PBF - Grzechy ojców
- Zbadajmy zatem pozostałe korytarze na tym poziomie nim zejdziemy niżej. Skela słusznie myśli, że nasza liczba może ich trochę powstrzymywać, zwłaszcza po ostatniej potyczce.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Eithart odłożył na bok glinianą miskę dokładając przy tym ogromnych starań, by przypadkiem nie chlusnąć jej zawartością na swoje nogawice, potem podniósł się z kolan i odsunął od obmacywanego chwilę wcześniej arkana.
- Jeśli cosik się tam czai, pewnikiem poszło po rozum do łeby i nie chce owej łeby wystawić - mruknął gorlamita wskazując urękawicznioną dłonią na załom północnej odnogi chodnika - Podług map tamoj jest też zejście na niższe chodniki.
- Słusznie prawisz - mruknął Hakan Harmun ważąc w dłoni swój unurzany w arkaniej posoce oszczep - W drugą stronę idąc na wyrobiska trafimy, ale to ślepa odnoga, chociaż kręta.
- Te hałasy to pewnikiem ichna odsiecz, co z dołu lezie, ale się nas przelękła albo jaki przebiegły fortel szykuje - ciągnął dalej gorlamicki kapłan spoglądając wciąż podejrzliwie w stronę spowitej ciemnościami północnej odnogi - Trza by na dół przeć, ale może lepiej byłoby się rozdzielić i sprawdzić wpierw te wyrobiska, by nas przypadkiem co od zadka nie zaszło i od wyjścia na górę nie odcięło.
- Jestem przeciw rozdzielaniu - odezwał się cicho, ale stanowczo Skela, wsparty na drzewcu swej włóczni i spoglądający na kapłana uważnym wzrokiem - Jakbyś nas nie poprzestawiał, na końcu w jednej grupce jeno dwóch ostanie, a tylu może nie styknąć jak takowej parze pójdzie czoła większej liczbie owych stworów stawiać.
- A pewniście, że one mrówkoludy przełażą jedynie przez ludzi poczynione chodnik abo też same umieją swoje kopać? - zapytała nagle Uhra, wodząc niespokojnym wzrokiem po kopalni - Wszak to mrówczaki, może potrafią przegryzać się przez skały?
Czując niespokojny dreszcz śmiałkowie podążyli za oczami dziewczyny, nigdzie nie dostrzegając ani żywych arkanów ani otworów w skałach mogących świadczyć o tym, że poczyniły je właśnie mrówkoludy.
- Chyba nie... - bąknął niezdecydowanym tonem Hakan, na wszelki wypadek odsuwając się na kilka kroków od bliższej mu ściany chodnika - Chyba nie...
- Przed chwilą było ich trzech - powrócił do szeptanej szybko rozmowy Skela - A co jak trafimy na większe stado?
- Więc sprawdźmy wyrobiska, zanim poleziemy niżej - odparł Trehant nie wypuszczając z dłoni szabli - Skela słusznie prawi, że mogą się lękać naszej grupy, kiedyśmy w kupie, zwłaszcza po tej sieczce, cośmy ją ledwie temu poczynili.
Wątek techniczny
No, decydujcie ostatecznie, a najlepiej wybierzcie między sobą jakiegoś lidera grupy, który weźmie na siebie odpowiedzialność za decyzje, a może i życie towarzyszy. Macie w sumie cztery opcje: wycofać się już teraz na górę i w nogi (może z łbami arkanów na pamiętkę), rozdzielić się i zbadać silniejszą grupką południowe wyrobiska, zbadać całą grupą wyrobiska lub pójść całą grupą w głąb północnej odnogi. Więcej możliwości w zasadzie nie widzę (no tak, możecie jeszcze wziąć arkany na przeczekanie i rozbić obozowisko w miejscu, gdzie teraz stoicie). Co robicie?
Eithart odłożył na bok glinianą miskę dokładając przy tym ogromnych starań, by przypadkiem nie chlusnąć jej zawartością na swoje nogawice, potem podniósł się z kolan i odsunął od obmacywanego chwilę wcześniej arkana.
- Jeśli cosik się tam czai, pewnikiem poszło po rozum do łeby i nie chce owej łeby wystawić - mruknął gorlamita wskazując urękawicznioną dłonią na załom północnej odnogi chodnika - Podług map tamoj jest też zejście na niższe chodniki.
- Słusznie prawisz - mruknął Hakan Harmun ważąc w dłoni swój unurzany w arkaniej posoce oszczep - W drugą stronę idąc na wyrobiska trafimy, ale to ślepa odnoga, chociaż kręta.
- Te hałasy to pewnikiem ichna odsiecz, co z dołu lezie, ale się nas przelękła albo jaki przebiegły fortel szykuje - ciągnął dalej gorlamicki kapłan spoglądając wciąż podejrzliwie w stronę spowitej ciemnościami północnej odnogi - Trza by na dół przeć, ale może lepiej byłoby się rozdzielić i sprawdzić wpierw te wyrobiska, by nas przypadkiem co od zadka nie zaszło i od wyjścia na górę nie odcięło.
- Jestem przeciw rozdzielaniu - odezwał się cicho, ale stanowczo Skela, wsparty na drzewcu swej włóczni i spoglądający na kapłana uważnym wzrokiem - Jakbyś nas nie poprzestawiał, na końcu w jednej grupce jeno dwóch ostanie, a tylu może nie styknąć jak takowej parze pójdzie czoła większej liczbie owych stworów stawiać.
- A pewniście, że one mrówkoludy przełażą jedynie przez ludzi poczynione chodnik abo też same umieją swoje kopać? - zapytała nagle Uhra, wodząc niespokojnym wzrokiem po kopalni - Wszak to mrówczaki, może potrafią przegryzać się przez skały?
Czując niespokojny dreszcz śmiałkowie podążyli za oczami dziewczyny, nigdzie nie dostrzegając ani żywych arkanów ani otworów w skałach mogących świadczyć o tym, że poczyniły je właśnie mrówkoludy.
- Chyba nie... - bąknął niezdecydowanym tonem Hakan, na wszelki wypadek odsuwając się na kilka kroków od bliższej mu ściany chodnika - Chyba nie...
- Przed chwilą było ich trzech - powrócił do szeptanej szybko rozmowy Skela - A co jak trafimy na większe stado?
- Więc sprawdźmy wyrobiska, zanim poleziemy niżej - odparł Trehant nie wypuszczając z dłoni szabli - Skela słusznie prawi, że mogą się lękać naszej grupy, kiedyśmy w kupie, zwłaszcza po tej sieczce, cośmy ją ledwie temu poczynili.
Wątek techniczny
No, decydujcie ostatecznie, a najlepiej wybierzcie między sobą jakiegoś lidera grupy, który weźmie na siebie odpowiedzialność za decyzje, a może i życie towarzyszy. Macie w sumie cztery opcje: wycofać się już teraz na górę i w nogi (może z łbami arkanów na pamiętkę), rozdzielić się i zbadać silniejszą grupką południowe wyrobiska, zbadać całą grupą wyrobiska lub pójść całą grupą w głąb północnej odnogi. Więcej możliwości w zasadzie nie widzę (no tak, możecie jeszcze wziąć arkany na przeczekanie i rozbić obozowisko w miejscu, gdzie teraz stoicie). Co robicie?
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2011, 22:24 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
- Nie przyszliśmy tu mrówkoludów ciachać, lecz szukać górników. Gdyby chodziło o to pierwsze, moglibyśmy spokojnie poczekać aż zaraza przestanie pustoszyć Duvik. Sprawdźmy tedy te wyrobiska, bo póki co widzieliśmy jedynie ślady zakrzepłej krwi. Wprawdzie nadzieja na odnalezienie żywych jest nikła, ale zemstę na arkanach i tak zdołamy wywrzeć. No, chyba że podkulą ogony i zwieją na wszystkie strony pustyni.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Rozglądając się bacznie na wszystkie strony wędrowcy przemierzali południową odnogę chodnika, zmierzając w stronę dwóch wielkich i nieczynnych już podług słów Hakana Harmuna wyrobisk. Przeciągająca się cisza grała wszystkim na nerwach, zwłaszcza przy świadomości, że tajemnicze odgłosy dobiegające z drugiej strony mogły być zapowiedzią nadciągającej grupy silniejszych i przede wszystkim liczniejszych arkanów. Hakan i Skela posuwali się przodem, ostrożnie stawiając kroki i ściskając kurczowo drzewca swej broni. Trzymane wysoko w górze olejne lampy wyłaniały z ciemności wyrąbane żmudnie ściany chodnika, coraz częściej upstrzone plamami starej, niemal czarnej w kiepskim oświetleniu krwi.
- Patrzajcie, to pewnikiem pierwsze wyrobisko - syknął Skela, kiedy chodnik zaczął przechodzić w szerszą przestrzeń - Ależ tu cuchnie...
- Niczym padlina - wyszeptał Harmun zwalniając kroku i unosząc lampę jeszcze wyżej. Fala fetoru zdawała się dławić wszystkich, zaciskała nozdrza i gardła duszącym uściskiem - A to...
- Słodki Gorlamie... - powiedział bezwolnie Eithart, opuszczając miecz i tarczę - Więc tutaj się skryły...
Rozświetlona światłem lamp przestrzeń wyrobiska była w rzeczywistości cmentarzyskiem, nad którym unosił się przerażający smród rozkładu. Oczom wstrząsniętego Eitharta ukazały się leżące w nienaturalnych pozach arkany, różnych rozmiarów, choć podobnie odziane. Ich zastygłe w agonalnym skurczu odnóża sterczały w różnych kierunkach pozostając niemym świadectwem cierpień, które towarzyszyły im w chwili śmierci.
- Są tu ich pewnikiem za dwa tuziny... - powiedziała półgłosem Uhra, wiedziona mimowolnym przekonaniem, że w miejscu objętym niepodzielnie we władanie śmierci nie należało podnosić głosu.
Wątek techniczny
Pierwsze po drodze wyrobisko jest cmentarzyskiem ponad dwudziestu arkanów. Wszyskie są w stanie daleko posuniętego rozkładu sugerującego, że zmarły kilka dni temu, wszystkie noszą też na sobie ślady znanej Wam już choroby.
Poproszę o nowe deklaracje.
Rozglądając się bacznie na wszystkie strony wędrowcy przemierzali południową odnogę chodnika, zmierzając w stronę dwóch wielkich i nieczynnych już podług słów Hakana Harmuna wyrobisk. Przeciągająca się cisza grała wszystkim na nerwach, zwłaszcza przy świadomości, że tajemnicze odgłosy dobiegające z drugiej strony mogły być zapowiedzią nadciągającej grupy silniejszych i przede wszystkim liczniejszych arkanów. Hakan i Skela posuwali się przodem, ostrożnie stawiając kroki i ściskając kurczowo drzewca swej broni. Trzymane wysoko w górze olejne lampy wyłaniały z ciemności wyrąbane żmudnie ściany chodnika, coraz częściej upstrzone plamami starej, niemal czarnej w kiepskim oświetleniu krwi.
- Patrzajcie, to pewnikiem pierwsze wyrobisko - syknął Skela, kiedy chodnik zaczął przechodzić w szerszą przestrzeń - Ależ tu cuchnie...
- Niczym padlina - wyszeptał Harmun zwalniając kroku i unosząc lampę jeszcze wyżej. Fala fetoru zdawała się dławić wszystkich, zaciskała nozdrza i gardła duszącym uściskiem - A to...
- Słodki Gorlamie... - powiedział bezwolnie Eithart, opuszczając miecz i tarczę - Więc tutaj się skryły...
Rozświetlona światłem lamp przestrzeń wyrobiska była w rzeczywistości cmentarzyskiem, nad którym unosił się przerażający smród rozkładu. Oczom wstrząsniętego Eitharta ukazały się leżące w nienaturalnych pozach arkany, różnych rozmiarów, choć podobnie odziane. Ich zastygłe w agonalnym skurczu odnóża sterczały w różnych kierunkach pozostając niemym świadectwem cierpień, które towarzyszyły im w chwili śmierci.
- Są tu ich pewnikiem za dwa tuziny... - powiedziała półgłosem Uhra, wiedziona mimowolnym przekonaniem, że w miejscu objętym niepodzielnie we władanie śmierci nie należało podnosić głosu.
Wątek techniczny
Pierwsze po drodze wyrobisko jest cmentarzyskiem ponad dwudziestu arkanów. Wszyskie są w stanie daleko posuniętego rozkładu sugerującego, że zmarły kilka dni temu, wszystkie noszą też na sobie ślady znanej Wam już choroby.
Poproszę o nowe deklaracje.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
"A łażąc tutaj sami się nie pochorujemy? Myślicie, że Mrowczaki przywlekły tu te chorubsko..? czy tu też zachorowaly? i jak to możliwe że ono i na nich i na ludziach z oazy siedzi, wszak konaktu miedzy nimi żadnego być nie powinno? co może je rozsiewać? ten pusynny upir? "
Idę na końcu wyprawy, nie planując się rozdzielać a decyzję co do kierunku i drogi zostawiam osobie posiadającej mapę.
Idę na końcu wyprawy, nie planując się rozdzielać a decyzję co do kierunku i drogi zostawiam osobie posiadającej mapę.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Hakan Harmun obejrzał się w stronę Uhry robiąc minę taką, jakby chciał coś rzec, ale po chwili tylko wzruszył ramionami. Eithart obszedł rozkładające się truchła arkanów przyciskając się bokiem do przeciwnej ściany chodnika i zasłaniając jedną ręką nos. W świetle dzierżonej przez niego lampy pozostali śmiałkowie widzieli wyraźnie dziwaczne odzienie martwych stworów, porzucone gdzieniegdzie pakunki, jakieś przedmioty mogące uchodzić za przybory codziennego użytku mrówkoludów. Aura śmierci zdawała się wisieć w ciężkim od odoru powietrzu, wręcz dusząc ludzi i półorków swym fetorem. Nawet Mordil oddychał bardziej płytko i przez otwarte szeroko usta, a nie nos.
- Daj pozór, w tamtym wyrobisku cosik może się czaić - syknął ostrzegawczo duvikański myśliwy, postępując krok po kroku za gorlamitą, ale prawie nie spuszczając przy tym wzroku z ciał arkanów, chorobliwie zafascynowany ich widokiem.
- Nic tu nie ma - odpowiedział z głębi chodnika Eithart - Żywej duszy, jeno... jeno...
Poświata lampy wyłoniła z ciemności pustą przestrzeń zamkniętego wyrobiska, pośrodku którego walały się jakieś niewielkie, ale budzące swym widokiem lodowate ciarki kształty. Zbliżając się do nich kapłan przyklęknął na skalistym podłożu, zacisnął kurczowo szczęki wiedząc już, czego się spodziewać po zmierzającym za jego plecami Duvikaninie.
- Słodki Graamie - jęknął Hakan tracąc na chwilę maskę opanowania i wspierając się na oszczepie niczym człowiek, z którego uszły nagle wszystkie siły - To są... to są...
- Ludzkie kości - powiedział dziwnie głuchym głosem Eithart podnosząc się z klęczek - Naznaczone żuwaczkami, tedy ktoś tu tych nieszczęśników żarł i obaj dobrze wiemy, kto kogo. Jeno dziwnie ich mało, przeto widzi mi się, że nie wszytkich zaginionych tutaj zjedli.
Wątek techniczny
W drugim wyrobisku nie ma nikogo żywego, ale Eithart dokonał innego wstrząsającego odkrycia: arkany porzuciły tam resztki ludzkich ciał, w przeważającej mierze kości, świadczących o makabrycznym posiłku. Szczątków nie jest dużo, na oko należą do czterech-pięciu osób.
Martwe arkany mają przy sobie jakiś ekwipunek, jakieś tobołki, pakunki, coś broniopodobnego, ale próba przyjrzenia się tym łupom wymaga niemal pewnego kontaktu z martwymi stworami, a pamiętacie przecież, że najwyraźniej zmarły na zarazę.
Południową odnogę możecie tym samym uznać za zbadaną i pustą.
Hakan Harmun obejrzał się w stronę Uhry robiąc minę taką, jakby chciał coś rzec, ale po chwili tylko wzruszył ramionami. Eithart obszedł rozkładające się truchła arkanów przyciskając się bokiem do przeciwnej ściany chodnika i zasłaniając jedną ręką nos. W świetle dzierżonej przez niego lampy pozostali śmiałkowie widzieli wyraźnie dziwaczne odzienie martwych stworów, porzucone gdzieniegdzie pakunki, jakieś przedmioty mogące uchodzić za przybory codziennego użytku mrówkoludów. Aura śmierci zdawała się wisieć w ciężkim od odoru powietrzu, wręcz dusząc ludzi i półorków swym fetorem. Nawet Mordil oddychał bardziej płytko i przez otwarte szeroko usta, a nie nos.
- Daj pozór, w tamtym wyrobisku cosik może się czaić - syknął ostrzegawczo duvikański myśliwy, postępując krok po kroku za gorlamitą, ale prawie nie spuszczając przy tym wzroku z ciał arkanów, chorobliwie zafascynowany ich widokiem.
- Nic tu nie ma - odpowiedział z głębi chodnika Eithart - Żywej duszy, jeno... jeno...
Poświata lampy wyłoniła z ciemności pustą przestrzeń zamkniętego wyrobiska, pośrodku którego walały się jakieś niewielkie, ale budzące swym widokiem lodowate ciarki kształty. Zbliżając się do nich kapłan przyklęknął na skalistym podłożu, zacisnął kurczowo szczęki wiedząc już, czego się spodziewać po zmierzającym za jego plecami Duvikaninie.
- Słodki Graamie - jęknął Hakan tracąc na chwilę maskę opanowania i wspierając się na oszczepie niczym człowiek, z którego uszły nagle wszystkie siły - To są... to są...
- Ludzkie kości - powiedział dziwnie głuchym głosem Eithart podnosząc się z klęczek - Naznaczone żuwaczkami, tedy ktoś tu tych nieszczęśników żarł i obaj dobrze wiemy, kto kogo. Jeno dziwnie ich mało, przeto widzi mi się, że nie wszytkich zaginionych tutaj zjedli.
Wątek techniczny
W drugim wyrobisku nie ma nikogo żywego, ale Eithart dokonał innego wstrząsającego odkrycia: arkany porzuciły tam resztki ludzkich ciał, w przeważającej mierze kości, świadczących o makabrycznym posiłku. Szczątków nie jest dużo, na oko należą do czterech-pięciu osób.
Martwe arkany mają przy sobie jakiś ekwipunek, jakieś tobołki, pakunki, coś broniopodobnego, ale próba przyjrzenia się tym łupom wymaga niemal pewnego kontaktu z martwymi stworami, a pamiętacie przecież, że najwyraźniej zmarły na zarazę.
Południową odnogę możecie tym samym uznać za zbadaną i pustą.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-"Te Uhra my podobna gadać na powietrze jak my wyjść sta kopalnia, więc po co ty jęzor strzępić???? Tylko tak po próżnica czy może dlatego by moja pytań nie zadawać co?"
Nie dotykam tych ciał i przewiązuje sobie usta kawałkiem jakiejś szmaty z mojego ekwipunku, na dodatek lekko zamoczonego w wodzie.
Nie dotykam tych ciał i przewiązuje sobie usta kawałkiem jakiejś szmaty z mojego ekwipunku, na dodatek lekko zamoczonego w wodzie.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Wątek techniczny
Żadna przyjemność przebywać w tym cmentarzysku choćby chwilę dłużej. Wskazuję w kierunku korytarza, którym przyszliśmy i czekam na utworzenie formacji, w której postanowiliśmy badać kopalnię. Gdy do tego dojdzie podążamy w kierunku 3 poziomu, jak było wcześniej ustalone.
Żadna przyjemność przebywać w tym cmentarzysku choćby chwilę dłużej. Wskazuję w kierunku korytarza, którym przyszliśmy i czekam na utworzenie formacji, w której postanowiliśmy badać kopalnię. Gdy do tego dojdzie podążamy w kierunku 3 poziomu, jak było wcześniej ustalone.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Hakan Harmun musiał się już wcześniej spodziewać tego, że nie zastanie w kopalni żywych ziomków, wszak po czterech dniach nieobecności zdrowy rozum podpowiadał, że nie winno się żywić naiwnej w to nadziei. Lecz straszny widok ogryzionych ludzkich kości wstrząsnął myśliwym na wskroś, ostatecznie utrwalając go w pewności, że nigdy już nie ujrzy żywymi wielu ziomków, wśród nich zapewne serdecznych przyjaciół. Eithart rozumiał ciężar rozpaczy i bólu zalegający w duszy Duvikanina, nie znał jednak słów, które mogłyby w takiej chwili złagodzić bezmiar cierpienia wyrysowanego na twarzy Harmuna.
- Nie stójmy tu dłużej niż to potrzebne - rzucił zza przesłaniającego twarz rękawa Trehant - Trza nam sprawdzić resztę chodników, przecie te chrobotane w drugiej odnodze samo z siebie się nie wzięło.
- Idźcie przodem - odparł Harmun opierając się o ścianę chodnika ruchem chwiejnym ruchem człowieka nie panującego nad swymi członkami - Zostawcie mnie na chwilę samego... mus mi... mus mi zmówić modlitwę... dogonię was.
Wątek techniczny
Możecie rzecz jasna stać wokół Hakana i czekać, aż Duvikanin dojdzie do siebie, ale to byłby raczej gruby nietakt nawet w barbarzyńskiej krainie Balarionu. Jeśli usłuchniecie prośby Harmuna i zaczniecie się przemieszczać w stronę północnej odnogi, powstanie luka w szyku - Skela zostanie sam na czele. Uhra i Trehant deklarowali się do tylnej straży, Eithart i Mordil szli w środku. Czy teraz ktoś zajmie miejsce obok Skeli czy też tropiciel pójdzie samotnie przodem? Wystarczy mi jedna deklaracja, że ktoś zajmuje to miejsce i możemy lecieć dalej z akcją!
Hakan Harmun musiał się już wcześniej spodziewać tego, że nie zastanie w kopalni żywych ziomków, wszak po czterech dniach nieobecności zdrowy rozum podpowiadał, że nie winno się żywić naiwnej w to nadziei. Lecz straszny widok ogryzionych ludzkich kości wstrząsnął myśliwym na wskroś, ostatecznie utrwalając go w pewności, że nigdy już nie ujrzy żywymi wielu ziomków, wśród nich zapewne serdecznych przyjaciół. Eithart rozumiał ciężar rozpaczy i bólu zalegający w duszy Duvikanina, nie znał jednak słów, które mogłyby w takiej chwili złagodzić bezmiar cierpienia wyrysowanego na twarzy Harmuna.
- Nie stójmy tu dłużej niż to potrzebne - rzucił zza przesłaniającego twarz rękawa Trehant - Trza nam sprawdzić resztę chodników, przecie te chrobotane w drugiej odnodze samo z siebie się nie wzięło.
- Idźcie przodem - odparł Harmun opierając się o ścianę chodnika ruchem chwiejnym ruchem człowieka nie panującego nad swymi członkami - Zostawcie mnie na chwilę samego... mus mi... mus mi zmówić modlitwę... dogonię was.
Wątek techniczny
Możecie rzecz jasna stać wokół Hakana i czekać, aż Duvikanin dojdzie do siebie, ale to byłby raczej gruby nietakt nawet w barbarzyńskiej krainie Balarionu. Jeśli usłuchniecie prośby Harmuna i zaczniecie się przemieszczać w stronę północnej odnogi, powstanie luka w szyku - Skela zostanie sam na czele. Uhra i Trehant deklarowali się do tylnej straży, Eithart i Mordil szli w środku. Czy teraz ktoś zajmie miejsce obok Skeli czy też tropiciel pójdzie samotnie przodem? Wystarczy mi jedna deklaracja, że ktoś zajmuje to miejsce i możemy lecieć dalej z akcją!
- Uhro, pójdę obok Skeli, póki Hakan znów do nas nie dołączy.
Jeśli Hakan nie niesie żadnej lampy, to zostawiam mu swoją.
Wątek techniczny
Mówisz, masz.
Jeśli Hakan nie niesie żadnej lampy, to zostawiam mu swoją.
Wątek techniczny
Mówisz, masz.
Ostatnio zmieniony 19 czerwca 2011, 12:30 przez Treant, łącznie zmieniany 1 raz.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Łowca makunów wślizgnął się na miejsce opuszczone przez Hakana, stając ramię w ramię z milkliwym Skelą i unosząc wysoko dzierżoną w lewej ręce lampę. Posuwając się nad wyraz ostrożnie, uważnie stawiając stopy i bacznie nadstawiając uszu piątka wędrowców dotarła z powrotem do miejsca, gdzie od głównego chodnika odchodziły po prawej w górę topornie wyciosane w skale stopnie. Trehant zerknął w ich górę ściskając mocniej szablę, zmrużył oczy próbując z pomocą swego nadludzkiego wzroku przebić spojrzeniem ciemność chodnika.
- Żywej duszy - szepnął półork.
- Możeśta ubili ostaśne sztuki? - zastanowił się na głos goblin - A tamtowe hałsy się zwidały?
Trehant potrząsnął przecząco głową, pamiętał bowiem doskonale grzechot odłamków skały dobiegający przez krótką chwilę z głębo zakręcającego ostro w lewo chodnika.
- Nie zwidziały się - odparł remziński półork robiąc krok w stronę stygnących cielsk dwóch martwych arkanów - Cosik tam jeszcze musi siedzieć i wolałbym wierzać, że nie są to dwa abo i trzy tuziny ichnych pobratymców.
- W złej chwili rzeknięte! - krzyknął Eithart dostrzegając poruszenie za załomem chodnika. W ciasnej przestrzeni kopalnianego korytarza pojawiły się znienacka dwa wielorękie kształty, które rzuciły się w stronę intruzów pośród stukotu odnóży i poszczękiwania żuwaczek.
- Pozór! - wrzasnął Trehant zmieniając ustawienie nóg i zapierając się stopami o skaliste podłoże - Napierają!
Mordil wydał z siebie gardłowy pomruk i zrobił krok do przodu, w tej samej jednak chwili osadziło go coś, co dostrzegł kątem oka: nagłe poruszenie na schodkach wiodących ku wyjściu z kopalni. Jakiś ciemny kształ śmignął tam od ściany do ściany, tak wysoko w górze stopni, że goblin spostrzegł to wyłącznie dzięki swemu niskiemu wzrostowi.
Wątek techniczny
Dwa następne mrówkoludy, szarżujące w Waszą stronę - żaden nie kombinuje z odwłokiem, najwyraźniej zamierzają puścić w ruch szczypce i żuwaczki! Atakują od strony północnej odnogi, ale coś wydaje się dziać również na Waszej flance, w górze schodków prowadzących na górny level.
Deklaracje taktyczne mile widziane!
Łowca makunów wślizgnął się na miejsce opuszczone przez Hakana, stając ramię w ramię z milkliwym Skelą i unosząc wysoko dzierżoną w lewej ręce lampę. Posuwając się nad wyraz ostrożnie, uważnie stawiając stopy i bacznie nadstawiając uszu piątka wędrowców dotarła z powrotem do miejsca, gdzie od głównego chodnika odchodziły po prawej w górę topornie wyciosane w skale stopnie. Trehant zerknął w ich górę ściskając mocniej szablę, zmrużył oczy próbując z pomocą swego nadludzkiego wzroku przebić spojrzeniem ciemność chodnika.
- Żywej duszy - szepnął półork.
- Możeśta ubili ostaśne sztuki? - zastanowił się na głos goblin - A tamtowe hałsy się zwidały?
Trehant potrząsnął przecząco głową, pamiętał bowiem doskonale grzechot odłamków skały dobiegający przez krótką chwilę z głębo zakręcającego ostro w lewo chodnika.
- Nie zwidziały się - odparł remziński półork robiąc krok w stronę stygnących cielsk dwóch martwych arkanów - Cosik tam jeszcze musi siedzieć i wolałbym wierzać, że nie są to dwa abo i trzy tuziny ichnych pobratymców.
- W złej chwili rzeknięte! - krzyknął Eithart dostrzegając poruszenie za załomem chodnika. W ciasnej przestrzeni kopalnianego korytarza pojawiły się znienacka dwa wielorękie kształty, które rzuciły się w stronę intruzów pośród stukotu odnóży i poszczękiwania żuwaczek.
- Pozór! - wrzasnął Trehant zmieniając ustawienie nóg i zapierając się stopami o skaliste podłoże - Napierają!
Mordil wydał z siebie gardłowy pomruk i zrobił krok do przodu, w tej samej jednak chwili osadziło go coś, co dostrzegł kątem oka: nagłe poruszenie na schodkach wiodących ku wyjściu z kopalni. Jakiś ciemny kształ śmignął tam od ściany do ściany, tak wysoko w górze stopni, że goblin spostrzegł to wyłącznie dzięki swemu niskiemu wzrostowi.
Wątek techniczny
Dwa następne mrówkoludy, szarżujące w Waszą stronę - żaden nie kombinuje z odwłokiem, najwyraźniej zamierzają puścić w ruch szczypce i żuwaczki! Atakują od strony północnej odnogi, ale coś wydaje się dziać również na Waszej flance, w górze schodków prowadzących na górny level.
Deklaracje taktyczne mile widziane!
Wątek techniczny
Skupiam się na przeciwniku, który naciera na mnie. Wykorzystuję Powstrzymanie i tnę go szablą. W stronę flanki zwracam się dopiero wtedy, gdy atakujący z przodu zostaną powstrzymani lub poradzę sobie z własnym przeciwnikiem i któryś z towarzyszy będzie wzywać pomocy.
Skupiam się na przeciwniku, który naciera na mnie. Wykorzystuję Powstrzymanie i tnę go szablą. W stronę flanki zwracam się dopiero wtedy, gdy atakujący z przodu zostaną powstrzymani lub poradzę sobie z własnym przeciwnikiem i któryś z towarzyszy będzie wzywać pomocy.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35