Poranny gwar wyrwał w końcu ze snu zmęczonych poprzednim dniem kurierów, śpiących pod grubymi wełnianymi kocami otrzymanymi w nocy przez uczynnego wojskowego kwatermistrza. Spoza dużego namiotu dobiegały dźwięki głośnych rozmów, terkot spalinowego generatora prądu, warkot pracującego na jałowym biegu silnika jeepa. Ktoś stukał w coś zapamiętale młotkiem, w opinii Barta czyniąc to pod wpływem oczywistej złośliwości oraz zazdrości, że chudzielec może dłużej pospać wbrew wojskowemu regulaminowi.
Sue usiadła na pryczy i przeciągnęła się z trzaskiem kości, bezwiednie ukazując swe zarysowane pod cienkim materiałem podkoszulka piersi. John zerknął na nie przelotnie, po czym z niechęcią odwrócił wzrok nie chcąc rozpoczynać dnia od sprzeczki z nadpobudliwą Kalifornijką.
Anderson przestała się przeciągać, w zamian zaczęła drapać się w różnych miejscach uświadamiając sobie jak bardzo doskwiera jej stary pot i brud będący pozostałością po powrocie z Nipton. Na Przyczółku nie zdążyła się wykąpać, a w Primm niemal od razu zasnęła, ale w miarę wyspana, od razu poczuła odrazę do swego przepoconego ubrania.
- Idę do tutejszego porucznika - oznajmiła wstając z łóżka i trącając stopą krawędź pryczy Jima - Trzeba się zameldować i popytać, czy nie dostał dla nas nowych rozkazów. Idziecie ze mną?