Strona 63 z 88

: 14 lutego 2016, 11:39
autor: Zin-Carla
WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Tuż po zachodzie słońca 11.08.1993

Viktoria obserwowała z napięciem tą jakże znaczącą wymianę krwi pomiędzy Terrym i Namtarem. Świętą i świętokradczą. Unia pomiędzy tymi dwoma w świetle księżyca była obrazem pełnym perfekcji, emocji, napięcia, perswazji, dominacji, uległości, ufności. Wszystkie te uczucia mieszały się w niej gdy obserwowała swoich kompanów. Ah, gdyby mogła zatrzymać tą chwilę! Z jedną małą zmianą... Sama wola być na miejscu Świra.

[center]Blood is, blood is life, blood is life, blood is sabbating[/center]

Niedawno usłyszana piosenka zadudniła jej w głowie jak mantra. Poruszyła się niespokojnie w miejscu. Krew była dla wampirów wszystkim. Była błogosławieństwem i klątwą zarazem. Znakiem śmierci i nieśmiertelności. Wiarą i upadkiem wszelkiej nadziei. Dawała im ogromną moc nad innymi ale też sama mogła ich związać. Ubezwłasnowolnić. Poskromić. Jej wykorzystanie było tematem tabu w szeregach Camarilli, traktowanym z wielką ostrożnością. Przynajmniej oficjalnie. Wystarczyło napić się od kogoś trzy razy, z własnej woli czy to z przymusu i było się czyimś ślepym kundlem na posyłki. Okrutne. Ale jakże przydatne. Początki tych praktyk ginęły w mrokach dziejów. Jej własny klan był niekłamanym mistrzem w ich wykorzystywaniu. Cóż... Obusieczne ostrze - stwierdziła.

Na tą myśl w jej oku pojawił się ognisty błysk. Wielowiekowe dziedzictwo odezwało się w jej krwi, szepcząc do niej cicho z mroku. Gdyby jednak tak... Parzcież nikomu nic się nie stanie... A ona zyskała by jego przychylność... Może nawet coś więcej... Szczególnie teraz gdy zobaczyła jego ukryte dotąd... Atuty... Wszakże pił już od niej. Raz.
Muszę tylko dobrze to rozegrać, by nikt nic nie podejrzewał...

Gdy Assamita skończył swoją miłosną schadzkę z Malkavianem, Viktoria przysunęła się bliżej ojczulka, kładąc mu dłoń na ramieniu.

- Masz rację Terry. Zawdzięczamy Assamicie nasze przeklęte życia. Dzięki niemu nie moglibyśmy wypełnić woli Adrahasisa i udowodnić, że jesteśmy honorowymi przyjaciółmi. Wiąże go kontrakt jednak czuję, że też jestem mu winna podziękowania za to, że nigdy nie zawahał się nawet przez sekundę by nas ochronić, mimo że wywodzimy się z innej kultury i mamy różne poglądy na wiele spraw. Namtarze - Viktoria zwróciła głowę w stronę Mordercy, patrząc mu prosto w oczy wzrokiem wyrażającym podziw i szacunek - twoje oddanie, brak myślenia o własnych wygodach i pełny profesjonalizm nigdy nie uciekły mojej uwadze. Bez ciebie nie osiągnęlibyśmy wiele. Również, tak jak obecny tu Malkavian, chciałabym ci podziękować, w imieniu swoim, a także reszty koterii jako jej lider. Krew jest świętym darem. Przyjmij go proszę ode mnie.

Mówiąc to również przechyliła swoją głowę, odgarniając zalotnie swoje długie czarne loki i odsłaniając szczupłą, marmurowo-białą szyję.

Przez krótki moment spojrzenie Assamity wyrażało szczere i autentyczne zaskoczenie. Jakby to co się właśnie działo, było ostatnią rzeczą, której się spodziewał. Prawie natychmiast jednak konsternacja ustąpiła pragnieniu krwi, a płomień głodu na powrót rozjarzył się w jego źrenicach, spychając na bok wszystkie refleksje. Morderca otarł usta wierzchem dłoni i zlizał z niej resztkę vitae Terrego, po czym zwrócił się do Victorii:

- Tak, krew jest święta. Shurkan - powiedział tylko. - Będę pamiętał.

Pochylił się nad nią wbijając kły w obnażoną szyję. Przeszywający dreszcz pełen bólu i nieskończonej przyjemności przebiegł przez ciało Czarnej Viktorii. Vitae zaczęła płynąć. Bliskość Namtra i jego nagiego torsu, otaczająca ich aksamitna czerń nocy, delikatny szum pogrążonego we mgle jeziora. Tak, było perfekcyjnie. Zupełnie jak sobie to wyobraziła. Zamknęła oczy i upajała się chwilą przyciskając do siebie delikatnie ciało niczego nie świadomego Assamity. Na jej twarzy pojawił się finezyjny uśmiech triumfu ...

Drugi raz...

[center]Obrazek[/center]
Sigil cooperation

: 14 lutego 2016, 14:35
autor: zapalki_chaosu
WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Cisza na łodzi była miłą odmianą. W pierwszym odruchu chciał zostać na brzegu, uważał że nie jest nikomu potrzebny w poszukiwaniach topielca. Nie był co prawda wojownikiem ale uważał, że w przypadku konfrontacji z wampirami, jeden nawet świetnie wyszkolony ghul to za mało, a łódź na środku jeziora to doskonały cel dla kogoś uzbrojonego w karabin snajperski i nadwrażliwość.

Mimo to, jednak wsiadł na łódź i teraz wiedział czemu. Zawieszenie między ciemnym niebem i ciemną wodą była kojąca jak medytacja. Cieszył się, że rozgadana na ogół koteria też postanowiła docenić ciszę tej chwili. Chociaż z drugiej strony, Horacy jak zawsze jednak miał głowę pełną swoich dziwnych myśli. Victorii spojrzenie nadal było maślane a Terry prawie gotował się, żeby coś powiedzieć. Tak naprawdę każdy z nich też hałasował, tylko w inny sposób.

Ostatecznie Terry nie wytrzymał. Poruszony przez niego temat wywołał w Victorii kolejny napad maślanych oczu. Interesujące było to jaki silny miał na nich wpływ Assamita. Czy ich fascynacja jego osobą wynikała tylko z tego, że miał dużo silniejszy wzorzec? Że wiedział czego chce i czym jest? Był silny? Tym się od nich różnił, oni ciągle albo wątpili albo hołdowali swoim słabością, mimo że powinni byli je pogrzebać razem ze swoim ostatnim zachodem słońca. Na pewno im to imponowało.
Z drugiej strony ich nastawienie niosło w sobie coś co zaczynało powoli przypominać uwielbienie, trochę jak więzy krwi. Fascynujące, pomyślał. Jeśli tak to działa na emocje to nie dziwne, że wszyscy boją się, że są tylko marionetkami starszych.

Skoro cisza została przerwana, zwrócił się myślami w stronę najświeższych wydarzeń. W zasadzie nie stało się nic istotnego. V filarów mocy nie było objawieniem prawdy, której wcześniej nie uważałby za oczywistą cechę niemalże konstytutywną Camarilli. Propozycja wymiany mogła oznaczać wszystko. Zastanawiał się tylko skąd ktoś wiedział gdzie są. Czemu pukał skoro był dzień? Może spodziewał się, że jest w ich towarzystwie jakiś ghul? Ponieważ pukanie ustało, to najwyraźniej kto inny był przyczyną tego, że nie usnął tego popołudnia. Rewelacje o grach starszych wampirów też nie były ani zaskoczeniem. Zastanawiał się, czy nie powiedzieć pozostałym, że te wampiry, które tak sprawnie manipulują wszystkimi też są tak naprawdę marionetkami sił kosmicznych ale wątpił czy znaleźli by w tej idei ukojenie swoich paranoicznych lęków. Tak naprawdę uważał, że oni kochali swoje lęki i że nie oddali by ich tak łatwo.

"Masz rację Terry. Zawdzięczamy Assamicie nasze przeklęte życia..."

Nagła zmiana decyzji Victori trochę zaskoczyła mistyka. Jeszcze przed chwilą mówiła całkiem rozsądnie o oszczędzaniu krwi oraz o kontakcie, który był przyczyną poświęcenia Assamity i jednocześnie całkowitą za nie zapłatą. Podobno była okultystką. Powinna była rozumieć duchową zasady wymiany. Red Wisdom opłacił kontakt, klan łowców go honorował. Zobowiązanie zostało uregulowane już dawno. Nie byli nic winni Namtarowi. Tak samo jak nie był nic winny im. Jego profesjonalizm był jego ścieżką.

Zdziwienie jednak przeminęło szybciej niż mrugnięcie powieki żyjącego. Hołdowanie słabościom. Maślane oczy Victorii zdradzały wszystko o jednej jej słabości. Inną jej słabością było pragnienie władzy i kontroli, o czym miał już okazję się przekonać. Zastanawiał się jednak czy ona naprawdę myśli, że to realne? Uśmiech, który pojawił się na jej ustach w kulminacyjnym momencie uświadomił Darshanowi poziom naiwności Victorii. Pozwolił by odruchowa reakcja jego ręki przysłoniła mu ten żenujący widok.

Kiedy podniósł twarz znad otwartej dłoni odezwał się:

- W tym miejscu działa jakiś efekt magiczny. Jego źródłem nie jest ten którego wyłowiłeś. Nie umiem jednak powiedzieć nic więcej. Terry może ty coś czujesz?


Później jednak kiedy trumna została otwarta szybko dodał:

- Efekt zniknął, to było zaklęcie utrzymujące to pudło.

: 14 lutego 2016, 14:40
autor: lightstorm
WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Ciężka trumna z ciemnego drewna spoczywająca na pokładzie zdawała się z jakąś magnetyczną mocą przyciągać wzrok zebranych Spokrewnionych. Skrzynia nie posiadała żadnych symboli, czy też innych inskrypcji wskazujących na jej zawartość. Wieko przybite było za pomocą kilku gwoździ, z którymi Namtar szybko się uporał.

Po otwarciu wieka, Ravnos wyczuł subtelne poruszenie na wzorcach rzeczywistości. Niewiadomego pochodzenia stare zaklęcie, które zostało rzucone na obiekt dawno temu, przestało właśnie działać.

Wewnątrz skrzyni ujrzeli czysty ciemnoczerwony płyn, którego zapach, aż nadto znajomy im wszystkim, nie pozostawiał złudzeń co do jej charakteru. Assamita przełknął nerwowo ślinę i oblizał usta. Obecność tak dużej ilości szkarłatnej vitae zaskoczyła także pozostałych, tym bardziej, iż nie dostrzegali żadnego ciała. Powierzchnia krwi wypełniającej wnętrze trumny była doskonale nieruchoma.

Po chwili życiodajny płyn zaczął powoli obniżać poziom, ukazując zarysy leżącego na marach ciała. Spoczywający w trumnie mężczyzna, był słusznego wzrostu i dumnej postawy. Odziany był w kolczugę i przesiąknięty krwią płaszcz, który w świetle księżyca zdawał się prawie czarny. Pomimo zamkniętych oczu twarz jego natychmiast przyciągnęła uwagę zebranych. Było w niej coś, co mówiło wiele o tym Spokrewnionym. To było coś, co mieli ludzie z dawnych epok, a co odeszło w niepamięć wraz z nową erą. Starożytny Ventrue wyglądał jak mityczny heros przypominający Achillesa lub Ajasa z Iliady. Z niewiadomych przyczyn członkowie koterii Red'a pojęli dlaczego prawdziwi mężczyźni już nie istnieją, a Krew Kaina osiągnęła swój maksymalny pułap trzynastego pokolenia. Kiedyś, w czasach, gdy ludzie musieli walczyć o przetrwanie, siła ducha i szlachetność charakteru determinowały ich kulturę. Obecnie strach przed śmiercią odarł śmiertelnych z tych ideałów i możliwości dalszego samostanowienia o swojej przyszłości. Tylko Namtar rozumiał tego rodzaju sprawy, wywodząc się ze starożytnego Klanu, który nigdy nie zaprzepaścił swego dziedzictwa. Poczuł pewną ulgę, pojmując, że może w końcu pojawił się ktoś, kto tak jak on, rozumie wartość honoru. I choć ten Kainita z pewnością należał do Niewiernych, to przecież był w Alamut podczas zawierania Kontraktu i musiał znać dawne ideały. I być może przez chwilę nie będę czuł się tak parszywie wśród tych wszystkich psów Camarilli i Sabatu. On pamięta noce przed zjednoczeniem klanów - pomyślał.

Oczy Starszego Ventrue dalej były zamknięte, a krew powoli wpływała w jego usta, jakby obdarzona była własnym życiem. Nie wyglądał na wysuszonego lub kogoś kto potrzebował pomocy, by się przebudzić. Pozostało więc czekać, aż w końcu pozostała część vitae wypełni jego ciało zasilając martwe od stuleci serce. W tajemniczy sposób krew zaczęła także opuszczać przesiąknięte odzienie tworząc niewielkie strużki na odsłoniętej skórze, sprawiając, iż materiał stawał się suchy.

- Azaliż który mamy rok i czemuście mnie zbudzili? - odezwał się po chwili głębokim, lecz pewnym siebie głosem, o dziwnym, archaicznym akcencie.

[center]Obrazek[/center]

: 14 lutego 2016, 19:35
autor: Suriel
WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Horacy usunął się w mrok kiedy okazało się, że Namtar zasłużył na kolejne karmienie. Nikły zapach krwi podrażnił nozdrza Nosferatu. Mimowolnie oblizał wargi pod maską.

Taki tam zapach krwi i picie przy tym starym w trumnie może się źle skończyć. Facet Bóg wie ile lat leżał na dnie i jest pewnie bardziej suchy niż Bob Łazęga dwa tygodnie po swojej wypłacie.

Bob był legendą wśród bezdomnych i żuli. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych do wypicia. Horacy uśmiechnął się na wspomnienie tamtego człowieka, miał coś fenomenalnego w sobie.

Tja, Bob.... Jeśli byłby na ssaniu wypiłby pewnie całe to jezioro gdyby choć trochę miało zawartości alkoholu w sobie. - Szczur przyglądał się kolejnemu aktowi, przyprawiającego o drżenie nie tylko dwie strony uczestniczące w uczcie.
Horacy zdawał sobie sprawę o co idzie wyścig. Choć nie podejrzewał w pierwszej chwili Terrego by chciał uzależnić łowcę to jednak myśl ta pozostawała gdzieś daleko w tyle głowy i nie potrafiła zniknąć zupełnie.

Lgną do niego niczym ćmy do lampy. A przecież to niezwykle mało prawdopodobne, by do kontraktu tego kalibru dali kogoś kto tak łatwo mógłby dać ciała. Takie błędy robić może naste pokolenie a nie ktoś jego poziomu. Albo jest już związany z kimś, może cała jego linia była związana krwią z domem Asamitów, albo jest odporny. Nigdy nie słyszałem by jednak ktoś był uodporniony na moc krwi. Zatem pozostaje jeszcze opcja taka, że nie przeżyje nikt trzeciego picia.

Horacy rzucił jeszcze okiem na mistyka. On również, zdawał się być poza tą grą.

Kolejne zdarzenia przykuły w całości uwagę Nosferatu. Ventrue ubrany w kolczugę zupełnie mu nie pasował. Jego archaiczny strój świadczył że musiał spłynąć w letarg na długo zanimi Kolumb odkrył Amerykę.

Co do diaska robi zatem w tym jeziorze? Przecież nie pociągnęło go nurtem podziemnych rzek aż z Europy?

Horacy miał nikła wiedzę o geografii ale nawet jemu ta myśl wydała się dziwnie oczywista.

- Azaliż który mamy rok i czemuście mnie zbudzili?

- Rok pański tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty trzeci mam. Sierpień jedenastego, to jest cztery godziny po skończeniu Długiej Nocy panie. Jesteśmy wykonawcami ostatniej woli śp. Atra-Hasisa.

Szczur pytań miał wiele ale zmilczał. Byli inni od rozmawiania z tym starcem. Z doświadczenia swego niegdysiejszego ludzkiego życia pamiętał jak panowie tej ziemi zwykli traktować plebs i nie bardzo mu się widziało przypominać to sobie ponownie. Postanowił więc resztę powierzyć lepiej urodzonym od siebie.

: 15 lutego 2016, 07:54
autor: Zin-Carla
WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Viktoria przyglądała się w skupieniu jak krew wsiąkała stróżkami magicznie w ciało starego wampira. Była bardzo zaskoczone gdyż nigdy nie widziała nic podobnego. Obniżający się poziom krwi odsłonił wkrótce słuszną posturę i majestatyczne oblicze Ventrue. Lasombra widziała w jego rysach bijącą moc, taką jak dawniej od władców i rycerzy. A także szlachetne urodzenie jego ciała. Wiedziała, że by zadość uczynić dawnym zwyczajom powinni się mu wszyscy godnie przedstawić. Ona, jako najwyżej urodzona musi zrobić to pierwsza. Reszta, jako że pochodzi z niższych klas, powinna czekać nim zabierze głos. Wydawało jej się, że później powinien przedstawić się Terry, jako duchowny, następnie Horacy jako mieszczanin, potem Darshan i Namtar na końcu.

- Azaliż który mamy rok i czemuście mnie zbudzili?

- Rok pański tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty trzeci mam. Sierpień jedenastego, to jest cztery godziny po skończeniu Długiej Nocy panie. Jesteśmy wykonawcami ostatniej woli śp. Atra-Hasisa.- Wypalił Horacy.

Lasombra zmierzyła go znacząco wzrokiem i delikatnie odsunęła do tyłu.


- Witaj szlachetny Panie - ukłoniła się nisko. - Moje imię to Viktoria Evangeline z klanu Lasombra, córka i siostrzenica przez więzy ludzkiej krwi dla Richarda von Tier Lasombry z domu Valois-Anjou. Moi ludzcy przodkowie wywodzili się z rodu René d'Anjou zwanego dobrym, hrabiego Prowansji z bocznej linii francuskich Walezjuszów. Moja rodzina od wieków dba o ziemie i winnice południowej Francji, będącego w czasach współczesnych Provence-Alpes-Côte d'Azur. Tak jak powiedział wcześniej mój kompan, jesteśmy członkami koterii zwołanej z woli Atra-Hasisa, który opuścił już ten padół łez. Z wskazówek, które zostawił dla nas, dowiedzieliśmy się o Tobie, Panie. Mędrzec w Czerwieni polecił nam przez swoich kruczych posłańców, by cię obudzić.

Mówiąc te słowa Viktoria stała dumnie wyprostowana. Jej postawa wyrażała szacunek do rozmówcy ale również reprezentowała własną godność. Oczy dziewczyny błyszczały, a ton głosu i sposób doboru słów jak nigdy uświadomił koterii o błękitnej krwi płynącej w żyłach Lasombry. Ona sama była w środku cała podekscytowana. Dawno nie miała okazji spotkać kogoś tak zacnego.

Ukłoniła się znów nisko i wskazała na Terrego, dając mu znak, że teraz jego kolej by przedstawić się Ventrue.
Spoiler!
rzuty na etykietę i inne takie poproszę
Spoiler!
Test Etykiety: ST:6 = 5 sukcesów. Wiesz, że na pewno powinnaś zabrać głos pierwsza, jako osoba najlepiej urodzona. Z tego powodu także to Ty powinnaś prowadzić tą rozmowę. Na początek należy się też przedstawić, podając także tytuły szlacheckie, jeśli się takie posiada. Ty powinnaś zacząć a po Tobie pozostali. Reszta pochodzi z Low Clans, ale wydaje Ci się, że później powinien przedstawić się Terry, jako duchowny, następnie Horacy (mieszczaństwo), Darshan i Namtar na końcu.
Gdy Terry zacznie się przedstawiać Viktoria podchodzi kolejno do Horacego (w końcu nie powiedział nawet swojego imienia), Darshana i Namtara szepcząc im na ucho kolejność przedstawiania

: 17 lutego 2016, 00:53
autor: Frater_Terry
Terry wysunął się krok do przodu i dystyngowanie się pokłonił. Był wyraźnie poddenerwowany i zajęło mu to pełną milczenia chwilę. Wykorzystał ją jednak dobrze, uspokajając drżenie dłoni i przede wszystkim głosu.

- Witajcie panie. Jestem frater Terry z krwi Malkava, spokrewniony przez Aurina Spiro. Wysłannik Pana na Niebiosach i sługa Jego, bowiem napisano, iż Pan jest prawdziwym Bogiem, On jest Bogiem żywym i Królem wiecznym, od Jego Gniewu drży ziemia, a narody nie mogą znieść jego groźby. Bowiem bogowie którzy nie stworzyli nieba ani ziemi, zginą z ziemi i spod tego nieba. - przerwał nagle, zastanawiając się, jak takie słowa mogą być zrozumiane przez kogoś tak wiekowego i potężnego. Szybko jednak doszedł do wniosku, że ktoś tak pełen doświadczenia, jest równie pełen mądrości. A to znaczyło, że nie musi się obawiać braku zrozumienia. Kontynuował więc.

- Mędrzec w Czerwieni był mi przyjacielem od blisko trzech stuleci, kiedy to wyrwał mnie z niewoli mego demonicznego stwórcy. Co pozwoliło mi na kontynuowanie duchowej posługi, której oddałem się już za życia. Dziwne koleje losu doprowadziły mnie tej nocy przed twoje oblicze, jednak jak mówi Bóg Ojciec poprzez Pismo, Zwróćcie uwagę na wasze koleje losu! Wejdźcie na góry, zwieźcie drzewo oraz wznieście Przybytek, abym go Sobie upodobał i był sławiony! Takoż przebyłem gór łańcuchy, chwaląc imię Jego, co sprowadza mnie w to miejsce tej właśnie nocy. Bowiem choć stworzeniem nocy się stałem, chwalę Wiekuistego Zastępów. Bo wysiewamy dużo lecz zbiór jest mały, jadamy - ale nie do syta, do upojenia nie starczy. Ubieramy się, lecz nikt z nas się nie ogrzewa. I tylko Światło Pana i Głos Jego i Miłość zwrócić nam może to co noc nam zabrała.

Zamilkł po tych słowach, i wycofał niepewnie, robiąc miejsce następnej osobie.

: 17 lutego 2016, 20:06
autor: Suriel
Horacy dygnął w mało eleganckim ale szczerym powitaniu.

- Jestem Horacy syn Rustyego z klanu Nosferatu. Wykonawca ostatniej woli Atra-Hasisa czyli Red Wisdoma. Jestem też członkiem Camarilli czyli w przeciwieństwie do Sabatu przestrzegam starych zasad sprzed rozłamu wśród Rodziny i nie poluję na silniejszych krwią by ich zabijać poprzez diabolizm.

Dodał ostatnie zdanie z lekkim błyskiem w oku ciekawy jak owo uświadomienie zadziała na Ventrue.
Spoiler!
Poproszę o rzuty na empatię wspomaganą nadwrażliwością by określić jaki efekt emocjonalny wywołają na Ventrue poszczególne prezentacje.
Spoiler!
Test Nadwrażliwości 2, Widzenie Aury ST:8 = 0 sukcesów. Nie jesteś w stanie dostrzec aury starego Ventrue.
Test Empatii ST:9 = 1 sukces. Bardzo trudno Ci cokolwiek wyczytać z jego twarzy, bo mężczyzna ma cały czas zamknięte oczy. Nie spotkałeś nigdy nikogo tak starego i w pewien sposób Cię to przeraża. Jednak jesteś pewien, że słucha bardzo uważnie. Dzięki wysokiej Nadwrażliwości dorzucam informację:
Masz nieodparte wrażenie, że gdy przedstawiacie mu się, każdy zdradza miejsce, w którym dokładnie stoi.

: 17 lutego 2016, 21:45
autor: zapalki_chaosu
WV Martinsburg, Łajba, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Darshan bez jakichkolwiek zmian w jego conocnym zachowaniu, skłonił lekko głowę dłonie składając w mudrę namaste.

[center]Obrazek[/center]

- Jestem Darshan Vimal, spłacam dług rodziny Whuzo, z kalnu Ravnos, względem świętej pamięci Atra-Hasisa. Jestem mistykiem, ścieżkę nocy wybrałem świadomie. Pochodzę z dalekich Indii chociaż wiele lat spędziłem w Europie i poznałem podstawowe zasady i prawa Camarilli. Dług rodziny Wuzho jest dla klanu sprawą honorową i wobec tego traktuję go jako swój własny dług.

Skończywszy wypowiedź, opuścił ręce. Postawa pozostała luźna a wzrok skupiony i poważny.

: 18 lutego 2016, 14:58
autor: Sigil
WV Martinsburg, Łajba, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Czekał cierpliwie na swoją kolej, opierając nieznacznie dłoń, na ukrytym pod kurtką kołku. Faktura drewna była gładka i ciepła. Cieplejsza niż jego palce... W ustach wciąż czuł delikatny smak krwi Victorii. Choć jego odcień z każdą chwilą stawał się coraz bardziej transparentny, przechodząc z doznania w krainę wspomnień. Aksamitna ciemność w jego żyłach nie była tą samą, do której był przyzwyczajony. Patrzył, jak jej fale przesączają się powoli w trwającą w nim noc: noc zawodzących wichrów i cieni, polujących na pustkowiach szaleństwa... Noc zębów wyszczerzonych w ciemności... Pozwolił, by upiory jego serca pożywiły się tą nową siłą i uśmiechnął się lekko, czując, jak jej strzępy karmią czarną rzekę. Teraz nie żałował już powrotu... Bowiem miał po co wracać...

Komunia dobiegła końca. Obserwował beznamiętnie Niewiernych i słuchał ich słów. Wreszcie wypowiedzieli swe kwestie i rytuał prezentacji doszedł do finału. Rozumiał jego znaczenie, to było coś, co należało zrobić. Wypadkowa obowiązku i pewnego szacunku, jaki mógł żywić dla kogoś kto nie był wrogiem Klanu. Słowa, które powinny być wypowiedziane... Poczuł więc pewną ulgę widząc, że przynajmniej tym razem Kufrowie umieli zachować się właściwie.

- As-salamu alayka* Mallus Nomitar -odezwał się cicho, gdy nadeszła jego kolej. - Jestem Namtar Sharur z Klanu Łowców, Cień Nar Mataru, Upiór Bułgarii, Czarne Ostrze Turcji. Mam zaszczyt wypełniać Kontrakt, zawarty między Atra-hasisem, synem Gitmalu, z krwi Brujah, a moim Klanem w roku 1634, w mieście, którego nazwę obaj znamy, lecz której tu nie wymienię. Ochraniam osoby zebrane tutaj, które stanowią koterię wybraną przez mojego Klienta. Mektub.



* arab. Pokój z tobą

: 18 lutego 2016, 19:03
autor: lightstorm
WV Martinsburg, Łajba, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Po ostatnich słowach Assamity, Mallus otworzył oczy. Spojrzenie jego skupiło się na zebranych, zdając się przenikać ich serca. Była w nich siła i moc, która rozświetlała twarz starego Ventrue czystym i szlachetnym blaskiem. Mówi się że oczy są zwierciadłem duszy i jeśli wierzyć tym słowom, Mallus nie tylko musiał mieć w swych żyłach prastarą błękitną krew, ale i jego duch był równie szlachetny co pochodzenie. Jego źrenice zdawały się błyszczeć jasno niczym gwiazdy na otchłannym niebie, a postawa sugerowała, iż pozostał wierny ideałom etosu rycerza. Podniósł się z godnością z swojej trumny i schował mieć do pochwy przy pasie.

Rozejrzał się po okolicy, przez moment obserwując szare pasma mgły, jaka ich otaczała. Potem powrócił wzrokiem do członków koterii. Przez chwilę przyglądał się uważnie każdemu z nich. W końcu postanowił przemówić:

- Jam jest Mallus Nomitar, Mistrz Rycerzy Krwi, starożytnego a świętego zakonu kierującego się dawnymi i prawdziwymi naukami naszego Progenitora. Jam także drugim, honorowym członkiem koterii Arta-Hasisa. Dzięki wam, za przebudzenie w tych, jakże trudnych, czasach. Atoli, skoroście tu przybyli, tuszę, iż Mędrzec jest martwy - to powiedziawszy skupił uwagę na Victorii.

- Moja pani, potrzebuję vitae. Waszej vitae... Niechże więc towarzysze twoi podejdą i padną przede mną na kolana, ofiarując mi swoją krew. Wy zaś jako córa szlachetnego klanu i spadkobierczyni wysokiego rodu nie musicie klękać przede mną, lecz i dar wasz jest mi nieodzownym.

Tutaj zwrócił wzrok w kierunku Namrata i dodał:

- Od ciebie wszelako nie żądam krwi, albowiem tak zostało powiedziane przez Ventrue.
Spoiler!
Informacja dodatkowa za poprzedni wysoki wyrzut na Etykietę. Dawanie krwi powinno przebiegać w kolejności przedstawiania się.
Wszyscy wiecie co to jest etos rycerza i jakimi zasadami się kieruje.

Kto co robi? Proszę info na PW jeżeli ktoś odmawia. Jeśli ktoś karmi Ventrue to można pisać posty.

: 18 lutego 2016, 20:27
autor: Suriel
... tusze iż mędrzec jest martwy - powtorzyl ze zgroza w swoich myślach Horacy Kurde, jak wolno trybi ten Ventrue, przecież mu powiedziałem że wykonujemy testament, ostatnią wolę. No to siłą rzeczy musi być sztywny. Na amen tym razem. Trzeba mu faktycznie dac coś na rozruchu bo steasznie zardzewial. A poza tym karmić Namtara... phi, też mi.... tutaj to dopiero gratka się trafiła..

- Proszę aczkolwiek nie mam jej wiele i nie chciałbym oddac całej. Mam do wykonania ostatnią wolę przyjaciela.

Horacy przez chwilę był bardzo ciekawy jak zachował by się Namtar kiedy Ventrue zapedzil by się za bardzo. Czy interweniował by ratując Szczura zgodnie z hego wolą, którą wyraził czy też uznałyby, że ważniejszy jest akt świętego diabolizmu i nie zrobił by nic.
Horacy posłusznie wykonuje polecenie. Jeśli rycerz się zapomni to spróbuję się oprzeć w istatniej chwili pocałunkiwi i wyrwać się. Tudzież wypchnac go do wody. W kolczudze nie pływa się za dobrze. Przecież nie dam się zdiabolizowac na jakieś pośledniej łódce. Pierwsze picie dziadku :D

: 18 lutego 2016, 21:11
autor: Zin-Carla
WV Martinsburg, Łajba, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Lasombra skinęła dystyngowanie głową na znak, że akceptuje propozycje Ventrue. Czuła się zaszczycona, że pozwolił jej nie klękać przed swoim obliczem. Znała stare dworskie zwyczaje w Europie z czasów przed zaśnięciem tego szlachetnego mistrza rycerzy. Nie spodziewała się tak równego traktowania z jego strony, zwłaszcza po tym jak się przedstawił i podał swój tytuł. Mistrz Rycerzy Krwi! Najczystsza arystokracja wampirzego świata! Nie mogła uwierzyć, że naprawdę stoi twarzą w twarz z jednym z tych przepełnionym prawdziwym światłem i mądrością mędrców-rycerzy. Ich istnienie było dla niej na równi fantazyjne z istnieniem smoków w dawnych czasach czy opowieściach o Świętym Grallu. Cała drżała z przejęcia. Już miała podejść z uniżenie pochyloną głową i podać Mallusowi swój nadgarstek gdy nagle pomiędzy nimi i tuż przed jej nosem zmaterializowała się niezbyt estetycznie pachnąca łapa Nosferatu.

Przez chwilę zezowała na nią, wyprężoną w powietrzu, poczym wbiła ognisty wzrok w Horacego. Wyrażał on wszystkie pytania zdziwienia i zażenowania na świecie.

Co on wyprawia na wszystkich bogów? Czyżby nie zrozumiał jej delikatnej sugestii gdy się przedstawiali? Czyż nie domyślił się, że ja prowadzę tę rozmowę, bo tylko ja mam dostatecznie wysokie pochodzenie? W mieście szczur ma więcej wtyków, jest stąd i to z nim zawsze wpierw się liczą. Ale to nie miasto! To szlachetny Ventrue o błękitnej krwi dla którego Nosferatu są z niższego klanu. W jego oczach Horacy jest tylko mieszczaninem, a wiec nikim specjalnie ważnym. Nie mówiąc już o obcokrajowcach i poganach takich jak Darshan i Namtar. Chociaż w sumie gdyby Darshan był wyższej rangi duchownym niż jest, pewnie mogłabym go bez problemu przedstawić nawet przed Horacym - pomyślała przez chwilę.

Czyżby nie pamiętał dawnego podziału klanów, który wyznaje ten stary wampir? Nawet jeśli za życia miał szlachecką krew, należąc do Klanu Ukrytych jego status wedle starych praw był teraz bardzo niski. Cóż chciałby zyskać łamiąc owe zasady? Chyba tylko doprowadzenie Mallus Nomitara w stan ciężkiego szoku. Wiele się zmieniło. Trzeba starego powoli wdrażać w nowo-zastałą rzeczywistość. Chociaż wątpię, żeby chciał hołdować współczesnemu rozluźnieniu obyczajów i etyki. Na pewno będzie mocno wszystkim zdegustowany. Mam nadzieje, że tylko nie zaatakuje z dzikim wrzaskiem mojej limuzyny swym mieczem.

- Horacy! Odsuń się jeśli łaska i zachowuj stosownie do swego stanu w obecności arystokracji ! - głos Viktorii grzmiał jak burzowe letnie niebo. Jej drobne dłonie zaciśnięte były w pięści i ledwo powstrzymała się by nie spoliczkować Nosferatu. Tak bardzo starała się zorganizować wszystko zgodnie z etykietą, by koteria dobrze wypadła w oczach zacnego Rycerza Krwi. Chyba musi wziąć Szczura na stronę i dobitnie wytłumaczyć mu zasady gry.

Ventrue spojrzał na Horacego lodowatym wzrokiem i skinął w stronę Viktorii. Ta podeszła do niego i gdy już miał się pochylić ku niej, zauważył coś intrygującego.

[center]Obrazek[/center]

- Pani, zechciejcie mi proszę wyjawić skąd macie tę rzadką broszę? Pytam o to, albowiem jest mi ona dobrze znana, należała bowiem ongi do mego Klanu. W tej sytuacji dziwić chyba nie może, iż pragnę dowiedzieć się o tym, jak dostała się w wasze ręce?

- Szlachetny Mallusie - Lasombra wyprostowała się nagle w przypływie adrenaliny, - brosza ta została podarowana mi przez jak mniemam jednego z członków Waszej koterii. Jego imię było Caleb-wygrzebaniec. Odwiedził nas kilka nocy temu, obdarował każdego potężnym przedmiotem, związanym jakoś z klanem każdego z nas i zniknął w cieniach tak szybko, jak się pojawił.

- Doprawdy, zadziwia mnie to, coś rzekła, o Pani. Zechcesz jednak powiedzieć mi także, jakimi jeszcze przedmiotami obdarował was ów Caleb? Czy był tam może jeszcze szpon, lustro, pierścień i klejnot w postaci oka z kryształu?
Viktoria rozszerzyła oczy ze zdumienia... zaczęła mieć złe przeczucia co do tego, skąd Caleb miał owe artefakty.... Skąd Ventrue mógł wiedzieć co dostali? Czyżby należały wcześniej do niego? Albo jego towarzyszy?

- Cóż ja... - Zająknęła się patrząc nie pewnie do tyłu na swoich towarzyszy, szukając jakiegoś potaknięcia lub znaku ostrzegawczego. Jednak z drugiej strony nie mogła przecież skłamać szlachetnemu Ventrue. Wszystko co wymienił Mallus zgadzało się całkowicie. Nie była pewna tylko co do pierścienia... Nie pamiętała go wśród darów. Szybko przetasowała sobie przed oczami kto i co otrzymał. Zorientowała się, że tylko Assamita nie poinformował koterii o swoim podarunku. Może więc nie dostał nic? Niby czemu by miał. W końcu to tylko najemnik i morderca. A Może właśnie był to ten pierścień? Darshan w sumie też jest swego rodzaju najemnikiem w koterii, a jednak dostał szklane oko. Cóż w sumie nikt Namtara nie zapytał...

- W zasadzie to tak... Dokładnie tym nas obdarzył - Powiedziała niepewnie starając się wyczytać cokolwiek, co potwierdzało by jej teorię, z twarzy starego Mallusa.

- Tak sądziłem - odparł Ventrue z uprzejmym uśmiechem. - Skarby te należały kiedyś do naszej koterii. Nie kłopocz się tym jednak, szlachetna Pani. W istocie, niewielki byłby z nich teraz pożytek, gdyby pozostały w rękach umarłych lub śpiących - spojrzał na leżąca na pokładzie trumnę, jakby podkreślając, iż sam przed chwilą jeszcze należał do tych ostatnich. - Zaprawdę lepiej jeśli użyjecie ich w słusznej sprawie, wypełniając ostatnią wolę mego przyjaciela.

Po krótkiej chwili ciszy pochylił się znów nad Viktorią i zaczął pić. Jego ugryzienie było delikatne, dystyngowane i pełne szacunku. Zupełnie odmienne od raptowności, dzikości i głodu mordercy...
Po karmieniu dziadka Viktoria da znać Terremu, że teraz jego kolej, mając nadzieje, że wszyscy załapią zasady, te same co przy przedstawianiu. Jeśli nie, daje subtelne znaki członkom koterii czyja jest kolej. Mówiąc do nich, szczególnie do Horacego, używam Leadership na ogarnięcie bajzlu - proszę o testy.
Lightstorm cooperation jako stary Ventrue
Spoiler!
Test Przywództwa ST:6 - 2(zaleta) = 4. Wyrzucasz 5 sukcesów.
OD MG: Victoria robi pewne siebie wrażenie i nikomu nie przyjdzie do głowy, aby zrobić coś niezgodnie z jej zaleceniami. Uzależnione jest to wysoką ilością sukcesów w teście na Przywództwo oraz działaniami postaci w powyższym poście. Horacy zda sobie sprawę, że przekroczył zasady etykiety i popełnił faux pas.

: 19 lutego 2016, 22:06
autor: lightstorm
WV Martinsburg, Łajba, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Rycerz spojrzał na Victorię poważnym wzrokiem, a następnie powiedział:

- Muszę ci jeszcze coś wyznać, Pani. Skoro bowiem Caleb przetrwał, widzę, iż kolejny raz dał znać o swoim czarnym poczuciu humoru. Albowiem zapewne nie powiedział ani tobie, ani twym towarzyszom, iż że przyjmując te relikwie odziedziczycie także ich historię. Jako rzekłem, są to osobiste rzeczy poprzedniej koterii Mędrca... Wiele z nich ma znaczenie nie tylko dla mnie, ale i dla innych z naszego rodu...

- Uczynisz mi wszakże zaszczyt, Pani, jeśli zechcesz zachować tą broszę - mówiąc to Ventrue dał do zrozumienia wszystkim, że brosza należała kiedyś do niego.

- Wszelako jeno Starsi mają prawo nosić te relikwie, tak więc z woli Caleba będziecie mogli wkroczyć do tajemnego Elizjum. Wiedz, że nie będziecie tam traktowani jako Ancillae, lecz zgodnie z insygniami, które posiadacie. Nie było mi wiadomym, że Redondo de Vasquez przeniósł się na te ziemie. Pomogę wam wszakże dostać się do Elizjum, jeżeli takie będzie twe życzenie, Pani.
Starszy spojrzał Victorii prosto w oczy i lekko uśmiechnął się.

- Twa propozycja, mój Panie - powiedziała skromnym głosem Viktoria - jest szlachetną i nie wiem czy godni jesteśmy twej łaski. To wielki zaszczyt mieć Cię za przewodnika do Elizjum Starszych. Nie mieliśmy również pojęcia o znaczeniu owych przedmiotów. Ponownie, to wielki zaszczyt dla nas posiadać je i nosić.

- To co teraz rzeknę wam, co powinno pomóc w śledztwie oraz dostarczyć przewagi nad Starszymi, którzy rezydują w Zachodniej Wirginii. Atrahasis nie wybrał cię przypadkowo, moja Pani. Richard von Tier z domu Valois-Anjou jest dawnym potomkiem Democritusa. Nikt tutaj nie znalazł się bez powodu, prawda cny Ojcze? - zwrócił się do Malkaviana.

Victoria skłoniła nisko głowę i oddaliła się by uczynić miejsce dla innych.

: 20 lutego 2016, 10:32
autor: Frater_Terry
WV Martinsburg, Łajba, Jezioro Thomas, Po przebudzeniu Mallusa Nomitara, Mistrza Rycerzy Krwi, drugiego, honorowego członka koterii Arta-Hasisa, 11.08.1993

Terry podniósł zdziwiony brwi, kiedy zrozumiał, że ostatnie pytanie skierowane było do niego. A kiedy jeszcze dotarła do niego treść tego pytania, szeroko się uśmiechnął.

- Naturalnie. Nic tak naprawdę nie dzieje się z przypadku. Kopnięta niechcący puszka zaległa dokładnie w takim miejscu, by niby niechcący napotkać czubek naszego buta. Pogrzeb przyjaciela odbywa się akurat w takim mieście, by niby niechcący trafić na swego stwórcę który niby niechcący umiera. - odpowiedział podchodząc do Mallusa. Przyklękając dodał - Potrzebujesz nakarmić swoim życiem prastarego Ventrue, niby niechcący akurat wtedy gdy sam jesteś na skraju głodu...

Miał nadzieję, że aluzja była wystarczająco czytelna. Sam miał wrażenie, że aż nadto. Na pewno nie miał zamiaru patrzeć teraz w stronę Victorii by ocenić to po jej minie. Zbyt znajomym sobie gestem odchylił głowę.

I ponownie uległ rozkoszy pocałunku, niczym nastoletnia dziewczyna na sianie w oborze. Nienawidził siebie za to, ale i tak nie umiał nic na to poradzić. A kiedy Mallus oderwał usta od jego karku, niemal krzyknął by ten nie przestawał. Udało mu się jednak opanować i krzyk schował się za cichym jęknięciem. Zawstydzony bez słowa podniósł się ze swego miejsca i odszedł, nie patrząc nikomu w oczy.

: 20 lutego 2016, 11:13
autor: zapalki_chaosu
WV Martinsburg, Łajba, Jezioro Thomas, Po przebudzeniu Mallusa Nomitara, Mistrza Rycerzy Krwi, drugiego, honorowego członka koterii Arta-Hasisa, 11.08.1993

- Przykro mi ale nie mogę z czystym sumieniem wykonać Twojego polecenia co do joty. Jako Mistyk oddaję cześć tylko Shivie i Bogini czy to w postaci ich awatarów, czy kiedy ich mądrość przejawia się poprzez mistrzów duchowych. Oczywiście ofiaruję Ci swoją krew ale gdybym miał uklęknąć, byłoby to oszustwo.

- Ze względu na pamięć Atra-hasisa oraz na twoją godność Panie, winien jestem tobie absolutną szczerość. Moje nieposłuszeństwo wynika z mojej ścieżki, nie z braku szacunku. Powiedz zatem czy mam stanąć przed Tobą odsłaniając swoje oblicze, czy rozkażesz mi przybrać maskę oszusta, którą mój klan nosi już tak długo?

Darshan zdawał sobie sprawę, że stary Ventrue, może bez problemu zmusić go do tego czego chciał. Liczył się z takim rozwojem wydarzeń. Naturalnie jego intencją nie było nikogo obrazić, wiedział jednak że jeśli europejczyk chce się poczuć urażony, na pewno znajdzie sobie pretekst. Im inteligentniejszy i ważniejszy tym bardziej biegły w tej sztuce. Ciekaw był czy ten szlachetny rycerz doceni jego szczerość i zrozumie prawdziwie powody jego zachowania oraz czy mimo wszystko je zaakceptuje. Byłaby to miła odmiana. Darshan jednak nie spodziewał się cudów i czekał ze stoickim spokojem na rozwój wydarzeń.