się uda.

Skrywając swe domysły i wątpliwości pod współczującym obliczem, Ebenezer Radeford podniósł dłoń do ronda kapelusza oddając w ten sposób starcowi gest pożegnania, odwrócił się w stronę lekko uchylonych drzwi apartamentu.

Pilnujący wejścia przyboczny ochroniarz Gregory'ego musiał podsłuchiwać przy drzwiach albo też posiadał jakiś przyrząd monitorujący przebieg rozmowy, nim bowiem kaznodzieja zdążył otworzyć usta, młody człowiek już stał w progu zapraszając go wymownym gestem dłoni do opuszczenia pokoju.

- Moi ludzie odprowadzą cię do naszej granicy - dodał starzec - Obyśmy szybko spotkali się ponownie.


Wątek techniczny

Audiencja zakończona. Część rozmowy została na wniosek Deliada utajniona, stąd taka pozornie nielogiczna luka w fabule. Zakładam, że Ebenezer wróci prosto na parking, więc jeśli chcecie, możemy od razu przeskoczyć fabularnie do momentu spotkania kaznodziei z resztą Aniołów?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 05 września 2012, 20:28

Radefor opuścił strefę odgrodzoną barykadami i śpiesznym krokiem zmierzał w stronę budynku gdzie znajdowały się Anioły Śmierci.
Obawiając się zbyt żywiołowej reakcji na widok zbliżającego się osobnika z daleka powitał słowem Bożym.

Gdy był już między swoimi wysłuchał raportu o pozostałych częściach zwiadu.

- Więc Chudy daleko nie zajechał? Może to i lepiej. Martwi mnie cisza w eterze z alfy Szarego. Spróbujemy ich odnaleźć i wrócić do Sutherlanda. Gregor, przywódca ludzi z Huntingtone, chce spotkać się z baronem. Ale to jutro. - rzekł i dał znak zebrania jednostki.

Idąc drogą Radeford zebrał członków Aniołów Śmierci. Asha, Wilsona i Jacka.
- Mieszkańcy Huntingtone to bardzo ciekawa społeczność. Mają prąd i wysoko rozwiniętą medycynę. Uwierzycie, że badali mi krew? - szeptał kaznodzieja.
- Mają też problem. Za rzeką mają nieciekawych sąsiadów. Nie mogą się z nimi dogadać. Wydawać się by mogło, że sąsiedzi mają chorobliwie zły stosunek do osób pobożnych... Twierdzą, że ci zwyrodnialcy porywają im dzieci... Gregor podejrzewa ich o sprzyjanie, a nawet wyznawanie Molocha.Martwi mnie los tych dziatek. Ponadto wolałbym nie zostawiać takich ludzi za plecami. Przydałoby się to sprawdzić. Tyle, że Sutherland prze na przód jak lokomotywa... Cóż jeżeli Bóg da, i Sutherland z jakichś powodów zatrzyma się w mieście na dłużej można by podjąć jakieś środki prewencyjne. Czuję, że Gregor potrafił by wyrazić swoją wdzięczność nie tylko błogosławieństwem. Co myślicie o tym chłopaki? Pisalibyście się na taki zwiad na wrogim terytorium? Pytam hipotetycznie bo pewnie i tak jutro ruszymy dalej - ciągnął dalej wywód Radeford.
- Martwi mnie tylko jeden fakt. Nie do końca ufam Gregorowi. On twierdzi, że porywacze mieszkają za rzeką. Tymczasem wy mówiliście, że jak zaczęły płonąć stosy, to jeden z nich był po tamtej stronie Ohio... Jakoś nie wydaje mi się, żeby była to sąsiedzka współpraca. Więc co? Wysunięty za rzekę posterunek? Czy może ktoś tu nie mówi całej prawdy... Co o tym myślicie?

Wątek techniczny:

Jedziemy za wschód Huntingtone wzdłuż barykad, starając się wywołać Szarego.

chemdog
Reactions:
Posty: 73
Rejestracja: 20 kwietnia 2012, 07:57

Post autor: chemdog » 06 września 2012, 11:06

...utajniony wpis dla Szarego #11...

ODPOWIEDZ