WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Tuż po zachodzie słońca 11.08.1993
Przez większą część drogi nie odzywał się, śledząc wzrokiem ciemną linię brzegu. Było coś pociągającego w tej ciszy. W tej ciemności, która czekała pod powierzchnią jeziora - drżącą i kruchą niczym nadzieja, gasnąca w oczach jego ofiar. Gdy Lucas zatrzymał łódź, bez słowa wyrzucił kotwicę za burtę. Zniknęła z cichym pluskiem, połknięta przez mroczną toń.
- Podaj mi namiary - odezwał się, zdejmując kurtkę.
- Dwa i pół metra na południowy zachód - ghul Lasombry wyciągnął rękę, wskazując kierunek. - Ta rzecz jest dość głęboko zagrzebana w mule. Możliwe, że zobaczysz jedynie jej zarys.
Morderca skinął głową i zaczął rozpinać szelki od kabury. Nie miał podkoszulka. W świetle księżyca jego ciało wydawało się niemal białe - przypominając raczej posąg wykuty z zimnego marmuru niż żywą istotę. Ciemne linie arabskich liter, z których składały się tatuaże pokrywające jego ramiona i klatkę piersiową, kontrastowały z alabastrową bladością skóry.
- Chciałbym, żebyś otoczyła ten teren mgłą - powiedział, zwracając się do Victorii. - Jesteśmy tutaj zbyt widoczni.
Nie dodał nic więcej, wierząc, że wydarzenia ostatniej nocy uświadomiły im, jak realne było zagrożenie ze strony snajpera.
Słowa Assamity wyrwały Viktorię z zamyślenia. Obróciła się w jego stronę lekko zamglonym wzrokiem, który wciąż napawał się harmonią nocy, ciszy i ciemności. W ułamku sekundy jej oczy rozszerzyły się w mieszance zaskoczenia. Gdyby wciąż żyła właśnie oblałaby by się rumieńcem. Utkwiła w nim wzrok i nie odpowiedziała od razu na pytania. Wyglądał jak marmurowy posąg Michała Anioła, o perfekcyjnej proporcji kształtów. Gdyby rzeczywiście był tylko martwym przedmiotem sztuki z płomienna chęcią dołączyła by go do swojej kolekcji. Miała słabość do piękna, estetyki i sztuki, a białe ciało Namtara w księżycowej poświacie było czystym pięknem. Nie był niestety rzeźbą lecz mrożącą krew w żyłach maszyną do zabijania. Piękną maszyną... Zmieszała się orientując się, że stoi tak przez dłuższą chwilę i bezczelnie gapi się na niego w milczeniu z lekko rozchylonymi ustami. Skryła oczy za firanami długich rzęs i wbiła wzrok w podłogę.
- Tak, oczywiście - Wydukała po chwili.- Już to robię.
Osunęła się w lekkim omdleniu na ławkę przy burcie i skupiła się na skoncentrowaniu mgły dookoła nich.
Namtar poczekał, aż Niewierna wiedźma zakończy swoje czary, patrząc jak mgła wznosi się znad powierzchni jeziora, wirując niczym opary haszyszu w Świątyni Czarnej Matki... Pamiętał jego słodkawy smak, w innym miejscu i czasie, i pomyślał, że w sumie mógłby...
Laa - skarcił się w myślach.
Nie teraz, mam robotę do wykonania.
Ściągnął resztę ubrania, pozostając jedynie w czarnych kąpielówkach i opasce na udzie, do której przymocowany był niewielki, stalowy nóż. Victoria posłała mu kolejne dziwnie długie spojrzenie i westchnęła cicho. Nie za bardzo jednak pojmował o co może jej chodzić, udał więc, że niczego nie dostrzega. Zdjął okulary i zamrugał gwałtownie. Nie był przyzwyczajony do patrzenia na świat bez osłony. Nawet odległe lśnienie gwiazd wydawało się zbyt jaskrawe, niczym roziskrzony piasek tańczący pod powiekami.
- Niewierny, którego mamy wydobyć, to Mallus Nomitar, Ventrue z linii Rycerzy Krwi - odezwał się cicho, pamiętając o tym, jak daleko niesie się głos na wodzie. Starał się jednak mówić na tyle wyraźnie, by usłyszeli go wszyscy zebrani w łodzi. - Był przyjacielem Atra-hasisa, obecnym przy zawieraniu kontraktu pomiędzy królem a moim Klanem. Aktualnie poszukują go nasi wrogowie. Powinniście o tym wiedzieć.
Zebrani wysłuchali go, zdając sobie jednocześnie sprawę, że po raz pierwszy mogą spojrzeć Łowcy w oczy. Głęboko, w czarnych źrenicach czaił się mroczny płomień gorączki i wewnętrznego głodu, który zdawał się rozświetlać wzrok Mordercy jakąś dziwną siłą. Szaleństwem, obcym rodzajowi ludzkiemu.
Assamita wydawał się jednak nie być świadom wrażenia, które wywierał. Spokojnymi ruchami obwiązywał wkoło pasa linę od kabestanu.
- Jest możliwe, że w obecnej sytuacji Mallus będzie potrzebował naszej pomocy - dokończył obojętnie. Sprawdził węzeł i podszedł do burty, w miejscu gdzie łańcuch kotwicy ginął w ciemnej wodzie.
- Jeśli coś się stanie, walnijcie kluczem francuskim w drabinkę. Usłyszę - rzucił jeszcze.
- Trzy szarpnięcia i włączę wyciągarkę - rzekł Lucas, wręczając mu saperkę.
Namtar skinął jedynie głową. A później skoczył, znikając w toni jeziora.
[center]***[/center]
Ciemność przyczajona pod powierzchnią wody przyjęła go niczym kochanka, spragniona tego, który pozwalał jej czuć się spełnioną. Poczuł dreszcz, gdy chłód jeziora przeniknął jego ciało, wsączając się w arabeski żył i arterii. Zanurkował, płynąć w dół, wzdłuż łańcucha kotwicy, aby zachować orientację względem łodzi. W tym miejscu, odległe płomyki gwiazd, były jedynie widmami i wkrótce zgasły, niczym wspomnienia nieproszonych snów. Każdy kolejny ruch mięśni wiódł go głębiej, w ten świat bezświatła i falującej ciszy. I wiedział, że mógłby tak płynąc zawsze. Oddalając się od tego wszystkiego, co istniało na powierzchni...
Z eterycznej przesłony mułu, wirującego wokół niczym gęsta, jesienna mgła, wyłoniło się wreszcie dno - usiane czarnymi wykrzyknikami skał i pokryte szlamem. Na tej głębokości nie rosły żadne rośliny i otoczenie przywodziło na myśl krainę spustoszoną przez wojnę, pokrytą gnatami butwiejących konarów i czaszami martwych małży. Tuz przed jego twarzą przemknęły dwie niewielkie ryby - przerażone i zdezorientowane, niczym dzieci, zgubione wśród ruin. Rozejrzał się, starając się zapamiętać istotne szczegóły otoczenia.
Dwa i pół metra na południowy zachód - pomyślał. Zawieszony w wodzie muł utrudniał widoczność, ograniczając ją do półtora metra. Mimo to nie miał problemu ze znalezieniem celu. Już po chwili ujrzał na dnie zarys podłużnego, prostokątnego przedmiotu. I w tym momencie pożałował, że nie ma przy sobie dmuchawy tylko niewielką saperkę...
Pracował przez jakieś pół godziny, wśród wzbijających się tumanów mułu, wirujących odłamków muszli i zabłąkanych śmieci. W końcu udało mu się odkopać trumnę. Drewno było ciemne ze starości, jednak, zanurzone w szlamie, zachowało się w znakomitym stanie. Assamita odwiązał linę i opasał mary w dwóch miejscach, mając nadzieję, że wiekowe deski utrzymają ciężar po wyciągnięciu mar na powierzchnię. Następnie uniósł nieco skrzynię i pociągnął trzykrotnie za linę.
Nie musiał długo czekać na reakcję Lucasa. Poczuł szarpnięcie, liny napięły się i ciemny kształt zaczął wznosić się z równomierną szybkością. Podtrzymał go przez jakiś czas, kontrolując kierunek ruchu, po czym puścił i obserwował przez chwilę, dopóki mętna woda nie przesłoniła obrazu trumny. Przez chwilę stał w całkowitym bezruchu patrząc na przepływające wkoło szare pasma. Wiedział, że nie chce wracać. Nie tam, nie na powierzchnię, nie do nich... Tamten świat, znajdujący się powyżej, świat światła którego nienawidził i nie rozumiał, nie miał niczego, czego mógłby pragnąć... Lecz jednocześnie ta część, która czyniła go tym, kim był i która pamiętała o Ścieżce wiedziała, że musi to zrobić i że nie ma innej drogi... Przez chwilę smakował w ciszy tą dysharmonię, żałując, że nie ma ona smaku krwi... A później odepchnął się od dna i nieśpiesznie zaczął płynąc w górę.
[center]

[/center]
[center]***[/center]
Wypłynął jakieś pięć minut po tym, jak z jeziora wyłoniła się trumna. Wisiała teraz na wyciągarce, a krople wody spływające z niej lśniły w promieniach księżyca niczym łzy... Niewierni zebrali się w pobliżu dźwigu, a Horacy z Lucasem zabierali się właśnie za opuszczenie drewnianej skrzyni na pokład. Wszedł na lodź za ich plecami i stanął, wpatrując się nieruchomym wzrokiem w ciemną toń jeziora. Gdzieś wewnątrz czuł żal i tęsknotę, tak głęboką, że niemal mógłby nadać jej imię... Woda kapiąca z włosów i ciała Assamity utworzyła wokół niego sporą kałużę, nie zwracał jednak na to uwagi.
- Łowco, wszystko w porządku? - zapytał nagle Terry, pojawiając się obok.
Morderca drgnął, jakby wyrwany z głębokiego snu. Jego dziwnie odległe spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem duchownego.
- Tam, na dnie, nie ma żadnego światła... - wyszeptał ledwo dosłyszalnie.
I przez tą jedną chwilę, patrząc mu w oczy, Terry zrozumiał, jak wiele cierpienia czaiło się na dnie tej ciemnej studni. A później w spojrzeniu Assamity znów pojawił się błysk stali. Morderca potrząsnął głową kończąc rozmowę i odszedł w kierunku kupki schludnie złożonych ubrań, po czym bez dalszych wyjaśnień zaczął się szybko ubierać.
Po wyjściu z wody Namtar będzie się wydawał bardziej niż zwykle wybity z rzeczywistości. Widać, że stara się dojśc do siebie, ale wzrok i tak co chwile ucieka mu w stronę tafli jeziora i ma niewielkie momenty zawieszenia, gdy zaczyna się w nią wpatrywać.
Poza tym wydaje się totalnie nie zdawać sobie sprawy z zainteresowania, jakie zbudził w Victorii. I to do tego stopnia, że ta jego nieświadomość w tej kwestii mocno się rzuca w oczy.
Post pisany razem z Zin-Carlą i z uwzględnieniem sugestii Fratera Terrego.
Bdw. Assamity nie będzie nieco ponad pół godziny, więc jeśli chcecie to wykorzystać to proszę bardzo.