PBF - Podstępna rubież
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Pan po raz kolejny wystawiał swojego sługę na próbę. Tym razem, chodziło o wiarę. Czy Ebenezer ruszy w paszczę lwa czy znajdzie bratnią duszę. Zastanowił się chwilę po czym rzekł.
- Dobrze, pójdę spotkać się z waszym przywódcą, ale nie mogę zostawić ludzi w takich opłakanych warunkach. Znajdziemy kwaterę i dach nad głową dla moich ludzi i wrócę ze swoim adiutantem.
Radeford obawiał się, że mijające minuty mogą być wykorzystane na otocznie jego oddziału, wrócił więc szybko do reszty i objaśnił im jak wygląda sprawa.
- Musimy znaleźć taką kwaterę, która w razie ataku pozwoli odpierać ataki wroga przynajmniej do rana. Ash jest obeznany w walkach w mieście więc jego obarczymy tym problemem. Jack musi pozostać ze szpicą i próbować nawiązać kontakt z alfą i betą. Kto pójdzie za mną na rozmowy z ich przywódcą ?
Wątek techniczny:
Dobrze przeczytałem, jest z nami hegemończyk? Oni byli tylko w alfie!
- Dobrze, pójdę spotkać się z waszym przywódcą, ale nie mogę zostawić ludzi w takich opłakanych warunkach. Znajdziemy kwaterę i dach nad głową dla moich ludzi i wrócę ze swoim adiutantem.
Radeford obawiał się, że mijające minuty mogą być wykorzystane na otocznie jego oddziału, wrócił więc szybko do reszty i objaśnił im jak wygląda sprawa.
- Musimy znaleźć taką kwaterę, która w razie ataku pozwoli odpierać ataki wroga przynajmniej do rana. Ash jest obeznany w walkach w mieście więc jego obarczymy tym problemem. Jack musi pozostać ze szpicą i próbować nawiązać kontakt z alfą i betą. Kto pójdzie za mną na rozmowy z ich przywódcą ?
Wątek techniczny:
Dobrze przeczytałem, jest z nami hegemończyk? Oni byli tylko w alfie!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Przystawiona do szyby lufa obrzyna, usytuowana idealnie na wysokości nosa mężczyzny, w ułamku sekundy pozbawiła intruza dalszej ochoty do negocjowania zasad wejścia do pojazdu. Bojówkarz zniknął zza szyby równie szybko jak się za nią pojawił, odskakując niczym oparzony od klamki pikapa. Leon odczekał jeszcze chwilę chcąc zyskać pewność, że natrętny kandydat na pasażera naprawdę poczuł się odmową zniechęcony, potem odłożył strzelbę na boczne siedzenie przystawiając twarz do przedniej szyby i próbując coś dostrzec pomiędzy poruszającymi się zgrzytliwie piórami wycieraczek.
Bojówkarze wciąż tkwili poukrywani wzdłuż ulicy, schowani za samochodami, murkami i w pełnych deszczówki rynsztokach. Dźwięki rozmów ucichły, wszyscy czekali bowiem w skrajnym napięciu na dalszy rozwój wydarzeń. Kennedy domyślał się, że Radeford prowadził z kimś rozmowę, bo ledwie dostrzegalna w ciemności sylwetka kaznodziei wydawała się sąsiadować z inną ciemną postacią. Rozmazane na szybie krople deszczu utrudniały dojrzenie jakichkolwiek szczegółów, a wysiadać z suchego wnętrza Canyona Leon ani myślał.
Oślepiające wiązki błyskawic wciąż znaczyły czarne przestworza daleko na północ od rzeki Ohio, ale nad Huntington padał zwyczajny deszcz, niosący ze sobą wilgoć i dziwaczny metaliczny posmak zdradzający obecność w deszczówce przyniesionych wiatrem z północy chemikaliów. Jak każdy inny mieszkaniec Detroit, Kennedy zdawał sobie doskonale sprawę z tego, czym był Moloch, bo bliskie sąsiedztwo z nieludzkim, działającym wobec całkowicie obcych człowiekowi priorytetów konstruktem zmuszało populację tego miasta do regularnej walki o przetrwanie. Chmury fabrycznych dymów unoszące się tuż nad linią horyzontu były widziane przez dalekosiężne lornetki obserwatorów usytuowanych na najwyższych biurowcach Detroit, ustawicznie przypominając o obecności nieprzejednanego wroga, który nigdy nie spał, nie odczuwał zmęczenia i nie przestawał knuć sobie tylko znanych planów nie mogących wieścić ludziom niczego dobrego.
A burzowe chmury nadciągające od strony północy zawsze przynosiły z deszczem ów nieprzyjemny zapach, który niepokojąco kojarzył się z podstępną chemią pozostającą na usługach elektronowego mózgu.
Wątek techniczny
Leon zaprezentował się jako wytrawny negocjator i dyplomata, skutecznie zniechęcając niemiłego bojówkarza do dalszego targania za klamkę Canyona. Oczywiście nie można oczekiwać, że ów pan będzie darzył później naszego kierowcy sympatią, ale nie wybiegajmy zbyt daleko w przyszłość - wszak wciąż nie wiadomo, czy coś się w uliczce nie skomplikuje...
Przystawiona do szyby lufa obrzyna, usytuowana idealnie na wysokości nosa mężczyzny, w ułamku sekundy pozbawiła intruza dalszej ochoty do negocjowania zasad wejścia do pojazdu. Bojówkarz zniknął zza szyby równie szybko jak się za nią pojawił, odskakując niczym oparzony od klamki pikapa. Leon odczekał jeszcze chwilę chcąc zyskać pewność, że natrętny kandydat na pasażera naprawdę poczuł się odmową zniechęcony, potem odłożył strzelbę na boczne siedzenie przystawiając twarz do przedniej szyby i próbując coś dostrzec pomiędzy poruszającymi się zgrzytliwie piórami wycieraczek.
Bojówkarze wciąż tkwili poukrywani wzdłuż ulicy, schowani za samochodami, murkami i w pełnych deszczówki rynsztokach. Dźwięki rozmów ucichły, wszyscy czekali bowiem w skrajnym napięciu na dalszy rozwój wydarzeń. Kennedy domyślał się, że Radeford prowadził z kimś rozmowę, bo ledwie dostrzegalna w ciemności sylwetka kaznodziei wydawała się sąsiadować z inną ciemną postacią. Rozmazane na szybie krople deszczu utrudniały dojrzenie jakichkolwiek szczegółów, a wysiadać z suchego wnętrza Canyona Leon ani myślał.
Oślepiające wiązki błyskawic wciąż znaczyły czarne przestworza daleko na północ od rzeki Ohio, ale nad Huntington padał zwyczajny deszcz, niosący ze sobą wilgoć i dziwaczny metaliczny posmak zdradzający obecność w deszczówce przyniesionych wiatrem z północy chemikaliów. Jak każdy inny mieszkaniec Detroit, Kennedy zdawał sobie doskonale sprawę z tego, czym był Moloch, bo bliskie sąsiedztwo z nieludzkim, działającym wobec całkowicie obcych człowiekowi priorytetów konstruktem zmuszało populację tego miasta do regularnej walki o przetrwanie. Chmury fabrycznych dymów unoszące się tuż nad linią horyzontu były widziane przez dalekosiężne lornetki obserwatorów usytuowanych na najwyższych biurowcach Detroit, ustawicznie przypominając o obecności nieprzejednanego wroga, który nigdy nie spał, nie odczuwał zmęczenia i nie przestawał knuć sobie tylko znanych planów nie mogących wieścić ludziom niczego dobrego.
A burzowe chmury nadciągające od strony północy zawsze przynosiły z deszczem ów nieprzyjemny zapach, który niepokojąco kojarzył się z podstępną chemią pozostającą na usługach elektronowego mózgu.
Wątek techniczny
Leon zaprezentował się jako wytrawny negocjator i dyplomata, skutecznie zniechęcając niemiłego bojówkarza do dalszego targania za klamkę Canyona. Oczywiście nie można oczekiwać, że ów pan będzie darzył później naszego kierowcy sympatią, ale nie wybiegajmy zbyt daleko w przyszłość - wszak wciąż nie wiadomo, czy coś się w uliczce nie skomplikuje...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Wilson nie słyszał w szumie deszczu słów wypowiadanych przez kaznodzieję, nie miał też najmniejszego pojęcia, kim mógł być stojący obok Radeforda człowiek, ale że był to właśnie człowiek, w to Paul nie wątpił. Ebenezer dał się już poznać swym druhom jako nieprzejednany i zaciekły wróg mutantów, widzący w odmieńcach dotyk szatańskiego palca i głoszący konieczność bezkompromisowego unicestwienia tego groteskowego podgatunku.
Gdyby rozmówcą Radeforda był mutant, konwersacja już dawno przeszłaby w morderczą kanonadę. Mimo skrajnego zmęczenia, coraz bardziej uporczywie atakującego organizm Paula, kierowca walczył zawzięcie o zachowanie kontroli nad wszystkimi zmysłami. Krążąca w żyłach adrenalina i skrajne napięcie ułatwiały to w bieżącej chwili, ale Wilson poważnie obawiał się, że za parę godzin uśnie na stojąco nawet w ogniu strzelaniny. Ledwie dwa dni minęły od dramatycznych wydarzeń pod Red Oak Ridge i bojówkarze z Anawalt pewnie nadal leżeli w łóżkach wypoczywając po krwawej odsieczy w Bluefield. Wyczerpani i dotkliwie poranieni kurierzy barona Whortona nie mieli takiego szczęścia: przespali zaledwie jedną noc, a ich ciała wciąż znaczyły siniaki, szramy i krwiste blizny naznaczone czarnym ściegiem chirurgicznych nici. Wrócili zaledwie czternaście godzin temu do Peterstown, wciąż zmęczeni i ranni, pakując się natychmiast w ekspedycję do Lexington.
Nadmiar wrażeń w zbyt krótkim okresie czasu sprawił, że Wilson tracił powoli świadomość upływu czasu. Pocierane co chwilę palcami oczy wciąż uparcie się kleiły, a ból głowy narastał proporcjonalnie do piekącego kłucia w boku, gdzie zaaplikowany w przeciągu dnia medipack wciąż stymulował przyśpieszony farmakologicznie zrost rozciętej tkanki.
- Uwaga, wielebny wraca! - syknął nagle jeden z pobliskich najemników.
Wątek techniczny
Moi mili, od teraz BG należący do ekipy z poprzedniej przygody zaczynają odczuwać efekty skrajnego przemęczenia: wszystkie testy zaliczają o jedną poprzeczkę trudniej niż wynikałoby to normalnych zasad. Modyfikator ten zniknie samoczynnie po przynajmniej ośmiogodzinnym wypoczynku! Kara nie dotyczy Asha, Leona i Szarego.
Wilson nie słyszał w szumie deszczu słów wypowiadanych przez kaznodzieję, nie miał też najmniejszego pojęcia, kim mógł być stojący obok Radeforda człowiek, ale że był to właśnie człowiek, w to Paul nie wątpił. Ebenezer dał się już poznać swym druhom jako nieprzejednany i zaciekły wróg mutantów, widzący w odmieńcach dotyk szatańskiego palca i głoszący konieczność bezkompromisowego unicestwienia tego groteskowego podgatunku.
Gdyby rozmówcą Radeforda był mutant, konwersacja już dawno przeszłaby w morderczą kanonadę. Mimo skrajnego zmęczenia, coraz bardziej uporczywie atakującego organizm Paula, kierowca walczył zawzięcie o zachowanie kontroli nad wszystkimi zmysłami. Krążąca w żyłach adrenalina i skrajne napięcie ułatwiały to w bieżącej chwili, ale Wilson poważnie obawiał się, że za parę godzin uśnie na stojąco nawet w ogniu strzelaniny. Ledwie dwa dni minęły od dramatycznych wydarzeń pod Red Oak Ridge i bojówkarze z Anawalt pewnie nadal leżeli w łóżkach wypoczywając po krwawej odsieczy w Bluefield. Wyczerpani i dotkliwie poranieni kurierzy barona Whortona nie mieli takiego szczęścia: przespali zaledwie jedną noc, a ich ciała wciąż znaczyły siniaki, szramy i krwiste blizny naznaczone czarnym ściegiem chirurgicznych nici. Wrócili zaledwie czternaście godzin temu do Peterstown, wciąż zmęczeni i ranni, pakując się natychmiast w ekspedycję do Lexington.
Nadmiar wrażeń w zbyt krótkim okresie czasu sprawił, że Wilson tracił powoli świadomość upływu czasu. Pocierane co chwilę palcami oczy wciąż uparcie się kleiły, a ból głowy narastał proporcjonalnie do piekącego kłucia w boku, gdzie zaaplikowany w przeciągu dnia medipack wciąż stymulował przyśpieszony farmakologicznie zrost rozciętej tkanki.
- Uwaga, wielebny wraca! - syknął nagle jeden z pobliskich najemników.
Wątek techniczny
Moi mili, od teraz BG należący do ekipy z poprzedniej przygody zaczynają odczuwać efekty skrajnego przemęczenia: wszystkie testy zaliczają o jedną poprzeczkę trudniej niż wynikałoby to normalnych zasad. Modyfikator ten zniknie samoczynnie po przynajmniej ośmiogodzinnym wypoczynku! Kara nie dotyczy Asha, Leona i Szarego.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Midland Trail, 7 maja 2055
Tajemniczy mężczyzna zdjął z głowy przemoczony na wskroś kaptur, odsłaniając niemłodą, ale wciąż pełną życia twarz i osadzone w niej podejrzliwe oczy. Na wierzchu sportowej bluzy, również mokrej i klejącej się do ciała człowieka, nieznajomy nosił skórzany bandolier z przypiętymi do niego czterema nożami. Szary nie dostrzegał u obcego żadnej innej broni, ale rozsądek podpowiadał mu, że nawet na chwilę nie powinien tracić czujności.
- Należę do ekspedycji ze wschodu - oznajmił wymijająco zbieracz, nie chcąc niepotrzebnie kłamać, ale też nie zamierzając przekazać obcemu zbyt wielu informacji na swój temat - Jedziemy na zachód. Trafiliśmy tutaj po drodze, nie mamy złych zamiarów. Robimy normalny zwiad, żeby sprawdzić czy miasto jest bezpieczne.
- No to wdepnęliście w niezłe gówno - odpowiedział mężczyzna oglądając się jednocześnie wokół siebie w sposób, który mógł oznaczać niepokój - W Huntington jest teraz bardzo niebezpiecznie, zwłaszcza po tej stronie rzeki. Widzieliśmy wasze auta na autostradzie, zanim jeszcze zaczęło lać. Zresztą teraz wszyscy w okolicy już o was wiedzą, ogień ich ostrzegł. Ilu was jest i kto tutaj dowodzi?
Wątek techniczny
Tajemniczy nożownik sprawia wrażenie autentycznie zaniepokojonego i chyba wcale nie chodzi mu o Twój patrol. Ciągle rozgląda się wokół. Co ewentualnie zamierzasz mu zdradzić na swój temat (cel ekspedycji, jej rozmiary, lokalizację sił głównych, nazwisko dowódcy, istnienie pozostałych patroli, cokolwiek innego). Chodzi o to, bym wiedział jakie informacje gotów jesteś "sprzedać" obcemu, by zdobyć trochę jego zaufania.
Tajemniczy mężczyzna zdjął z głowy przemoczony na wskroś kaptur, odsłaniając niemłodą, ale wciąż pełną życia twarz i osadzone w niej podejrzliwe oczy. Na wierzchu sportowej bluzy, również mokrej i klejącej się do ciała człowieka, nieznajomy nosił skórzany bandolier z przypiętymi do niego czterema nożami. Szary nie dostrzegał u obcego żadnej innej broni, ale rozsądek podpowiadał mu, że nawet na chwilę nie powinien tracić czujności.
- Należę do ekspedycji ze wschodu - oznajmił wymijająco zbieracz, nie chcąc niepotrzebnie kłamać, ale też nie zamierzając przekazać obcemu zbyt wielu informacji na swój temat - Jedziemy na zachód. Trafiliśmy tutaj po drodze, nie mamy złych zamiarów. Robimy normalny zwiad, żeby sprawdzić czy miasto jest bezpieczne.
- No to wdepnęliście w niezłe gówno - odpowiedział mężczyzna oglądając się jednocześnie wokół siebie w sposób, który mógł oznaczać niepokój - W Huntington jest teraz bardzo niebezpiecznie, zwłaszcza po tej stronie rzeki. Widzieliśmy wasze auta na autostradzie, zanim jeszcze zaczęło lać. Zresztą teraz wszyscy w okolicy już o was wiedzą, ogień ich ostrzegł. Ilu was jest i kto tutaj dowodzi?
Wątek techniczny
Tajemniczy nożownik sprawia wrażenie autentycznie zaniepokojonego i chyba wcale nie chodzi mu o Twój patrol. Ciągle rozgląda się wokół. Co ewentualnie zamierzasz mu zdradzić na swój temat (cel ekspedycji, jej rozmiary, lokalizację sił głównych, nazwisko dowódcy, istnienie pozostałych patroli, cokolwiek innego). Chodzi o to, bym wiedział jakie informacje gotów jesteś "sprzedać" obcemu, by zdobyć trochę jego zaufania.
Ostatnio zmieniony 02 sierpnia 2012, 21:35 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Jack Salt przekręcił się w miejscu opierając plecami o chłodny metal samochodowej karoserii, ziewnął nagle bezwolnie ku swemu własnemu zaskoczeniu. Kurier czuł narastające zmęczenie, objawiające się tępym bólem pulsującym w całym ciele i mętlikiem w głowie. Przełożył pistolet z ręki do ręki czując jak ciężar ważącego sporo Deserta zaczyna być nieznośny dla nadgarstka.
Przypasane do boku kuriera radio, śliskie od wody mimo schowania pod ortalionowy płaszcz, zatrzeszczało nagle ledwie zrozumiale, popłynęły z niego rwące się słowa, w których Salt z trudem rozpoznał zdenerwowany głos Chudego.
- ....dolone zap... szkło! Opo... g trafi... amy się... fać?
Wątek techniczny
Nareszcie! Udało się wreszcie nawiązać łączność z ekipą Chudego! Kamień z serca, nieprawdaż?
Jack Salt przekręcił się w miejscu opierając plecami o chłodny metal samochodowej karoserii, ziewnął nagle bezwolnie ku swemu własnemu zaskoczeniu. Kurier czuł narastające zmęczenie, objawiające się tępym bólem pulsującym w całym ciele i mętlikiem w głowie. Przełożył pistolet z ręki do ręki czując jak ciężar ważącego sporo Deserta zaczyna być nieznośny dla nadgarstka.
Przypasane do boku kuriera radio, śliskie od wody mimo schowania pod ortalionowy płaszcz, zatrzeszczało nagle ledwie zrozumiale, popłynęły z niego rwące się słowa, w których Salt z trudem rozpoznał zdenerwowany głos Chudego.
- ....dolone zap... szkło! Opo... g trafi... amy się... fać?
Wątek techniczny
Nareszcie! Udało się wreszcie nawiązać łączność z ekipą Chudego! Kamień z serca, nieprawdaż?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Ok. Ranny, jeśli jeszcze nie skończyłem, w obliczu burzy Molocha i perspektywy dłuższego postoju, schodzi na drugi plan. Rozglądam się za w miarę dobrze obronnym budynkiem, który zajmiemy. Auta ustawiamy jakoś strategicznie, może tak aby blokował wejścia czy pod dachem gdzieś, w zależności od budynku. Tak czy owak chcę wykorzystać maksymalnie potencjał budynku i aut.
Potem rozstawimy warty. Ja zajmę się rannym, a reszta spać!
Ok. Ranny, jeśli jeszcze nie skończyłem, w obliczu burzy Molocha i perspektywy dłuższego postoju, schodzi na drugi plan. Rozglądam się za w miarę dobrze obronnym budynkiem, który zajmiemy. Auta ustawiamy jakoś strategicznie, może tak aby blokował wejścia czy pod dachem gdzieś, w zależności od budynku. Tak czy owak chcę wykorzystać maksymalnie potencjał budynku i aut.
Potem rozstawimy warty. Ja zajmę się rannym, a reszta spać!
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Techniczny:
Jeśli słyszalem co gadają do Salta to zrozumialem, że przebili oponę i nie mogą się wycofać, pójdę z Wielebnym jak deklarowałem wcześniej, chyba, że zechce iść sam albo z kimś innym.
Jeśli słyszalem co gadają do Salta to zrozumialem, że przebili oponę i nie mogą się wycofać, pójdę z Wielebnym jak deklarowałem wcześniej, chyba, że zechce iść sam albo z kimś innym.
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2012, 15:27 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Szary postanowił chwilowo nie ujawniać żadnych informacji. Zaciekawiła go za to inna sprawa.
-Co znaczy niebezpiecznie? Macie jakieś miejscowe problemy? - zapytał, starając się zmienić temat i pociągnąć nieznajomego nożownika za język.
-Co znaczy niebezpiecznie? Macie jakieś miejscowe problemy? - zapytał, starając się zmienić temat i pociągnąć nieznajomego nożownika za język.
Ostatnio zmieniony 02 sierpnia 2012, 21:36 przez chemdog, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Radeford uśmiechnął się nieznacznie, konał ze zmęczenia. Ostatnie dni były owocne, ale wytężona praca zwalał go z nóg.
- Chudy się odzywa? To świetnie! Zanim pójdę porozmawiać z ich przedstawicielem muszę widzieć co dzieje się z innymi grupami zwiadu. Jack wejdźmy na dach budynku, może łączność się poprawi.
- Chudy się odzywa? To świetnie! Zanim pójdę porozmawiać z ich przedstawicielem muszę widzieć co dzieje się z innymi grupami zwiadu. Jack wejdźmy na dach budynku, może łączność się poprawi.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Midland Trail, 8 maja 2055
Nożownik wciąż zerkał podejrzliwie w stronę samochodów patrolu i stojących przy nich bojówkarzy, obserwujących obcego z równie głęboką nieufnością. Hegemoniści Estebana wysunęli się do przodu celując lufami broni w neutralne miejsca takie jak pobliskie okna czy nurt Guyandotte, ale w ich ruchach dawało się wyczuć zawodową sprężystość i gotowość do reakcji w każdej sekundzie, stojącą w jaskrawym kontraście z niemrawością obieżyświatów z wolnej kompanii.
- To nie jest dobre miejsce na pogaduchy, przybyszu - powiedział w końcu nieznajomy mężczyzna, nic nie tracąc ze swojego ewidentnego zaniepokojenia - W każdej chwili możemy zostać odkryci, a wtedy po nas. Wasze światła widać z daleka nawet w deszczu. Musimy się ukryć i to natychmiast.
Mężczyzna rzucił kolejne spojrzenie w stronę wozów patrolu, a potem obejrzał się nad ramieniem za siebie, jakby szukał kogoś lub czegoś wzrokiem w labiryncie ciemnych ruin w centrum Huntington.
- Najlepiej zawróćcie aż pod autostradę, tam nikt nam nie przeszkodzi - powiedział pośpiesznie, nerwowo tarmosząc palcami rękawy umazanej rzecznym mułem kurtki - Szybko!
Wątek techniczny
Facet jest bardzo zdenerwowany, a źródło jego niepokoju wydaje się leżeć gdzieś w głębi miasta. Proponuje zawrócenie aż pod autostradę (tam, gdzie stoją dwie pancerki Fullera), dopiero tam gotów jest kontynuować rozmowę. Co robisz?
Nożownik wciąż zerkał podejrzliwie w stronę samochodów patrolu i stojących przy nich bojówkarzy, obserwujących obcego z równie głęboką nieufnością. Hegemoniści Estebana wysunęli się do przodu celując lufami broni w neutralne miejsca takie jak pobliskie okna czy nurt Guyandotte, ale w ich ruchach dawało się wyczuć zawodową sprężystość i gotowość do reakcji w każdej sekundzie, stojącą w jaskrawym kontraście z niemrawością obieżyświatów z wolnej kompanii.
- To nie jest dobre miejsce na pogaduchy, przybyszu - powiedział w końcu nieznajomy mężczyzna, nic nie tracąc ze swojego ewidentnego zaniepokojenia - W każdej chwili możemy zostać odkryci, a wtedy po nas. Wasze światła widać z daleka nawet w deszczu. Musimy się ukryć i to natychmiast.
Mężczyzna rzucił kolejne spojrzenie w stronę wozów patrolu, a potem obejrzał się nad ramieniem za siebie, jakby szukał kogoś lub czegoś wzrokiem w labiryncie ciemnych ruin w centrum Huntington.
- Najlepiej zawróćcie aż pod autostradę, tam nikt nam nie przeszkodzi - powiedział pośpiesznie, nerwowo tarmosząc palcami rękawy umazanej rzecznym mułem kurtki - Szybko!
Wątek techniczny
Facet jest bardzo zdenerwowany, a źródło jego niepokoju wydaje się leżeć gdzieś w głębi miasta. Proponuje zawrócenie aż pod autostradę (tam, gdzie stoją dwie pancerki Fullera), dopiero tam gotów jest kontynuować rozmowę. Co robisz?
Ostatnio zmieniony 10 sierpnia 2012, 15:59 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Tisdale usztywnił zmiażdżoną stopę najemnika na tyle, na ile zdołał, zastanawiając się w myślach nad sposobem jak najszybszego przetransportowania ofiary do polowego szpitala Sutherlanda. Mężczyzna wciąż pozostawał nieprzytomny, a sam Ash nawet nie próbował go cucić, słusznie obawiając się natychmiastowych i bardzo hałaśliwych wrzasków bólu pacjenta. Dwaj przywołani ruchami ręki bojówkarze odciągnęli kompana w tył kolumny, przejmując nad nim doraźną opiekę. Paramedyk podniósł z asfaltu lekarską torbę i potruchtał żwawo w stronę Radeforda, konferującego za karoserią pikapa z pozostałymi Aniołami.
Wątek techniczny
Kompilacja deklaracji. Sygnał Chudego znów zaniknął, nie macie chwilowo łączności ani z nim ani tym bardziej z Szarym. Ash bierze na siebie zorganizowanie obozowiska (opiszę to za chwilę w osobnej wstawce). Salt pozostaje na miejscu jako radiooperator. Kennedy pilnuje pikapa. Radeford i Wilson wyruszają na zaporę jako negocjatorzy (zaznaczcie, jaki sprzęt ze sobą zabieracie, a co wolicie zostawić pod opieką kumpli wiedząc, że cała broń zostanie Wam zarekwirowana).
Tisdale usztywnił zmiażdżoną stopę najemnika na tyle, na ile zdołał, zastanawiając się w myślach nad sposobem jak najszybszego przetransportowania ofiary do polowego szpitala Sutherlanda. Mężczyzna wciąż pozostawał nieprzytomny, a sam Ash nawet nie próbował go cucić, słusznie obawiając się natychmiastowych i bardzo hałaśliwych wrzasków bólu pacjenta. Dwaj przywołani ruchami ręki bojówkarze odciągnęli kompana w tył kolumny, przejmując nad nim doraźną opiekę. Paramedyk podniósł z asfaltu lekarską torbę i potruchtał żwawo w stronę Radeforda, konferującego za karoserią pikapa z pozostałymi Aniołami.
Wątek techniczny
Kompilacja deklaracji. Sygnał Chudego znów zaniknął, nie macie chwilowo łączności ani z nim ani tym bardziej z Szarym. Ash bierze na siebie zorganizowanie obozowiska (opiszę to za chwilę w osobnej wstawce). Salt pozostaje na miejscu jako radiooperator. Kennedy pilnuje pikapa. Radeford i Wilson wyruszają na zaporę jako negocjatorzy (zaznaczcie, jaki sprzęt ze sobą zabieracie, a co wolicie zostawić pod opieką kumpli wiedząc, że cała broń zostanie Wam zarekwirowana).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kilka ulic od Madison Ave, 7 maja 2055
Jedna z prostopadłych do Madison Ave ulic na południe zablokowanego przejazdu sąsiadowała z niewielkim piętrowym parkingiem dla klientów pobliskiego sklepu. Spora część parkingu zdążyła się już zawalić, ale przeczesujący okolicę na polecenie Asha szperacze uznali, że pod resztą nadwerężonej erozją konstrukcji wciąż można schować wszystkie wozy patrolu. Przywołany przez nich Tisdale szybko ocenił walory względnie suchego schronienia, wydał stosowne rozkazy upewniając się jednocześnie, że w promieniu jednej przecznicy od parkingu nie znajdują się żadne barykady ani inne znaki ostrzegawcze Kościoła Ciała Chrystusowego.
Rzygając kłębami spalin rozchodzących się powoli w wilgotnym nocnym powietrzu, pojazdy Aniołów wjeżdżały kolejno przez całkowicie zdewastowany punkt wydawania pokwitowań za parking, parkując gdzie tylko popadło. Żaden z najemników nie krył radości z dachu na głową, siadając pod betonowymi wspornikami i ścianami hali na parterze budynku, wyciągając papierosy, plastikowe butelki z wodą i jedzenie. Tisdale wyznaczył kilku strażników, ignorując jęki rozczarowania i pomruki niezadowolenia, formułując polecenia twardym zdecydowanym tonem. Wysłani na pierwsze piętro bojówkarze rozlokowali się w oknach i przy większych dziurach w ścianach, wypatrując w ciętej kroplami deszczu ciemności śladu czyjejkolwiek obecności.
- Dobre miejsce na postój - powiedział Ash wsiadając do szoferki stojącego z wyłączonym silnikiem pikapa - Otwórz może okno, trochę za bardzo czuć tu psem.
Tkwiący w siedzeniu kierowcy i gryzący jakąś bulwę Kennedy wzruszył w odpowiedzi ramionami, ale uchylił lekko drzwi po swojej stronie.
- Cały jestem mokry, kurwa - rzucił z tylnego siedzenia Salt - Nienawidzę jak jestem cały mokry. Wszystko mnie potem swędzi i drapie. Macie jakieś suche ubranie na zmianę?
- Ja nie - odpowiedział natychmiast Leon - Ale bardzo ci współczuję.
- Sranie na banie - burknął bez większej urazy Jack, ściągając z siebie ociekającą wodą kurtkę - Dobrze ci się gada, bo jesteś suchy.
- Co to są za kolesie? - Kennedy natychmiast zmienił temat na bardziej interesujący go wątek - Miejscowi? Jakaś większa osada?
- Nic jeszcze nie wiemy - odpowiedział Salt podkręcając głośność radiokomunikatora - Jacyś religijni pomyleńcy, dam sobie głowę uciąć.
- Lepiej nie gadaj tak przy Radefordzie - przestrzegł Jacka Ash - Widać, że poważnie do tego podszedł. Goście są dobrze zorganizowani i czujni. Zabezpieczyli dojazdówki do siebie i pilnują wejść. Z takimi trzeba ostrożnie, a najlepiej w ogóle nie zadzierać.
- Ebe to co innego - żachnął się Salt odkładając pistolet na sąsiedni fotel i ściągając pełne wody buty - Ebe jest księdzem, ale jest też w porządku. Znam takich wielebnych, co mają całkiem zryte berety, każą ciągle pościć i zabraniają seksu, bo to grzech. Niech sobie w dupę wsadzą takie zakazy.
- Nie wiem, czy to dobrze, że puściliśmy ich samych - mruknął Tisdale - Diabli wiedzą, czy ci ludzie im czegoś nie zrobią. Sam bym się czuł lepiej z ubezpieczeniem.
- Ale gdzie byś chciał postawić ubezpieczenie? Przecież ten cały Micky wyraźnie powiedział, że wpuszczą tylko dwóch i ani jednej osoby więcej - odpowiedział półnagi już Salt, wyciągając spod siedzenia koc i zawijając się w niego szczelnie - Leon, odpal silnik, zagrzej tu trochę, bo chyba zamarznę. Niech mi ciuchy trochę podeschną.
- Na rurze z tłumika sobie powieś - rzucił Kennedy przekręcając kluczyk w stacyjce Canyona.
Wątek techniczny
Patrol Aniołów znalazł bezpieczne schronienie, a Wy sami możecie teraz odpocząć (nawet się przespać, jeśli chcecie, wartownicy zostali już rozstawieni, podniosą raban, jeśli coś się zacznie dziać). Deszcz wciąż pada, ale na zadaszonym parkingu jest sucho i nie wieje wiatr.
Jeśli o fabułę idzie, ekipa odpoczywająca (Ash, Leon, Jack) pozostaje chwilowo w stanie zawieszenia. Oś fabuły zostaje od teraz podzielona na dwa wątki - wizyta Ebenezera i Paula w Kościele oraz nieznane Wam bliżej perypetie Szarego.
Jedna z prostopadłych do Madison Ave ulic na południe zablokowanego przejazdu sąsiadowała z niewielkim piętrowym parkingiem dla klientów pobliskiego sklepu. Spora część parkingu zdążyła się już zawalić, ale przeczesujący okolicę na polecenie Asha szperacze uznali, że pod resztą nadwerężonej erozją konstrukcji wciąż można schować wszystkie wozy patrolu. Przywołany przez nich Tisdale szybko ocenił walory względnie suchego schronienia, wydał stosowne rozkazy upewniając się jednocześnie, że w promieniu jednej przecznicy od parkingu nie znajdują się żadne barykady ani inne znaki ostrzegawcze Kościoła Ciała Chrystusowego.
Rzygając kłębami spalin rozchodzących się powoli w wilgotnym nocnym powietrzu, pojazdy Aniołów wjeżdżały kolejno przez całkowicie zdewastowany punkt wydawania pokwitowań za parking, parkując gdzie tylko popadło. Żaden z najemników nie krył radości z dachu na głową, siadając pod betonowymi wspornikami i ścianami hali na parterze budynku, wyciągając papierosy, plastikowe butelki z wodą i jedzenie. Tisdale wyznaczył kilku strażników, ignorując jęki rozczarowania i pomruki niezadowolenia, formułując polecenia twardym zdecydowanym tonem. Wysłani na pierwsze piętro bojówkarze rozlokowali się w oknach i przy większych dziurach w ścianach, wypatrując w ciętej kroplami deszczu ciemności śladu czyjejkolwiek obecności.
- Dobre miejsce na postój - powiedział Ash wsiadając do szoferki stojącego z wyłączonym silnikiem pikapa - Otwórz może okno, trochę za bardzo czuć tu psem.
Tkwiący w siedzeniu kierowcy i gryzący jakąś bulwę Kennedy wzruszył w odpowiedzi ramionami, ale uchylił lekko drzwi po swojej stronie.
- Cały jestem mokry, kurwa - rzucił z tylnego siedzenia Salt - Nienawidzę jak jestem cały mokry. Wszystko mnie potem swędzi i drapie. Macie jakieś suche ubranie na zmianę?
- Ja nie - odpowiedział natychmiast Leon - Ale bardzo ci współczuję.
- Sranie na banie - burknął bez większej urazy Jack, ściągając z siebie ociekającą wodą kurtkę - Dobrze ci się gada, bo jesteś suchy.
- Co to są za kolesie? - Kennedy natychmiast zmienił temat na bardziej interesujący go wątek - Miejscowi? Jakaś większa osada?
- Nic jeszcze nie wiemy - odpowiedział Salt podkręcając głośność radiokomunikatora - Jacyś religijni pomyleńcy, dam sobie głowę uciąć.
- Lepiej nie gadaj tak przy Radefordzie - przestrzegł Jacka Ash - Widać, że poważnie do tego podszedł. Goście są dobrze zorganizowani i czujni. Zabezpieczyli dojazdówki do siebie i pilnują wejść. Z takimi trzeba ostrożnie, a najlepiej w ogóle nie zadzierać.
- Ebe to co innego - żachnął się Salt odkładając pistolet na sąsiedni fotel i ściągając pełne wody buty - Ebe jest księdzem, ale jest też w porządku. Znam takich wielebnych, co mają całkiem zryte berety, każą ciągle pościć i zabraniają seksu, bo to grzech. Niech sobie w dupę wsadzą takie zakazy.
- Nie wiem, czy to dobrze, że puściliśmy ich samych - mruknął Tisdale - Diabli wiedzą, czy ci ludzie im czegoś nie zrobią. Sam bym się czuł lepiej z ubezpieczeniem.
- Ale gdzie byś chciał postawić ubezpieczenie? Przecież ten cały Micky wyraźnie powiedział, że wpuszczą tylko dwóch i ani jednej osoby więcej - odpowiedział półnagi już Salt, wyciągając spod siedzenia koc i zawijając się w niego szczelnie - Leon, odpal silnik, zagrzej tu trochę, bo chyba zamarznę. Niech mi ciuchy trochę podeschną.
- Na rurze z tłumika sobie powieś - rzucił Kennedy przekręcając kluczyk w stacyjce Canyona.
Wątek techniczny
Patrol Aniołów znalazł bezpieczne schronienie, a Wy sami możecie teraz odpocząć (nawet się przespać, jeśli chcecie, wartownicy zostali już rozstawieni, podniosą raban, jeśli coś się zacznie dziać). Deszcz wciąż pada, ale na zadaszonym parkingu jest sucho i nie wieje wiatr.
Jeśli o fabułę idzie, ekipa odpoczywająca (Ash, Leon, Jack) pozostaje chwilowo w stanie zawieszenia. Oś fabuły zostaje od teraz podzielona na dwa wątki - wizyta Ebenezera i Paula w Kościele oraz nieznane Wam bliżej perypetie Szarego.