Im bliżej wszyscy znajdowali się wyjścia ze sztolni, tym mniej dokładali starań, by ukryć swą narastającą ulgę. Kilka długich i krwawych godzin spędzonych głęboko pod ziemią nadszarpnęło nerwy śmiałków, a makabryczne odkrycie w trzecim chodniku poraziło wszystkich przygnębieniem. Hakan Harmun wciąż mruczał pod nosem graamickie wersety, reszta milczała krążąc myślami wokół powrotu do Duviku. Nikt nie chciał pozostawać w przesiąkniętej aurą śmierci kopalni dłużej niż to było konieczne.
- Nie rozumiem - odezwała się nagle Uhra, która przez dłuższą chwilę szukała czegoś w świetle lampki na dnie górnego chodnika - Cisnęłam w kogoś nożem, gdzieś tukej, kiedyście na dole arkany rzezali... ale noża nigdzie nie widać.
- Tyżem una zwidował - wtrącił Mordil marszcząc niskie płaskie czoło - Takochny mrówolad maleńkowy...
- Wcalem nie jest pewna, czy to był mrówkolud - odpowiedziała gwardzistka krzywiąc w grymasie niezadowolenia usta - Jeśli zaiste, tedy wielce bojaźliwy, bo czmychnął na mój widok... patrzajcie...
Dziewczyna pochyliła się nisko nad skalistym podłożem chodnika i dotknęła palcem wskazującym kilku niewielkich brunatnych plamek, prawie niewidocznych w ciemnościach.
- Zatem bez szwanku nie uszedł - mruknęła - Jeno ostrze mi podprowadził. A jeśli w tę stronę pomykał...
- ...tedy dał nogę z kopalni - dokończył Hakan Harmun przestając się półgłosem modlić i spoglądając wymownie w kierunku wylotu szybu, rysującego się plamą szarości w bezkresie otaczających ludzi ciemności.
Wszyscy czuli już na twarzach powiew świeżego powietrza.
Wątek techniczny
Opuściliście kopalnię, wszyscy żywi, chociaż niekoniecznie cali. Uhra nie odnalazła swego noża, natrafiła za to na dowód, że ostrze mimo wszystko przysporzyło komuś bólu. Eithart targa jako suwenir ucięty łeb arkana, pewnikiem się ucieszą na ten widok w Duviku, jak nic nada się do ugotowania zupy
Praca domowa z kategorii "Odgrywanie bohatera" - co czują Wasi pupile opuszczając sztolnie?