: 14 lutego 2016, 11:39
WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Tuż po zachodzie słońca 11.08.1993
Viktoria obserwowała z napięciem tą jakże znaczącą wymianę krwi pomiędzy Terrym i Namtarem. Świętą i świętokradczą. Unia pomiędzy tymi dwoma w świetle księżyca była obrazem pełnym perfekcji, emocji, napięcia, perswazji, dominacji, uległości, ufności. Wszystkie te uczucia mieszały się w niej gdy obserwowała swoich kompanów. Ah, gdyby mogła zatrzymać tą chwilę! Z jedną małą zmianą... Sama wola być na miejscu Świra.
[center]Blood is, blood is life, blood is life, blood is sabbating[/center]
Niedawno usłyszana piosenka zadudniła jej w głowie jak mantra. Poruszyła się niespokojnie w miejscu. Krew była dla wampirów wszystkim. Była błogosławieństwem i klątwą zarazem. Znakiem śmierci i nieśmiertelności. Wiarą i upadkiem wszelkiej nadziei. Dawała im ogromną moc nad innymi ale też sama mogła ich związać. Ubezwłasnowolnić. Poskromić. Jej wykorzystanie było tematem tabu w szeregach Camarilli, traktowanym z wielką ostrożnością. Przynajmniej oficjalnie. Wystarczyło napić się od kogoś trzy razy, z własnej woli czy to z przymusu i było się czyimś ślepym kundlem na posyłki. Okrutne. Ale jakże przydatne. Początki tych praktyk ginęły w mrokach dziejów. Jej własny klan był niekłamanym mistrzem w ich wykorzystywaniu. Cóż... Obusieczne ostrze - stwierdziła.
Na tą myśl w jej oku pojawił się ognisty błysk. Wielowiekowe dziedzictwo odezwało się w jej krwi, szepcząc do niej cicho z mroku. Gdyby jednak tak... Parzcież nikomu nic się nie stanie... A ona zyskała by jego przychylność... Może nawet coś więcej... Szczególnie teraz gdy zobaczyła jego ukryte dotąd... Atuty... Wszakże pił już od niej. Raz.
Muszę tylko dobrze to rozegrać, by nikt nic nie podejrzewał...
Gdy Assamita skończył swoją miłosną schadzkę z Malkavianem, Viktoria przysunęła się bliżej ojczulka, kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Masz rację Terry. Zawdzięczamy Assamicie nasze przeklęte życia. Dzięki niemu nie moglibyśmy wypełnić woli Adrahasisa i udowodnić, że jesteśmy honorowymi przyjaciółmi. Wiąże go kontrakt jednak czuję, że też jestem mu winna podziękowania za to, że nigdy nie zawahał się nawet przez sekundę by nas ochronić, mimo że wywodzimy się z innej kultury i mamy różne poglądy na wiele spraw. Namtarze - Viktoria zwróciła głowę w stronę Mordercy, patrząc mu prosto w oczy wzrokiem wyrażającym podziw i szacunek - twoje oddanie, brak myślenia o własnych wygodach i pełny profesjonalizm nigdy nie uciekły mojej uwadze. Bez ciebie nie osiągnęlibyśmy wiele. Również, tak jak obecny tu Malkavian, chciałabym ci podziękować, w imieniu swoim, a także reszty koterii jako jej lider. Krew jest świętym darem. Przyjmij go proszę ode mnie.
Mówiąc to również przechyliła swoją głowę, odgarniając zalotnie swoje długie czarne loki i odsłaniając szczupłą, marmurowo-białą szyję.
Przez krótki moment spojrzenie Assamity wyrażało szczere i autentyczne zaskoczenie. Jakby to co się właśnie działo, było ostatnią rzeczą, której się spodziewał. Prawie natychmiast jednak konsternacja ustąpiła pragnieniu krwi, a płomień głodu na powrót rozjarzył się w jego źrenicach, spychając na bok wszystkie refleksje. Morderca otarł usta wierzchem dłoni i zlizał z niej resztkę vitae Terrego, po czym zwrócił się do Victorii:
- Tak, krew jest święta. Shurkan - powiedział tylko. - Będę pamiętał.
Pochylił się nad nią wbijając kły w obnażoną szyję. Przeszywający dreszcz pełen bólu i nieskończonej przyjemności przebiegł przez ciało Czarnej Viktorii. Vitae zaczęła płynąć. Bliskość Namtra i jego nagiego torsu, otaczająca ich aksamitna czerń nocy, delikatny szum pogrążonego we mgle jeziora. Tak, było perfekcyjnie. Zupełnie jak sobie to wyobraziła. Zamknęła oczy i upajała się chwilą przyciskając do siebie delikatnie ciało niczego nie świadomego Assamity. Na jej twarzy pojawił się finezyjny uśmiech triumfu ...
Drugi raz...
[center]
[/center]
Viktoria obserwowała z napięciem tą jakże znaczącą wymianę krwi pomiędzy Terrym i Namtarem. Świętą i świętokradczą. Unia pomiędzy tymi dwoma w świetle księżyca była obrazem pełnym perfekcji, emocji, napięcia, perswazji, dominacji, uległości, ufności. Wszystkie te uczucia mieszały się w niej gdy obserwowała swoich kompanów. Ah, gdyby mogła zatrzymać tą chwilę! Z jedną małą zmianą... Sama wola być na miejscu Świra.
[center]Blood is, blood is life, blood is life, blood is sabbating[/center]
Niedawno usłyszana piosenka zadudniła jej w głowie jak mantra. Poruszyła się niespokojnie w miejscu. Krew była dla wampirów wszystkim. Była błogosławieństwem i klątwą zarazem. Znakiem śmierci i nieśmiertelności. Wiarą i upadkiem wszelkiej nadziei. Dawała im ogromną moc nad innymi ale też sama mogła ich związać. Ubezwłasnowolnić. Poskromić. Jej wykorzystanie było tematem tabu w szeregach Camarilli, traktowanym z wielką ostrożnością. Przynajmniej oficjalnie. Wystarczyło napić się od kogoś trzy razy, z własnej woli czy to z przymusu i było się czyimś ślepym kundlem na posyłki. Okrutne. Ale jakże przydatne. Początki tych praktyk ginęły w mrokach dziejów. Jej własny klan był niekłamanym mistrzem w ich wykorzystywaniu. Cóż... Obusieczne ostrze - stwierdziła.
Na tą myśl w jej oku pojawił się ognisty błysk. Wielowiekowe dziedzictwo odezwało się w jej krwi, szepcząc do niej cicho z mroku. Gdyby jednak tak... Parzcież nikomu nic się nie stanie... A ona zyskała by jego przychylność... Może nawet coś więcej... Szczególnie teraz gdy zobaczyła jego ukryte dotąd... Atuty... Wszakże pił już od niej. Raz.
Muszę tylko dobrze to rozegrać, by nikt nic nie podejrzewał...
Gdy Assamita skończył swoją miłosną schadzkę z Malkavianem, Viktoria przysunęła się bliżej ojczulka, kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Masz rację Terry. Zawdzięczamy Assamicie nasze przeklęte życia. Dzięki niemu nie moglibyśmy wypełnić woli Adrahasisa i udowodnić, że jesteśmy honorowymi przyjaciółmi. Wiąże go kontrakt jednak czuję, że też jestem mu winna podziękowania za to, że nigdy nie zawahał się nawet przez sekundę by nas ochronić, mimo że wywodzimy się z innej kultury i mamy różne poglądy na wiele spraw. Namtarze - Viktoria zwróciła głowę w stronę Mordercy, patrząc mu prosto w oczy wzrokiem wyrażającym podziw i szacunek - twoje oddanie, brak myślenia o własnych wygodach i pełny profesjonalizm nigdy nie uciekły mojej uwadze. Bez ciebie nie osiągnęlibyśmy wiele. Również, tak jak obecny tu Malkavian, chciałabym ci podziękować, w imieniu swoim, a także reszty koterii jako jej lider. Krew jest świętym darem. Przyjmij go proszę ode mnie.
Mówiąc to również przechyliła swoją głowę, odgarniając zalotnie swoje długie czarne loki i odsłaniając szczupłą, marmurowo-białą szyję.
Przez krótki moment spojrzenie Assamity wyrażało szczere i autentyczne zaskoczenie. Jakby to co się właśnie działo, było ostatnią rzeczą, której się spodziewał. Prawie natychmiast jednak konsternacja ustąpiła pragnieniu krwi, a płomień głodu na powrót rozjarzył się w jego źrenicach, spychając na bok wszystkie refleksje. Morderca otarł usta wierzchem dłoni i zlizał z niej resztkę vitae Terrego, po czym zwrócił się do Victorii:
- Tak, krew jest święta. Shurkan - powiedział tylko. - Będę pamiętał.
Pochylił się nad nią wbijając kły w obnażoną szyję. Przeszywający dreszcz pełen bólu i nieskończonej przyjemności przebiegł przez ciało Czarnej Viktorii. Vitae zaczęła płynąć. Bliskość Namtra i jego nagiego torsu, otaczająca ich aksamitna czerń nocy, delikatny szum pogrążonego we mgle jeziora. Tak, było perfekcyjnie. Zupełnie jak sobie to wyobraziła. Zamknęła oczy i upajała się chwilą przyciskając do siebie delikatnie ciało niczego nie świadomego Assamity. Na jej twarzy pojawił się finezyjny uśmiech triumfu ...
Drugi raz...
[center]
[/center]Sigil cooperation
[/center]
[/center]
[/center]