PBF - Czas wichrów, czas ognia
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Elf zmalal i skulil sie w udawanym przestrachu. Rozejrzal sie jednak bacznie by znalezc luke w kordonie straznikow. Skoro nie udalo sie przekonac zoldakow co do pomyslu poscigu, nie bylo sensu tracic czasu na czcze tlumaczenia, kiedy Mathar oddalal sie. Teraz kiedy mial pewnosc, co do przewagi liczebnej, straznicy nie byli juz do niczego potrzebni.
Aalamangar pokazal palcem w dal i krzyknal:
- Tam! Zlodziej! Sakiewke kraje!
Po czym skoczyl pomiedzy straznikami i pobiegl czym predzej w strone bramy...
Aalamangar pokazal palcem w dal i krzyknal:
- Tam! Zlodziej! Sakiewke kraje!
Po czym skoczyl pomiedzy straznikami i pobiegl czym predzej w strone bramy...
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Hallador, stolica Karminu.
Aalmangar skulił się i zmalał przed napierającym i wrzeszczącym na niego strażnikiem, elf dostrzegł znajome twarze górujące nad tłumem wścibskich osób które przyglądały się całemu zajściu, nagle na ulicę wjechał konno Kether z kilkoma zbrojnymi ludźmi Gotmunda co wywołało jeszcze większe zamieszanie, strażnicy odwrócili w tamtą stronę głowy a błazen nie czekając ani chwili dłużej wykrzyczał:
- Tam! Zlodziej! Sakiewke kraje!
Po czym dał drapaka pomiędzy zaskoczonymi strażnikami, w momencie gdy Aalmangar wyskoczył z pomiędzy tłumu jeden z jeźdźców podał mu rękę a Kether krzyknął aby wskakiwał na konia. Elf zrobił dwa szybkie kroki i już siedział za żołnierzem. Wszyscy spięli konie do biegu. Cały orszak pędził w stronę bramy okrzykując przechodniów aby ci ustąpili im miejsca.
Za sobą słyszeli tylko oddalające się gwizdki strażników a przed sobą mieli długi odcinek prostej drogi prowadzącej do samej bramy.
Przerażeni mieszkańcy uciekali gdzie mogli przed pędzącymi jeźdźcami, jedni rzucali się po prostu na bok w błoto i wszelkiego rodzaju nieczystości, inni w przerażeniu zamierali kuląc się jak mogli. Po kilkuset metrach szaleńczej jazdy jadący z przodu Kether i Margolas dostrzegli małe zamieszanie przy bramie i kłębiących się tam ludzi. Tuż przed bramą stał przekrzywiony wóz, za nim zatrzymało się jeszcze kilka innych. Woźnice zsiadali z kozłów, strażnicy krzątali się między nimi wykrzykując rozkazy, próbujący wydostać się z miasta ludzie przeciskali się obok przekrzywionego wozu co powiększało ścisk w samej bramie.
A między nimi ujrzeliście Mathara i towarzyszących mu dwóch jeźdźców.
Wszyscy byli ubrani w zimowe szuby, siedzieli na koniach i nahajami próbowali przebić się przez ciżbę ludzi zgromadzonych przy bramie.
Aalmangar skulił się i zmalał przed napierającym i wrzeszczącym na niego strażnikiem, elf dostrzegł znajome twarze górujące nad tłumem wścibskich osób które przyglądały się całemu zajściu, nagle na ulicę wjechał konno Kether z kilkoma zbrojnymi ludźmi Gotmunda co wywołało jeszcze większe zamieszanie, strażnicy odwrócili w tamtą stronę głowy a błazen nie czekając ani chwili dłużej wykrzyczał:
- Tam! Zlodziej! Sakiewke kraje!
Po czym dał drapaka pomiędzy zaskoczonymi strażnikami, w momencie gdy Aalmangar wyskoczył z pomiędzy tłumu jeden z jeźdźców podał mu rękę a Kether krzyknął aby wskakiwał na konia. Elf zrobił dwa szybkie kroki i już siedział za żołnierzem. Wszyscy spięli konie do biegu. Cały orszak pędził w stronę bramy okrzykując przechodniów aby ci ustąpili im miejsca.
Za sobą słyszeli tylko oddalające się gwizdki strażników a przed sobą mieli długi odcinek prostej drogi prowadzącej do samej bramy.
Przerażeni mieszkańcy uciekali gdzie mogli przed pędzącymi jeźdźcami, jedni rzucali się po prostu na bok w błoto i wszelkiego rodzaju nieczystości, inni w przerażeniu zamierali kuląc się jak mogli. Po kilkuset metrach szaleńczej jazdy jadący z przodu Kether i Margolas dostrzegli małe zamieszanie przy bramie i kłębiących się tam ludzi. Tuż przed bramą stał przekrzywiony wóz, za nim zatrzymało się jeszcze kilka innych. Woźnice zsiadali z kozłów, strażnicy krzątali się między nimi wykrzykując rozkazy, próbujący wydostać się z miasta ludzie przeciskali się obok przekrzywionego wozu co powiększało ścisk w samej bramie.
A między nimi ujrzeliście Mathara i towarzyszących mu dwóch jeźdźców.
Wszyscy byli ubrani w zimowe szuby, siedzieli na koniach i nahajami próbowali przebić się przez ciżbę ludzi zgromadzonych przy bramie.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Hallador, stolica Karminu.
W odległości kilkudziesięciu kroków od bramy jeden ze strażników wyszedł nagle przed cały ten zgromadzony tłum po czym zaczął coś krzyczeć i machać rękami w Waszą stronę. To zwróciło uwagę malauka i jego ludzi, którzy tylko obejrzawszy się za siebie odwrócili swe koni i zaczęli przedzierać się przez tłum nie bacząc na nikogo. Skręcili swoimi końmi w prawo od bramy i popędzili konie w jedną z ulic biegnącą tuż obok muru.
tzeentch: uliczki te główne są mniej więcej szerokie na 5-6 metrów, a te między domami, czy kamienicami to jakieś max 3m szerokości.
W odległości kilkudziesięciu kroków od bramy jeden ze strażników wyszedł nagle przed cały ten zgromadzony tłum po czym zaczął coś krzyczeć i machać rękami w Waszą stronę. To zwróciło uwagę malauka i jego ludzi, którzy tylko obejrzawszy się za siebie odwrócili swe koni i zaczęli przedzierać się przez tłum nie bacząc na nikogo. Skręcili swoimi końmi w prawo od bramy i popędzili konie w jedną z ulic biegnącą tuż obok muru.
tzeentch: uliczki te główne są mniej więcej szerokie na 5-6 metrów, a te między domami, czy kamienicami to jakieś max 3m szerokości.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Hallador, stolica Karminu. Pogoń.
Mathar nie oglądając się za siebie mknął już cwałem ulicą Krowią w stronę rynku, rozbryzgując błoto i rozpraszając przechodniów. Nie musiał się oglądać, by wiedzieć, że pogoń ma na karku. Słyszał dudnienie kopyt, dzikie rżenie koni i wściekłe wrzaski potrącanych ludzi.
Kether uderzył konia w słabiznę i pochylił się w siodle. Mathar w cwale zawadził i obalił niosących duży kosz piekarzy, chleby, bułki, pierniki, kołacze poleciały w błoto, w które za chwile wgniotły je konie żołnierzy.
Mathar nawet się nie oglądał, bardziej niż to co działo się za nim, interesowało go, co przed nim. A przed nim rósł w oczach wóz z piętrzącym się wysoko chrustem. Wóz tarasował niemal całą uliczkę, a w jedynym miejscu, którego nie tarasował, kucała grupka dzieci, zajętych wygrzebywaniem z błota czegoś niezwykle interesującego.
Konie uciekających gnały tak, że nie było mowy o wstrzymywaniu ich. Mathar przywarł do grzywy a jego koń odbił się od ziemi i przeskoczył nad przeszkodą, to samo uczynili dwaj jego towarzysze, ich konie odbiły się od ziemi i przeskoczyły nad wozem, ostatni z nich zawadził jednak kopytem o chrust po czy rozsypał go trochę na ziemię za wozem, jednocześnie zmniejszając jego wysokość.
W tym samym czasie bawiące się dotąd dzieciaki rozprysnęły się z szybkością i gracją szczurów, a wóz ciągnięty przez dwa woły zaczął obracać się w poprzek drogi za sprawą ogłupiałego chłopa w baranicy, który wyglądał zza wołów w stronę uciekających jeźdźców.
Przed Wami przeszkoda, skaczecie, czy w inną uliczkę, a może czekacie aż chłop odciągnie woły??? Szybko szybko bo Mathar ucieka:-)))
Mathar nie oglądając się za siebie mknął już cwałem ulicą Krowią w stronę rynku, rozbryzgując błoto i rozpraszając przechodniów. Nie musiał się oglądać, by wiedzieć, że pogoń ma na karku. Słyszał dudnienie kopyt, dzikie rżenie koni i wściekłe wrzaski potrącanych ludzi.
Kether uderzył konia w słabiznę i pochylił się w siodle. Mathar w cwale zawadził i obalił niosących duży kosz piekarzy, chleby, bułki, pierniki, kołacze poleciały w błoto, w które za chwile wgniotły je konie żołnierzy.
Mathar nawet się nie oglądał, bardziej niż to co działo się za nim, interesowało go, co przed nim. A przed nim rósł w oczach wóz z piętrzącym się wysoko chrustem. Wóz tarasował niemal całą uliczkę, a w jedynym miejscu, którego nie tarasował, kucała grupka dzieci, zajętych wygrzebywaniem z błota czegoś niezwykle interesującego.
Konie uciekających gnały tak, że nie było mowy o wstrzymywaniu ich. Mathar przywarł do grzywy a jego koń odbił się od ziemi i przeskoczył nad przeszkodą, to samo uczynili dwaj jego towarzysze, ich konie odbiły się od ziemi i przeskoczyły nad wozem, ostatni z nich zawadził jednak kopytem o chrust po czy rozsypał go trochę na ziemię za wozem, jednocześnie zmniejszając jego wysokość.
W tym samym czasie bawiące się dotąd dzieciaki rozprysnęły się z szybkością i gracją szczurów, a wóz ciągnięty przez dwa woły zaczął obracać się w poprzek drogi za sprawą ogłupiałego chłopa w baranicy, który wyglądał zza wołów w stronę uciekających jeźdźców.
Przed Wami przeszkoda, skaczecie, czy w inną uliczkę, a może czekacie aż chłop odciągnie woły??? Szybko szybko bo Mathar ucieka:-)))
Ostatnio zmieniony 03 stycznia 2012, 19:51 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
- W rzyć chędożony... - rzucił tylko Margolas szarpiąć za uzdę i koń zahamował gwałtownie krzesząc skry podkowami. Nie był najlepszym jeźdźcem, a koń z nim i elfem na grzbiecie raczej nie przeskoczyłby wozu. - Won z tym wozem z drogi, po gnaty porachuję! Rusz to tłuste dupsko i obracaj go znowu, bo nam te skruwysyny uciekną! - wrzasnął na woźnicę.
Chcę przejechać obok wozu
Chcę przejechać obok wozu
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Hallador, stolica Karminu. Pogoń.
Jadący na czele Kether od razu skręcił konia w uliczkę odchodzącą w prawo, smagnął konia po czym puścił się w dalszą pogoń. Usłyszał za sobą tętent innych koni. Aster znał miasto jak własną kieszeń więc szybko podjął decyzję jak najszybciej może dogonić uciekających, którzy kierowali się w stronę portu, wybrał więc inną drogę, oby tylko malauk nie skręcił gdzieś po drodze. Konie gnały jak szalone poprzez wąskie uliczki miasta wywołując wszędzie panikę i spustoszenie.
Po drodze koń jednego z żołnierzy poślizgnął się i całym swym ciężarem wpadł w stragany. W górę poleciało pierze z poduszek i pierzyn, bele materiałów spadły w błoto, a żołnierz wylądował w środku tego wielkiego kłębowiska.
Aalmangar tuż przed zakrętem zeskoczył z konia i puścił się biegiem za uciekającymi, pędząc przez ulicę elf widział jakie spustoszenie uczynił Mathar i jego ludzie, na ulicy leżały wiklinowe kosze z zakupami, ubrania porozrzucane po całej drodze kilka osób właśnie podnosiło się z błota, ale Aalmangar nie zwracał uwagi na to co działo się wkoło, pędził jak szalony aby nie zgubić uciekających. Mijał zaskoczonych wokół ludzi a przed sobą jakieś 50-60 metrów widział trzech jeźdźców gnających przed siebie.
Margolas zatrzymał konia tuż przed samym wozem, w wysokości siodła zaczął krzyczeć na woźnice, który wystraszony zaczął szybko ciągnął woły tak aby zrobić miejsce półolbrzymowi, w tej samej chwili obok wozu przebiegł Aalmagar pędząc za malaukiem.
Jadący na czele Kether od razu skręcił konia w uliczkę odchodzącą w prawo, smagnął konia po czym puścił się w dalszą pogoń. Usłyszał za sobą tętent innych koni. Aster znał miasto jak własną kieszeń więc szybko podjął decyzję jak najszybciej może dogonić uciekających, którzy kierowali się w stronę portu, wybrał więc inną drogę, oby tylko malauk nie skręcił gdzieś po drodze. Konie gnały jak szalone poprzez wąskie uliczki miasta wywołując wszędzie panikę i spustoszenie.
Po drodze koń jednego z żołnierzy poślizgnął się i całym swym ciężarem wpadł w stragany. W górę poleciało pierze z poduszek i pierzyn, bele materiałów spadły w błoto, a żołnierz wylądował w środku tego wielkiego kłębowiska.
Aalmangar tuż przed zakrętem zeskoczył z konia i puścił się biegiem za uciekającymi, pędząc przez ulicę elf widział jakie spustoszenie uczynił Mathar i jego ludzie, na ulicy leżały wiklinowe kosze z zakupami, ubrania porozrzucane po całej drodze kilka osób właśnie podnosiło się z błota, ale Aalmangar nie zwracał uwagi na to co działo się wkoło, pędził jak szalony aby nie zgubić uciekających. Mijał zaskoczonych wokół ludzi a przed sobą jakieś 50-60 metrów widział trzech jeźdźców gnających przed siebie.
Margolas zatrzymał konia tuż przed samym wozem, w wysokości siodła zaczął krzyczeć na woźnice, który wystraszony zaczął szybko ciągnął woły tak aby zrobić miejsce półolbrzymowi, w tej samej chwili obok wozu przebiegł Aalmagar pędząc za malaukiem.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Hallador, stolica Karminu. Pogoń.
Aalmangar biegnąc dostrzegł jak jeźdźcy skręcili nagle w uliczkę po prawej stronie chyba zmieniając trasę swojej ucieczki, elf przyspieszył kroku chcąc jak najszybciej dostrzec w którą stronę się kierują, bieg ile sił w nogach, po chwili zauważył jak koło niego przegalopował koń z Margolasem i Amrasem siedzącym z tyłu wczepionym kurczowo w półolbrzyma.
Kether na czele swojego oddziału parł kolejnymi uliczkami miasta tak aby odciąć drogę malaukowi, po kilku minutach jazdy dostrzegł trzech konnych którzy kilkadziesiąt metrów przed nim przecięli uliczkę i galopowali ulicą Targową. Aster przyspieszył konia, skręcając za nimi, przeleciał koło domu burmistrza i wpadli na Halladorski rynek.
Malauk biorąc kierunek na południową bramę i widoczny nad nią pękaty czworobok wieży strażniczej, galopował wśród ludzi, koni, wołów, świń, wozów i straganów, zostawiając za sobą pobojowisko. Ludzie wrzeszczeli, wyli i klęli, bydło ryczało, nierogacizna kwiczała, przewracały się kramy i ławki, z których leciały dookoła najrozmaitsze przedmioty-garnki, misy, wiadra, motyki, sieci rybackie, owcze skóry, futrzane szuby i czapy. Sypały się też wokół produkty spożywcze-jaja, sery, wypieki, kasza, groch, marchew. Latało w obłokach pierza i darło się na różne głosy najrozmaitsze ptactwo. Wciąż siedzący malaukowi na karku Kether z żołnierzami dopełniali dzieła zniszczenia.
W tym samym czasie pozostała trójka wpadła akurat w uliczkę w którą skręcili uciekający, przed sobą w oddali zobaczyli istne pandemonium którego przyczyną było kilku jeźdźców wpadających na rynek, nie czekając na nic wszyscy pospieszyli w tamtą stronę.
Spłoszony przelatującą mu przed nosem gęsią koń Mathara szarpnął się i wpadł w stragan z rybami, druzgocząc skrzynki i wywalając beczki. Rozsierdzony rybak z rozmachem walnąl podbierakiem, chybiając malauka, ale trafiając w zad konia. Koń zarżał i rzucił się w bok, przewracając przenośny kram z nićmi i tasiemkami, przez kilka sekund tańczył w srebrzystej i śmierdzącej masie płoci, leszczy i karasi, pomieszanych z kolorowymi szpulkami nici. Uciekających było już dwóch jednego z ludzi malauka ściągnęli i turbowali na ziemi rozjuszeni rynkowi przekupnie.
Mathar wpadł w ulicę Rzeźniczą, pomknął jak strzała szpalerem wiszących za nogi tusz. Rzeźnicy uskakiwali w popłochu, ale i tak obalił jednego, niosącego na ramieniu wielki wołowy udziec. Obalony runął wraz z udźcem pod kopyta towarzysza malauka, jego koń spłoszył się i stanął dęba a jeździec wyleciał z kulbaki wprost na błoto i próbującego się pozbierać rzeźnika. Kether nawet nie zwrócił na niego uwagi cały skupił się na dogonieniu malauka do którego cały czas skracał dystans, przeleciał obok obalonych ludzi na ziemi po czym usłyszał za sobą kwik konia i krzyk przerażenia. Odwracając głowę dostrzegł jak jeden z czwórki towarzyszących mu żołnierzy wpadł wprost na rzeźniczą ladę, zleciał z kulbaki nosem wprost w wątroby, płucka i cynadry.
Mathar szybko i w ostatniej chwili schylił się na koński kark, mieszcząc się tym samym pod drewnianym szyldem z wymalowanym łbem prosiaka. Następujący mu na pięty Kether zrobił dokładnie to samo, przylgnął twarzą do końskiego łba, by po chwili znowu wyprostować się w siodle, niestety jeden z żołnierzy nie miał tyle szczęścia lub w porę nie dostrzegł przeszkody i nie zdążył się schylić. Decha z obrazkiem radośnie uśmiechniętej świnki walnęła go w czoło, aż się rozlęgło. Żołnierz wyleciał z kulbaki, runął na kupę odpadków, płosząc koty. Mathar obejrzał się-ścigał go już tylko Kether i dwóch żołnierzy.
W pełnym galopie wypadli z ulicy rzeźników na placyk, na którym pracowali garbarze.
Aalmangar biegł obok konia Margolasa, wszędzie przed sobą widzieli ślady jakie po sobie zostawili konni którzy kilka chwil temu przejechali przez środek targowiska, mijając kilkunastu przekupniów którzy właśnie okładali na ziemi jakiegoś człowiek, wśród ogólnego chaosu panującego na targowisku. Dookoła nich wrzało, ludzie wrzeszczeli, klęli, niektórzy jeszcze nie zorientowali się w całej sytuacji, rozglądając się pobieżnie cała trójka puściła się jak najszybciej do przodu.
Wpadając na placyk malauk nie zwrócił uwagi na stojący przed nim stelaż z rozwieszonymi mokrymi skórami, poderwał konia i zmusił go do skoku, ale jego koń wrył się przed samym stelażem i staranował go, ślizgając się w błocie, skrawkach mięsa i tłustych ochłapach, malauk fiknął przez koński łeb. Bardzo ale to bardzo pechowo tuż pod kopyta swojego konia, który akurat wierzgał kopytami. Malauk oberwał w głowę aż zadudniło, a jego czaszka rozpadła się tryskając swoją zawartością na przewrócony stelaż i leżące w błocie skóry.
Kether wrył konia tuż przed wierzgającym wierzchowcem malauka i dostrzegł co się stało. Wokół przerażeni garbarze zamarli przy swojej robocie wpatrując się to w upadającego na ziemie malauka a to w trzech zatrzymujących się jeźdźców. Z koni aż parowało, wokół wrzeszczeli ludzie, z oddali słychać było pierwsze gwizdki i trąbki straży miejskiej, po chwili do całego tego zamieszania dołączyli, ledwie dyszący Aalmangar i siedzący na jednym koniu Margolas z Amrasem.
Co dalej wokół istny burdel,całe zajście trwało jakieś dziesięć minut, na całej długości Waszej pogoni wszystko prawie stratowane, poobijani ludzie zniszczone kramy i ich zawartości a już ponad głowami ludzi widać błyszczące hełmy i halabardy straży miejskiej biegnącej w Waszą stronę.
Aalmangar biegnąc dostrzegł jak jeźdźcy skręcili nagle w uliczkę po prawej stronie chyba zmieniając trasę swojej ucieczki, elf przyspieszył kroku chcąc jak najszybciej dostrzec w którą stronę się kierują, bieg ile sił w nogach, po chwili zauważył jak koło niego przegalopował koń z Margolasem i Amrasem siedzącym z tyłu wczepionym kurczowo w półolbrzyma.
Kether na czele swojego oddziału parł kolejnymi uliczkami miasta tak aby odciąć drogę malaukowi, po kilku minutach jazdy dostrzegł trzech konnych którzy kilkadziesiąt metrów przed nim przecięli uliczkę i galopowali ulicą Targową. Aster przyspieszył konia, skręcając za nimi, przeleciał koło domu burmistrza i wpadli na Halladorski rynek.
Malauk biorąc kierunek na południową bramę i widoczny nad nią pękaty czworobok wieży strażniczej, galopował wśród ludzi, koni, wołów, świń, wozów i straganów, zostawiając za sobą pobojowisko. Ludzie wrzeszczeli, wyli i klęli, bydło ryczało, nierogacizna kwiczała, przewracały się kramy i ławki, z których leciały dookoła najrozmaitsze przedmioty-garnki, misy, wiadra, motyki, sieci rybackie, owcze skóry, futrzane szuby i czapy. Sypały się też wokół produkty spożywcze-jaja, sery, wypieki, kasza, groch, marchew. Latało w obłokach pierza i darło się na różne głosy najrozmaitsze ptactwo. Wciąż siedzący malaukowi na karku Kether z żołnierzami dopełniali dzieła zniszczenia.
W tym samym czasie pozostała trójka wpadła akurat w uliczkę w którą skręcili uciekający, przed sobą w oddali zobaczyli istne pandemonium którego przyczyną było kilku jeźdźców wpadających na rynek, nie czekając na nic wszyscy pospieszyli w tamtą stronę.
Spłoszony przelatującą mu przed nosem gęsią koń Mathara szarpnął się i wpadł w stragan z rybami, druzgocząc skrzynki i wywalając beczki. Rozsierdzony rybak z rozmachem walnąl podbierakiem, chybiając malauka, ale trafiając w zad konia. Koń zarżał i rzucił się w bok, przewracając przenośny kram z nićmi i tasiemkami, przez kilka sekund tańczył w srebrzystej i śmierdzącej masie płoci, leszczy i karasi, pomieszanych z kolorowymi szpulkami nici. Uciekających było już dwóch jednego z ludzi malauka ściągnęli i turbowali na ziemi rozjuszeni rynkowi przekupnie.
Mathar wpadł w ulicę Rzeźniczą, pomknął jak strzała szpalerem wiszących za nogi tusz. Rzeźnicy uskakiwali w popłochu, ale i tak obalił jednego, niosącego na ramieniu wielki wołowy udziec. Obalony runął wraz z udźcem pod kopyta towarzysza malauka, jego koń spłoszył się i stanął dęba a jeździec wyleciał z kulbaki wprost na błoto i próbującego się pozbierać rzeźnika. Kether nawet nie zwrócił na niego uwagi cały skupił się na dogonieniu malauka do którego cały czas skracał dystans, przeleciał obok obalonych ludzi na ziemi po czym usłyszał za sobą kwik konia i krzyk przerażenia. Odwracając głowę dostrzegł jak jeden z czwórki towarzyszących mu żołnierzy wpadł wprost na rzeźniczą ladę, zleciał z kulbaki nosem wprost w wątroby, płucka i cynadry.
Mathar szybko i w ostatniej chwili schylił się na koński kark, mieszcząc się tym samym pod drewnianym szyldem z wymalowanym łbem prosiaka. Następujący mu na pięty Kether zrobił dokładnie to samo, przylgnął twarzą do końskiego łba, by po chwili znowu wyprostować się w siodle, niestety jeden z żołnierzy nie miał tyle szczęścia lub w porę nie dostrzegł przeszkody i nie zdążył się schylić. Decha z obrazkiem radośnie uśmiechniętej świnki walnęła go w czoło, aż się rozlęgło. Żołnierz wyleciał z kulbaki, runął na kupę odpadków, płosząc koty. Mathar obejrzał się-ścigał go już tylko Kether i dwóch żołnierzy.
W pełnym galopie wypadli z ulicy rzeźników na placyk, na którym pracowali garbarze.
Aalmangar biegł obok konia Margolasa, wszędzie przed sobą widzieli ślady jakie po sobie zostawili konni którzy kilka chwil temu przejechali przez środek targowiska, mijając kilkunastu przekupniów którzy właśnie okładali na ziemi jakiegoś człowiek, wśród ogólnego chaosu panującego na targowisku. Dookoła nich wrzało, ludzie wrzeszczeli, klęli, niektórzy jeszcze nie zorientowali się w całej sytuacji, rozglądając się pobieżnie cała trójka puściła się jak najszybciej do przodu.
Wpadając na placyk malauk nie zwrócił uwagi na stojący przed nim stelaż z rozwieszonymi mokrymi skórami, poderwał konia i zmusił go do skoku, ale jego koń wrył się przed samym stelażem i staranował go, ślizgając się w błocie, skrawkach mięsa i tłustych ochłapach, malauk fiknął przez koński łeb. Bardzo ale to bardzo pechowo tuż pod kopyta swojego konia, który akurat wierzgał kopytami. Malauk oberwał w głowę aż zadudniło, a jego czaszka rozpadła się tryskając swoją zawartością na przewrócony stelaż i leżące w błocie skóry.
Kether wrył konia tuż przed wierzgającym wierzchowcem malauka i dostrzegł co się stało. Wokół przerażeni garbarze zamarli przy swojej robocie wpatrując się to w upadającego na ziemie malauka a to w trzech zatrzymujących się jeźdźców. Z koni aż parowało, wokół wrzeszczeli ludzie, z oddali słychać było pierwsze gwizdki i trąbki straży miejskiej, po chwili do całego tego zamieszania dołączyli, ledwie dyszący Aalmangar i siedzący na jednym koniu Margolas z Amrasem.
Co dalej wokół istny burdel,całe zajście trwało jakieś dziesięć minut, na całej długości Waszej pogoni wszystko prawie stratowane, poobijani ludzie zniszczone kramy i ich zawartości a już ponad głowami ludzi widać błyszczące hełmy i halabardy straży miejskiej biegnącej w Waszą stronę.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Sytuacja przedstawia się następująco dwóch żołnierzy, Kether, Margolas, Amras i Aalmangar wszyscy jesteście zdolni do działania, pozostałych trzech żołnierzy Gotmunda straciło się gdzieś podczas pościgu, Mathar oberwał kopytem w głowę, a jego dwaj towarzysze także stracili możliwość poruszania się jeden był bity przez kupczyków a drugi wylądował na rzeźniku. Zbliżają się do Was strażnicy miejscy oraz cały tłumek gapiów i kupczyków którym rozwalone zostały kramy i towary.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Jestem trochę zaskoczony, że malauk oberwał w banię kopytem, nie wiedzieć czemu spodziewałem się podświadomie, że nabije się na kosę do mizdrygowania
Ale do rzeczy - powołując się na autorytet świątyni Mitrylowego Boga oraz postanowienie rady miejskiej zażądam władczym rykiem odstąpienia tłuszczy od malauka w ramach pełnoprawnego jego aresztowania przez nas!
Dycha skurczybyk czy nie dycha?
Jestem trochę zaskoczony, że malauk oberwał w banię kopytem, nie wiedzieć czemu spodziewałem się podświadomie, że nabije się na kosę do mizdrygowania
Ale do rzeczy - powołując się na autorytet świątyni Mitrylowego Boga oraz postanowienie rady miejskiej zażądam władczym rykiem odstąpienia tłuszczy od malauka w ramach pełnoprawnego jego aresztowania przez nas!
Dycha skurczybyk czy nie dycha?