Wąska uliczka zastawiona kramami z różnymi dobrami. Gwar rozmów, pokrzykiwania, a nawet wrzaski kramarzy, podniesione głosy targujących się klientów - tłok i ścisk. Dziesiątki, jeśli nie setki orków, ludzi, krasnoludów i wszelkich możliwych mieszańców sprzedających, kupujących albo nawet tylko przechodzących zajętych swoimi sprawami. I oczywiście dzieciarnia kręcąca się zawsze pod nogami. Trzmaj kieskę, żeby nie zmieniła właściciela - dzień powszedni w Ostrogarze. Ciepłe słońce, które cały czas przypomina o odchodzącym już lecie. Jednak w murach miejskich brak jest tej orzeźwiającej jesiennej bryzy - powietrze tu stoi. Wszechobecny smród odchodów, potu i niemytych ciał, wyrzucanych gdzie popadnie odpadów, a nawet napęczniałgo już truchła psa leżącego gdzieś pod ścianą - dzień powszedni w Ostrogarze.
W tym gwarze i ścisku następuje spotkanie znajomych, którzy nie widzieli się od lat. Z jednej strony idą 3 osoby - 2 elfy i półork. Nieco zahukani, ewidentnie nie nawykli do tak dużego miasta. Gdzieś obok mijają oglądającego się właśnie za siebie uruka i stojącego koło niego gnoma. Z naprzeciwka zaś idzie reptilion.
- del...bar...ven...prime - wszyscy zaczęli mówić w jednej chwili, tak że nie szło zrozumieć, co kto powiedział. Chwila konsternacji. Wszyscy spojrzeli po sobie. Dziwne spotkanie. Wszystkie drogi prowadzą do... Ostrogaru?
Jak już pisałem zakładam, że niektórzy z was się znają. Ułatwi mi to trochę życie