: 29 stycznia 2016, 18:33
WV Martinsburg, Garaż na obrzeżach, Tuż po zachodzie słońca 11.08.1993
Słuchający dziwacznego monologu Świra Morderca w pewnym momencie drgnął niezauważalnie. Podniósł głowę i spojrzał na Terrego za ciemnych szkieł, a jego ręce błyskawicznie złożyły mozaikę metalowych części w złowróżbny kształt Desert Eagle. Broń zniknęła po chwili pod kurtką. Assamita poczekał, aż Malkavianin dokończy, po czym odezwał się:
- Istanna.* Skąd znasz to określenie? - zapytał podejrzanie spokojnie. Terry nie mógł jednak nie zauważyć, iż dłoń Mordercy opadła na pas, niebezpiecznie blisko rękojeści zakrzywionego sztyletu. Świr zamrugał gwałtownie, pytanie najwyraźniej wybiło go z rytmu.
- Jakie określenie? - zapytał niewinnie.
- Czerń Alamut... - odparł powoli Assamita. Wydawało się, że w całej jego sylwetce niepostrzeżenie zaczęło narastać jakieś napięcie, niczym u dzikiego kota, który płynnie przeszedł od stanu rozleniwionej drzemki do pobudzenia i zastanawia się właśnie komu rozerwać gardło...
- To taki rodzaj haszyszu, Atrahasis go lubił - uśmiechnął się Terry.
- Shoo?** Skąd wiesz? - pytania nadal były spokojne. Zbyt spokojne. Choć Malkavianina wydawał się zupełnie tego nie zauważać.
- Od mojego nauczyciela. opowiedział mi o tym w jaki sposób i z czego go zażywał AtraHasis. A dlaczego, to jakiś sekret?
Namtar nie odpowiedział. Przez dłuższą chwilę po prostu patrzył na Terrego bez ruchu. Wreszcie przekrzywił głowę, w ten swój charakterystyczny sposób, przywodzący na myśl węża lub murenę i zapytał:
- Coś jeszcze ci mówił na temat mojego Klanu?
- Nie powiedział mi nic na temat twojego klanu, chyba ze ten haszysz ma coś z wami wspólnego - odrzekł Terry z uśmiechem. - Ale powiedział mi coś o tobie. powiedział ze nie jesteś tu przypadkiem, i ze musisz również podążać ku swemu przeznaczeniu. I to prawda, wczoraj to udowodniłeś. Dzięki ci za to po stokroć. i powiedział mi jeszcze, że jesteś efektem podjętych decyzji, ale nie wiem jeszcze co to oznacza.
Na wzmiankę o podjętych decyzjach, sylwetka Mordercy wyraźnie stężała, a jego palce zacisnęły się na rękojeści khanjar.
- Naprawdę? - wycedził przez zęby. Powietrze w garażu stało się nagle dziwnie gęste. - A powiedział ci, przez kogo?
- Nie. Tylko tyle co powiedziałem. Ale to już wiedziałem. Znaczy, że nie jesteś tu przypadkiem i że masz Świetliste Przeznaczenie, Duchu z Otchłani. Co do reszty musimy poczekać. Jego słowa zawsze są Prawdziwe i niosą w sobie Mądrość. Ale czasami trzeba poczekać, żeby je zrozumieć.
Mówiąc to Terry nadal uśmiechał się przyjaźnie, przywodząc na myśl barwnego ptaszka, który nieświadom zagrożenia, zagląda właśnie do paszczy krokodyla. Przez chwilę wydawało się, że krokodyl zamknie szczęki. Błyśnie stal, poleje się krew, zgaśnie kolejne życie. A potem... Morderca po prostu opuścił rękę. Popatrzył jeszcze przez chwilę na Terrego, potrząsnął głową i mruknąwszy coś po arabsku, sięgnął po sajperkę, aby i ją wyczyścić.
** arab. Co?
Słuchający dziwacznego monologu Świra Morderca w pewnym momencie drgnął niezauważalnie. Podniósł głowę i spojrzał na Terrego za ciemnych szkieł, a jego ręce błyskawicznie złożyły mozaikę metalowych części w złowróżbny kształt Desert Eagle. Broń zniknęła po chwili pod kurtką. Assamita poczekał, aż Malkavianin dokończy, po czym odezwał się:
- Istanna.* Skąd znasz to określenie? - zapytał podejrzanie spokojnie. Terry nie mógł jednak nie zauważyć, iż dłoń Mordercy opadła na pas, niebezpiecznie blisko rękojeści zakrzywionego sztyletu. Świr zamrugał gwałtownie, pytanie najwyraźniej wybiło go z rytmu.
- Jakie określenie? - zapytał niewinnie.
- Czerń Alamut... - odparł powoli Assamita. Wydawało się, że w całej jego sylwetce niepostrzeżenie zaczęło narastać jakieś napięcie, niczym u dzikiego kota, który płynnie przeszedł od stanu rozleniwionej drzemki do pobudzenia i zastanawia się właśnie komu rozerwać gardło...
- To taki rodzaj haszyszu, Atrahasis go lubił - uśmiechnął się Terry.
- Shoo?** Skąd wiesz? - pytania nadal były spokojne. Zbyt spokojne. Choć Malkavianina wydawał się zupełnie tego nie zauważać.
- Od mojego nauczyciela. opowiedział mi o tym w jaki sposób i z czego go zażywał AtraHasis. A dlaczego, to jakiś sekret?
Namtar nie odpowiedział. Przez dłuższą chwilę po prostu patrzył na Terrego bez ruchu. Wreszcie przekrzywił głowę, w ten swój charakterystyczny sposób, przywodzący na myśl węża lub murenę i zapytał:
- Coś jeszcze ci mówił na temat mojego Klanu?
- Nie powiedział mi nic na temat twojego klanu, chyba ze ten haszysz ma coś z wami wspólnego - odrzekł Terry z uśmiechem. - Ale powiedział mi coś o tobie. powiedział ze nie jesteś tu przypadkiem, i ze musisz również podążać ku swemu przeznaczeniu. I to prawda, wczoraj to udowodniłeś. Dzięki ci za to po stokroć. i powiedział mi jeszcze, że jesteś efektem podjętych decyzji, ale nie wiem jeszcze co to oznacza.
Na wzmiankę o podjętych decyzjach, sylwetka Mordercy wyraźnie stężała, a jego palce zacisnęły się na rękojeści khanjar.
- Naprawdę? - wycedził przez zęby. Powietrze w garażu stało się nagle dziwnie gęste. - A powiedział ci, przez kogo?
- Nie. Tylko tyle co powiedziałem. Ale to już wiedziałem. Znaczy, że nie jesteś tu przypadkiem i że masz Świetliste Przeznaczenie, Duchu z Otchłani. Co do reszty musimy poczekać. Jego słowa zawsze są Prawdziwe i niosą w sobie Mądrość. Ale czasami trzeba poczekać, żeby je zrozumieć.
Mówiąc to Terry nadal uśmiechał się przyjaźnie, przywodząc na myśl barwnego ptaszka, który nieświadom zagrożenia, zagląda właśnie do paszczy krokodyla. Przez chwilę wydawało się, że krokodyl zamknie szczęki. Błyśnie stal, poleje się krew, zgaśnie kolejne życie. A potem... Morderca po prostu opuścił rękę. Popatrzył jeszcze przez chwilę na Terrego, potrząsnął głową i mruknąwszy coś po arabsku, sięgnął po sajperkę, aby i ją wyczyścić.
Post pisany z Fratterem Terrym.
* arab. Poczekaj.** arab. Co?
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]