Leon sięgnął po obrzyna po czym obie lufy skierował w okno od strony pasażera.
-Wypierdalaj-rzucił w strone najemnika mierząc go zimnym wzrokiem
PBF - Podstępna rubież
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Pan po raz kolejny wystawiał swojego sługę na próbę. Tym razem, chodziło o wiarę. Czy Ebenezer ruszy w paszczę lwa czy znajdzie bratnią duszę. Zastanowił się chwilę po czym rzekł.
- Dobrze, pójdę spotkać się z waszym przywódcą, ale nie mogę zostawić ludzi w takich opłakanych warunkach. Znajdziemy kwaterę i dach nad głową dla moich ludzi i wrócę ze swoim adiutantem.
Radeford obawiał się, że mijające minuty mogą być wykorzystane na otocznie jego oddziału, wrócił więc szybko do reszty i objaśnił im jak wygląda sprawa.
- Musimy znaleźć taką kwaterę, która w razie ataku pozwoli odpierać ataki wroga przynajmniej do rana. Ash jest obeznany w walkach w mieście więc jego obarczymy tym problemem. Jack musi pozostać ze szpicą i próbować nawiązać kontakt z alfą i betą. Kto pójdzie za mną na rozmowy z ich przywódcą ?
Wątek techniczny:
Dobrze przeczytałem, jest z nami hegemończyk? Oni byli tylko w alfie!
- Dobrze, pójdę spotkać się z waszym przywódcą, ale nie mogę zostawić ludzi w takich opłakanych warunkach. Znajdziemy kwaterę i dach nad głową dla moich ludzi i wrócę ze swoim adiutantem.
Radeford obawiał się, że mijające minuty mogą być wykorzystane na otocznie jego oddziału, wrócił więc szybko do reszty i objaśnił im jak wygląda sprawa.
- Musimy znaleźć taką kwaterę, która w razie ataku pozwoli odpierać ataki wroga przynajmniej do rana. Ash jest obeznany w walkach w mieście więc jego obarczymy tym problemem. Jack musi pozostać ze szpicą i próbować nawiązać kontakt z alfą i betą. Kto pójdzie za mną na rozmowy z ich przywódcą ?
Wątek techniczny:
Dobrze przeczytałem, jest z nami hegemończyk? Oni byli tylko w alfie!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Przystawiona do szyby lufa obrzyna, usytuowana idealnie na wysokości nosa mężczyzny, w ułamku sekundy pozbawiła intruza dalszej ochoty do negocjowania zasad wejścia do pojazdu. Bojówkarz zniknął zza szyby równie szybko jak się za nią pojawił, odskakując niczym oparzony od klamki pikapa. Leon odczekał jeszcze chwilę chcąc zyskać pewność, że natrętny kandydat na pasażera naprawdę poczuł się odmową zniechęcony, potem odłożył strzelbę na boczne siedzenie przystawiając twarz do przedniej szyby i próbując coś dostrzec pomiędzy poruszającymi się zgrzytliwie piórami wycieraczek.
Bojówkarze wciąż tkwili poukrywani wzdłuż ulicy, schowani za samochodami, murkami i w pełnych deszczówki rynsztokach. Dźwięki rozmów ucichły, wszyscy czekali bowiem w skrajnym napięciu na dalszy rozwój wydarzeń. Kennedy domyślał się, że Radeford prowadził z kimś rozmowę, bo ledwie dostrzegalna w ciemności sylwetka kaznodziei wydawała się sąsiadować z inną ciemną postacią. Rozmazane na szybie krople deszczu utrudniały dojrzenie jakichkolwiek szczegółów, a wysiadać z suchego wnętrza Canyona Leon ani myślał.
Oślepiające wiązki błyskawic wciąż znaczyły czarne przestworza daleko na północ od rzeki Ohio, ale nad Huntington padał zwyczajny deszcz, niosący ze sobą wilgoć i dziwaczny metaliczny posmak zdradzający obecność w deszczówce przyniesionych wiatrem z północy chemikaliów. Jak każdy inny mieszkaniec Detroit, Kennedy zdawał sobie doskonale sprawę z tego, czym był Moloch, bo bliskie sąsiedztwo z nieludzkim, działającym wobec całkowicie obcych człowiekowi priorytetów konstruktem zmuszało populację tego miasta do regularnej walki o przetrwanie. Chmury fabrycznych dymów unoszące się tuż nad linią horyzontu były widziane przez dalekosiężne lornetki obserwatorów usytuowanych na najwyższych biurowcach Detroit, ustawicznie przypominając o obecności nieprzejednanego wroga, który nigdy nie spał, nie odczuwał zmęczenia i nie przestawał knuć sobie tylko znanych planów nie mogących wieścić ludziom niczego dobrego.
A burzowe chmury nadciągające od strony północy zawsze przynosiły z deszczem ów nieprzyjemny zapach, który niepokojąco kojarzył się z podstępną chemią pozostającą na usługach elektronowego mózgu.
Wątek techniczny
Leon zaprezentował się jako wytrawny negocjator i dyplomata, skutecznie zniechęcając niemiłego bojówkarza do dalszego targania za klamkę Canyona. Oczywiście nie można oczekiwać, że ów pan będzie darzył później naszego kierowcy sympatią, ale nie wybiegajmy zbyt daleko w przyszłość - wszak wciąż nie wiadomo, czy coś się w uliczce nie skomplikuje...
Przystawiona do szyby lufa obrzyna, usytuowana idealnie na wysokości nosa mężczyzny, w ułamku sekundy pozbawiła intruza dalszej ochoty do negocjowania zasad wejścia do pojazdu. Bojówkarz zniknął zza szyby równie szybko jak się za nią pojawił, odskakując niczym oparzony od klamki pikapa. Leon odczekał jeszcze chwilę chcąc zyskać pewność, że natrętny kandydat na pasażera naprawdę poczuł się odmową zniechęcony, potem odłożył strzelbę na boczne siedzenie przystawiając twarz do przedniej szyby i próbując coś dostrzec pomiędzy poruszającymi się zgrzytliwie piórami wycieraczek.
Bojówkarze wciąż tkwili poukrywani wzdłuż ulicy, schowani za samochodami, murkami i w pełnych deszczówki rynsztokach. Dźwięki rozmów ucichły, wszyscy czekali bowiem w skrajnym napięciu na dalszy rozwój wydarzeń. Kennedy domyślał się, że Radeford prowadził z kimś rozmowę, bo ledwie dostrzegalna w ciemności sylwetka kaznodziei wydawała się sąsiadować z inną ciemną postacią. Rozmazane na szybie krople deszczu utrudniały dojrzenie jakichkolwiek szczegółów, a wysiadać z suchego wnętrza Canyona Leon ani myślał.
Oślepiające wiązki błyskawic wciąż znaczyły czarne przestworza daleko na północ od rzeki Ohio, ale nad Huntington padał zwyczajny deszcz, niosący ze sobą wilgoć i dziwaczny metaliczny posmak zdradzający obecność w deszczówce przyniesionych wiatrem z północy chemikaliów. Jak każdy inny mieszkaniec Detroit, Kennedy zdawał sobie doskonale sprawę z tego, czym był Moloch, bo bliskie sąsiedztwo z nieludzkim, działającym wobec całkowicie obcych człowiekowi priorytetów konstruktem zmuszało populację tego miasta do regularnej walki o przetrwanie. Chmury fabrycznych dymów unoszące się tuż nad linią horyzontu były widziane przez dalekosiężne lornetki obserwatorów usytuowanych na najwyższych biurowcach Detroit, ustawicznie przypominając o obecności nieprzejednanego wroga, który nigdy nie spał, nie odczuwał zmęczenia i nie przestawał knuć sobie tylko znanych planów nie mogących wieścić ludziom niczego dobrego.
A burzowe chmury nadciągające od strony północy zawsze przynosiły z deszczem ów nieprzyjemny zapach, który niepokojąco kojarzył się z podstępną chemią pozostającą na usługach elektronowego mózgu.
Wątek techniczny
Leon zaprezentował się jako wytrawny negocjator i dyplomata, skutecznie zniechęcając niemiłego bojówkarza do dalszego targania za klamkę Canyona. Oczywiście nie można oczekiwać, że ów pan będzie darzył później naszego kierowcy sympatią, ale nie wybiegajmy zbyt daleko w przyszłość - wszak wciąż nie wiadomo, czy coś się w uliczce nie skomplikuje...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Wilson nie słyszał w szumie deszczu słów wypowiadanych przez kaznodzieję, nie miał też najmniejszego pojęcia, kim mógł być stojący obok Radeforda człowiek, ale że był to właśnie człowiek, w to Paul nie wątpił. Ebenezer dał się już poznać swym druhom jako nieprzejednany i zaciekły wróg mutantów, widzący w odmieńcach dotyk szatańskiego palca i głoszący konieczność bezkompromisowego unicestwienia tego groteskowego podgatunku.
Gdyby rozmówcą Radeforda był mutant, konwersacja już dawno przeszłaby w morderczą kanonadę. Mimo skrajnego zmęczenia, coraz bardziej uporczywie atakującego organizm Paula, kierowca walczył zawzięcie o zachowanie kontroli nad wszystkimi zmysłami. Krążąca w żyłach adrenalina i skrajne napięcie ułatwiały to w bieżącej chwili, ale Wilson poważnie obawiał się, że za parę godzin uśnie na stojąco nawet w ogniu strzelaniny. Ledwie dwa dni minęły od dramatycznych wydarzeń pod Red Oak Ridge i bojówkarze z Anawalt pewnie nadal leżeli w łóżkach wypoczywając po krwawej odsieczy w Bluefield. Wyczerpani i dotkliwie poranieni kurierzy barona Whortona nie mieli takiego szczęścia: przespali zaledwie jedną noc, a ich ciała wciąż znaczyły siniaki, szramy i krwiste blizny naznaczone czarnym ściegiem chirurgicznych nici. Wrócili zaledwie czternaście godzin temu do Peterstown, wciąż zmęczeni i ranni, pakując się natychmiast w ekspedycję do Lexington.
Nadmiar wrażeń w zbyt krótkim okresie czasu sprawił, że Wilson tracił powoli świadomość upływu czasu. Pocierane co chwilę palcami oczy wciąż uparcie się kleiły, a ból głowy narastał proporcjonalnie do piekącego kłucia w boku, gdzie zaaplikowany w przeciągu dnia medipack wciąż stymulował przyśpieszony farmakologicznie zrost rozciętej tkanki.
- Uwaga, wielebny wraca! - syknął nagle jeden z pobliskich najemników.
Wątek techniczny
Moi mili, od teraz BG należący do ekipy z poprzedniej przygody zaczynają odczuwać efekty skrajnego przemęczenia: wszystkie testy zaliczają o jedną poprzeczkę trudniej niż wynikałoby to normalnych zasad. Modyfikator ten zniknie samoczynnie po przynajmniej ośmiogodzinnym wypoczynku! Kara nie dotyczy Asha, Leona i Szarego.
Wilson nie słyszał w szumie deszczu słów wypowiadanych przez kaznodzieję, nie miał też najmniejszego pojęcia, kim mógł być stojący obok Radeforda człowiek, ale że był to właśnie człowiek, w to Paul nie wątpił. Ebenezer dał się już poznać swym druhom jako nieprzejednany i zaciekły wróg mutantów, widzący w odmieńcach dotyk szatańskiego palca i głoszący konieczność bezkompromisowego unicestwienia tego groteskowego podgatunku.
Gdyby rozmówcą Radeforda był mutant, konwersacja już dawno przeszłaby w morderczą kanonadę. Mimo skrajnego zmęczenia, coraz bardziej uporczywie atakującego organizm Paula, kierowca walczył zawzięcie o zachowanie kontroli nad wszystkimi zmysłami. Krążąca w żyłach adrenalina i skrajne napięcie ułatwiały to w bieżącej chwili, ale Wilson poważnie obawiał się, że za parę godzin uśnie na stojąco nawet w ogniu strzelaniny. Ledwie dwa dni minęły od dramatycznych wydarzeń pod Red Oak Ridge i bojówkarze z Anawalt pewnie nadal leżeli w łóżkach wypoczywając po krwawej odsieczy w Bluefield. Wyczerpani i dotkliwie poranieni kurierzy barona Whortona nie mieli takiego szczęścia: przespali zaledwie jedną noc, a ich ciała wciąż znaczyły siniaki, szramy i krwiste blizny naznaczone czarnym ściegiem chirurgicznych nici. Wrócili zaledwie czternaście godzin temu do Peterstown, wciąż zmęczeni i ranni, pakując się natychmiast w ekspedycję do Lexington.
Nadmiar wrażeń w zbyt krótkim okresie czasu sprawił, że Wilson tracił powoli świadomość upływu czasu. Pocierane co chwilę palcami oczy wciąż uparcie się kleiły, a ból głowy narastał proporcjonalnie do piekącego kłucia w boku, gdzie zaaplikowany w przeciągu dnia medipack wciąż stymulował przyśpieszony farmakologicznie zrost rozciętej tkanki.
- Uwaga, wielebny wraca! - syknął nagle jeden z pobliskich najemników.
Wątek techniczny
Moi mili, od teraz BG należący do ekipy z poprzedniej przygody zaczynają odczuwać efekty skrajnego przemęczenia: wszystkie testy zaliczają o jedną poprzeczkę trudniej niż wynikałoby to normalnych zasad. Modyfikator ten zniknie samoczynnie po przynajmniej ośmiogodzinnym wypoczynku! Kara nie dotyczy Asha, Leona i Szarego.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Midland Trail, 7 maja 2055
Tajemniczy mężczyzna zdjął z głowy przemoczony na wskroś kaptur, odsłaniając niemłodą, ale wciąż pełną życia twarz i osadzone w niej podejrzliwe oczy. Na wierzchu sportowej bluzy, również mokrej i klejącej się do ciała człowieka, nieznajomy nosił skórzany bandolier z przypiętymi do niego czterema nożami. Szary nie dostrzegał u obcego żadnej innej broni, ale rozsądek podpowiadał mu, że nawet na chwilę nie powinien tracić czujności.
- Należę do ekspedycji ze wschodu - oznajmił wymijająco zbieracz, nie chcąc niepotrzebnie kłamać, ale też nie zamierzając przekazać obcemu zbyt wielu informacji na swój temat - Jedziemy na zachód. Trafiliśmy tutaj po drodze, nie mamy złych zamiarów. Robimy normalny zwiad, żeby sprawdzić czy miasto jest bezpieczne.
- No to wdepnęliście w niezłe gówno - odpowiedział mężczyzna oglądając się jednocześnie wokół siebie w sposób, który mógł oznaczać niepokój - W Huntington jest teraz bardzo niebezpiecznie, zwłaszcza po tej stronie rzeki. Widzieliśmy wasze auta na autostradzie, zanim jeszcze zaczęło lać. Zresztą teraz wszyscy w okolicy już o was wiedzą, ogień ich ostrzegł. Ilu was jest i kto tutaj dowodzi?
Wątek techniczny
Tajemniczy nożownik sprawia wrażenie autentycznie zaniepokojonego i chyba wcale nie chodzi mu o Twój patrol. Ciągle rozgląda się wokół. Co ewentualnie zamierzasz mu zdradzić na swój temat (cel ekspedycji, jej rozmiary, lokalizację sił głównych, nazwisko dowódcy, istnienie pozostałych patroli, cokolwiek innego). Chodzi o to, bym wiedział jakie informacje gotów jesteś "sprzedać" obcemu, by zdobyć trochę jego zaufania.
Tajemniczy mężczyzna zdjął z głowy przemoczony na wskroś kaptur, odsłaniając niemłodą, ale wciąż pełną życia twarz i osadzone w niej podejrzliwe oczy. Na wierzchu sportowej bluzy, również mokrej i klejącej się do ciała człowieka, nieznajomy nosił skórzany bandolier z przypiętymi do niego czterema nożami. Szary nie dostrzegał u obcego żadnej innej broni, ale rozsądek podpowiadał mu, że nawet na chwilę nie powinien tracić czujności.
- Należę do ekspedycji ze wschodu - oznajmił wymijająco zbieracz, nie chcąc niepotrzebnie kłamać, ale też nie zamierzając przekazać obcemu zbyt wielu informacji na swój temat - Jedziemy na zachód. Trafiliśmy tutaj po drodze, nie mamy złych zamiarów. Robimy normalny zwiad, żeby sprawdzić czy miasto jest bezpieczne.
- No to wdepnęliście w niezłe gówno - odpowiedział mężczyzna oglądając się jednocześnie wokół siebie w sposób, który mógł oznaczać niepokój - W Huntington jest teraz bardzo niebezpiecznie, zwłaszcza po tej stronie rzeki. Widzieliśmy wasze auta na autostradzie, zanim jeszcze zaczęło lać. Zresztą teraz wszyscy w okolicy już o was wiedzą, ogień ich ostrzegł. Ilu was jest i kto tutaj dowodzi?
Wątek techniczny
Tajemniczy nożownik sprawia wrażenie autentycznie zaniepokojonego i chyba wcale nie chodzi mu o Twój patrol. Ciągle rozgląda się wokół. Co ewentualnie zamierzasz mu zdradzić na swój temat (cel ekspedycji, jej rozmiary, lokalizację sił głównych, nazwisko dowódcy, istnienie pozostałych patroli, cokolwiek innego). Chodzi o to, bym wiedział jakie informacje gotów jesteś "sprzedać" obcemu, by zdobyć trochę jego zaufania.
Ostatnio zmieniony 02 sierpnia 2012, 21:35 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: