Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Kiedy Tisdale i jego nowy znajomek skończyli operować drugiego motocyklistę, kibicujący im w myślach Szary odetchnął z ulgą i cofnął się od poplamionego świeżą krwią materaca wracając do szoferki pikapa. Leżący na tylnym siedzeniu pies otworzył oczy i podniósł na chwilę łeb, ale uspokojony widokiem znajomej twarzy zaraz ponownie zasnął. Starając się zmęczonego zwierzęcia nie potrącić zbieracz wyciągnął z plecaka manierkę i napił się do syta, potem zaś wyciągnął spod siedzenia kierowcy swój karabin i wygramolił się z Canyona wodząc wzrokiem po całej hali.
Przed Wojną musiały się w niej piętrzyć całe pryzmy załadowanych towarem palet i kontenerów, a przy rdzewiejących dokach załadunkowych tkwiły gotowe do drogi poprzez Stany tiry. Kilka potężnych siodłowych ciągników wciąż zresztą parkowało przed rampami magazynów, strasząc wybitymi oknami, sflaczałymi oponami i grubą warstwą korozji pokrywającą większość metalowych elementów karoserii.
Magazyn tętnił życiem, podobnie zresztą jak inne przylegające do niego ścianami hale. Dwustu najemników wypełniło ich ciemne, rozjaśniane jedynie rozbłyskami piorunów wnętrza gwarem rozmów, śpiewów, krzyków i wyzwisk, szczękiem metalu, pomrukiem wciąż pracujących samochodowych silników. Tu i ówdzie stare drewniane palety poszły w drzazgi trafiając na rozpalane pośpiesznie ogniska, przy których ludzie rozciągali koce w nadziei na odrobinę ciepła. Wiecżór zrobił się przenikliwie zimny, wiatr i deszcz niosły ze sobą nieprzyjemny chłód rozgoszczający się coraz bardziej w mrocznych pomieszczeniach.
Zajęte przez najemników pomieszczenia zostały bardzo szybko splądrowane, ludzie już wymieniali się między sobą przeterminowanymi gaśnicami, kablami zasilającymi do komputerów i akumulatorami do wózków widłowych, żądając w zamian wydłubanych z palet gwoździ, kompletów narzędzi i długopisów znalezionych w pomieszczeniach biurowych. Całe pudła starych, ledwie czytelnych dokumentów, najpewniej manifestów towarowych, lądowały jedno po drugim w płomieniach ognisk, podsycając żarłoczne płomienie. Płatki czarnej sadzy wirowały w powietrzu opadając na ubrania i włosy ludzi.
Szary powiesił karabin na ramieniu i ruszył wolno poprzez zgromadzonych w hali ludzi, w większości wolnych strzelców wymieszanych z niewielkimi grupkami Żmii i hegemonistów. Chociaż nic nie wskazywało na to, by ekspedycji cokolwiek teraz groziło, zbieracz zabrał broń chcąc utrwalić innych najemników w przekonaniu, że lepiej z nim nie zadzierać i nie dybać na jego mienie.
Przybysz znad Mississipi zamierzał przedostać się do innego budynku, przeoczonego przez resztę najemników, a być może ukrywającego interesujące znaleziska, kiedy jednak mijał sześciokołową ciężarówek pełną skrzyń z prowiantem, łomów, łopat i kilofów, pewien widok podniósł mu włoski na karku.
Gromada obszarpanych obieżyświatów właśnie rozpalała w kącie magazynu ognisko z połamanych palet nie zważając wcale na zaparkowanego o wyciągnięcie ręki quada służącego do przewozu niewielkich beczek z paliwem dla motocyklowych patroli. Kierowca quada gdzieś zniknął szukając zapewne kumpli lub jedzenia, co zważywszy na spory odsetek służących baronowi złodziei i malkontentów wcale nie było tak dobrym pomysłem jak mogło się wydawać.
Wątek techniczny
Palenie ognia w pobliżu quada z kanistrami nie wydaje się dobrym pomysłem, ale to nie znaczy wcale, że Szary powinien się w to mieszać. Jeśli zechce zareagować, poproszę o post interwencyjny, jeśli nie, poproszę o potwierdzenie wyprawy do innego budynku w celach szabrowniczych.
PBF - Podstępna rubież
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Miejsce tematów medycznych zajęła teraz dysputa nad dalszym losem uratowanego właśnie przed pasożytem człowieka. Przez umysł Leona przebiegła znienacka wizja jego samochodu przerobionego na ambulans, z nieprzytomnym i być może wciąż krwawiącymi pacjentem wiezionym na tylnym siedzeniu. Pomysł ten nie przypadł mu zbytnio do gustu, ale Kennedy zdążył już poznać co nieco przewodzącego Aniołom wielebnego i miał wrażenie, że Radeford w imię świętej misji gotów był pogwałcić bez mrugnięcia okiem sprawy takie jak prywatność czyjegoś mienia.
Nie chcąc kusić złego - jak kuriozalnie by to nie zabrzmiało w kontekście sprawy - Kennedy wycofał się ostrożnie zza pleców Asha i sanitariusza Żmii, rozglądając się jednocześnie wokół siebie. Obserwujący drugi zabieg gapie stracili już zainteresowanie rannym, bo ani nie skonał w męczarniach ani nie usiadł z dzikim krzykiem wracając znienacka między zdrowych żywych. Stan pośrednimi między tymi rezultatami najwyraźniej nikogo nie ciekawił. Ludzie zaczęli się rozchodzić odsłaniając tym samym pole widzenia na składaka Leona.
O maskę odrapanego niemiłosiernie samochodu opierało się dwóch mężczyzn w skórzanych kurtkach z przymocowanymi do nich naramiennikami z blachy przemysłowej, palących papierosy i strzepujących popiół na karoserię wozu gestami tak nonszalanckimi, że widok ów dosłownie zagotował Leonowi krew w żyłach.
Wątek techniczny
Nic dodać, nic ująć. Nie dość, że się frajerzy opierają, to jeszcze sypią popiołem na cudzą własność. W Detroit za coś takiego łamie się szczęki, tu może zwyczaje są bardziej liberalne, ale czy Kennedy będzie takie zachowanie tolerował?
Miejsce tematów medycznych zajęła teraz dysputa nad dalszym losem uratowanego właśnie przed pasożytem człowieka. Przez umysł Leona przebiegła znienacka wizja jego samochodu przerobionego na ambulans, z nieprzytomnym i być może wciąż krwawiącymi pacjentem wiezionym na tylnym siedzeniu. Pomysł ten nie przypadł mu zbytnio do gustu, ale Kennedy zdążył już poznać co nieco przewodzącego Aniołom wielebnego i miał wrażenie, że Radeford w imię świętej misji gotów był pogwałcić bez mrugnięcia okiem sprawy takie jak prywatność czyjegoś mienia.
Nie chcąc kusić złego - jak kuriozalnie by to nie zabrzmiało w kontekście sprawy - Kennedy wycofał się ostrożnie zza pleców Asha i sanitariusza Żmii, rozglądając się jednocześnie wokół siebie. Obserwujący drugi zabieg gapie stracili już zainteresowanie rannym, bo ani nie skonał w męczarniach ani nie usiadł z dzikim krzykiem wracając znienacka między zdrowych żywych. Stan pośrednimi między tymi rezultatami najwyraźniej nikogo nie ciekawił. Ludzie zaczęli się rozchodzić odsłaniając tym samym pole widzenia na składaka Leona.
O maskę odrapanego niemiłosiernie samochodu opierało się dwóch mężczyzn w skórzanych kurtkach z przymocowanymi do nich naramiennikami z blachy przemysłowej, palących papierosy i strzepujących popiół na karoserię wozu gestami tak nonszalanckimi, że widok ów dosłownie zagotował Leonowi krew w żyłach.
Wątek techniczny
Nic dodać, nic ująć. Nie dość, że się frajerzy opierają, to jeszcze sypią popiołem na cudzą własność. W Detroit za coś takiego łamie się szczęki, tu może zwyczaje są bardziej liberalne, ale czy Kennedy będzie takie zachowanie tolerował?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Dzięki za pomoc, ciężko byłoby go samemu pocerować. - Tisdale wyciągnął prawą dłoń w stronę nowo poznanego sanitariusza: - Jak zrobi się gorąco i będziesz potrzebować pomocy to daj znać. Zrobię co w mojej mocy aby pomóc.
Ash wynotował w pamięci uwagę sanitariusza Fullera o techmorwach i enzymach powodujących krzepnięcie krwi. Taka informacja musiała dotrzeć na Posterunek, nawet jeśli naukowcy wiedzieli o tym. Zapewne też te dziwne stworzenia aplikowały też końskie dawki srodków znieczulających i zwiotczających. Słowem narkoza naturalna, o ile takie wynaturzenia jak techmkorwy można było nazwać naturalnymi.
Teraz zastanawiał się kiedy ranny obudzi się i jaki będzie jego dalszy los. Medycy zrobili już swoje. Teraz decyzja o życiu lub śmierci należała najprawdopodobniej do Ebenzera, choć trudno było sobie pomyśleć, żeby kaznodzieja pozwolił zostawić rannego na pastwę drapieżników. Z drugiej strony Tisdale nie wyobrażał sobie transportowania motocyklisty pickupem czy krążownikiem Leona.
Tak czy owak, jeśli go będą musieli zostawić to Ash nie miał zamiaru poderżnąć gardła śpiącemu najemnikowi, nie po tym jak uratował mu życie. Ale też nie bardzo miał ochotę zostać mamką i podcierać dupę rannego jak narobi.
I tak źle i tak niedobrze...
Ash wynotował w pamięci uwagę sanitariusza Fullera o techmorwach i enzymach powodujących krzepnięcie krwi. Taka informacja musiała dotrzeć na Posterunek, nawet jeśli naukowcy wiedzieli o tym. Zapewne też te dziwne stworzenia aplikowały też końskie dawki srodków znieczulających i zwiotczających. Słowem narkoza naturalna, o ile takie wynaturzenia jak techmkorwy można było nazwać naturalnymi.
Teraz zastanawiał się kiedy ranny obudzi się i jaki będzie jego dalszy los. Medycy zrobili już swoje. Teraz decyzja o życiu lub śmierci należała najprawdopodobniej do Ebenzera, choć trudno było sobie pomyśleć, żeby kaznodzieja pozwolił zostawić rannego na pastwę drapieżników. Z drugiej strony Tisdale nie wyobrażał sobie transportowania motocyklisty pickupem czy krążownikiem Leona.
Tak czy owak, jeśli go będą musieli zostawić to Ash nie miał zamiaru poderżnąć gardła śpiącemu najemnikowi, nie po tym jak uratował mu życie. Ale też nie bardzo miał ochotę zostać mamką i podcierać dupę rannego jak narobi.
I tak źle i tak niedobrze...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Nie ma się co łudzić, że ogniska ostrzegały przed burzą. Przy drodze były nabite na ple manekiny, to było ostrzezenie pzred intruzami. Naruszyliśmy czyjś teren i ogniska ostrzegały pzred nami. Jesteśmy zawodowcami, nie strzelamy dla zabawy. Z Dronem raczej nie dało się rozmawiać. Trzeba uważać na tych co rozpalili ogniska, jeśli chcą nas załatwic wkrótce się ujawnią. Sugeruję wzmożoną ostroznośc. Za lekceważenie zagrożenia często płaci się śmiercią. Bezpieczeństwo uczestników wyprawy pana Barona powinno być najwazniejsze, bo ilość ludzi zadecyduje o powodzeniu ekspedycji.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Ash zszył ranę na szyi nieprzytomnego motocyklisty chirurgiczną nicią pożyczoną od sanitariusza Czarnych Żmii, chociaż młody paramedyk wymruczał wcześniej pod nosem krytyczną uwagę na temat marnowania cennych zapasów. Wycierając lepkie od krwi dłonie i chowając do torby swe lekarskie narzędzia Tisdale spojrzał na pomocnika z zadowoleniem wypisanym na twarzy.
- Jeśli nie wda się jakieś zakażenie, będzie żył - oznajmił tonem bezsprzecznej pewności - Miałeś rację, cięcie jaja po kawałeczku to był dobry pomysł. Myślałem wcześniej, że metoda inwazyjna wywoła wydzielanie jakiegoś hormonu albo neurotoksyny, ale nic się nie stało. Lekcja na przyszłość.
- Przyszłość przyszłością - odparł sanitariusz Fullera spoglądając znacząco na gangera Chudego - Ty mi lepiej powiedz, co chcesz z tym frajerem zrobić? Ciekawy jestem, kiedy się ocknie, ale raczej nie za parę godzin. Zabierasz go ze sobą w trasę? Życzę dobrej zabawy, zwłaszcza jak ci się zeszcza w gacie albo nawali w majty w samochodzie.
Tisdale nie odpowiedział w pierwszej chwili, rozglądając się po ciemnym wnętrzu magazynu. Jednostajny hałas uderzających w dach tysięcy kropel wody tworzył szum wyciszający ludzkie głosy, ale siedzący na stercie palet Chudy dostrzegł machającego mu ręką paramedyka bez konieczności wielokrotnego wykrzykiwania jego ksywki. Przywódca motocyklowej bandy zostawił swoich czterech brudnych pomagierów i podszedł z wyraźnym ociąganiem do Canyona.
- Czego chcesz? - zapytał wsadzając dłonie za pas i spoglądając w dół na zoperowanego pomyślnie kompana - Co z nim?
- Uważaj, żeby ci fiutek nie stanął z radości - zauważył ironicznie oparty o maskę sanitariusz Fullera - Twój kumpel będzie żył. Uratowaliśmy go i to za wielki gratis. Możesz go teraz zabrać i się o niego zatroszczyć, gościu.
- Spierdalaj, gościu - zgodnie z podejrzeniami Asha Chudy nie okazał najmniejszej radości z zasłyszanych wieści - Żaden z niego kumpel. Ledwie go znałem. Przypętał się do nas parę dni temu. Nie mo
Ash zszył ranę na szyi nieprzytomnego motocyklisty chirurgiczną nicią pożyczoną od sanitariusza Czarnych Żmii, chociaż młody paramedyk wymruczał wcześniej pod nosem krytyczną uwagę na temat marnowania cennych zapasów. Wycierając lepkie od krwi dłonie i chowając do torby swe lekarskie narzędzia Tisdale spojrzał na pomocnika z zadowoleniem wypisanym na twarzy.
- Jeśli nie wda się jakieś zakażenie, będzie żył - oznajmił tonem bezsprzecznej pewności - Miałeś rację, cięcie jaja po kawałeczku to był dobry pomysł. Myślałem wcześniej, że metoda inwazyjna wywoła wydzielanie jakiegoś hormonu albo neurotoksyny, ale nic się nie stało. Lekcja na przyszłość.
- Przyszłość przyszłością - odparł sanitariusz Fullera spoglądając znacząco na gangera Chudego - Ty mi lepiej powiedz, co chcesz z tym frajerem zrobić? Ciekawy jestem, kiedy się ocknie, ale raczej nie za parę godzin. Zabierasz go ze sobą w trasę? Życzę dobrej zabawy, zwłaszcza jak ci się zeszcza w gacie albo nawali w majty w samochodzie.
Tisdale nie odpowiedział w pierwszej chwili, rozglądając się po ciemnym wnętrzu magazynu. Jednostajny hałas uderzających w dach tysięcy kropel wody tworzył szum wyciszający ludzkie głosy, ale siedzący na stercie palet Chudy dostrzegł machającego mu ręką paramedyka bez konieczności wielokrotnego wykrzykiwania jego ksywki. Przywódca motocyklowej bandy zostawił swoich czterech brudnych pomagierów i podszedł z wyraźnym ociąganiem do Canyona.
- Czego chcesz? - zapytał wsadzając dłonie za pas i spoglądając w dół na zoperowanego pomyślnie kompana - Co z nim?
- Uważaj, żeby ci fiutek nie stanął z radości - zauważył ironicznie oparty o maskę sanitariusz Fullera - Twój kumpel będzie żył. Uratowaliśmy go i to za wielki gratis. Możesz go teraz zabrać i się o niego zatroszczyć, gościu.
- Spierdalaj, gościu - zgodnie z podejrzeniami Asha Chudy nie okazał najmniejszej radości z zasłyszanych wieści - Żaden z niego kumpel. Ledwie go znałem. Przypętał się do nas parę dni temu. Nie mo