PBF - Chłopcy z East Marina
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
AV-7; Gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2225hrs
Czarnemu życie w najdrobniejszych szczegółach przeleciało przez myśli w ułamku sekundy. Zresztą to samo było udziałem Garcii i Weba. Tylko Wilson i Johny byli nieświadomi tego, że umrą w ciągu najbliższych sekund.
Fixer słyszał tylko okrutną ciszę, przerywaną uderzeniami pulsującego serca, pomimo tego, że silniki wciąż pracowały na najwyższych obrotach.
Śmierć jednak nie nadchodziła, choć minęła cała wieczność. Rytm bicia serca przerwał w końcu Web krzycząc:
- Kurwa!!!!! Wyjebcie tą EMPke!!!
Wilson nagle przebudził się, wciąż oszołomiony i ledwo jeszcze widzący na oczy. W głowie pobrzmiewały mu tylko słowa Weba, choć nie bardzo wiedział, co się dzieje.
Czarny odruchowo spojrzał do tyłu i w lot zrozumiał o co chodziło pilotowi. W kadłubie pojazdu, jakieś pięćdziesiąt centrymetrów za boczną krawędzią tylnych drzwi tkwił wbity w kadłub chromowany kształt pocisku EMP. Impuls elektromagnetyczny zainicjowany z tego typu urządzenia, mógł wysmażyć mózgi punków jak befsztyki, przy okazji bezpowrotnie niszcząc całą elektronikę maszyny. Nawet jeśli w jakiś sposób przeżyliby impuls, to nie miało to znaczenia, bo aerodyna rozbiłaby się i tak o taflę zatoki Coronado.
Nie pozostawało nic innego, jak wyrwać z karoserii McDonnella śmiercionośną broń i znaleźć się od niej jak najdalej zanim nastąpi emisja impulsu.
Czarnemu życie w najdrobniejszych szczegółach przeleciało przez myśli w ułamku sekundy. Zresztą to samo było udziałem Garcii i Weba. Tylko Wilson i Johny byli nieświadomi tego, że umrą w ciągu najbliższych sekund.
Fixer słyszał tylko okrutną ciszę, przerywaną uderzeniami pulsującego serca, pomimo tego, że silniki wciąż pracowały na najwyższych obrotach.
Śmierć jednak nie nadchodziła, choć minęła cała wieczność. Rytm bicia serca przerwał w końcu Web krzycząc:
- Kurwa!!!!! Wyjebcie tą EMPke!!!
Wilson nagle przebudził się, wciąż oszołomiony i ledwo jeszcze widzący na oczy. W głowie pobrzmiewały mu tylko słowa Weba, choć nie bardzo wiedział, co się dzieje.
Czarny odruchowo spojrzał do tyłu i w lot zrozumiał o co chodziło pilotowi. W kadłubie pojazdu, jakieś pięćdziesiąt centrymetrów za boczną krawędzią tylnych drzwi tkwił wbity w kadłub chromowany kształt pocisku EMP. Impuls elektromagnetyczny zainicjowany z tego typu urządzenia, mógł wysmażyć mózgi punków jak befsztyki, przy okazji bezpowrotnie niszcząc całą elektronikę maszyny. Nawet jeśli w jakiś sposób przeżyliby impuls, to nie miało to znaczenia, bo aerodyna rozbiłaby się i tak o taflę zatoki Coronado.
Nie pozostawało nic innego, jak wyrwać z karoserii McDonnella śmiercionośną broń i znaleźć się od niej jak najdalej zanim nastąpi emisja impulsu.
Byłbym chyba zbyt miłosiernym MG gdybym zrobił taki niewypał:P
Ale jest szansa... ale kto podejmie się cyrkowego zadania wychylenia się i próby wyrwania pocisku? Nie będę ukrywał, że jest to zadanie karkołomne, a pech może oznaczać spotkanie z taflą wody kilkaset metrów niżej. A czasu też jest jak na lekarstwo.
Z dalszą akcją poczekam chyba aż określą się jeszcze Jaz i Koszal.
BMW McDonnell Douglas AV7

Ale jest szansa... ale kto podejmie się cyrkowego zadania wychylenia się i próby wyrwania pocisku? Nie będę ukrywał, że jest to zadanie karkołomne, a pech może oznaczać spotkanie z taflą wody kilkaset metrów niżej. A czasu też jest jak na lekarstwo.
Z dalszą akcją poczekam chyba aż określą się jeszcze Jaz i Koszal.
BMW McDonnell Douglas AV7

Ostatnio zmieniony 18 maja 2013, 19:42 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
AV-7 gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2225hrs
Świadomość nieuchronnej śmierci sprawiła, że w żyłach Garcii zagotowała się kipiąca od adrenaliny krew. Detonacja elektromagnetycznego ładunku oznaczała wyrok dla wszystkich pasażerów AV-ki, nie tylko przez wzgląd na zniszczenie w ułamku chwili całej elektroniki aerodyny, ale i niszczycielski wpływ impulsu na wszczepioną w ciała ludzi cybernetykę. Mikroczipy układu cyberaudio umieszczone przez zrobotyzowanego chirurga w mózgu Hectora w jednej chwili uległyby przepaleniu doprowadzając do naruszenia integralności organu i rozległego wylewu. To dlatego w grę nie wchodziło nawet natychmiastowe wodowanie na tafli zatoki w nadziei na opuszczenie aerodyny przed wybuchem.
Każdy biedak z pozbawioną wojskowego ekranowania cybernetyką znajdujący się w zasięgu wybuchającej głowicy EMP natychmiast straciłby świadomość, a przeżycie zawału oznaczało nic innego jak utonięcie w wodach zatoki.
Widząc przelatujące przed oczami życie fikser uderzył dłonią w przycisk zwalniający pasy bezpieczeństwa swego fotela i doskoczył do odsuwanych bocznych drzwi aerodyny zdecydowany pozbyć się za wszelką cenę źródła śmiertelnego zagrożenia.
Perspektywa upadku z pędzącej szaleńczo maszyny nie miała już żadnego znaczenia, definiowała bowiem jedynie rodzaj śmierci desperata, tak czy owak skazanego na zgubę.
Świadomość nieuchronnej śmierci sprawiła, że w żyłach Garcii zagotowała się kipiąca od adrenaliny krew. Detonacja elektromagnetycznego ładunku oznaczała wyrok dla wszystkich pasażerów AV-ki, nie tylko przez wzgląd na zniszczenie w ułamku chwili całej elektroniki aerodyny, ale i niszczycielski wpływ impulsu na wszczepioną w ciała ludzi cybernetykę. Mikroczipy układu cyberaudio umieszczone przez zrobotyzowanego chirurga w mózgu Hectora w jednej chwili uległyby przepaleniu doprowadzając do naruszenia integralności organu i rozległego wylewu. To dlatego w grę nie wchodziło nawet natychmiastowe wodowanie na tafli zatoki w nadziei na opuszczenie aerodyny przed wybuchem.
Każdy biedak z pozbawioną wojskowego ekranowania cybernetyką znajdujący się w zasięgu wybuchającej głowicy EMP natychmiast straciłby świadomość, a przeżycie zawału oznaczało nic innego jak utonięcie w wodach zatoki.
Widząc przelatujące przed oczami życie fikser uderzył dłonią w przycisk zwalniający pasy bezpieczeństwa swego fotela i doskoczył do odsuwanych bocznych drzwi aerodyny zdecydowany pozbyć się za wszelką cenę źródła śmiertelnego zagrożenia.
Perspektywa upadku z pędzącej szaleńczo maszyny nie miała już żadnego znaczenia, definiowała bowiem jedynie rodzaj śmierci desperata, tak czy owak skazanego na zgubę.
Zaryzykuję, bo i cóż innego nam pozostało? Poproszę MG o stosowne testy - ciekaw jestem wielce, co z tego wyjdzie...
Niespodziewana turbulencja wstrząsnęła maszyną. Ręce Garcii poszybowały w pustkę bezradnie szukając oparcia w pustej przestrzeni uchylonych drzwi. Przez umysł Hectora przebiegło tysiąc wersji niechybnej śmierci, gdy niespodziewanie poczuł silny chwyt Czarnego. Przerażony chyba jeszcze bardziej od niego Eugen wydarł się usiłując przekrzyczeć wektorowy jazgot aerodyny:
Przytrzymaj mnie! Bo jeszcze odpalisz bombę!
Przytrzymaj mnie! Bo jeszcze odpalisz bombę!
Inaczej mówiąc Eugen woli sam to zrobić, choćby miał wylecieć z bombą. Nie kwapi się co prawda do umierania, ale widział oczyma wyobraźni, jak Hector tłucze butem w pocisk usiłując go oderwać.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
AV-7 gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2225hrs
Szarpany przez Eugena Hector całkiem spanikował, zupełnie nie rozumiejąc tego, co kumpel od niego chciał. Ryk napędowych turbin i wizg wiatru zagłuszały całkowicie okrzyki Eugena.
Głowica pocisku wciąż tkwiła w karoserii aerodyny, jej częściowo nadłamane stateczniki wibrowały szaleńczo pod wpływem niezwykłej szybkości avki.
Hector cały czas coś wrzeszczał, z szeroko otwartymi i promieniującymi ślepą paniką oczami. Próbujący go opamiętać Eugen słyszał tylko niektóre słowa, nie składające się na dodatek w żadną logiczną sensowną całość.
- Emgie mój ziom! - darł się pośród ryku silników Garcia - To moje pedeki, moje!
Szaleństwo, pomyślał w przebłysku rozpaczy Czarny, on zupełnie zwariował ze strachu!
Szarpany przez Eugena Hector całkiem spanikował, zupełnie nie rozumiejąc tego, co kumpel od niego chciał. Ryk napędowych turbin i wizg wiatru zagłuszały całkowicie okrzyki Eugena.
Głowica pocisku wciąż tkwiła w karoserii aerodyny, jej częściowo nadłamane stateczniki wibrowały szaleńczo pod wpływem niezwykłej szybkości avki.
Hector cały czas coś wrzeszczał, z szeroko otwartymi i promieniującymi ślepą paniką oczami. Próbujący go opamiętać Eugen słyszał tylko niektóre słowa, nie składające się na dodatek w żadną logiczną sensowną całość.
- Emgie mój ziom! - darł się pośród ryku silników Garcia - To moje pedeki, moje!
Szaleństwo, pomyślał w przebłysku rozpaczy Czarny, on zupełnie zwariował ze strachu!
Było nie było, Czarny lepszym jest specjalistą, więc z bólem serca odstąpię mu pierwszoplanową rolę! 
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
AV-7 gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2225hrs
Web zwolnił jak tylko się dało, co jedynie zwiększyło poziom hałasu, bo silniki musiały utrzymać pojazd i wygenerować całą siłę nośną. Ale nie sposób było wychilić się z aerodyny jesli miała pędzić z zawrotną prędkością.
Ryk silników dodatkowo powiększony otwartymi drzwiami niemal rozwalał bębęnki pasażerów. Czarny spojrzał na ogarniętego szaleństwem Garcię bredzącego od rzeczy jakims technicznym slangiem.
Schwarz odwinął się i spoliczkował zupełnie zaskoczonego fixera. Nic lepszego nie przyszło Czarnemu do głowy. Ale poskutkowało. Hector zamknął się na chwilę i spojrzał niemal trzeźwym wzrokiem na technika.
- Kurwa, trzymaj mnie!!!
Pochwycony ramionami Garcii i Wilsona, Eugene powoli wychylił się z pojazdu, próbując znaleźć lewą ręką jakikolwiek punkt podparcia, a prawą dosięgnąć niebezpiecznego pocisku. Po chwili wymacał reką kawałek karoserii, która nie była aż tak gorąca od buzującej pod nią dyszy silnika. Oparł się i wyciągnął ciało w kierunku głowicy. Nawet nie patrzył w dół, bojąc się, że jesli to zrobi to spanikuje i kosztujące masę dolców spodnie od Aileen będą nadawać się tylko do generalnego prania.
Spodziewał się, że rakieta będzię mocno tkwiła w kadłubie i trzeba będzie nie lada siły aby ją wyrwać. Ku jemu zdziwieniu pocisk EMP dość łatwo dał się wyciągnąć i Schwarz cisnął nim w dół nie zastanawiając się ani chwili. Było jednak zbyt późno...
Kilkanaście, może kilkadziesiąt metrów niżej rakieta ekspolodowała posyłąc sferę niszczycielskiego dla elektroniki sygnału EMP. Wciągny przez kumpli Czarny poczuł nagle jak cybernetyczna dłoń nagle się wyłącza. Ale to nie było najgorsze. Nagle, dotąd nieustający ryk wektorowych silników ustapił nierónemu charkotowi dysz, które przestały wyrzucać z siebie powietrze pod ogromnym ciśnieniem... Sekundę później pojazd zaczął opadać w dół.
Swobodny lot pojazdu trwał całą wieczność, przerywany jedynie krzykiem Weba:
- No dawaj kurwa, dawaj!!!
Nie wiadomo jakie czary odprawiał Web na maszyną, ale w pewnym momencie biali ze strachu pasażerowie dosłyszeli najprzyjemniejszy dźwięk w ich życiu, a ryk silników był cichszy jedynie od wrzasku radości pasażerów.
Web zwolnił jak tylko się dało, co jedynie zwiększyło poziom hałasu, bo silniki musiały utrzymać pojazd i wygenerować całą siłę nośną. Ale nie sposób było wychilić się z aerodyny jesli miała pędzić z zawrotną prędkością.
Ryk silników dodatkowo powiększony otwartymi drzwiami niemal rozwalał bębęnki pasażerów. Czarny spojrzał na ogarniętego szaleństwem Garcię bredzącego od rzeczy jakims technicznym slangiem.
Schwarz odwinął się i spoliczkował zupełnie zaskoczonego fixera. Nic lepszego nie przyszło Czarnemu do głowy. Ale poskutkowało. Hector zamknął się na chwilę i spojrzał niemal trzeźwym wzrokiem na technika.
- Kurwa, trzymaj mnie!!!
Pochwycony ramionami Garcii i Wilsona, Eugene powoli wychylił się z pojazdu, próbując znaleźć lewą ręką jakikolwiek punkt podparcia, a prawą dosięgnąć niebezpiecznego pocisku. Po chwili wymacał reką kawałek karoserii, która nie była aż tak gorąca od buzującej pod nią dyszy silnika. Oparł się i wyciągnął ciało w kierunku głowicy. Nawet nie patrzył w dół, bojąc się, że jesli to zrobi to spanikuje i kosztujące masę dolców spodnie od Aileen będą nadawać się tylko do generalnego prania.
Spodziewał się, że rakieta będzię mocno tkwiła w kadłubie i trzeba będzie nie lada siły aby ją wyrwać. Ku jemu zdziwieniu pocisk EMP dość łatwo dał się wyciągnąć i Schwarz cisnął nim w dół nie zastanawiając się ani chwili. Było jednak zbyt późno...
Kilkanaście, może kilkadziesiąt metrów niżej rakieta ekspolodowała posyłąc sferę niszczycielskiego dla elektroniki sygnału EMP. Wciągny przez kumpli Czarny poczuł nagle jak cybernetyczna dłoń nagle się wyłącza. Ale to nie było najgorsze. Nagle, dotąd nieustający ryk wektorowych silników ustapił nierónemu charkotowi dysz, które przestały wyrzucać z siebie powietrze pod ogromnym ciśnieniem... Sekundę później pojazd zaczął opadać w dół.
Swobodny lot pojazdu trwał całą wieczność, przerywany jedynie krzykiem Weba:
- No dawaj kurwa, dawaj!!!
Nie wiadomo jakie czary odprawiał Web na maszyną, ale w pewnym momencie biali ze strachu pasażerowie dosłyszeli najprzyjemniejszy dźwięk w ich życiu, a ryk silników był cichszy jedynie od wrzasku radości pasażerów.
Rzuciłęm Wilsonowi na Prowizorkę. I... MG poległ w tym wiekopomnym momencie, któym chciał wreszcie pozbawić wszystkich życia. Na k10 wypadła DYSZKA!!!);(
Ale nic to! To nie koniec emocji. I nie mam na myśli chwilowej awarii elektorniki... Ciąg dalszy już wkrótce.
Ale nic to! To nie koniec emocji. I nie mam na myśli chwilowej awarii elektorniki... Ciąg dalszy już wkrótce.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
AV-7 gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2227hrs
Choć wskaźniki na desce aerodyny złowrogo błyskały na czerowno, to maszyna zerwała się w stronę Night City niczym booster, który właśnie wyrwał się paru gliniarzom.
To porównanie zdumiewająco dobrze oddawało to co się stało. Wilson odwrócił się w fotelu i na niebie, gdzieś daleko za ich AVką dostrzegł dwa małe świecące punkciki:
- Kurwa coś leci za nami!
Web, którego uwaga dzieliła się pomiędzy pilotowaniem, a próbowaniem utrzymania wszystkich systemów przy życiu stęknął tylko:
- Dwie AV szóstki... Mam nadzieję, że uda się ich zgubić w mieście.
Ochrona Westbrook nie dała tak łatwo za wygraną. Technik znów zamilkł, jak w amoku starając się myślami opanować uszkodzoną falą EMP maszynę. Cały kokpit wyglądał jarzył się na czerwono, sygnalizując błędy krytyczne, awarie podsystemów i wszystko inne, co właśnie sypało się teraz w pojeździe McDonnella Douglasa. Czarny w myslach dziękował opatrzności, że Web miał sprzęg, bo zdawał sobie sprawę, że próba opanowania takiego burdelu bez kontorli neuralnej byłaby zadaniem z góry skazanym na porażkę. Punki miały więcej szczęścia, jeśli można było tak powiedzieć. Jedynie cyberdłoń Czarnego i audio Garcii na kilka chwil odmówiły posłuszeństwa. Wyglądało jednak, że wszystkie cybertechnlogie jakimi dysponowało kolorowe trio działały bez zarzutu.
Web nabrał nieco wysokości i zrównał lot kierując się wzdłuż Del Coronado Bridge ku niosącym nadzieję światłom Night City. Przęsła mostu zaczynały się powoli obniżać, a aerodynę dzieliło od brzegu miasta około mila, gdy AVka zaczęła się powoli przechylać na lewą stronę. Zaniepokojeni pasażerowie, zaczynali się zastanwiać o co chodzi, gdy sprzężony z pojazdem Web na chwilę odwrócił się do tyłu:
- Nie dolecimy... Spróbuję jakoś wylądować na zjeździe z mostu...
Choć wskaźniki na desce aerodyny złowrogo błyskały na czerowno, to maszyna zerwała się w stronę Night City niczym booster, który właśnie wyrwał się paru gliniarzom.
To porównanie zdumiewająco dobrze oddawało to co się stało. Wilson odwrócił się w fotelu i na niebie, gdzieś daleko za ich AVką dostrzegł dwa małe świecące punkciki:
- Kurwa coś leci za nami!
Web, którego uwaga dzieliła się pomiędzy pilotowaniem, a próbowaniem utrzymania wszystkich systemów przy życiu stęknął tylko:
- Dwie AV szóstki... Mam nadzieję, że uda się ich zgubić w mieście.
Ochrona Westbrook nie dała tak łatwo za wygraną. Technik znów zamilkł, jak w amoku starając się myślami opanować uszkodzoną falą EMP maszynę. Cały kokpit wyglądał jarzył się na czerwono, sygnalizując błędy krytyczne, awarie podsystemów i wszystko inne, co właśnie sypało się teraz w pojeździe McDonnella Douglasa. Czarny w myslach dziękował opatrzności, że Web miał sprzęg, bo zdawał sobie sprawę, że próba opanowania takiego burdelu bez kontorli neuralnej byłaby zadaniem z góry skazanym na porażkę. Punki miały więcej szczęścia, jeśli można było tak powiedzieć. Jedynie cyberdłoń Czarnego i audio Garcii na kilka chwil odmówiły posłuszeństwa. Wyglądało jednak, że wszystkie cybertechnlogie jakimi dysponowało kolorowe trio działały bez zarzutu.
Web nabrał nieco wysokości i zrównał lot kierując się wzdłuż Del Coronado Bridge ku niosącym nadzieję światłom Night City. Przęsła mostu zaczynały się powoli obniżać, a aerodynę dzieliło od brzegu miasta około mila, gdy AVka zaczęła się powoli przechylać na lewą stronę. Zaniepokojeni pasażerowie, zaczynali się zastanwiać o co chodzi, gdy sprzężony z pojazdem Web na chwilę odwrócił się do tyłu:
- Nie dolecimy... Spróbuję jakoś wylądować na zjeździe z mostu...
Wasz cybersprzęt po chwilowej awarii wrócił całkowicie do normy. Szykujcie się do lądowania.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
AV-7 gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2227hrs
Przeraźliwy ból pulsujący w skroniach Garcii ustąpił po krótkiej chwili, pozostawiając po sobie strużkę krwi cieknącej z przegryzionej pod wpływem cierpienia wargi Latynosa. Wciskając się mocniej w fotel fikser zapiął ponownie pas bezpieczeństwa, kręcąc wściekle głową w próbie dostrzeżenia nadlatujących śladem maszyny Weba.
- Gonią nas?! - krzyknął nienaturalnie wysokim tonem, zdradzającym skrajną panikę i trwogę - Dalej nas gonią?!
Pilot nie odpowiedział, najpewniej wcale nie zwracając uwagi na iście dziewczęce piski pasażera. Hector przycisnął twarz do chłodnej szyby kabiny, omiótł szeroko otwartymi oczami panoramę wielkiego mostu spinającego obydwa brzegi zatoki. Setki samochodów przemieszczały się po licznych pasach mostu, ich kierowcy w przeważającej mierze pozostawali nieświadomi dramatu rozgrywającego się kilkaset metrów wyżej.
Przeraźliwy ból pulsujący w skroniach Garcii ustąpił po krótkiej chwili, pozostawiając po sobie strużkę krwi cieknącej z przegryzionej pod wpływem cierpienia wargi Latynosa. Wciskając się mocniej w fotel fikser zapiął ponownie pas bezpieczeństwa, kręcąc wściekle głową w próbie dostrzeżenia nadlatujących śladem maszyny Weba.
- Gonią nas?! - krzyknął nienaturalnie wysokim tonem, zdradzającym skrajną panikę i trwogę - Dalej nas gonią?!
Pilot nie odpowiedział, najpewniej wcale nie zwracając uwagi na iście dziewczęce piski pasażera. Hector przycisnął twarz do chłodnej szyby kabiny, omiótł szeroko otwartymi oczami panoramę wielkiego mostu spinającego obydwa brzegi zatoki. Setki samochodów przemieszczały się po licznych pasach mostu, ich kierowcy w przeważającej mierze pozostawali nieświadomi dramatu rozgrywającego się kilkaset metrów wyżej.
Mistrzu, jak lądowanie? Udało nam się?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
AV-7 gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2227hrs
Brzeg zatoki wyznaczający zarazem krawędź Night City był już blisko, gdy pasażerowie aerodyny dosłyszeli łąbędzi śpiew turbiny zwieńczony bolesnym trzaskiem, który ostatecznie zakończył dramatyczną uwerturę. Wilson niemal odruchowo sprawdził zapięcie pasów, a Garcia szepnął tylko cicho:
- Santa Maria...
Pozbawiony połowy mocy pojazd przechylił się jeszcze bardziej i ślizgowym lotem zaczął niebezpiecznie szybko obniżać lot. Ślizgowy lot to było określenie bardzo na wyrost, bo aerodyna, zaopatrzona w szczątkowe skrzydła, dające tylko złudzenie siły nośnej, zachowywała się bardziej jak wyrzucona w powietrze trumna, niż samolot, który mógł szybować.
Choć sytuacja na pokładzie McDonnella nie była za wesoła, to Garcię w zupełnie grobowy nastrój wprowadziło odwrócenie się do tyłu. Na niebie za nimi wciąż widać było kilka punkcików, które nie mogły być niczym innym jak poscigiem Arasaki. Ale w sumie fixerowi było wszystko jedno. Szanse na wylądowanie bez widowiskowej kraksy, połączonej z równie widowiskowymi fajerwerkami były minimalne, więc czarnym frajerom z Japonii najprawdopodobniej pozostanie jedynie napawanie się widokiem i ewentualne oględziny szaszłyków a la Garcia, Wilson i wypieczony na czarno Schwarz.
AVka była już tylko metry na powierzchnią asfaltu mostu Coronado, po którym mimo dość późnej pory był spory ruch. Punki nawet nie mogły tego słyszeć ale kirowcy nerwowo trąbili i odruchowo próbowali uciekać z trajektorii jaką obrał kamikadze siedzący za sterami pojazdu. Nim aerodyna siegneła ziemi, już doszło do kilku stłuczek. Web jeszcze raz wykazał się wielkim kunsztem. W sobie tylko znany sposób w ostatnim momencie "zmienił pas", schodząc z kolizyjnego kursu z jakimś dostawczakiem, docisnął mentalnie przepustnice wyrównując lot. Przy wrzasku pasażerów, wyciu wektorej turbiny i przemożnym, okropnym dźwięku trącego o asfalt metalu, AVka w nienaturalny dla tego typu poajzdów, bo niczym pozbawiony podwozia samolot usiadła na pasie startowym wyznaczanym czterema pasami jezdni mostu Coronado. Maszyna krzesząc za sobą całe snopy iskier przez kilkaset metrów wytracała prędkość, odbijając się od ochronnych barier i w jakiś niemozliwy wręcz sposób unikając czołowego zderzenia z nadjeżdżającymi z naprzeciwka samochodami, aż w końcu zatrzymała się.
Garcia, który chyba na chwilę stracił przytomność, albo tylko zacisnął kurczowo oczy ze strachu zorientował się gdzie są. Aerodyna stała na krańcu zjazdu z mostu Coronado.
Punki w zasadzie wrócili na stare śmieci. Od ich starego mieszkania, gdzie pomieszkiwali przez ostatnie kilka lat, a kilkanaście dni temu mieli przyjazną wizytę Rzeźników z Northside, dzieliło ich zaledwie kilkanaście metrów. Web krzyknął krótko:
- Musimy spierdalać!
Brzeg zatoki wyznaczający zarazem krawędź Night City był już blisko, gdy pasażerowie aerodyny dosłyszeli łąbędzi śpiew turbiny zwieńczony bolesnym trzaskiem, który ostatecznie zakończył dramatyczną uwerturę. Wilson niemal odruchowo sprawdził zapięcie pasów, a Garcia szepnął tylko cicho:
- Santa Maria...
Pozbawiony połowy mocy pojazd przechylił się jeszcze bardziej i ślizgowym lotem zaczął niebezpiecznie szybko obniżać lot. Ślizgowy lot to było określenie bardzo na wyrost, bo aerodyna, zaopatrzona w szczątkowe skrzydła, dające tylko złudzenie siły nośnej, zachowywała się bardziej jak wyrzucona w powietrze trumna, niż samolot, który mógł szybować.
Choć sytuacja na pokładzie McDonnella nie była za wesoła, to Garcię w zupełnie grobowy nastrój wprowadziło odwrócenie się do tyłu. Na niebie za nimi wciąż widać było kilka punkcików, które nie mogły być niczym innym jak poscigiem Arasaki. Ale w sumie fixerowi było wszystko jedno. Szanse na wylądowanie bez widowiskowej kraksy, połączonej z równie widowiskowymi fajerwerkami były minimalne, więc czarnym frajerom z Japonii najprawdopodobniej pozostanie jedynie napawanie się widokiem i ewentualne oględziny szaszłyków a la Garcia, Wilson i wypieczony na czarno Schwarz.
AVka była już tylko metry na powierzchnią asfaltu mostu Coronado, po którym mimo dość późnej pory był spory ruch. Punki nawet nie mogły tego słyszeć ale kirowcy nerwowo trąbili i odruchowo próbowali uciekać z trajektorii jaką obrał kamikadze siedzący za sterami pojazdu. Nim aerodyna siegneła ziemi, już doszło do kilku stłuczek. Web jeszcze raz wykazał się wielkim kunsztem. W sobie tylko znany sposób w ostatnim momencie "zmienił pas", schodząc z kolizyjnego kursu z jakimś dostawczakiem, docisnął mentalnie przepustnice wyrównując lot. Przy wrzasku pasażerów, wyciu wektorej turbiny i przemożnym, okropnym dźwięku trącego o asfalt metalu, AVka w nienaturalny dla tego typu poajzdów, bo niczym pozbawiony podwozia samolot usiadła na pasie startowym wyznaczanym czterema pasami jezdni mostu Coronado. Maszyna krzesząc za sobą całe snopy iskier przez kilkaset metrów wytracała prędkość, odbijając się od ochronnych barier i w jakiś niemozliwy wręcz sposób unikając czołowego zderzenia z nadjeżdżającymi z naprzeciwka samochodami, aż w końcu zatrzymała się.
Garcia, który chyba na chwilę stracił przytomność, albo tylko zacisnął kurczowo oczy ze strachu zorientował się gdzie są. Aerodyna stała na krańcu zjazdu z mostu Coronado.
Punki w zasadzie wrócili na stare śmieci. Od ich starego mieszkania, gdzie pomieszkiwali przez ostatnie kilka lat, a kilkanaście dni temu mieli przyjazną wizytę Rzeźników z Northside, dzieliło ich zaledwie kilkanaście metrów. Web krzyknął krótko:
- Musimy spierdalać!
Lądowanie udało się. W skutek dość nietypowego sposobu posadzenia maszyny, pasażerowie odniesli nieiwelkie obrażenia - parę siniaków i stłuczeń. Garcia 3, Wilson i Schwarz po 4. Choć jesteście na ziemi, to za kilka-kilkanaście sekund będą tu wasi przyjaciele z Arasaki. Chciałbym tylko wiedzieć, jakie są Wasze dalsze plany. Chcecie może przywitać jakoś szczególnie smutnych panów, czy macie jakieś inne pomysły?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Południowy kraniec mostu; Fri 31/07/2020; 2227hrs
Hector trzasnął pięścią w przycisk zwalniający uprząż bezpieczeństwa, wystrzelił z fotela niczym oparzony szarpiąc za zamek bocznych drzwi aerodyny.
- Uciekajmy stąd, szybko! - wrzasnął fikser, odpychając wyprofilowany, częściowo przeszklony właz w bok i stawiając jedną stopę na nawierzchni jezdni. Z zatrzymanych w pośpiechu samochodów zaczynali wysiadać zdenerwowani do granic możliwości kierowcy, pokrzykując coś gniewnie. W rękach kilku osób Latynos dostrzegł błysk automatycznych pistoletów, wyciągniętych zapobiegawczo z kabur i błyskawicznie przeładowanych.
- To wypadek! - wrzasnął jeszcze wyższą nutą, unosząc przed siebie obie dłonie w uniwersalnym symbolu przyjaznych zamiarów - Musimy do szpitala, biegiem! Wyłaźcie, kurwa!
Hector trzasnął pięścią w przycisk zwalniający uprząż bezpieczeństwa, wystrzelił z fotela niczym oparzony szarpiąc za zamek bocznych drzwi aerodyny.
- Uciekajmy stąd, szybko! - wrzasnął fikser, odpychając wyprofilowany, częściowo przeszklony właz w bok i stawiając jedną stopę na nawierzchni jezdni. Z zatrzymanych w pośpiechu samochodów zaczynali wysiadać zdenerwowani do granic możliwości kierowcy, pokrzykując coś gniewnie. W rękach kilku osób Latynos dostrzegł błysk automatycznych pistoletów, wyciągniętych zapobiegawczo z kabur i błyskawicznie przeładowanych.
- To wypadek! - wrzasnął jeszcze wyższą nutą, unosząc przed siebie obie dłonie w uniwersalnym symbolu przyjaznych zamiarów - Musimy do szpitala, biegiem! Wyłaźcie, kurwa!
Jak sprawy z Webem? Nie jest poszkodowany? Jeśli tak, zabieramy go ze sobą choćby i pod pachy, w przeciwnym razie wiejemy czym prędzej! Na początek w zaułki Wschodniej Mariny, znamy tam przecież każdy zakamarek!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Południowy kraniec mostu; Fri 31/07/2020; 2228hrs
Hector wziął głęboki oddech, próbując zapanować nad spanikowanym umysłem. Na zjeździe z mostu znajdowało się mnóstwo ludzi, coraz gromadniej wyskakujących z samochodów i zbliżających się ku rozbitej w spektakularny sposób aerodynie. Chociaż wielu przypadkowych świadków miało przy sobie broń, nikt na razie nie celował do ofiar wypadku; wszyscy ograniczali się do głośnych krzyków.
Garcia miał nadzieję, że w korku na moście nie utkwił żaden radiowóz. Omiatając zdesperowanym spojrzeniem wyrastające ponad przęsła budowli dachy pobliskich budynków rozpoznał z miejsca doskonale sobie znaną Wschodnią Marinę - z wysokości wraku avki widział nawet górne piętra starej kamienicy, w której jeszcze niedawno wynajmował do spółki z koleżkami mieszkanie spacyfikowane później przez Rzeźników.
Była to okolica znana Hectorowi jak własna kieszeń, a przez to dająca tysiąc i jeden możliwości na urwanie się pościgowi.
- Czego kurwa czekacie?! - zawył niczym ugryziony przez cyberpsa - Chcecie czekać na tych zasranych kutasów?! Spierdalajmy stąd!
Hector wziął głęboki oddech, próbując zapanować nad spanikowanym umysłem. Na zjeździe z mostu znajdowało się mnóstwo ludzi, coraz gromadniej wyskakujących z samochodów i zbliżających się ku rozbitej w spektakularny sposób aerodynie. Chociaż wielu przypadkowych świadków miało przy sobie broń, nikt na razie nie celował do ofiar wypadku; wszyscy ograniczali się do głośnych krzyków.
Garcia miał nadzieję, że w korku na moście nie utkwił żaden radiowóz. Omiatając zdesperowanym spojrzeniem wyrastające ponad przęsła budowli dachy pobliskich budynków rozpoznał z miejsca doskonale sobie znaną Wschodnią Marinę - z wysokości wraku avki widział nawet górne piętra starej kamienicy, w której jeszcze niedawno wynajmował do spółki z koleżkami mieszkanie spacyfikowane później przez Rzeźników.
Była to okolica znana Hectorowi jak własna kieszeń, a przez to dająca tysiąc i jeden możliwości na urwanie się pościgowi.
- Czego kurwa czekacie?! - zawył niczym ugryziony przez cyberpsa - Chcecie czekać na tych zasranych kutasów?! Spierdalajmy stąd!
To jak, panowie, uciekamy na stare śmieci?
Nie czekając na specjalne zaproszenie Czarny runął w kierunku alejek East Mariny. Ogarniając wzrokiem okolicę upewnił się jeszcze, że kumple (oczywiście i Web) są wciąż mobilni.
Tam!- wrzasnął jeszcze wskazując obszar najmniej wygodny do operowania Avką. Licząc na zgubienie pościgu.
Tam!- wrzasnął jeszcze wskazując obszar najmniej wygodny do operowania Avką. Licząc na zgubienie pościgu.
Zatem znając tę strefę, Eugen wybiera miejsce, w którym powietrzny pościg czarnych garniturków będzie niewygodny. Pobieżnie upewnia się, że kumple dadzą radę podążyć za nim.