PBF - Sprawa honoru
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Czyli rozumiem, że John zostaje na mostku (logiczny wybór). Pozostała trójka schodzi na poziom śluzy zewnętrznej. Kiedy kapsuła zostaje hermetycznie przymocowana do śluzy, wpompowujecie powietrze, po czym ktoś wchodzi do środka. Śluza zostaje zamknięta, potem owi ktosie muszą spróbować otworzyć kapsułę. Najpierw sugeruję postukać młotkiem we właz kapsuły, a nuż ktoś otworzy. Jeśli nie będzie żadnej reakcji, trzeba będzie ciąć właz kapsuły palnikiem acetylenowym.
Kto zatem wejdzie do śluzy, kto ewentualnie zaczeka za jej wewnętrznymi drzwiami?
Czyli rozumiem, że John zostaje na mostku (logiczny wybór). Pozostała trójka schodzi na poziom śluzy zewnętrznej. Kiedy kapsuła zostaje hermetycznie przymocowana do śluzy, wpompowujecie powietrze, po czym ktoś wchodzi do środka. Śluza zostaje zamknięta, potem owi ktosie muszą spróbować otworzyć kapsułę. Najpierw sugeruję postukać młotkiem we właz kapsuły, a nuż ktoś otworzy. Jeśli nie będzie żadnej reakcji, trzeba będzie ciąć właz kapsuły palnikiem acetylenowym.
Kto zatem wejdzie do śluzy, kto ewentualnie zaczeka za jej wewnętrznymi drzwiami?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
8 stycznia 2309, godz. 5.50, obrzeża systemu Rhise, cztery godziny po wyjściu z nadświetlnej
Kiedy kadłubem Grendela wstrząsnął donośny metaliczny huk, trzej stojący przed śluzą mężczyźni wymienili znaczące spojrzenia. Chuck i Max sprawdzili raz jeszcze baterie swych krótkolufowych karabinków i ustawienie ich bezpieczników, bo aż do momentu pochwycenia przez manipulatory ewentualni pasażerowie kapsuły nie nawiązali żadnego kontaktu radiowego z załogą frachtowca. Napięcie rosło z każdą sekundą i chociaż kapsuła była bezsprzecznie federalnego pochodzenia, marynarze doskonale pamiętali wstrząsającą opowieść o podjęciu dwa lata wcześniej innego pojazdu ratunkowego w systemie Whanga, na którego pokładzie znaleziono jedynie zmasakrowane ludzkie szczątki i dwa zahibernowane klackony, natychmiast zresztą zabite. Zdarzały się też sytuacje, kiedy z kapsuł podejmowano na pokłady jednostek ratunkowych rozbitków oszalałych wskutek zbyt długiego przebywania w klaustrofobicznych warunkach, wpadających w amok na widok swych wybawicieli.
Seagal nie zamierzał podejmować zbędnego ryzyka, dlatego wydał pozwolenie na pobranie z magazynku broni jako asekuracji na wypadek nagłego zagrożenia.
- Kołnierz uszczelniający jest hermetyczny - w eterze rozległ się głos Johna, kontrolującego status akcji ratunkowej z poziomu mostka - Pompuję powietrze.
Na panelu kontrolnym przy drzwiach śluzy paląca się dotąd czerwonym blaskiem lampka zmieniła barwę na bursztynową, zaczęła rytmicznie migać. Zza włazu do uszu mężczyzn dobiegł syk pracujących kompresorów, który ucichł po kilkunastu sekundach. Lampa na panelu zmieniła kolor na zielony.
Kapitan oparł karabin o nogę, złapał oburącz za obrotowy zamek włazu, odkręcił go szybko, a potem wszedł do wnętrza wychłodzonej śluzy, nie odrywając wzroku od pokrytej warstewką szronu kapsuły i podtrzymując lewą ręką przewieszoną przez ramię butlę palnika. Jego spojrzenie zatrzymało się na tabliczce znamionowej przynitowanej pośrodku włazu kapsuły.
FNS "Purcell". Kapsuła numer 3.
- Federalna marynarka - powiedział do komunikatora. Max i Chuck wymienili ponownie spojrzenia, gubiąc się w domysłach co do pochodzenia pojazdu.
Kapitan uderzył w środek włazu noszonym na pasku przy nadgarstku młotkiem: raz, drugi, trzeci. Głuche echo poniosło się wnętrzem śluzy. Wyglądający przez pancerną szybę w wewnętrznych drzwiach śluzy mężczyźni zamarli w bezruchu oczekując na jakąkolwiek reakcję ewentualnych pasażerów. Gdyby nikt nie odpowiedział to te ewidentne wezwanie do otwarcia wejścia, Thomas zamierzał wyciąć zamek we włazie kapsuły palnikiem acetylenowym, ale to była ostateczność.
Przez kilkanaście sekund nic się nie działo. W śluzie panowała całkowita cisza, w której wyraźnie dało się słyszeć niski basowy pomruk układu napędowego Grendela. Potem zamek kapsuły zaszczękał metalicznie, a trzej marynarze natychmiast napięli mięśnie.
- John, mamy kogoś żywego - rzucił w eter kapitan - Przygotuj się na awaryjnie zamknięcie sektora towarowego, ale tylko na moje wyraźne polecenie albo po zerwaniu z nami wszelkiej łączności.
Drzwiczki kapsuły zazgrzytały pchnięte od środka, odskoczyły na bok otwierając niewielkie kwadratowe wejście wiodące do wnętrza miniaturowego pojazdu.
Seagal spojrzał wprost w wylot lufy laserowego karabinka, wycelowanego w jego pierś. Trzymający broń mężczyzna kucał tuż za włazem, wpatrując się w marynarzy Grendela szeroko otwartymi oczami. Był młody, przeraźliwie blady, o gęstym zaroście na twarzy i skołtunionych włosach. Jego podarty wojskowy kombinezon nosił barwy i insygnia federalnej marynarki, ale był w opłakanym stanie.
Pasażer kapsuły omiótł obcych rozgorączkowanym wzrokiem, wciąż celując w tors kapitana.
- Coście za jedni? - wychrypiał spierzchniętymi, spękanymi ustami - Kim jesteście?
Ledwie mówił, prędzej zresztą można było tę formę komunikacji nazwać charczeniem niż normalną mową. Thomas zorientował się natychmiast, że pasażer był na skraju odwodnienia, ledwie potrafił formułować zrozumiałe dźwięki. Człowiek w takim stanie, wycieńczony i doprowadzony do ostateczności, mógł być śmiertelnie niebezpiecznym zagrożeniem.
Wątek techniczny
Czyli jednak ktoś żywy!
Kiedy kadłubem Grendela wstrząsnął donośny metaliczny huk, trzej stojący przed śluzą mężczyźni wymienili znaczące spojrzenia. Chuck i Max sprawdzili raz jeszcze baterie swych krótkolufowych karabinków i ustawienie ich bezpieczników, bo aż do momentu pochwycenia przez manipulatory ewentualni pasażerowie kapsuły nie nawiązali żadnego kontaktu radiowego z załogą frachtowca. Napięcie rosło z każdą sekundą i chociaż kapsuła była bezsprzecznie federalnego pochodzenia, marynarze doskonale pamiętali wstrząsającą opowieść o podjęciu dwa lata wcześniej innego pojazdu ratunkowego w systemie Whanga, na którego pokładzie znaleziono jedynie zmasakrowane ludzkie szczątki i dwa zahibernowane klackony, natychmiast zresztą zabite. Zdarzały się też sytuacje, kiedy z kapsuł podejmowano na pokłady jednostek ratunkowych rozbitków oszalałych wskutek zbyt długiego przebywania w klaustrofobicznych warunkach, wpadających w amok na widok swych wybawicieli.
Seagal nie zamierzał podejmować zbędnego ryzyka, dlatego wydał pozwolenie na pobranie z magazynku broni jako asekuracji na wypadek nagłego zagrożenia.
- Kołnierz uszczelniający jest hermetyczny - w eterze rozległ się głos Johna, kontrolującego status akcji ratunkowej z poziomu mostka - Pompuję powietrze.
Na panelu kontrolnym przy drzwiach śluzy paląca się dotąd czerwonym blaskiem lampka zmieniła barwę na bursztynową, zaczęła rytmicznie migać. Zza włazu do uszu mężczyzn dobiegł syk pracujących kompresorów, który ucichł po kilkunastu sekundach. Lampa na panelu zmieniła kolor na zielony.
Kapitan oparł karabin o nogę, złapał oburącz za obrotowy zamek włazu, odkręcił go szybko, a potem wszedł do wnętrza wychłodzonej śluzy, nie odrywając wzroku od pokrytej warstewką szronu kapsuły i podtrzymując lewą ręką przewieszoną przez ramię butlę palnika. Jego spojrzenie zatrzymało się na tabliczce znamionowej przynitowanej pośrodku włazu kapsuły.
FNS "Purcell". Kapsuła numer 3.
- Federalna marynarka - powiedział do komunikatora. Max i Chuck wymienili ponownie spojrzenia, gubiąc się w domysłach co do pochodzenia pojazdu.
Kapitan uderzył w środek włazu noszonym na pasku przy nadgarstku młotkiem: raz, drugi, trzeci. Głuche echo poniosło się wnętrzem śluzy. Wyglądający przez pancerną szybę w wewnętrznych drzwiach śluzy mężczyźni zamarli w bezruchu oczekując na jakąkolwiek reakcję ewentualnych pasażerów. Gdyby nikt nie odpowiedział to te ewidentne wezwanie do otwarcia wejścia, Thomas zamierzał wyciąć zamek we włazie kapsuły palnikiem acetylenowym, ale to była ostateczność.
Przez kilkanaście sekund nic się nie działo. W śluzie panowała całkowita cisza, w której wyraźnie dało się słyszeć niski basowy pomruk układu napędowego Grendela. Potem zamek kapsuły zaszczękał metalicznie, a trzej marynarze natychmiast napięli mięśnie.
- John, mamy kogoś żywego - rzucił w eter kapitan - Przygotuj się na awaryjnie zamknięcie sektora towarowego, ale tylko na moje wyraźne polecenie albo po zerwaniu z nami wszelkiej łączności.
Drzwiczki kapsuły zazgrzytały pchnięte od środka, odskoczyły na bok otwierając niewielkie kwadratowe wejście wiodące do wnętrza miniaturowego pojazdu.
Seagal spojrzał wprost w wylot lufy laserowego karabinka, wycelowanego w jego pierś. Trzymający broń mężczyzna kucał tuż za włazem, wpatrując się w marynarzy Grendela szeroko otwartymi oczami. Był młody, przeraźliwie blady, o gęstym zaroście na twarzy i skołtunionych włosach. Jego podarty wojskowy kombinezon nosił barwy i insygnia federalnej marynarki, ale był w opłakanym stanie.
Pasażer kapsuły omiótł obcych rozgorączkowanym wzrokiem, wciąż celując w tors kapitana.
- Coście za jedni? - wychrypiał spierzchniętymi, spękanymi ustami - Kim jesteście?
Ledwie mówił, prędzej zresztą można było tę formę komunikacji nazwać charczeniem niż normalną mową. Thomas zorientował się natychmiast, że pasażer był na skraju odwodnienia, ledwie potrafił formułować zrozumiałe dźwięki. Człowiek w takim stanie, wycieńczony i doprowadzony do ostateczności, mógł być śmiertelnie niebezpiecznym zagrożeniem.
Wątek techniczny
Czyli jednak ktoś żywy!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
8 stycznia 2309, godz. 5.50, obrzeża systemu Rhise, cztery godziny po wyjściu z nadświetlnej
Pasażer kapsuły - jedyny w opinii Seagala, bo zerkając ponad jego ramieniem do środka pojazdu kapitan nie dostrzegł nikogo innego - zamrugał gorączkowo, oblizał bezwiednie usta. Na jego twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny wyraz ulgi, lufa karabinu opadła ku podłodze kapsuły. Mężczyzna próbował zmienić uchwyt zesztywniałych rąk na broni, ale zrobił to nie dość szybko i karabin wypadł mu z ręki uderzając z metalicznym klekotem w próg kapsuły.
- Pilot trzeciej klasy Edward Drake - wycharczał rozbitek opadając bezsilnie na pośladki, usiadł bezradnie na podłodze - Macie coś do picia? Boże, jak ja się cieszę, że cię widzę, stary...
Wątek techniczny
Z humanitarnego punktu widzenia najlepiej zabrać go do kambuza albo ambulatorium!
Pasażer kapsuły - jedyny w opinii Seagala, bo zerkając ponad jego ramieniem do środka pojazdu kapitan nie dostrzegł nikogo innego - zamrugał gorączkowo, oblizał bezwiednie usta. Na jego twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny wyraz ulgi, lufa karabinu opadła ku podłodze kapsuły. Mężczyzna próbował zmienić uchwyt zesztywniałych rąk na broni, ale zrobił to nie dość szybko i karabin wypadł mu z ręki uderzając z metalicznym klekotem w próg kapsuły.
- Pilot trzeciej klasy Edward Drake - wycharczał rozbitek opadając bezsilnie na pośladki, usiadł bezradnie na podłodze - Macie coś do picia? Boże, jak ja się cieszę, że cię widzę, stary...
Wątek techniczny
Z humanitarnego punktu widzenia najlepiej zabrać go do kambuza albo ambulatorium!
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Chodź z nami człowieku, dostaniesz coś do picia a potem ambulatorium. Pogadamy jak wydobrzejesz. Rozglądam się po kapsule, widzę coś wartego zabrania lub uwagi ew. zbadania?
Ostatnio zmieniony 02 kwietnia 2012, 22:34 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
8 stycznia 2309, godz. 5.50, obrzeża systemu Rhise, cztery godziny po wyjściu z nadświetlnej
Mężczyzna w uniformie marynarki podchwycił badawcze spojrzenie Seagala słane w stronę włazu kapsuły, zrozumiał w mig jego znaczenie.
- Jeden trup... - wykrztusił spazmatycznie - Nic wam nie zrobi, sztywny na fest... potem opowiem, co i jak... dajcie pić...
Wątek techniczny
Najprościej byłoby, gdyby Chuck i Max zabrali rozbitka do ambulatorium (sąsiadującego z kambuzem), a Thomas na spokojnie może się rozejrzeć po wnętrzu kapsuły. John pozostaje na mostku, monitoruje wszystkie systemy. Jakieś inne propozycje?
Mężczyzna w uniformie marynarki podchwycił badawcze spojrzenie Seagala słane w stronę włazu kapsuły, zrozumiał w mig jego znaczenie.
- Jeden trup... - wykrztusił spazmatycznie - Nic wam nie zrobi, sztywny na fest... potem opowiem, co i jak... dajcie pić...
Wątek techniczny
Najprościej byłoby, gdyby Chuck i Max zabrali rozbitka do ambulatorium (sąsiadującego z kambuzem), a Thomas na spokojnie może się rozejrzeć po wnętrzu kapsuły. John pozostaje na mostku, monitoruje wszystkie systemy. Jakieś inne propozycje?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Chuck i Max weźcie naszego ocalałego do ambulatorium ja tu nieco zostanę, odbezpieczam karabin laserowy. I rozpoczynam badanie, nie dotykam niczego a napewno nie truposza. Uwazam na niespodzianki.
Ostatnio zmieniony 03 kwietnia 2012, 18:18 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
John Kovalsky był nawigatorem floty kosmicznej z dziada pradziada. Jeko nazwisko było dość sławne w kosmicznym eterze. Cóż, John nie poszedł w ślady przodków, nie latał na wielkich okrętach wojennych. Już nie...
Niesubordynacja kalał tłustymi literami jego niegdyś świetne referencje. Mniejsza z tym jak ten zapis tam trafił. John był po prostu człowiekiem specyficznym, tak z wyglądu jak i z poglądów oraz zachowania.
Na wpół oszalały wzrok wiecznie wybałuszonych bladoniebieskich oczu, łopatowate siekacze oraz jedynie kępkowate rudawe włosy po bokach głowy nie nadawały mu zbyt "wiarygodnego" wyglądu. Ponadto nosowy głos i lekko zbyt wolny sposób wysławiania się w połączeniu z dość nietypowymi anarchistycznymi poglądami dopełniał negatywny na pierwszy rzut oka wizerunek.
Pozory jednak myliły. Przykład Johna mógł być tego przykładem. Jego inteligencja było wysoko powyżej przeciętnej.
Życiem Johnego były loty w kosmos. Od najmłodszych lat wychował się na frachtowcach. W statkach międzyplanetarnych czuł się jak w domu. Jego konikiem była nawigacja. Znał wszystkie nowinki techniczne z tym związanaei każdą wolną chwilę poświęcał na dokształcaniu się i zakupowaniu i "ulepszaniu" nowinek technicznych.
Obecnie John stukał w klawiaturę pulpitu. Kapsuła ratunkowa była zawsze zapowiedzią ciekawej historii.
Ze słuchawkami na uszach przysłuchiwał się rozmowie kapitana z ocalałym.
Lubił być doceniani imponować swoją domyślnością.
Zanim kapitan wydał jakiś rozkaz, z szybkością która rozmywała piszące ręce, sprawdzał dane statku i ocalałego.
Wątek techniczny:
Wyszukuję informacje o FNS "Purcell" i pilocie trzeciej klasy Edwardzie Drake- u.
Niesubordynacja kalał tłustymi literami jego niegdyś świetne referencje. Mniejsza z tym jak ten zapis tam trafił. John był po prostu człowiekiem specyficznym, tak z wyglądu jak i z poglądów oraz zachowania.
Na wpół oszalały wzrok wiecznie wybałuszonych bladoniebieskich oczu, łopatowate siekacze oraz jedynie kępkowate rudawe włosy po bokach głowy nie nadawały mu zbyt "wiarygodnego" wyglądu. Ponadto nosowy głos i lekko zbyt wolny sposób wysławiania się w połączeniu z dość nietypowymi anarchistycznymi poglądami dopełniał negatywny na pierwszy rzut oka wizerunek.
Pozory jednak myliły. Przykład Johna mógł być tego przykładem. Jego inteligencja było wysoko powyżej przeciętnej.
Życiem Johnego były loty w kosmos. Od najmłodszych lat wychował się na frachtowcach. W statkach międzyplanetarnych czuł się jak w domu. Jego konikiem była nawigacja. Znał wszystkie nowinki techniczne z tym związanaei każdą wolną chwilę poświęcał na dokształcaniu się i zakupowaniu i "ulepszaniu" nowinek technicznych.
Obecnie John stukał w klawiaturę pulpitu. Kapsuła ratunkowa była zawsze zapowiedzią ciekawej historii.
Ze słuchawkami na uszach przysłuchiwał się rozmowie kapitana z ocalałym.
Lubił być doceniani imponować swoją domyślnością.
Zanim kapitan wydał jakiś rozkaz, z szybkością która rozmywała piszące ręce, sprawdzał dane statku i ocalałego.
Wątek techniczny:
Wyszukuję informacje o FNS "Purcell" i pilocie trzeciej klasy Edwardzie Drake- u.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Chuck wziął pilota pod rękę, pomógł wstać. Powoli ruszyli w stronę ambulatorium. Kucharz nie lubił gości na pokładzie. Szczególnie nieproszonych. Jednak rozbitkowi nie można było odmówić pomocy. Idąc nie odzywał się w ogóle. Powody były dwa: wycieńczony Eddie i tak nie bardzo mógł gadać. Pozatym kucharz w głowie już opracowywał konieczne zmiany w harmonogramie kuchni - zmiany menu, czy nawet ilości półproduktów, jakie będzie musiał pozmieniać w komputerowym systemie. Te zmiany wproadzały chaos w uporządkowanej kuchni Chucka.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
8 stycznia 2309, godz. 5.50, obrzeża systemu Rhise, cztery godziny po wyjściu z nadświetlnej
Ujęty przez Maxa pod ramię, rozbitek został czym prędzej zaprowadzony na najwyższy poziom Grendela, gdzie w mikroskopijnym ambulatorium czekał już ze skrzynką napojów i ręcznym skanerem medycznym Chuck Horris. Głowa pilota opadała mu non stop na piersi, ledwie przebierał nogami podczas wspinaczki po stromych metalowych schodkach dzielących spód poziomu towarowego od ambulatorium.
Mężczyzna złapał pierwszą podaną mu butelkę oburącz, wypił ją duszkiem nie zważając na cieknące po podbródku krople soku; z drugą poradził sobie równie chwacko, tym razem jednak robił więcej przerw na złapanie oddechu.
- Myślałem, że tam wykituję - wykrztusił nieskładnie, tym razem już nie charcząc tak silnie jak wcześniej - Uratowaliście mi życie. Macie coś do zjedzenia?
W kambuzie był spory wybór prepaków o różnym smaku oraz paczkowanych wędlin, ale w trosce o żołądek gościa Horris pozwolił mu podać na początek jedynie bochenek chleba. Wojskowy pochłonął go w ułamku chwili, wręcz pożerając wszystko do ostatniego okruszka.
- Ile czasu siedziałeś w tej kapsule? - zapytał Chuck, kiedy rozbitek skończył jeść i zaczął pić z trzeciej butelki, tym razem już spokojnie, małymi łyczkami - Wyglądasz na skrajnie odwodnionego.
- Jakieś dwie doby - potrząsnął głową pilot - Normalnie wytrzymałbym dłużej, ale szlag trafił układ nawilżający powietrze i zacząłem się żywcem mumifikować! Wilgotność spadła do dziesięciu procent! Przez pierwsze godziny piłem to, co wysikałem, ale potem nie było już czym sikać...
- Jesteś sam? - odezwał się oparty o ścianę ambulatorium Max - Jak się znalazłeś w kapsule?
- Sam - Drake sposępniał nagle, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, co zmusiło go do skorzystania z pojazdu ratunkowego - Boże, gdyby nie wy, nikt by się nie dowiedział o niczym! Jestem z 720. dywizjonu speedboatów z bazy marynarki na Incentii, eskadra rozpoznawczo-patrolowa. Cztery dni temu skoczyłem z Equusa do Rhise, rutynowy patrol z Incentii na Ivendo. W Rhise czekał już w umówionym miejscu statek-matka Purcell, jednostka zaopatrzniowopaliwowa dla speedboatów. Należał mi się tydzień odpoczynku, nakaz regulaminowy, inaczej człowiek mógłby oszaleć latając tyle godzin w pojedynkę. Na drugi dzień po wejściu na pokład Purcella kapitan odebrał sygnał alarmowy z kuriera marynarki, który się nagle pojawił w systemie. Oprócz mojej łodzi nie mieli żadnej innej jednostki w hangarze, więc wzięli kuriera do środka. Ja byłem w tym czasie w swojej kabinie, chyba tylko dlatego przeżyłem. Reszta zeszła do hangaru spotkać się z załogą kuriera... ale to była pułapka.
Edward Drake urwał na moment, pociągnął głębszy łyk napoju. Zastygli w napięciu marynarze Grendela nie odrywali od niego oczu, ale nie ponaglali mężczyzny zdając sobie sprawę ze stopnia wyczerpania jego organizmu.
- W kurierze byli piraci, skurwiali kryminaliści. Musieli go wcześniej gdzieś zdobyć, załogę pewnie zamordowali. Wcisnęli się do środka po dwóch, trzech na jedno standardowe miejsce. Wystrzelali załogę tendera w hangarze, to była czysta robota, egzekucja. Usłyszałem strzały i krzyki, kapnąłem się zaraz, co jest grane. Na pokładzie Purcella nie miałbym szans, ale chciałem im darować napadu. Podłożyłem im małe ładunki wybuchowe na konsoletach w maszynowni, żeby rozwalić układ sterowania napędem, a potem zwiałem do najbliższej kapsuły. Tam dopadł mnie jeden z nich, widocznie przeszukiwali statek, żeby się upewnić, że wszyscy nasi nie żyją. Wepchnąłem drania z rozpędu do kapsuły, inni zaczęli za nami strzelać przez właz, zanim go nie zatrzasnąłem. Tamten oberwał od swoich, zginął, ale rozwalili też część aparatury w kapsule i jej log. To dlatego nie miałem z wami łączności radiowej, szlag trafił komunikator, układ manewrowy też się sypnął.
Pilot przesunął spojrzeniem po twarzach słuchających go w skupieniu mężczyzn.
- Nie wiem jak wam dziękować. Gdyby nie wy, pewnie by mnie ktoś znalazł za parę lat albo i wcale.
Wątek techniczny
Pierwsze objaśnienia już za nami. Historia brutalna, ale wiarygodna, przynajmniej w tej części sektora.
Ujęty przez Maxa pod ramię, rozbitek został czym prędzej zaprowadzony na najwyższy poziom Grendela, gdzie w mikroskopijnym ambulatorium czekał już ze skrzynką napojów i ręcznym skanerem medycznym Chuck Horris. Głowa pilota opadała mu non stop na piersi, ledwie przebierał nogami podczas wspinaczki po stromych metalowych schodkach dzielących spód poziomu towarowego od ambulatorium.
Mężczyzna złapał pierwszą podaną mu butelkę oburącz, wypił ją duszkiem nie zważając na cieknące po podbródku krople soku; z drugą poradził sobie równie chwacko, tym razem jednak robił więcej przerw na złapanie oddechu.
- Myślałem, że tam wykituję - wykrztusił nieskładnie, tym razem już nie charcząc tak silnie jak wcześniej - Uratowaliście mi życie. Macie coś do zjedzenia?
W kambuzie był spory wybór prepaków o różnym smaku oraz paczkowanych wędlin, ale w trosce o żołądek gościa Horris pozwolił mu podać na początek jedynie bochenek chleba. Wojskowy pochłonął go w ułamku chwili, wręcz pożerając wszystko do ostatniego okruszka.
- Ile czasu siedziałeś w tej kapsule? - zapytał Chuck, kiedy rozbitek skończył jeść i zaczął pić z trzeciej butelki, tym razem już spokojnie, małymi łyczkami - Wyglądasz na skrajnie odwodnionego.
- Jakieś dwie doby - potrząsnął głową pilot - Normalnie wytrzymałbym dłużej, ale szlag trafił układ nawilżający powietrze i zacząłem się żywcem mumifikować! Wilgotność spadła do dziesięciu procent! Przez pierwsze godziny piłem to, co wysikałem, ale potem nie było już czym sikać...
- Jesteś sam? - odezwał się oparty o ścianę ambulatorium Max - Jak się znalazłeś w kapsule?
- Sam - Drake sposępniał nagle, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, co zmusiło go do skorzystania z pojazdu ratunkowego - Boże, gdyby nie wy, nikt by się nie dowiedział o niczym! Jestem z 720. dywizjonu speedboatów z bazy marynarki na Incentii, eskadra rozpoznawczo-patrolowa. Cztery dni temu skoczyłem z Equusa do Rhise, rutynowy patrol z Incentii na Ivendo. W Rhise czekał już w umówionym miejscu statek-matka Purcell, jednostka zaopatrzniowopaliwowa dla speedboatów. Należał mi się tydzień odpoczynku, nakaz regulaminowy, inaczej człowiek mógłby oszaleć latając tyle godzin w pojedynkę. Na drugi dzień po wejściu na pokład Purcella kapitan odebrał sygnał alarmowy z kuriera marynarki, który się nagle pojawił w systemie. Oprócz mojej łodzi nie mieli żadnej innej jednostki w hangarze, więc wzięli kuriera do środka. Ja byłem w tym czasie w swojej kabinie, chyba tylko dlatego przeżyłem. Reszta zeszła do hangaru spotkać się z załogą kuriera... ale to była pułapka.
Edward Drake urwał na moment, pociągnął głębszy łyk napoju. Zastygli w napięciu marynarze Grendela nie odrywali od niego oczu, ale nie ponaglali mężczyzny zdając sobie sprawę ze stopnia wyczerpania jego organizmu.
- W kurierze byli piraci, skurwiali kryminaliści. Musieli go wcześniej gdzieś zdobyć, załogę pewnie zamordowali. Wcisnęli się do środka po dwóch, trzech na jedno standardowe miejsce. Wystrzelali załogę tendera w hangarze, to była czysta robota, egzekucja. Usłyszałem strzały i krzyki, kapnąłem się zaraz, co jest grane. Na pokładzie Purcella nie miałbym szans, ale chciałem im darować napadu. Podłożyłem im małe ładunki wybuchowe na konsoletach w maszynowni, żeby rozwalić układ sterowania napędem, a potem zwiałem do najbliższej kapsuły. Tam dopadł mnie jeden z nich, widocznie przeszukiwali statek, żeby się upewnić, że wszyscy nasi nie żyją. Wepchnąłem drania z rozpędu do kapsuły, inni zaczęli za nami strzelać przez właz, zanim go nie zatrzasnąłem. Tamten oberwał od swoich, zginął, ale rozwalili też część aparatury w kapsule i jej log. To dlatego nie miałem z wami łączności radiowej, szlag trafił komunikator, układ manewrowy też się sypnął.
Pilot przesunął spojrzeniem po twarzach słuchających go w skupieniu mężczyzn.
- Nie wiem jak wam dziękować. Gdyby nie wy, pewnie by mnie ktoś znalazł za parę lat albo i wcale.
Wątek techniczny
Pierwsze objaśnienia już za nami. Historia brutalna, ale wiarygodna, przynajmniej w tej części sektora.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
8 stycznia 2309, godz. 5.50, obrzeża systemu Rhise, cztery godziny po wyjściu z nadświetlnej
Seagal odprowadził wzrokiem towarzyszy i zamknąwszy od środka śluzę przeszedł przez nią w kierunku otwartej kapsuły. Nim przekroczył próg włazu, zajrzał uważnie do wnętrza, odnotowując podejrzliwym spojrzeniem osmalone dziury w pokładowej aparaturze, znaczące miejsca, gdzie wystrzelone z lasera wiązki energii zniszczyły elementy elektronicznych podzespołów.
Kapitan przekroczył próg i znalazł się w ciasnym wnętrzu pojazdu ratunkowego, pomiędzy czterema rozstawionymi w równych odstępach i zwróconymi ku środkowi fotelami. Jego obciążona płaskim magnesem stopa potrąciła porzucony przy włazie karabin, toteż schylił się, oderwał broń z niejakim trudem od przyciągającego ją buta, zlustrował laser wzrokiem. Był to Iacton Mk 7, kompaktowy krótkolufowy karabinek laserowy o baterii pozwalającej na oddanie do trzydziestu strzałów, wprowadzony kilka lat wcześniej na wyposażenie personelu marynarki, ale od wielu miesięcy dostępny również na rynku cywilnym. Miernik stanu baterii zdradzał, że akumulator broni został w połowie wyczerpany.
Seagal odłożył broń na jeden z foteli, po czym przykucnął obok leżącego między siedzeniami ludzkiego ciała, wciśniętego pomiędzy fotele w groteskowy sposób. Zwłoki należały do młodego czarnoskórego mężczyzny o krótkich kręconych włosach i odsłoniętych w pośmiertnym grymasie śnieżnobiałych zębami. Lustrujący ciało kapitan stwierdził, że pirat zginął od trzech trafień wiązką skondensowanej energii w klatkę piersiową. Nigdzie nie było rzecz jasna śladu krwawienia, rany zostały wypalone w momencie rozproszenia energii kinetycznej wiązek, fala gorąca natychmiast zasklepiła naczynka krwionośne w miejscach trafienia.
Czarnoskóry bandyta miał na sobie zmięte cywilne ubranie, niedbale dopasowane i niedbale założone. Thomasa specjalnie to nie zdziwiło, bo domyślał się, że poziom higieny i dyscypliny stroju nie był wśród pirackich marynarzy specjalnie wysoki. Dla pewności rozpiął niezgrabnie bluzę zabitego, by upewnić się, że wzór otworów wypalonych laserem w ubraniu pokrywa się z ranami na piersiach Murzyna. Był identyczny, chociaż same obrażenia przyciągnęły uwagę inżyniera na chwilę dłużej. Seagal nie miewał zbyt wiele wspólnego z umarłymi, patologia sądowa nigdy go nie pociągała, wręcz przeciwnie - a mimo to gapił się przez chwilę z chorobliwa fascynacją na trzy nieforemne otworki ziejące czernią w odsłoniętej klatce piersiowej zabitego, sięgające głęboko w jego ciało. Rany były sporych rozmiarów, w jedną z nich Thomas mógłby wsadzić od biedy dwa złożone palce.
Kapitan wzdrygnął się na samą myśl o czymś takim, przesłonił piersi pirata czym prędzej materiałem koszuli, podniósł się z kucek. Oględziny zniszczonych ostrzałem elementów kapsuły dowiodły, że układ nawilżania powietrza faktycznie został nieodwracalnie zniszczony, podobnie jak elektroniczny dziennik pokładowy pojazdu i komputerek pozwalający na ograniczone sterowanie kapsułą od środka.
Edward Drake miał ogromne szczęście, że przypadkowa wiązka lasera nie trafiła w niewielki kanciasty nadajnik sygnału naprowadzającego, wówczas bowiem kapsuła przepadłaby na wieczność w bezkresnej czerni kosmosu.
Wątek techniczny
Oględziny kapsuły wykazały obecność jednego trupa, żadnych innych ocalałych. Co teraz, marsz do ambulatorium?
Seagal odprowadził wzrokiem towarzyszy i zamknąwszy od środka śluzę przeszedł przez nią w kierunku otwartej kapsuły. Nim przekroczył próg włazu, zajrzał uważnie do wnętrza, odnotowując podejrzliwym spojrzeniem osmalone dziury w pokładowej aparaturze, znaczące miejsca, gdzie wystrzelone z lasera wiązki energii zniszczyły elementy elektronicznych podzespołów.
Kapitan przekroczył próg i znalazł się w ciasnym wnętrzu pojazdu ratunkowego, pomiędzy czterema rozstawionymi w równych odstępach i zwróconymi ku środkowi fotelami. Jego obciążona płaskim magnesem stopa potrąciła porzucony przy włazie karabin, toteż schylił się, oderwał broń z niejakim trudem od przyciągającego ją buta, zlustrował laser wzrokiem. Był to Iacton Mk 7, kompaktowy krótkolufowy karabinek laserowy o baterii pozwalającej na oddanie do trzydziestu strzałów, wprowadzony kilka lat wcześniej na wyposażenie personelu marynarki, ale od wielu miesięcy dostępny również na rynku cywilnym. Miernik stanu baterii zdradzał, że akumulator broni został w połowie wyczerpany.
Seagal odłożył broń na jeden z foteli, po czym przykucnął obok leżącego między siedzeniami ludzkiego ciała, wciśniętego pomiędzy fotele w groteskowy sposób. Zwłoki należały do młodego czarnoskórego mężczyzny o krótkich kręconych włosach i odsłoniętych w pośmiertnym grymasie śnieżnobiałych zębami. Lustrujący ciało kapitan stwierdził, że pirat zginął od trzech trafień wiązką skondensowanej energii w klatkę piersiową. Nigdzie nie było rzecz jasna śladu krwawienia, rany zostały wypalone w momencie rozproszenia energii kinetycznej wiązek, fala gorąca natychmiast zasklepiła naczynka krwionośne w miejscach trafienia.
Czarnoskóry bandyta miał na sobie zmięte cywilne ubranie, niedbale dopasowane i niedbale założone. Thomasa specjalnie to nie zdziwiło, bo domyślał się, że poziom higieny i dyscypliny stroju nie był wśród pirackich marynarzy specjalnie wysoki. Dla pewności rozpiął niezgrabnie bluzę zabitego, by upewnić się, że wzór otworów wypalonych laserem w ubraniu pokrywa się z ranami na piersiach Murzyna. Był identyczny, chociaż same obrażenia przyciągnęły uwagę inżyniera na chwilę dłużej. Seagal nie miewał zbyt wiele wspólnego z umarłymi, patologia sądowa nigdy go nie pociągała, wręcz przeciwnie - a mimo to gapił się przez chwilę z chorobliwa fascynacją na trzy nieforemne otworki ziejące czernią w odsłoniętej klatce piersiowej zabitego, sięgające głęboko w jego ciało. Rany były sporych rozmiarów, w jedną z nich Thomas mógłby wsadzić od biedy dwa złożone palce.
Kapitan wzdrygnął się na samą myśl o czymś takim, przesłonił piersi pirata czym prędzej materiałem koszuli, podniósł się z kucek. Oględziny zniszczonych ostrzałem elementów kapsuły dowiodły, że układ nawilżania powietrza faktycznie został nieodwracalnie zniszczony, podobnie jak elektroniczny dziennik pokładowy pojazdu i komputerek pozwalający na ograniczone sterowanie kapsułą od środka.
Edward Drake miał ogromne szczęście, że przypadkowa wiązka lasera nie trafiła w niewielki kanciasty nadajnik sygnału naprowadzającego, wówczas bowiem kapsuła przepadłaby na wieczność w bezkresnej czerni kosmosu.
Wątek techniczny
Oględziny kapsuły wykazały obecność jednego trupa, żadnych innych ocalałych. Co teraz, marsz do ambulatorium?