PBF - Czas wichrów, czas ognia
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
Wiadomo gdzie poplynely?
A zatem robie tak: sugeruje Amrasowi zmienic lekko wyglad lub sie ulotnic. Ja sam przekladam futerko na lewa strone, swistam jakas czapke skads, wale garbia z jakiegos starego wora i ide rozpytac dokerow czy aby nie pracowali przy tych statkach. Moze komus sie rzucil w oczy szlachcic i jego malaucki piesek
Wiadomo gdzie poplynely?
A zatem robie tak: sugeruje Amrasowi zmienic lekko wyglad lub sie ulotnic. Ja sam przekladam futerko na lewa strone, swistam jakas czapke skads, wale garbia z jakiegos starego wora i ide rozpytac dokerow czy aby nie pracowali przy tych statkach. Moze komus sie rzucil w oczy szlachcic i jego malaucki piesek
Amras po uzyskaniu wiadomości zakłada kaptur i wychodzi z budynku. Udaje się w stronę tragarzy,dokerów aby tam popytać o statkach, które wypłynęły. Idę kilka metrów od barda, kasę dobrze pilnuję.
Wątek techniczny
Wypytuje o Goblunga i Mathara, jeśli ktoś ich pamięta to pytam o ich ekwipunek, ilość ludzi, zwierząt, kiedy wypłyneli
Wątek techniczny
Wypytuje o Goblunga i Mathara, jeśli ktoś ich pamięta to pytam o ich ekwipunek, ilość ludzi, zwierząt, kiedy wypłyneli
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Hallador, stolica Karminu. Port.
Zmieniając nieznacznie swój wygląd dwaj elfowie ruszyli w stronę cumujących statków i kręcących się tam przedstawicieli różnych ras, klucząc między tragarzami, marynarzami i różnorakimi ludźmi morza Amras i Aalmangar wypytywali o poszukiwanych przez nich osobników.
Po około godzinie Amras w końcu dowiedział się od jednego z tragarzy, że podobni osobnicy wypłynęli z portu na Latającym Jeleniu było to jakieś 4-5 godzin temu.
Zmieniając nieznacznie swój wygląd dwaj elfowie ruszyli w stronę cumujących statków i kręcących się tam przedstawicieli różnych ras, klucząc między tragarzami, marynarzami i różnorakimi ludźmi morza Amras i Aalmangar wypytywali o poszukiwanych przez nich osobników.
Po około godzinie Amras w końcu dowiedział się od jednego z tragarzy, że podobni osobnicy wypłynęli z portu na Latającym Jeleniu było to jakieś 4-5 godzin temu.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Amras z zaonteresowaniem słuchał tragarza wyciągając z sakiewki 1zł.
Mówi do niego
Jeśli sobie coś jeszcze przypomnisz, to ta moneta będzie twoja, powiedz co mieli ze sabą, ilu było zbrojnych i czy był z nimi ktoś w szatach klerycznych może czarodziejskich, jakie mieli zwierzęta i ile prowiantu a może powiedzieli dokąt płyną?
Watek techniczny
Po uzyskaniu informacji proponuję bardowi aby wrócić do siedziby tan Gotmunda
Mówi do niego
Jeśli sobie coś jeszcze przypomnisz, to ta moneta będzie twoja, powiedz co mieli ze sabą, ilu było zbrojnych i czy był z nimi ktoś w szatach klerycznych może czarodziejskich, jakie mieli zwierzęta i ile prowiantu a może powiedzieli dokąt płyną?
Watek techniczny
Po uzyskaniu informacji proponuję bardowi aby wrócić do siedziby tan Gotmunda
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kryjówka spiskowców, Hallador
Widząc odwracającego się gospodarza Kether wstał w strzemionach marszcząc gniewnie czoło, albowiem zachowanie długowłosego człeka stało w wielkiej sprzeczności z halladorską etykietą, a przy tym zdradzało z miejsca, że osobnik ów miał coś na sumieniu - żaden niewinny mieszczanin nie pozwoliłby sobie na równie nonszalanckie zachowanie w obliczu robiącej słuszne wrażenie kawalkady konnych powołujących się na plenipotencje nadane przez radę miasta.
- Bacz na swe zachowanie, człeku, albowiem okazujesz nim despekt wobec osoby czcigodnego tana Gotmunda oraz mnie, kapłana Mitrylowego Boga! - huknął szczerze poirytowany astrolog - Są świadkowie na to, że w domostwie tym przebywali bądź wciąż przebywają zbrodzienie poszukiwani przez radę miejską!
Astar uniósł wysoko w górę dzierżony w dłoni pergamin, wodząc jednocześnie bacznym spojrzeniem po ciemnych oknach kamienicy. Beztroskie zachowanie gospodarza było dostatecznie dziwne w obliczu powagi sytuacji, by z miejsca wzbudzić ukrywany niepokój oriakanina. Jeśli w domostwie kryli się gotowi do ucieczki siepacze, wejście do środka byłoby najgorszym z możliwych rozwiązań, ale wystawianie się na cel ukrytych za parapetami potencjalnych kuszników też nie zdawało się rozsądne.
- Na mocy tego nakazu domagamy się, byś wydał owych zbrodzieniów pod sąd namiestnika, jeśli zaś ich tutaj nie ma, wyjawisz niezwłocznie wszystkie okoliczności ich pobytu, cel podróży i swoje z nimi zażyłości!
Wątek techniczny
Może dręczy mnie paranoja, ale wolałbym nie władować się w środku w zasadzkę. Skoro przybywamy w majestacie prawa, niechaj gospodarz grzecznie podda się nakazowi i poczeka na zewnątrz ze świtą, aż ludzie Gotmunda i jego kuzyna przetrząsną całe domostwo. Jeśli gość nie będzie chciał wyjść, puszczam przodem czterech strażników świątynnych, ich chyba nikt nie odważy się tknąć. Tak czy owak, wszyscy mieszkańcy wynocha na zewnątrz, a nasz poczet szuka śladu zbrodzieniów. Gospodarza oddaję pod pieczę Gotmunda, niechaj nasz szef też się wykaże błyskotliwą konwersacją.
Widząc odwracającego się gospodarza Kether wstał w strzemionach marszcząc gniewnie czoło, albowiem zachowanie długowłosego człeka stało w wielkiej sprzeczności z halladorską etykietą, a przy tym zdradzało z miejsca, że osobnik ów miał coś na sumieniu - żaden niewinny mieszczanin nie pozwoliłby sobie na równie nonszalanckie zachowanie w obliczu robiącej słuszne wrażenie kawalkady konnych powołujących się na plenipotencje nadane przez radę miasta.
- Bacz na swe zachowanie, człeku, albowiem okazujesz nim despekt wobec osoby czcigodnego tana Gotmunda oraz mnie, kapłana Mitrylowego Boga! - huknął szczerze poirytowany astrolog - Są świadkowie na to, że w domostwie tym przebywali bądź wciąż przebywają zbrodzienie poszukiwani przez radę miejską!
Astar uniósł wysoko w górę dzierżony w dłoni pergamin, wodząc jednocześnie bacznym spojrzeniem po ciemnych oknach kamienicy. Beztroskie zachowanie gospodarza było dostatecznie dziwne w obliczu powagi sytuacji, by z miejsca wzbudzić ukrywany niepokój oriakanina. Jeśli w domostwie kryli się gotowi do ucieczki siepacze, wejście do środka byłoby najgorszym z możliwych rozwiązań, ale wystawianie się na cel ukrytych za parapetami potencjalnych kuszników też nie zdawało się rozsądne.
- Na mocy tego nakazu domagamy się, byś wydał owych zbrodzieniów pod sąd namiestnika, jeśli zaś ich tutaj nie ma, wyjawisz niezwłocznie wszystkie okoliczności ich pobytu, cel podróży i swoje z nimi zażyłości!
Wątek techniczny
Może dręczy mnie paranoja, ale wolałbym nie władować się w środku w zasadzkę. Skoro przybywamy w majestacie prawa, niechaj gospodarz grzecznie podda się nakazowi i poczeka na zewnątrz ze świtą, aż ludzie Gotmunda i jego kuzyna przetrząsną całe domostwo. Jeśli gość nie będzie chciał wyjść, puszczam przodem czterech strażników świątynnych, ich chyba nikt nie odważy się tknąć. Tak czy owak, wszyscy mieszkańcy wynocha na zewnątrz, a nasz poczet szuka śladu zbrodzieniów. Gospodarza oddaję pod pieczę Gotmunda, niechaj nasz szef też się wykaże błyskotliwą konwersacją.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kryjówka spiskowców, Hallador
Dzierżący kawał mięsa gospodarz zniknął za progiem domostwa, a nikt inny mimo okrzyków Kethera nie przejawiał najmniejszej chęci do opuszczenia kamienicy, toteż coraz bardziej zagniewany astrolog obejrzał się na towarzyszących mu konnych i podniósł dłoń nakazując zsiąść z koni żołdakom Gotmunda oraz strażnikom świątynnym.
- Mój panie, ten człek okazał ci rażący brak szacunku. Co zamierzasz z nim uczynić? - zapytał oriakanin przekręcając się w siodle i spoglądając na swego nienaturalnie milkliwego pryncypała.
Wątek techniczny
Poprosimy o nowy updacik...
Dzierżący kawał mięsa gospodarz zniknął za progiem domostwa, a nikt inny mimo okrzyków Kethera nie przejawiał najmniejszej chęci do opuszczenia kamienicy, toteż coraz bardziej zagniewany astrolog obejrzał się na towarzyszących mu konnych i podniósł dłoń nakazując zsiąść z koni żołdakom Gotmunda oraz strażnikom świątynnym.
- Mój panie, ten człek okazał ci rażący brak szacunku. Co zamierzasz z nim uczynić? - zapytał oriakanin przekręcając się w siodle i spoglądając na swego nienaturalnie milkliwego pryncypała.
Wątek techniczny
Poprosimy o nowy updacik...
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Kryjówka spiskowców, Hallador
Gotmund poczerwieniał na twarzy, odwracając się w stronę Kethera mrużył oczy, a jego szczęki wyraźnie zostały zaciśnięte.
Odwrócił się w stronę swoich żołnierzy: -Wchodzimy do środka, tylko aby mi nikt burdy nie zaczął!
Gotmund poczerwieniał na twarzy, odwracając się w stronę Kethera mrużył oczy, a jego szczęki wyraźnie zostały zaciśnięte.
Odwrócił się w stronę swoich żołnierzy: -Wchodzimy do środka, tylko aby mi nikt burdy nie zaczął!
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Kryjówka spiskowców, Hallador.
Kilku żołnierzy szybkim krokiem ruszyło w stronę schodów prowadzących do budynku, zatrzymali się u szczytu schodów spoglądając na zsiadającego Gotmunda, który zwrócił się do Kethera:
"-Wejdziemy tam razem z Twoimi strażnikami świątynnymi, a ja moimi obstawie dom aby nikt nie uciekł" Po czy ruszył do wejścia, zatrzymując się na chwilę, wydał krótkie rozkazy, i przekroczył próg budynku.
Obejrzał się za siebie upewniając się, że podążają za nim Kether wraz z strażnikami świątynnymi.
Wchodząc do środka Kether ujrzał dość obszerną sień, z dwoma drzwiami po prawej stronie i dwoma po lewej. Na przeciwko wejścia znajdowały się schody wiodące na górę.
Na podłodze leżał dywan w kolorze czerwieni, na ścianach wisiały rożnego rodzaju dzieła sztuki w postaci obrazów, makat. Jedne z drzwi po lewej stronie były otwarte i z nich właśnie wyszedł starszy człowiek w ubraniu w kolorze szarej zieleni. Kłaniając się powiedział:
"-Witajcie wielmożni. Mój pan prosi Was do środka."
wskazując ręką w stronę otwartych drzwi.
Szybkim krokiem weszliście do środka i Waszym oczom ukazał się obszerny pokój. W środku w centrum stał duży stół na 8 osób, nakryty, właśnie siedzi przy nim czterech posilających się osób. Wnętrze urządzone jest z przepychem, na ścianach wiszą trofea myśliwskie, rzadkie okazy broni, w jednym z kątów na stojaku znajdowała się kolczuga misternej roboty.
Za stołem na końcu stołu (na przeciwko wejścia-czyli Was) siedział znany już Wam blond, który powitał i zaprosił Was do środka, obok niego po lewej stronie siedział rozparty na krześle gruby ork właśnie pakujący do ust wielki kawał pieczystego, na jego brudnych od sosu dłoniach lśnią pierścienie z dużymi kamieniami, po prawej od blondyna siedział spoglądając w Waszą stronę człowiek o ogolonej na łyso głowie (średniej budowy fizycznej ok. 30 lat) ubrany był w strój podróżny, patrząc na Was popijał z ozdobnego pucharu, ostatnim siedzącym za stołem okazał się sędziwy starzec ludzki (siwy, pomarszczony dziadunio), który nawet nie zwrócił uwagi na Wasze wejście i zajęty jest tylko i wyłącznie trafieniem widelcem do swoich ust. Starzec siedzi obok łysego.
Wątek tech:
Właśnie mam awarie w pracy muszę lecieć:-(( reszta potem:-)))
Kilku żołnierzy szybkim krokiem ruszyło w stronę schodów prowadzących do budynku, zatrzymali się u szczytu schodów spoglądając na zsiadającego Gotmunda, który zwrócił się do Kethera:
"-Wejdziemy tam razem z Twoimi strażnikami świątynnymi, a ja moimi obstawie dom aby nikt nie uciekł" Po czy ruszył do wejścia, zatrzymując się na chwilę, wydał krótkie rozkazy, i przekroczył próg budynku.
Obejrzał się za siebie upewniając się, że podążają za nim Kether wraz z strażnikami świątynnymi.
Wchodząc do środka Kether ujrzał dość obszerną sień, z dwoma drzwiami po prawej stronie i dwoma po lewej. Na przeciwko wejścia znajdowały się schody wiodące na górę.
Na podłodze leżał dywan w kolorze czerwieni, na ścianach wisiały rożnego rodzaju dzieła sztuki w postaci obrazów, makat. Jedne z drzwi po lewej stronie były otwarte i z nich właśnie wyszedł starszy człowiek w ubraniu w kolorze szarej zieleni. Kłaniając się powiedział:
"-Witajcie wielmożni. Mój pan prosi Was do środka."
wskazując ręką w stronę otwartych drzwi.
Szybkim krokiem weszliście do środka i Waszym oczom ukazał się obszerny pokój. W środku w centrum stał duży stół na 8 osób, nakryty, właśnie siedzi przy nim czterech posilających się osób. Wnętrze urządzone jest z przepychem, na ścianach wiszą trofea myśliwskie, rzadkie okazy broni, w jednym z kątów na stojaku znajdowała się kolczuga misternej roboty.
Za stołem na końcu stołu (na przeciwko wejścia-czyli Was) siedział znany już Wam blond, który powitał i zaprosił Was do środka, obok niego po lewej stronie siedział rozparty na krześle gruby ork właśnie pakujący do ust wielki kawał pieczystego, na jego brudnych od sosu dłoniach lśnią pierścienie z dużymi kamieniami, po prawej od blondyna siedział spoglądając w Waszą stronę człowiek o ogolonej na łyso głowie (średniej budowy fizycznej ok. 30 lat) ubrany był w strój podróżny, patrząc na Was popijał z ozdobnego pucharu, ostatnim siedzącym za stołem okazał się sędziwy starzec ludzki (siwy, pomarszczony dziadunio), który nawet nie zwrócił uwagi na Wasze wejście i zajęty jest tylko i wyłącznie trafieniem widelcem do swoich ust. Starzec siedzi obok łysego.
Wątek tech:
Właśnie mam awarie w pracy muszę lecieć:-(( reszta potem:-)))
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Kryjówka spiskowców. Pokój jadalny. Hallador.
Siedzący do tej pory długowłosy blondyn, podniósł się z krzesła na Wasz widok skłonił się w Waszą stronę:
"-Jeszcze raz chciałbym Was powitać w moim domu, proszę zapraszam z całego serca. A cóż to takie szlachetne persony sprowadza w moje niskie progi?"
Gotmund rozglądając się wyciągnął rękę po trzymany przez Kethera pergamin, ująwszy go w dłoń zrobił krok kłaniając się jednocześnie i zwrócił do siedzących:
"-Mam nakaz rady miejskiej, uprawniający mnie do pojmania tana Goblunga i niejakiego Methara za zbrodnie które kilka dni temu dopuściły się napaści na moją osobę i obecnego tutaj kapłana Mitrylowego Boga, i wiemy, że właśnie w tym domu znaleźli schronienie."
Zajadający się do tej pory gruby ork przełknął właśnie jakiś kęs i przeniósł swój wzrok na Was. Łysy człowiek cały czas wpatrywał się w Was. Blondyn natomiast ruszył w stronę Gotmunda i rozkładając ręce wzruszył ramionami: "-Owych osobników już tutaj nie ma, wynieśli się jakieś 5-6 godzin temu, czy można zerknąć na ten nakaz?". Przeczytał pismo, oddał je szlachcicowi, mówiąc:
"-Co ja mam Waści powiedzieć co? Goblung to stary przyjaciel domu i nie mogłem mu odmówić zatrzymania się u mnie na jedną noc, no kim bym był jakby przyjaciele na mnie liczyć nie mogli? Ale zapewniam Was szlachetny panie i ciebie kapłanie, iż nic nie wiedziałem o ich napadzie na Wasze osoby. Cóż zatem mogę dla Was zrobić?"
"-Po pierwsze -odezwał się Gotmund -chciałbym abyś przyrzekł słowem szlacheckim iż nie brałeś udziału w napadzie na nas, i chcielibyśmy dowiedzieć się czy nie wiesz Waszmość dokąd się udali?". Zwrócił się do Kethera : "-A Ty masz coś jeszcze do dodania?"
Siedzący do tej pory długowłosy blondyn, podniósł się z krzesła na Wasz widok skłonił się w Waszą stronę:
"-Jeszcze raz chciałbym Was powitać w moim domu, proszę zapraszam z całego serca. A cóż to takie szlachetne persony sprowadza w moje niskie progi?"
Gotmund rozglądając się wyciągnął rękę po trzymany przez Kethera pergamin, ująwszy go w dłoń zrobił krok kłaniając się jednocześnie i zwrócił do siedzących:
"-Mam nakaz rady miejskiej, uprawniający mnie do pojmania tana Goblunga i niejakiego Methara za zbrodnie które kilka dni temu dopuściły się napaści na moją osobę i obecnego tutaj kapłana Mitrylowego Boga, i wiemy, że właśnie w tym domu znaleźli schronienie."
Zajadający się do tej pory gruby ork przełknął właśnie jakiś kęs i przeniósł swój wzrok na Was. Łysy człowiek cały czas wpatrywał się w Was. Blondyn natomiast ruszył w stronę Gotmunda i rozkładając ręce wzruszył ramionami: "-Owych osobników już tutaj nie ma, wynieśli się jakieś 5-6 godzin temu, czy można zerknąć na ten nakaz?". Przeczytał pismo, oddał je szlachcicowi, mówiąc:
"-Co ja mam Waści powiedzieć co? Goblung to stary przyjaciel domu i nie mogłem mu odmówić zatrzymania się u mnie na jedną noc, no kim bym był jakby przyjaciele na mnie liczyć nie mogli? Ale zapewniam Was szlachetny panie i ciebie kapłanie, iż nic nie wiedziałem o ich napadzie na Wasze osoby. Cóż zatem mogę dla Was zrobić?"
"-Po pierwsze -odezwał się Gotmund -chciałbym abyś przyrzekł słowem szlacheckim iż nie brałeś udziału w napadzie na nas, i chcielibyśmy dowiedzieć się czy nie wiesz Waszmość dokąd się udali?". Zwrócił się do Kethera : "-A Ty masz coś jeszcze do dodania?"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."