Widząc Aldura, który odjeżdżał na koniu Moriento tylko wzruszył ramionami. - Może to i dobrze. - pomyślał. - Trzeba się szybko wydostać z miasta.
Wydaje mi się, że najdokładniejsze kontrole zaczną się właśnie wśród obcokrajówców i ludzi chcących opuścić wyspę, więc odwrotnie niż elf będę się trzymał z dala od dzielnicy portowej. Najlepiej byłoby się wydostać za miasto - to jest mój cel. Główny pościg na pewno będzie szukał naszych konnych uciekinierów. Jestem dość neutralnie ubrany, strój pasuje i do gorszych i lepszych dzielnic, więc nie powinienem rzucac sie w oczy. Jeśli przy przeszukaniu nie zabrano mi mieszka, to mam pieniądze. Broń też, więc nie ma zmartwień.
PBF - Łuski na oczach
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Katański czarodziej odprowadził jeźdźców wzrokiem, dopóki nie zniknęli mu za rogiem jednego z budynków, potem zaś odwrócił się w miejscu i chowając w rękawy odebrane strażnikom noże ruszył w ciemne cuchnące eskrementami uliczki dzielnicy biedoty. Słał baczne spojrzenia na wszystkie strony, gotów wyciągnąć ostrza spod odzienia na najmniejszy ślad zagrożenia, w takich bowiem częściach miasta najłatwiej było paść ofiarą rabusiów i skończyć w ślapym zaułku ze sztyletem wbitym pod łopatkę.
Lecz tej nocy pośród rozsypujących się domków z drewna i lepianek z gliny panował pełen napięcia spokój. Wrzawa i szczęk metalu na pobliskiej ulicy, zaakcentowane na dodatek hałasem poczynionym przez mosiężne dzwonki, skutecznie zniechęciły miejscowych do wystawiania nosów za progi domostw. W taką noc lepiej było pilnować własnych interesów.
Moriento westchnął ciężko wspominając swój skonfiskowany przez miejskich strażników mieszek i utracony w taki sam sposób amulet, po czym ruszył w stronę zachodu, kierując się widzianymi tu i ówdzie między chmurami światłami gwiazd.
Zamierzał dotrzeć do podmiejskich pól i sadów, a potem umknąć w gęste lasy rozciągające się opodal Tahar-garu.
Katański czarodziej odprowadził jeźdźców wzrokiem, dopóki nie zniknęli mu za rogiem jednego z budynków, potem zaś odwrócił się w miejscu i chowając w rękawy odebrane strażnikom noże ruszył w ciemne cuchnące eskrementami uliczki dzielnicy biedoty. Słał baczne spojrzenia na wszystkie strony, gotów wyciągnąć ostrza spod odzienia na najmniejszy ślad zagrożenia, w takich bowiem częściach miasta najłatwiej było paść ofiarą rabusiów i skończyć w ślapym zaułku ze sztyletem wbitym pod łopatkę.
Lecz tej nocy pośród rozsypujących się domków z drewna i lepianek z gliny panował pełen napięcia spokój. Wrzawa i szczęk metalu na pobliskiej ulicy, zaakcentowane na dodatek hałasem poczynionym przez mosiężne dzwonki, skutecznie zniechęciły miejscowych do wystawiania nosów za progi domostw. W taką noc lepiej było pilnować własnych interesów.
Moriento westchnął ciężko wspominając swój skonfiskowany przez miejskich strażników mieszek i utracony w taki sam sposób amulet, po czym ruszył w stronę zachodu, kierując się widzianymi tu i ówdzie między chmurami światłami gwiazd.
Zamierzał dotrzeć do podmiejskich pól i sadów, a potem umknąć w gęste lasy rozciągające się opodal Tahar-garu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Dwa konie przemknęły ciemnymi uliczkami portowej dzielnicy, odprowadzane ciekawskimi spojrzeniami kręcących się wciąż tu i ówdzie przechodniów. Było już dobrze po północy, ale niedawny pożar pozbawił wielu mieszkańców Tahar-garu ochoty do snu, toteż na każdym bez mała rogu ulic stała jakaś grupka ludzi, orków i mieszańców krwi rozprawiając ze sobą w ożywieniu. Wśród ciasnej zabudowy miasta niosły się nawoływania w talinoi i asserze, a w porcie zapłonęły liczne lampy zapalone na pokładach przycumowanych do nabrzeża statków.
Jeźdźcy dotarli do nabrzeża i zsiedli z koni starając się nie zwracać na siebie uwagi. Półmrok zalegający na ulicach portu zaczął im bardziej sprzyjać, kiedy ruszyli przed siebie pozornie niedbałym krokiem ciągnąc pozbawione siodeł wierzchowce za prowizoryczne uzdy.
- Co tera? - powiedział ściszonym głosem Goldasth - Już żeśmy w porcie, ale jeno patrzać jak się tutaj zaroi od miejskiej straży. Jak zaczną kwartał po kwartale przetrząsać, pewnikiem nas dopadną, bo choć krasnolud się w oczyska nie rzucą, takowy elfi dziwak zara ich uwagę zwróci pospołu z tym psem, co to wcale nie szczeka.
Brodaty rębajło obejrzał się za siebie, taksując znaczącym wzrokiem dreptając daleko w tyle Akkiego, westchnął ciężko wciągając w nozdrza odór ryb i stęchłej wody zdający się przenikać całą okolicę.
Wątek techniczny
I co teraz?
Dwa konie przemknęły ciemnymi uliczkami portowej dzielnicy, odprowadzane ciekawskimi spojrzeniami kręcących się wciąż tu i ówdzie przechodniów. Było już dobrze po północy, ale niedawny pożar pozbawił wielu mieszkańców Tahar-garu ochoty do snu, toteż na każdym bez mała rogu ulic stała jakaś grupka ludzi, orków i mieszańców krwi rozprawiając ze sobą w ożywieniu. Wśród ciasnej zabudowy miasta niosły się nawoływania w talinoi i asserze, a w porcie zapłonęły liczne lampy zapalone na pokładach przycumowanych do nabrzeża statków.
Jeźdźcy dotarli do nabrzeża i zsiedli z koni starając się nie zwracać na siebie uwagi. Półmrok zalegający na ulicach portu zaczął im bardziej sprzyjać, kiedy ruszyli przed siebie pozornie niedbałym krokiem ciągnąc pozbawione siodeł wierzchowce za prowizoryczne uzdy.
- Co tera? - powiedział ściszonym głosem Goldasth - Już żeśmy w porcie, ale jeno patrzać jak się tutaj zaroi od miejskiej straży. Jak zaczną kwartał po kwartale przetrząsać, pewnikiem nas dopadną, bo choć krasnolud się w oczyska nie rzucą, takowy elfi dziwak zara ich uwagę zwróci pospołu z tym psem, co to wcale nie szczeka.
Brodaty rębajło obejrzał się za siebie, taksując znaczącym wzrokiem dreptając daleko w tyle Akkiego, westchnął ciężko wciągając w nozdrza odór ryb i stęchłej wody zdający się przenikać całą okolicę.
Wątek techniczny
I co teraz?
Dobre pytanie 
Noc jakoś trzeba przetrwać, zacznę od rozjuczenia i zdjęcia uzd koniom i puszczenia ich wolno, może one sobie jakiś dobry los znajdą, może pochwycić się nie dadzą. Jako, że patronka nie dała znać w stopniu najmniejszym czy ofiarę i modlitwę przyjęła, czy też nie, pomocy i wskazówek z niebios się nie spodziewam, jeśli przyjdą to jedynie jako miła niespodzianka. Orres raczej na drugi dzień nas będzie szukał, jeśli już, toteż noc samemu trzeba jakoś 'przespacerować' bo zostanie w jednym miejscu zbyt długo, podejrzane może być.
Więc kiedy już uda się jakieś ubranie wtapiające w tłum znaleźć i przywdziać, po kilku godzinach, gdy jakieś rozeznanie w terenie będzie, czy straż przeszukuje, jak często, czy we wzmożonych siłach - można:
1. Hariquiel spróbuje prześliznąć, nie ryzykując, więc nie narażając się na zauważenie przez straż, dotrzeć pod karczmę i jeśli straż w okolicy nie czeka, odebrać swe rzeczy od dziewki.
2. Aldur, jako jedyny człowiek w towarzystwie, może spróbować pogadać z wartownikami, przy statkach .. pod bandera osmundzką (lub katańską), czy aby zaciągu świeżego nie potrzebują, może żółtodzioby, ale z zapałem, a 6 rąk więcej na pokładzie to zawsze i lepiej. Jako że Tabadan wydaje się dobrze zorganizowanym i centralnie zarządzanym królestwem, poszukiwani będziemy zapewne w całym państwie, wypadałoby więc jednak go opuścić (z bólem serca bo ojczyzna, bo podróż w nieznane, bo może nie potrzebna jest taka ostateczność, jednak jeśli udałoby się zmienić okolice, bezpieczniejsi byśmy byli - jak nie za zabicie kupca, to za strażników nam zawisnąć przyjdzie.. a skoro stryczek już dla nas uszykowan, to jak pisałem wcześniej przygód na morzu bać się nie musimy
)
Jeśli nie uda się nigdzie 'zakotwiczyć' to trzeba w 4kę pomiędzy wąskimi uliczkami i plażami czy wybrzeżem snuć się niczym imprezowicze wstawieni po wieczornej uczcie, nie mogąc do własnej karczmy trafić.
Noc jakoś trzeba przetrwać, zacznę od rozjuczenia i zdjęcia uzd koniom i puszczenia ich wolno, może one sobie jakiś dobry los znajdą, może pochwycić się nie dadzą. Jako, że patronka nie dała znać w stopniu najmniejszym czy ofiarę i modlitwę przyjęła, czy też nie, pomocy i wskazówek z niebios się nie spodziewam, jeśli przyjdą to jedynie jako miła niespodzianka. Orres raczej na drugi dzień nas będzie szukał, jeśli już, toteż noc samemu trzeba jakoś 'przespacerować' bo zostanie w jednym miejscu zbyt długo, podejrzane może być.
Więc kiedy już uda się jakieś ubranie wtapiające w tłum znaleźć i przywdziać, po kilku godzinach, gdy jakieś rozeznanie w terenie będzie, czy straż przeszukuje, jak często, czy we wzmożonych siłach - można:
1. Hariquiel spróbuje prześliznąć, nie ryzykując, więc nie narażając się na zauważenie przez straż, dotrzeć pod karczmę i jeśli straż w okolicy nie czeka, odebrać swe rzeczy od dziewki.
2. Aldur, jako jedyny człowiek w towarzystwie, może spróbować pogadać z wartownikami, przy statkach .. pod bandera osmundzką (lub katańską), czy aby zaciągu świeżego nie potrzebują, może żółtodzioby, ale z zapałem, a 6 rąk więcej na pokładzie to zawsze i lepiej. Jako że Tabadan wydaje się dobrze zorganizowanym i centralnie zarządzanym królestwem, poszukiwani będziemy zapewne w całym państwie, wypadałoby więc jednak go opuścić (z bólem serca bo ojczyzna, bo podróż w nieznane, bo może nie potrzebna jest taka ostateczność, jednak jeśli udałoby się zmienić okolice, bezpieczniejsi byśmy byli - jak nie za zabicie kupca, to za strażników nam zawisnąć przyjdzie.. a skoro stryczek już dla nas uszykowan, to jak pisałem wcześniej przygód na morzu bać się nie musimy
Jeśli nie uda się nigdzie 'zakotwiczyć' to trzeba w 4kę pomiędzy wąskimi uliczkami i plażami czy wybrzeżem snuć się niczym imprezowicze wstawieni po wieczornej uczcie, nie mogąc do własnej karczmy trafić.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
Zanim Hariquiel puści konie wolno, łapię go za rękę i pytam:
-Po co żeś nas do portu przyprowadził? Przecie nas statkiem nie puszczom. Tera noc i nic nie wypłynie, a za moment to tu pełno straży będzie. Mówże mości elfie, co za plany masz, bo inaczej to ja w góry pędze. Tam mnie tak łatwo nie znajdą. A tu się z każdym dzwonem grunt pod nogami zaczyna palić.
Organizacyjnie:
Nie widzę sensu uciekać statkiem, za długo musimy czekać do świtu. Co prawda nie wiem ile czasu mineło, tak że prośba Keth żebyś określił która to godzina. Na statkach się mogę nie znać ale chyba wychodzą z portu razem z odpływem, no i ciekawi mnie jakie okręty wojenne w porcie się znajdują.
Jak dla mnie to musimy wyrwać się z miasta, a z każdą minutą pościg staje się coraz bardziej zorganizowany.
Wiele zależy od tłumaczeń elfa. Jak nie usłyszę czegoś sensownego, to wsiadam na konia i spadam stamtąd. Goldasthowi zostawiam wybór co chce zrobić. Jeśli ma chęć udać się ze mną, to droga wolna.
-Po co żeś nas do portu przyprowadził? Przecie nas statkiem nie puszczom. Tera noc i nic nie wypłynie, a za moment to tu pełno straży będzie. Mówże mości elfie, co za plany masz, bo inaczej to ja w góry pędze. Tam mnie tak łatwo nie znajdą. A tu się z każdym dzwonem grunt pod nogami zaczyna palić.
Organizacyjnie:
Nie widzę sensu uciekać statkiem, za długo musimy czekać do świtu. Co prawda nie wiem ile czasu mineło, tak że prośba Keth żebyś określił która to godzina. Na statkach się mogę nie znać ale chyba wychodzą z portu razem z odpływem, no i ciekawi mnie jakie okręty wojenne w porcie się znajdują.
Jak dla mnie to musimy wyrwać się z miasta, a z każdą minutą pościg staje się coraz bardziej zorganizowany.
Wiele zależy od tłumaczeń elfa. Jak nie usłyszę czegoś sensownego, to wsiadam na konia i spadam stamtąd. Goldasthowi zostawiam wybór co chce zrobić. Jeśli ma chęć udać się ze mną, to droga wolna.
Ostatnio zmieniony 08 sierpnia 2011, 23:18 przez avnar, łącznie zmieniany 1 raz.
- Po co? Bo miejsce to równie dobre jak każde inne, bo jedynie szalenie wracałby w okolice gdzie go złapano, a przecież szaleńców nie szukają, bo mury obstawione są strażą a jej mieliśmy unikać - począł ze spokojem wymieniać elf - chyba widziałeś jak wysokie są mury kiedy do miasta przybywaliśmy, śmiem podejrzewać, że nie kurczą się one na noc - rzucił, wykrzywiając twarz w uśmiech - Poza tym mam nadzieję, iż nie tylko straż nas szuka i w tym szukaniu nie chciałbym przeszkadzać zbytnio - widząc na twarzy Aldura konsternację elf szybko dodał - Chyba nie myślałeś, że to Moriento w tym akrobatycznym skoku tylu strażników unieszkodliwił?
A statki? cóż gdybym się mylił i nikt nas nie szukał, statki są obcym terytorium, gdzie straż bez pozwolenia nie wejdzie, a patrząc na to co się dzieje w mieście.. nie sądze by tacy osmundczycy chcieli jej w czymkolwiek pomagać, nawet jeśli odbijają od brzegu rano, czy za 2 dni..
A statki? cóż gdybym się mylił i nikt nas nie szukał, statki są obcym terytorium, gdzie straż bez pozwolenia nie wejdzie, a patrząc na to co się dzieje w mieście.. nie sądze by tacy osmundczycy chcieli jej w czymkolwiek pomagać, nawet jeśli odbijają od brzegu rano, czy za 2 dni..
Nemo Me Impune Lacessit..