: 08 listopada 2010, 14:04
Ciekawi mnie pewna kwestia: jak mianowicie przedstawiacie w swoich przygodach reptillionów? Po lekturze szczątkowych materiałów na ich temat mam wrażenie, że owe rozumne gady przedstawione zostały nie tylko strasznie płytko, ale i za bardzo poddano je humanizacji - wydają się mieć identyczne jak ludzie pragnienia, emocje i cele w życiu, co sprawia, że w zasadzie są ludźmi o łuskowatej skórze. A przecież idea rozumnego gada, skrajnie odmiennego psychiką od istot ciepłokrwistych (nie tylko ludzi, ale też elfów czy inszych hobbitów) aż się prosi o to, by rysować w przygodach te ewidentne różnice. W jaki sposób gracie postacie reptilliońskie? W jaki sposób odgrywają te role Wasi gracze?
Tutaj taka mała próbka mojego autorstwa, napisana na kolanie, więc może trochę razić kiepskim doborem słownictwa.
Saurhan przekręcił lekko w bok swój płaski łeb, a jego gadzie oczy zniknęły na chwilę za przeźroczystą błonką. Gruba skóra na gardzieli reptilliona nadęła się zauważalnie zdradzając nieznaczne wzburzenie, podobnie jak poruszający się rytmicznie na boki koniuszek ogona.
- Chuć - powiedział reptillion swym sykliwym nieludzkim głosem, który budził ciarki nawet u tych marynarzy, którzy znali go od dłuższego czasu - Jakże to naturalne dla waszego rodzaju. Spójrzcie jak oni zaglądają na te kobiety, jak przebierają na ich widok nogami. Będąc istotami tak dalece niedoskonałymi nie potraficie panować nad swymi żądzami, zbyt łatwo im ulegacie. Chuć zaślepia słabe umysły.
Saurhan przechylił się ponad relingiem spoglądając na drewniane pomosty przystani i zgromadzonych tam wyspiarzy, wśród których uwagę marynarzy najbardziej przyciągały opalone na ciemny brąz zgrabne dziewczęta w kusych strojach rybaczek, odsłaniających ich uda i dekolty.
- Lecz sama żądza to nie wszystko, co jest w was złe - syczał dalej reptillion, przyciągając niespokojną uwagę najbliżej stojących mężczyzn - Najgorszy jest wasz brak odpowiedzialności za siebie wzajemnie. Gzicie się bez opamiętania i z kim popadnie nie patrząc na tego skutki. Czynicie swe samice brzemiennymi nie myśląc o tym, aby się z nimi wiązać, a na dodatek roznosicie choroby. Wasz gatunek mnoży się zbyt szybko i głoduje, tłoczy się w zbyt ciasnych gniazdowiskach.
- Można by pomyśleć, że wy się z powietrza lęgniecie - odważył się mruknąć jeden z marynarzy, dostatecznie głośno, by Saurhan usłyszał jego kąśliwe słowa. Wielki jaszczur przekręcił korpus w bok przesuwając pazurzastymi łapami z chrobotem po drewnie relingu. Przeźroczysta błonka zniknęła pod zewnętrznymi powiekami odsłaniając w całej okazałości wąskie pionowe źrenice o szmaragdowej barwie osadzone w ciemnej żółci oczu. Gardziel gada wypełniła się jeszcze bardziej powietrzem, a barwa skóry przybrała leciutkiej czerwieni wieszcząc nagłą zmianę nastroju stwora. Stojący najbliżej Saurhana ludzie cofnęli się pośpiesznie na boki, uchodząc co sił w nogach przed ogonem, który zaczął dla odmiany bić w deski pokładu.
- Bacz na swe słowa, ludziu - przez wzgląd na przymkniętą przeponę głos reptilliona nabrał jeszcze bardziej sykliwego brzmienia, stał się też mniej zrozumiały, ale nadstawiający bacznie uszu marynarze wciąż pojmowali sens jego słów - Bardzo szybko je wypowiadacie i bez przemyślenia, a potem zwykle za to żałujecie. Wielki Reptillion nie po to dał wam rozum na nasze podobieństwo, byście z niego nie korzystali, tedy myśl, albowiem bez rozumu nie jesteś niczym innym jak tylko wciąż żywym pokarmem.
Tutaj taka mała próbka mojego autorstwa, napisana na kolanie, więc może trochę razić kiepskim doborem słownictwa.
Saurhan przekręcił lekko w bok swój płaski łeb, a jego gadzie oczy zniknęły na chwilę za przeźroczystą błonką. Gruba skóra na gardzieli reptilliona nadęła się zauważalnie zdradzając nieznaczne wzburzenie, podobnie jak poruszający się rytmicznie na boki koniuszek ogona.
- Chuć - powiedział reptillion swym sykliwym nieludzkim głosem, który budził ciarki nawet u tych marynarzy, którzy znali go od dłuższego czasu - Jakże to naturalne dla waszego rodzaju. Spójrzcie jak oni zaglądają na te kobiety, jak przebierają na ich widok nogami. Będąc istotami tak dalece niedoskonałymi nie potraficie panować nad swymi żądzami, zbyt łatwo im ulegacie. Chuć zaślepia słabe umysły.
Saurhan przechylił się ponad relingiem spoglądając na drewniane pomosty przystani i zgromadzonych tam wyspiarzy, wśród których uwagę marynarzy najbardziej przyciągały opalone na ciemny brąz zgrabne dziewczęta w kusych strojach rybaczek, odsłaniających ich uda i dekolty.
- Lecz sama żądza to nie wszystko, co jest w was złe - syczał dalej reptillion, przyciągając niespokojną uwagę najbliżej stojących mężczyzn - Najgorszy jest wasz brak odpowiedzialności za siebie wzajemnie. Gzicie się bez opamiętania i z kim popadnie nie patrząc na tego skutki. Czynicie swe samice brzemiennymi nie myśląc o tym, aby się z nimi wiązać, a na dodatek roznosicie choroby. Wasz gatunek mnoży się zbyt szybko i głoduje, tłoczy się w zbyt ciasnych gniazdowiskach.
- Można by pomyśleć, że wy się z powietrza lęgniecie - odważył się mruknąć jeden z marynarzy, dostatecznie głośno, by Saurhan usłyszał jego kąśliwe słowa. Wielki jaszczur przekręcił korpus w bok przesuwając pazurzastymi łapami z chrobotem po drewnie relingu. Przeźroczysta błonka zniknęła pod zewnętrznymi powiekami odsłaniając w całej okazałości wąskie pionowe źrenice o szmaragdowej barwie osadzone w ciemnej żółci oczu. Gardziel gada wypełniła się jeszcze bardziej powietrzem, a barwa skóry przybrała leciutkiej czerwieni wieszcząc nagłą zmianę nastroju stwora. Stojący najbliżej Saurhana ludzie cofnęli się pośpiesznie na boki, uchodząc co sił w nogach przed ogonem, który zaczął dla odmiany bić w deski pokładu.
- Bacz na swe słowa, ludziu - przez wzgląd na przymkniętą przeponę głos reptilliona nabrał jeszcze bardziej sykliwego brzmienia, stał się też mniej zrozumiały, ale nadstawiający bacznie uszu marynarze wciąż pojmowali sens jego słów - Bardzo szybko je wypowiadacie i bez przemyślenia, a potem zwykle za to żałujecie. Wielki Reptillion nie po to dał wam rozum na nasze podobieństwo, byście z niego nie korzystali, tedy myśl, albowiem bez rozumu nie jesteś niczym innym jak tylko wciąż żywym pokarmem.