PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 24 czerwca 2011, 16:35

-"Moja babiczka mieć pewna sposób na sraka, Ty iść w krzaki i wy..ać po prosta się:D:D"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 czerwca 2011, 20:59

Wątek techniczny

Brunta jest w tłumku, podobnie jak inni członkowie starszyzny. Kapłana i jego brata, strażnika praw, otacza krąg duvikańskich wojowników, więc nie ma szans na skryte do niego podejście. Jest tam też Sanna, bliżej pierwszego szeregu miejscowych, z ręką na ramieniu kapitana Detlefa i najwyraźniej coś mu podniesionym głosem tłumacząc.

Generalnie jesteście świadkami wielkiego tumultu i wrzasku, obie strony potrząsają bronią i wyzywają się wzajemnie, chociaż nie rozumiecie z tej odległości praktycznie nic.

Z Waszych deklaracji wywnioskowałem, że podejdziecie do zbiegowiska dyskretnie, nie ujawniając z marszu swej obecności i próbując wyłowić z harmideru podniesionych głosów przyczyny awantury, tak?

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 24 czerwca 2011, 21:43

-"My tam leźć lepiej bo one gotowe się posiekać o byle co, my iść bo jeszcze moja gulmak oberwie"

Wątek techniczny

A może zanim się wmieszamy w cokolwiek najpierw zdecydujmy się co i jak rozegrać w osadzie? Co im powiedzieć, kto z kim pogada i na jakie tematy? Bo oni coś ukrywają przed nami dlaczego my mamy od razu swoje karty odkrywać przed nimi? Co wy na to? Może mała intryga?
Ostatnio zmieniony 24 czerwca 2011, 21:48 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 24 czerwca 2011, 21:47

Wątek techniczny

Jeśli nie uda nam się powyższym sposobem uzyskać informacji, to podejdę do grupki miejscowych, wybiorę tego najbardziej z tyłu, lekko pociągnę go za przedramię i powiem:
- Ta wrzawa umarłego by zbudziła. Co tu się właściwie dzieje?
Staram się też, żeby mój opatrunek nie pozostał niezauważony przez potencjalnego rozmówcę.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 24 czerwca 2011, 22:03

Wątek tech:
My tu gadamy a pewnie Hakan już tam biegnie, jeśli on już ruszył to lecę przed niego i wołam swojego gulmaka (wabi się Szczoch :D po goblińsku znaczy się kuleczka:D ) i mam nadzieję, że jego widok i mój głos wstrzymają zapędy tych ludków.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 czerwca 2011, 23:46

Duvik, wczesny poranek

Hakan Harmun przyglądał się awanturze tylko chwilę, nie wierząc widać w pierwszej chwili własnym oczom. Zaciskając dłoń na mieczu wydał z siebie zduszony pomruk i nim ktokolwiek zdołał go powstrzymać, rzucił się na złamanie karku w stronę ludzkiej ciżby.

- I tyle skrytego zachodzenia ich od zadków - westchnął ciężko Eithart wydłużając krok i puszczając się truchtem w ślad za myśliwym. Przywiązane do palików u wylotu wąwozu wejhury podniosły dziki jazgot na widok intruzów, skrzecząc donośnie i młócąc skrzydłami, ale przekrzykujący się zawzięcie ludzie nie zwrócili na to najmniejszej uwagi.

Wędrowcy puścili się biegiem w ślad za gorlamickim kapłanem, wsłuchując się w coraz wyraźniejsze krzyki. Zgodnie z podejrzeniami wielu, wnet stało się jasne, że Esajanie gromko domagali się umożliwienia im wyjazdu z osady, czemu Duvikanie byli zdecydowanie przeciwni, obie zaś strony wymachiwały orężem dowodząc tego, że w razie potrzeby nie omieszkają po niego sięgnąć. Niektórzy miejscowi tłoczący się w tyle ciżby obejrzeli się za siebie potrąceni przez Harmuna, podnieśli nowe larum dostrzegając przybyszów, zwłaszcza zaś przerażający łeb arkana przyciskany wciąż do piersi przez Eitharta.

Miotane wzjemnie groźby i obelgi natychmiast zelżały, choć nikt nawet o cal nie opuścił broni, w zamian wszyscy poczęli stawać na palcach i wyciągać szyje z zamiarem dojrzenia koszmarnego trofeum. Strzeżeni przez grupkę wojowników o zaciętych obliczach, starsi Duviku zaczęli się przepychać wśród ziomków zmierzając ku śmiałkom powracającym z kopalni. Eithart rozumiał doskonale przeniknięte cierpieniem grymasy na licznych obliczach: wszak oto przynosił tym ludziom wieści o ich zaginionych dotąd bez śladu mężach, synach i braciach.

Pędzący w ślad za Harmunem Mordil odbił w bok, w stronę chatki dla gości, wydając z siebie przeraźliwe gwizdy. Słysząc ów znajomy dźwięk gulmak wydał z gardzieli chrapliwy ryk szczęścia i skoczył na cztery łapy ruszając swemu panu naprzeciw z wywalonym jęzorem.

- Cóż znaleźliście?! - zakrzyknął Jared Brunta - Cóż to za przerażająca bestia?!


Wątek techniczny

Nie myślcie sobie, że atmosfera przy wozach karawanników zelżała z Waszym przybyciem, nic z tego. Wzajemna wrogość wręcz kipi w powietrzu, ale uwaga wszystkich jest teraz skupiona na Was właśnie, zwłaszcza na dzierżącym odcięty łeb mrówkoluda Eitharcie.

To dobry moment na nowe deklaracje.
Ostatnio zmieniony 25 czerwca 2011, 12:53 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 25 czerwca 2011, 12:12

Mimo wszystko trzymam się lekko z boku cały czas będąc czujnym na wszystko
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 czerwca 2011, 13:04

Duvik, wczesny poranek

Skela zwolnił kroku zbliżając się do zbiegowiska ludzi, przystanął na uboczu nie chcąc się mieszać z tłumem. Chociaż duvikańscy żołnierze pod wodzą obu kapitanów wciąż trzymali esajańskich karawanników w szachu, reszta miejscowych - zarówno tych uzbrojonych w jakąś broń jak i starców czy podrostków - ruszyła w stronę przybyszów w ślad za starszyzną, potrącając się wzajemnie i zduszonymi okrzykami domagając się ciszy.

Tropiciel poprawił dłonią uciskający go za pasem grot złamanej włóczni, wsunięty tam troskliwie jeszcze w kopalni z myślą o późniejszym wyszukaniu nowego drzwca dla zniszczonej broni. Oczy posępnego milkliwego mężczyzny lustrowały ciżbę z wysokości niewielkiego kamiennego murku, na który zwinnie wskoczył.

Coś rzuciło mu się od razu w oczy, coś nad wyraz dziwnego. Chociaż wszyscy Esajanie spozierali na miejscowych z jednakową zajadłością wypisaną na twarzach, sami podzielili się na dwie zbliżone liczebnością grupki trzymające od siebie zauważalny dystans i dokładające starań, by się do siebie przypadkiem nie zbliżyć.

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 25 czerwca 2011, 23:56

- Kopalnia została opanowana przez mrówkoludy. Urządziły tam sobie kryjówkę i przygotowywały zasadzki na górników. Na nas również się rzuciły, ale dzięki Twym całonocnym modłom, udało się ich powstrzymać. Niestety przybyliśmy za późno. Nikogo nie mogliśmy już ocalić.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 czerwca 2011, 12:07

Duvik, wczesny poranek

Wygłoszone przygnębionym tonem oświadczenie Trehanta zostało przyjęto pełną rozpaczy wrzawą, lamentami i otwartym płaczem. Linia ostrzy broniąca Esajanom wyjścia z zagród dla wołów załamała się nieznacznie, kiedy straszna prawda dotarła do skupionych wokół pierwszego kapitana wojaków, jednakże chrapliwe okrzyki Detelfa i Sharata szybko przywróciły tam dyscyplinę.

- Nikt nie ocalał? - zakrzyknął Jared Brunta wspierając się na swym kosturze i chwiejąc się na nogach, które znienacka odmówiły mu posłuszeństwa. Kilku graamickich akolitów w prostych jasnych szatach doskoczyło do niego podtrzymując swego mistrza silnymi ramionami.

- Jesteś tego pewien?! - Erill Kadar przepchnęła się pomiędzy ziomkami dopadając Trehanta i łapiąc półorka za ramiona. Palce treserki wejhurów wbiły się boleśnie w ciało łowcy, zaciskane z całej siły przez zrozpaczoną kobietę - Żaden nie uszedł z życiem?

- Chciałbym ci rzec co innego, Erill - odpowiedział cicho Trehant przypominając sobie gorączkową rozmowę z treserką w mrocznym zaułku osady i promieniujące z jej oblicza cierpienie - Ale wtedy musiałbym skłamać...

Kadar wpatrywała się w niego przez chwilę oczami, w których lśniły powstrzymywane z całych sił łzy, potem odwróciła się nie mówiąc ani słowa i ruszyła chwiejnym krokiem w stronę rozkrzyczanego stada wejhurów.

- Straszne to wieści! - wyrzuciła z siebie zdyszana Sanna, a od jej pięknej twarzy biło przygnębienie przemieszane z głęboką troską - Lecz jakby nie były okropne, wolą Asteriusza ani chybi przybyliście w ostatniej chwili, by nas ocalić od większej jeszcze okropności!

- Cóż się stało? - zapytał Eithart ciskając pod nogi koszmarny łeb mrówkoluda - Co się tutaj dzieje i czemu wszyscy mają obnażone żelazo?

- Esajanie się pochorowali! - odparła asterianka - Nie wszyscy, ale wielu, a w swym zacietrzewieniu chcą osadę opuścić! Nie lza nam na to zezwolić, jeśli bowiem zawleką tę chorobę w swe strony, zaraza gotowa się na całe pogranicze rozleźć!

- Tedy im orężem wyjazdu bronimy - dodał szorstkim głosem pomarszczony strażnik praw stojący obok Brunty - Ale wielce są krewcy i lęk nas ogarnia, że niepomni pozostaną na słowa kapłanów.

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 26 czerwca 2011, 12:34

Stojąc na uboczu Skela przysłuchiwał się całej rozmowie z zimnym dreszczem na plecach i rosnącą wściekłością na wydarzenia w jakich uczestniczy. Miał to być tylko przystanek na jego drodze we własnych planach a okazuje się, że wszystko może się tutaj zakończyć. To że rada wiele ukrywa nie ulega wątpliwości, na dodatek nie panują nad tym co się dzieje w osadzie. Niby oczekują pomocy a tak naprawdę nic nie robią co potwierdziła rozmowa z Detelefem. Tak, to chyba jedyny człowiek w osadzie, który chce coś zrobić. Skela poszukał wzrokiem kapitana, następnie ruszył w jego kierunku z zamiarem bezpośredniej i szczerej rozmowy.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 26 czerwca 2011, 12:52

- Jak mogło do tego dojść? Wszak kapitan instruował nas jakie środki ostrożności należy zachować. Mamy to zrzucić na karb nierozwagi, czy też w osadzie jest ktoś, kto ma żywotny interes w tym, aby zaraza trwała jak najdłużej?
Ostatnio zmieniony 26 czerwca 2011, 16:51 przez Treant, łącznie zmieniany 1 raz.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 czerwca 2011, 13:09

Duvik, wczesny poranek

Zeskakując z murku tropiciel obiegł truchtem ludzi cisnących się wokół starszyzny i przybyszów z kopalni, docierając do wciąż trzymających w szachu Esajan żołnierzy i przeciskając się w stronę pierwszego kapitana. Chociaż karawanników było zaledwie dwudziestu przeciwko dobrej pięćdziesiątce uzbrojonych Duvikan, na ich zawziętych smagłych twarzach rysowała się wściekła desperacja, która nie wieściła nic dobrego. Niektóre długorogie woły były już zaprzężone do wozów, innych Esajanie nie zdążyli z zagrody wyprowadzić, powstrzymani przez nadbiegających z głębi osady miejscowych.

Duvikanie odsuwali się na boki robiąc ubrudzonemu zakrzepłą posoką tropicielowi przejście, aczkolwiek wszyscy zerkali na niego z posępną podejrzliwością. Również oni słyszeli już, co się wydarzyło w kopalni i chociaż z szacunku godną dyscypliną trwali na swych pozycjach przed wozami karawany, Skela wyczuwał doskonale targające ich sercami emocje. Lamenty i szlochy dobiegające od strony zbiegowiska za plecami wojaków nie pomagały w utrzymaniu nerwów na wodzy, dlatego mężczyzna coraz głębiej troskał się o to, że zaraz komuś owe nerwy ostatecznie puszczą, a wówczas musiała polać się krew.

- W kopalni żadnego z waszych nie naszliśmy żywego - powiedział śpiesznie, kiedy Detelf i Sharat obejrzeli się w jego stronę - Wszytcy martwi, ubici przez mrówkoludy. Żadna to pewnikiem pociecha, wszelako wiedzcie, żeśmy te potwory ze szczętem wysiekli, tedy pomsta wywarta, a gorlamicki kapłan łeb jeden ucięty przyniósł na dowód naszych słów.

- Na Niebiańskiego Uzdrowiciela, złe to wieści! - odparł ze szczerym żalem pierwszy kapitan, zaciskając palce na rękojeści długiego miecza - A tu jeszcze karawannicy larum czynią, uciekać chcą, chociaż niektórzy z nich już chorzy! Świątobliwa pani Wehael rzekła, że nie lza ich wolno puszczać, a starszyzna jej przytaknęła. Jeśli zarazę do wielkich miast powloką, na nas spadnie pomsta boskiego Graama za ku temu przyzwolenie.

- A ty co rzekniesz, pierwszy kapitanie? - zapytał Skela przenosząc spojrzenie na Esajan, z których kilku zaczęło robić podchody w stronę najbliższych sobie pociągowych zwierząt zamierzając najwyraźniej wykorzystać odwróconą uwagę miejscowych do zaprzężenia następnego wozu - Co zamierzasz czynić?

- Zgodnym jest z wolą starszyzny - odpowiedział szorstko Detelf - Skoro tamci są chorzy, wielce zaniedbaniem by było puścić ich precz. Pozostaną w Duviku, dopóki kapłani nie nakażą inaczej, wszelako wielce mnie troska to, że tak rychło tak wielu z nich się pochorowało, przecie ledwie wczoraj żeście przyjechali.


Wątek techniczny

Skela znajduje się z kapitanami w pierwszym szeregu blokady. Stan liczbowy to dwudziestu karawanników z mieczai i kuszami przeciwko pięćdziesiątce Duvikan zbrojnych w miecze, włócznie i łuki. Korzystając z odwróconej uwagi miejscowych Esajanie znowu próbują przygotować część wozów do wyjazdu, co niechybnie zaraz sprowokuje ostrą reakcję Duvikan.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 czerwca 2011, 13:30

Duvik, wczesny poranek

Magur Dragan jeszcze bardziej się zmarszczył słysząc ostre słowa łowcy makunów, postąpił krok do przodu zaciskając sękate dłonie w pięści.

- Bacz, co rzeczesz, przybłędo! - syknął starzec siejąc wokół kropelkami gęstej śliny - Co chcesz tymi słowy dać do zrozumienia? Żeśmy za tę chorobę winni i wielce nas raduje, że nas po kawałku zżera?

- Pokój, pokój! - huknął Hakan Harmun odsuwając do siebie jakąś płaczącą rzewnie niewiastę, najpewniej żonę lub matkę któregoś z pomordowanych w kopalni górników - Własną krew z żył utoczył, aby mrówkoludom odpłacić, nie lza na niego pokrzykiwać! Co z karawannikami uczynimy, przecie po dobroci nie odstąpią? Znowu trupy mają paść?

- Nie myśl, że mnie serce nie boli! - złapała go za ramię Sanna, z pociemniałą twarzą i ściśniętymi szczękami - Odbierać życie ludziom w potrzebie, ludziom w chorobie dręczonym, to nie lza i wielką być może zbrodnią w oczach Pana mego, lecz co inszego czynić radzisz? Staniesz przed arcykapłanem Asteriusza abo i Graama samego w Tureganie i rzekniesz mu, żeś pozwolił zarazę zawlec do ich miast? Co wy rzekniecie, świątobliwy Eitharcie i ty, waleczny łowco?


Wątek techniczny

Właśnie zdaje się ważyć los Esajan, więc istotne jest, by w tej chwili odsunąć na bok wspominki z kopalni oraz rozważania na temat źródła nowych zarażeń i skoncentrować się na jednym zagadnieniu: czy pozwolić chorym wyjechać czy też im to uniemożliwić? Czas ucieka, zaraz komuś naprawdę mogą puścić nerwy...

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 26 czerwca 2011, 16:50

- Bracia Esajanie! Odłóżcie broń i posłuchajcie. To nie wasza wina, że musieliście przebywać w osadzie trawionej zarazą. Pozwólcie miejscowym medykom dołożyć wszelkich starań, by przywrócić wam zdrowie, skoro rada Duviku nie miała dość determinacji, by gościć podróżnych tak krótko, jak to tylko konieczne. Pomyślcie - żadna z kolejnych na szlaku osad nie otworzy przed wami wrót, wiedząc, iż jesteście chorzy. Jak zdołacie przetrwać dzienny skwar na odsłoniętej przestrzeni? Proszę was o rozsądną decyzję. Przez wzgląd na naszą wcześniejszą wspólną podróż, nie uniosę broni przeciwko wam, jeśli spróbujecie odejść. Cokolwiek uczynicie, niech wasi bogowie mają was w swej opiece.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

ODPOWIEDZ