PBF - Czas wichrów, czas ognia
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze karczmy. Północ.
Półolbrzym zastygł w bezruchu wpatrując się w świecącą kulę, po czym wierzchem dłoni przetarł swoje oczy, uświadamiając sobie, że to tylko jakaś jarmarczna sztuczka, w mgnieniu oka odzyskując kontrolę nad swoim ciałem.
Zza lady wyszedł roztrzęsiony karczmarz rozglądając się po swojej karczmie, spoglądając na opuszczających karczmę chłopów i swoich parobków którzy zajmowali się kobietami, wtem czując woń spalenizny rzucił się na piętro, ze schodów wołając, na wciąż zszokowanych stajennych: -"Niechaj no tam który leci sprawdzić czy co innego się nie pali na zewnątrz i to szybko", po czym zniknął na schodach.
Amras będąc w pokoju rozglądał się uważnie sprawdzając wzrokiem pokój i leżących na ziemi dwóch ludzi, po czym do jego uszu dobiegły szybkie kroki na schodach świadczące o tym, że ktoś wbiega na górę.
Półolbrzym zastygł w bezruchu wpatrując się w świecącą kulę, po czym wierzchem dłoni przetarł swoje oczy, uświadamiając sobie, że to tylko jakaś jarmarczna sztuczka, w mgnieniu oka odzyskując kontrolę nad swoim ciałem.
Zza lady wyszedł roztrzęsiony karczmarz rozglądając się po swojej karczmie, spoglądając na opuszczających karczmę chłopów i swoich parobków którzy zajmowali się kobietami, wtem czując woń spalenizny rzucił się na piętro, ze schodów wołając, na wciąż zszokowanych stajennych: -"Niechaj no tam który leci sprawdzić czy co innego się nie pali na zewnątrz i to szybko", po czym zniknął na schodach.
Amras będąc w pokoju rozglądał się uważnie sprawdzając wzrokiem pokój i leżących na ziemi dwóch ludzi, po czym do jego uszu dobiegły szybkie kroki na schodach świadczące o tym, że ktoś wbiega na górę.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Amras wszedł do otwartego pokoju jego oczom pokazał się zdemolowany pokóji dwóch leżących orków, w poszukiwaniu potencjalnych wrogów sprawdza pozostałe pokoje. Widząc karczmarza woła do niego
Karczmarzu jest ktoś jeszcze w tych pokojach? Wynajołeś komuś je był tu ktoś jeszce?
Nie czakając na odpowiedź podchodzi z bronią w ręku do kolejnych drzwi i stara się je otworzyc
Karczmarzu jest ktoś jeszcze w tych pokojach? Wynajołeś komuś je był tu ktoś jeszce?
Nie czakając na odpowiedź podchodzi z bronią w ręku do kolejnych drzwi i stara się je otworzyc
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze karczmy. Piętro.
Amras właśnie sprawdzał czy żołnierze żyją gdy usłyszał za sobą głos karczmarza: -"Bogowie co tu się dzieje, gdzie ten pożar, żyją aby?".
Amras odwrócił głowę spoglądając na karczmarza wchodzącego do pokoju z okutą pałką w ręku, rozglądającego się po pokoju z przerażeniem, wyszedł na korytarz i otworzył przeciwległe drzwi do innego pokoju wracając zwrócił się do elfa: -"Pomożecie panie ich tam wnieść, szybko wyślę po jakiego medyka do pobliskiej wioski, trza się zająć rannymi, a Wy panie też widzę ucierpieliśta, czy aby wszystko z wami dobrze, bo dość blado wyglądacie?"
Po czym podszedł do pierwszego z rannych i delikatnie łapiąc po pachy spojrzał na Amrasa.
Amras właśnie sprawdzał czy żołnierze żyją gdy usłyszał za sobą głos karczmarza: -"Bogowie co tu się dzieje, gdzie ten pożar, żyją aby?".
Amras odwrócił głowę spoglądając na karczmarza wchodzącego do pokoju z okutą pałką w ręku, rozglądającego się po pokoju z przerażeniem, wyszedł na korytarz i otworzył przeciwległe drzwi do innego pokoju wracając zwrócił się do elfa: -"Pomożecie panie ich tam wnieść, szybko wyślę po jakiego medyka do pobliskiej wioski, trza się zająć rannymi, a Wy panie też widzę ucierpieliśta, czy aby wszystko z wami dobrze, bo dość blado wyglądacie?"
Po czym podszedł do pierwszego z rannych i delikatnie łapiąc po pachy spojrzał na Amrasa.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze karczmy. Północ.
Dwóch stajennych biegiem rzuciło się w stronę drzwi wypadając na zewnątrz, a przy okazji wpuszczając zimno do środka.
Zaraz za nimi z karczmy wybiegli nie zatrzymywani przez nikogo chłopi.
Margolas odzyskawszy przytomność umysłu, wziął zamach i uderzył swoim młotem w kulę, która pękła nagle jak mydlana bańka, jej unicestwieniu towarzyszyło przez chwilę oślepiające światło, które rozbłysło przed Margolasem.
Pozostali zebrani w karczmie dostrzegli niezwykle jasne światło wydobywające się z alkierza i oświetlające potężną postać półolbrzyma.
Światło znikło tak szybko jak się pojawiło, zostawiając wszystkich w lekkim osłupieniu i szoku.
Dwóch stajennych biegiem rzuciło się w stronę drzwi wypadając na zewnątrz, a przy okazji wpuszczając zimno do środka.
Zaraz za nimi z karczmy wybiegli nie zatrzymywani przez nikogo chłopi.
Margolas odzyskawszy przytomność umysłu, wziął zamach i uderzył swoim młotem w kulę, która pękła nagle jak mydlana bańka, jej unicestwieniu towarzyszyło przez chwilę oślepiające światło, które rozbłysło przed Margolasem.
Pozostali zebrani w karczmie dostrzegli niezwykle jasne światło wydobywające się z alkierza i oświetlające potężną postać półolbrzyma.
Światło znikło tak szybko jak się pojawiło, zostawiając wszystkich w lekkim osłupieniu i szoku.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze karczmy. Północ.
Margolas rozcierając swe oślepione błyskiem oczy dojrzał jak szlachecka para zaczyna ruszać powoli ustami i powiekami, tak jakby zniszczenie kuli wydobyło ich z odrętwienia. Gotmund powoli podnosił swą rękę do twarzy, przecierając swe oczy. Gilrael natomiast rozglądała się dookoła błędnym wzrokiem.
Z góry rozległ się głos Amrasa:
-"Kapłanie twoja pomoc jest potrzebna na górze".
Margolas rozcierając swe oślepione błyskiem oczy dojrzał jak szlachecka para zaczyna ruszać powoli ustami i powiekami, tak jakby zniszczenie kuli wydobyło ich z odrętwienia. Gotmund powoli podnosił swą rękę do twarzy, przecierając swe oczy. Gilrael natomiast rozglądała się dookoła błędnym wzrokiem.
Z góry rozległ się głos Amrasa:
-"Kapłanie twoja pomoc jest potrzebna na górze".
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44