PBF - Podstępna rubież
-Miejsca jest dość i nie masz się co martwić,Salt...dokulamy się na miejsce.To cudeńko-Leon poklepał deske rozdzielczą wozu-sporo potrafi.Jak przyjdzie wiać zadziwi wszystkich.Nitro,pełne kapcie i...-tu zrobił dramatyczną pauzę-niespodzianka.Może nie jest wygodny ale jak najbardziej praktyczny.No i jeździ na najgorszym syfie w baku
Obszedł powoli poodrapywany wóz ciągnąc ręką po krawędzi dachu, zajrzał do wnętrza przez zakurzone okno, oparł się ręką o prawy błotnik i mocno docisnął sprawdzając sprężystość amortyzatorów. Skrzywił się delikatnie popatrując na tylni zderzak, puknął go czubkiem buta.
- Chyba będziesz musiał coś z nim zrobić, jak się zatrzymamy. Lepiej dokręć, bo jeszcze chłopakom zostanie na drodze... Jedziemy! - zagaił zdecydowanie do Leona.
Zgarnął z ziemi plecak, wrzucił na tylne siedzenie samochodu i odwrócił się do Wilsona.
- Paul, zatem radio u nas, Ty pilnuj chłopaków. Wolę dowódcę z jednym uchem niźli z żadnym! - mrugnął do Wilsona szczerząc zębiska w radosnym uśmiechu i rzucił do reszty towarzyszy - I pomyślcie jak się przetasować, kiepsko jak wszyscy będą na jednej budzie i coś pizgnie z krzaków. Tym bardziej jak doturlamy się w okolice miasta... Cholera wie co tam zostało po Molochu.
- Chyba będziesz musiał coś z nim zrobić, jak się zatrzymamy. Lepiej dokręć, bo jeszcze chłopakom zostanie na drodze... Jedziemy! - zagaił zdecydowanie do Leona.
Zgarnął z ziemi plecak, wrzucił na tylne siedzenie samochodu i odwrócił się do Wilsona.
- Paul, zatem radio u nas, Ty pilnuj chłopaków. Wolę dowódcę z jednym uchem niźli z żadnym! - mrugnął do Wilsona szczerząc zębiska w radosnym uśmiechu i rzucił do reszty towarzyszy - I pomyślcie jak się przetasować, kiepsko jak wszyscy będą na jednej budzie i coś pizgnie z krzaków. Tym bardziej jak doturlamy się w okolice miasta... Cholera wie co tam zostało po Molochu.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Techniczny:
Zapomnieliśmy o tych dwóch ludzikach co czekali na rozwój wypadków, ich też bierzemy na pakę pikapa, albo lepiej do wozu Leona jak ma z tyłu 2 miejsca i Jack bedziesz ich urabiał coby nas polubili
.
Bo na pace pikupa to już są Harley, Wielebny, i wysoki Nieznajomy z białawymi włosami?. Kolejne 2 osoby to ciasno tam będzie... Ale zabrać ich trzeba.
Edit: Nie chcę Was martwić ale jak ostatnio byłem kapitanem statku kosmicznego to pbf padł i wszyscy umarli... No dobra żyją ale pbf padł.
Zapomnieliśmy o tych dwóch ludzikach co czekali na rozwój wypadków, ich też bierzemy na pakę pikapa, albo lepiej do wozu Leona jak ma z tyłu 2 miejsca i Jack bedziesz ich urabiał coby nas polubili
Bo na pace pikupa to już są Harley, Wielebny, i wysoki Nieznajomy z białawymi włosami?. Kolejne 2 osoby to ciasno tam będzie... Ale zabrać ich trzeba.
Edit: Nie chcę Was martwić ale jak ostatnio byłem kapitanem statku kosmicznego to pbf padł i wszyscy umarli... No dobra żyją ale pbf padł.
Ostatnio zmieniony 23 kwietnia 2012, 17:36 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
A więc ciekaw jesteś mojej osoby?-zapytał Asha nieznajomy,jednocześnie wyciągając pobliźnioną dłoń,nie pomijając przy tym siedzącego w poblizu wielebnego-Mówię na siebie Stalker,a Wy możecie mnie nazywać jak się Wam podoba. Moja historia zaczęła się w najbardziej chyba zasyfiałym zakamarku ZSZ-ów czyli nad Missisipi. Dziadunio Artem zdaje się był,jak opowiadał,ruskim imigrantem i taryfiarzem. Potrafił świetnie opowiadać różne historie. Kiedyś zasunął gadkę o jakimś wielkim mieście,ponoć tak samo dużym jak Nowy Jork,ale gdzieś cholernie daleko za morzem. Mówił że po wojnie mieszkańcy pochowali się w takich tunelach pod miastem co to niby kolej jeździła,ale nie taka jak tu w Apallachach tylko taka na prąd. Opowiadał że żyją tam setki ludzi,jak w mieście,podzieleni na różne ugrupowania i mają się całkiem dobrze dzięki Stalkerom. Ci twardziele niby wychodzą na powierzchnię szperając w ruinach i dostarczają tym na dole różne gamble przedwojenne. Czasem też zdrowo dowalają mutkom. Więc sam się zacząłem zajmować czymś takim,szperam po okolicy a co wyszperam to na handel,w końcu trzeba z czegoś żyć. Pojęcia nie masz w jakim syfie trzeba nieraz grzebać...ale naprawdę warto. Można znaleźć takie cuda że się w pale nie mieści. Ryzyko duże ale opłacalne.
Wątek Techniczny I tak siedząc sobie na pace snujemy z Ashem i wielebnym opowieści dziwnej treści.Poza tym nieznajomy jest mały i nie ma białych włosów.Przecież to nie wiedźmin.a do Asha gadam przez tylne okienko
Wątek Techniczny I tak siedząc sobie na pace snujemy z Ashem i wielebnym opowieści dziwnej treści.Poza tym nieznajomy jest mały i nie ma białych włosów.Przecież to nie wiedźmin.a do Asha gadam przez tylne okienko
Ostatnio zmieniony 23 kwietnia 2012, 17:05 przez chemdog, łącznie zmieniany 1 raz.
Salt zamierzył się aby wsiąść do samochodu, nawet już przełożył nogę przez próg gdy nagle zatrzymał się w pół ruchu. Odwrócił się spoglądając oceniająco na pozostałą parę włóczęgów.
- Aaa... Jeszcze Wy! Panowie, krótka prezentacja i wskakiwać do wozów! Zawijamy się bo za chwilę to zostaniemy tu sami i zakwitniemy.
Drgnął lekko i przyjrzał się ponownie dwójce nieznajomych taksując wzrokiem odzienie, broń i ekwipunek.
- Nie macie jakiegoś choróbska przypadkiem? Ash by was obejrzał w wolnej chwili. I chyba nie macie towarzystwa... - ostatnie zdanie dodał ściszając głos, na poły do siebie z myślą czy aby nie oblezą wszystkich jakieś wszy albo inne ustrojstwo.
Aravenie: a dowaliłem kawałek fabularki z tamtymi dwoma gapowiczami
- Aaa... Jeszcze Wy! Panowie, krótka prezentacja i wskakiwać do wozów! Zawijamy się bo za chwilę to zostaniemy tu sami i zakwitniemy.
Drgnął lekko i przyjrzał się ponownie dwójce nieznajomych taksując wzrokiem odzienie, broń i ekwipunek.
- Nie macie jakiegoś choróbska przypadkiem? Ash by was obejrzał w wolnej chwili. I chyba nie macie towarzystwa... - ostatnie zdanie dodał ściszając głos, na poły do siebie z myślą czy aby nie oblezą wszystkich jakieś wszy albo inne ustrojstwo.
Aravenie: a dowaliłem kawałek fabularki z tamtymi dwoma gapowiczami
Ostatnio zmieniony 23 kwietnia 2012, 21:00 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Thornton Ave w Princeton, poranek 7 maja 2055
Wilson odczekał jeszcze chwilę na kwatermistrza Czarnych Żmii, wrzucającego z pomocą kilku kompanów przydziałowe racje żywnościowe do ruszających z parkingu wozów. Posępny mężczyzna o pociętej bliznami twarzy przeliczył ilość pasażerów w każdym pojeździe Aniołów Śmierci, a dwaj młodzi najemnicy z bronią krótką przy pasach, najpewniej świeży rekruci zaczynający karierę w bojówce od służby zaopatrzeniowej, wrzucili przez uchylone okna pojazdów odpowiednią liczbę papierowych toreb z prowiantem i plastikowych butelek wypełnionych odkażoną chlorem wodą.
- Jedziecie jako pierwsi - rzucił sucho Paul, wychylając się przez swe boczne okno i spoglądając ostro na siedzącego za kierownicą Jeepa człowieka. Zasiadający w przednim fotelu pasażera Preston odpowiedział mu wściekłym spojrzeniem, ale nie zaoponował, wydając z siebie w zamian przeciągłe warknięcie zrozumiane przez kierowcę jako polecenie. Patriot ruszył ostro ku bramie parkingu, sypiąc spod opon kawałkami żwiru.
- Kretyn - skomentował Ash odprowadzając Jeepa spojrzeniem i bębniąc palcami wystawionej przez okno ręki w drzwi pikapa - Zero szacunku do swojego sprzętu.
Wilson zerknął w tylne lusterko na samochód Leona. Starsze małżeństwo, które przedstawiło się jako pani i pan Smith, akurat zamykało drzwi speedera, rozsiadając się wygodnie na tylnych siedzeniach.
- Ruszaj, bo nam zwieją - rzucił do kompana Tisdale, oglądając się jednocześnie na pakę pikapa stanowiącą schronienie dla Radeforda i niepozornego człowieczka o ksywce Stalker.
Wątek techniczny
Jedna ważna kwestia. Ekipa ze speedera przewozi radio, musi zatem znaleźć sposób na przekazywanie wieści do reszty patrolu. Nie zapominajcie, jedziecie w trzy wozy, a generalnie każdy BG pcha się do pikapa, więc radiowiec najpewniej zostanie w aucie z parą NPC-ów. Jak ma się z Wami kontaktować na trasie, na migi, błyskając lampami?
Wilson odczekał jeszcze chwilę na kwatermistrza Czarnych Żmii, wrzucającego z pomocą kilku kompanów przydziałowe racje żywnościowe do ruszających z parkingu wozów. Posępny mężczyzna o pociętej bliznami twarzy przeliczył ilość pasażerów w każdym pojeździe Aniołów Śmierci, a dwaj młodzi najemnicy z bronią krótką przy pasach, najpewniej świeży rekruci zaczynający karierę w bojówce od służby zaopatrzeniowej, wrzucili przez uchylone okna pojazdów odpowiednią liczbę papierowych toreb z prowiantem i plastikowych butelek wypełnionych odkażoną chlorem wodą.
- Jedziecie jako pierwsi - rzucił sucho Paul, wychylając się przez swe boczne okno i spoglądając ostro na siedzącego za kierownicą Jeepa człowieka. Zasiadający w przednim fotelu pasażera Preston odpowiedział mu wściekłym spojrzeniem, ale nie zaoponował, wydając z siebie w zamian przeciągłe warknięcie zrozumiane przez kierowcę jako polecenie. Patriot ruszył ostro ku bramie parkingu, sypiąc spod opon kawałkami żwiru.
- Kretyn - skomentował Ash odprowadzając Jeepa spojrzeniem i bębniąc palcami wystawionej przez okno ręki w drzwi pikapa - Zero szacunku do swojego sprzętu.
Wilson zerknął w tylne lusterko na samochód Leona. Starsze małżeństwo, które przedstawiło się jako pani i pan Smith, akurat zamykało drzwi speedera, rozsiadając się wygodnie na tylnych siedzeniach.
- Ruszaj, bo nam zwieją - rzucił do kompana Tisdale, oglądając się jednocześnie na pakę pikapa stanowiącą schronienie dla Radeforda i niepozornego człowieczka o ksywce Stalker.
Wątek techniczny
Jedna ważna kwestia. Ekipa ze speedera przewozi radio, musi zatem znaleźć sposób na przekazywanie wieści do reszty patrolu. Nie zapominajcie, jedziecie w trzy wozy, a generalnie każdy BG pcha się do pikapa, więc radiowiec najpewniej zostanie w aucie z parą NPC-ów. Jak ma się z Wami kontaktować na trasie, na migi, błyskając lampami?