PBF - Los Najemnika

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 lipca 2012, 14:33

Watek techniczny

Pozostale dwie rany lecze czarem. Chetnue tez wspomoge magia wyznawcow Katana. Moge opatrzec kazdego z rannych.

A co to za ludziki powiazane? Niech mowia szybko... Bo nahajka pojdzie w ruch;)

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 13 lipca 2012, 14:37

Vanah postara się opatrzyć własne rany. Na pewno nie będzie prosił nikogo o pomoc, jeśli jednak ktoś zadeklaruje taką chęć w postaci magii lub jakąś dodatkową pomoc w postaci użycia zdolności z pewnością się na to zgodzi. Do póki nie wyleczy się ("przynajmniej do poziomu gdzie nie będzie miał ujemnych modyfikatorów"), będzie starał się unikać walki i odciągać grupę od wszelkich problemów związanych z rozwiązaniami siłowymi.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 lipca 2012, 15:06

Uruk splunął w stronę przejawiających jeszcze oznaki życia orkonów:

- Niech zdychają kurwie syny. Nie dobijajcie ich. Niech się trochę pomęczą jako oni męczyli swoje ofiary. - katanskie prawo oka za oko bylo wrecz w tym przypadku idealnym zastosowaniem.

Uruk zaoferowal pierwsza pomoc chetnym, ktorzy jej potrzebowali. Choc byl dosc krewkim kaplanem, to jak kazdy akolita niegdys musial uczyc sie leczenia, co jednakze nie stanowilo ulubionych zajec mlodego podowczas uruka.

Widzac, ze tan Galadrion i el Radagast potrafia sie zajac soba, spojrzal na pozostalych:

- Pokaz te rany Vanahu. Trzeba je opatrzec nim zakazenie sie wda.


Gdy weszli do obozu, nie Byl zainteresowany szukaniem orkonowych lupow. Podszedl do dwojki zwiazanych ludzi. Wyciagnal kneble i nim zdecydowal czy rozwiazac wiezniow zapytal szorstko:

-Kim jestescie? Mowcie szybko!


Watek techniczny

Uzywam umiejki leczenie wobec Vanaha, jesli pozwoli sobie pomoc.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 13 lipca 2012, 16:21

Czuł się w swoim żywiole, góry! W końcu, po ogromnym bezmiarze wody gdzie ląd najbliższy pod stopami, smrodzie miejskich i wioskowych wyziewów, tchnienie spokoju, ogromu i majestatu natury. Przyjemnie było wędrować po skalistych bezdrożach, na myśl o stromych zboczach wyrastających nad głową, świeżym tchnieniu wiatru mieszanego z zapachem roślin i śniegu czuł przypływ energii. Co prawda nie były to rodzinne pielesze, ale góry to góry.

Parł przed siebie miarowym krokiem, uważnie stawiając stopy pomiędzy ostrymi odłamkami skalnymi, z radością spozierał na wznoszące się szczyty uśmiechając się nieznacznie do siebie. Pod krzaczastą brodą zapewne nie było tego widać, co najwyżej wąsiska zaczynały sterczeć ostro na boki ale w duszy grało życie. Nie przeszkadzały mu nawet zaczepki ze strony towarzyszy, choć odmrukiwał półgębkiem, starał się nacieszyć widokami surowej przyrody. Dawno już nie doznawał takich przyjemności, powracały wspomnienia młodości.

Drgnął słysząc znienacka dziwne odgłosy dochodzące z nieodległych zarośli, w jednej chwili w oczach pojawił się zimny błysk skupienia a dłoń przesunęła się w kierunku styliska młota. Brwi mimowolnie zjechały się nad zmrużonymi oczami gdy spoglądał w ciemność zarośli nasłuchując uważnie. Syknął cicho na towarzyszy dając znak by umilkli i ruszył powoli w kierunku dochodzących dźwięków.

[center]***[/center]

W jednej chwili rozpętało się istne pandemonium przerywając ciszę panującą na pogórzu. Z zarośli wysypały się ciemne sylwetki szybko ujawniając swoją prawdziwą naturę.

- Śmierć orkonom! - mruknął do siebie i runął przed siebie dobywając w biegu morderczą broń.

W ułamku sekundy rozpędził się na nierównym terenie do niespodziewanej szybkości jak na krępego krasnoluda, ale w końcu są zabójcze na krótkim dystansie. Siłą rozpędu powalił najbliższego przeciwnika wbijając się barkiem w jego tułów. Słysząc satysfakcjonujący trzask żeber w półobrocie wyrzucił przed siebie młot zataczając szeroki krąg dookoła. Pech dla kolejnego nadbiegającego iż akurat gdy przeskakiwał zwalony korzeń dosięgło go miażdżące uderzenie. W połowie skoku zwiotczał, zwinął się i opadł pod stopy kompanów.

Grodarth wyszarpnął broń ze skręconego ciała i odwrócił się ku drzewom gdy dosięgło go rzucone z oddali drzewce. Stęknął głucho czując wbijający się w ciało grot. Kolczuga wytrzymała, nie przepuszczając głębiej śmiertelnego ostrza. Zacisnął zęby i odwrócił się w kierunku miotacza, złowrogi błysk rozwścieczonego krasnoluda odbił się w stalowym spojrzeniu. Runął z twarzą wykrzywioną furią w kierunku chwilowo rozbrojonego przeciwnika nie zważając na spadające ciosy.

[center]***[/center]

Czerwona mgła powoli rozwiewała się przed jego oczami, nikłe obłoczki pary rozwiewały się koło jego ust, ciało zaczynało przekazywać pierwsze sygnały poranionego ciała. Jeszcze nie widział płynącej z wielu ran krwi, dziko rozglądał się wokół spozierając na pomiażdżone zezwłoki walające się dookoła. Metaliczna woń parującej posoki wciągana przez rozszerzone nozdrza niosła powoli otrzeźwienie i przywracała do rzeczywistości.

Rozejrzał się powoli dookoła kierując spojrzenie na Deliada.

- Goldasth? - wymruczał gardłowo uśmiechając się tajemniczo - A z czymże może się on ze mną kojarzyć... Nie każdy krasnolud ma jedną gębę... Jakiś wasz znajomek?

Standardowo, staram się opatrzyć jak umiem najlepiej. Z pomocy korzystam. Optuję również za całkowitym zaleczeniem ran i odpoczynkiem zanim ruszymy dalej.
Ostatnio zmieniony 13 lipca 2012, 16:30 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 13 lipca 2012, 17:30

Techniczny:
Tan Galadrion uleczył Bilbowi 4 rany umiejetnością leczenie i 3 rany Goldhartowi. Pozostałe obrażenia swoje oraz krasnoluda i niziołka wyleczył magią tracąc prawie cała Moc. Tan Vader przywrócił Vanahowi 3 punkty ran (Vanah ma nadal 4 i karę -2 do testów). Sobie samemu Vader przywrócił 3 punkty, Druid Radagast sobie przywrócił też 3 punkty. To co zostało wymaga czaru Leczenie x 1 za 3 punkty Mocy dla Radagasta. Oraz za 4 punkty mocy by wyleczyć półelfa Vanaha, albo Radagast albo Vader to zrobią, jeśli nie za niecałą godzinę konieczny bedzie czar uzdrowienie. Rany Vadera jakie zostały wyleczy regeneracja (użycie raz na dzień wyleczy 3 obrażenia). Czyli trzeba jeszce rzucić 2 czary Leczenie za 4 PM i 3 PM, Druid i Uruk mają po 20 Mocy. 1 punkt Mocy odzyskujecie po godzinie.

Jeńcy, to dwaj drwale z Aragronu o jakich mówiła tamtejsza karczmarka, Orkony ich zdybały jak wracali z roboty. Dziękują wam z calych siła za ratunek i obiecują Was wychwalać przed mieszkańcami Aragronu.
Ostatnio zmieniony 15 lipca 2012, 18:28 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 13 lipca 2012, 17:36

Jest południe po opatrzeniu ran, oraz rzuceniu zakleć leczących, odpoczęliście co nieco. Czas ruszać dalej, do jutra wieczorem Trabian Galstaff ma się zjawić u swego ojca, za wiele czasu wam nie zostało by go znaleźć. Po kilku godzinach uciązliwego marszu w trudnym terenie: wreszcie jesteście na miejscu. Jak obiecywał krasnolud Keswraith, w oddali widzicie Królewski Port (jesteście na wysokiej górze). Przy pobliskiej kępie drzew dostrzegacier, luźno spętane konie. każdy ma siodlo i juki, oznaczone sylwetką czerwonego rumaka, oznaczeniem drużyny zwane Jeźdźcami w Szkarłacie, do jakiej należy Trabian.

Co robicie? (kradniecie konie, zabijacie konie? czy też przetrząsacie juki?).

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 13 lipca 2012, 18:02

Grodarth z niemym zachwytem stał na szczycie wpatrzony w wierzchołki od