PBF - Łuski na oczach

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 26 września 2011, 23:18

Nogi ciążące niczym kamień, oddech coraz krótszy, zmęczenie zaczynało boleśnie dawać o sobie znać bólem przy każdym kroku. Mięśnie nie zwyczajne do tak długich biegów stawiały coraz większy opór. Nagle poczuł orzące kark pazury. Szybko rzucił kątem oka i wykonał nagły skręt nie zwalniając biegu. Spróbował złapać za rękę, pociągnąć w dół w nagłym przysiadzie. Drugą dobywając w mocnym chwycie szable i starając się ciąć na oślep dookoła.


Raz się żyje, siłą się chyba da pozbyć przeciwnika a przynajmniej wytrącić z równowagi. Szabelka być może dopomoże w zadaniu obrażeń kolejnym osobnikom spod ciemnej gwiazdy i zyskać chwilę na czasie. Gdyby się zatrzymali staram się, jeśli łut szczęścia dopomoże, dobiec do osmundczyków. W przeciwnym przypadku, gdyby się nie zatrzymali biegiem do wody i skok. Może uda się utrzymać przy brzegu...

Goldwin jest, codziennie zagląda choć z ukrycia, nie logując się. Czyta uważnie, nie ma strachu :)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 września 2011, 22:00

Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Zaklęcie przyjęło materialną formę w ułamku chwili, uplecione z niewidzialnej mocy z łatwością, która w zaistniałych okolicznościach szczerze Hariquiela zdumiała. Niewielka bryłka połyskliwej materii oderwała się od dłoni sharamity i przecięła błyskawicznie ciemną przestrzeń ponad głowami Osmundczyków trafiając wprost w przysłonięty napierśnikiem tors jeźdźca noszącego na tarczy symbol wąsatego suma. Kulka rozprysnęła się pośród snopu iskier, a sam człowiek wrzasnął na całe gardło prężąc się konwulsyjnie pod wpływem rażącej jego ciało magicznej energii. Spod półpancerza buchnęły zauważalne nawet w mroku kłęby dymu, a w powietrzu rozszedł się swąd nadpalonego ciała.

Wśród konnych Tabadańczyków podniósł się momentalnie dziki harmider, ponieważ wszyscy nagle pojęli, iż mają do czynienia z jakowymś rodzajem magicznego ataku. Spłoszone paniką swych panów wierzchowce zaczęły tańczyć na zadach i prychać donośnie, toteż odzyskanie kontroli nad nimi miało mężczyznom zająć kilka chwil.

Bezcennych chwil.

- Na statek! - rozdarł się Hariquiel, wysokim melodyjnym głosem wykrzykując w asseryjskim języku ponaglenia, których nikomu spośród Osmundczyków nie trzeba było powtarzać - Żwawo, żwawo! Na pokład!

Choćby i któryś z żeglarzy nie znał wspólnej mowy, wszyscy z miejsca pojęli znaczenie tych okrzyków i wszyscy runęli hurmem w stronę trapów wciąż spinających w kilku miejscach burtę szebeki. Hariquiel gnał pośród ostatnich w ciżbie żeglarzy, ciągnąc za sobą przerażoną tabadańską piękność i modląc się w duchu do swej bogini, by zechciała mu okazać w tak trudnej chwili choćby cień swej łaski.


Wątek techniczny

Test na UM przyniósł wynik 8 (stąd ta wzmianka o nadzwyczajnej łatwości, z jaką elf rzucił czar). Pocisk trafił w jeźdźca z wąsatym sumem na tarczy, generując 70 obrażeń, ale zadając po udanym teście odporności jedynie 35 ran. Tak czy owak jeźdźcy są nieco skonfundowani, a Osmundczycy runęli w stronę trapów (z Hariquielem i wybranką jego serca za sobą).

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 września 2011, 22:02

Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Gdzieś z przodu ciemność nocy rozjaśniła znienacka smuga światła, która nie mogła być w opinii Katańczyka niczym innym jak tylko rzuconym przez jakiegoś czarodzieja magicznym pociskiem. Smuga ta zgasła, kiedy kulka światła uderzyła z suchym trzaskiem w któregoś z tarasujących drogę ucieczki jeźdźców i ponad tłumem ludzi poniósł się godny jaskiniowego niedźwiedzia ryk poparzonego nieszczęśnika, Moriento jednakże już na to nie zważał, przyglądając się zmrużonymi oczami dygoczącej w zastraszający sposób stercie drewnianych skrzyń. Cała piramida runęła znienacka z przeraźliwym hukiem, przygniatając pośród głośnych wrzasków zaskoczenia kilku drabów i najdalej ku ścianie wysuniętego miejskiego strażnika, jedna jednak skrzynia nie uderzyła wcale w powierzchnię nabrzeża, tylko unosząc się wciąż w niewytłumaczalny sposób w powietrzu śmignęła w bok, w poprzek szyku próbując się zatrzymać tłuszczy i lądując na grzbiecie mieszczanina, który wciąż trzymał w uścisku kołnierz wierzgającego szaleńczo Goldastha.

Tahargarczyk wrzasnął wniebogłosy, powodowany nie tyle bólem, co szczerą grozą. Skrzynia rozleciała się na jego grzbiecie na kawałki, on sam zaś stracił równowagę i poleciał w bok, ku krawędzi nabrzeża, jakby pchany z niewidzialną siłą przez wciąż przylegające do jego ciała drewniane klepki.

Uczestniczący w pościgu mieszczanie powpadali na siebie próbując a to uskoczyć przed spadającymi im na głowy skrzyniami na ryby, a to wlepiając wzrok w swego kamrata, który wrzasnął jeszcze głośniej, kiedy pod stopami rozwarła mu się znienacka pustka. Wypadł pośród tego wrzasku poza skraj nabrzeża i chlupnął z donośnym dźwiękiem rozbryzgiwanej wody w brudną toń portowego basenu.

- Czarownik! - krzyknął ktoś głosem, w którym dźwięczała trwoga, a kilkanaście innych gardeł z miejsca ten okrzyk podjęło.

- Olaboga! Znowu czary! Ogniem będą palić!

- Tamtego koniarza podpalić próbował!

- Bellu, pomiłuj, wybaw od zatracenia!

- Uciekać, mordują!

- Zamknąć gęby, do szeregu! - ostatnie krzyki płynęły z ust zdenerwowanego sierżanta straży miejskiej, nie wykazującego większego chęci do podjęcia pościgu za uciekającym chwiejnie krasnoludem - Kupić się, całej kupy czarem nie wezmą!


Wątek techniczny

Goldasth ocalony, zaklęcie wniosło spory chaos w szeregi pościgu, zaś dręczyciela krasnoluda ulokowało w widowiskowy sposób w portowym basenie. Brodacz wciąż ucieka, tym jednak razem już bez prześladowców siedzących mu na karku. Tłuszcza widziała zarówno latające wbrew prawom natury skrzynie jak i Magiczny Pocisk Hariquiela, toteż animusz opuścił motłoch tak samo szybko jak go wcześniej ogarnął. Strażnicy miejscy wstrzymali pogoń chcąc rozeznać sytuację taktyczną (a najpewniej grając w ten sposób na czasie, bo przecież nie wiedzą, z jak biegłym w swym kunszcie czarodziejem przyszło im stawać w szranki). Osmundczycy są zatem chwilowo bezpieczni z tej strony, ale wciąż mają na głowie konnicę, zaś sam Moriento musi zdecydować, co dalej: jeśli pozostanie w tłumku, szansa na odpłynięcie statkiem zmaleje pewnie do zera, jeśli zaś runie za uciekinierami, być może zainicjuje swym czynem heroiczną szarżę Tabadańczyków, którzy pójdą do przodu zachęceni jego bohaterską postawą!

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 28 września 2011, 23:36

Cóż, i znów moja chęć utrzymania się w drużynie zmusi Moriento do czynów, których normalnie by się nie podejmował... i wiem doskonale jak to wygląda z pozycji uciekających :p

Moriento bez zbędnych dyskusji w stałym tempie biegł przed siebie. Zdawałoby się, że słowa sierżanta w ogóle do niego nie docierały. Nie zważał na przewalające się za nim zbiegowisko, tylko parł niestrudzenie do przodu.

W kwestii technicznej, czyli jakie czary i kiedy rzucam zależy od tego:
- jak długo utrzyma się jeszcze moja magiczna tarcza,
- ile mi zostało do statku (w rundach?)
- jak wygląda sytuacja przede mną i za mną

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 września 2011, 20:31

Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Moriento wystrzelił spomiędzy stłoczonych ciasno na nabrzeżu mieszczan na podobieństwo wyskakującej z wody latającej ryby, sadząc wielkimi susami w stronę osmundzkich zbiegów i szebeki. Jego wyczyn wzbudził powszechną konsternację i wzmógł przelewającą się przez niespokojny tłumek wrzawę, ale ku niewysłowionej uldze czarodzieja nikt nie poszedł z miejsca w jego ślady, nikt na szczęście nie poczuł się dość mężny, by wraz z Katańczykiem podjąć pozornie heroiczny pościg.

Ulga ta znikła równie szybko jak się pojawiła, zastąpiona lodowatym uściskiem w gardle, kiedy do uszu pędzącego jak strzała człowieka dobiegł znienacka podniesiony głos tęgiego sierżanta straży miejskiej.

- Stój! Stój, powiedziałem! - ryczał podoficer, nie wywierając tymi krzykami rzecz jasna żadnego na Katańczyku wrażenia - To pewnikiem jeden z nich! Psubrat! Suczy chwost!

Moriento zachichotał wbrew wszystkiemu słysząc te wyzwiska i wtedy właśnie przeszła mu znienacka wszelka wesołość, a niedaleka już szebeka zdała się nagle celem na granicy widnokręgu.

- Walcie z kusz! - zza pleców dobiegł go mrożący krew w żyłach wrzask sierżanta - Ubić mi zbrodzienia! Bełtami szyć!


Wątek techniczny

Ha, robi się ciekawie. Tłuszcza stoi w miejscu i patrzy jak Katańczyk oddala się dzikimi susami, ale do gry wchodzi teraz dodatkowy element w postaci śmigających w powietrzu bełtów. Do najbliższego trapu Moriento ma trzy rundy sprintu i od razu się ciśnie człowiekowi na usta pytanie, ilu strażników miało przy sobie kusze? Dwóch, trzech? Zaraz pewnie się okaże...

Kwestia Magicznej Tarczy. Wiadomo, chroni przód maga, więc Katańczyk mógłby uciekać na dwa sposoby: w trzy rundy z wystawionymi na cel plecami albo siedem biegnąc tyłem (raczkiem) z tarczą od strony kuszników. Tzeentch, która opcja bardziej Cię rajcuje?
Ostatnio zmieniony 30 września 2011, 07:25 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 29 września 2011, 20:37

Słysząc całą tę wrzawę, a będąc plecami odwrócony do całej sytuacji Hariquiel jeszcze bardziej postara się przyspieszyć, być może przedzierając się przed kilku z osmundczyków, nie wiadomo jakie pomysły wpadną do głowy goniącym, jakie podstępy a i coś o kuszach było słychać, a elf jest jednym z wyższych celów. Oczywiście poza swoim bezpieczeństwem, zważam też by Akkiemu nic się nie stało, w razie potrzeby puszczając go przed siebie.
Nemo Me Impune Lacessit..

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 29 września 2011, 21:10

Słysząc krzyki sierżanta za plecemi Moriento odwrócił się do tłuszczy i zaczął dziko wrzeszczeć:
- To już nikt kurwie syny nie ma jaj, coby tych chujów złamanych pogonić?! To już, kurwa, jedynego co dupą na widok maga nie trzęsie ustrzelić chcecie?! i cały czas powoli wycofuje się w kierunku statku. W razie czego mogę rzucać Magiczną Siłę na ich kusze, ale to ostateczność.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 września 2011, 19:52

Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Moriento klął w myślach na cały świat, bo przemieszczając się rakiem zwolnił do iście żółwiego tempa, podskakując na dodatek w sposób, który w innych okolicznościach mógł się wydawać skrajnie komiczny.

Podnoszący na rozkaz sierżanta kusze strażnicy zaprzestali szaleńczego kręcenia korbami naciągu, słysząc wyraźnie słowa Katańczyka i najwyraźniej nie wiedząc, co z nimi począć. W czasie jednego uderzenia serca świat zatrzymał się w opinii czarodzieja w miejscu, a potem ruszył ponownie do przodu z szaleńczym przyśpieszeniem, zapoczątkowany dwiema rzeczami.

Poderwany do czynu jego walecznym wezwaniem, tłum mieszczan targnął się niczym jedno żywe stworzenie, drąc się na całe gardła i ruszając raz jeszcze co sił w nogach w ślad za zbiegami, którzy w tym czasie tłukli się już z konnymi w nadziei na doskoczenie do trapów szebeki.

Lecz Moriento większą uwagę przywiązał do czegoś innego, mianowicie jedynego spośród strażników, który albo był przygłuchy albo miał za nic krzyki Katańczyka, bo w przeciwieństwie do swych druhów napiął do końca kuszę i wierny rozkazowi podoficera wystrzelił z niej wprost w pierś czarodzieja.

Szczęk metalowej cięciwy utonął w zbiorowym wrzasku mieszczan, ale spoglądający na ruszający ku niemu tłum Moriento dostrzegł natychmiast nadlatujący pocisk.


Wątek techniczny

W zależności od wyniku testu RST mogą się wydarzyć dwie rzeczy: albo strażnik haniebnie spudłuje i Moriento będzie mógł poprowadzić w heroicznym zrywie pościg wiodąc za sobą entuzjastycznych towarzyszy albo też trafi, a bełt odbije się od Magicznej Tarczy uświadamiając wszystkim znienacka, że coś bardzo nie gra w przypadku tego mówiącego z dziwnym akcentem gościa... A test już niebawem, hi hi...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 września 2011, 19:53

Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Porwani z miejsca krzykiem elfa Osmundczycy runęli do przodu wprost na trapy szebeki, wykorzystując chwilowe zdezorientowanie i zalęknienie jeźdźców. Roztaczający wokół siebie odór spalonej skóry mężczyzna w półpancerzu wciąż zdawał się cierpieć przemożnie pod wpływem odniesionych poparzeń, więc pozostali konni szarpali jedynie za uzdy zwierząt nie wiedząc, czy winni w obliczu nieprzyjaznego im czarodzieja podjąć szarżę na uciekających żeglarzy czy raczej okazać daleko posuniętą bierność.

Sprawy przybrały inny obrót, kiedy pierwsi cudzoziemcy wpadli pośród łoskotu butów na tylny trap statku. Widok ten najwyraźniej wziął górę nad cierpieniem właściciela tarczy z wąsatym sumem, bo przywódca jazdy targnął się raptownie w siodle i wycelował sztych swego miecza w uciekinierów.

- Brać ich! - ryknął na całe gardło - Razów nie szczędzić!

Ciężki tobołek świsnął w powietrzu ciśnięty czyjąś celną ręką, trafił krzykacza z głuchym trzaskiem prosto w gębę odbierając mu ponownie na chwilę mowę. Lecz pozostali konni już zostali wyrwani ze stanu lękliwego oszołomienia, już dźgnęli swe wierzchowce ostrogami pchając zwierzęta wprost na uciekinierów. Jakiś Osmundczyk krzyknął krótko strącony masą napierającego na niego konia do wody, inny zwinął się w kłębek zdzielony płazem miecza prosto w głowę.

Hariquiel uskoczył w bok, kiedy Akki omal nie zbił go z nóg umykając przed końskimi kopytami. Suknia Tabadanki zatrzeszczała niebezpiecznie grożąc rozerwaniem szwów w miejscach, gdzie długie palce elfa zaciskały się na materiale jej ubioru. Nie bacząc na chlipanie przerażonej dziewczyny sharamita pchnął ją przodem wprost pomiędzy parę rosłych żeglarzy wskakujących właśnie na uginający się pod ciężarem zbiegów trap.

W tej samej chwili tuż nad głową pochylającego się przezornie ku ziemi elfa wyrósł parskający głośno koń. Hariquiel podniósł błyskawicznie wzrok i ujrzał wychylonego w siodle męża w półpancerzu, biorącego właśnie szeroki zamach swym dzierżonym w garści mieczem.


Wątek techniczny

Pierwsi Osmundczycy już na trapie, jeźdźcy weszli do akcji, wszędzie tumult, a nad dachami wciąż niesie się ryk świątynnych rogów! Urocza karczmareczka prawie uratowana pospołu z pieskiem, ale elf ciągle jeszcze w opałach (że o krasnoludzie nie wspomnę). Poparzony Magicznym Pociskiem Tahargarczyk chyba zamierza wziąć na swym dręczycielu odwet, a jego miecz zapewne nie grzeszy długim opóźnieniem...

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 30 września 2011, 21:05

Czy za jeźdźcem jest odrobina miejsca? Czy koń stoi bokiem [bo tak powinno być najwygodniej ciąć dając największą swobodę ręce]?
Jeśli jest miejsce chciałbym rzucić się nurkiem pod konia, by znaleźć się na drugiej stronie, nawet jeśli jeździec zdąży machnąć mieczem, to albo nie będzie miał szans trafić, albo wytrąci się całkowicie z równowagi.
Ze względu na profesję i zawód jeźdźca powinienem zdawać sobie sprawę z możliwych zachowań konia i jego ruchów, tak by nie nadziać się na kopyta.
Chciałbym jak najszybciej i najbezpieczniej tam przeskoczyć, pozbierać się i ruszyć dalej, nie chce nawet próbować zahaczyć jeźdźca by spadł, choć to mogłoby spowolnić.

Jeśli sytuacja nie pozwala na taki manewr spróbuje uciec w bok [też schodząc niżej, może próbując jakimś przewrotem] o ile to możliwe w stronę wody. W najgorszym wypadku 'dam nura' i potem będę próbował dostać się na statek, ucieczka w drugą stronę nie ma sensu.
Nemo Me Impune Lacessit..

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 30 września 2011, 23:42

Ile sił w nogach staram się biec w stronę trapu nad brzegiem nadbrzeża. W przypadku zbyt dużego tłoku lub niemożności przebrnięcia przez tłum też starałbym się wskoczyć do wody. O ile nie przygniecie krypa to może będzie szansa dopłynąć do kadłuba i rzucą jakąś linę...

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 01 października 2011, 00:38

Jakikolwiek wynik nie dałby test obracam się na pięcie i gnam w kierunku statku. Powstrzymywanie tłuszczy czarami z mojej pozycji jest bez sensu, bo są po prostu za blisko. A i tak zasłonią mnie przed kolejnymi strzelcami.. chyba :p

A jeśli bełt minie mnie nieszkodliwie, to i tak będą za mną biegli :p

Pozostaje tylko kwestia, co z konnymi... A to już zależy od reakcji tłumu

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 października 2011, 23:06

Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Wystrzelony z kuszy bełt śmignął w powietrzu mierząc prosto w pierś Katańczyka i Moriento wstrzymał mimowolnie oddech obawiając się, że jego czar może okazać się nie dość silny, by zatrzymać pędzący z ogromnym impetem pocisk. Za jego plecami w niebo biła wrzawa ludzkich głosów i końskich kwików, ale cały świat czarodzieja został sprowadzony w tym krótkim ułamku chwili do drewnianego drzewca zakończonego ostrym jak brzytwa metalowym grotem.

Drzewca, które zatrzymało się wbrew zdrowemu rozsądkowi o dłoń od piersi mężczyzny zastygając w niewytłumaczalnym dla zwykłych śmiertelników bezruchu. Moriento sapnął mimowolnie, bo chociaż praktykował często formułę ochronnego zaklęcia bez ogniskowania katalizatora mocy, nigdy wcześniej nie użył go w takich okolicznościach. Był szczerze zaskoczony fascynującym widokiem nieruchomego bełtu, ale ponieważ w przeciwieństwie do pozostałych gapiów wiedział, czego się spodziewać, prędzej od innych otrząsnął się z szoku.

I zanim jeszcze w powietrze wzbiły się kolejne przeraźliwe wrzaski, Katańczyk już pędził w stronę niedalekiego skupiska walczących zaciekle o dojście do trapu Osmundczyków.


Wątek techniczny

Kusznik zaliczył w teście trafienia 37, więc mu się w pewnym sensie powiodło, bo niemal czarodzieja nie trafił. Magiczna Tarcza wytrzymała, a co więcej - widok powstrzymanego nią pocisku sprawił, że pościg mieszczan ponownie został wstrzymany wybuchem powracającej paniki!

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 03 października 2011, 09:32

- A, żeby was szlag - wyrwało się z ust Moriento.
Szybko jednak zebrał się w sobie i niedbałym gestem chwycił bełt i odrzucił w bok.

Wykorzystując aktorstwo, gromkim głosem - Wiecie kogoście chłystki zaatakowali?! WIELKIEGO ARCYMAGA GILDII CZARNEJ RĘKI!!! Teraz za swoją zuchwałość zmiotę was z powierzchni ziemi. - Moriento wyciąga ręce w kierunku nieba i rozpoczyna przerażąjącą inkantację. - Aszlagum rohum kostereii! Mahabar hakar assahar! Rozstąpcie się niebiosa! Niechaj mroczna armia demonów zstąpi na ten świat i utopi miasto we krwi tych śmiertelników! Obedrzyjcie ich ze skóry, wyłupcie oczy, (obłąkany krzyk maga osiąga apogeum)URWIJCIE IM JAJA!!! Astaman saham dehaler! Mroczny władco przybądź i porwij dusze tych głupców do piekieł, gdzie po wszech czasy ich krzyki radować będą twe uszy!!!

Czy opcja z żurawiem lub innym widowiskowym efektem jest nadal aktualna? Nadal powoli cofam się w kierunku statku.
Mam nadzieję, że spie...ą w podskokach. Mało kto chce mieć jaja urwane przez demona :D

To jaki czar rzucam (czy magiczną siłę, żeby pogonić tłum, czy odnawiam magiczną tarczę zależy od reakcji tłuszczy)
Ostatnio zmieniony 03 października 2011, 09:45 przez tzeentch, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 października 2011, 11:18

Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Mieszkańcy Tahar-garu nie byli zupełnymi laikami w kwestii magii. Miewając z nią styczność na co dzień, dzięki kontaktom z obdarzonymi takimi talentami kapłanami lub miejskimi czarownikami, zdawali sobie sprawę z mocy dzierżonej przez biegłych w magicznych sztukach adeptów. Stąd właśnie brał się ich głęboki szacunek, a zarazem i lęk przed tymi, którzy potrafili obłaskawiać i wykorzystywać dla własnych potrzeb niewidzialną energię uważaną przez pospólstwo za dar bogów.

Tłuszcza, która tej nocy tak rwała się do bicia przypadkowych przechodniów nieludzkiego pochodzenia miała już dosyć. Na ich oczach cudzoziemscy włóczędzy pobili sromotnie tak wielu mieszczan, wspierani przez jakiegoś strasznego czarownika o płonących dłoniach. Na ich oczach w powietrzu latały drewniane skrzynie, a bełty zatrzymywały się w bezruchu w trakcie lotu. Do ich uszu docierały wrzaski kolejnych bitych rodaków, ściąganych bezceremonialnie z siodeł przez owładniętych dziką desperacją zamorszczyków.

A teraz stanęli w obliczu groźby straszniejszej niż dotąd im się mogło zdawać - zadarli wbrew swej woli z arcymagiem Gildii Czarnej Ręki. Nikt z tych na wskroś przerażonych nieszczęśników nawet nie próbował zgadywać, czym mogła być owa Gildia, nikt nie zamierzał nawet słowem kwestionować tożsamości krzyczącego z dziwnym akcentem człowieka.

Wznoszący się na krawędzi nabrzeża drewniany żuraw załadunkowy, służący do opuszczania ładunków na płaskodenne łódki, obrócił się znienacka z przeciągłym jękiem źle naoliwionych zawiasów wzdłuż swej osi. Jego wiedzione niewidzialną ręką pióro dosięgnęło kilku najbardziej zaskoczonych Tahargarczyków, zmiatając ich pośród rozpaczliwych wrzasków wprost do portowego basenu.

Tego było reszcie już za wiele. Mieszczanie, hołota ze slumsów i strażnicy miejscy pospołu, wszyscy odwrócili się jak jeden mąż i dali nogę pośród wibrujących paniką krzyków oddając ostatecznie pole bitwy.


Wątek techniczny

Na jednym froncie zwycięstwo. Obróciłem żurawia dzięki wynikowi 71 w teście UM, kilku ziomów nie zaliczyło testu ZR i wpadło do wody, a reszta pękła psychicznie łącząc owo widowisko z groźbami Morientiego i decydując się nie sprawdzać, czy ten faktycznie gotów jest przejść do fazy kastracji.

ODPOWIEDZ