ZC - Tajemnica Domu Westonów
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Areszt Komendy Głównej Policji; Arkham; popołudnie 25 listopada 1920;
Policyjne auto zajechało na tyły komendy, gdzie jak dobrze wiedział Will znajdowało się wejście do aresztu śledczego. Gruby policjant trzymając rękę na rewolwerze zaprowadził do osobnych cel. Will wiedział co ich czeka. Żmudne przesłuchania, wypytywanie o coraz mniejsze szczegóły, weryfikowanie zeznań, aż w końcu któryś z nich się złamie i wypali coś głupiego. Brendi i Gillingham mogli przynajmniej liczyć na jakotakie traktowanie. Detektyw był jednak metysem, więc spodziewał się, że czekają go także dodatkowe atrakcje i pewno nieraz dostanie pałką przez plecy. Prawo nie chroniło go w takim stopniu jak białych. Został odprowadzony do bocznego skrzydła przepełnionego kolorowymi przestępcami. Przynajmniej mógł liczyć na jakiekolwek towarzystwo. Chłopaki pewno dostali jednoosobowe cele.
Wątek techniczny
Alex i Paul zostali umieszczeni w pojedynczych celach o całkiem przyzwoitym standardzie. Policjant zaoferował możliwośćc skontaktowania się ze wskazanym prawnikiem.
Ewentualna prośba Willa o adwokata spotyka się wyśmianiem skwitowanym tezą kto chciałby bronić brudasa. Niemniej jednak dostaje konstytucyjne prawo do telefonu.
Kontaktujecie się z kimś?
Policyjne auto zajechało na tyły komendy, gdzie jak dobrze wiedział Will znajdowało się wejście do aresztu śledczego. Gruby policjant trzymając rękę na rewolwerze zaprowadził do osobnych cel. Will wiedział co ich czeka. Żmudne przesłuchania, wypytywanie o coraz mniejsze szczegóły, weryfikowanie zeznań, aż w końcu któryś z nich się złamie i wypali coś głupiego. Brendi i Gillingham mogli przynajmniej liczyć na jakotakie traktowanie. Detektyw był jednak metysem, więc spodziewał się, że czekają go także dodatkowe atrakcje i pewno nieraz dostanie pałką przez plecy. Prawo nie chroniło go w takim stopniu jak białych. Został odprowadzony do bocznego skrzydła przepełnionego kolorowymi przestępcami. Przynajmniej mógł liczyć na jakiekolwek towarzystwo. Chłopaki pewno dostali jednoosobowe cele.
Wątek techniczny
Alex i Paul zostali umieszczeni w pojedynczych celach o całkiem przyzwoitym standardzie. Policjant zaoferował możliwośćc skontaktowania się ze wskazanym prawnikiem.
Ewentualna prośba Willa o adwokata spotyka się wyśmianiem skwitowanym tezą kto chciałby bronić brudasa. Niemniej jednak dostaje konstytucyjne prawo do telefonu.
Kontaktujecie się z kimś?
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2012, 13:12 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Komenda Główna Policji; Arkham; ranek 26 listopada 1920;
Will został ponownie zaprowadzony na przesłuchanie. W półmroku pomieszczenia dostrzegł dwie osoby. Spodziewał się Jacksona i stenotypisty. W pokoju jednak siedzieli Alex, Paul. Znaleźli się tam dosłownie minutę wcześniej.
- Cholera, konfrontacja? Co ten debil wymyślił? - Hutchinson zastanawiał się co strzeliło do głowy Jacksonowi,że kazał całą trójkę umieścić w jednym pomieszczeniu, gdzie mogli ustalić fakty i zeznania, tym samym przeszkadzając prokuraturze. Odpowiedź nasunęła się sama chwilę później. Do sali wtargnął czerwony ze złości szkocki detektyw klnąc na cały świat:
- Fucking idiots! For God's sake, kto kazał ich umieścić razem?! - gdy tylko zamknął drzwi, zwrócił się do aresztowanych: - Dobra, nie wiem jak się tu znaleźliście, ale...
- Jackson! Do mnie do biura! Natychmiast! - detektywowi przerwał dobrze znany Willowi, charakterystyczny, wysoki głos komendanta Tubbsa. Policjant oniemiał, odwrócił się jednak na pięcie, nie śmiąc się przeciwstawić poleceniu przełożonego, wyszedł z salki i zamknął drzwi na klucz.
- Cokolwiek się stało, wygląda na to, że ten fucking wanker stracił to śledztwo. - oznajmił przeklinając z brytyjska Hutchinson.
Wątek techniczny
Wygląda na to, że zostaliście sami. Chcecie coś ustalić. Na korytarzu wydaje się być zupełnie cicho, choć niewykluczone, że na zewnątrz może być wartownik. Wydaje się, że jeżeli ktoś będzie szedł do pokoju przesłuchań to odgłos butów powinien was zaalarmować co najmniej kilka sekund wcześniej.
Will został ponownie zaprowadzony na przesłuchanie. W półmroku pomieszczenia dostrzegł dwie osoby. Spodziewał się Jacksona i stenotypisty. W pokoju jednak siedzieli Alex, Paul. Znaleźli się tam dosłownie minutę wcześniej.
- Cholera, konfrontacja? Co ten debil wymyślił? - Hutchinson zastanawiał się co strzeliło do głowy Jacksonowi,że kazał całą trójkę umieścić w jednym pomieszczeniu, gdzie mogli ustalić fakty i zeznania, tym samym przeszkadzając prokuraturze. Odpowiedź nasunęła się sama chwilę później. Do sali wtargnął czerwony ze złości szkocki detektyw klnąc na cały świat:
- Fucking idiots! For God's sake, kto kazał ich umieścić razem?! - gdy tylko zamknął drzwi, zwrócił się do aresztowanych: - Dobra, nie wiem jak się tu znaleźliście, ale...
- Jackson! Do mnie do biura! Natychmiast! - detektywowi przerwał dobrze znany Willowi, charakterystyczny, wysoki głos komendanta Tubbsa. Policjant oniemiał, odwrócił się jednak na pięcie, nie śmiąc się przeciwstawić poleceniu przełożonego, wyszedł z salki i zamknął drzwi na klucz.
- Cokolwiek się stało, wygląda na to, że ten fucking wanker stracił to śledztwo. - oznajmił przeklinając z brytyjska Hutchinson.
Wątek techniczny
Wygląda na to, że zostaliście sami. Chcecie coś ustalić. Na korytarzu wydaje się być zupełnie cicho, choć niewykluczone, że na zewnątrz może być wartownik. Wydaje się, że jeżeli ktoś będzie szedł do pokoju przesłuchań to odgłos butów powinien was zaalarmować co najmniej kilka sekund wcześniej.
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2012, 13:25 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Cześć chłopaki, mam nadzieję, że u was dają lepsze jedzenie - Will spojrzał na towarzyszy niedoli. Zastanawiał się czy to wspólna spotkane nie jest tylko wymyślną sztuczką. Jackson podkopał trochę morale, każdego z nich, mówiąc, że ma na nich obciążające zeznania, wyciągnięte od pozostałych. Może chciał sprowokować kłótnię, z której dowiedziałby się więcej szczegółów o zdarzeniach w piwnicy.
Detektyw chciał jednak wykorzystać ten czas do ustalenie wspólnej wersji wydarzeń. Takiej, która uchroni ich przed ciężkim wyrokiem oraz wariatkowem.
- I jak tam chłopaki powiedzieliście jak było? Jeżeli tak to śniadanie zjemy w restauracji. Co nas podkusiło z tymi egzorcyzmami, istne szaleństwo - Will mrugnął okiem do Alexa i Paula.
- Za bardzo poddaliśmy się atmosferze i mrocznej historii tego domu. Niemniej jednak tego zaschniętego trupa w piwnicy znaleźliśmy. Musi być, że to sam Weston. Pamiętacie jak usunęliśmy te dechy i jedna dziabnęła mnie w bark. Przyszło mi w tedy na myśl, czy zamknęliśmy drzwi na górze. Jak bym wtedy poszedł sprawdzić, może staruch nie wlazł by do domu. Cholera to musiał być ten sam drań co kręcił się koło zgliszczy sekciarskiego kościoła. To, że wleźliśmy do tamtych podziemi musiał odebrać za bluźnierczy czyn. Dlatego włamał się do Alexa i starał się go zabić. Dlatego też, wlazł nam do piwnicy. Biedny Kirdegard, stał najbliżej schodów. Gdyby nie to, każdy z nas mógłby teraz leżeć w szpitalu z dziurą między łopatkami - Will pokręcił smutno głową.
- Staruch nic już nikomu nie zrobi. Nie mam pojęcia jak mogłem w niego chybić za pierwszym razem, na szczęście druga kula go powaliła, a cios w łeb zakończył jego parszywą egzystencję. Myślę, że Kirdegard miał sporo szczęścia, że kula nie trafiła w serce. Opatrzyliśmy go niemal natychmiast. Co nie Alex? Znasz się trochę na pierwszej pomocy.
- Nie trzeba było jednak wpadać w szał i wyładowywać frustracji na tym zgniłku - Will mrugnął do Alexa. Ja rozumiem, że atmosfera była nieco nerwowa. Trupy, strzelanina, ranni. Nie każdy jest stworzony do akcji, jakby żywce wyciągniętych z dzikiego zachodu. Trochę nas poniosło. Być może i to jego trup w piwnicy odpowiadał za wszystkie tragedie w tym domu. Słyszałem, że jak trup gnije, to powstają różne jady i gazy. Może to właśnie to zatruwało tam atmosferę. Jednak, żeby okładać go gołymi rękoma - Will mrugnął do Paula.
- Ja też bez winy nie jestem, bo mu łopatą przyłożyłem.
Detektyw chciał jednak wykorzystać ten czas do ustalenie wspólnej wersji wydarzeń. Takiej, która uchroni ich przed ciężkim wyrokiem oraz wariatkowem.
- I jak tam chłopaki powiedzieliście jak było? Jeżeli tak to śniadanie zjemy w restauracji. Co nas podkusiło z tymi egzorcyzmami, istne szaleństwo - Will mrugnął okiem do Alexa i Paula.
- Za bardzo poddaliśmy się atmosferze i mrocznej historii tego domu. Niemniej jednak tego zaschniętego trupa w piwnicy znaleźliśmy. Musi być, że to sam Weston. Pamiętacie jak usunęliśmy te dechy i jedna dziabnęła mnie w bark. Przyszło mi w tedy na myśl, czy zamknęliśmy drzwi na górze. Jak bym wtedy poszedł sprawdzić, może staruch nie wlazł by do domu. Cholera to musiał być ten sam drań co kręcił się koło zgliszczy sekciarskiego kościoła. To, że wleźliśmy do tamtych podziemi musiał odebrać za bluźnierczy czyn. Dlatego włamał się do Alexa i starał się go zabić. Dlatego też, wlazł nam do piwnicy. Biedny Kirdegard, stał najbliżej schodów. Gdyby nie to, każdy z nas mógłby teraz leżeć w szpitalu z dziurą między łopatkami - Will pokręcił smutno głową.
- Staruch nic już nikomu nie zrobi. Nie mam pojęcia jak mogłem w niego chybić za pierwszym razem, na szczęście druga kula go powaliła, a cios w łeb zakończył jego parszywą egzystencję. Myślę, że Kirdegard miał sporo szczęścia, że kula nie trafiła w serce. Opatrzyliśmy go niemal natychmiast. Co nie Alex? Znasz się trochę na pierwszej pomocy.
- Nie trzeba było jednak wpadać w szał i wyładowywać frustracji na tym zgniłku - Will mrugnął do Alexa. Ja rozumiem, że atmosfera była nieco nerwowa. Trupy, strzelanina, ranni. Nie każdy jest stworzony do akcji, jakby żywce wyciągniętych z dzikiego zachodu. Trochę nas poniosło. Być może i to jego trup w piwnicy odpowiadał za wszystkie tragedie w tym domu. Słyszałem, że jak trup gnije, to powstają różne jady i gazy. Może to właśnie to zatruwało tam atmosferę. Jednak, żeby okładać go gołymi rękoma - Will mrugnął do Paula.
- Ja też bez winy nie jestem, bo mu łopatą przyłożyłem.
- Daj spokój Will - Paul mówił szeptem, nie chciał żeby ktoś podsłuchał, ale też nie miał ochoty do rozmowy- to był jakiś koszmar, idealny materiał, a ja nawet zdjęcia nie zrobiłem. Następnym razem będę chodził z aparatem w pełnej gotowości... Teraz módlmy się żeby pastor przeżył, bo ten wanker Jackson tylko szuka na mnie haka...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Komenda Główna Policji; Arkham; ranek 26 listopada 1920;
Paul ledwo skończył mówić gdy Brendi przyłożył palec do ust, nakazując wszystkim milczenie. Na korytarzu słychać było charakterystyczny tupot ciężkich butów. Kroki zatrzymały się przed pokojem. Zamek w drzwiach przekręcił się i do pomieszczenia weszło dwóch nietypowych żołnierzy. Ubrani byli w typowe opinacze, mundury i dziwne wojskowe hełmy. Co jednak różniło ich od frontowych żołnierzy, to nieprzepisowe uzbrojenie w postaci maszynowych Thompsonów i kominiarek zasłaniających kompletnie twarz.
Zaraz za nimi do pomieszczenia wkroczył, znany już skąd inąd postawny murzyn ubrany w świetnie skrojony garnitur. Był krótko ostrzyżony, miał, na oko, może czterdzieści lat. W ręku trzymał kilka kartek papieru.
Paul, zastanwiał sie jak ktoś taki mógł się tu dostać. Mimowolnie spytał:
- Kim jesteś?
- W zasadzie nikim. Ale na potrzeby pańskiej ciekawości mogę być kimkolwiek panie Gillingham: ekscentrycznym milionerem lub uciekinierem z plantacji bawełny. To nieistotne. Ważne jest to, iż chyba stoimy po tej samej stronie barykady, co zrozumiałem niestety dość późno. Oszczędziłoby to wszystkim wiele czasu i kłopotów. - Czarny mówił charakterystycznym akcentem wyższych sfer.
- Mam dla was propozycję nie do odrzucenia jak mniemam. - Murzyn zrobił użytek z kartek, które trzymał w ręku i położył je na stole przed badaczami. - To są przygotowane dla Was zeznania. Możecie je podpisać teraz i po południu zostać oczyszczonymi z zarzutów, przez sędziego okręgowego, albo zaproszę spowrotem tego detektywa Jacksona. Szanse na umiknięcie krzesła w tym drugim przypadku oceniam jednak na minimalne. - skrzywił się w cynicznym uśmiechu.
- Gdzie jest haczyk? - spytał metys.
- W zamian za uwolnienie opowiecie całą tą historię z każdymi, nawet najmniej istotnymi, szczegółami, które zapomnieliście przekazać temu Szkotowi. Wszystko jest ważne, także rzeczy, które można uznać za niemożliwe. Musze wiedzieć co odkryliście i jak daleko to wszystko sięga. To chyba uczciwa propozycja w zamian za uratowanie Was. No i oczywiście całą historię zatrzymacie dla siebie. Nie chcę żadnych artykułów w gazetach i rosnących plotek. A jeśli chodzi o haczyk. Pułapkę możecie zastawić na siebie tylko osobiście, jeśli odkryje kiedyś, że coś zatailiście.
Paul ledwo skończył mówić gdy Brendi przyłożył palec do ust, nakazując wszystkim milczenie. Na korytarzu słychać było charakterystyczny tupot ciężkich butów. Kroki zatrzymały się przed pokojem. Zamek w drzwiach przekręcił się i do pomieszczenia weszło dwóch nietypowych żołnierzy. Ubrani byli w typowe opinacze, mundury i dziwne wojskowe hełmy. Co jednak różniło ich od frontowych żołnierzy, to nieprzepisowe uzbrojenie w postaci maszynowych Thompsonów i kominiarek zasłaniających kompletnie twarz.
Zaraz za nimi do pomieszczenia wkroczył, znany już skąd inąd postawny murzyn ubrany w świetnie skrojony garnitur. Był krótko ostrzyżony, miał, na oko, może czterdzieści lat. W ręku trzymał kilka kartek papieru.
Paul, zastanwiał sie jak ktoś taki mógł się tu dostać. Mimowolnie spytał:
- Kim jesteś?
- W zasadzie nikim. Ale na potrzeby pańskiej ciekawości mogę być kimkolwiek panie Gillingham: ekscentrycznym milionerem lub uciekinierem z plantacji bawełny. To nieistotne. Ważne jest to, iż chyba stoimy po tej samej stronie barykady, co zrozumiałem niestety dość późno. Oszczędziłoby to wszystkim wiele czasu i kłopotów. - Czarny mówił charakterystycznym akcentem wyższych sfer.
- Mam dla was propozycję nie do odrzucenia jak mniemam. - Murzyn zrobił użytek z kartek, które trzymał w ręku i położył je na stole przed badaczami. - To są przygotowane dla Was zeznania. Możecie je podpisać teraz i po południu zostać oczyszczonymi z zarzutów, przez sędziego okręgowego, albo zaproszę spowrotem tego detektywa Jacksona. Szanse na umiknięcie krzesła w tym drugim przypadku oceniam jednak na minimalne. - skrzywił się w cynicznym uśmiechu.
- Gdzie jest haczyk? - spytał metys.
- W zamian za uwolnienie opowiecie całą tą historię z każdymi, nawet najmniej istotnymi, szczegółami, które zapomnieliście przekazać temu Szkotowi. Wszystko jest ważne, także rzeczy, które można uznać za niemożliwe. Musze wiedzieć co odkryliście i jak daleko to wszystko sięga. To chyba uczciwa propozycja w zamian za uratowanie Was. No i oczywiście całą historię zatrzymacie dla siebie. Nie chcę żadnych artykułów w gazetach i rosnących plotek. A jeśli chodzi o haczyk. Pułapkę możecie zastawić na siebie tylko osobiście, jeśli odkryje kiedyś, że coś zatailiście.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Komenda Główna Policji; Arkham; ranek 25 listopada 1920;
Hutchinson z Brendim zaczytali się w podstawionych im zeznaniach, ignorując zaczepne pytanie Paula. Czytając, oboje zgodnie w myślach przyznali, że zeznania były spójne i nie pozostawiały żadnych wątpliwości, co do niewinności badaczy. Ktokolwiek je napisał musiał być wziętym prawnikiem, najprawdopodobniej z długim stażem w policji lub prokuraturze. Na dole, obok miejsca, gdzie mieli podpisać się mężczyźni widniał podpis prokuratora stanowego.
Gillingham poczuł, jak trudny do zniesienia wzrok czarnego skierował się w jego oczy. Nie strzymał i przezornie skierował zerknął na przyjaciół, uciekając przed spojrzeniem nieznajomego. Murzyn popatrzył się chwilę na Paula zastanawiając się co odpowiedzieć młodemu dziennikarzowi.
- Panie Gillingham. Nie możemy dopuścić takich strasznych rewelacji do wiedzy opinii publicznej. Potrafi pan sobie wyobrazić jaka panika wybuchła by wśród społeczeństwa? Wywróciłoby to światopogląd wszystkich religii. Wzbudziłoby niepotrzebne niepokoje, kto wie, może fale samobójstw. Tylko jeszcze tego brakuje, żeby ktoś w radiu puścił program o inwazji Marsjan. Masowa psychoza murowana. Prawda Orson? - Zwrócił się do jednego z towarzyszących mu żołnierzy, szukając jakby zupełnie niepotrzebnego potwierdzenia tego o czym mówi. Osobnik kiwnął tylko głową, wciąż bacznie obserwując aresztantów.
- Myślę, że też pan woli panie Gillingham, aby rzeczy miały się po staremu. Prawda?
Hutchinson z Brendim zaczytali się w podstawionych im zeznaniach, ignorując zaczepne pytanie Paula. Czytając, oboje zgodnie w myślach przyznali, że zeznania były spójne i nie pozostawiały żadnych wątpliwości, co do niewinności badaczy. Ktokolwiek je napisał musiał być wziętym prawnikiem, najprawdopodobniej z długim stażem w policji lub prokuraturze. Na dole, obok miejsca, gdzie mieli podpisać się mężczyźni widniał podpis prokuratora stanowego.
Gillingham poczuł, jak trudny do zniesienia wzrok czarnego skierował się w jego oczy. Nie strzymał i przezornie skierował zerknął na przyjaciół, uciekając przed spojrzeniem nieznajomego. Murzyn popatrzył się chwilę na Paula zastanawiając się co odpowiedzieć młodemu dziennikarzowi.
- Panie Gillingham. Nie możemy dopuścić takich strasznych rewelacji do wiedzy opinii publicznej. Potrafi pan sobie wyobrazić jaka panika wybuchła by wśród społeczeństwa? Wywróciłoby to światopogląd wszystkich religii. Wzbudziłoby niepotrzebne niepokoje, kto wie, może fale samobójstw. Tylko jeszcze tego brakuje, żeby ktoś w radiu puścił program o inwazji Marsjan. Masowa psychoza murowana. Prawda Orson? - Zwrócił się do jednego z towarzyszących mu żołnierzy, szukając jakby zupełnie niepotrzebnego potwierdzenia tego o czym mówi. Osobnik kiwnął tylko głową, wciąż bacznie obserwując aresztantów.
- Myślę, że też pan woli panie Gillingham, aby rzeczy miały się po staremu. Prawda?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Już nigdy nic nie będzie po staremu - mruknął detektyw rozglądając się za długopisem lub czymś innym do pisania.
- Jakbyś wtedy przed nami nie uciekał panie Black, to wszystko mogło by się potoczyć inaczej. Alex by nie oberwał, Kirdegard nie leżał by w szpitalu, a posesja Westona i kapliczka tych porąbanych kultystów poszły by z dymem. Mam nadzieję, że nie często podejmujesz błędne decyzje - frustracja Wiliama uchodziła z niego wraz ze słowami goryczy.
- Za kogo ty nas wziąłeś? Za bandę popaprańców, spirytualisto-okultystów. Metysa detektywa, dziennikarza, bez obrazy Paul,prasy brukowej i bibliotekarza? - powiedział Wiliam i nabrał kilka haustów powietrza dla uspokojenia.
- Trzymacie w tajemnicy to, to wszystko... Mówisz, że boicie się paniki. Być może, ale po panice przyszedł by rozsądek i każdy wiedział by, że coś takiego istniej i trzeba z tym walczyć. Ilu ludzi, od czasu utrzymywania tych faktów w tajemnicy, popełniło już samobójstwo, popadło w depresję, wylądowało w wariatkowie? Coś mi mówi, że nie więcej niż by tak skończyło po ujawnieniu tych faktów. Wybraliście opcje, która jest lepsza tylko na krótką metę. Zresztą to nie moja sprawa. Ty mnie wyciągasz z paki, ja opowiadam Ci historyjkę, po czym o wszystkim zapominam i staram się żyć normalnie dalej. Taka jest Twoja propozycje, Panie Black? - zakończył Wil, trzymając długopis nad zeznaniami.
- Jakbyś wtedy przed nami nie uciekał panie Black, to wszystko mogło by się potoczyć inaczej. Alex by nie oberwał, Kirdegard nie leżał by w szpitalu, a posesja Westona i kapliczka tych porąbanych kultystów poszły by z dymem. Mam nadzieję, że nie często podejmujesz błędne decyzje - frustracja Wiliama uchodziła z niego wraz ze słowami goryczy.
- Za kogo ty nas wziąłeś? Za bandę popaprańców, spirytualisto-okultystów. Metysa detektywa, dziennikarza, bez obrazy Paul,prasy brukowej i bibliotekarza? - powiedział Wiliam i nabrał kilka haustów powietrza dla uspokojenia.
- Trzymacie w tajemnicy to, to wszystko... Mówisz, że boicie się paniki. Być może, ale po panice przyszedł by rozsądek i każdy wiedział by, że coś takiego istniej i trzeba z tym walczyć. Ilu ludzi, od czasu utrzymywania tych faktów w tajemnicy, popełniło już samobójstwo, popadło w depresję, wylądowało w wariatkowie? Coś mi mówi, że nie więcej niż by tak skończyło po ujawnieniu tych faktów. Wybraliście opcje, która jest lepsza tylko na krótką metę. Zresztą to nie moja sprawa. Ty mnie wyciągasz z paki, ja opowiadam Ci historyjkę, po czym o wszystkim zapominam i staram się żyć normalnie dalej. Taka jest Twoja propozycje, Panie Black? - zakończył Wil, trzymając długopis nad zeznaniami.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Komenda Główna Policji; Arkham; ranek 25 listopada 1920;
- Może pan zapomnieć, czego szczerze doradzam. Gdyby wiedział pan choć ćwierć tego co ja to pewnie oszalał by pan. Może się pan frustrować panie Hutchinson ale pasujecie jak ulał do profilu jak to określiłeś spirytualisto-okultystów. Grubo się mylicie, sądząc, że wszyscy wyznawcy nienazwanych okropieństw muszą wyglądać jak wielebny Thomas: starcy z oczyma pogrążonymi w szaleństwie, bełkocący coś pod nosem. Nie wyobrażacie sobie do czego zdolni są ludzie opętani mglistą nadzieją nieśmiertelności. A macki tych ludzi sięgają niestety bardzo daleko i wysoko.
Nieznajomy wziął podpisane zeznania. Sprawdził podpisy i zaczął wyraźnie szykować się do wyjścia. Odwrócił się jeszcze na chwilę w stronę aresztantów:
- Będę panów oczekiwał dziś w wieczorem w gabinecie pana Hutchinsona. Mam nadzieję, że nie będzie pan miał nic przeciwko...
- Może pan zapomnieć, czego szczerze doradzam. Gdyby wiedział pan choć ćwierć tego co ja to pewnie oszalał by pan. Może się pan frustrować panie Hutchinson ale pasujecie jak ulał do profilu jak to określiłeś spirytualisto-okultystów. Grubo się mylicie, sądząc, że wszyscy wyznawcy nienazwanych okropieństw muszą wyglądać jak wielebny Thomas: starcy z oczyma pogrążonymi w szaleństwie, bełkocący coś pod nosem. Nie wyobrażacie sobie do czego zdolni są ludzie opętani mglistą nadzieją nieśmiertelności. A macki tych ludzi sięgają niestety bardzo daleko i wysoko.
Nieznajomy wziął podpisane zeznania. Sprawdził podpisy i zaczął wyraźnie szykować się do wyjścia. Odwrócił się jeszcze na chwilę w stronę aresztantów:
- Będę panów oczekiwał dziś w wieczorem w gabinecie pana Hutchinsona. Mam nadzieję, że nie będzie pan miał nic przeciwko...
Ostatnio zmieniony 20 czerwca 2012, 22:02 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Komenda Główna Policji; Arkham; wczesny wieczór 25 listopada 1920;
Policjant wydawał zwolnionym wszystkie przedmioty zarekwirowane podczas wczorajszego aresztowania. Will wetknął rewolwer za pas. Brendi schował rzeczy osobiste i znalezione w piwnicy notatniki.
Wyszli raźno na chłód listopadowego wieczora. Paul od razu za drzwiami odpalił papierosa, wciąż nie mogąc uwierzyć wydarzenia ostatnich dni i spytał:
- I co teraz?
Policjant wydawał zwolnionym wszystkie przedmioty zarekwirowane podczas wczorajszego aresztowania. Will wetknął rewolwer za pas. Brendi schował rzeczy osobiste i znalezione w piwnicy notatniki.
Wyszli raźno na chłód listopadowego wieczora. Paul od razu za drzwiami odpalił papierosa, wciąż nie mogąc uwierzyć wydarzenia ostatnich dni i spytał:
- I co teraz?