PBF - Podstępna rubież

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 czerwca 2012, 20:43

Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055

Kiedy Tisdale i jego nowy znajomek skończyli operować drugiego motocyklistę, kibicujący im w myślach Szary odetchnął z ulgą i cofnął się od poplamionego świeżą krwią materaca wracając do szoferki pikapa. Leżący na tylnym siedzeniu pies otworzył oczy i podniósł na chwilę łeb, ale uspokojony widokiem znajomej twarzy zaraz ponownie zasnął. Starając się zmęczonego zwierzęcia nie potrącić zbieracz wyciągnął z plecaka manierkę i napił się do syta, potem zaś wyciągnął spod siedzenia kierowcy swój karabin i wygramolił się z Canyona wodząc wzrokiem po całej hali.

Przed Wojną musiały się w niej piętrzyć całe pryzmy załadowanych towarem palet i kontenerów, a przy rdzewiejących dokach załadunkowych tkwiły gotowe do drogi poprzez Stany tiry. Kilka potężnych siodłowych ciągników wciąż zresztą parkowało przed rampami magazynów, strasząc wybitymi oknami, sflaczałymi oponami i grubą warstwą korozji pokrywającą większość metalowych elementów karoserii.

Magazyn tętnił życiem, podobnie zresztą jak inne przylegające do niego ścianami hale. Dwustu najemników wypełniło ich ciemne, rozjaśniane jedynie rozbłyskami piorunów wnętrza gwarem rozmów, śpiewów, krzyków i wyzwisk, szczękiem metalu, pomrukiem wciąż pracujących samochodowych silników. Tu i ówdzie stare drewniane palety poszły w drzazgi trafiając na rozpalane pośpiesznie ogniska, przy których ludzie rozciągali koce w nadziei na odrobinę ciepła. Wiecżór zrobił się przenikliwie zimny, wiatr i deszcz niosły ze sobą nieprzyjemny chłód rozgoszczający się coraz bardziej w mrocznych pomieszczeniach.

Zajęte przez najemników pomieszczenia zostały bardzo szybko splądrowane, ludzie już wymieniali się między sobą przeterminowanymi gaśnicami, kablami zasilającymi do komputerów i akumulatorami do wózków widłowych, żądając w zamian wydłubanych z palet gwoździ, kompletów narzędzi i długopisów znalezionych w pomieszczeniach biurowych. Całe pudła starych, ledwie czytelnych dokumentów, najpewniej manifestów towarowych, lądowały jedno po drugim w płomieniach ognisk, podsycając żarłoczne płomienie. Płatki czarnej sadzy wirowały w powietrzu opadając na ubrania i włosy ludzi.

Szary powiesił karabin na ramieniu i ruszył wolno poprzez zgromadzonych w hali ludzi, w większości wolnych strzelców wymieszanych z niewielkimi grupkami Żmii i hegemonistów. Chociaż nic nie wskazywało na to, by ekspedycji cokolwiek teraz groziło, zbieracz zabrał broń chcąc utrwalić innych najemników w przekonaniu, że lepiej z nim nie zadzierać i nie dybać na jego mienie.

Przybysz znad Mississipi zamierzał przedostać się do innego budynku, przeoczonego przez resztę najemników, a być może ukrywającego interesujące znaleziska, kiedy jednak mijał sześciokołową ciężarówek pełną skrzyń z prowiantem, łomów, łopat i kilofów, pewien widok podniósł mu włoski na karku.

Gromada obszarpanych obieżyświatów właśnie rozpalała w kącie magazynu ognisko z połamanych palet nie zważając wcale na zaparkowanego o wyciągnięcie ręki quada służącego do przewozu niewielkich beczek z paliwem dla motocyklowych patroli. Kierowca quada gdzieś zniknął szukając zapewne kumpli lub jedzenia, co zważywszy na spory odsetek służących baronowi złodziei i malkontentów wcale nie było tak dobrym pomysłem jak mogło się wydawać.


Wątek techniczny

Palenie ognia w pobliżu quada z kanistrami nie wydaje się dobrym pomysłem, ale to nie znaczy wcale, że Szary powinien się w to mieszać. Jeśli zechce zareagować, poproszę o post interwencyjny, jeśli nie, poproszę o potwierdzenie wyprawy do innego budynku w celach szabrowniczych.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 czerwca 2012, 20:44

Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055

Miejsce tematów medycznych zajęła teraz dysputa nad dalszym losem uratowanego właśnie przed pasożytem człowieka. Przez umysł Leona przebiegła znienacka wizja jego samochodu przerobionego na ambulans, z nieprzytomnym i być może wciąż krwawiącymi pacjentem wiezionym na tylnym siedzeniu. Pomysł ten nie przypadł mu zbytnio do gustu, ale Kennedy zdążył już poznać co nieco przewodzącego Aniołom wielebnego i miał wrażenie, że Radeford w imię świętej misji gotów był pogwałcić bez mrugnięcia okiem sprawy takie jak prywatność czyjegoś mienia.

Nie chcąc kusić złego - jak kuriozalnie by to nie zabrzmiało w kontekście sprawy - Kennedy wycofał się ostrożnie zza pleców Asha i sanitariusza Żmii, rozglądając się jednocześnie wokół siebie. Obserwujący drugi zabieg gapie stracili już zainteresowanie rannym, bo ani nie skonał w męczarniach ani nie usiadł z dzikim krzykiem wracając znienacka między zdrowych żywych. Stan pośrednimi między tymi rezultatami najwyraźniej nikogo nie ciekawił. Ludzie zaczęli się rozchodzić odsłaniając tym samym pole widzenia na składaka Leona.

O maskę odrapanego niemiłosiernie samochodu opierało się dwóch mężczyzn w skórzanych kurtkach z przymocowanymi do nich naramiennikami z blachy przemysłowej, palących papierosy i strzepujących popiół na karoserię wozu gestami tak nonszalanckimi, że widok ów dosłownie zagotował Leonowi krew w żyłach.


Wątek techniczny

Nic dodać, nic ująć. Nie dość, że się frajerzy opierają, to jeszcze sypią popiołem na cudzą własność. W Detroit za coś takiego łamie się szczęki, tu może zwyczaje są bardziej liberalne, ale czy Kennedy będzie takie zachowanie tolerował?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 czerwca 2012, 22:35

- Dzięki za pomoc, ciężko byłoby go samemu pocerować. - Tisdale wyciągnął prawą dłoń w stronę nowo poznanego sanitariusza: - Jak zrobi się gorąco i będziesz potrzebować pomocy to daj znać. Zrobię co w mojej mocy aby pomóc.

Ash wynotował w pamięci uwagę sanitariusza Fullera o techmorwach i enzymach powodujących krzepnięcie krwi. Taka informacja musiała dotrzeć na Posterunek, nawet jeśli naukowcy wiedzieli o tym. Zapewne też te dziwne stworzenia aplikowały też końskie dawki srodków znieczulających i zwiotczających. Słowem narkoza naturalna, o ile takie wynaturzenia jak techmkorwy można było nazwać naturalnymi.

Teraz zastanawiał się kiedy ranny obudzi się i jaki będzie jego dalszy los. Medycy zrobili już swoje. Teraz decyzja o życiu lub śmierci należała najprawdopodobniej do Ebenzera, choć trudno było sobie pomyśleć, żeby kaznodzieja pozwolił zostawić rannego na pastwę drapieżników. Z drugiej strony Tisdale nie wyobrażał sobie transportowania motocyklisty pickupem czy krążownikiem Leona.

Tak czy owak, jeśli go będą musieli zostawić to Ash nie miał zamiaru poderżnąć gardła śpiącemu najemnikowi, nie po tym jak uratował mu życie. Ale też nie bardzo miał ochotę zostać mamką i podcierać dupę rannego jak narobi.

I tak źle i tak niedobrze...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 24 czerwca 2012, 23:06

Nie ma się co łudzić, że ogniska ostrzegały przed burzą. Przy drodze były nabite na ple manekiny, to było ostrzezenie pzred intruzami. Naruszyliśmy czyjś teren i ogniska ostrzegały pzred nami. Jesteśmy zawodowcami, nie strzelamy dla zabawy. Z Dronem raczej nie dało się rozmawiać. Trzeba uważać na tych co rozpalili ogniska, jeśli chcą nas załatwic wkrótce się ujawnią. Sugeruję wzmożoną ostroznośc. Za lekceważenie zagrożenia często płaci się śmiercią. Bezpieczeństwo uczestników wyprawy pana Barona powinno być najwazniejsze, bo ilość ludzi zadecyduje o powodzeniu ekspedycji.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 czerwca 2012, 23:22

Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055

Ash zszył ranę na szyi nieprzytomnego motocyklisty chirurgiczną nicią pożyczoną od sanitariusza Czarnych Żmii, chociaż młody paramedyk wymruczał wcześniej pod nosem krytyczną uwagę na temat marnowania cennych zapasów. Wycierając lepkie od krwi dłonie i chowając do torby swe lekarskie narzędzia Tisdale spojrzał na pomocnika z zadowoleniem wypisanym na twarzy.

- Jeśli nie wda się jakieś zakażenie, będzie żył - oznajmił tonem bezsprzecznej pewności - Miałeś rację, cięcie jaja po kawałeczku to był dobry pomysł. Myślałem wcześniej, że metoda inwazyjna wywoła wydzielanie jakiegoś hormonu albo neurotoksyny, ale nic się nie stało. Lekcja na przyszłość.

- Przyszłość przyszłością - odparł sanitariusz Fullera spoglądając znacząco na gangera Chudego - Ty mi lepiej powiedz, co chcesz z tym frajerem zrobić? Ciekawy jestem, kiedy się ocknie, ale raczej nie za parę godzin. Zabierasz go ze sobą w trasę? Życzę dobrej zabawy, zwłaszcza jak ci się zeszcza w gacie albo nawali w majty w samochodzie.

Tisdale nie odpowiedział w pierwszej chwili, rozglądając się po ciemnym wnętrzu magazynu. Jednostajny hałas uderzających w dach tysięcy kropel wody tworzył szum wyciszający ludzkie głosy, ale siedzący na stercie palet Chudy dostrzegł machającego mu ręką paramedyka bez konieczności wielokrotnego wykrzykiwania jego ksywki. Przywódca motocyklowej bandy zostawił swoich czterech brudnych pomagierów i podszedł z wyraźnym ociąganiem do Canyona.

- Czego chcesz? - zapytał wsadzając dłonie za pas i spoglądając w dół na zoperowanego pomyślnie kompana - Co z nim?

- Uważaj, żeby ci fiutek nie stanął z radości - zauważył ironicznie oparty o maskę sanitariusz Fullera - Twój kumpel będzie żył. Uratowaliśmy go i to za wielki gratis. Możesz go teraz zabrać i się o niego zatroszczyć, gościu.

- Spierdalaj, gościu - zgodnie z podejrzeniami Asha Chudy nie okazał najmniejszej radości z zasłyszanych wieści - Żaden z niego kumpel. Ledwie go znałem. Przypętał się do nas parę dni temu. Nie moja rodzina i mam go w dupie. Jak go ratowaliście, to się nim teraz zajmujcie, ode mnie się odpierdolcie.

- Tamten pod ścianą pewnie też znał cię od tygodnia, co? - warknął coraz bardziej rozzłoszczony Tisdale pokazując na drugiego motocyklistę, zmarłego w trakcie zabiegu - Też ma się od ciebie odpierdolić?

- Spadaj, frajerze! - Chudy machnął paramedykowi wystawionym środkowym palcem przed nosem i ruszył z powrotem do reszty bandy motocyklistów nie oglądając się więcej za siebie.


Wątek techniczny

Próba oddania nieprzytomnego rannego Chudemu się niestety nie powiodła, inne pomysły?
Ostatnio zmieniony 24 czerwca 2012, 23:41 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 czerwca 2012, 23:40

Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055

Sutherland wysłuchał opinii Wilsona, po czym zapatrzył się na rozłożoną na stole mapę drogową środkowych Stanów. Wszyscy uczestniczący w spotkaniu mężczyźni mieli własne mapy, różnego rodzaju i w różnej skali, bez wyjątku podniszczone i wymiętoszone, w wielu przypadkach podklejane przeźroczystą taśmą.

- Możemy stąd wyjechać, kiedy tylko przestanie padać - oznajmił w końcu baron - Ciężarówki autostradą, a terenówki z bronią ciężką w szyku asekuracyjnym przez przedmieścia, na przykład przez Midland Trail aż na wschodni wyjazd z Huntington. Dzięki temu odgrodzimy wozy zaopatrzenia od miasta. Martwi mnie tylko to, że nie mamy żadnej informacji o tym, co w Huntington siedzi. Do Lexington daleka droga i nie wiadomo, czy nie będziemy musieli szybko stamtąd wracać. Lubię wiedzieć, że mam czystą strefę odwrotu, a tutaj tego nie wiemy.

- Wystawimy punkt obserwacyjny pod miastem? - zaproponował jeden z radiowców, nie odrywając spojrzenia od własnej mapy - Z najsilniejszym nadajnikiem, jaki znajdziemy?

- Po dziesięciu milach nie będzie już śladu po łączności - prychnął Tyson stojący za krzesłem Sutherlanda i patrzący na mapę swego pryncypała ponad jego ramieniem - Sami widzieliście jak się rwała przez całą drogę z Princeton. Chuja warta asekuracja, jeśli was ciekawi moje zdanie.

- Jak jesteś taki mądry, zaproponuj alternatywę - radiooperator w stroju Czarnej Żmii musiał mieć spore poczucie własnej wartości, bo nie omieszkał posłać zausznikowi barona wściekłego spojrzenia - Sprawdzamy miasto szperaczami, a reszta czeka tutaj na rezultat? To duża okolica, możemy się tu kisić przy sporym pechu nawet dwa tygodnie, a i tak nigdy się nie dowiemy, czy miasto jest bezpieczne.

- Coś tam siedzi, to jest pewne - wtrącił Sutherland dławiąc w zarodku awanturę między radiowcem i swym przybocznym - To coś może być problemem. Zatrudniłem was, żeby takie problemy rozwiązywać, więc słucham.

Przy stole zapadło na chwilę ciężkie milczenie, przerwane w końcu przez pułkownika Fullera.

- Żmije się tym zajmą, baronie - powiedział sucho dowódca bojówki - Wezmę cztery pancerki i czterdziestu ludzi. Sprawdzimy miasto aż po mosty na rzece, kiedy tylko zelżeje deszcz. Kiedy będę miał pewność, że nic wam nie grozi, dam sygnał do wyjazdu konwoju.

- Sam pan nie pojedzie pułkowniku, nie zezwalam - odrzekł Sutherland spoglądając znacząco na innego Żmiję, niskiego blondyna o kwadratowej szczęce i skrzywionym nosie boksera - Major Patterson nada się jak nikt inny. Cztery pancerki i czterdziestu ludzi. Co jeszcze możemy zrobić?

- Silna szpica z powrotem na sześćdziesiątkę czwórkę - odezwał się hegemon Vasquez, postukując palcami prawej dłoni w podłokietnik swego krzesła - Najlepiej ci, co już tam byli. Padre Radeford i jego ludzie, ale bez tych cieniasów z wolnej kompanii, oni są gówno warci. Sami Aniołowie i moi ludzie, wybiorę najlepszych... sam ich zresztą poprowadzę. Kiedy Fuller będzie przeczesywał miasto, my sprawdzimy trasę aż do Morehead. Zgadzam się z baronem co do tempa podróży. Wleczemy się paskudnie. Do jutra wieczora powinniśmy wylądować co najmniej w Mt Sterling. Co ty na to, padre? Wyskoczymy razem w drogę? Jak dwaj kumple-rycerze Chrystusa?

Latynos przeniósł spojrzenie z Sutherlanda na Radeforda, a w jego przymkniętych oczach pojawił się wyraz, którego Ebenezer nie potrafił w żaden sposób rozpoznać.


Wątek techniczny

Oto propozycje obu zastępców barona. Major Żmii Patterson wraz z czterdziestką ludzi zabezpieczy Huntington, konwój na postoju czekający na wyniki skanu miasta. Vasquez z bliżej nieokreśloną liczbą południowców oraz ósemka oryginalnych Aniołów jadą w wysuniętej szpicy daleko na wschód, by zabezpieczyć punkt zborny na wieczór następnego dnia podróży.

Co na to Radeford i Wilson?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 czerwca 2012, 00:00

- Będę o tym pamietał jak mi przyjdzie twoje tłuste sadło i flaki cerować. - Na odchodne rzucił za Chudym Tisdale. Cóż, teraz wszystko w gestii kaznodzieji.


Wątek techniczny

Nie to żebym był paranoiczny ale ten Vasquez to chyba sie chce nas pozbyć...

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 25 czerwca 2012, 07:40

Radeford przyglądał się przemawiającym próbując odgadnąć ich stosunek do nowo mianowanego kapelana. Wysłuchał wszystkich propozycji, spojrzał na mapę i rzekł.

- Huntingtone to niebezpieczne miejsce, zaraz po wjeździe do miasta zaatakowały nas techmorwy. Ich wybitne umiejętności maskowania czynią z nich groźnych przeciwników. Żyjący w ich sąsiedztwie mieszkańcy miasta muszą być twardymi i ostrożnymi ludźmi. O ile to w ogóle ludzie. Gdy nasza szpica została zauważona musieliśmy być wzięci za jeden z licznych gangów. Nic więc dziwnego, że wysłano znaki ostrzegawcze. Jak na razie mogą nie wiedzieć o pozostałych siłach poza naszą szpicą - Ebenezer przemawiał bawiąc się trzymanym w rękach różańcem. Dotyk twardych paciorków działał na niego uspokajająco.

- Musimy założyć, że nie jest to słaba społeczność, bo inaczej nie ujawniała by się tak łatwo rozpalaniem ognisk. Z tego co zaobserwowali moi ludzie ognisko rozpalono tu i tu - Radeford stuknął palcem w mapę w miejscach, w przybliżeniu wskazujących miejsce rozpalenia wici. - Sugerowałoby to, że żyją oni w rozproszeniu. Być może, jeżeli Bóg natchnął ich sprytem specjalnie rozpalili ognie, abyśmy pomyśleli, że jest ich wielu. Jednakże dla bezpieczeństwa trzeba ich traktować poważnie. Widzę trzy możliwości reakcji tubylców. Więc co mogą zrobić?
Po pierwsze widząc nadciągający gang zbiorą rozproszone siły i ufortyfikują się czekając, aż minie zagrożenie.Nie będą ryzykować działań zaczepnych. Przy tym scenariuszu jeżeli wkroczymy do miasta mogą podjąć walkę. Nie obędzie się bez strat.
Po drugie uciekną za rzekę gdzie przeczekają. To dla nas najlepszy dla nas wariant.

- Po trzecie, bezbożnikom posiadającym duże siły, pocieknie ślinka na widok dóbr jakie zgromadziliśmy i zapragną ich dla siebie. Ponadto mijając zaporę z manekinów na 64, stajemy się agresorami wdzierającymi się na ich teren. W takim przypadku rozdzielanie sił będzie działało na naszą niekorzyść. Najlepszy nasz sprzęt mogą związać walką i unieruchomić w mieście oraz zaatakować siły główne. Gdybym był na ich miejscu pewnie bym tak zrobił. Spójrzcie na mapę, miejscem najdogodniejszym na atak na nasze zapasy jest most w Catlettburg. Zablokowanie mostu i odcięcie odwrotu... To miejsce musi być zabezpieczone jak najszybciej. Tym zająłby się siły hegemona Vasqueza.

- Baronie pomysł z pokazem sił i przejazd jednostek opancerzonych przez Huntingtone może okazać się niewypałem. Zrezygnujmy z niego. Po co wkładać kij do mrowiska. Tu trzeba szybkich lekkich sił, takich co mogą szybko ocenić siły wroga i uciec. Takich,których nawet ewentualna strata nie będzie silnym ciosem dla całego przedsięwzięcia. Mamy przecież takie.

- Czas jednak dzieła na naszą niekorzyść. Wróg z każdą chwilą jest silniejszy. Mimo, że burza nie ułatwia mu sprawy, może teraz zajmować strategiczne pozycje. Zwiad musi ruszyć już teraz. Zaskoczenie to potężna broń. Nikt nie spodziewa się, że ruszymy teraz. Niech zwiad ruszy na czarnych skrzydłach nawałnicy, jej cień skryje ich i uczyni niewidzialnymi. Jeżeli wróg okaże się silny można szybko przemknąć się, koło Huntigton przecież 64 prawie omija to miasto. Z Lexingtone można wrócić przez Cincinati i Columbus.

- Potrzebny jednak będzie porządny sprzęt komunikacyjny. Taki którego nie stłumi burza
- Ebenezer spojrzał na radiowca - z pewnością macie coś takiego.

- Ze spraw ogólnych chciałbym poruszyć jedną ważną kwestię. Jeżeli chcemy, żeby ludzie byli skłonni do poświęceń musimy dać im cień nadziei, że nawet jak oberwą nie porzucimy ich w dziczy. Widziałem jak morale moich gangersów maleje gdy widzą swoich podziurawionych przez techmorwy. Nie tylko dlatego, że uratowanie ich poprzez wyciągniecie jaj graniczy z cudem, ale też, dlatego, że niema co zrobić z nieprzytomnymi. Jeżeli jest to wykonalne jedna ciężarówka powinna być czymś na kształt szpitala polowego. Jej zadaniem będzie przewożenie rannych, a kilku wybrańców będzie doglądać ich żeby nie wykitowali. Jeżeli będzie zgoda na takie działanie z wielką chęcią pobłogosławię publicznie taki pojazd i nowo mianowanych sanitariuszy, wychwalając mądrość, łaskawość i zaradność Pana, Baronie - Ebenezer lekko skinął głową w stronę Sutherlanda.

- W zwiadzie ubyło nam dwie osoby, pozostały po nich dwa motocykle, szkoda żeby się marnowały. Niech ktoś przesiądzie się na nie i ustąpi miejsca rannym do czasu aż dojdą do siebie.

- Taka jest moja propozycja. Jeżeli jednak nie zostanie zaaprobowana, Anioły Śmierci ruszą wraz z hegemon Vasquezem, aby ramię w ramię stawić czoło przeciwnością losu. Tak nam dopomóż Bóg i wszyscy święci. Amen.

Radeford zakończył uśmiechając się samymi ustami. Propozycja Vasqueza wydała mu się mocno podejrzana. Wolał wejść w gniazdo os niż kolejny raz wyruszać gdzieś z podejrzanym typem. Tak samo było z przebierańcem z Anavelt. Należał uczyć się na błędach. Vasquez coś kombinował na boku, a Anioły Śmieci przygarniając owczarka jenieckiego w jakiś sposób nadepnęli mu na odcisk.

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 25 czerwca 2012, 08:01

Leon podszedł pewnym krokiem do palących.
-Idźcie kopcić gdzie indziej.Te złom nie jest zbyt szczelny a nie chciałbym mieć Was na sumieniu bo postanowiliście sobie zapalić.-podszedł do wozu i ręką odepchnął najbliżej stojącego.
-Jak pierdyknie baron będzie stratny.Wtedy przyślę go do was-warknął.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 czerwca 2012, 08:35

Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055

Jeden z mężczyzn opuścił dzierżącą papierosa dłoń, drugi rzucił niedopałek na beton gniotąc go obcasem buta. Obaj unieśli brwi na dźwięk słów Leona, nie okazując przesadnego przejęcia, ale też nie przybierając zaczepnych min.

- Spokojnie, bo ci ciśnienie podskoczy - powiedział przyjacielskim tonem pierwszy z nich, zdradzając przynajmniej pobieżną znajomość zagadnień natury medycznej - Przecież ci dziury w blachach nie wypalimy, nie? To po co te nerwy?

- Miałem kuzyna w Peterstown - wtrącił drugi, ten od deptanego niedopałka - Kiedyś ktoś zapierdolił mu skrzynkę piwa, oryginalnego Heinekena z jakiegoś wyszabrowanego supermarketu. Kuzyn tak się wpienił, że mu z tych nerwów żyłki w gałach popękały i oślepł na jedno oko.

- Szukamy mechanika - pierwszy rozmówca przeszedł do rzeczy, zanim Kennedy zdążył przygotować komentarz na temat pękających żyłek i ślepoty - Podobno w Princeton wywieszałeś tabliczkę, że znasz się na naprawianiu aut. To ty czy nie ty?

Kolejna rozgałęziona błyskawica pocięła jaskrawymi krechami czarne od deszczowych chmur przestworza wypełniając wnętrze magazynu trwającą ułamek chwili oślepiającą poświatą. Huk gromu nadszedł kilka sekund później, przetoczył się nad kompleksem hal z głuchym łoskotem.


Wątek techniczny

Początek znajomości może nerwowy, ale czyżby się pojawiła okazja do zarobienia kilku kapsli?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 25 czerwca 2012, 08:44

Uważam podobnie jak Wielebny. Zamiast ciężkich pancerek, tylko lekkie jednostki zwiadu - motocykliści. Reszta w jednym miejscu z silnymi strażami. Jedna duża ciężarówka jako szpital polowy jest konieczna. jak Ludzie będa wiedzieć, że w w razie ran mamy szpital polowy i nikt ich nie zostawi, to będą lepiej walczyć. Teraz poważne rany oznaczają śmierć, nawet po udanej operacji. Szpital polowy musi być dla dobra wyprawy i podniesienia morale, panie baronie

Techniczny:
Vasquez coś kombinuje, trzeba ponownie przejrzeć sprzęt Latynosa po jakim mam kamizelkę. W wolnej chwili po naradzie przeszukuję samą kamzelkę, Vasquez czegoś szuka i znał raczej tego kolesia co się zastrzelił w obronie przed Dronem. I pilnować Szarika trzeba.
Ostatnio zmieniony 25 czerwca 2012, 10:16 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 25 czerwca 2012, 09:00

-No to mnie szukacie,ale uprzedzam że warsztatu ze sobą nie targam-powiedział Leon.-Co wam nawaliło i w czym?

chemdog
Reactions:
Posty: 73
Rejestracja: 20 kwietnia 2012, 07:57

Post autor: chemdog » 25 czerwca 2012, 09:30

Biorąc pod uwagę fakt iż przepatrywacz był mocno uzależniony od wyprawy barona,Szary podreptał w strone ogniska i quada.
-Panowie,ciut ostroznie z tym ogniem.Wacha za waszymi plecami niespecjalnie przepada za wysoką temperaturą a jak pieprznie,chłopaki z patroli na pewno nie będą tryskać szczęściem.Z pewnością nikomu to na zdrowie nie wyjdzie.-zatrzymał się w połowie drogi.Zrezygnował na razie z przeszukiwania budynków,świadom że nie tak dawno w okolicy grupa Wielebnego straciła ludzi.Poza tym jesli zapalono w Huntington ognie,z pewnością już dawno magazyny zostały wielokrotnie przeszukane.Nie warto było ryzykować dla jakichś gratów,będąc świadomym że u celu czekają znacznie cenniejsze i pokaźniejsze gamble.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 25 czerwca 2012, 09:51

Wątek techniczny:
Jak Eb wróci z narady dokładnie przejrzy książki po latynosie z Hurricane.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 25 czerwca 2012, 17:56

Jack opierał się nieopodal pojazdu przy którym przeprowadzano operację. Z niejakim grymasem obrzydzenia odwrócił wzrok od przeprowadzanych czynności, widocznie oglądanie krwawiących mężczyzn nie sprawiało przyjemności. Co innego w walce kiedy koniecznym stawało się przetrwanie i ochrona własnych zasobów.

Popatrzył przelotnie na zalegające wielką halę skupisko ludzi, podświadomie wyczuwał kłopoty. Czy też ze strony zbieraniny różnego rodzaju niedobitków ludzkości, czy też na wspomnienie palisady i gorejących stosów. Odprowadził wzrokiem oddalającego się kaznodzieję i Paula do momentu aż zniknęli za drzwiami pokoju wyznaczonego na prowadzenie rozmów w ścisłym gronie. Wcale nie zazdrościł kolegom obecności w tamtym miejscu, wręcz współczuł. Obracanie się w tak "wygórowanym" towarzystwie nie było jego wymarzonym zajęciem.

Zastanawiał się nad ciepłym posiłkiem, kolejną porcją zwyczajowej dawki leku i spokojną chwilą na oczyszczenie się z potu, pyłu oraz zajęciem się bronią. W szczególności dokładnym naoliwieniem oraz przeczyszczeniem Desearta, obejrzeniem amunicji i załadowanie wyglądającą na najlepszą.

Myśl o dziwnych pytaniach Vasqueza również zaprzątała jego spokój, dość podejrzane było jego zachowanie podczas "przepytywanki" i jego zainteresowanie psem. Wcale, ale to wcale, ów typ nie przypadł mu do gustu.

ODPOWIEDZ