Po drodze chcę jeszcze choć troche zapachu z siebie 'zmyć'. Do karczmy najlepsza droga to nie linia prosta, a delikatny łuk, ale to zobaczymy, tak by ominąć zgiełk największy.. Akki może spokojnie prowadzić.
PBF - Łuski na oczach
Nie mam w sumie nic więcej do roboty, pomagam Hariquiel'owi jak najszybciej ułożyć podpałkę, jak się wyrobimy zaciągnąć ciała.
I spadamy piorunem, nie ma sensu czekać. Musimy jeszcze odpowiednio przygotować się na "rozmowę" ze zleceniodawcą.
Nie wiem czy nie wiać przez mur na wszelki w ciemne zaułki...
I spadamy piorunem, nie ma sensu czekać. Musimy jeszcze odpowiednio przygotować się na "rozmowę" ze zleceniodawcą.
Nie wiem czy nie wiać przez mur na wszelki w ciemne zaułki...
- Zdziwiony będę niepomiernie jeśli nasz szanowny chlebodawca zjawi się z umówioną zapłatą... - sapał Moriento przenosząc ostatnie ciało. - Gotowe - skinął na znak, że można podkładać ogień. - W końcu okłamał nas... mam jeno nadzieję, że szuka kozłów ofiarnych i nie doniósł straży, albowiem wtedy mielibyśmy już do cna przesrane... - kontynuował uruchamiając swoje nożne kończyny w szybkiej sekwencji "pięta - palce" 
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Faktoria Kaleda Raffura, Tahar-gar, Tabadan
Sapiąc cicho z wysiłku Moriento złapał pod pachy ostatniego pachołka, wlokąc go w stronę szeroko otwartych drzwi faktorii. Rozbiegany wzrok Katańczyka wychwycił skuloną tuż przy bramię sylwetkę Aldura, uwolnionego już od pożyczonej czapki i pasa z szablą, kucającego w ciemnościach nocy ze ściskaną w prawicy siekierą. Moriento zmełł w ustach nieme, aczkolwiek bogate w wyraziste słowa przekleństwo, męcząc się samemu z ciężarem martwego ciała.
Mężczyzna nie miał pojęcia, czemu wszyscy pachołkowie, krzepcy mężowie w sile wieku bez wyjątku, wyzionęli tak nieoczekiwanie ducha, wszelako założył w myślach, że wina za ów fakt spoczywała raczej w zdradzieckiej mocy wina niźli skrytych upodobaniach Aldura do duszenia pozostawionych pod jego opieką nieszczęśników. Sama śmierć pięciu ludzi mimo całej swej nieoczekiwanej brutalności nie wywarła na Katańczyku większego wrażenia, przywykł on bowiem od maleńkości do równie dramatycznych scen życia codziennego w Kartarii. Ludzie i nieludzie pospołu mordowali się od niepamiętnych czasów za dnia i w nocy, ostrzem sztyletu, trucizną, pętlą garoty i grotem strzały, dla pieniędzy, zemsty, z miłości i zazdrości, dla władzy i honoru. Moriento bardziej niż powodem tych zgonów martwił się wynikłymi z nich implikacjami, ale nie okazywał swego zatroskania przed resztą towarzyszy.
Zawleczony do środka faktorii strażnik został rzucony bezceremonialnie na drewnianą posadzkę obok ciał swych nieżyjących kompanów, leżących bezwładnie z otwartymi szeroko szklistymi oczami. Katańczyk otarł czoło z potu i natychmiast cofnął się ku drzwiom, bo mrok rozległego pomieszczenia rozświetlił znienacka blask rosnących w oczach płomieni. Goldasth chrząknął z zadowoleniem spozierając na trawione ogniem kupieckie księgi, które właśnie podpalił, poszedł czym prędzej w ślady Katańczyka.
Na drewnianych schodach rozległ się cichy dźwięk kroków zbiegającego co sił w nogach Hariquiela. Z góry, od strony szeroko otwartych drzwi kantorku, bił równie silny, jeśli nie jeszcze mocniejszy blask płomieni i trzask iskier.
- Bierzmy nogi za pas - syknął odziany w jelenie skóry elf wyskakując na zewnątrz budowli, w duszną ciemność nocy - Tylko patrzeć jak kto larum podniesie!
Wątek techniczny
Ulica wciąż cicha i spokojna, szczekanie psa ucichło w międzyczasie. Rozdzielacie się w drodze do tawerny czy zmierzacie tam całą grupą? Tą samą drogą, którą przybyliście czy okrężną?
Sapiąc cicho z wysiłku Moriento złapał pod pachy ostatniego pachołka, wlokąc go w stronę szeroko otwartych drzwi faktorii. Rozbiegany wzrok Katańczyka wychwycił skuloną tuż przy bramię sylwetkę Aldura, uwolnionego już od pożyczonej czapki i pasa z szablą, kucającego w ciemnościach nocy ze ściskaną w prawicy siekierą. Moriento zmełł w ustach nieme, aczkolwiek bogate w wyraziste słowa przekleństwo, męcząc się samemu z ciężarem martwego ciała.
Mężczyzna nie miał pojęcia, czemu wszyscy pachołkowie, krzepcy mężowie w sile wieku bez wyjątku, wyzionęli tak nieoczekiwanie ducha, wszelako założył w myślach, że wina za ów fakt spoczywała raczej w zdradzieckiej mocy wina niźli skrytych upodobaniach Aldura do duszenia pozostawionych pod jego opieką nieszczęśników. Sama śmierć pięciu ludzi mimo całej swej nieoczekiwanej brutalności nie wywarła na Katańczyku większego wrażenia, przywykł on bowiem od maleńkości do równie dramatycznych scen życia codziennego w Kartarii. Ludzie i nieludzie pospołu mordowali się od niepamiętnych czasów za dnia i w nocy, ostrzem sztyletu, trucizną, pętlą garoty i grotem strzały, dla pieniędzy, zemsty, z miłości i zazdrości, dla władzy i honoru. Moriento bardziej niż powodem tych zgonów martwił się wynikłymi z nich implikacjami, ale nie okazywał swego zatroskania przed resztą towarzyszy.
Zawleczony do środka faktorii strażnik został rzucony bezceremonialnie na drewnianą posadzkę obok ciał swych nieżyjących kompanów, leżących bezwładnie z otwartymi szeroko szklistymi oczami. Katańczyk otarł czoło z potu i natychmiast cofnął się ku drzwiom, bo mrok rozległego pomieszczenia rozświetlił znienacka blask rosnących w oczach płomieni. Goldasth chrząknął z zadowoleniem spozierając na trawione ogniem kupieckie księgi, które właśnie podpalił, poszedł czym prędzej w ślady Katańczyka.
Na drewnianych schodach rozległ się cichy dźwięk kroków zbiegającego co sił w nogach Hariquiela. Z góry, od strony szeroko otwartych drzwi kantorku, bił równie silny, jeśli nie jeszcze mocniejszy blask płomieni i trzask iskier.
- Bierzmy nogi za pas - syknął odziany w jelenie skóry elf wyskakując na zewnątrz budowli, w duszną ciemność nocy - Tylko patrzeć jak kto larum podniesie!
Wątek techniczny
Ulica wciąż cicha i spokojna, szczekanie psa ucichło w międzyczasie. Rozdzielacie się w drodze do tawerny czy zmierzacie tam całą grupą? Tą samą drogą, którą przybyliście czy okrężną?
Myślałem raczej o podróży w grupie, ale jeśli ktoś wyrwie do przodu, to gonić na siłe go nie ma co, po ulicach chciałbym poruszać się szybszym krokiem, ale nie biec.. Po drodze chce zagwizdać na Akkiego, żeby mi towarzyszył, jeśli nie przybiegnie.. będę musiał zawrócić w stronę gdzie się rozstaliśmy.
Jeśli chodzi o drogę, myślałem o lekkim łuku zamiast linii prostej, wyginającym się w stronę morza..
Jeśli chodzi o drogę, myślałem o lekkim łuku zamiast linii prostej, wyginającym się w stronę morza..
Nemo Me Impune Lacessit..
Jestem za powrotem grupą. Raz że razem wyszliśmy i powinniśmy wrócić, dwa - w kupie mamy przewagę choć gorzej się ukryć.
Powrót okrężną drogą, przed karczmą warto wyhamować i obadać teren, co też za niespodzianki mógł nam dobroczyńca zleceniodawca wykombinować (o ile tam się pojawi).
Rozejrzeć się też za kusznikiem z obstawy (lub innymi cieniami), jakby co "uśpić", lepiej nie mieć bełtu za plecami. Jeśli będzie "czysto", pogadać trochę ostrzej z "chlebodawcą", niech wyjaśni sprawę "zaskoczonego kupca" i dlaczego ziółka uśpiły na amen parobków.
Powrót okrężną drogą, przed karczmą warto wyhamować i obadać teren, co też za niespodzianki mógł nam dobroczyńca zleceniodawca wykombinować (o ile tam się pojawi).
Rozejrzeć się też za kusznikiem z obstawy (lub innymi cieniami), jakby co "uśpić", lepiej nie mieć bełtu za plecami. Jeśli będzie "czysto", pogadać trochę ostrzej z "chlebodawcą", niech wyjaśni sprawę "zaskoczonego kupca" i dlaczego ziółka uśpiły na amen parobków.